Skocz do zawartości
 
GRACZY ONLINE

theProdiger

Gracz
  • Postów

    160
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Informacje dodatkowe

  • Discord
    theProdiger

Ostatnie wizyty

7 517 wyświetleń profilu

Osiągnięcia theProdiger

Stały bywalec społeczności

Stały bywalec społeczności (8/14)

  • Well Followed
  • To już rok!
  • Mówca
  • Raczkujący
  • Dusza towarzystwa

Najnowsze odznaki

554

Reputacja

  1. Jennifer “N0B0DY” Diaz (ur. 25.01.1999) - amerykańska aspirująca DJka i producentka muzyczna, urodzona i wychowana na Florydzie w Miami. Wywodzi się z dość bogatej rodziny - ojciec był w latach 90tych maklerem giełdowym, a matka prowadziła swój gabinet weterynaryjny. To sprawiło, że Jennifer wraz z dwójką rodzeństwa dorastała w dość wygodnych warunkach. Jenny odstawała od swojego rodzeństwa pod kątem ambicji - jako jedyna nie była zainteresowana robieniem kariery w branży finansowej, ani nie planowała iść na żaden college. Zamiast tego od dziecka interesowała się muzyką. Słuchała wielu twórców, analizowała praktycznie każdy utwór pod kątem aranżacji, zastosowanych technik. Interesowały ją metody, jakimi posługiwali się artyści, by tworzyć taką muzykę. A na czym wychowała się mała Jenny? Słuchała praktycznie wszystkiego, co było stworzone przez maszynę. Rave, techno, wszelkie odmiany house’u - to zawsze można było usłyszeć w jej pokoju. Z początku rodzice uznali to za zwykłą ciekawość świata, która w końcu przeminie - bo w końcu kto w domu, gdzie słucha się bluesa i jazzu, puszcza taki dudniący jazgot? No niespodzianka - to nie przeminęło i rodzice pogodzili się z tym, widząc że może to rzeczywiscie może być jej konik. Z czasem Jenny zaczęła prosić w listach do Mikołaja na święta o syntezatory, a potem miksery, interfejsy i inne szpargały potrzebne do robienia muzyki. Brodaty dziadek był naprawdę hojny i nie szczędził prezentów dla małej Jenny, toteż w ciągu paru lat w jej pokoju powstało małe, domowe studio, gdzie nie brakowało markowych sprzętów najwyższej jakości. Jenny każdy sprzęt badała z ciekawością i powoli rozwijała swoje umiejętności. Próbowała odtworzyć melodie i brzmienia z hitów takich twórców jak The Prodigy, Gigi D’Agostino, czy Depeche Mode. Cały czas miała bzika na punkcie muzyki elektronicznej i nawet poza domem - w szkole, czy na jakichś spotkaniach - gdy miała chwilę dla siebie, myślała nad nowymi brzmieniami, nad tym jakich nowych metod może użyć, jakie dźwięki wyciągnie z danej maszyny. To było praktycznie jej życie. Z upływem lat sprzętów w jej pokoju przybywało, a pierwsze pełnoprawne tracki zbudowała właśnie tam. Nie były to arcydzieła, ale czerpała radość z samego grania i zarówno ona, jak i rodzice byli z niej dumni. --- How it started? --- Gdy Jenny miała około 19 lat, wraz ze znajomymi, którzy również w pewnym stopniu byli zafascynowani muzyką elektroniczną, zaczęli wojaże po klubach w Miami. Ale nie chodziło im o kluby typu Malibu (które, swoją drogą, już wtedy było cieniem samego siebie z dawnych lat), Twinkie dla gejów, czy Bumble dla nastolatków. Nie, to były zbyt nudne miejsca, gdzie puszczali do porzygu te same, nudne remixy. Oni szukali czegoś więcej - miejsc, gdzie techno i rave było na początku dziennym, każda impreza zaskakiwała nowymi brzmieniami. Czy to były mniej znane kawałki znanych artystów, czy były to własne tracki, czy remixy lokalnych rezydentów. Szukali nowych brzmień, które masują bębenki uszne tłustym basem. Tak trafili do Rave District, gdzie panowała tylko jedna zasada - grasz co chcesz, dopóki tłum Cię nie wygwizda i nie wygoni ze sceny. To otwierało wiele możliwości, a lokalsi byli naprawdę otwarci na nowe pomysły. Stary rave, bass house, future house, minimal techno, dubstep - puszczaj co tylko chcesz. Tłum ma się bawić. To była swoista piaskownica dla przeróżnych DJów, którzy często w tym miejscu zaczynali swoje kariery. Jenny do dziś pamięta pierwszą wizytę w Rave District, gdy przyszła tam ze znajomymi i od razu została oczarowana klimatem tego miejsca. Parkiet drżący i huczący od tańca i emocji, jakie wywoływała muzyka. Stroboskopy, światła, lasery przecinające dym. DJ nakręcający tłum, sterując nim jak swoją armią - a to wszystko w rytm klasycznego rave’u z UK. Jenny od razu wiedziała, że to jej miejsce. Bas wywracający jej wnętrzności do góry nogami to było coś, co ją nakręcało. Z czasem grupka, z którą kręciła się Jenny zaczęło wpadać w coraz większy nałóg. Wszystkie miejsca takie jak to - niszowe, czy nie - charakteryzują się jedną, wspólną cechą. Zajebiście łatwo jest kupić tu narkotyki. Zioło, tabsy, cały wachlarz białych proszków - od tańszych do droższych, od tych najpodlejszych do tych najczystszych. Jennifer to kompletnie nie kręciło. Sama przeżyła dwa tripy w życiu i stwierdziła, że to nie dla niej i woli łykać muzykę na trzeźwo. W pewnym momencie zdała sobie sprawę, że jej znajomi zamienili okazjonalne zapalenie zioła, czy łyknięcie tabletki w regularne grupowe ćpanie kokainy i innych środków odurzających. Stwierdziła, że to nie dla niej i robi się niebezpieczne, bo ilości przyjętych substancji sprawiły, że przestali nadawać na tych samych falach, a sama Jenny czuła się nieco wykluczona z kółka przez fakt, że nie miała zamiaru zażywać z nimi tych substancji. I tak powoli, po cichutku, zaczęła się od nich odwracać, a oni sami zaczęli chodzić do bardziej hardcorowych miejsc, gdzie mogli się oddawać swoim nałogom i imprezować na całego. --- What about that rave? --- Jenny pozostała w Rave District, widząc że to miejsce, gdzie czuje się jak u siebie. Z czasem zaczęła łapać lepszy kontakt z obsługą klubu, rozmawiać z nimi podczas imprez, a z czasem nawet była zapraszana na zaplecze. Po jakimś czasie wpadała tam jak do siebie, gadała z barmanami, ochroniarzami, rezydentami. Zawiązała kilka ciekawych znajomości, a z DJami wymieniała się różnymi spostrzeżeniami, doświadczeniem w pewnych kwestiach. Z niektórymi nawet próbowała stworzyć w swoim studio jakieś tracki. Zazwyczaj były to klasyczne jam session, gdzie bawili się sprzętem do grania, ale wyszło z tego kilka remixów, do których Jenny potem bawiła się na parkiecie. Z czasem zaczęła wpadać na scenę, wspomagając DJów, albo ich zastępując, gdy ci nie mogli się pojawić z jakichś powodów. Początkowo Jenny była dość nieśmiała za konsoletą. Mimo wielu miesięcy obserwowania tłumu i uczęszczania na imprezy, nie czuła się na tyle pewnie, by puścić na imprezie to, co chciała. Czując, że jest uwięziona we własnych durnych przekonaniach, na jedną imprezę poszła z myślą “albo dziś, albo wcale”. Jak pomyślała, tak zrobiła. Przygotowała energiczny i bijący basem set, który zmienił jej postrzeganie wśród lokalsów na dobre - przestała być postrzegana jako ta “nudna i bezpieczna DJka”, a zaczęła być “tą, na której imprezach zazwyczaj nie śpisz”. Rave District zaczęło ją wynajmować na coraz więcej imprez, widząc że Jenny czuje się swobodnie za konsoletą, a tłum naprawdę dobrze się bawi przy jej graniu. Granie w Rave District faktycznie przynosiło jej jakieś pieniądze, ale nie była to fortuna - Jenny, z uwagi na bogactwo rodziny, nie negocjowała stawek jakoś drastycznie. Z czasem jej studio się rozrosło i przeniosła je ze swojego pokoju do nieużywanego pomieszczenia w piwnicy, które porządnie przygotowała wygłuszając ściany, rozbudowując nagłośnienie przestrzenne, sprowadzając meble wymierzone pod sprzęt który tam miała. Właśnie w tym studiu prowadziła jam sessions ze znajomymi muzykami i robiła mix i mastering dla lokalnych artystów, za co pobierała pieniądze. To było jej główne źródło utrzymania, a w klubie grała dla zabawy i nabrania kontaktów. --- What now? --- Raz na parę miesięcy odwiedzała swoją koleżankę w Los Santos. Latała do niej na parę tygodni i spędzała z nią czas na kręceniu się po mieście, chodzeniu po knajpach, a w nocy uderzały w kluby. Jenny była zaskoczona, jak różni się zabawa klubowa na tym wybrzeżu. Nie była lepsza, gorsza - była inna. Poza tym samo miasto było jak powiew świeżego powietrza. Była zmęczona obskórną Florydą, która była cieniem siebie. Nie prezentowała nic ciekawego, a w szerszej perspektywie - było niebezpieczne i bez większych perspektyw dla niej. Z czasem Jenny zaczęła się poważnie zastanawiać nad przeprowadzką właśnie do Los Santos. Cytując ją - “to miasto ma swoje bolączki, ale nie jest tym wszystkim tak zmęczone i spaczone jak Miami”. I tak podczas wizyty pod koniec lata 2025, stwierdziła, że chce się tu przeprowadzić. Po powrocie do Miami obwieściła to swoim rodzicom, swoim pracodawcom i przyjaciołom. Rodzice przyjęli to ze zrozumieniem. Uznali, że w takim razie sprzedadzą rezydencję i kupią sobie kawałek ziemi poza miastem, by na stare lata mieć więcej kontaktu z naturą, a część ze sprzedaży oddadzą Jenny jako wkład w start jej nowego życia - nic ich już nie trzymało w dużym domu, bo Jenny się wyprowadza, a reszta potomstwa już rozpoczęło nowe życie na swoim. Kierownictwo Rave District nie było do końca zadowolone z obrotu spraw, ale nie próbowało jej zatrzymać. Ostatnie trzy miesiące tam były dla Jenny naprawdę intensywne. Mocne imprezy, obficie zakrapiane afterparty, dogadywanie interesów i domykanie wielu spraw po pijaku o 2 w nocy. Wiele prywatnych rzeczy zdążyła wtedy wyjaśnić i zamknąć, z czego jest bardzo zadowolona. Po tym wszystkim zaczęła zbieranie swoich rzeczy i organizację transportu swoich maszyn do Los Santos. W międzyczasie znalazła na miejscu mieszkanie, które sfinansowała ze swoich zasobów i zaczęła powolne sprowadzanie tam niektórych urządzeń ze swojego studia. Pod koniec listopada 2025 oficjalnie pożegnała Miami i wyleciała do Los Santos, gdzie ma nadzieję na świeży start na scenie DJskiej i kontynuowanie tworzenia muzyki. W nowym otoczeniu, ze starymi nawykami i z bagażem doświadczeń. SOCIAL MEDIA - N0B0DY on Life Invader WZMIANKI - UTWORY - Imię i nazwisko postaci: Jennifer Diaz Numer konta postaci: 6329631018 Przynależność: --- Imię i nazwisko menadżera: --- Numer konta menadżera: --- Kontrakt zawarty z menadżerem: ---
  2. Archiwum na życzenie. Dzięki za grę! 👋
  3. Standardowy uścisk dłoni i do roboty migusiem.
  4. Akcept. Standardowy uścisk dłoni i do dzieła, panowie 💪💪✌✌👌👌🤙🤙🖐🖐🤘🤘🤝🤝
  5. theProdiger

    [PROJEKT IC] HORIZON

    Zamykam na życzenie lidera. Dzięki za tyle czasu wspólnej gry!
  6. Jasne! Oto cytat na pożegnanie, pasujący do ściganckiej grupy — trochę patosu, trochę benzyny, i odrobina żalu: „Silniki ucichły, ulice zamilkły, a my… zniknęliśmy między światłami, które gasną szybciej niż nasze wspomnienia. Może to koniec wyścigu, ale echo naszych opon jeszcze długo będzie dudnić w pustych alejach.” Archiwum na życzenie lidera. Zamykam, dzięki za tyle czasu wspólnej gry!
  7. Archiwum na życzenie. Dzięki za grę! ✌️
  8. Uścisk dłoni, kop na szczęście i jedziemy z tematem 💪💪🤙🤙🤘🖖✌🤞👌
  9. Akcept, uścisk dłoni i do roboty. Do zobaczenia w grze!
  10. Nie przekonuje nas zamysł grupy. Spróbujcie za jakiś czas z jakimś konkretnym pomysłem.
  11. Akcept. Zapraszam na mojego discorda po odbiór panelu.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę. Warunki użytkowania Polityka prywatności Regulamin