Skocz do zawartości
 
GRACZY ONLINE

skinny

Gracz
  • Postów

    196
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez skinny

  1. **Cassie przesłuchała zaciekawiona. Dodała do playlisty "boli mnie brzuszek i nienawidzę świata"**
  2. **Na stronie blogu What's The Tea Cassie? Pojawił się premierowy wpis.** Witajcie drodzy czytelnicy! Nazywam się Cassandra Montgomery i to mój blog - What’s The Tea, Cassie? Czego możecie się spodziewać? Dosłownie: wszystkiego. Jestem absolwentką dziennikarstwa uniwersytetu w San Fierro, a moimi specjalnościami są dziennikarstwo muzyczne i modowe. Nie będę się natomiast zamykała na te dwa tematy. Wśród nich znajdziecie również, zgodnie z obietnicami na moim profilu Lifeinvader: recenzje - lokali, eventów, produktów (nie tylko kosmetyków!) relacje z wyżej wymienionych rzeczy! felietony, czyli podzielę się z Wami moim spojrzeniem na dany problem społeczny szczere do bólu opinie Absolutny brak clickbaitu, ragebaitu i bezsensownych plotek rodem z innych portali. Na rozgrzewkę po moim powrocie do miasta weźmiemy recenzję pierwszego lokalu, który miałam okazję odwiedzić. Czy dorównali moim oczekiwaniom? Sprawdźcie poniżej! Jeśli jesteście zainteresowani współpracą, chcecie, abym zrecenzowała jakieś miejsce, album, lub kolekcję ubrań - dajcie znać! Piszcie do mnie maila: [email protected] lub wyślijcie do mnie DM na Lifeinvader! xoxo, Cassie Montgomery #001 Wizyta w lokalu Mon Chéri - czy jest jak w Paris? Kilka dni temu podróżując po oświetlonym już latarniami Del Perro poczułam nagłą ochotę na coś słodkiego. Przeszukując appkę mapy po powrocie w rodzinne strony zauważyłam ikonkę kawiarni Mon Chéri. Zachwycona chwytliwością powyższej nazwy, postanowiłam odwiedzić lokal. Jakie były moje wrażenia? Przekonajmy się razem w pierwszym wpisie What’s The Tea, Cassie?! Drewniane drzwi znajdują się na wzniesieniu z kilkoma schodkami do pokonania, a po prawej stronie znajduje się rampa dla osób w kryzysie niepełnosprawności ruchowej, co jest już dla mnie bardzo dużym bonusem. Okolice wejścia były czyste, jak na standardy okolic Del Perro i Vespucci, a zielone drzwi i balustrady stoją dumnie w akompaniamencie pnącego się bluszczu, palm i innych kwiatów. Bardzo klimatycznie! Cała magia natomiast delikatnie zanika po wejściu. Wystrój rodem z Pinteresta? Po przekroczeniu drzwi zostałam powitana przez uroczą Panią sprzątającą, prawdopodobnie zaczynając swoją pracę, było już wtedy grubo po dwudziestej trzeciej. We wnętrzu pachniało kawą i słodkościami już od wejścia, a w głośnikach pogrywał delikatnie przyjemny dla ucha Pop z grupy kawałków nikt nie zna tytułu, ale każdemu się podoba. Wnętrze strefy dla gości jest…sterylne. Takie, borderline szpitalnie sterylne. Po lewej stronie znajduje się tablica do gry w darta przybita do drewnianych, wszechobecnych w nowoczesnym wystroju wnętrz lamelami i— to by było na tyle, jeśli chodzi o kolory rzucające się w oczy. Reszta sali dla gości jest raczej udekorowana nowoczesnym stylem, który lubię nazywać TJ Maxx Glamour. Wszędzie sporo bieli i szarości. Białe ściany, białe fotele i sofy, szklane stoły z diamentowymi dekoracjami. Właścicielka nawet pokusiła się o znalezienie doniczek w podobnym stylu, które miałyby symulować obicie materiałem. Dzięki bogu, rośliny znajdujące się w donicach i wazonach na stole były już prawdziwe. Na uboczu siedziała zakochana para na nocnej randce, a przy ladzie na hookerze siedziała bodajże jedna osoba. Zanim usiadłam postanowiłam nie marnować czasu biednym baristkom i spojrzałam na menu, które wyświetla się nad ich głowami na wielkich monitorach. Skusiłam się na kawałek tortu Pavlova i herbatę Earl Grey. Baristka przyjęła moje zamówienie z uśmiechem. Poprosiłam o zaniesienie zamówienia do stołu, przy którym zajęłam miejsce. Fotele były wygodne, chociaż szklany stolik pozornie łatwy do wytarcia okazał się magnesem na odciski palców. Po około pięciu minutach baristka, która przyjęła moje zamówienie przyniosła je do stolika i życzyła mi smacznego. Ale czy jest pysznie? Tort był zaserwowany tradycyjnie z kremem i świeżymi malinami, które balansują swoją kwasowością onieśmielającą słodycz bezy, która niestety spędziła w piekarniku o kilka minut za długo. Wydawała się bardzo sucha i krucha. Na końcu języka pojawiały się nuty mascarpone i wanilii z aksamitnego, rozpływającego się w ustach kremu, a na koniec przeżuwania kęsa, zostałam spoliczkowana kwasowością czerwonej, dojrzewającej w letnim słońcu maliny. Jest dobrze! Chociaż gdyby nie ta beza, byłoby wprost idealnie – nic w tym dziwnego! Przygotowanie bezy to jeden z trudniejszych wyczynów cukiernictwa. Przejdźmy zatem do herbaty. Już teraz rozczaruję wszystkich brytyjczyków i powiem od razu, że nie piłam tej herbaty z mlekiem. W zaparzaczu w przezroczystym imbryku powoli tańczyły liście herbaty ze skórką bergamotki, tradycyjnie dla herbat Earl Grey, która to w XIX wieku była sprzedawana jako herbata najgorszej klasy, a bergamotka miałaby podnosić jej jakość, aromatyzując przy tym napar. Po przelaniu herbaty do filiżanki wydobył się cudowny zapach liści czarnej herbaty z cytrusami. Profil smakowy tej herbaty był dość prosty. Lekko słodkawa z nutami cytrusów – przez tę wyżej wymienioną skórkę. Herbata była parzona w odpowiedniej temperaturze i dobrej jakości wody. Nie wyczułam żadnego metalicznego posmaku ani efektu nalotu na zębach, które mogą się pojawić, gdy liście zostaną bezczelnie utopione we wrzątku zrobionym z twardej wody. Chapeau bas! Po najedzeniu się stwierdziłam, że czas się odświeżyć. Łazienka dla kobiet była czysta. Utrzymana nadal w nieszczęsnym szpitalnym stylu glamour. Oprócz tego, brak jakichkolwiek zastrzeżeń. Papier był, dozownik z mydłem też był, a woda nie parzyła w ręce, ani nie była za zimna. Dzięki Bogu właścicielki postanowiły postawić na ręczniki papierowe, które są łatwe w recyklingu, a nie na suszarki do rąk, które są siedliskiem bakterii i grzybów. Po wyjściu z łazienki dopiero później zauważyłam, że między toaletami znajduje się schowany za drewnianymi płytami kosz na odpady. Jako cywilizowana zetka skorzystałam z tego przywileju. Posprzątałam po sobie, a naczynia oddałam na bar, by baristki nie musiały biegać po całej sali za jednym talerzykiem i filiżanką. Werdykt? Mon Chéri to lokal z potencjałem i uprzejmą obsługą, której obraz jest zaburzany przez nadmierną sterylność i nudę wnętrza. Dekoracje są oklepane i jakbym rzuciła kamieniem to trafiłabym w dziesięć podobnie wystrojonych lokali. Nadrabiają natomiast atmosferą. Jedzenie i napoje są bardzo dobre. Osoby, które obsługują po drugiej stronie lady są przeszkolone z zasad savoire vivre’u i nie wyglądają, jakby pracowały tam za karę. Kadra kierownicza dba również o szkolenia swoich pracowników, by Ci zminimalizowali błędy popełniane przy przygotowaniu jedzenia dla gości. Pozdrawiam całą ekipę Mon Chéri i życzę im dalszych sukcesów! Moja ocena? Jak na pierwszą recenzję, będę hojna. **komentarze pod postem są włączone.**
  3. Życie nigdy nie jest proste, kiedy chcesz sięgnąć gwiazd i musisz dorównać swoim idolom. Szczególnie, kiedy Twoim największym idolem i wzorem do naśladowania jest Twoja własna Matka. W piątek trzynastego, 2001 roku narodziła się pierworodna córka Chanel Montgomery. Szanowanej dziennikarki i senatorki Los Santos w latach dziewięćdziesiątych. Przed przejściem na emeryturę wzięła ślub z miłością swojego życia, wspólnie z małżonkiem zdecydowali, że Chanel powinna osiąść na laurach, zająć się domem i wychować małą Cassandrę. Cassie od zawsze zżerała ciekawość. Ciekawa świata i odkrywania nowości edukacja szła jej jak z płatka pod bacznym okiem surowych, ale jak najbardziej kochających rodziców. W końcu kiedy są pieniądze, są też odpowiednie zasoby i czas, by Twoja pociecha mogła sięgać gwiazd od najmłodszych lat. Dziewczynka ochoczo zapisywała się na prywatne zajęcia z gimnastyki, gry na fortepianie, na które woził ją Ojciec…chociaż i tak nie przykuwało to jej uwagi w stu procentach tak bardzo jak pisanie. Wypracowania, referaty i poezja były ulubionymi zajęciami w szkole młodej Cassandry. Jej Matka wiedziała, że wychowuje następczynię swojego “geniuszu”. Postanowiła zatem zarazić ją ideą pisania felietonów i odpowiednich jak na jej wiek reportaży. Cassie pomiędzy wzdychania do chłopaków po raz pierwszy, relacjonowała to, co działo się w szkole z zapartym tchem, zręcznie trenując wszystkie buzz words, które miały by przykuć uwagę swojego potencjalnego czytelnika - dziś wie, że clickbait nie jest najlepszą metodą na zdobycie popularności. Kiedy nastoletni bunt minął i naszedł czas na określenie siebie, Cassandra była pewna: chce iść w ślady matki, studiując dziennikarstwo. Natomiast, zamiast zajmować się ogólnym prezentowaniem wydarzeń lokalnych, kobieta raczej skupiła się na doskonaleniu umiejętności z zakresu dziennikarstwa muzycznego i dziennikarstwa modowego. Wyjechała na studia do San Fierro i za mocą nepotyzmu ze strony znanych rodziców, załatwiono jej płatny staż w San News, gdzie dorabiała sobie przy korektach tekstu i content creatorka dla social mediów przestarzałego zespołu. No bo przecież nikt nie odnajdzie się w socialach lepiej niż młoda i ambitna zoomerka. Lata na studiach mijały jak z bicza strzelił. Czas na powrót do domu… Tylko, że nie do końca. Dziewczyna już z prawie rozwiniętą korą przedczołową prędzej poszłaby do wojska niż zamieszkała znów z rodzicami. Dorosła już Cassandra z dyplomem dziennikarstwa w ręku próbuje sił na “swoim” - zakładając w domowym zaciszu swój drugi już blog “What’s The Tea, Cassie?” - w którym podobnie jak Matka, będzie przyglądała się miastu swoim krytycznym wzrokiem. Co ją zachwyci? A co przyprawi o przewrócenie oczami w drugą stronę z zażenowania? To się okaże… Profil na Lifeinvader Wzmianki, artykuły, współprace: -
  4. **Cassandra Montgomery razem z mamą Chanel przyjrzały się dokładnie sesji zdjęciowej młodocianej modelki. Dyskutowały nad formą i pozami pracy Zoyi. Mimo różnicy pokoleniowej, kobiety jednogłośnie stwierdziły, że dziewczyna ma szansę na wspaniałą karierę w haute couture. **
  5. **Mandy przesłuchała kawałek. Jest dumna z przyjaciółki i życzy jej jak najlepiej w karierze**
  6. **Mandy czyta Dominicowi @Centrolewus artykuł na głos. Obydwoje kochają dramy, śmieją się z całego zajścia.**
  7. **Mandy przesłuchała utworu w drodze do domu po pracy. Spodobał jej się i zostawiła lajk.**
  8. **Mandy ucieszyła się jak dziecko z otrzymanego PR boxa od przyjaciółki.**
  9. skinny

    MΛNDY XTC

    Podsumowanie numer 1. Minął już miesiąc! Miesiąc za pasem a życie Mandy nabrało wyjątkowo intensywnego tempa. Już pierwszego dnia po wylądowaniu i odebrania swojego apartamentu stwierdziła, że dobrym pomysłem na znalezienie nowych znajomych. Takim sposobem wpadła na osoby, z którymi utrzymuje kontakt do dziś. Są to między innymi: piosenkarka R&B Keilana Merr, modelka Dolly Perri i jej partner Randarious Royce, jego przyjaciel Taymaine SoSo Reavers, a także gwiazdy koszykówki, Jakub Młynarczyk i Dean Nash. Dziewczyna była podczas protestu bardzo aktywna, a żartobliwa Keilana podczas rzucania flarą zrobiła jej zdjęcie. Tak powstała okładka do jej pierwszego numeru “CHAOS”, który traktował właśnie o tym proteście. Został on nagrany przez Calvina Heavinwaya z Unsainted Records. Przyjaźń pomiędzy trzema dziewczynami kwitnęła, a ich kolory włosów pasowały idealnie, by nazywać je żartobliwie “Atomówkami” - czasem z tej okazji można nawet zobaczyć, że Keilana, Dolly i Amanda dobierają kolory, by odwzorować swoje postacie z kreskówki. Tak też przyszły na domówkę LeMauna Baileya i też w tym stroju Dolly i Amanda zostały zatrzymane. Dziewczyna swoją rezolutnością oszczędziła czasu funkcjonariuszom SWAT i oczywiście współpracowała z nimi. Dziewczyna głównie została rozpoznawana wśród ludzi przez jej cięty język i specyficzne poczucie humoru. Przez shitposting i wysyłanie memów na Lifeinvader, Mandy poznała się z duetem Libiduo, a także poznała też swojego partnera, Dominica Doyle’a. W międzyczasie też zaczęła kumplować się z Farushem “Lilma” Bojaxhiu, serbskim producentem, który pomógł jej wydać kolejny singiel i teledysk o nazwie “6TH COMMANDMENT”. Na swoich socialach opisuje współpracę z Lilma jako bardzo owocną i kreatywną. Dwoje artystów dogaduje się wprost fantastycznie. Dograła się również do nadchodzacego EP Producenckiego, które promuje na swój własny, memiczny sposób. Przyjaźń trio przyjaciółek przypieczętował - a przynajmniej u Mandy między dziewczynami - wspólny wyjazd na Paradise Island. Dziewczyny mogły być widziane głównie razem z wieloma osobami towarzyszącymi, m.in. małżeństwo Nevaeh i Marquis North, duet Libiduo, Ray Miller i Maxine Koci. Dzięki występowi ostatniej wymienionej - w prawdzie koleżanki ze studiów - Mandy wpadła na pomysł, by umilić nudny wyjazd i popisać się swoimi umiejętnościami za konsoletą. DJka została obsypana komplementami po zaledwie godzinnym secie, w którym uchwyciła esencję wakacyjnego klimatu. Występ był na tyle dobry, że Thomas Cardozo - jeden z włodarzy wakacyjnego kurortu zaproponował jej stałą współpracę przy kolejnych grupowych turnusach, by organizować imprezy nad basenem. Oczywiście Mandy nie mogła przepuścić tak ważnej dla siebie okazji. Amanda oprócz shitpostingu zdaje się, że odchodzi od swojej postaci trolla w social mediach i wypowiada się na ważne społecznie tematy. Poruszyła temat depresji i samotności wśród ludzi. Wypowiedziała się też w miarę neutralny sposób na temat dramy Percy’ego Presseya i dzielnie broniła Maxine Koci po tym, jak Fehu Skarsgard, Marquis North i tabloidy zaatakowały piosenkarkę. Choć zdawałoby się, że życie Amandy zostaje usłane różami, tak nie obyło się wpaść całym ciałem w kolce i zostać porządnie zranionym. DJka rozgrzała undergroundowy klub Bunker do czerwoności, a po imprezie czerwony stał się piasek pod jej nogami, kiedy przez swój shitposting grupa nazistów zaatakowała dziewczynę, co opisał magazyn OnSpot. Świadkami były nie tylko przypadkowe osoby, ale też gwiazdy pokroju CEO Gusset, Madison Yermanov oraz Laili “DJ FHY” Aguirre. Zgorznikała faktem Amanda wpadła w chandrę, trollując i wylewając swoje frustracje na przypadkowo spotkanych osobach na Lifeinvader. Tak wdała się też w pyskówkę z “Pandorą”. Fehu wówczas nazwała ją gówniarą błagającą o atencję. Czy miała rację? Zapewne tak. Mandy dostała również baty od duetu Libiduo, którzy w swoim najnowszym utworze nawiązali do całej sytuacji w wyśmiewający artystkę sposób. Laila i Dominic zaczęli zwracać uwagę Amandzie, by odrobinę stonowała swoje zachowanie w internecie, ponieważ może to się bardzo źle odbić na jej PR. Został on wydany, kiedy Amanda zaczęła podnosić się z ziemi. Jednego dnia zagrała na prywatnych urodzinach szefowej kawiarni Mon Cheri, Victorii Falls i podpisała dwa kontrakty z klubami: Bahama Mamas i Art Night Club. Pozostaje postawić pytanie: jak rozwinie się współpraca Mandy? Czy porzuci swoją personę trolla internetowego i zacznie traktować showbiznes poważnie, nie ryzykując już byciem zcancellowaną? Czy zdoła nagrywać utwory i być DJką w tym samym czasie nie zaniedbując jej związku z Dominikiem i przyjaciółkami?
  10. **Mandy przesłuchała. Mrugnęła i żyje dalej.**
  11. **Osoby obserwujące Amandę Atkinson w social mediach i na portalu vTube mogli zauważyć nadchodzące powiadomienia w godzinnych odstępach. Filmy mają nic nie mówiące nazwy i dość obszerną długość. Miniatury filmów też za wiele nie mówią. Filmy są datowane na poprzednie lata i w kolejce jej wydanych materiałów są znacznie niżej niż jej ostatnie dwa utwory. Szybko można się spostrzec, że dziewczyna udostępniła playlistę ze swoim DJskim portfolio, prezentując jej umiejętności za konsoletą przy różnych gatunkach muzyki klubowej, od lekkiego house po hipnotyzujący trance i mocne techno. Ostatni z filmów jest wyjątkiem od reguły. "rave set making your tidis bounce" to set z ostatniej imprezy w klubie Bunker, o której pisał magazyn OnSpot. Dziewczyna też udostępniła link do playlisty na swoim profilu Lifeinvader.**
  12. **Mandy przesłuchała podcast. Walczyła ze sobą, by go nie wyłączyć w połowie.**
  13. skinny

    /del

    **Mandy przesłuchała kawałek i jest zachwycona. Pogratulowała koleżance w DMach.**
  14. **Mandy robi speedrun w dzwonieniu do Keilany.**
  15. **Mandy obejrzała sesję z zaciekawieniem, pogratulowała koleżance.**
  16. **Mandy słucha utworu gapiąc się w sufit, czeka aż leki przeciwbólowe zaczną działać**
  17. **Mandy przesłuchała kawałek. Zostawiła like i udostępniła.**
  18. **Amanda przesłuchała podczas robienia śniadania. Zostawiła like**
  19. **Mandy przesłuchała kawałek z przyjemnością **
  20. **Amanda Atkinson ps. artystyczny Mandy XTC wypuściła kolejny metalowy numer jako indie artystka. Tym razem stery przejął Farush "lilma" Bojaxhiu. Utalentowani artyści obydwoje znajdują się w creditsach utworu. Amanda znajduje się w zakładce "Wykonawcy", "Twórcy i "Produkcja". Farush natomiast "Twórcy" i "Produkcja". Już w pierwszych sekundach słychać kunszt Serbskiego producenta. Przyjaciele najwidoczniej chętnie współpracują i widać między nimi dobrą energię. Szczególnie jest to uwypuklone gdy się patrzy, jak został nagrany i zmontowany teledysk. Sam utwór jest dość intymny dla Mandy, gdyż opowiada on o zdradzie. Dziewczyna w tytule nawiązuje do szóstego przykazania: "Nie cudzołóż". Teledysk może wydawać się kontrowersyjny z oczywistych powodów. Kusy ubiór Amandy, tekst utworu i to, co robi z rekwizytami mogłoby nie spodobać się konserwatywnym widzom. ** (tekst na Youtube) Tekst: Promocje: Wydatki: Odgrywki: Informacje dla opiekunów:
  21. **Amanda Atkinson przesłuchała kawałek podczas przerwy od grania w Dress To Impress (ograła ją 10 latka która ubrała się w strój syreny, kiedy motywem przewodnim było office siren)**
  22. skinny

    MΛNDY XTC

    Co u Mandy? 29.07.2024 30.07.2024 1.08.2024 10.08.2024
  23. **Mandy przesłuchała kawałek. Ta wersja podoba jej się 100x bardziej.**
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę. Warunki użytkowania Polityka prywatności Regulamin