Skocz do zawartości
 
GRACZY ONLINE

samer

Gracz
  • Postów

    143
  • Rejestracja

Treść opublikowana przez samer

  1. **Dagaard zostawił komentarz, że spoko**
  2. samer

    S. "Criel" Z.

    Nowe początki czy powrót do tego co lata temu zdążyło przejąć kontrolę nad życiem? Szczęśliwy traf czy zrządzenie losu? Ciężko postawić sobie inne pytanie widząc taki przebieg zdarzeń jaki zaobserwowano i zarejestrowano na kartach życia Sibrena. Konkretniej mówiąc o całym zajściu - stare drogi połączyły się na nowo. O co chodzi? Wiele lat temu Sibren tułając się jeszcze po Europie trafił na człowieka imieniem Rodion Sukhoi, z którym na początku niezbyt mu się układało. O co poszło, że się na początku nie dogadali? Ulubione piwo. Głupota, prawda? Otóż nie dla dwójki alkoholików, a co gorsza metali. Wspominając jednak o tym jak te dwa głąby się ogólnie spotkały - jak się można i tak domyślić. bo do tego przewodnika nie trzeba, ani tutoriala z resztą, otóż spotkali się podczas koncertu niszowego dość zespołu lokalnej sceny deathcore, obaj już nawet nie pamiętają gdzie to było, bo debata "które piwo lepsze" przerodziła się w konkurs "który wypije więcej swojego i się nie porzyga ma racje". Padło na remis. Obaj wypili ile dali radę, a że jeden i drugi wtedy doświadczenia w piciu mieli tyle ile Ozzy Ozbourne w trzeźwości umysłu to położyli się po dziesięciu na łebka. No ale co się w końcu stało, że tytuł "rozdziału" jest taki a nie inny? Serio trzeba to tłumaczyć? Spotkali jeden drugiego w barze, zaczęli znowu gadać, chlać i okazało się, że Sukhoi kręci karierę muzyczną i romansidła do innych artystek, a Zandbergen jest bezdomny. (Mówimy tutaj już o epizodzie w LS). Gadka może i nie była wtedy owoca w słowa, ale za to okazała się być bardziej okazalsza pod względem działań. Odezwała się bowiem braterskość w chlaniu, o której dobrze sobie przypomnieli ile moshpitów razem zwiedzili oraz ile wspomnień pogubili na wszelkiej maści imprezach - zgadza się, czary. Chociaż z tymi czarami to bardziej zabobony, bo ani jeden ani drugi jakoś silnie w to nie wierzy, proste chłopy. Ale kontynuując... Porozmawiali, Rodion dowiedział się o sytuacji mieszkaniowej Sibrena i zaoferował mu pomocną dłoń, coś czego ten drugi dawno już nie doświadczył, więc zgodził się bardziej z odruchu niż pazerności - ale z resztą kto go tam wie. W ten sposób zamiast tułać się i spać na nielegalu w bagażniku Factiona dostał przynajmniej kanapę, gdzie można było w spokoju hibernować i regenerowac siły na następny dzień rozpusty oraz udawania pracowitych. Dzięki Rodionowi postawił kilka pierwszych, tych już normalniejszych kroków w mieście. Nawet udało się poznać kogoś innego niż dilera, sprzedawce z monopolowego albo kogokolwiek takiego, kto mało był przydatny w ogólnym rozrachunku. Zaczął też w końcu ogarniać coś co chciał od przyjazdu - muzykę. Zaczęły pojawiać się pierwsze pomysły na teksty, pierwsze melodie, fałsze i zdarte głosy. Czy coś z tego powstało? No w sumie to tak, ale o tym później, bo najpierw porady psychologiczne z kimś kto kompletnie nie powinien mieć dostępu do udzielania takowych . A trafiło na kobietę imieniem Amy. Jaki był jej problem? Nie powinno to nikogo obchodzić, Sibren składał przysięgę Bezdomkratesa, nie zdradza się plotek przekazanych pod wpływem. Mniejsza jednak o większe, pogadali sobie, w miarę się złapali pod względem kontaktu i tak to się toczyło przez jakiś czas, trzeba będzie zobaczyć co z tego wyniknie dalej. Może będzie z tego coś dobrego? Amy i Rodion póki co jako jedni z niewielu słyszeli to co Sibren planuje, oprócz pewnej rzeczy, którą już światu pokazał za sprawą kanału, który założył... A teraz trzeba znowu czekać aż coś się stanie. Oby go tylko nic nie powstrzymało. To Be Continued...
  3. samer

    S.Z.

    **Późniejszą porą na platrofmie pojawił się nowy kanał. Dość niespotykanie (nawet jak na internet) nazwany po prostu S.Z. Oznaczać to może najpewniej jakieś personalia, ale potwierdzenia w sumie nigdzie nie da się znaleźć. Ciężko też doszukać się jakichś przesadnych zdobień, każda grafika - o ile można to tak nazwać na chwilę obecną jest po prostu czernią, niczym więcej.** **Razem z kanałem V-Tube pojawił się też niemal od razu pierwszy film, a raczej utwór muzyczny. Już pierwsze nuty zdradzają czym dokładnie tenże jest - coverem, bo po tytule "XYZ" nie sposób zgadnąć. Klasyczne już, przez wielu pewnie nadal uznawane za swego rodzaju topkę czegokolwiek, czy to do imprez, czy zamulania pały czy tańczenia po dragach - w tej wersji jednak się to zmienia, dość drastycznie.** **Oprawa wizualna w postaci "klipu" jest zauważalnie zrobiona bardzo amatorsko, a twórca nawet tego nie ukrywał zostawiając pewne buble produkcyjne w tej kwestii. Co jednak nie pozostawiało po sobie pytań to jakość audio, o którą już lepiej zadbał, starając się dociągnąć jak najlepszy performance wokalny i na keyboardzie jaki tylko był w stanie. Fakt, który pozostał bez zmian co do całości to dalszy brak jakichkolwiek informacji o tym kto, co, dlaczego, w jaki sposób i jak zarządzać będzie kanałem, etc. Zasłonięta twarz "muzyka" rzuca więcej światła na chęć prywatności tegoż człowieka, ale pytanie pozostaje czy pokaże coś więcej, czy to jednorazowy wyskok?**
  4. **Notką dodatkową - nie miałem z czego zbytnio zbierać materiałów, więc powstała taka zlepka tego co było na postaci bardziej ciekawego z przebiegu kariery, bo nie chciało mi się szczerze ślęczeć dwie godziny i wymyślać jakieś bzdety, zeby tylko coś zapchać i udawać, że coś na postaci robiłem kiedy dosłownie leżała zamrożona bo nie było motywacji zbytnio do gry. Więcej aktywności będzie w przyszłości, póki co można ją zauważyć przy innych projektach. Tu też coś w końcu sensownego wstawie, z czasem.**
  5. samer

    S. "Criel" Z.

    Człowiek zagadkowy, tajemniczy, anonimowy, o którym najwięcej powiedzieć może jego odbicie w lustrze. Skąd przyjechał? Ciężko powiedzieć, brzmi jak Niemiec, mówi że Niemcem nie jest. Łapiesz za rękę kiedy podbiera ci piwo, mówi że nie jego ręka. Ciężki los spotyka tego kto na drodze swojej złapał konkretnie tego Holendra. Czy z tego krótkiego intro o tym człowieku coś jest prawdą? Tak. Otóż jest on Holendrem, niekoniecznie po tej normalnej stronie funkcjonowania w społeczeństwie. Co to znaczy? Praktycznie od urodzenia był tym cichym dzieciakiem, którego interesowały żyletki, saga zmierzch przez siostrę i fryzury cięte sekatorem na pękniętą miskę. Da się to jakoś odratować? To już na samym wstępie wygląda jak coś wyjętego ze słabego komiksu, co będzie następne - dowiemy się, że przez to, że znalazł sobie upodobanie do subkultury gotyckiej i wszelakich mitologii zaczął to jakoś dogłębnie analizować przez co jeszcze bardziej mu odwaliło i tu już nawet Creep od Radiohead nie opisze tego poziomu zatracenia w byciu edgy emo chłoptasiem? No jakby to powiedzieć, żeby wyszło jak najkrócej. Tak, do wszystkiego tak. Działo się tak głównie dlatego, że w okresie dorastania przemieszczał się z miejsca na miejsce. I o dziwo nie przez bully'ing, którego każdy pewnie pomyślał, że był ofiarą - niespodzianka, jako jeden z niewielu nie był, fantastyczne prawda? Przenosiny były spowodowane inną, równie dla niektórych pewnie oklepaną już historią każdego, kogo interesowały mityczne "cięższe brzmienia" - braki pieniężne w rodzinie, przez które marzenia o czymś więcej narastały... To było do przewidzenia, czyż nie? Dzieciak, który niewiele wspólnego miał z czymkolwiek normalnym, zagle zaczyna interesować się dość posranymi rzeczami z pogranicza już okultyzmu, łapie roboty gdzie może, żeby sobie dorobić i wesprzeć rodzinę ile da radę, a finalnie staje przed decyzją życia. Taką, która może go albo zniszczyć do końca albo zmienić na lepsze, a przynajmniej normalniejsze. Czy tak się konkretnie stało to już byłaby osobna historia, co istotnym z tego wszystkiego jest na pewno to konkluzja procesu myślowego, który towarzyszył mu w jego overthinkującej głowie wiele miesięcy - co w końcu ze sobą zrobić? Szkoły pokończone, te które musiał, a także te, które jeszcze mu się chciało, no ale co teraz? I tutaj przychodzi wspomniany już wybór pod postacią konkluzji. Pora się wreszcie odciąć, iść w swoją stronę i już nie patrzeć do tylu bo tam były tylko wspomnienia, a przez miesiące dylematów i lata narastających spięć te złe zaczęły dominować te dobre. Pora się zerwać z łańcucha i iść przed siebie, na własny rachunek. Teraz padł moment kolejnej decyzji - gdzie do ciężkiej cholery niby ma iść. Amsterdam? Nah. Może i miasto spore, ale więcej tam ludzi obchodzi wiadomo dystrykt o wiadomo jakiej porze niż debil, któremu w głowie zaczynało co chwila to mocniej czubić, bo zaciągnął po kontakt z osobami wątpliwych środowisk, a to tylko dlatego, że śmiesznie gadali - tak też zaczął przygodę z narkotykami, które tylko pobudziły jego wizje o świecie. A te wizje chciał przekuć w coś co będzie, szok, muzyczną personą. No i co, raz obudził się i postanowił być muzykiem? Tak i nie, jak było już wspomniane liznął się z tymi kategoriami zainteresowań i konkretnymi brzmieniami za młodu, po cichu sobie to kultywując, pisząc do szuflady. Życie "cool guya" z Amsterdamu (nawet jeśli nawet tam nie mieszkał w żadnym punkcie życia) dość szybko stało się nudne. Montonnia? Towarzystwo przestało być towarzystwem, albo coś jeszcze innego? Tu już ciężko powiedzieć bo sam zainteresowany nie wie - nie pamięta prawie żadnego epizodu życia w tej klice. Pewnym jest, że miał jeszcze na tyle przytomnej głowy, żeby się od nich urwać i zbytnio nie myśleć o tym co tam się dokładnie działo. Gra niezbyt warta świeczki, szczególnie, że pare miesięcy po podjęciu decyzji o kolejnych przenosinach dowiedział się, że tamta grupa uległa autodestrukcji narkotykowej. Na jego szczęście wtedy już był w Los Santos, taktyką upuszczenia długopisu na mapę, gdzie spadnie tam jadę. Holender lubił spontan, nadal go lubi i bardzo ochoczo stosuje cokolwiek robi. A przy okazji w Ameryce ludzie nie patrzyliby aż tak na kolejnego gibącego się idiotę, który bredzi pod nosem o tym jak to wszystko dookoła kłamie z religijnością na czele. Bo w sumie nie brakuje różnej maści takich wykrętów z różnym typem scenicznej kreacji, nie? W sumie Holendra mało to obchodziło bo zajęty był przemyśleniami na zjeździe i graniem w pokera z demonem paraliżu sennego - takie hobby. Tak to już jest, tak to już bywa. W wielkim świecie dla małych ludzi zawsze znajdzie się jakiś taki, który bez pieniądza, ale z telefonem i zrytym beretem będzie coś próbował ze sobą zrobić. Jest do tego pole, czasem nawet i popyt to przyszła też pora na podaż. Co z tego wyjdzie to dopiero się zobaczy, kiedy facet sam dokładnie sobie zaplanuje co zrobi mając jedynie $200 przy duszy i w sumie brak jakiegokolwiek punktu zaczepienia do czegokolwiek innego niż sklepu z alkoholem i pierwszych dostępach do starych nawyków. Czas pokaże. Wiadomym na ten moment jest tylko to, że wybór jaki padnie może być bardzo, ale to bardzo istotny jeśli chodzi o dalszy żywot człowieka imieniem Sibren Zandbergen, o dość specyficznym pseudonimie Criel (Który to rzecz jasna dobrał na fazie). Pseudonimie, który skrywa pod sobą nie tylko imię czegoś większego, ale też ukazuje się w nieco innej postaci niż twarz Sibrena. Pozostaje jedynie poczekać na to co z tego połączenia powstanie. To Be Continued. Wizje we śnie zesłane, Z pustym miejscem, Niegdyś życiem były usłane, Wciąż tęskno mi jest całym sercem, By widzieć błękitne niebo, Kolory wszędzie, Spustoszenie odebrało nadzieję odbudowania tego, Teraz tylko chaos swój prym przędzie. Ten świat pochłonął czas, Spalił ogniem, otoczył w popiele, Więc chodź, przez sen pokaże ci piękno minione, Ludzie skamieniali, a z bogami żyli w zgodzie, Jeden zły ruch, jeden zły człek rozsiał zniszczenie, Na ramię broń, tym razem pokój zamienił się w wojnę.
  6. **Nastał koniec czekania, które bez konkretnej daty ze strony artysty mogło zdawać się ciągnąć w nieskończoność. Na szczęście dla tych oczekujących, mogą już spokojnie przesłuchać drugiego studyjnego albumu Setha Dagaarda, który póki co dostępny jest tylko w wersji DIGITAL. Dorzucona jest jednak notka, iż z zasobów koszulek i akcesoriów, które nie sprzedały się w trakcie Unsainted Christmas Gathering, wraz z zamówieniem preoderu fizycznej wersji zostaną te akcesoria wysłane na adres zamawiającego** Sam w sobie album opowiada historie z różnych okresów działaności Setha w branży muzycznej. Jak łatwo będzie rozpoznać z tekstów i nawiązań jakie się w nim pojawiają muzyk bardzo jasno mówi co mu się nie podobało w ostatnich czasach, niektórych nawet tak odległych w tym momencie jak Celebirty Awards, w trakcie którego jego bliscy znajomi zostali dość nieciekawie potraktowani przez ogranizatorów; Także znajdzie się tam trzyczęściowa opowieść o tym jak Dagaard widział podział na Astaroth i Unsainted, zmieniając przy tym swój styl na taki, który bardziej pasowałby nastrojowi i odczuwanym emocjom, gdy to wszystko się działo; Dla ciekawskich jego opinii są to najpewniej największe smaczki, to co przykuje uwagę tych bardziej zainteresowanych jego życiem i tym jak je opowiada przez pryzmat swoich utworów też nie zabraknie czegoś do posłuchania, gdyż na liście pojawiają się także kawałki służące jako kolejne okna do prywatnych sfer Setha. Dla obu nie pozostaje nic innego jak po protu posłuchać i zatopić się w tym co powstawało długi, długi czas. Album otwiera trzyczęściowa opowieść o rozłamie między Astaroth a Unsainted. Pierwszy z trzech "Before The Strom" ma tutaj podwójne znaczenie. Pierwszy, oczywisty, służy jako tytuł opisujący co działo się przed powstaniem Unsainted, kiedy jeszcze wszyscy muzycy blisko Setha i sam on pracowali jako Astaroth, gdzie od czasu do czasu pojawiają się małe "przytyki" do powolnego upadku wytwórnii. **Nagłe zerwanie utworu niektórych może zaskoczyć, innych podirytować, a jeszcze innych zaciekawić. Na szczęście zaraz po nim mają kontynuację, które po odsłuchaniu od razu jedno po drugim płynnie wchodzą jedna w drugą. Dając tym razem więcej detali o samym odejściu i podzieleniu się na dwie wytwórnie.** **Ostatni z trzech. Podsumowanie. Jakkolwiek go nazwać, przekaz pozostanie taki sam. Nastały nowe czasy.** **A reszta już raczej mówi sama za siebie...** **Powracający, pierwszy jaki kiedykolwiek wydał utwór Dagaarda. Tekst jest nieco przedawniony, jednak w kontekście całości albumu wpasowuje się w ukazanie całej ewolucji Dagaarda muzycznej, wydaje się jakby dorzucił go tutaj dla porównania starego siebie do tego obecnego. A także przez sam tekst..** **Kolejny bardzo stary względem obecnego punktu na linii czasowej kariery Setha i jednocześnie największe okienko do tego co działo się w jego życiu.** Promocja: >Wcześniejsze wydanie utworu "Hatred" >Zapowiedź na Unsainted Christmas Gathering >Snippety utworów wypuszczane co jakiś czas na LI >Różnej maści i kalibru koncerty z ostatniego czasu i odgrywanie tam utworów z albumu >Wyprodukowanie utworu Oliviera Husslera (potencjał na przyciągnięcie sobie kliknięć przez w miarę znane nazwisko przy tytule) > A też tutaj: PR Boxy z itemami sprzedawanymi na koncercie otrzymali (w zestawie naszywki, kapelusz kombojski, koszulka, steelbox z płytą i wstążka emosia roku): >Ekipa Midnight Mayhem ( @yungg @XoomiX @mlody_smiec) >Dominic Doyle ( @Centrolewus) >Laila Aguirre ( @STRXRD) >Richard Sutliff ( @puvtxr) (Rysiu dostał też laurkę, żeby się nie gniewał mocno) >Martina Maslovsky ( @Martynza) >Goń Miłość ( @champagnenasti) >Ta stara baba z Distortion ( @Snoop) >Monitorowiec z Social Therapy ( @greatking) >Krowa ( @Barru) Rzeczy starsze, które mogłyby dalej działać na korzyść promocji przez wspominki: > Granie jako gwiazda wieczoru na drugiej edycji Chumash Charity Party (debuit Unsainted Trilogy) > Promocja LI > Wcześniejsze wzmianki od artysty na koncertach jak i od wytwórni (LI) o nadchodzących wydaniach.
  7. **Wedle poniższej zapowiedzi na streamingi i kanał vTube Ronniego pojawia się kolejny, nowy utwór jego autorstwa** Utwór jak bardzo łatwo wyłapać z tekstu opowiada (w dalszym ciągu jak to Seth ma w zwyczaju) o jego przeżyciach w LS od momentu przyjazdu do teraz, jakby epizodycznie. Słuchacz może odczuć lekką nutkę tworzenia muzyki jako wypuszczanie kolejnego odcinka jakiegoś serialu, z podobną tematyką, ubraną w inne słowa i otoczkę rytmiczną z kolejnym eksperymentem muzycznym jako główna rola tego wszystkiego. Tym razem jako eksperyment służy dobranie kolejnego wokalu do tworu, jakim jest Olivier Hussler ( @yungg) z zespołu Midnight Mayhem, którego w tym wydaniu chrypliwy wokal podkreśla bardziej spokojnie i dopieszczone różnymi zabiegami post-produkcji wokale Setha. Zapowiedź już samego w sobie utworu: A tu już utwór w pełnej krasie, ozdobiony tym samym, prostym visualizerem co zapowiedź: **Starsi fani Dagaarda zdecydowanie wyłapią też jedną podobną rzecz - tak jakby kiedyś wydał utwór z podobną rytmiką. Tak też było, jest to jawnie zaznaczone tam gdzie mogło być, mianowicie opisie utworu. Artysta zaznaczył krótko, że zrywa z poprzednim konceptem i stylem bycia jaki sobą prezentował w poprzedniej wersji. Słyszalne różnice w głosach i podejściu do tekstu i całości to coś, co muzyk chce teraz przekazywać - nie lecieć na tanie wbijanie się w kogoś, kogo ledwo zna.** Działania promocyjne: > Koncert na Unsainted Christmas Gathering, gdzie utwór został zagrany po raz pierwszy. > Promocja LI (wymieniona wyżej jako linki do klipów) > Wcześniejsze wzmianki od artysty na koncercie jak i od wytwórni o nadchodzących wydaniach. > Poprzednie występy, które mogły wzbudzić nieco zainteresowania
  8. W końcu coś się dzieje. Krótko, zwięźle i na temat - koncertowa cisza, ale też i wydaniowa dobiegła finalnie końca. Paradise Island, Charity Run na Chumash 2, Gościnne okupowanie perkusji na koncercie Soul Evisceration w Dead In Vinewood, a tak samo asysta Midnight Mayhem z własnym występem w trakcie ich gigu również w DIV. Seth z pewnością ruszył nieco mocniej, co widać nawet po jego ostatnich ruchach. Arysta z pewnością coś szykuje, pytanie tylko kiedy to powstanie, a co lepsze czym to okaże się być w końcowej wersji... Dagaard jak już wydawał miał w zwyczaju mocno dowozić jeśli chodzi o potrzeby muzyczne swoich słuchaczy, jak będzie tym razem? Odrobinę obu kawałków jakie są użyte w zwiastunach można było usłyszeć już wcześniej o tutaj: Przechodząc ze skrótu do czegoś konkretniejszego. Różnie bywało przez te miesiące w samym życiu Dagaarda. Więcej wystawiał się do ludzi, jak na przykład ekipy Midnight Mayhem, z którymi miał okazję pogadać po ich debiutanckim koncercie w Distortion. Tam wokalista Olivier Hussler ( @yungg) po raz pierwszy zagadał z Sethem, a po trochę trwającej rozmowie doszli do pewnego porozumienia. Seth po tym jak Lost Empire odeszło w cień potrzebował instrumentów, a tak się złożyło, że cała, już gotowa ekipa stanęła mu przed twarzą i wyraziła chęć zagrania kiedyś razem. A taka okazja trafiła się, co prawda sporo czasu później, ale jednak trafiła. Seth zgodził się na propozycję, potrzebując rozruszać lekko skostniałe po przerwie od Chumash sceniczne ruchy. Skontaktował się z jeszcze jednym, oprócz Oliego, artystą. Mniej znanym, ale poznanym znacznie wcześniej Dominiciem Doyle. ( @Centrolewus) A koncert na Paradise Island nie miał być kolejną pauzą na cholera wie ile... Wiadomość poprzedzona była spotkaniem w siedzibie Unsainted, tam dodatkowo była jeszcze Fehu Skarsgard ( @Sava). Rozmowy przebiegały różnie, lecz finalnie udało się dogadać występ Dagaarda oraz Sloppy Toppy na imprezie z okazji urodzin MOON. Dalej działo się jeszcze trochę, ale na opisanie tego przyjdzie jeszcze pora...
  9. **Dagaard zostawił mu, like ale też nie omieszkał być sobą zostawiając przy okazji komentarz** To kiedy ta wersja po angielsku?
  10. **W nocy piętnastego listopada kanał vTube Setha Dagaarda odżył na moment, kiedy pojawiło się na nim nowe nagranie. Przedstawia ono artystę siedzącego w studio, które dostępne jest do wynajmu (to w sklepie wytwórni RagnaRock). Seth widocznie znudzony po bardzo krótkim przedstawieniu tego jak się sprawy mają z budynkiem, w którym się znajduje przeszedł do bardzo (ale to serio bardzo) amatorsko posklejanego "klipu", w którym po prostu odśpiewuje tekst utworu Chokehold. Muzyk zaprezentował tym co można wydobyć ze sprzętu jaki mają na stanie w mniejszym studio, dostępnym dla dosłownie każdego. W samym video jak i opisie pod nim widnieje logo wytwórni oraz nawiązanie (a w opisie konkretnie także i link) do programu Unsainted Newcomers, aka wyciągniętej ręki wytwórni do każdego, który chciałby sprawdzić się jako muzykant. ---> https://forum.v-rp.pl/topic/35254-unsainted-newcomers/** ((Materiał bez wyceny, autorowi się nudziło po robocie, stąd też taka a nie inna jakość i wygląd klipów)) ((https://imgur.com/a/QJsun7k -> krótkie screeny z tego samego powodu ))
  11. **Nowe wydanie, nowa wytwórnia, stare otoczenie. Zwłaszcza tym ostatnim możnaby opisać całą scenę "cięższego brzeminia" w Los Santos. Bo niby ciągle kogoś tracisz, ale jednak za jakiś czas pojawi się ktoś, kto przypomina Ci o tym, który odszedł. Podobnie było u Setha kiedy zaczął działać pod Unsainted Records po zamknięciu Astaroth. Zamiast Matta i Kenny'ego przybyli Dominic i Olivier. Pytanie jednak pozostaje jak to się dalej potoczy...** ------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------ . . . Obrali dobry trakt, Powiązani w jeden pakt, Wszystko miało trwać przez wieczność, Teraz widzę ciemność, I tylko to. ~The Unsainted Trilogy I . . . Rozbici, bez cienia nadziei, Na te rany czas jest bezsilny, Od środka coś jednak nas dzieli, Demon stojący nad głową ciągle inny, ~The Unsainted Trilogy II . . . Przelało się już za dużo krwi, Śmierć w koszmarach objawia się mi, W nich też widziałem wypadki dwa, Z rozpadu w rozłam, gdzie jestem w tym ja? ~The Unsainted Trilogy III . . . Takimi słowami w trakcie koncertu na Chumash Charity Party Seth opisał swoje doświadczenie z całą sytuacją jaka wywiązała się w "starej grupie", z którą trzymał się dość blisko, kiedy jeszcze wszyscy wspólnie działali jako Astaroth Records, która jak można się spodziewać nie należała do najprzyjemniejszych dla którejkolwiek ze stron. Przez ten cały czas Seth zastanawiał się jakie kroki podjąć, trzymając się częściej z "ekipą Fehu", głównie przez to, że Astaroth samo w sobie bardzo mocno przycichło, w to wliczając Setha oprócz okresu tuż przed końcem działaności. Materiału co się działo, dlaczego się działo i co było konsekwencją czego wystarczyłoby na mały film dokumentalny, ale najważniejszą rzeczą w tej historii, dla tego bohatera narracyjnego jest coś lekko innego. Wieki temu wmawiałem sobie, że świat jest przeciwko mnie, To co samemu tworzyłem przypisane dla innego, Może niewiele się zmieniło, ale jest tu tego mniej, Dalej czuje zazdrość, ale chyba to nic złego, Kontroluję to na tyle, że nie łamie mi to głowy, “Czy kiedyś wrócisz do tego” może lepiej by nie było o tym mowy, Wystarczy, że mówili że zostało mi pięć lat, A choroba którą noszę to mój pierdolony kat, Wystarczy, że już czuję jakbym z demonami biegł, Testują mnie codziennie, czekają żebym zmiękł, A ja wciąż tu będę, nie odejdę, nie uklęknę. ~Falling in Love with Falling Apart ------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------ Pierwszy powrót na scenę od bardzo długiego czasu, w miejsce, kiedy oficjalnie zacieśniło się braterstwo między Kenny'm Whitfieldem a Sethem. Dali wtedy wspólny koncert, odganiając od siebie plotki o planowaniu przejęcia Dagaarda przez wtedy jeszcze żywe Angels&Demons. Koncert można zaliczyć do udanych, z pominięciem jednego incydentu kiedy odgrywana była właśnie Trylogia Nieświętych, kiedy to jeden z motocyklistów reprezentujących Mongols MC zjechał ze sceny trafiając kilka osób z tłumu. Nagromadzenie ludzi przyniosło pozytywy, a zaraz niestety te złe wspomnienie, które na dłuższy czas zaryje się w pamięci artysty, głównie przez intencje jakie miał na zakończenie show - niefortunnie został zmuszony do porzucenia ich przez w/w sytuację. Moi drodzy, byłem sprawdzić, muszę rzec, że coś w tym jest, Tak już biegam od godziny, ale ciągle coś tam jest, Nie chcę tu nic mówić, ale czy ktoś okłamywał mnie, Kurwa zaraz się uśmiechnę może przejdzie... Oh wait ~"SMILE" ------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------ Zakończyć trzeba pozytywniej, może i lekko zabawnie - Seth dodał do listy wydanych utworów coś mniej spodziewanego, zwłaszcza ze strony ludzi, z którymi owy nagrał. Wattie Reid, Morgan Svendsen, oraz kilku jeszcze reprezentantów Unsainted bawiący się w kowboi, by później wymieniona trójka nagrała country song. Zastanawia tylko jedna sprawa - Co tu się czasami odpier-
  12. **Streamingi oraz konto vTube Setha Dagaarda ponownie odżywają, tym razem spontanicznym i jak się okazuje po przesłuchaniu dość "prześmiewczym", nowym utworem. Twór jest jednym z kolejnych eksperymentów Setha, do których przyzwyczaił już swoich odbiorców, tym razem mieszając swoje cięższe brzmienia z muzyką country. Ciężko stwierdzić o co chodziło artyście i towarzyszącym mu Wattiemu Reidowi oraz Morganowi Svendsenowi, bo jedyne co tak na prawdę wiadomo to fakt, iż trójka jakiś czas biega już po mieście udając kowboi, może to zwykłe zwieńczenie żartu? A może coś kompletnie nowego na scenie LS?** Tekst (dla chętnych i tych z epilepsą, bo video troche mryga) Promocja/Rzeczy ciekawsze o muzyku > Zakontraktowanie w Unsainted Records > Granie jako gwiazda wieczoru na drugiej edycji Chumash Charity Party > Występ jako perkusista razem z Fehu Skarsgard, Rene Hunt oraz Victorem Dwight
  13. **Dagaard jako jedna z pierwszych cyferek w sekcji wyświetleń zaśmiał się pod nosem mówiąc, że tak prawią o nie patrzeniu w liczby a żartownisie będą siedzieć i odświeżać jak opętani patrząc ile ich przybyło. Żeby ironii stało się zadość zostawił jeszcze like bo się spodobało**
  14. Kolejny czas ciszy jak to już zwykle bywa u Dagaarda, tym razem jednak z lekkim twistem jakim było występowanie na featuringach, oraz udziałach w projektach różnej maści. Klasycznie też nie obyło się bez dram, w których niebezpośrednio brał udział - gadał o nich we własnych kręgach, ale tym razem nie udzielał się publicznie. Na sam koniec, powoli można rzec, że również staje się to tradycją, ale nadeszły też gorsze chwile, jedne z najgroszych zaraz po stracie córki oraz drugiej połówki - urtata dwóch bliskich przyjaciół praktycznie jeden po drugim, z bardzo małą "przerwą" między obiema śmierciami... Zacznijmy jednak powoli, od projektów muzycznych. Pierwszym z nich była pomoc jako instruktor wokalu dla grupy sportowców, którzy zebrani z ramienia Horizon Records do inicjatywy mającej na celu promowanie sportu i motywacji do działania jeśli chodzi o "podjęcie rękawic" przez słuchaczy. Dagaard wspólnie z Lailą siedząc w studio Horizon wspólnie doglądali tego, aby Tristan Lyonne, William Travolta, Barry Fisher oraz Matt Orton wypadli jak najlepiej to możliwe na nagraniu, co finalnie zaowocowało powstaniem poniższego: Następnym projektem, w którym nazwisko Setha przewinęło się odbiorcom był stosunkowo niedawno wydany singiel Soul Evisceration, którego był producentem. Współpraca jednych może zaskoczyć, innych nie z racji na bliskie relacje i dobry kontakt jaki mają ze sobą Seth i CEO Unsainted Fehu "PANDORA" Skarsgard. Pozycja numer trzy na liście udziałów Setha w featuringach jest dość niewielki występ u boku FHY i Maxine Koci przy singlu Dreams of Illusion, do którego użyczył swojego głosu po uprzedniej prośbe ze strony Laili do podjęcia się takiego zadania. Na koniec natomiast zostaje utwór, który nagrany został można śmiało powiedzieć, że wieki temu. Dlaczego wieki? Głównie daletego, że w momencie, gdy był on nagrywany w mieście aktywne było jeszcze ANGELS&DEMONS a on Unsainted nie było nawet mowy. W tym utworze Seth Ronnie Dagaard razem z Kenny'm "KELLY" Whitfieldem, jak to można przeczytać z opisu wydania na portalach streamingowych: "Copycats" to utwór, w którym Kelly i Seth Dagaard dzielą się swoimi przemyśleniami na temat oryginalności i indywidualności. Piosenka zaczyna się mocnym wstępem, w którym Kelly przyznaje, że czasem może być przewrażliwiony, ale jednocześnie podkreśla, że nikt nie zna ich z każdej strony. Tekst utworu porusza temat presji społecznej i krytyki, z jaką artyści muszą się zmierzyć, gdy są oskarżani o brak autentyczności. W pierwszej zwrotce Kelly opisuje swoje uczucia, wyrażając, że wszystko, czego dotyka, staje się martwe, a mimo to, ludzie nie przestają o nich mówić. W refrenie zarówno Kelly, jak i Seth wspólnie podkreślają, że mimo bycia sobą, inni ciągle zarzucają im kopiowanie. Wersy te wyrażają frustrację wynikającą z niezrozumienia przez otoczenie ich prawdziwych intencji i stylu życia. Seth w swojej zwrotce opowiada o tym, jak ludzie porównują go do innych, co budzi w nim ciekawość, czy te porównania są tylko wytworem ich wyobraźni. Wskazuje na trudność bycia sobą w świecie, który łatwo ocenia i krytykuje każdą zmianę. Seth i Kelly ironicznie zauważają, że mimo ich starań, będą nadal postrzegani jako kopie. Utwór kończy się mocnym refrenem, podkreślającym ich determinację, by kontynuować swoją drogę, niezależnie od opinii innych. "Copycats" to głos sprzeciwu wobec niesprawiedliwych oskarżeń i manifestacja niezależności oraz autentyczności artystycznej I faktycznie, cała prawda o tym co ich skłoniło do tego ruchu jest zawarta w linijkach utworu, a nastawienie do opisywanej sytuacji jasno słyszalne w całości. Dla Setha ten twór jest teraz o tyle istotniejszy, ponieważ jest to ostatni projekt jaki udało mu się zrobić razem z Kenny'm przed jego tragiczną śmiercią nie tak dawno temu. Już po śmierci Matta z Dagaardem było źle, nałożyło mu się multum spraw na głowę, wliczając w to jego własny śmiertelny problem, jakim była białaczka, którą zdiagnozowano mu około miesiąc (z hakiem) temu i z którym walczy od tamtej pory aż do teraz, a to nie miał być koniec mętlików psychicznych jakie przyszło mu przeżyć w ostatnim czasie, bo kolejna na horyzoncie pojawiła się pewna propozycja, która to sporo namieszała w głowie muzyka... Niegdyś bezwzględna lojalność została poddana egzaminowi, w momencie kiedy z Sethem skontaktowała się sama Pandora z propozycją dołączenia w szeregi Unsainted Records. Póki co nic nie jest zapisane w papierze, toteż nie można rzecz iż to w na sto procent się stanie, gdyż myśli jak wiatr, mogą się zmienić - ale kto wie jak to wszystko się finalnie potoczy, bo dalej droga może się w wreszcie wyrównać, ale też popaść w kompletną ruinę, która to pociągnie za sobą wszystko inne co Ronnie do tej pory zbudował. A jak będzie finalnie, pokazać może tylko czas. Czas, którego muzyk zdawałoby się nie miał za dużo przez swoją chorobę, ale... Ale wszystko może się jeszcze zmienić, a Seth Ronald Dagaard dołączyć do grupy tych, którzy wrócili z tej wojny - wojny z nowotworem. Poboczne występy/wzmianki z ostatniego czasu: https://li.v-rp.pl/post/98543_poznym-wieczorem-zakonczyla-sie-impreza-w-klubie-bunker-polozonym-w-pacific-coas.html https://li.v-rp.pl/post/97699_20-00-yoyadl-dzi-shki-horizon-studio-laila-aguirre-seth-ronnie-dagaard-vff-vff87.html https://li.v-rp.pl/post/97804_czterech-wybitnych-sportowcow-william-travolta-matt-orton-tristan-lyonne-i-mffm.html https://li.v-rp.pl/post/97991
  15. **Dagaard słuchając w końcu wydanego efektu wspólnych prac usiadł przed komputerem, na którym przesłuchał (polubienie i tak dalej też zostawił) i wykonał ekspresję 😎👌**
  16. **Na kanale vTube Dagaarda zagościł nowy utwór z w/w tytułem. Połączyć go można rzecz jasna z ostatnim postem o artyście zarzucającym mu szereg spraw i wyśmiewający jego problemy ze zdrowiem psychicznym. Utwór można w 100% traktować jako prześmiewcza odpowiedź muzyka na stawiane mu zarzuty, do których nawet w formie żartu "przyznaje się", aby potencjalnie pociągnąć sprawę dalej** **Sam w sobie utwór słyszalnie nagrany jest na szybko i bez większego starania się, jakby miał zwyczajnie być pstryczkiem w nos dla portalu plotkarskiego, dodatkowo zaznaczając brak powagi jaki Seth wyczuł z treści posta, postanawiając dać z siebie tyle samo ile w jego ocenie dał z siebie redaktor CP** MATERIAŁ BEZ WYCENY, PO PROSTU ODPOWIEDŹ NA POST W INNEJ FORMIE NIŻ KOMENTARZEM
  17. Kolejne dni, tygodnie minęły... Różnie. Niestety bardziej w stronę negatywną niż pozytywną dla muzyka. Od bardzo długiego czasu zmagał się z blokadą twórczą, która skutecznie uniemożliwiła mu pracę nad czymkolwiek muzycznym. Doszły do tego też inne problemy - jak śmierć córki i partnerki. Coś po czym bardzo ciężko, a wręcz prawie niemożliwie, jest się pozbierać - nieważne kim się jest i z czego jest się "zrobionym". Seth próbował jednak trzymać dobrą minę do bardzo złej gry, jednak wszystko mogło trwać tylko tyle na ile świat pozwolił. Każdy w końcu pęka, a Dagaard miał pęknąć już lada moment. Przytłoczony wszystkim co zbierało się w nim od dłuższego czasu w końcu doprowadziło faceta do skraju ruiny. Jednak o tym później... Jak było już wspomniane Seth starał się pokazywać tylko tę pozytywną stronę, czy to w przygotowaniach do wyżej wspomnianych wydarzeń jak koncert urodzinowy Pandory (@Sava) Szykując występ w Total Explode (@Maltretacja) Czy nagrywając ze swoim dobrym kumplem KELLY (@yungg) ingerując torturalnie: Lub po prostu zastanawiając się jakim cudem Matt Pierce (@Centrolewus) tak bardzo nie potrafi w nagrywanie swoich utworów w studio, że potrzebuje dwudziestu prób: Każde jedno z tych przedsięwzięć jakich Seth się podejmował oddalały go mentalnie od goryczy i bólu jaki w sobie dusił, próbując zapomnieć o tym co miało miejsce nie tak dawno temu - stracie. Nieważne co robił i z jaką intensywnością jednak, to wszystko ciągle go doganiało i zżerało od środka. Co było widać z dnia na dzień bardziej i bardziej. Chłopak nagle mniej się odzywał, mniej udzielał, mniej pojawiał - cały zestaw, który wskazywałby na jakiś wewnętrzny problem, z którym jawnie nie mógł sobie poradzić, jednak nadal odrzucał wszelką pomoc, nie chcąc być dodatkowym utrapieniem. Nawet tym z najbliższego grona ludzi, jedynych z jakimi utrzymywał stały kontakt - Astaroth Records, ciężko było się do niego jakkolwiek dostać czy dowiedzieć się dokładnie o co chodzi. Zakrywał się po prostu wyjazdami do swojego rodzinnego Des Moines. Dlaczego jednak, pozostawało tajemnicą, którą nie chciał się w żaden sposób dzielić. Wszystko jednak ma swój koniec, a takie szarady nie mogły trwać wiecznie... Jednej, niesławnej już dla Dagaarda nocy, gdy razem z kilkoma ludźmi z wytwórni, w tym Eelisem Forsbergiem (@Meph) i Morganem Svendsenem (@Saren666) po zakończonej "próbie" zespołu As They Dream (którą Seth zorganizował dla nich w Israfel Practice Room) trójka siedziała i gadała między sobą oraz obecnymi tam jeszcze osobami o wszelkich tematach. Po tym jak wszyscy zebranii opuścili lokal, prócz Morgana i Setha, którzy w ten czas polecieli w spiralę swoich gadek psychologicznych, sytyacja uległa drastycznej zmianie. Eelis wrócił po kilkunastu minutach, by dołączyć do rozmowy, która doprowadziła do tego, iż Dagaard w końcu zwierzył się z wszystkiego, od początku do końca i jak już to było zapowiedziane - pękł. Wtedy też po raz pierwszy odegrał utwór "ANESTHESIAC", jego najnowsze w tamtym okresie dzieło. Po zakończeniu gry muzyk stracił panowanie i cała jego fasada runęła jak domek z kart. Nie był w stanie już niczego ukrywać. Przechodząc nieco dalej w czasie, całe spotkanie zakończyło się w miejscu, które artysta zaczął nazywać domem - pierwsze takie miejsce w Los Santos, od momentu jego przyjazdu tutaj... Jednak co złe, stało się jeszcze gorsze. Seth popadł w ciąg alkoholowy, przez co wrócił do przesadnego zażywania czegoś co nazywa się benzodiazepiny. Jednego wieczora, kiedy był na skraju wyczerpania psychicznego i bliski przedawkowania, zdołał wysłać jedną wiadomość do swoich bliskich znajomych, po której w jego mieszkaniu znaleźli się Fehu Skarsgard, Morgan Svendsen oraz Logan Barkley (@wiechu), którzy to w takim stanie znaleźli chłopaka i przenieśli go do mieszkania pary (Skarsgard i Barkleya) by tam spróbować mu pomóc. Ich działania były jednak nieskuteczne, konieczna była interwencja Davis Medial Center. Niedługo po zjawieniu się lekarza Seth i Morgan (który pod wpływem alkoholu stracił przytomność i rozciął sobie głowę) zostali zabrani do placówki medycznej, gdzie życie jednego i drugiego były odratowywane. Szczęśliwie obaj przeżyli tę noc i zostali wypisani kilka dni później, Morgan z blizną, Seth z nowym psychologiem. (screen od wiechu za zgodą) Był to w pewnym stopniu moment zwrotny, szczególnie dla Setha, który zrozumiał w końcu, że słowa przyjaciół nie były rzucone na wiatr i faktycznie może liczyć na nich kiedy jest na to potrzeba. Po tym wszystkim zaczął częściej odwiedzać studio, nawet jeśli nic by w danej chwili nie powstało, po prostu chciał tam być i coś robić - nawet jeśli miałoby to być po prostu siedzenie i kreślenie notesu przez brak pomysłu na coś nowego. Strata wiąże się też z odbudową, droga, którą Seth musiał teraz obrać, aby nie zatracić się zupełnie. Widząc to i doświadczając swojego najniższego w życiu punktu zwrócił się z prośbą do każdego, z kim miał kontakt w Astaroth, konkretniej z prośbą o pomoc. Sam nie był w stanie nic napisać, więc naturalnym było w tej chwili odpalić telefon i wysłać wiadomości, na odpowiedź długo nie czekał. A pisał nawet ze szpitala Facet odżył widząc takie reakcje, a potem siedząc w zapełnionym studio. Każdy kto mógł, pojawiał się i dorzucał swoje trzy centy do całości, która w końcu ujrzała światło dziennie, dodając do listy wydań spod jego nazwiska. ANESTHESIAC z początku mający być EP z pomocą Eelisa Forsberga, Morgana Svendsena, Fehu Skarsgard, Judy Roux (@thaZu) i Freyi Sauber (@Furix) stał się pierwszym albumem solowym Setha Ronniego Dagaarda.
  18. **Dagaard w końcu odebrał swojego PR Boxa, pozostawił po sobie pozytywy pod wydaniem bujając do niego głową po skończonej robocie przy swoim albumie**
  19. **W karierze muzycznej Setha Dagaarda nastał długi zastój. Nie wydawał niczego odkąd dograł swoje wokale do tworu MOXXXY "Relics Of The Past". Niewiele się udzielał, a uaktywnił dopiero niedawno, wrzucając pozornie losowe posty z różnymi podpisami. Jak się okazało miały one w sobie większe znaczenie niż się mogło wydawać. Dnia pierwszego czerwca na streamingi trafił zapowiadany ANESTHESIAC. Album składający się z dziesięciu utworów, które zabierają słuchacza w głąb psychiki twórcy, opowiadającego o swoim najboleśniejszym jak do tej pory przeżyciu - stracie bardzo bliskiej osoby. Na przestrzeni wydania spotkać można różne style i podejścia do muzyki, każde jednak coś ze sobą łączy - tajemnica, którą rozwiązać może jedynie przesłuchanie...** Wydanie jest w wersji DIGITAL, czytając opis całości można znaleźć notkę, iż wersja fizyczna pojawi się już niedługo, razem z dodatkowymi rzeczami możliwymi do zakupu oprócz samego krążka. **Sama okładka już może wiele powiedzieć. Na pierwszym planie widać sylwetkę mężczyzny (potencjalnie reprezentacja Dagaarda), patrzącego w coś co zainteresowanym od razu podsunie odpowiedź - Koło Życia, które otoczone jest wszelkiej maści monstrum i wynaturzeniami. Prosta symbolika nadziei, że mimo strat i bólu, wszystko dalej się toczy, niezmiennie aż do końca.** **Kończąc jednak wywody interpretacyjne otoczki graficznej oraz tego co Seth pokazywał przedpremierowo i co można było usłyszeć o nim z plotek. Pierwszą pozycją albumu jest utwór noszący tytuł...** Utwór to swego rodzaju wstęp do wszystkiego. Zagłębiając się dalej w wydanie słuchaczowi wpadną w ucho nawiązania do całości z powyższego. Od wspomnień tytułów aż po treść niektórych z utworów na reszcie albumu. Zakończenie utworu może wprowadzić nieco inny nastrój - zaciekawienie pomieszane z zakłopotaniem. Kim jest ta "ona", która miała "odżyć"? **Faktyczna "przygoda" z ANESTHESIAC zaczyna się dopiero teraz, twór zrobiony jest tak, że każdy z utworów w pewnym stopniu się zazębia i płynnie przechodzi z dźwięków końca jednego, do początkowych z następnego, odpalony w formie playlisty (czyli w formie w jakiej się pojawił) ciężko zauważyć krótkie "przejście" między utworami, gdy te się zmieniają.** Pierwsze podejście do z góry przegranej walki z demonami, które tkwią w głowie autora. Brak tutaj chęci poddania się, etap wyparcia straty i wmawiania sobie, że może być lepiej i to nic takiego, które stopniowo z końcem utworu traci na swojej początkowej mocy, kolana zaczynają się uginać mimo ostatecznych krzyków buntu i wypowiadania wojny ciemności, która powoli opanowuje myśli i psychikę podmiotu z tekstu. Lekkie odejście od tematu, paniczne szukanie czegoś w co można wbić "miecz", aby pomóc sobie w nierównej potyczce. Działanie jednak mało skuteczne dla problemu, gdyż nie skupia się ono na problemie samym w sobie a faktorach pobocznych. Uznawanie ludzi dookoła, którzy starają się jakoś doradzić, mimo braku "doświadczenia" w takich sprawach i rzucania populizmami. Seth pisząc ten utwór na swój sposób wyrzuca z siebie cały ból jaki spowodowały takie teksty w jego strone, które jak sam mówi tylko pogarszały sprawę. Pierwsze oznaki utraty sił do dalszego brnięcia w wojnę z własną głową. Również pierwsze wspominki o to co jest problemem i opis straconej osoby/osób. Seth mocno pokazuje, że strata opisywanej osoby uderzyła we wszystko w co mogła uderzyć, obwinia sam siebie, że mógł po prostu być obok, myśli, że to mogło zapobiec wszystkiemu. Nawiązuje do paraliżu sennego, porównując go do faktu bycia zbyt daleko by zareagować. Powrót prób pomocy. Tekst pisany był bardziej z perspektywy trzeciej osoby, tej "pomagającej", którą tyle co Seth atakował jako pogarszającą sytuacje w jakiej znajduje się podmiot. Wskazać to może na mocne zakłopotanie i skalę wewnętrznej wojny, jaką artysta prowadził cały ten czas aż do wydania albumu. W utworze słychać też udział "chóru", ciężko jednak stwierdzić kim dokładnie są, będąc wspomnieni w opisie utworu na vTube w podziękowaniu za przygotowanie kwestii śpiewanych, jakie im podesłano. Ciężko jest wyobrazić sobie dokładny moment, w którym człowiek po prostu pęka. Tutaj jednak jest inaczej, z poprzednich pozycji na liście widać jeszcze próby podjęcia walki z okazjonalnym podłamem sił. Tutaj jednak wszystkie linie obrony padły. Stadium akceptacji i goryczy, Seth zwyczajnie chce zamienić się miejscem, z jak się okazuje osobami, które odeszły z jego życia na dobre. Kolejna zmiana nastroju, żal pozostaje jednak niezmienny. Poprzez takie zmiany w tonacjach i stylu instrumentali Seth planuje pokazać jak wyglądało to z jego strony, jak to było jego oczami. Ten sam ból, przedstawiony w różnych odsłonach Tytułowy utwór i kompletny upadek psychiki i zdrowie mentalnego Setha Dagaarda. Wylał z siebie wszystko co miał, żal, rozpacz, złość, błaganie i gniew na raz. Przez całą długość tworu słychać stopniowe łamanie się głosu Setha, aż do jego końca gdzie niekiedy wyłapać można szybsze urywanie zdań. Cierpienie po stracie, gdyby mogło, wylewałoby się ze słuchawek - przynajmniej taki był tego cel pod względem muzycznym. Pod względem psychicznym, miało dać upust każdej emocji. Pierwszy utwór z innym visualizerem niż pozostałe wydania. Tytuł może powiedzieć wiele, jednak sam tekst zdradza już wszystko. Seth dodatkowo "spowiada się" ze swojego życia, do zawtórowania książce Leona Baldwina. Ujawnił tutaj co dokładnie dręczy jego mental. Jawna nienawiść do samego siebie za to co się stało gra tutaj główną rolę. Na visualiserze widać wiele zdjeć Dagaarda, z różnych etapów jego kariery - symboliczny pokaz, że potrzeba było tyle podejść do samego siebie i do tego kim facet chce być, aby stać w tym miejscu, w którym jest. Wykorzystał też coś co robił wcześniej w karierze i początkowe fazy utworu są bardziej elektroniczne i brzmią jak beat, by ustąpić miejsca nowej odsłonie jego twórczości. Ostatnia pozycja z albumu. Może ktoś się spodziewał zaoferowania MOXXXY featuringu po tym jak Seth pojawił się u niej, dla tych, którzy się nie spodziewali może to być lekkie zaskoczenie, zwłaszcza gdy dziewczyna mało co używa własnych wokali w utworach. Tutaj jednak dała spory popis umiejętności nie tylko wokalnych, ale jest również podpisana jako Main Producer tego utworu, co z resztą da się wysłyszeć w niektórych fragmentach. Utwór ponownie jest walką ze sobą i opisywaniem przejść, by w połowie zmienić swój nastrój na "wyjście z cienia"... **Po zakończeniu przesłuchiwania albumu do uszu odbiorcy trafić może instrumental. Muzyka jest dziwnie pozytywniejsza niż całość, jakby Seth chociaż tutaj chciał uciec od dołowania samego siebie i słuchacza. Po kilku sekundach pojawia się również video, którego pierwsza klatka to okładka albumu i podpis "Special Thanks" z wymienionymi osobami z różnych stref, na pierwszy rzut oka mało ze sobą powiązanymi, a najbardziej zdziwić może podziękowanie dla Davis Medical Center. Tajemnicę te rozwiązuje dalsza część filmu... Co również rozwiązuje tenże film to kogo dokładniej Seth stracił, osoba imieniem Willow C. Dagaard - córka artysty** Gdzie można było usłyszeć o wydaniu/utwory same w sobie podczas live eventów: Kwestie OOC:
  20. W końcu przyszła pora na aktywniejszy okres w karierze Setha Dagaarda. Muzyk finalnie kontynuował "falę" jaka dobijała się do jego metaforycznych skrzydeł po premierze książki "Acknowledge The Sins" i zaczał więcej być artystą, a mniej "gwiazdeczką" z Lifeinvader. Zaczynając całość od pierwszego od bardzo długiej przerwy koncertu z okazji otwarcia Angelic Arena, gdzie Seth zaproszony na scenę przez Kenny'ego KELLY Whitfielda wykonał swój nowonapisany utwór "SMILE", który może być połączony z wcześniej wspomnianym zdjęciem (Jego opis: "Just... Smile"). Przedstawia ono dość wymownie Dagaarda leżącego na podłodze czegoś na wzór podłogi placówki szpitalnej, otoczonego pigułkami nieznanego pochodzenia (według Celebrity Preview oczywiście są to narkotyki ciężkie, bo co by innego). Czy faktycznie są to narkotyki ciężko stwierdzić, wiadomym jednak jest po utworze "Nightmares" i po tym jak Seth otwarcie zdradzał, że jego matka miała problemy z używkami przez co on stał się podobny, iż taka opcja nie jest wykluczona z całej puli możliwości. Fragment niewydanego nigdy utworu Nightmares, został on jedynie odegrany na finale zbiórki fundacji Meredith Chastain: Jedna rzecz wciąż dręczy mnie, Matko, czy jak ty skończę na dnie? Nasze drogi nigdy, Nie miały szansy splatać się. Lecz nic już z tym. Nic już z tym. Drogę twą, zwykle pokrywał śnieg, by radzić sobie, zasypywałaś mnie. Wiele lat próbowałem, jakoś zobaczyć prawdziwą cię. Szczerze, całym sercem chciałem udowodnić, że się da, Ale przez tą pomoc zapłaciłem razy dwa. Dla ludzi obeznanych w slangu "śnieg" oznacza wiadome - kokainę. Może i wyszukane towarzystwo bankietowe tego nie złapało, ale z nagrań z tego koncertu większe grono zdecydowanie wyłapało nawiązanie, o którym mówi Seth. Czyżby Preview w końcu nie było tylko plotką, a lupą prześwietlającą czyjeś podteksty i myśli? Zdecydowanie gorzej idzie im to w kwestii szpilek, jakie ciągle próbują wbijać w Dagaarda, który póki co dość prześmiewczo je odbija. Pozostaje jedynie czekać na wydanie zapowiedzianej na koncercie urodzinowym Fehu Pandory Skarsgard EP, aby uzyskać jakiekolwiek światło na tę tajemnicę. A skoro już o koncertach mowa. Kilka ich było w tym okresie, wcześniej wspomniany ten na Angelic Arena, gdy Kelly wywołał Setha z tłumu, by wspólnie odegrać utwór zatytułowany "Copycats", śmiejący się z CP (ponownie), które zarzuciło Kelly'emu kopiowanie Astaroth Records w każdym możliwym stopniu. [Breakdown: Seth & Kelly] Yeah (Maybe) Ciekawe czy ktoś załapie, Śmiejemy się wam prosto w twarz, Chciało się dokopać, ciekawe czy ktoś po głowie się drapie, Trudząc myśli, dalej swoje pieprz, My we dwóch wciąż się będziemy śmiać, [Chorus: Kelly & Seth] Cały czas sobą a i tak mówią, że to kopia Nie rozumiem tego, nie rozumiem tego Cały czas tutaj będziemy robić swoje Nie zrozumieją tego, nie zrozumieją tego I tak powiedzą, że to kopia I tak powiedzą, że to kopia I tak powiedzą, że to kopia Czy skopiować mam wdech, czy kopiować mam wdech? Oprócz takiego dogryzania sobie wzajemnie oczywiście działy się też inne rzeczy, koniec końców Seth nadal nie istnieje tylko dla robienia koncertów lub działania na Lifeinvader, jest też zwykłą osobą co pokazywał niejednokrotnie kiedy zwyczajnie pojawiał się między ludźmi, maskując to co dzieje się w środku. Utrata córki mocno go zmieniła przez ten czas, z człowieka z niewyparzoną gębą, który naskakiwał na wszystko i wszystkich gdzie się dało, nie potrafiącego utrzymać przy sobie nikogo na dłużej stał się bardziej stonowany, myśląc nad tym co robi oraz kiedy to robi. Jak w momencie, w którym wsparł Malia Yo Parris pod lokalem Lucky Strike, gdy zaszła tego potrzeba. Sytuacja ta co prawda miała miejsce po koncercie w Total Explode, jednakże było to już PO nim, kiedy wracał do życia jako kolejny szary człowiek, który zwyczajnie próbuje przejść do kolejnego dnia w miarę spokojnie. Jedyne co różni go od "typowej szarości" to fakt bycia nieco bardziej rozpoznawalnym od innych, co też ma swoje odzwerciedlenie w reagowaniu na niego innych - w tym też jak się okazuje oficerów LSPD, którzy dołączyli do Dagaarda i Matthew Pierce'a tańczących przed lokalem. A skoro już wspomniano o Total Explode i koncercie tam można też wspomnieć o urodzinach Fehu Pandory Skarsgard raz jeszcze. Można to nazwać małym przełomem, bo był to pierwszy pełnoprawny występ Dagaarda, nie licząc losowego występu tu i tam. Jak wcześniej wspomniano tam zapowiedział EP, którego nazwy jeszcze nie zdradził. Co wyszło natomiast, to teksty i brzmienia pojawiąjących się na nim utworów, między innymi są: "SMILE" - do tej pory najbardziej promowany "A Prison For Myself" "Serpents" Dwa poniższe twory ujżały światło dzienne w nieco bardziej uwypulkonym wydaniu właśnie w Total Explode, gdzie miał okazję nieco mniej pośmieszkować (na urodzinach Fehu skupił się na tematyce koncertu idąc w covery i dobrą zabawę, grajac jedynie "A Prison For Myself" jako debiut) Tymczasowo kończąc ten wywód, Seth Ronnie Dagaard bardziej pokazał się miastu w końcu wychodząc do ludzi po batalii z samym sobą i stratą córki. Co pokaże dalej, tego jeszcze nie wiadomo. Jednak bardzo prawdopodobnie pokaże się po raz kolejny w nowych kolorach, gdyż Matt Pierce zdążył już podzielić się na platformie Lifeinvder wspołnym zdjęciem dwójki z dość intrygującym opisem. A ciąg dalszy nastąpi...
  21. Bardziej aktywnie wchodząc w kolejny rozdział swojej kariery Seth Ronnie Dagaard jak wspomniano wcześniej wszedł w współpracę z Kennym KELLY Whitfieldem. Przy okazji tej współpracy poznał również tym razem osobiście Matta Pierce, który też zaczął udzielać się pod względem eksperymentów muzycznych razem z Dagaardem. Co z tego wyjdzie pokazać może tylko czas, oby tylko okazało się, że będzie to najbliższy czas... Z wspomnianej współpracy z Kellym, oprócz odwiedzin w Angels&Demons, Seth powrócił też na deski sceny przy ex-rózowowłosym muzyku gdzie odegrali to nad czym pracowali w studio. Utwór "Copycats" zadebiutował na scenie, teraz pozostaje jedynie poczekać aż wyjdzie wersja studyjna. Czy panowie coś jeszcze tym pokażą, może zwiastuje to dalsze kolaboracje? O tym już ciężko cokolwiek pisać, zwyczajnie tego już nie wiadomo. Wspomnianym koncertem było Charity Block Party spod szydlu Mongols MC. Scena mimo że niewielka to jednak miała w sobie coś co przypomniało Sethowi jak to jest być faktycznym artystą i co potrafi dać publika na żywo niżeli tylko rosnące bądź malejące cyfry w słuchaczach na streamingach - było to coś czego zdecydowanie mu brakowało. Tam też prócz wspólnego dzieła Kelly'ego i Setha, zadebiutował też solowy twór Dagaarda noszący tytuł "Smile", który artysta zaczął powoli promować poprzez swoje social media Nie zabrakło przy tym rzecz jasna uwagi Celebrity Preview, które odkąd w internecie pojawiło się wspólne zdjęcie Dagaarda i Whitfielda jakby przyglądało się dalszym ich poczynaniom. Fani słuchający w trakcie koncertu performance'u Setha najpewniej nie omieszkaliby już spisywać tekst i rozsyłać go gdziekolwiek się da i debatując nad głębszym jego znaczeniem, co autor może mieć na myśli oprócz znaczenia dosłownego i tego co jest po prostu zapisane? Może jest jakieś drugie albo i trzecie dno, które wskazywałoby na jakieś faktyczne problemy Dagaarda? Tych den ciężko się domyślić, trzebaby było zapytać u źródła, które oprócz odpowiedzi pod postem CP, która jakoby miałaby mówić, że wszystko jest w porządku wciąż nie rozwiała tajemnicy dla niektórych. > "Smile” Moi drodzy, rewelacja, na depresję wynaleźli lek, Aż i tylko, co mus jest zrobić to pobiegać wyjść, Nawet kurwa nie potrzeba do psychiatry przyjść, Czy to mi się zdaje, czy to bzdur jest stek? [..] Moi drodzy, byłem sprawdzić, muszę rzec, że coś w tym jest, Tak już biegam od godziny, ale ciągle coś tam jest, Nie chcę tu nic mówić, ale czy ktoś okłamywał mnie, Kurwa zaraz się uśmiechnę może przejdzie... Oh wait Przesłanie tekstu po zwyczajnym przeczytaniu jest jasna, pokazanie problemu jakim jest bagatelizowanie depresji. Pytanie nadal pozostaje - czy to tylko próba zwiększenia świadomości a może prośba o pomoc? Co będzie dalej? Czy to może kontynuacja wątku, o którym rozmawiał w swoim wywiadzie? Czego nie da się uniknąć to kolejnego eksperymentu ze stylem, które u Setha stają się mocnym elementem "rozpoznawczym". Najpierw łączenie rapu z cięższym brzmieniem, później kompletny mix czegokolwiek się dało, teraz powrót do "korzeni" przy "Smile", a jeszcze pomiędzy tym wszystkim kompletny obrót spraw przy Relics of the Past z Moxxxy, gdzie sięgał daleko poza swoje, jak mniemał, możliwości wokalne, by osiągnąć kompletnie naturalnie przemieniony głos, by pasować do zamysłu dzieła. Czyżbyśmy mieli teraz doczekać się ery najzwyklejszego metalu czy Seth wyskoczy z czymś jeszcze? Jakieś kompletnie odmienne połączenie? Co powstanie z Piercem, który niedawno zapowiedział coś równie innego? Na te odpowiedzi obaj zdecydowali się wkrótce odpowiedzieć wszystkim ciekawskim... (post jest do mocnej edycji, wiem że nie ma ładu ani składu, ale wstawiam, żeby nie siedzieć z tym niewiadomo jak długo - w najbliższym czasie zostanie oprawiony w screeny, tekst zostanie poukładany, etc)
  22. **Dagaard sprawdził artykuł, zaśmiał się cicho pod nosem, że ktoś pamięta o sytuacji z koncertu undergroundowej kapeli nastolatków grających metalcore. Spokojnej czeka na rozwój wydarzeń wiedząc co zawiera w sobie książka**
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę. Warunki użytkowania Polityka prywatności Regulamin