Skocz do zawartości
 
GRACZY ONLINE

Fussbodenmaschinen

Gracz
  • Postów

    11
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

3 obserwujących

Ostatnie wizyty

1 313 wyświetleń profilu

Osiągnięcia Fussbodenmaschinen

  1. ☾ (Crescent Moon) – duet muzyczny powstały w Los Santos w 2025 roku. W skład projektu wchodzi znany szerszej publiczności członek zespołu Sloppy Toppy, Lawrence „Lars” Reach, oraz jego podopieczny, młody Japończyk Souta Kota. Z przypadkowej, niezobowiązującej znajomości między tą dwójką narodziła się melodyjna synergia, która ostatecznie doprowadziła do powstania Crescent Moon. Lars, chcąc poszerzyć swoje portfolio o dodatkowy side-project, postanowił wziąć pod swoje skrzydła perspektywicznego Soutę. Rozpoczęli wspólną pracę nad dream popem w rockowo-shoegaze’owej odsłonie, zachowując jednak kameralny, subtelny charakter będący istotą całego przedsięwzięcia. Poznali się niepozornie - w jednym z klubów karaoke w dzielnicy Mirror Park, gdzie Lars pojawił się ze znajomymi po koncercie, a Souta został namówiony przez kompanów z akademika, by „dla jaj” zaśpiewać coś po japońsku. Wśród tanich świateł LED i szumiącej klimatyzacji, Lars usłyszał w głosie chłopaka coś, czego nie potrafił zignorować: surową wrażliwość, lekki falset, który potrafił przejść z nieśmiałości w emocjonalny szept. Po występie podszedł do niego nieformalnie, zaczynając rozmowę od żartu o tym, że nikt nie powinien tak dobrze śpiewać podczas karaoke. Od tamtej chwili kontakt między nimi stopniowo przerodził się w kreatywną współpracę. Z czasem ustalili jasny podział ról. Lars odpowiada za kompozycję, strukturę utworów i warstwę instrumentalną - bazując na swoim doświadczeniu kreuje brzmienie oparte na rozmytych gitarach, ambientowych tłach i dynamice podsyconej charakterystyczną linią elektroniki. Souta pełni rolę wokalisty, operując lekkim, eterycznym głosem, który niesie emocje z sporadycznym dodatkiem nadmiernej ekspresji. Taki układ pozwala im tworzyć muzykę intymną, nastrojową i zanurzoną w delikatnej melancholii. Pierwsze szkice utworów powstawały w domowym studiu Larsa na przedmieściach Vinewood. Małe pomieszczenie przerobione przez Reacha i jego kompanów z Sloppy Toppy szybko stało się ich przestrzenią twórczą. Zadbali o to, aby nie brzmieć jak rozbudowany zespół - celowo utrzymują minimalistyczny charakter, korzystając z ograniczonej liczby instrumentów i subtelnych efektów. W miarę jak rosła ilość materiału, zaczęli budować własną estetykę - nie przerysowaną, bez patosu, ale pełną emocji. Lars, przyzwyczajony do występów na dużych scenach, potraktował ten projekt jako odskocznię od presji i oczekiwań fanów Sloppy Toppy. Souta natomiast odnalazł w nim przestrzeń, w której może swobodnie operować swoim głosem, bez porównywania się do kogokolwiek. Duet rozpoczął też eksperymenty z rejestracją nietypowych dźwięków. Souta zasugerował wplecenie tego w aranże, a Lars szybko podchwycił pomysł, traktując te dźwięki jak dodatkowe instrumenty. Obecnie Crescent Moon pracuje nad debiutanckim EP. Ich muzyka ma być tłem dla ekspresji i nacechowanych emocjonalnie wartości, które dwójka facetów chciałaby przekazać w stronę odbiorcy. Lawrence jest rodowitym Amerykaninem. Urodził się w niewielkim miasteczku na obrzeżach Nowego Jorku, choć swoją „małą ojczyzną” najpewniej nazwałby San Andreas. Do Los Santos trafił jeszcze przed ukończeniem High School. Oczywiście to nie on był inicjatorem przeprowadzki - decyzja wynikała z awansu jego ojca w strukturach korporacji, dla której pracował, co ostatecznie wiązało się z przeniesieniem na zachodnie wybrzeże. Mimo to chłopak odnalazł się w nowym środowisku lepiej, niż można było się spodziewać. Ekstrawertyczny charakter, łatwość w nawiązywaniu kontaktów i otwartość na nowe doświadczenia sprawiły, że szybko wtopił się w lokalne towarzystwo i poczuł się częścią miasta. Zafascynowała go swobodna atmosfera, różnorodność i zupełnie inny rytm życia niż na wschodzie kraju. W przypadku jego rodziców sytuacja wyglądała jednak inaczej. Początkowo próbowali odnaleźć się w nowej rzeczywistości, z czasem jednak specyfika życia w wielkim mieście zaczęła im doskwierać. Ojciec, mimo awansu, coraz częściej narzekał na presję w pracy, matka zaś nie potrafiła przyzwyczaić się do dystansu między ludźmi i tęskniła za spokojem oraz znajomymi twarzami z rodzinnych stron. Po kilku latach oboje doszli do wniosku, że Los Santos nie jest miejscem dla nich - spakowali więc rzeczy i wrócili na wschodnie wybrzeże, zostawiając Lawrence’a w mieście, które zdążył już uznać za swój dom. W okresach, gdy miał nieco więcej pieniędzy, większy nacisk kładł na życie towarzyskie i spontaniczne decyzje - czasem zupełnie nieoczywiste. Jedną z nich było na przykład zaangażowanie się w działalność lokalnej fundacji zajmującej się ochroną żuków gnojowych, co przez pewien czas stało się jego dziwaczną, ale autentyczną pasją. Innym razem, gdy finanse zaczynały się kurczyć, łapał się różnych prac dorywczych - od roznoszenia ulotek, po zatrudnienie w zakładzie recyklingu. To właśnie tam poznał Raya - wyluzowanego gościa z zaskakująco dużą pasją do muzyki. Od pierwszej rozmowy złapali wspólny rytm, dosłownie i w przenośni. Obaj fascynowali się alternatywną i rockową sceną Los Santos, eksperymentowali z brzmieniem i godzinami gadali o zespole, który „kiedyś na pewno założą”. W końcu z marzenia zrodziła się rzeczywistość - razem z trójką znajomych stworzyli Sloppy Toppy, projekt, który początkowo miał być zabawą i odskocznią od codzienności. Pierwszy skład zespołu działał krótko - intensywnie, z pasją i dużym zaangażowaniem, ale ostatecznie niesprzyjające okoliczności sprawiły, że Sloppy Toppy zakończyło działalność szybciej, niż ktokolwiek się spodziewał. Mimo to Lawrence i spółka nie odpuścili. Jakiś czas później, w nieco zmienionym składzie, reaktywowali zespół. Tym razem wszystko potoczyło się znacznie lepiej - ich brzmienie dojrzało, publiczność rosła z koncertu na koncert, a Sloppy Toppy z czasem odniosło znaczący sukces komercyjny, stając się rozpoznawalną marką w amerykańskim showbiznesie. Sukces ten całkowicie odmienił życie Lawrence’a. Po raz pierwszy mógł cieszyć się pełną stabilnością finansową i możliwością spełnienia praktycznie każdego ze swoich pragnień. Ponadto jego nazwisko zaczęło regularnie pojawiać się w mediach - stał się gwiazdą z prawdziwego zdarzenia. Przez pewien czas cieszył się tym bez reszty, jednak z biegiem czasu zaczął dostrzegać, że komediowy i momentami celowo niepoważny styl Sloppy Toppy, choć przyniósł mu popularność, nie do końca oddawał to, co naprawdę chciał wyrażać poprzez muzykę. Nie oznaczało to jednak końca jego przygody z zespołem - Sloppy Toppy wciąż pozostawało dla niego źródłem satysfakcji, którego nie chciał porzucać. Lawrence zaczął jednak czuć potrzebę stworzenia czegoś bardziej osobistego i autentycznego - projektu, który pozwoliłby mu zajrzeć w głąb siebie. Tak narodził się pomysł, który z czasem przerodził się w Crescent Moon - muzyczne przedsięwzięcie będące dla niego nowym rozdziałem i formą artystycznego spełnienia. Souta Kota pochodzi z Fukuoki w Japonii, miasta, które balansuje między tradycją a modernistycznym chaosem. Dorastał na obrzeżach, w dzielnicy mieszkalnej zamkniętej między zatoką a zwartej zabudowy świątyniami shintō. W domu panował półformalny rygor: ojciec pracował jako technik lotniczy, matka prowadziła małą herbaciarnię po babci. Muzyka klasyczna miała wedle woli rodziców być jego pierwszym wyborem - inne style i gatunki były raczej przypadkową ścieżką ucieczki od oczekiwań i szkolnej monotonii. Gdy miał 19 lat, wraz z rodziną przeniósł się do USA do Karoliny Południowej, gdzie jego ojciec został zatrudniony przy pracach kontraktowych. Dla Souty była to gwałtowna translokacja kulturowa: suburbia, przywiązanie do religii, amerykańskie licealne schematy społeczne i brak anonimowości. Mimo tego znalazł sposób na adaptację – przez estetykę, ubiór i muzykę. Wtopił się, ale nie zamierzał się zasymilować. Postanowił nie realizować początkowego zamysłu i nie wracać do Japonii. Zamiast kontynuacji studiów wybrał dorywczą pracę (głównie w kawiarniach, barach), a potem, chcąc wyrwać się z prowincjonalnego klimatu, przeniósł się do Los Santos. Oficjalnie /na rozwój zawodowo-artystyczny/, nieoficjalnie, bo miał wrażenie, że właśnie tam ktoś w końcu potraktuje go poważniej. Souta ma osobowość paradoksalną, wycofany, ale obserwacyjny, delikatny, lecz nie bierny. Mówi mało, ale celnie, rzadko pokazuje emocje wprost - częściej przez głos i mimikę. W relacjach prywatnych sprawia wrażenie introwertyka, ale na scenie lub w studiu potrafi nagle pokazać zupełnie inną twarz. Jego głos to jeden z najbardziej specyficznych elementów Crescent Moon. Ma naturalnie delikatną, eteryczną barwę – niemal miękkie vibrato, które sprawia wrażenie, jakby śpiewał tuż przy uchu. Ta pozornie krucha barwa nasyca się testosteronem i chropowatością. Brak w tym formy wrzasku, raczej kontrolowany, emocjonalny wyrzut, który kontrastuje z jego aparycją. Lars czasem żartuje, że Souta brzmi jakby w jednym ciele mieszkały dwa gardła: jedno mgławicowe, drugie instynktowne. W kontaktach z ludźmi Souta nie dominuje, a raczej dryfuje w rozmowie, analizuje, obserwuje. Zyskuje zaufanie powoli, ale naturalnie. W studiu działa intuicyjnie i nie narzuca się z pomysłami, ale kiedy coś zaproponuje, zwykle trafia w punkt. Do Larsa odnosi się z szacunkiem, ale bez klerykalnej czci - bardziej jak do kogoś, kto nadał jego milczeniu formę. OOC
  2. **Lars oddał swój głos w plebiscycie**
  3. Dwudziestego drugiego maja miejsce miał debiut federacji Ranger Street Fight, zrzeszającej zawodników walczących na gołe pięści. Pierwsza gala Jamesa Thomsona odbiła się szerokim echem, wprowadzając na scenę mieszanych sztuk walki wiele świeżości. Na szczególną uwagę zasługuje formuła, w jakiej poprowadzona została gala. O minionym wydarzeniu przeczytasz tutaj. Zważywszy na sukces pierwszej edycji, organizatorzy nie zwolnili tempa i zapowiedzieli już następną galę, która odbędzie się 19.06. Ku wzbudzeniu zainteresowania przedsięwzięciem i zaszczepieniu w widzach krzty emocji, w sobotę, 11.06 zwołana została konferencja prasowa. W minioną sobotę na Rockford Hills publiczności przedstawieni zostali zawodnicy nadchodzącej gali. Niestety dwóch z nich - Fionn Ward i Dexter Hopkins nie pojawili się na prezentacji z bliżej nieokreślonych powodów. Rolę konferansjera pełnił Noah Bacall. Niestety, nie wszystko poszło po jego myśli. Wszystko zaczęło się dosyć niewinnie - pierwsze pytanie skierowane zostało do Hassana Massarata, który opowiedział publiczności o swoim pobycie w szpitalu i przerwanym okresie przygotowawczym. Jak mówił zawodnik, uległ on wypadkowi samochodowemu, którego prowokator próbował uciec z miejsca zdarzenia, finalnie oddając strzały. Massarat wystosował też apel do widzów, mówiąc, żeby uważali na siebie, bo w każdej chwili mogą stracić życie przez przypadek. Niespodziewanie do dyskusji wtrącił się inny zawodnik RSF 2 - Braian Kelly, sugerując, że Hassan nie wytrzyma w klatce nawet jednej rundy i zawiedzie swoich kibiców. Do tego momentu byliśmy świadkami dość interesującej dyskusji. Dalsza część konferencji przerodziła się bowiem w karuzelę wyzwisk i drwin. Z ust zawodników padały agresywne żarty odnośnie orientacji seksualnych, porównania do dzikich zwierząt, czy groźby karalne. Jeden z zawodników podzielił się historią o ujeżdżaniu byków. Jak mówił - "było cudownie". Jakkolwiek żenującym zachowaniem można by to nazwać, publiczność domagała się więcej "krwi". Z trybun usłyszeć można było prośby o rzucenie szklanką w przeciwnika, czy bijatykę, która i tak doszła do skutku w końcowej części wydarzenia, bowiem Hassan Massarat pobity został do nieprzytomności. Zresztą nie był to jedyny akt przemocy między fighterami - bez ciosów nie obył się również face to face Jeffrey'a Necca i Jose McGregora. Organizatorzy wydarzenia byli zauważalnie zmieszani całą sytuacją, ale jak mówili - już wiedzą co poszło nie tak i następnym razem poprawią wszystko, co w tym przypadku nie zadziałało należycie. Co więcej, zawodnicy zostaną ukarani za swoje zachowanie potrąceniem pewnej części z gaży. Na chwilę obecną nie pozostaje nam nic innego, jak czekać na rozwój wydarzeń i liczyć, że wszystkie przedstawione na konferencji konflikty przerodzą się w emocjonujące walki, już w niedzielę, 19.06 o 20:30. Oto wszystkie zestawienia Ranger Street Fight 2: Fionn Ward vs Hassan Masserat Dexter Hopkins vs Cameron Scott Jeffrey Necc vs Jose McGregor Braian Kelly vs Jackson Floey
  4. Dwudziestego drugiego maja br. na arenie usytuowanej w ścisłym centrum Los Santos odbyła się pierwsza edycja gali Ranger Street Fight. Było to pierwsze takie wydarzenie w mieście od kilku miesięcy przerwy, podczas którego zawodnicy walczący na gołe pięści mogli zaprezentować się szerszej publiczności, reprezentując legalną i udokumentowaną federację mieszanych sztuk walki. Czynnikiem wyróżniającym RSF wśród konkurencji był także fakt, że cały turniej odbył się systemem pucharowym. Oznacza to, że najlepsi zawodnicy musieli stoczyć aż trzy walki jednego wieczoru! Chociaż nie było to rozwiązanie sprzyjające kondycji fighterów, formuła ta dostarczyła widzom ogrom emocji. Historyczne wydarzenie było prowadzone przez Jamesa Thomsona - głównego włodarza federacji i byłego zawodnika Violent Fighting Federation. Jako pierwsi zawodnicy rękawice skrzyżowali Jose McGregor oraz Hassan Massarat. Warto zwrócić szczególną uwagę na drugą z przytoczonych sylwetek, bowiem zawodnik ten wkroczył do oktagonu jako rezerwowy, dowiedziawszy się o walce tuż przed rozpoczęciem gali. Pierwotnie na jego miejscu stanąć miał Markus Colin. Wszystkie trzy rundy tego spotkania możemy z pewnością nazwać wyrównanymi. Każdą z nich cechowały barwne wymiany ciosów między fighterami, jednak finalnie, wygrywając dwie z trzech rund, lepszy okazał się Jose McGregor. W drugiej walce do ringu wkroczył kolejny debiutant - Jackson Floey. Skrzyżował on rękawice z Johnem Weedem. Starcie nie odbiegało zbytnio od poprzedniego i również dostarczyło kibicom wielu emocji. Po pierwszej rundzie zdominowanej przez debiutanta, jego przeciwnik wkroczył w drugą część spotkania znacznie bardziej świeżo. Z pewnością na tyle, żeby zwyciężyć rundę. Na jego nieszczęście, Floey nie pozostał mu dłużny i zdeklasował swojego rywala w ostatniej rundzie, wygrywając tym samym spotkanie. Trzecia para rywali to Tommy Seevers, który dzięki RFN spełnił swoje marzenie wystąpienia na profesjonalnej gali MMA i Trevon Hopkins - dwudziestoletni chłopak kierujący się w życiu swoim mottem - "walcz, albo giń". Żadnemu z rywali nie można odmówić charakteru pozostawionego w klatce. Niestety walk nie wygrywa się sercem. Triumfując po dwóch krótkich rundach lokatę w półfinale zapewnił sobie Seevers. W ostatnim ćwierćfinale pierwszej edycji Ranger Street Fight zmierzyli się Nicolas Cortes - wojownik typowo uliczny, a prywatnie entuzjasta motoryzacji oraz Pearce Maypes - kolejny zawodnik, który tego dnia zawalczył na profesjonalnej gali po raz pierwszy. Ostatnie z zestawień pierwszej części gali nie odstawało od pozostałych i tak jak w poprzednich, spotkanie składało się z bardzo dynamicznych pojedynków. Po dwóch pełnych przelanej krwi rundach, Nicolas Cortes musiał uznać wyższość rywala. W pierwszym półfinale RSF 1 Jose McGregor zmierzył się z Jacksonem Floey. Otwierając drugą część gali zawodnicy nie marnowali czasu na walkę w defensywie. Piąte starcie charakteryzowało się bardzo energiczną, cieszącą spragnione krwi oczy widzów ofensywą z obu stron. Po szybkiej wygranej Floey'a, obaj zawodnicy weszli w drugą rundę nieco spokojniej. Zmiana taktyki zaowocowała powrotem McGregora do gry. Po wielu sekundach mrożącej krew w żyłach bijatyki Jose zwyciężył drugą rundę. Jak się później okazało - zawodnik ten nie dorównał kondycyjnie swojemu rywalowi, którego wyższość uznać musiał także w trzeciej rundzie. W przedostatnim spotkaniu rękawice skrzyżowali Tommy Seevers oraz Pearce Maypes. Tommy od samego początku ruszył na swojego przeciwnika, w pełni oddając się atakowi, niczym koń galopujący przed siebie z zawrotną prędkością i klapkami na oczach. Jak okazało się po kilku krótkich chwilach, taktyka szarży zadziałała i tym sposobem Seevers zapunktował jako pierwszy. W drugiej rundzie zaś, Maypes bardzo szybko ostudził zamiary swojego rywala, doprowadzając tym samym do remisu. W ostatniej części pojedynku obaj zawodnicy gwałtownie ruszyli z miejsc nie dopuszczając do siebie myśli o porażce. Po szybkiej wymianie ciosów drugim finalistą RFN 1 stał się Tommy Seevers. Przechodząc do finału nikt nie wiedział, czego może spodziewać się po dwóch zawodnikach równie zmotywowanych, jak wycieńczonych po sześciu rundach. Naprzeciw siebie stanęli Jackson Floey i Tommy Seevers. Zważając na kolejność pojedynków, kondycja mogła stać po stronie Floey'a, który biorąc udział w półfinale jako pierwszy, miał chwilę, aby odsapnąć przed wielkim finałem. Ciężko było jednak czynić jakiekolwiek predykcje mając na uwadze, że obaj uczestnicy walki wieczoru byli debiutantami. Nieprzewidywalność tego pojedynku znacznie wpłynęła na kibiców w pełni oddanych dopingowaniu swoich faworytów. Pierwsza runda najbardziej wyczekiwanego pojedynku na gali RSF 1 nie należała do najdłuższych. Jackson Floey momentalnie obalił swojego przeciwnika, dopisując pierwszy punkt na swoje konto. Seevers nie pozostał mu dłużny. Po kolejnej dynamicznej bijatyce doprowadził starcie do remisu. Rozpędzony Tommy równie dobrze zameldował się w trzeciej rundzie. Po wyrównanej, gwarantującej wszystkim wokół masę emocji walce, dwudziestopięciolatek zwyciężył pierwszą edycję Ranger Street Fight, inkasując przy tym sto tysięcy dolarów. Pierwszą edycję gali zwieńczyła niespodzianka przygotowana przez włodarzy. Nate Torres - trener, mistrz i posiadacz czarnego pasa w jiu jitsu podzielił się z widzami swoją opinią odnośnie wydarzenia, a także opowiedział słuchaczom o tradycyjnej japońskiej sztuce walki.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę. Warunki użytkowania Polityka prywatności Regulamin