Skocz do zawartości
 
GRACZY ONLINE

025. MOXXXY powraca w wielkim stylu! Judy Roux o współpracy z artystami, powodach nieobecności w mediach i „Relics of the Past” – swojej najnowszej płycie!


aliszyja

Rekomendowane odpowiedzi

spacer.png

Written by Madeline Beckett - DAILY GLOBE 07/01/2024


spacer.png

Judy Roux bardziej kojarzona pod pseudonimem artystycznym MOXXXY to artystka, której nie można odmówić talentu i pracowitości. Co jednak, gdy wspomniane cechy nie wystarczą do tego by wieść szczęśliwe, spełnione życie? Ostatnie miesiące nie były dla MOXXXY łaskawe. W niniejszym wywiadzie Judy Roux po raz pierwszy publicznie odnosi się do powodów swojej nieobecności w mediach, opowiada o swojej płycie „Relics of the Past”, współpracy z artystami, a także swojej nowej roli w wytwórni Astraroth. W czasie rozmowy poruszony został temat mowy nienawiści w Internecie oraz zamiłowanie artystki do działalności charytatywnej.

 


Spoiler

MB – Madeline Beckett

JR – Judy Roux

MB: Chciałabym Cię ba wstępie serdecznie powitać. Jest mi bardzo miło, że mogę Cię w końcu poznać osobiście. Stosunkowo dawno nie udzielałaś żadnych wywiadów. Jak to jest na nowo znaleźć się w studiu - tym razem nie nagraniowym - po tak długiej nieobecności?

JR: Heeey raz jeszcze, Madeline! Mi również jest strasznie miło być Twoim gościem i porozmawiać sobie. Tak, to prawda - minęło trochę czasu od mojego ostatniego wywiadu. Aczkolwiek nie czuję się jakkolwiek spięta, wręcz przeciwnie, czuję się świetnie, że mam możliwość porozmawiać dziś z Tobą!

MB: W ostatnim czasie na trochę zniknęłaś... Wokół Twojej osoby zaczęły pojawiać się liczne spekulacje. Tajemnicą poliszynela jest, że życie Cię ostatnio nie oszczędzało. Najpierw aresztowanie i wyrok dla Twojego managera Kane'a Saleh'a, potem śmierć założyciela 101 Records, tj. Blake'a Rawlings'a, finalnie zabójstwo Baby Ray'a, do którego doszło w dość ponurych okolicznościach. Jak udało Ci się przezwyciężyć te wszystkie sytuacje? I czy to właśnie one poniekąd "zmusiły" Cię do usunięcia się w cień?

JR: Może zaczynając od samego końca. Yeah... Głównie to żniwiarz, który zawisł nad 101 Records sprawił, że nie tylko w szoku po tych wszystkich wydarzeniach, które tak naprawdę pociągnęły się jeden za drugim ale i również w obawie o własne życie zdecydowałam się, nazwijmy to bardziej populistycznie, schować. To był jeden z czarniejszych i cięższych okresów nie tylko w moim życiu, ale i w mojej karierze. Pamiętam, że w tamtym okresie czułam się nie tylko zagubiona i przestraszona, ale i również czułam, jakby to był zbliżający się koniec mojej kariery. Yanno - bo co dalej? Czy chcę wrócić? Czy kostucha czasem nie czeka za rogiem na mnie? To był trudny dla mnie czas, ale jednocześnie i jeden ze sprawdzianów, jaki los podstawił mi pod nos. Wierzysz w prawo równości, Madeline? Ying-Yang?

MB: Wierzę. Chociaż ciężko o tę równowagę w życiu.

JR: To prawda. Mnie osobiście wiara w tę prawo w pewnym stopniu podnosiła duchowo. Bo każdej burzy nadchodzi słońce. Właśnie takie nastawienie było jednym z czynników, które popchnęły mnie, by jednak spróbować wrócić do Los Santos, powrócić budować to, czego jeszcze nie skończyłam.
spacer.png

MB: Dobrze, a czy zatem chciałabyś się odnieść do tego, co dość często zarzuca ci się w kuluarach? Mianowicie jak to było z Twoją nieobecnością na pogrzebach wcześniej wymienionych przeze mnie osób. Czy to właśnie z obawy o własne życie byłaś zmuszona odpuścić sobie obecność na tych uroczystościach? Może to najwyższa pora ostatecznie zamknąć ten temat - przynajmniej publicznie i przymknąć niektórym języki?

JR: Jeśli dalej pojawiają się głosy i pytania w tej sprawie - tak, myślę, że to najwyższa pora zamknąć ten etap. Tak, w tamtym momencie nie tylko obawa o zdrowie i życie ale i również mój stan psychiczny nie pozwolił mi pojawić się na ceremonii pogrzebowej. To była dla mnie trudna decyzja by odpuścić ostatnią drogę Blake'a oraz Braylon'a.

MB: W takim razie - przeszłość zostawiamy za sobą i skupmy się na przyszłości. Nie jest tajemnicą, że przyczynkiem do naszego spotkania jest wydanie Twojej nowej płyty - "Relics of the Past". Mam całą masę pytań, ale w pierwszej kolejności chciałabym zaspokoić moją osobistą ciekawość. Przekazałaś informacje o tym, że CAŁY dochód z płyty zostanie przekazany jako datek dla dwóch placówek medycznych w Twojej rodzinnej Arizonie. Skąd taka decyzja? Zazwyczaj artyści decydują się na przekazanie jakiegoś procentu zysku, ale... całej gaży? To dość rzadko spotykany krok.

JR: Ta decyzja... To tak naprawdę był w pewnym sensie spontan z mojej strony. Zastanawiałam się jak mogę pomóc innym i moje myśli zawirowały wokół przyjaciółki mojej kuzynki, u której niedawno wykryto nowotwór. Jest to bardzo ciężki temat w życiu osób, które z nim walczą i ich bliskich. Gdy odwiedziłam ją podczas ostatniej wizyty w rodzinnym Phoenix, stwierdziłam, że chciałabym by zarówno ona jak i reszta dzieciaków w Children's Centre miały jeszcze lepsze warunki podczas pobytu w placówce. Cała gaża - cóż, myślę, że to też i kwestia mojego własnego podejścia do zarobków. Zawsze staram się inwestować cały zarobiony kapitał w swoje dalsze projekty, by dawać ludziom jak najwięcej od siebie. Tym razem moim projektem było właśnie wsparcie dwóch placówek medycznych.

MB: No właśnie. Nie od dziś wiadomo, że uwielbiasz udzielać się w akcjach charytatywnych: zbiórka dla zwierzaków w Israfel, odwiedziny w szpitalu, gdzie wręczyłaś świąteczne paczki dla chorych dzieci. Czy choćby ostatnia inicjatywa Fehu Skarsgard dotycząca sprzątania grobów, w której miałam okazję osobiście zobaczyć Cię w akcji. Skąd u Ciebie aż tak intensywna potrzeba pomagania? Miałaś to od zawsze czy uwydatniło się to w pewnym etapie życia?

JR: To chyba wszczepiona w geny empatia. Yeah - to prawda, trochę się tego w ostatnim czasie nazbierało. Dlaczego? Myślę, że niesienie pomocy potrzebującym daje mi satysfakcje. Kiedyś moja kochana mama, Annette - pozdrawiam Cię z tego miejsca, mamo i dziękuje za wszystko! - nauczyła mnie hasła "dobro wraca". Pamiętam, że pierwotnie byłam zdystansowana i kompletnie w to nie wierzyłam, aczkolwiek gdy faktycznie ta empatia poczęła się u mnie objawiać to zaczęłam powoli wierzyć w to hasło. Może to efekt placebo? Można nad tym debatować i szukać czy to prawda czy też nie - ale osobiście czuję się po prostu lepiej duchowo, gdy mam możliwość komuś pomóc gdy jest w faktycznej potrzebie.

MB: Żeby chociaż ćwierć naszej populacji miałoby w sobie tego rodzaju gen to żylibyśmy w zdecydowanie lepszej rzeczywistości... Wróćmy do płyty. Na swoich mediach napisałaś, że "Relics of the Past" to swego rodzaju "testament". Na boga! Masz zaledwie 23 lata, to chyba przedwczesne deklaracje? Oczywiście wiem, że to pewna alegoria, ale czy to nie za wcześnie na choćby metaforyczne sformułowania?

JR: Phah, to prawda, masz rację, Madeline. Po czasie dopiero zrozumiałam jak złego słowa użyłam w tamtej wypowiedzi i jak mogłam obudzić w ludziach zaniepokojenie. Najmocniej was wszystkich przepraszam za to! Nigdzie się nie wybieram jeszcze! Relics to bardziej swojego rodzaju kartka z dzienniczka, który może i nie każdy ale większość pewnie prowadziła - Nie tylko z mojego ale i również każdego z artystów, którzy pojawili się na tym projekcie - Ruby czy Seth'a.

MB:  Nie powiem, serce zabiło mi mocniej czytając te słowo. Szczególnie mając na uwadze to, że życie ostatnio nie było dla Ciebie szczególnie łaskawe. Nie mniej jednak, cieszę się słyszeć Cię tak rozbawioną.... Moje "lęki" były na szczęście niesłuszne Otóż to, Ruby i Seth. Czym kierowałaś się przy wyborze osób, z którymi miałaś współpracować przy swojej najnowszej płycie? Ruby Cooper i Ty to w zasadzie... dwa przeciwległe bieguny. Jak udało Wam się połączyć swoje zupełnie odmienne charaktery i wizje?

JR: Ciebie i również za to przepraszam! Damn, aż mi głupio przez taką wpadkę… Okay, dlaczego Ruby i Seth, yeah? Cóż. Relics pierwotnie miało mieć nieco inny wydźwięk. Miało być głośnym krzykiem buntu, głośnym krzykiem wołania o pomoc. Stąd potrzebowałam odpowiedniej osoby do tego by ten krzyk był jak najbardziej szczery i prawdziwy. Spędziłam długie godziny rozmyślając nad tym jak tę wizję "ugryźć". Kogo do tego wykorzystać. Finalnie zdecydowałam się powrócić do tego wizerunku, którego łatkę mi przypięto i z którym każdy mnie utożsamia na rzecz tego projektu. Powrócić do subkultury Cyberpunk, z której tak naprawdę powstała cała Moxxxy. Mając te dwa hasła przy sobie - krzyk i cyberpunk - połączyłam je ze sobą. Cyber. Punk. I tak przybiłam pinezkę w nurt i reprezentanta tego nurtu, którego potrzebowałam. Research na temat punków w LS to dość obszerna lektura, nad którą spędziłam trochę czasu. Przewertowałam wielu artystów, wiele zespołów. Najbardziej w oczy jednak rzuciła mi się Ruby i stąd też zdecydowałam się uderzyć właśnie do niej o współpracę. To fakt, że reprezentujemy dwa różne światy i to wręcz dało się od razu dostrzec gdy po raz pierwszy się spotkałyśmy - było niezręcznie ale i zarazem wesoło, phah. Ale sztuka niejedno ma imię i i to właśnie w jej imieniu zaczęłyśmy pracować nad połączeniem tych dwóch światów w jeden, wspólny.

spacer.png

MB: Wspomniałaś o "przypinaniu łatki". Wielu z nas pamięta słowa Nannie Larocque, która po incydencie Twojego managera zarzuciła Ci "spoufalanie się z kryminalistami". Nie bałaś się po tym wszystkim podejmować współpracy z Sethem Dagaardem, mając na uwadze to, że w przeszłości miał problemy z prawem? Nie obawiałaś się znowu dopięcia tej "łatki"?

JR: Tutaj myślę, że odpowiedź za mnie udzieliło Astaroth. Jeśli Eelis i Fehu mu zaufali, dając mu szansę rozwoju w Astaroth - sama zdecydowałam się mu zaufać. Pod aspektem twórczym i patrząc na czas jaki spędziliśmy razem w studiu podczas tworzenia Relics of the Past, uważam, że wykazał się za naprawdę nietuzinkowego i kreatywnego artystę, a jego słowotwórstwo i pomysły idealnie domknęły brakującą lukę w całym projekcie.

MB: W swojej karierze miałaś okazję współpracować zarówno z topowymi artystami, jak i z tymi mniej rozpoznawalnymi. Jak np. wspomniana Ruby czy Seth. Czy odczuwasz jakieś wyraźne różnice pomiędzy kolaboracją z osobami z większym i tymi z mniejszym doświadczeniem muzycznym? Czy współpraca z którąś z tych dwóch "grup" układa się lepiej? Czy może większe znaczenia odgrywa tu sama osoba niżeli jej dotychczasowe osiągnięcia i praktyka muzyczna?

JR: Na to pytanie nie ma tak naprawdę jednoznacznej odpowiedzi, Madeline. Tak naprawdę wszystko zależy od samego artysty. Doświadczenie ma swoje przełożenie na to jak taki artysta czuje się w studiu, ma świadomość całego procesu twórczego i wie jakie są etapy, et cetra. Osobiście, gdy współpracuję już z kimś w studiu to zawsze staram się doskonale zrozumieć wizje kreatywne tej osoby - zawsze dokładnie badam grunt przed zapoznając się z postacią i jej dyskografią, przed rozpoczęciem prac dokładnie dopytuje o wizje całego utworu - a w przypadku gdy to jest coś mojego to dokładam wszelkich starań by wziąć najmocniejsze cechy i przysłowiowe włożyć i połączyć z moim światem. Ten proces potrafi być długi, czasami męczący w zależności od artysty - ale koniec końców to nowe doświadczenie dla dwóch stron. Więc... Yeah. Myślę, że tutaj zarówno i osoba z jednej strony gra główne skrzypce, zaś z drugiej jej doświadczenie.

MB: W ostatnim czasie okazałaś tez niemałe wsparcie dla początkującej DJki i producentki - H3XE. Naprawdę przemiło się patrzy, gdy większy artysta pomaga tym mniejszym. Zastanawia mnie, czy ma to drugie dno? Freya Sauber to osoba, z którą rozważasz jakąś współpracę w niedalekiej przyszłości? Czy może ta chęć pomocy i docenienia wynikała z faktu, że widzisz w tej dziewczynie odbicie samej siebie? W końcu obie jesteście utalentowane, ambitne i niesamowicie pracowite.

JR: Freya. Tak, dziewczyna ma cholerny talent i zaskoczyła mnie mocno, gdy natrafiłam na jej twórczość. Podoba mi się to jak potrafi operować dźwiękami, jak bardzo kreatywnie podchodzi do swojej twórczości i swojej persony. Pierwotnie gdy na nią natrafiłam to skupiłam się wyłącznie na jej dotychczasowej twórczości. Ale gdy obejrzałam nagrywki z jej występów - damn, aż dostałam gęsiej skórki. Myślę, że to wsparcie mogę też nazwać naszą wspólną grą przy której dobrze obydwie się bawimy. Mam doskonałą świadomość, że jestem dla Freyi idolką i jak bardzo ten odzew jaki ode mnie dostała był dla niej motywujący do dalszego działania i rozwoju. No i myślę, że nie tylko jej umiejętności są powodem dlaczego zdecydowałam się jej pomóc. Kunszt muzyczny, prowadzenie imprez, stawianie pierwszych kroków wśród bardziej uznanych artystów, pierwsze kontrakty - god damn, patrząc na nią mam dosłownie deja vu, jakbym obserwowała młodszą wersję Moxxxy gdy ta jeszcze raczkowała. Mam nadzieję, że ta dziewczyna rozwinie skrzydła i pokaże nie tylko temu miastu na co ją naprawdę stać. Może kiedyś to ona tu będzie siedziała a ja będę jej skrytą idolką?

MB:  Podsumowując Twoją najnowszą płytę. Czym jest w zasadzie dla Ciebie "Relics of the Past"? Tytułowym reliktem przeszłości i próbą odcięcia się od niej? Czy może nowym rozdziałem?

JR:  Relics of the Past to dla mnie pewnego rodzaju spojrzenie na fotografię ukazującą przeszłość. Przeszłość ubraną w klimaty teraźniejszości - stąd mamy mieszankę problemów natury psychicznej, problemów społecznych i wszystko to okraszone w futurystycznych klimatach dystopijnej przyszłości. Zdecydowanie jest to dla mnie wyróżniające się i jedno z najbardziej dojrzałych dzieł, jakie miałam okazję stworzyć. Coś, co wyróżnia się pośród moich dotychczasowych moody, hipnotyzujących dźwięków, które zapewniały odrobinę odcięcia się od rzeczywistości, zapomnienia o wszystkim i oddaniu się zabawie. Coś kompletnie odwrotnego - szczera rozmowa z samym sobą i jasny sygnał dla tych, którzy walczą z własnymi demonami, że nie są w tym sami. Myślę, że artwork, który utworzyła moja cudna grafik, Alice, idealnie reprezentuje właśnie nastrój jak i przesłanie tego, co usłyszy słuchacz gdy tylko uruchomi te EP. I tak - jest to w pewnym nowy rozdział a zarazem zamknięcie starego rozdziału. Wszystkie emocje, które towarzyszyły mi podczas wydarzeń z ostatnich miesięcy jak i lat zostały w tym szczelnie zamknięte. Pora rozpocząć pisać kolejny dział.

spacer.png

MB: Zastanawia mnie pewna dysproporcja. Twoja debiutancka płyta "Cult of the Moxxxes" zawierała łącznie 30 utworów. Natomiast "Relics of the Past" ma ich zaledwie 6. Zaczynasz stawiać na minimalizm? Wyznawać zasadę "mniej znaczy więcej"?

JR: Cult of the Moxxxes było moim magnum opus. Projektem, nad którym spędziłam długie miesiące by złożyć go w całość. Jednym, wielkim eksperymentem w poszukiwaniu własnego "ja" w świecie dźwięków muzyki elektronicznej. Z łatwością można usłyszeć te dysproporcje między utworami - jedne są zdecydowanie mocniejsze, inne bardziej melodyjne, jeszcze inne stawiają na symbiozę przy łączeniu gatunków. Nie chciałam przy tym wszystkim ograniczać się pod kątem ilości stąd też dałam słuchaczom zdecydowanie więcej siebie. Relics of the Past to zaś mniejszy projekt, który jasno od samego początku był stawiany na bycie EP a nie LP. To miał być krótki dialog ze słuchaczem, który mógłby utożsamić się z dziełem nie tylko lirycznie ale i również melodyjnie. Nie jest to nic w kierowaniu się "mniej znaczy więcej" - wszystko tak naprawdę zależy od całego aspektu twórczego i planu samego projektu w jego pierwszych chwilach powstawania.

Madeline Beckett mówi: Rozumiem. W trakcie naszej rozmowy wspomniałaś o swojej nowej wytwórni - Astaroth. Obiło mi się ostatnio o uszy, że stałaś się nową v-CEO. Jak czujesz się w nowej roli? Przybyło Ci obowiązków?

JR: Oh, zdecydowanie, phah! Rola v-CEO to już coś więcej niż tylko bycie artystą. Teraz nie tylko tworzę POD marką wytwórni Astaroth ale i również tworzę samo Astaroth. Jest to na pewno coś mocno odpowiedzialnego i wymagającego pracy ale cieszy mnie to, że mogę dokładać cząstkę siebie przy tworzeniu tej marki. Nie powiem, bardzo mnie cieszy, że Eelis i Fehu uraczyli mnie tak wielkim kredytem zaufania i czuję wewnętrzny obowiązek udowodnić nie tylko sobie, im ale i wszystkim, że Astaroth dopiero rozwija skrzydła i będzie o nas głośno jeszcze nie raz. Oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu! Sam fakt nowej roli, nowego zawodu w moim życiu zawodowym to coś bardzo interesującego. To nowe wyzwania, przed którymi staję i czuję się świetnie mogąc się rozwijać.

MB: W takim razie pragnę Ci pogratulować, bo to na pewno dość duży kamień milowy w Twojej karierze i jak wspomniałaś nowe wyzwanie, któremu z pewnością sprostasz. Pozostańmy w temacie branży rozrywkowej, jednak interesuje mnie Twój punk widzenia dotyczący tego, co dzieje się w świecie wirtualnym. Dość aktywnie działasz na swoim lifeinvaderze. Czy zdarza Ci się śledzić także kontrowersyjne treści, jakie są tam zamieszczane? Jaki jest Twój stosunek do medialnej fali krytyki, która często wylewa się na tej platformie?

JR: To tak naprawdę wszystko zależy o jakiej fali krytyki mówimy - jeśli jest to krytyka uargumentowana, poparta zdaniem i dowodami i nie jest to czysty hate speech to jest to forma krytyki, którą mocno szanuje i obserwuje, czekając na efekty końcowe. Dobrym przykładem jest chociażby ostatnia medialna burza, która wylała się po tym jak Eelis wytknął marce LOSARI bardzo nietrafny chwyt marketingowy. Czym innym jest czysty hate speech, który wylewa się w niektórych komentarzach. Czysty, nazwijmy to przysłowiowo, jad, który wylewa się osoby, nie jest niczym nowym a wręcz stało się to już dzisiaj czymś normalnym, co powinno budzić zmartwienie. Wydawać by się mogło, że to tylko kilka pustych słów rzuconych na wiatr lecz jeśli zbierzemy kilkanaście takich wypowiedzi w kupę, skierowanych w jedną osobę - potrafi to naprawdę zaszkodzić zdrowiu psychicznemu osobie atakowanej. Jest to też niestety coś z czym my, jako artyści i zarazem osoby publiczne musimy się liczyć, niestety. Osobiście kompletnie nie popieram takiego pustego, chamskiego i wręcz toksycznego hate'u.

MB: Ostatnio celem takiego zmasowanego ataku internautów stał się KELLY, z którym miałaś okazję współpracować. Czy według Ciebie te bardzo gorzkie słowa krytyki, jakie otrzymał od chociażby Twoich współpracowników z wytwórni tj. Wspomniany Eelis i Fehu były zasadne? Czy może poszło to o krok za daleko?

JR: Uważam, że było to zasadne. Patrząc na całość tej sytuacji od początku, to post Eelisa był konstruktywną krytyką skierowaną w kierunku zarówno marki LOSARI, jak i również w samego KELLY'ego. Odpowiedzi z obydwu stron po czasie również spłynęły, wyraźnie nie zgadzając się ze zdaniem Eelisa, nawet wręcz go atakując - tak, nawiązuje tutaj do nagranego przez KELLY'ego dissa. Kolejna odpowiedź ze strony Eelisa to znowu krytyka, która była uzasadniona oraz uargumentowana. Fala krytyki, która po tym wszystkim spłynęła na KELLY'ego to była najzwyczajniej w świecie zwykła wypadkowa jego działań i decyzji jakie podjął podczas tej dramy. I o ile osobiście akceptuje komentarze w kierunku KELLY'ego przez internautów, którzy jasno deklarują mu, że Eelis ma racje, o tyle nie akceptuje żadnych death wish czy innych skrajnych wypowiedzi, które mogą krzywdzić. Osobiście mam nadzieję, że KELLY wyciągnął z tego lekcje i wnioski.

spacer.png

MB: Zatem do której kategorii zaliczyłabyś słowa Eelisa "Kenny to ku**a, Kelly to lebiega" oraz "Dlaczego Kelly to kłamliwa różowa sztuczna pi**a"?

JR: Tutaj warto zauważyć całokształt postaci Eelisa i jego wizerunku artystycznego jako wokalisty Soul Evisceration. Nie jest to persona, która produkuje PG content a content przeznaczony dla osób dojrzałych i dorosłych. Wulgarność w twórczości Eelisa i Soul Evisceration to nic nowego. I taki też potrafi bywać Eelis - dosadnie szczery. Może to było nie do końca na miejscu, lecz uważam, że odpowiedział tonacją, jaką narzucił mu sam KELLY w trakcie dissu. Mogę się mylić, ponieważ nie zapamiętałam całej liryki utworu, ale zdaje mi się, że tam również padały niecenzuralne określenia w kierunku Eelisa. Z drugiej strony - to też poniekąd i męski świat, innit?

MB: To prawda, za mężczyznami trudno nadążyć. Zatem wróćmy do Ciebie. Naszą rozmowę zaczęłyśmy wspominając tę gorszą część Twoich ostatnich doświadczeń. Natomiast nieubłaganie zbliżamy się do finału naszego wywiadu, zatem chciałabym go zakończyć dla równowagi pozytywnym akcentem. Początek nowego roku to doskonała pora na podsumowania. Czego nauczył Cię miniony 2023 rok i co dobrego Cię w nim spotkało?

JR: Szczerze? Nie zrobiłam sobie nawet jeszcze takiego podsumowania pod kątem kariery ale jeśli już zadałaś pytanie to myślę, że to będzie chyba idealny moment by podsumować ten rok. Myślę, że zdecydowanie ten rok mogę zaliczyć do udanych mimo wielu potknięć i niefortunnych bądź smutnych chwil. Nauczyłam się przede wszystkim jak pracować z artystami, jak ich rozumieć oraz jak zrozumieć samą siebie pod kątem twórczym. Możliwość współprac z topowymi artystami jak Asami czy Breedlove wiele mnie nauczyła i pomogła też w pewnym sensie odnaleźć siebie. Na pewno też nie mogę zapomnieć o wsparciu i wiedzy jaką dostałam zarówno od Kane'a jak i świętej pamięci Blake'a. To dzięki ich naukom dziś czuję się swobodnie w mojej nowej roli v-CEO wytwórni Astaroth Records. Występ na Alterdrome Music Festival pozwolił mi posmakować występu na wielkiej scenie przez zdecydowanie większą publiką niż w klubach i po dziś dzień pozytywnie powracam myślami do tamego show. Cult of the Moxxxes jak i Relics of the Past, które wypuściłam w tym roku to też kolejny pozytyw tego roku - są to projekty, nad którymi spędziłam długi czas i bardzo cieszy mnie to jak ciepło zostały przyjęte przez słuchaczy. Uhm, co jeszcze mogłabym tutaj wymienić... Ah, no i właśnie poruszana też dzisiaj możliwość pracy z mniejszymi artystami - to też bardzo przyjemne doświadczenie, kiedy mogłam pomagać im się ukierunkować i podzielić się z nimi swoim doświadczeniem!

MB: W takim razie jakie plany na obecny rok? Szykujesz coś specjalnego dla swoich fanów?

JR: Przede wszystkim sprawić by ten rok był zdecydowanie lepszy od poprzedniego. Póki co mam kilka wizji, które będę chciała na przełomie najbliższych tygodni zacząć rozplanować. Na pewno pojawi się kolejny EP bądź album - ale póki co wiele nie mogę jeszcze zdradzić. Myślę, że nikt nie będzie zawiedziony.

MB: Mam nadzieję, że uda Ci się zrealizować wszystkie Twoje zamierzenia i ten rok faktycznie będzie dla Ciebie łaskawszy. No i że osiągniesz swoje upragnione ying i yang, bo to po prostu Ci się należy! Pozostaje mi życzyć Ci wszystkiego dobrego i dalszych sukcesów.

JR: Dziękuje bardzo, Madeline! Jestem dobrych myśli i rozpoczynam ten rok na pewno pozytywnie! Może i jestem tutaj jako gość aczkolwiek ja sama chciałabym i Tobie życzyć samych sukcesów i przede wszystkim dużo szczęścia i dobrej energii w tym roku!

 

Edytowane przez aliszyja
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę. Warunki użytkowania Polityka prywatności Regulamin