Ranking
Popularna zawartość
Wyświetla najczęściej polubioną zawartość w 08.01.2024 w Odpowiedzi
-
22 polubień
-
14 polubień
-
Public Enemy Number 1
Copa Cabana i 11 innych polubił temat przez Arman Saroyan
KILKA CHWIL PUZNIEJ... TAK ZWANY HIT A LICK ;PPPPP12 polubień -
Vivienne Altefeer, dla przyjaciół Vivi, mam dwadzieścia trzy (prawie cztery) lata na karku. Pochodzę z Holandii, ale całe życie spędziłam we Fresno, dokładniej w siódmej dzielnicy, gdzie moi rodzice przeprowadzili się, zanim jeszcze się urodziłam. Piękne, duże miasto, jedno z większych w stanie San Andreas, które było i na zawsze pozostanie moim domem. Byłam główną cheerleaderką Fresno High Cheer w latach 2016-2018, a od 2017 roku zaczęłam zajmować się sztuką tatuażu. Ale zacznijmy od początku. Dzieciństwo Urodziłam się w zamożnej, dobrze prosperującej rodzinie. Mój tato, Floris Altefeer jest chirurgiem plastycznym, a moja mama Ellen jest kuratorką sztuki, pomaga też tacie w prowadzeniu prywatnej kliniki. I z tego wszystkiego powstałam ja – pokręcona metalówa, która dziara i wychodzi jej to nie najgorzej. Ale hej, można powiedzieć, że z obu moich starszych coś wzięłam. Dzieciństwo było spokojne, niczego mi nie brakowało, można śmiało powiedzieć, że mnie rozpieszczali, dostawałam co chciałam… I oczywiście się to na mnie w dorosłości odbiło, ale walczę z tym okej? Zwykła szkolna historia laski z bogatego domu, miałam sporo kolegów, koleżanek i wybujałe ego. Nie zliczę ile razy ucierałam komuś nosa, byłam okropna, ale czasu nie cofnę. Dobrze się uczyłam, za co byłam nagradzana. Ale to nie tak, że uczyłam się tylko dla kasy i nowych zabawek – naprawdę lubię naukę, szczególnie zajęcia artystyczne i wszystko co z artyzmem związane. Taniec, muzyka, rysowanie – to moja bajka. Poza tym nauki ścisłe, od małego byłam sci-fi geekiem, bo mój tato to psychofan Star Warsów. No i stworzył taką samą psychofankę. Star Wars co prawda nie ma zbyt wiele wspólnego z faktyczną fizyką, ale mniejsza o to, zajebiste kino i historie. Tak samo, jak miłość do sci-fi, zaszczepił we mnie miłość do metalu. Nastolatka W okresie nastoletnim byłam jeszcze bardziej nieznośna, ale to też okres największych zmian. Tato często zabierał mnie na koncerty, chodziłam na zajęcia z tańca i rysunku. Coraz wyraźniej rysowała się moja przyszłość, bo obie te rzeczy kochałam nad życie, nie wiedziałam nawet co bardziej. Zapełniałam pierwsze szkicowniki, uczyłam się pierwszych choreografii, nic nadzwyczajnego. Problem pojawił się, gdy rodzice faktycznie zaczęli zwracać uwagę na to, co znajduje się w moich szkicownikach. Tak. Lubię mroczne klimaty, czaszki, węże, upadłe anioły, te sprawy. To tematyka mojej sztuki. Dark art, gore art, mój żywioł. Posłali mnie do szkolnego psychologa, ale to niewiele zmieniło, bo w głowie miałam względnie poukładane, poza byciem upartą, zadufaną w sobie egoistką, pf. Przez mój styl życia nie obyło się bez problemów. W high school zadarłam z dzieciakami ze starszych klas i odbiło się na mnie to, co sama robiłam innym dzieciakom. Poniżali mnie, wyzywali, parę razy nawet wdałam się w bójkę, lubiłam rozrabiać – co też w końcu im zaimponowało. Zaczęli mnie bardziej poważać, szanować i lubić. Spodobało im się to, że nie daję sobie wejść na głowę, więc przez resztę szkoły miałam już z górki. Dostałam się do drużyny Fresno High Cheer, gdzie po roku zostałam główną cheerleaderką, zastępując kończącą szkołę kumpele. Fioletowo-złote pompony, obcisłe sukienki, znacie ten temat. Dopingowałyśmy szkolną drużynę futbolu amerykańskiego. Status głównej cheerleaderki przyniósł mi dużo korzyści i rozpoznawalności w szkole, więc reszta zleciała mi już bardzo spokojnie, poza częstymi imprezami i wracaniem do domu w kiepskim stanie. Rodzice tego nie pochwalali, często dawali mi szlabany, ale zawsze znalazłam sposób, żeby się wyrwać. Rebel nastolatka w okresie dojrzewania, kto by się spodziewał, hah. Samo bycie główną cheerleaderką, która brała czynny udział w układaniu choreografii utwierdził mnie w przekonaniu, że taniec to nie do końca to, co chcę robić. Że to właśnie rysowanie, malowanie jest moim przeznaczeniem. Na siedemnaste urodziny rodzice sfinansowali mi kurs tatuażu od zera, potem kupiłam własną maszynkę, igły i tusze, by doskonalić umiejętności w domu, póki jeszcze się uczę – tatuowałam znajomych, często starszych, głównie za przysługi. Nie robiłam tego dla pieniędzy, bo miałam ich pod dostatkiem. Robiłam to dlatego, by rozwijać swoją pasję i przy okazji otwierać sobie wiele dróg u moich dłużników. Alkohol bez skończonych 21 lat? Nie ma problemu. Narkotyki? Nie ma problemu… I tak dalej i tak dalej. Zawsze miałam nosa do interesów. Dorosłość Gdy skończyłam szkołę od razu zaczęłam pracę w studiu tatuażu, z początku na stażu. Nie poszłam na żadne studia, bo już wiedziałam, co chcę robić. Fresno dało mi masę możliwości na rozwój w branży, żebyście wiedzieli, ile tutaj ludzi chce sobie zrobić dziarkę w stylu dark art czy gore, cała masa. Miałam zawalony grafik, ale dawało mi to masę satysfakcji. Byłam też w pierwszym poważnym związku, który nie przetrwał próby czasu, bo po roku uczucia zaczęły powoli wygasać, a ja sama skupiałam się bardziej na sobie i swojej przyszłości. Nie powiem, że nie, przykro mi było, to był porządny, dojrzały facet, ale cóż. Nie kliknęło. Podobało mi się, że był taki ogarnięty życiowo i często stawiał mnie do pionu. Jestem imprezowiczką, która nie stroni od używek – a on wręcz przeciwnie. Był managerem restauracji, do której często mnie zabierał, potrafił się dobrze ubrać, był zadbany. Może jestem na tyle popieprzona, że porządni faceci nie są dla mnie i powinnam sobie znaleźć takiego samego świra, jak ja? W marcu 2021 roku wyprowadziłam się do Los Santos. Tak jest, miasto świętych, jak spełniać marzenia, to tylko tam. Ta.. Nie obyło się bez problemów, ale do tego zaraz przejdziemy. Los Santos od zawsze robiło na mnie spore wrażenie, szczególnie Vinewood i życie gwiazd. Jestem chorobliwie ambitna i zawsze chciałam być najlepsza, stąd to był dla mnie oczywisty kierunek. Zatrudniłam się w Los Santos Tattoo & Piercing w Mirror Park, moim szefem był Robert Brantley, członek lokalnego klubu motocyklowego Lost MC. Jako sprawdzenie moich umiejętności po pokazaniu portfolio, poprosił mnie, bym wytatuowała mu żniwiarza na prawej łydce. Prościzna. Facet był cały w dziarach i to było jedyne miejsce, gdzie taka dziara by się zmieściła, a jaki był zachwycony! Dostałam tą robotę i zaczęłam działać. Jedna dziarka, druga, trzecia, jedna impreza, druga, trzecia, jeden koncert, drugi, trzeci.. Bardzo szybko dałam się wkręcić w nocne życie Santos. Dużo za sprawą samego Roberta Brantleya, który poza byciem moim szefem, został moim przyjacielem. Chodziliśmy razem na koncerty lokalnego zespołu Dumpster Kids, gdzie poznałam jego braci z Lost MC, a także sam zespół DK. Kiari Bradford, Mia Parker… I ten trzeci, o którym zawsze zapominam. Z Kiarim imprezowałam na początku, ale później zaczął mnie zlewać, miałam takie wrażenie – ale nic nie szkodzi, bo Mia Parker, perkusistka Dumpster Kids, szybko wskoczyła na jego miejsce. Moja najlepsza kumpela. Nie zliczę ile imprez razem zaliczyłyśmy, ile krzywych akcji nas spotkało. Moja znajomość z Lost MC szybko jednak przestała być taka przyjemna. Byłam świadkiem paru strzelanin, sama nawet dostałam raz z noża. Nie polecam nikomu, mam ogromną traumę do dzisiaj, ech… I wtedy też Robert Brantley pokazał mi, jak się bronić. Zabrał mnie na dziką plażę i zaczął uczyć obsługi broni palnej. Boję się broni, ale przy nim czułam się bezpiecznie. Zawsze czułam do niego coś więcej, niż przyjaźń. Niestety ten „raj” na ziemi szybko się skończył. President Lost MC, żonaty Otis Bidman zaczął spędzać ze mną coraz więcej czasu, co skończyło się rozwodem i wyznaniem mi swoich uczuć.. A ja nie czułam tego, co on. To był mój ogromny błąd. Była żona presidenta bardzo chciała mnie dostać w swoje ręce, a później także sam Otis. Musiałam uciekać z Los Santos. Robert próbował mnie jeszcze zatrzymać, mówił, że coś wymyśli, że znajdzie sposób, by ich przekonać. Że ma już nawet jakiś pomysł – ale dla mnie to było za dużo. Nie chciałam go zostawiać, nie chciałam ich zostawiać, ale cholernie bałam się o swoje i jego życie, gdy dowiedzą się, że ma ze mną kontakt… A jeśli plotki, które słyszałam to prawda, to Mongols MC dopięło swego i jedynie gdzie mogę ich odwiedzić, to na cmentarzu, ech. Wróciłam do Fresno, założyłam swoje studio tatuażu i starałam się żyć tak, jakby nic się nie stało. Biznes szedł mi dobrze, znałam to miasto, miałam jakąś swoją starą bazę klientów. I tak minęły mi dwa lata – ciągle jednak czułam jakąś taką pustkę. Że zmarnowałam swoją szansę, że jestem w niewłaściwym miejscu. Postanowiłam, że spróbuję jeszcze raz. Pod moją nieobecność przekazałam pieczę nad salonem mojemu najlepszemu pracownikowi, doglądając biznesu zdalnie i ruszyłam. Kierunek Los Santos. Ciekawe co tym razem mi przyniesie. Inspirowane użytkownikiem Bartas Notka OOC od autora:10 polubień
-
Public Enemy Number 1
Copa Cabana i 8 innych polubił temat przez Arman Saroyan
CHCIALBYM MIEC MILION DOLAROW ZANIM SIE PRZEKRECE....9 polubień -
8 polubień
-
Public Enemy Number 1
Ghetto_Lifer i 7 innych polubił temat przez skante
EVERYTHING IS GOOD AND WHITE8 polubień -
W późnych godzinach nocnych, trójka zamaskowanych rabusiów zaatakowała jednen z luksusowych budynków na terenie Vinewood w której aktualnie przebywali Lilith Bonstetten i Ethana Zafera. Początkowy plan okradnięcia posiadłości przerodził się w napad rabunkowy, gdy zamaskowani czarnoskórzy mężczyźni zobaczyli w salonie dwójkę osób. Napastnicy jako pierwsi zostali sprowokowani przez Ethan Zafer, gdy ten na widok trzech broni palnych wycelowanych w jego osobe stwierdził że adekwatnym ruchem do jego obecnej sytuacji będzie zwyzywanie napastników. Po tych słowach Ethan Zafer został podziurwaniony, zaś z jego nadgarstka zniknął zegarek; z kieszeni portfel. Jednocześnie w tle, gdy zamaskowany Carter Lloyd rozprawił się z Ethan Zafer, w tle (również zamaskowany) Rontay Love rozprawiali się z również niekooperatywną Lillith Bonstetten, która kompletnie niewzruszona zdecydowała się usiąść na kanapie ignorując rozstrzelanego obok niej Ethan Zafer. Lilith Bonsetten skradziono niezarejestrowaną broń palną i telefon komórkowy. Napastnicy przyjechali na miejsce czarnym Sentinel XS LCI z indeksem stanowym OKWZDB najprawdopodobniej mijając znaczącą ilość kamer.8 polubień
-
┌─INTRODUCE Latroy Perry alias BULLETPROOF CHOPPA / BKaby Nitemare#3 (ur. 03/AUG/2005) to dziewiętnastoletni beatmaker, autor tekstów oraz czarnuch powiązany z graczami z Mainline Gangu / Gotti World (EASSIDE 98 MAIN STREET MAFIA CRIPS). Na świat przyszedł jako nieplanowany projekt jego matki (Deborah Perry) i ojca (Keontay Perry) rodzina nie ukrywała przed nikim że był to efekt nieodpowiedzialności i środków odurzających. Od najmłodszych lat Latroy zajmował się pozyskiwaniem środków na nałóg jego matki - heroinę. Od samego rozpoczęcia szkoły był powiązywany z kradzieżami czy bójkami. Nie zdał 2 klasy w highschool dwukrotnie, został wyrzucony z powodu licznych problemów wychowawczych oraz wykrytego uzależnienia od narkotyków - kokainy. W wieku szesnastu lat pociągnął za spust zabijając jednego z włamywaczy w rodzinnym domu. Zastrzelił go ze swojego pistoletu w który został wyposażony przez bangujących w okolicy przyjaciół. Żyje w braterskich stosunkach z Deiondrem Murray (Bkandit #3) z którym od dłuższego czasu zajmują się tworzeniem bitów muzycznych oraz pisaniem tekstów. Pod koniec grudnia a za razem pod koniec 2023 roku czarnuch stał się bardziej aktywny na swoich socialmediach oraz w internecie został opublikowany jego pierwszy track - Stick It pod ksywką artystyczną BULLETPROOF CHOPPA. ┌─Don’t forget where you come from! BKaby Nitemare numer 3 od nastoletnich lat został odsunięty od ‘’normalnych’’ rówieśników w swoim High School. Osamotniony Perry szybko został pochwycony przez bangerów z 98 ulicy, a ten głodny pieniędzy potrzebnych do przeżycia został chłopcem na posyłki. Po dłuższym czasie sam został wchłonięty przez struktury gangu ulicznego stając się jego pełnoprawnym memberem. Perry odciążał swoją matkę z ciężką sytuacją domową poprzez szeroko pojęty handel narkotykami, w pewnym momencie stał się ulubieńcem ćpunów z tamtej okolicy - nigdy nie zawodził. Został wyrzucony z High School z powodu przyłapania go na zażywaniu kokainy w toalecie zaledwie w wieku 17 lat. Perry poświęcał każdą wolną chwilę żeby działać na ulicy, mnożyć swój zysk, aktywnie bangując na sekcjach Gotti World. Aktualnie Latroy zajmuje się sprzedażą beatów muzycznych z gatunku hip-hopu. ┌─About plans, future Cześć, po długim czasie namysłu i konsultacji z paroma osobami postanowiłem wystawić aplikację do projektu branży rozrywkowej. Pobieżną historię postaci rozpisałem wyżej, myślę że planów konkretnych na postać nie ma sensu rozpisywać bo będzie to po prostu powielanie tego samego co jest w innych aplikacjach, ale w skrócie, planuje poprowadzić postać która wychodzi z typowego ghetta jako aktywny członek gangu ulicznego, który małymi krokami poprzez konsekwentna pracę stara się z niego wyskoczyć. Wysoką uwagę przykładam do developingu całej postaci, mam swoje pewne wytyczne których zamierzam się trzymać cały czas, oczywiście wraz z rozwojem rozpoznawalności postaci będą dochodziły do tego ciekawe wątki które będą zmieniały moją postać z tego co było na początku w coś zupełnie odrodzonego. Dużą wagę będę starał się przykładać do jak najbardziej realistycznego ukazania postaci która działa w świecie muzycznym ciągle posiadając koneksje z ulicą i typami spod ciemnej gwiazdy. Wszystkie ważniejsze rzeczy które uznam że są warte pokazania ludziom będą lądowały tutaj w temacie, dodatkowo będę aktualizował temat w formie pisemnej o każde ważniejsze wydarzenie w historii postaci. Do zobaczenia w gierce. ┌─Twórczość; BULLETPROOF CHOPPA - Stick It ┌─Mentions, media activity; Social media6 polubień
-
denver lane bloods ⬆🩸💯
lownee i 5 innych polubił temat przez moneymitch
Denver Lane Bloods (DLB) to gang uliczny zrzeszający w głównej mierze społeczność czarnoskórą z zachodniej części Davis. Ich horyzonty sięgają od 105th Street, aż do 120th Street pomiędzy Vermont Avenue i Grand Avenue. Są clicqued up z Crenshaw Mafia Bloods, tworząc Mafia Lanes lub Denver Mafias lub Athens Park Bloods. Klika ma także swój podset w rejonie Pasadena w mieście San Gabriel Valley. Nazywani są z tego powodu Pasadena Denver Lanes (PDL), a ich kolejny oddział w rejonie Altadena, to Altadena Denver Lanes (ADL) lub Altadena 50s. Denver Lane Bloods kojarzeni są także jako Denver Lane Gangster Bloods (DLGB) lub Figueroa Rider Gang (FRG). Główną nazwę zawdzięczają Denver Avenue, ulicy pomiędzy Hoover Street i Figueroa Street. Wpływy grupy zajmują dokładnie wymienione ulice: 106th Street, 108th Street, 109th Street, 111th Street i 115th Street. Damu Ridas to niegdyś popularna grupa raperów z lat 1990, zbudowana na reprezentantach prawdziwych Bloods z miasta Inglewood i rejonu Watts z miasta Los Angeles. W skład ekipy wchodził także B-Brazy, szanowany członek kliki Denver Lanes Bloods z 109 ulicy i jednocześnie jeden z najpopularniejszych graczy grupy Damu Ridas. Inni twórcy ze wspomnianej kliki to Eightball, June Daw, Peanut 2 aka KP, Lil Laniak 2 i G-Len aka O.G. Len. Damu Ridas było jednym z wielu projektów muzycznych powstałych w ramach subkultury gangstarap w latach 90. Grupa skupiała się głównie na gloryfikowaniu afiliacji z gangiem Bloods, co wyraźnie widać było zarówno w tekstach ich utworów, jak i w samym stylu muzycznym. W albumie "Damu Ridas" znalazły się piosenki takie jak "How Deep is Your Hood", "Damu Ride" czy "Gangsta Talk", które przekazywały obraz życia w gangsterskich środowiskach, przy jednoczesnym podkreślaniu przynależności do Bloods. Damu Ridas odbiło się echem w dyskusji na temat wpływu tego gatunku muzycznego na społeczeństwo, mimo to że nie był jednym z najbardziej komercyjnych w historii hip-hopu, to jednak pozostawił trwały ślad w historii gatunku, będąc jednym z wielu aspektów różnorodnej i rozbudowanej kultury hip-hopowej. Denver Lane Bloods utrzymuje dobre relacje z Harvard Park Brims, Blood Stone Villians i Weirdos Gangster Bloods. Druga strona medalu to wszystkie kliki spod szyldu Hoover Criminals (92, 94, 83 i 107), Hard Time Hustler Crips, Raymond Avenue Crips i bliscy sąsiedzi ze strony wschodniej, 112 Broadway Gangster Crips i 118 East Coast Blocc Crips. Od strony zachodniej konflikt utrzymują z setami Neighborhood Crips (głównie 111 i 112 NBH Crips). Mimo przynależności do karty Bloods, ich rywalami są także Inglewood Neighborhood Pirus, Inglewood Family Gang i Mad Swan Bloods. Młodociane głowy idą w przód wraz z rozwojem każdej kultury i dziedziny. Charakerystyczne dodatki do ubioru, tatuaże czy odmienny slang to tylko jedne z przykładów odbijających grupę od stereotypowej szajki znajomych. Sprzeczki internetowe i słowne pochłaniają srogie żniwa, a przekonali się o tym tacy szanowani reprezentaci setu, jak np. Bruce “B-Brazy” Parrish, Trayvonnie “D Bone 4 / Kay S” Odom, Shane “Laniak 1” Leroy Wheeler, Bryant Lemar “Laniak II” Hannon, czy Jimmy “Kricket” Lee Lewis. Śmierć pozostawia po sobie wiele szkód, ale to także drogocenne lekcje dla gówniarzy, którzy sami pracują na swój uliczny respekt, który skończy się albo ozdobionym memorialem na ulicy, odsiadką w stanowym lub życiem z trójką dzieci spod innych matek. Biznes to sprawa drugoplanowa, lecz i tu znajdą się wielkie głowy, które dbają o interesy na szeroką skalę. Od niedawna młodzież pracuje nad odbudową klubu ulokowanego przy 109th Street na Vermont Plaza. Niektórzy pchają się w branżę muzyczną jak starsi reprezentanci, a niektórzy zamykają swoje interesy na krąg dobra lokalnej społeczności, pełniąc funkcję swojego rodzaju osiedlowych stróży. W tych betonowych murach każdy dzień to nowa lekcja, czasami brutalna a czasami dająca nadzieję, ze może jednak da się wyjść na prostą, nawet mając przeciwko sobie cały świat. Młodsze pokolenia, wciąż łaknące szacunku i miejsca w hierarchii, często patrzą na starszych, ucząc się od nich, jak przeżyć kolejny dzień i nie stracić głowy. Życie w gangach to nie tylko czarno-białe historie z filmów, to złożona rzeczywistość pełna sprzeczności, gdzie ciężko rozróżnić dobro od zła. Młodzi gangsterzy, zapatrzeni w swoich starszych braci, nie widza calej historii stojącej zaa ich bliznami i tatuazami. Dla niektórych, gang to jedyna rodizna jaką znają. To ciągła walka o przetrwanie, o honor i nawet czasami o coś tak prostego jak posiłek czy dach nad glową. To popierdolony świat, gdzie linie miedzy dobrem a złem są często rozmyte, a prawdziwe lekcje życia uczą się nie w szkolnych ławkach, ale na ulicach, gdzie każda decyzja może mieć nieodwracalne konsekwencje.6 polubień -
6 polubień
-
Changelog #73
sentinobln i 5 innych polubił temat przez doozan
toyer kupil skrypta na temu.com , muwil mi na tamspeaku6 polubień -
**Zarząd DLT Inc. po wejściu na wyższy poziom piramidy zrobił porządek w kadrach, zrywając umowy z nieintratnymi pracownikami. Po głębszej analizie zapadła decyzja o utworzeniu nowego działu, pracującego nad rozpoznawalnością i tożsamością marki w social mediach, co wiązało się z zatrudnieniem osoby odpowiedzialnej postowanie treści w sieci. Dodatkowo zgodnie z umową, zarząd CEO pojawił się na konferencji kolejnej gali VFF sponsorowanej przez spółkę.**6 polubień
-
YUMI - Flavour Of The Month Album - YUMI **W nocy z 08 na 09 stycznia 2024 do streamingu został udostępniony pierwszy utwór z albumu o nazwie YUMI. Premiera piosenki odbyła się kilka dni wcześniej, bo 06.01.2024 w The Vault Club podczas TOUR 2024 organizowanym przez NOVA. Produkcją po raz pierwszy zajęła się H3XE co może mieć związek z problemami w związku YUMI, który mogli zauważyć jej nieliczne grono fanów. Tekst Flavour Of The Month może tylko potwierdzać ich spekulacje na temat.** TEKST Produced by: Freya Sauber 'H3XE' Promocja: Produkcja: Informacje dla opiekunów:5 polubień
-
5 polubień
-
Zasady i sposób rozgrywki w darta oparte na dostępnym skrypcie, który pozwala na bezpośrednie rzucanie lotkami bez korzystania z cmd sprobuj & losuj. Przy tarczy do darta wciskamy Z i klikamy kursorem myszy na tarczę by zacząć gre. Przygotowane z pomocą @styfix, wielkie serce za zaangażowanie i wsparcie. Uczestnicy: - Maksymalna ilość uczestników: 2 osoby. Liczba Setów: - Liczba setów jest do ustalenia. Punktacja Setu: - Każdy set rozpoczyna się od 101/201/301/401/501 punktów (ustalacie przed rozpoczęciem gry, pierwsza osoba dołączająca do darta wpisuje punkty). - Wygrywa się poprzez redukcję punktów do zera. Rzuty: - Każdy z graczy rzuca po trzy lotki na zmianę, aż do osiągnięcia zera. Obliczanie Punków: - Trafienie w sam środek (inner bullseye) daje graczowi dokładnie 50 punktów. - Trafienie w outer bullseye (zielony pierścień w centralnej części tarczy darta) daje graczowi 25 punktów. - Trafienie w double ring (zewnętrzne czerwono-zielone pola) podwaja punkty gracza w danym sektorze. - Trafienie w triple ring (wewnętrzne czerwono-zielone pola) potraja punkty gracza w danym sektorze. - Zwykłe czarno-białe pola liczone są według standardowej punktacji opisanej wokół tarczy, bez pomnażania. Niżej jest załączona grafika z tarczą do darta gdyby komuś ta w grze wydawała się niewyraźna. Zakończenie Gry: - Aby zakończyć grę, gracz musi trafić dokładnie w 0 punktów, przy czym ostatni rzut musi być double. - Jeśli przekroczysz, tura jest nieważna i punkty powracają do wartości sprzed tej tury. Przykładowe zakończenie gry z 11 punktami: - Pierwszą lotkę rzucamy za dokładnie 1 punkt. - Drugą lotkę rzucamy w double 5 co da nam 10 punktów a łącznie 11 i pozwoli zakończyć grę wygraną.5 polubień
-
5 polubień
-
5 polubień
-
Written by Madeline Beckett - DAILY GLOBE 07/01/2024 Judy Roux bardziej kojarzona pod pseudonimem artystycznym MOXXXY to artystka, której nie można odmówić talentu i pracowitości. Co jednak, gdy wspomniane cechy nie wystarczą do tego by wieść szczęśliwe, spełnione życie? Ostatnie miesiące nie były dla MOXXXY łaskawe. W niniejszym wywiadzie Judy Roux po raz pierwszy publicznie odnosi się do powodów swojej nieobecności w mediach, opowiada o swojej płycie „Relics of the Past”, współpracy z artystami, a także swojej nowej roli w wytwórni Astraroth. W czasie rozmowy poruszony został temat mowy nienawiści w Internecie oraz zamiłowanie artystki do działalności charytatywnej. MB: Chciałabym Cię ba wstępie serdecznie powitać. Jest mi bardzo miło, że mogę Cię w końcu poznać osobiście. Stosunkowo dawno nie udzielałaś żadnych wywiadów. Jak to jest na nowo znaleźć się w studiu - tym razem nie nagraniowym - po tak długiej nieobecności? JR: Heeey raz jeszcze, Madeline! Mi również jest strasznie miło być Twoim gościem i porozmawiać sobie. Tak, to prawda - minęło trochę czasu od mojego ostatniego wywiadu. Aczkolwiek nie czuję się jakkolwiek spięta, wręcz przeciwnie, czuję się świetnie, że mam możliwość porozmawiać dziś z Tobą! MB: W ostatnim czasie na trochę zniknęłaś... Wokół Twojej osoby zaczęły pojawiać się liczne spekulacje. Tajemnicą poliszynela jest, że życie Cię ostatnio nie oszczędzało. Najpierw aresztowanie i wyrok dla Twojego managera Kane'a Saleh'a, potem śmierć założyciela 101 Records, tj. Blake'a Rawlings'a, finalnie zabójstwo Baby Ray'a, do którego doszło w dość ponurych okolicznościach. Jak udało Ci się przezwyciężyć te wszystkie sytuacje? I czy to właśnie one poniekąd "zmusiły" Cię do usunięcia się w cień? JR: Może zaczynając od samego końca. Yeah... Głównie to żniwiarz, który zawisł nad 101 Records sprawił, że nie tylko w szoku po tych wszystkich wydarzeniach, które tak naprawdę pociągnęły się jeden za drugim ale i również w obawie o własne życie zdecydowałam się, nazwijmy to bardziej populistycznie, schować. To był jeden z czarniejszych i cięższych okresów nie tylko w moim życiu, ale i w mojej karierze. Pamiętam, że w tamtym okresie czułam się nie tylko zagubiona i przestraszona, ale i również czułam, jakby to był zbliżający się koniec mojej kariery. Yanno - bo co dalej? Czy chcę wrócić? Czy kostucha czasem nie czeka za rogiem na mnie? To był trudny dla mnie czas, ale jednocześnie i jeden ze sprawdzianów, jaki los podstawił mi pod nos. Wierzysz w prawo równości, Madeline? Ying-Yang? MB: Wierzę. Chociaż ciężko o tę równowagę w życiu. JR: To prawda. Mnie osobiście wiara w tę prawo w pewnym stopniu podnosiła duchowo. Bo każdej burzy nadchodzi słońce. Właśnie takie nastawienie było jednym z czynników, które popchnęły mnie, by jednak spróbować wrócić do Los Santos, powrócić budować to, czego jeszcze nie skończyłam. MB: Dobrze, a czy zatem chciałabyś się odnieść do tego, co dość często zarzuca ci się w kuluarach? Mianowicie jak to było z Twoją nieobecnością na pogrzebach wcześniej wymienionych przeze mnie osób. Czy to właśnie z obawy o własne życie byłaś zmuszona odpuścić sobie obecność na tych uroczystościach? Może to najwyższa pora ostatecznie zamknąć ten temat - przynajmniej publicznie i przymknąć niektórym języki? JR: Jeśli dalej pojawiają się głosy i pytania w tej sprawie - tak, myślę, że to najwyższa pora zamknąć ten etap. Tak, w tamtym momencie nie tylko obawa o zdrowie i życie ale i również mój stan psychiczny nie pozwolił mi pojawić się na ceremonii pogrzebowej. To była dla mnie trudna decyzja by odpuścić ostatnią drogę Blake'a oraz Braylon'a. MB: W takim razie - przeszłość zostawiamy za sobą i skupmy się na przyszłości. Nie jest tajemnicą, że przyczynkiem do naszego spotkania jest wydanie Twojej nowej płyty - "Relics of the Past". Mam całą masę pytań, ale w pierwszej kolejności chciałabym zaspokoić moją osobistą ciekawość. Przekazałaś informacje o tym, że CAŁY dochód z płyty zostanie przekazany jako datek dla dwóch placówek medycznych w Twojej rodzinnej Arizonie. Skąd taka decyzja? Zazwyczaj artyści decydują się na przekazanie jakiegoś procentu zysku, ale... całej gaży? To dość rzadko spotykany krok. JR: Ta decyzja... To tak naprawdę był w pewnym sensie spontan z mojej strony. Zastanawiałam się jak mogę pomóc innym i moje myśli zawirowały wokół przyjaciółki mojej kuzynki, u której niedawno wykryto nowotwór. Jest to bardzo ciężki temat w życiu osób, które z nim walczą i ich bliskich. Gdy odwiedziłam ją podczas ostatniej wizyty w rodzinnym Phoenix, stwierdziłam, że chciałabym by zarówno ona jak i reszta dzieciaków w Children's Centre miały jeszcze lepsze warunki podczas pobytu w placówce. Cała gaża - cóż, myślę, że to też i kwestia mojego własnego podejścia do zarobków. Zawsze staram się inwestować cały zarobiony kapitał w swoje dalsze projekty, by dawać ludziom jak najwięcej od siebie. Tym razem moim projektem było właśnie wsparcie dwóch placówek medycznych. MB: No właśnie. Nie od dziś wiadomo, że uwielbiasz udzielać się w akcjach charytatywnych: zbiórka dla zwierzaków w Israfel, odwiedziny w szpitalu, gdzie wręczyłaś świąteczne paczki dla chorych dzieci. Czy choćby ostatnia inicjatywa Fehu Skarsgard dotycząca sprzątania grobów, w której miałam okazję osobiście zobaczyć Cię w akcji. Skąd u Ciebie aż tak intensywna potrzeba pomagania? Miałaś to od zawsze czy uwydatniło się to w pewnym etapie życia? JR: To chyba wszczepiona w geny empatia. Yeah - to prawda, trochę się tego w ostatnim czasie nazbierało. Dlaczego? Myślę, że niesienie pomocy potrzebującym daje mi satysfakcje. Kiedyś moja kochana mama, Annette - pozdrawiam Cię z tego miejsca, mamo i dziękuje za wszystko! - nauczyła mnie hasła "dobro wraca". Pamiętam, że pierwotnie byłam zdystansowana i kompletnie w to nie wierzyłam, aczkolwiek gdy faktycznie ta empatia poczęła się u mnie objawiać to zaczęłam powoli wierzyć w to hasło. Może to efekt placebo? Można nad tym debatować i szukać czy to prawda czy też nie - ale osobiście czuję się po prostu lepiej duchowo, gdy mam możliwość komuś pomóc gdy jest w faktycznej potrzebie. MB: Żeby chociaż ćwierć naszej populacji miałoby w sobie tego rodzaju gen to żylibyśmy w zdecydowanie lepszej rzeczywistości... Wróćmy do płyty. Na swoich mediach napisałaś, że "Relics of the Past" to swego rodzaju "testament". Na boga! Masz zaledwie 23 lata, to chyba przedwczesne deklaracje? Oczywiście wiem, że to pewna alegoria, ale czy to nie za wcześnie na choćby metaforyczne sformułowania? JR: Phah, to prawda, masz rację, Madeline. Po czasie dopiero zrozumiałam jak złego słowa użyłam w tamtej wypowiedzi i jak mogłam obudzić w ludziach zaniepokojenie. Najmocniej was wszystkich przepraszam za to! Nigdzie się nie wybieram jeszcze! Relics to bardziej swojego rodzaju kartka z dzienniczka, który może i nie każdy ale większość pewnie prowadziła - Nie tylko z mojego ale i również każdego z artystów, którzy pojawili się na tym projekcie - Ruby czy Seth'a. MB: Nie powiem, serce zabiło mi mocniej czytając te słowo. Szczególnie mając na uwadze to, że życie ostatnio nie było dla Ciebie szczególnie łaskawe. Nie mniej jednak, cieszę się słyszeć Cię tak rozbawioną.... Moje "lęki" były na szczęście niesłuszne Otóż to, Ruby i Seth. Czym kierowałaś się przy wyborze osób, z którymi miałaś współpracować przy swojej najnowszej płycie? Ruby Cooper i Ty to w zasadzie... dwa przeciwległe bieguny. Jak udało Wam się połączyć swoje zupełnie odmienne charaktery i wizje? JR: Ciebie i również za to przepraszam! Damn, aż mi głupio przez taką wpadkę… Okay, dlaczego Ruby i Seth, yeah? Cóż. Relics pierwotnie miało mieć nieco inny wydźwięk. Miało być głośnym krzykiem buntu, głośnym krzykiem wołania o pomoc. Stąd potrzebowałam odpowiedniej osoby do tego by ten krzyk był jak najbardziej szczery i prawdziwy. Spędziłam długie godziny rozmyślając nad tym jak tę wizję "ugryźć". Kogo do tego wykorzystać. Finalnie zdecydowałam się powrócić do tego wizerunku, którego łatkę mi przypięto i z którym każdy mnie utożsamia na rzecz tego projektu. Powrócić do subkultury Cyberpunk, z której tak naprawdę powstała cała Moxxxy. Mając te dwa hasła przy sobie - krzyk i cyberpunk - połączyłam je ze sobą. Cyber. Punk. I tak przybiłam pinezkę w nurt i reprezentanta tego nurtu, którego potrzebowałam. Research na temat punków w LS to dość obszerna lektura, nad którą spędziłam trochę czasu. Przewertowałam wielu artystów, wiele zespołów. Najbardziej w oczy jednak rzuciła mi się Ruby i stąd też zdecydowałam się uderzyć właśnie do niej o współpracę. To fakt, że reprezentujemy dwa różne światy i to wręcz dało się od razu dostrzec gdy po raz pierwszy się spotkałyśmy - było niezręcznie ale i zarazem wesoło, phah. Ale sztuka niejedno ma imię i i to właśnie w jej imieniu zaczęłyśmy pracować nad połączeniem tych dwóch światów w jeden, wspólny. MB: Wspomniałaś o "przypinaniu łatki". Wielu z nas pamięta słowa Nannie Larocque, która po incydencie Twojego managera zarzuciła Ci "spoufalanie się z kryminalistami". Nie bałaś się po tym wszystkim podejmować współpracy z Sethem Dagaardem, mając na uwadze to, że w przeszłości miał problemy z prawem? Nie obawiałaś się znowu dopięcia tej "łatki"? JR: Tutaj myślę, że odpowiedź za mnie udzieliło Astaroth. Jeśli Eelis i Fehu mu zaufali, dając mu szansę rozwoju w Astaroth - sama zdecydowałam się mu zaufać. Pod aspektem twórczym i patrząc na czas jaki spędziliśmy razem w studiu podczas tworzenia Relics of the Past, uważam, że wykazał się za naprawdę nietuzinkowego i kreatywnego artystę, a jego słowotwórstwo i pomysły idealnie domknęły brakującą lukę w całym projekcie. MB: W swojej karierze miałaś okazję współpracować zarówno z topowymi artystami, jak i z tymi mniej rozpoznawalnymi. Jak np. wspomniana Ruby czy Seth. Czy odczuwasz jakieś wyraźne różnice pomiędzy kolaboracją z osobami z większym i tymi z mniejszym doświadczeniem muzycznym? Czy współpraca z którąś z tych dwóch "grup" układa się lepiej? Czy może większe znaczenia odgrywa tu sama osoba niżeli jej dotychczasowe osiągnięcia i praktyka muzyczna? JR: Na to pytanie nie ma tak naprawdę jednoznacznej odpowiedzi, Madeline. Tak naprawdę wszystko zależy od samego artysty. Doświadczenie ma swoje przełożenie na to jak taki artysta czuje się w studiu, ma świadomość całego procesu twórczego i wie jakie są etapy, et cetra. Osobiście, gdy współpracuję już z kimś w studiu to zawsze staram się doskonale zrozumieć wizje kreatywne tej osoby - zawsze dokładnie badam grunt przed zapoznając się z postacią i jej dyskografią, przed rozpoczęciem prac dokładnie dopytuje o wizje całego utworu - a w przypadku gdy to jest coś mojego to dokładam wszelkich starań by wziąć najmocniejsze cechy i przysłowiowe włożyć i połączyć z moim światem. Ten proces potrafi być długi, czasami męczący w zależności od artysty - ale koniec końców to nowe doświadczenie dla dwóch stron. Więc... Yeah. Myślę, że tutaj zarówno i osoba z jednej strony gra główne skrzypce, zaś z drugiej jej doświadczenie. MB: W ostatnim czasie okazałaś tez niemałe wsparcie dla początkującej DJki i producentki - H3XE. Naprawdę przemiło się patrzy, gdy większy artysta pomaga tym mniejszym. Zastanawia mnie, czy ma to drugie dno? Freya Sauber to osoba, z którą rozważasz jakąś współpracę w niedalekiej przyszłości? Czy może ta chęć pomocy i docenienia wynikała z faktu, że widzisz w tej dziewczynie odbicie samej siebie? W końcu obie jesteście utalentowane, ambitne i niesamowicie pracowite. JR: Freya. Tak, dziewczyna ma cholerny talent i zaskoczyła mnie mocno, gdy natrafiłam na jej twórczość. Podoba mi się to jak potrafi operować dźwiękami, jak bardzo kreatywnie podchodzi do swojej twórczości i swojej persony. Pierwotnie gdy na nią natrafiłam to skupiłam się wyłącznie na jej dotychczasowej twórczości. Ale gdy obejrzałam nagrywki z jej występów - damn, aż dostałam gęsiej skórki. Myślę, że to wsparcie mogę też nazwać naszą wspólną grą przy której dobrze obydwie się bawimy. Mam doskonałą świadomość, że jestem dla Freyi idolką i jak bardzo ten odzew jaki ode mnie dostała był dla niej motywujący do dalszego działania i rozwoju. No i myślę, że nie tylko jej umiejętności są powodem dlaczego zdecydowałam się jej pomóc. Kunszt muzyczny, prowadzenie imprez, stawianie pierwszych kroków wśród bardziej uznanych artystów, pierwsze kontrakty - god damn, patrząc na nią mam dosłownie deja vu, jakbym obserwowała młodszą wersję Moxxxy gdy ta jeszcze raczkowała. Mam nadzieję, że ta dziewczyna rozwinie skrzydła i pokaże nie tylko temu miastu na co ją naprawdę stać. Może kiedyś to ona tu będzie siedziała a ja będę jej skrytą idolką? MB: Podsumowując Twoją najnowszą płytę. Czym jest w zasadzie dla Ciebie "Relics of the Past"? Tytułowym reliktem przeszłości i próbą odcięcia się od niej? Czy może nowym rozdziałem? JR: Relics of the Past to dla mnie pewnego rodzaju spojrzenie na fotografię ukazującą przeszłość. Przeszłość ubraną w klimaty teraźniejszości - stąd mamy mieszankę problemów natury psychicznej, problemów społecznych i wszystko to okraszone w futurystycznych klimatach dystopijnej przyszłości. Zdecydowanie jest to dla mnie wyróżniające się i jedno z najbardziej dojrzałych dzieł, jakie miałam okazję stworzyć. Coś, co wyróżnia się pośród moich dotychczasowych moody, hipnotyzujących dźwięków, które zapewniały odrobinę odcięcia się od rzeczywistości, zapomnienia o wszystkim i oddaniu się zabawie. Coś kompletnie odwrotnego - szczera rozmowa z samym sobą i jasny sygnał dla tych, którzy walczą z własnymi demonami, że nie są w tym sami. Myślę, że artwork, który utworzyła moja cudna grafik, Alice, idealnie reprezentuje właśnie nastrój jak i przesłanie tego, co usłyszy słuchacz gdy tylko uruchomi te EP. I tak - jest to w pewnym nowy rozdział a zarazem zamknięcie starego rozdziału. Wszystkie emocje, które towarzyszyły mi podczas wydarzeń z ostatnich miesięcy jak i lat zostały w tym szczelnie zamknięte. Pora rozpocząć pisać kolejny dział. MB: Zastanawia mnie pewna dysproporcja. Twoja debiutancka płyta "Cult of the Moxxxes" zawierała łącznie 30 utworów. Natomiast "Relics of the Past" ma ich zaledwie 6. Zaczynasz stawiać na minimalizm? Wyznawać zasadę "mniej znaczy więcej"? JR: Cult of the Moxxxes było moim magnum opus. Projektem, nad którym spędziłam długie miesiące by złożyć go w całość. Jednym, wielkim eksperymentem w poszukiwaniu własnego "ja" w świecie dźwięków muzyki elektronicznej. Z łatwością można usłyszeć te dysproporcje między utworami - jedne są zdecydowanie mocniejsze, inne bardziej melodyjne, jeszcze inne stawiają na symbiozę przy łączeniu gatunków. Nie chciałam przy tym wszystkim ograniczać się pod kątem ilości stąd też dałam słuchaczom zdecydowanie więcej siebie. Relics of the Past to zaś mniejszy projekt, który jasno od samego początku był stawiany na bycie EP a nie LP. To miał być krótki dialog ze słuchaczem, który mógłby utożsamić się z dziełem nie tylko lirycznie ale i również melodyjnie. Nie jest to nic w kierowaniu się "mniej znaczy więcej" - wszystko tak naprawdę zależy od całego aspektu twórczego i planu samego projektu w jego pierwszych chwilach powstawania. Madeline Beckett mówi: Rozumiem. W trakcie naszej rozmowy wspomniałaś o swojej nowej wytwórni - Astaroth. Obiło mi się ostatnio o uszy, że stałaś się nową v-CEO. Jak czujesz się w nowej roli? Przybyło Ci obowiązków? JR: Oh, zdecydowanie, phah! Rola v-CEO to już coś więcej niż tylko bycie artystą. Teraz nie tylko tworzę POD marką wytwórni Astaroth ale i również tworzę samo Astaroth. Jest to na pewno coś mocno odpowiedzialnego i wymagającego pracy ale cieszy mnie to, że mogę dokładać cząstkę siebie przy tworzeniu tej marki. Nie powiem, bardzo mnie cieszy, że Eelis i Fehu uraczyli mnie tak wielkim kredytem zaufania i czuję wewnętrzny obowiązek udowodnić nie tylko sobie, im ale i wszystkim, że Astaroth dopiero rozwija skrzydła i będzie o nas głośno jeszcze nie raz. Oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu! Sam fakt nowej roli, nowego zawodu w moim życiu zawodowym to coś bardzo interesującego. To nowe wyzwania, przed którymi staję i czuję się świetnie mogąc się rozwijać. MB: W takim razie pragnę Ci pogratulować, bo to na pewno dość duży kamień milowy w Twojej karierze i jak wspomniałaś nowe wyzwanie, któremu z pewnością sprostasz. Pozostańmy w temacie branży rozrywkowej, jednak interesuje mnie Twój punk widzenia dotyczący tego, co dzieje się w świecie wirtualnym. Dość aktywnie działasz na swoim lifeinvaderze. Czy zdarza Ci się śledzić także kontrowersyjne treści, jakie są tam zamieszczane? Jaki jest Twój stosunek do medialnej fali krytyki, która często wylewa się na tej platformie? JR: To tak naprawdę wszystko zależy o jakiej fali krytyki mówimy - jeśli jest to krytyka uargumentowana, poparta zdaniem i dowodami i nie jest to czysty hate speech to jest to forma krytyki, którą mocno szanuje i obserwuje, czekając na efekty końcowe. Dobrym przykładem jest chociażby ostatnia medialna burza, która wylała się po tym jak Eelis wytknął marce LOSARI bardzo nietrafny chwyt marketingowy. Czym innym jest czysty hate speech, który wylewa się w niektórych komentarzach. Czysty, nazwijmy to przysłowiowo, jad, który wylewa się osoby, nie jest niczym nowym a wręcz stało się to już dzisiaj czymś normalnym, co powinno budzić zmartwienie. Wydawać by się mogło, że to tylko kilka pustych słów rzuconych na wiatr lecz jeśli zbierzemy kilkanaście takich wypowiedzi w kupę, skierowanych w jedną osobę - potrafi to naprawdę zaszkodzić zdrowiu psychicznemu osobie atakowanej. Jest to też niestety coś z czym my, jako artyści i zarazem osoby publiczne musimy się liczyć, niestety. Osobiście kompletnie nie popieram takiego pustego, chamskiego i wręcz toksycznego hate'u. MB: Ostatnio celem takiego zmasowanego ataku internautów stał się KELLY, z którym miałaś okazję współpracować. Czy według Ciebie te bardzo gorzkie słowa krytyki, jakie otrzymał od chociażby Twoich współpracowników z wytwórni tj. Wspomniany Eelis i Fehu były zasadne? Czy może poszło to o krok za daleko? JR: Uważam, że było to zasadne. Patrząc na całość tej sytuacji od początku, to post Eelisa był konstruktywną krytyką skierowaną w kierunku zarówno marki LOSARI, jak i również w samego KELLY'ego. Odpowiedzi z obydwu stron po czasie również spłynęły, wyraźnie nie zgadzając się ze zdaniem Eelisa, nawet wręcz go atakując - tak, nawiązuje tutaj do nagranego przez KELLY'ego dissa. Kolejna odpowiedź ze strony Eelisa to znowu krytyka, która była uzasadniona oraz uargumentowana. Fala krytyki, która po tym wszystkim spłynęła na KELLY'ego to była najzwyczajniej w świecie zwykła wypadkowa jego działań i decyzji jakie podjął podczas tej dramy. I o ile osobiście akceptuje komentarze w kierunku KELLY'ego przez internautów, którzy jasno deklarują mu, że Eelis ma racje, o tyle nie akceptuje żadnych death wish czy innych skrajnych wypowiedzi, które mogą krzywdzić. Osobiście mam nadzieję, że KELLY wyciągnął z tego lekcje i wnioski. MB: Zatem do której kategorii zaliczyłabyś słowa Eelisa "Kenny to ku**a, Kelly to lebiega" oraz "Dlaczego Kelly to kłamliwa różowa sztuczna pi**a"? JR: Tutaj warto zauważyć całokształt postaci Eelisa i jego wizerunku artystycznego jako wokalisty Soul Evisceration. Nie jest to persona, która produkuje PG content a content przeznaczony dla osób dojrzałych i dorosłych. Wulgarność w twórczości Eelisa i Soul Evisceration to nic nowego. I taki też potrafi bywać Eelis - dosadnie szczery. Może to było nie do końca na miejscu, lecz uważam, że odpowiedział tonacją, jaką narzucił mu sam KELLY w trakcie dissu. Mogę się mylić, ponieważ nie zapamiętałam całej liryki utworu, ale zdaje mi się, że tam również padały niecenzuralne określenia w kierunku Eelisa. Z drugiej strony - to też poniekąd i męski świat, innit? MB: To prawda, za mężczyznami trudno nadążyć. Zatem wróćmy do Ciebie. Naszą rozmowę zaczęłyśmy wspominając tę gorszą część Twoich ostatnich doświadczeń. Natomiast nieubłaganie zbliżamy się do finału naszego wywiadu, zatem chciałabym go zakończyć dla równowagi pozytywnym akcentem. Początek nowego roku to doskonała pora na podsumowania. Czego nauczył Cię miniony 2023 rok i co dobrego Cię w nim spotkało? JR: Szczerze? Nie zrobiłam sobie nawet jeszcze takiego podsumowania pod kątem kariery ale jeśli już zadałaś pytanie to myślę, że to będzie chyba idealny moment by podsumować ten rok. Myślę, że zdecydowanie ten rok mogę zaliczyć do udanych mimo wielu potknięć i niefortunnych bądź smutnych chwil. Nauczyłam się przede wszystkim jak pracować z artystami, jak ich rozumieć oraz jak zrozumieć samą siebie pod kątem twórczym. Możliwość współprac z topowymi artystami jak Asami czy Breedlove wiele mnie nauczyła i pomogła też w pewnym sensie odnaleźć siebie. Na pewno też nie mogę zapomnieć o wsparciu i wiedzy jaką dostałam zarówno od Kane'a jak i świętej pamięci Blake'a. To dzięki ich naukom dziś czuję się swobodnie w mojej nowej roli v-CEO wytwórni Astaroth Records. Występ na Alterdrome Music Festival pozwolił mi posmakować występu na wielkiej scenie przez zdecydowanie większą publiką niż w klubach i po dziś dzień pozytywnie powracam myślami do tamego show. Cult of the Moxxxes jak i Relics of the Past, które wypuściłam w tym roku to też kolejny pozytyw tego roku - są to projekty, nad którymi spędziłam długi czas i bardzo cieszy mnie to jak ciepło zostały przyjęte przez słuchaczy. Uhm, co jeszcze mogłabym tutaj wymienić... Ah, no i właśnie poruszana też dzisiaj możliwość pracy z mniejszymi artystami - to też bardzo przyjemne doświadczenie, kiedy mogłam pomagać im się ukierunkować i podzielić się z nimi swoim doświadczeniem! MB: W takim razie jakie plany na obecny rok? Szykujesz coś specjalnego dla swoich fanów? JR: Przede wszystkim sprawić by ten rok był zdecydowanie lepszy od poprzedniego. Póki co mam kilka wizji, które będę chciała na przełomie najbliższych tygodni zacząć rozplanować. Na pewno pojawi się kolejny EP bądź album - ale póki co wiele nie mogę jeszcze zdradzić. Myślę, że nikt nie będzie zawiedziony. MB: Mam nadzieję, że uda Ci się zrealizować wszystkie Twoje zamierzenia i ten rok faktycznie będzie dla Ciebie łaskawszy. No i że osiągniesz swoje upragnione ying i yang, bo to po prostu Ci się należy! Pozostaje mi życzyć Ci wszystkiego dobrego i dalszych sukcesów. JR: Dziękuje bardzo, Madeline! Jestem dobrych myśli i rozpoczynam ten rok na pewno pozytywnie! Może i jestem tutaj jako gość aczkolwiek ja sama chciałabym i Tobie życzyć samych sukcesów i przede wszystkim dużo szczęścia i dobrej energii w tym roku!5 polubień
-
5 polubień
-
Ekipa oraz liderzy projektu Vibe Roleplay
sentinobln i 3 innych polubił temat przez mafineeek
@Broom dołącza do ekipy jako full-stack developer, witamy :)4 polubienia -
4 polubienia
-
Dnia 07.01.2024, około godziny dwudziestej czwartej, na jednym z parkingów Pillbox Hill podbiegły dwie osoby przebrane za robotników w żółtych kaskach. Mężczyzna z brodą zaczął szperać przy zamku, który finalnie został złamany. Dwaj mężczyźni wsiadli do wozu i pędem zaczęli uciekać, zostawiając za sobą ślady opon. Wyjeżdżając z parkingu, skierowali się w stronę pola golfowego. Na samym polu golfowym wysiedli z białego Bravado Bison oklejonego firmowymi naklejkami McGill-Olsen o indeksie stanowym 6AFDZA. Oboje mężczyzn wyszło z pojazdu, następnie podeszli do jednego z wozów. Gdy już upatrzyli swoją ofiarę, udali się do grupki osób na polu golfowym, krzycząc z zapytaniem do kogo należy żółty wóz Grotti Itali RSX. Jedna z kobiet wyszła do nich, udała się z nimi na parking. Gdy byli w dogodnym miejscu przy samochodzie, Aiglentin Lanteigne uderzył kobietę w tył głowy ze skrzynki z narzędziami. Po upadku Aniyah Geovanney momentalnie zaczęli ją oklepywać w poszukiwaniu kluczyków od samochodu, które finalnie wyciągnęli. Jedna ze skrzynek została na miejscu z odciskami palców Corbin Henderson. Na miejsce kierowcy wszedł Corbin Henderson, po czym odjechali z piskiem opon w kierunku autostrady, na której zawrócili, skierowali się w kierunku Cypress Flats. Po schowaniu pojazdów wyjechali z budynku na Cypress Flats pojazdami Bravado Bison oraz Dukes. Indeks stanowy pojazdu Dukes udało się uchwycić numery rejestracyjne z niego "EGZ2PB". Finalnie udali się w kierunku Mirror Park, tam przy wjeździe na most zepchnęli wóz do jeziora na Wschodnim Vinewood. Ważne informacje dotyczące przestępstwa które wynikają z kamer CCTV oraz zgłoszeń: Przy zamku Bravado Bison można było znaleźć odciski palców Aiglentina Lanteigne Pracownik któremu został skradziony Bravado Bison należał do firmy McGill-Olsen tamtego dnia poruszał się nim Jackson Turam, jego numery rejestracyjne to 6AFDZA Kierowcą białego Bravado Bison do momentu zaparkowania przy polu golfowym był Corbin Henderson Odciski palców zostawione na skrzynce naprawczej znalezionej przy polu golfowym należą do Corbin Henderson Kamery CCTV mogą doprowadzić detektywa do jednego z warsztatów na Cypress Flats Skradziony pojazd to zółty Grotti Itali RSX, indeks stanowy 7H0IV4 Corbin Henderson posiada jeden budynek na Cypress Flats Bravado Bison został zwodowany w jeziorku na Wschodnim Vinewood. Kobieta która oberwała skrzynką to Aniyah Geovanney Bravado Bison został zepchnięty do wody przez dwójkę tych samych sprawców, odjechali autem Dukes o indeksie EGZ2PB w stronę południa. W środku zatopionego pojazdu znaleziono walizkę z odciskami palców napastnika Aiglentin Lanteigne, która posłużyła do ataku na właściciela pojazdu.3 polubienia
-
3 polubienia
