Ranking
Popularna zawartość
Wyświetla najczęściej polubioną zawartość w 30.07.2025 uwzględniając wszystkie działy
-
Dnia 31.07.2025r., parę sekund po północy, na V-Tube Aeri Hae pojawił się zapowiadany jakiś czas temu teledysk oraz sama piosenka pod tytułem "new start for real". Wideo to zlepek różnych filmów z podróży po nowym dla dziewczyny mieście, głównie nagrywane przez jej mamę telefonem, z ręki. Mimo wszystko podczas edycji dziewczyna skupiła się na poprawieniu nieco stabilizacji obrazu i ładnych przejściach. Nie są one wstawione chronologicznie, dla Koreanki ma to swój niezastąpiony klimat, a przede wszystkim uchwycenie pięknych chwil. Autorka w tekście opowiada o tym, jak trudne dla niej jest odnalezienie się w Los Santos. Czuje, że zdystansowała się z życia przez tak duży krok, obserwuje wszystko od boku, próbując wpasować się w tłum, jednak nie jest to, czego chce. Wychodzi z objęć przeszłości, chcąc iść dalej i odkrywać nowe miejsca, wraz ze swoją wewnętrzną duszą. Samo brzmienie piosenki jest dosyć spokojnie, momentami nawet melancholijne. Nie jest to piosenka do potańczenia na domówce, a raczej do relaksu przy książce lub podczas spaceru pełnego refleksji. To piosenka o dojrzewaniu, odwadze o byciu sobą i wewnętrznej przemianie, którą spisywała w swoim notatniku tuż po przylocie do Los Santos. O utworze artystki było już wiadomo od jakiegoś czasu za sprawą plakatów przyklejonych do słupów w bardziej zatłoczonych miejscach. Nienachalna kartka w formacie A5, która swoim wyglądem przykuwała oko niejednej osoby została zaprojektowana przez dobrą przyjaciółkę Aeri. Podczas wieczornego plotkowania i wcinania pizzy, bawiły się w darmowym edytorze dostępnym w sieci, aż powstał plakat promocyjny. Teledysk Tekst Gra wokół Promocja Wydatki Informacje12 polubień
-
11 polubień
-
10 polubień
-
9 polubień
-
Podszywanie sie pod profesjonalnego doradce finansowego, gdzie nie ma to absolutnie zadnej stycznosci z rzeczywistoscia, to jedna z bardziej perfidnych form manipulacji, jakie w ostatnich latach zyskaly na popularnosci, szczegolnie w duzych miastach takich jak Los Angeles. Brak kwalifikacji, brak licencji, brak faktycznej firmy czy jakiejkolwiek kontroli ze strony urzedow. Wszystko prowadzone na lewo, w cieniu systemu, pod przykrywka pseudo-biznesu, ktorego celem nie jest pomoc, a szybki zarobek kosztem naiwnych ludzi. Tacy ludzie nie oferuja realnej uslugi. Nie maja zadnego dostepu do bankow, instytucji czy narzedzi. Ich narzedziem jest slowo, ich bronia jest gadka, a ich polem dzialania zaufanie klienta. Obiecuja wszystko, co tylko moze wpasowac sie w potrzeby osoby zdesperowanej. Kredyt gotowkowy, leasing auta bez zabezpieczen, sprzet na raty bez zdolnosci, czy nawet pomoc w uzyskaniu nieruchomosci, mimo braku formalnych dokumentow. Na papierze wszystko wyglada dobrze, ale w rzeczywistosci to tylko dym i lustra. Dalej zakladanie firm z rzekomym dofinansowaniem, programy wsparcia dla mlodych przedsiebiorcow, pomoc w wyjsciu z dlugow, a nawet czyszczenie historii kredytowej to tylko kolejne iluzje, wykreowane po to, zeby klient uwierzyl, zaplacil i zostal sam. Nie ma tu nawet cienia uczciwosci, to tylko manipulacja ubrana w jezyk biura i podpisywane pseudoumowy, ktore nie maja zadnej mocy prawnej. Nazwisko Tate Duffy staje sie wtedy elementem gry. Brzmi profesjonalnie. Zapada w pamiec. Budzi zaufanie. Ale za tym nazwiskiem nie stoi zaden system, zadna licencja, zaden rejestr. Tylko czlowiek, ktory nauczyl sie mowic tak, zeby inni mu wierzyli. Sprawy tego typu bardzo czesto trafiaja na biurka urzedow takich jak DCBA czy FTC. Oskarzenia sa jednoznaczne fraud, identity theft, unauthorized business practices. Wszystko to miesci sie w szerokim spektrum przestepstw, ktorych skala rosnie z roku na rok. To samo dotyczy zjawiska znanego jako No BI Check. To chwytliwa nazwa, ktora sugeruje brak sprawdzania historii kredytowej. Dla wielu brzmi jak zbawienie. W praktyce to furtka do oszustwa. Ci sami ludzie, ktorzy dzialaja jako doradcy finansowi, czesto wykorzystuja ten slogan, by wyciagac pieniadze od ludzi, ktorzy nie maja szans w legalnym systemie. Nie inaczej wyglada temat fikcyjnych agentow nieruchomosci. Rzekomy posrednik, czasem wlasciciel mieszkania, a czasem po prostu ktos, kto znalazl zdjecia w internecie i postanowil je wykorzystac. Ogłoszenie? Atrakcyjne. Lokalizacja? Idealna. Cena? Za dobra, zeby byla prawdziwa. Wszystko skonstruowane tak, zeby trafilo do ludzi, ktorzy maja malo czasu, malo pieniedzy i jeszcze mniej opcji. Najemcy w Los Angeles to weterani takich sytuacji zwlaszcza w dzielnicach takich jak Koreatown, South Central czy East Hollywood, gdzie rynek nieruchomosci to dzungla pelna pulapek. Osoby, ktore padaja ofiara takiego przekretu, przekazuja zaliczke, kaucje, czasem cala sume za pierwszy miesiac. W zamian nie dostaja nic albo numer, ktory przestaje dzialac, albo drzwi, ktorych nie da sie otworzyc, albo pismo, ze nigdy nie bylo zadnej umowy. W efekcie, sprawy takie czesto koncza sie w sadach, a zarzuty sa bardzo zblizone do tych, jakie stawia sie falszywym doradcom finansowym rental fraud, grand theft, impersonation, conspiracy. Z danych FTC wynika, ze owe kategorie w ciagu kilku lat zanotowaly wzrost strat z dziewiecdziesieciu milionow dolarow do nawet piecset milionow. https://forum.v-rp.pl/topic/35412-de-santis-crew-nuovo-ordine/8 polubień
-
JUICY TALK-TAILS BY ALYSSA DE SANTIS: ODRZUCIŁAM - ZAPŁACIŁAM **W mediach Daily Globe znajduje się materiał z odcinka Juicy Talk-Tails w wersji skryptowej i nagrania wideo ze studia radiostacji.** Dobry wieczór kochani… Pora na… Juicy Talk Tails – czyli tam, gdzie rozmawiamy o rzeczach, które ludzie wolą przemilczeć… zwłaszcza faceci z urażonym ego. Odcinek będzie o tych mężczyznach, którzy kiedy nie mogą kogoś mieć, zaczynają niszczyć. Czasami – może nieświadomie – budują wokół kobiety mały towarzyski czy zawodowy obóz karny. Jeśli jesteś kobietą – być może poczujesz, że opowiadam Twoją historię. A jeśli jesteś facetem… Może to moment, żeby spojrzeć w lustro lub chociaż... Przypomnieć sobie, jak to jest usłyszeć 'nie' – i nie zamieniać tego w odwet. Są faceci, którzy nie potrafią przyjąć odmowy. I są tacy, którzy nie tylko nie przyjmą jej z klasą – ale zamienią Twoje ‘nie’ w początek cichej wojny. Brzmi dramatycznie? Być może, ale każda kobieta zna to z życia, z pracy, z social mediów. Odrzucenie – nawet najbardziej uprzejme, delikatne, taktownie wyrażone – staje się dla niektórych mężczyzn zniewagą osobistą. To właśnie wtedy zaczyna się teatr. Tak zwany /teatr zranionego ego/. Największym ukrytym lękiem mężczyzn jest porażka. Chcą uniknąć tego uczucia bardziej niż wszystkich innych. Mężczyźni oceniają świat z punktu widzenia zwycięzcy, patrzą na świat z perspektywy podboju i czują się upokorzeni, gdy tym zwycięzcą nie są, gdy coś im się nie udaje. Paradoksalnie męskie ego i poczucie tożsamości jest dużo bardziej wrażliwe od kobiecego i dlatego tak łatwo je zranić. Mężczyźni bardzo potrzebują akceptacji. Chcą czuć się ważni, kompetentni, doceniani. Zaczyna się klasycznie. On miły, uprzejmy, pełen atencji. Na żywo, w pracy, na imprezie. Wymiana kilku wiadomości dziennie, trochę flirtu. Z jego strony – może ciut zbyt nachalnie, ale jeszcze mieszczą się w granicach. A potem... mówisz to magiczne słowo NIE. Możesz zrobić to grzecznie, z klasą, z szacunkiem… Podziękować za poświęconą uwagę. Ale nuh-uh, sweetie. To już za późno, Twój książe zamieni się w księcia prosto z otchłań ciemności. On – obrażony – nie znika z klasy. On szuka sposobu, żeby Ci pokazać, że to Ty coś straciłaś. Albo że nic nie byłaś warta od początku. Znika uprzejmość, pojawia się zimna kalkulacja. Blokuje. Wrzuca pasywno agresywne teksty w stories. Najgorzej, jeśli przypadkiem macie wspólnych znajomych albo zawodowe styki, to... robi się nieprzyjemnie. Odnosisz wrażenie, że to nie człowiek, którego poznałaś. Oto rzeczywistość kobiet w XXI wieku. Odrzucenie mężczyzny – online lub offline – często kończy się nie tylko jego fochem, ale i realnym sabotażem. W przestrzeni prywatnej, zawodowej, cyfrowej. Obrażone ego nie znosi milczeć. To dzieje się nawet jeśli nie odwzajemniasz flirtu. I wtedy on... zmienia taktykę. Bo przecież jeśli nie może mieć Ciebie, to może przynajmniej sprawić, żeby nikt inny nie chciał. Zranione ego mężczyzny potrafi być jak mały reaktor – niby nie wybucha od razu, ale zaczyna sączyć toksynę. Zwłaszcza, gdy znajduje się w swoim naturalnym środowisku: wśród „swoich”. Koleżanek i kolegów, którzy mogą go poprzeć. Albo przynajmniej nie stanąć po Twojej stronie. Takie sytuacje dzieją się nie tylko w romantycznym czy zawodowym kontekście, ale też wśród znajomych. Ta manipulacja otoczeniem to szczególnie dotkliwa forma zemsty – cicha, ale niszcząca. Wiecie, co jest najgorsze? To nie są pojedyncze przypadki. To codzienność wielu kobiet. Kiedy kobieta odrzuca zaloty mężczyzny – nie w sposób brutalny, nie z pogardą, tylko po prostu uczciwie – ryzykuje. Czym? Tym, że facet zamiast przełknąć dumę, postanowi „odgryźć się. Wspomniany teatr obejmuje toksyczne zachowania - cichy bojkot. Publiczne dyskredytowanie. Sabotaż zawodowy. Albo po prostu pasywno-agresywne „nie istniejesz”. Ingerowanie w Twoje życie, w Twoich znajomych. Czasami to nawet nie jest jakieś dramatyczne odrzucenie. Wystarczy, że nie zareagujesz entuzjazmem na czyjś komplement. Albo nie podziękujesz mu za pomoc „tak, jak trzeba”. Znasz tego typa, prawda? On coś Ci pomoże – raz, drugi, trzeci. Zaczynasz czuć, że oczekuje czegoś w zamian. Może randki. Może zauroczenia. Może wdzięczności większej niż życie. A kiedy tego nie dostaje – zaczyna być zimny, oschły, może nawet ironiczny. To się nazywa /narcystyczna rana/. Nie chodzi o kliniczną diagnozę. Tylko o to, że niektórzy mężczyźni nie potrafią przyjąć, że czyjeś życie wewnętrzne, potrzeby, granice – nie obracają się wokół nich. Nie zostali nauczeni radzenia sobie z odmową. Sami przez całe życie słyszeli: Bądź zdobywcą. Jak się postarasz, to każda będzie Twoja. Nie poddawaj się, kobiety lubią upór. I co się dzieje? Kiedy trafiają na kobietę, która mówi „stop” – ich system się sypie. A wtedy... lepiej zniszczyć, niż uznać, że nie mam wpływu. Nie przypomina Wam to dziecięcej analogii? Trochę jak w piaskownicy. Mały chłopiec chce się bawić z dziewczynką, ale ona woli sama budować zamek. Więc co robi chłopiec? Burzy ten zamek. Jak nie jego – to niczyj. Tyle że teraz to nie piaskownica, tylko open space, spotkanie zarządu albo wieczór ze znajomymi. A zamek to Twoja reputacja, samopoczucie, samoocena. Problem w tym, że wciąż uczymy chłopców, że odrzucenie to wstyd. Że jak dziewczyna mówi „nie”, to trzeba ją jakoś „sprowadzić na ziemię”. Zamiast uczyć ich radzenia sobie z emocjami, uczymy ich rewanżu. A kobietom? Kobietom mówimy: Uważaj, jak odrzucasz. Rób to delikatnie, nie uraź go… bo inaczej będzie Cię kosztować. I wiecie co? Jestem zmęczona tym, że kobieta musi umieć odrzucać z dyplomacją doradcy ONZ, a facet nie musi umieć przegrywać z godnością. Niech to będzie apel, nie tylko do facetów, ale i do tych, którzy się temu przyglądają i nic nie mówią: Odrzucenie nie jest agresją. Zemsta – jest. A jeśli ktoś nie potrafi przyjąć odmowy bez konieczności zniszczenia drugiej osoby... To może właśnie odpowiedział sobie na pytanie, czemu usłyszał „nie”. Jeśli jesteś facetem i słuchasz dzisiejszego odcinka – nie uciekaj od tego tematu. Może to nie Ty, może to Twój kumpel, brat, kolega z pracy. Zamiast udawać, że przecież ona pewnie przesadza – posłuchaj, co mówi. Dla kobiet takie doświadczenia to nie wyjątek – to często rutyna. A może będziesz w stanie uratować tę relację? Nie ma nic bardziej niemęskiego niż facet, który nie umie znieść, że nie jest centrum wszechświata. I nic bardziej żałosnego niż ten, który zamiast przyjąć porażkę – rozstawia miny. Nie każda historia musi być miłością. Ale każda kobieta ma prawo, by jej /NIE/ nie zamieniało się w pole bitwy, w której zasady nie są fair. Ten odcinek był dla tych, którzy kiedyś powiedzieli ‘nie’ – i zapłacili za to zbyt wysoką cenę. Dla tych, którzy nie dali się złamać. I dla tych, którzy jeszcze nie wiedzą, że mają do tego prawo. Dzięki, że byliście ze mną. Do usłyszenia.8 polubień
-
7 polubień
-
By James Atrizziola - DAILY GLOBE, 07/30/2025 Los Santos nie żyje tylko polityką, plotkami, wydarzeniami, które emocje rozpalają na pierwszych stronach gazet. Tętni też drugim, nieco cichszym, ale znacznie wartościowszym życiem - pełnym miejsc, które codziennie budują jakość naszego życia. Kawiarnie, restauracje, bary, siłownie, warsztaty i wiele więcej, to nie tylko biznesy, ale ważna część naszego miasta. Będę ją poznawał, opisywał i wystawiał ocenę. Nie jestem blogerem, ani PR-owcem. Jestem dziennikarzem, mając wiarę, że wszystkie te miejsca opowiadają jakąś historię, ale też sprawdzę jakość, standardy i ambicje. Każdy biznes będzie odwiedzany dwa razy. Pierwszy w sposób niewidzialny, być może ja, być może ktoś inny, by sprawdzić funkcjonowanie w trybie zwykłego gościa. Drugi raz z kolei będzie to rozmowa, o którą będę prosił właścicieli danego miejsca. Wszystko zostanie ocenione oraz opisane, a raz w miesiącu będzie aktualizowany ranking takich miejsc, podzielony według kategorii. Ocenę będziecie mogli wystawić również Wy, poprzez ankietę pod danym artykułem. Najlepsze lokale będą mogły liczyć na indywidualny znak jakości. Na pierwszy ogień – restauracja z widokiem na ocean. Ocean’s Bounty. Ocean's Bounty Bar, jest to z pewnością miejsce, które wyrosły dzięki opowieści. Nie z wymyślnego biznesplanu czy chwytliwego sloganu, ale z historii ludzi - Brandon i Scarlett. On łowił, ona gotowała. Prosty model, gdzie ryba z sieci trafiała wprost na patelnię, a potem na talerz. Nie było zbędnego blichtru, ale była jakość. Interes zaczął się kruszyć wtedy, gdy kuter pana Brandona poszedł na dno. Bez dostaw, odszkodowania czy sił do walki, para sprzedała restaurację i przejął ją Johnathan Buckner. Nadał jej nowe życie, przeniósł lokal z North Chumash do Pacific Bluffs, gdzie na zachodnim skraju miasta, z widokiem na ocean, restauracja znalazła swój ostateczny dom. Pełnoprawna restauracja z koncertami, wydarzeniami i rybą, choć nie tylko. Zajrzałem tutaj nie tylko do kuchni, ale w przeszłość, teraźniejszość i ambicje tego miejsca. Położona nad oceanem Ocean's Bounty oddycha przestrzenią i spokojem. Widok na wodę, szum fal, z przyjemną muzyką w tle - wszystko to tworzy świetny klimat. Wnętrze jest urządzone ze smakiem, zdecydowanie podkreślając morski charakter miejsca, bez banału czy także przesytu. Przestrzeń jest wystarczająca, a rozstawienie stolików pozwala na swobodę rozmowy czy komfortowy wypoczynek. Moja pierwsza wizyta miała miejsce kilka tygodni temu. Obsługiwała wówczas młoda kobieta, która zamówienie przyjęła ze szczerym uśmiechem. Pytała o samopoczucie, subtelnie prowadziła rozmowę, która zresztą odbywała się przy ladzie. Danie, które zamówiłem, to była ryba - pojawiła się w miarę szybko. Zostało podane w przyzwoity sposób, a smak? Bez zarzutu. Można było wyczuć, że była świeża, dobrze przyprawiona. Całkowicie smaczna. Z napojów wybrałem lemoniadę: orzeźwiającą, przygotowaną w sposób poprawny. Obserwując zachowanie obsługi zwróciłem uwagę, że każdy obecny gość mógł czuć się zaopiekowany. Obsługa zasługuje zdecydowanie na uznanie: uśmiechnięta, rozmowna, z luzem, który idealnie pasuje do takich miejsc jak to. Po kilku tygodniach powróciłem do restauracji, by poprosić o rozmowę z właścicielem. Podziękowania dla Pani Isabelli Martin, która przyjęła zaproszenie i w późnych godzinach wieczornych mogliśmy długo porozmawiać. Zanim wydam swoją opinię, przeczytajcie sami. Nazywam się James Atrizziola i pracuję dla Daily Globe – restauracja będzie pierwszą, która przejdzie recenzję w moim cyklu. Proszę się przedstawić i powiedzieć, czym Pani się tutaj zajmuje. Isabella Martin: Witam serdecznie. Isa... Isabella Martin, współwłaścicielka Ocean's Bounty Bar. Bardzo mi miło za to wyróżnienie, Jamesie. Czy obecni właściciele mają jakikolwiek związek z Brandonem i Scarlett? Isabella Martin: Oczywiście, już mówię. Moim wspólnikiem jest Johnathan Buckner, a w zarządzie lokalu zasiada również Brielle Obsidian. Czy zna Pani historię tego miejsca? Brandon i Scarlett byli pierwotnymi właścicielami – pasja rybacka Brandona i kulinarna Scarlett doprowadziła do otwarcia tej restauracji. Kojarzy Pani te imiona? Och, teraz kojarzę. Tak, mój wspólnik Johnathan odkupił lokal od tego starszego małżeństwa. Niestety, osobiście ich nie znam. Czy Johnathan ma z nimi kontakt? Jest taka szansa. Dziękuję. Proszę powiedzieć – jakie wartości stoją za nazwą „Bounty” i jakie znaczenie ma tożsamość oceaniczna w menu oraz wystroju restauracji? To, że podajemy w naszym lokalu hojne dary natury z pięknego oceanu, na który rozpościera się widok z restauracji. Myślę, że to wyjaśnia nazwę i filozofię miejsca. Dopytam. Rozumiem, że dostawy ryb są lokalne, a nie z hurtowni? Isabella Martin: Tak. Mój wspólnik, zanim przejął ten lokal, sam był rybakiem. Między innymi dzięki temu znał pana Brandona. Mamy codzienne dostawy z lokalnych kutrów rybackich. A czy sezonowość wpływa na rentowność i liczbę gości? Isabella Martin: Tak, jest to odczuwalne. Zimą nie jest tak ciepło, a wiele atutów naszego miejsca staje się mniej dostępnych. Jesteśmy jednak w turystycznej okolicy, więc w sezonie przyciągamy wielu klientów. Pomimo przeciwności losu, działamy przez cały rok. Rozumiem, że lokal nadal jest rentowny? Isabella Martin: Nie mogę ukryć, że mimo mniejszych obrotów, lokal przynosi zysk. Ilu klientów można się spodziewać dziennie? Isabella Martin: Aktualnie wydajemy około 250 dań dziennie w tygodniu, a w weekendy – około 400. Imponujące liczby. To głównie stali klienci, czy często pojawiają się nowe twarze? Isabella Martin: Zimą dominują stali klienci, natomiast w sezonie obserwujemy proporcję jeden stały gość na czterech lub pięciu nowych. A jak przekonałaby Pani dawnych klientów, którzy mówią, że „za czasów pana Brandona to miejsce miało to coś”? Isabella Martin: Ciężko mi to powiedzieć, ponieważ nie byłam tu od początku nowej ery Ocean’s. Nie spotkałam się bezpośrednio z takim zarzutem. A jak przekonałaby Pani nowego klienta, że warto tu przyjechać i coś zjeść lub wypić? Isabella Martin: Swym uśmiechem. Czy on Pana nie przekonuje? Mnie może tak, ale co z głodnym klientem po ciężkim dniu pracy? Isabella Martin: Proszę się wsłuchać... ten szum fal, widok oceanu, klimat tego miejsca – to wszystko mówi samo za siebie. My tylko dokładamy piękne uśmiechy i pyszne jedzenie. Porozmawiajmy o jedzeniu. Co można tu zjeść, co jest flagowym daniem? Isabella Martin: Przede wszystkim ryby – tuńczyk, łosoś, miecznik, halibut, mintaj, makrela, dorsz, sardynki... Mamy także owoce morza: krewetki, kalmary, homary, kraby, małże, ostrygi. A napoje? Isabella Martin: Naszą specjalnością jest lemoniada – codziennie inne smaki: granat, malina, pigwa, gruszka, jabłko, winogrono, limonka, cytryna... i oczywiście truskawka, która jest dostępna codziennie. Mamy też świeżo wyciskane soki: pomarańczowy i grejpfrutowy. A jak wygląda cennik – najtańsze i najdroższe pozycje? Isabella Martin: Najtańsze danie to frytki w tempurze – 70 dolarów. Najdroższe – talerz owoców morza – 350 dolarów. Woda butelkowana kosztuje 30 dolarów, a najdroższy napój bezalkoholowy – latte – 70 dolarów. A ulubiony drink? Isabella Martin: Nie pijam zbyt często, ale polecam mojito – kosztuje 90 dolarów. Czy zdarzyła się kiedyś krytyka ze strony klienta? Isabella Martin: Pewnie tak, ale staram się takie rzeczy wymazywać z pamięci i skupić na pozytywach. Jak ocenia Pani swój personel? Isabella Martin: Dałabym im ocenę B+. Jest parę rzeczy do poprawy. Może Pani zdradzić, jakie to mankamenty? Isabella Martin: Wolę je zatrzymać dla siebie. Zapewniam jednak, że nie wpływają na jakość usług. Gdybym o nich teraz powiedziała, byłyby bardziej zauważalne. Nie ma ludzi idealnych. Czego chciałaby Pani, żeby gość nie zapomniał po wizycie? Isabella Martin: Widoków i klimatu miejsca. Jedzenie, napoje i personel to tylko dopełnienie atmosfery. Jakie są plany na przyszłość? Wiem, że lekką konkurencję zaczyna robić The Roof. Isabella Martin: Nie zaprzeczę, że planujemy nowości pod marką Ocean’s Bounty. Ale ten lokal na pewno nie zostanie zamknięty. Czy Ocean’s Bounty jest dziś tym, czym chcieliście, by było? Isabella Martin: Tak. Prawie idealne. Organizujecie koncerty lub inne wydarzenia? Isabella Martin: Tak. Często organizujemy koncerty – grają u nas zarówno znane osoby, jak i debiutanci. Ostatnio wystąpili Nate Tucker i SHIRO. 10 sierpnia pojawimy się też na Aero Summer z naszym stoiskiem. James Atrizziola: Jeśli recenzja nie będzie idealna – potraktuje ją Pani jako rozczarowanie czy lekcję? Isabella Martin: Zastanowię się, gdy ją przeczytam. Pewnie byłoby mi smutno. Ostatnie słowo – może coś do czytelników? Isabella Martin: Dla czytających recenzję mam hasło: „Zestaw Krasnala”. Można je podać rudowłosej z warkoczem – a co kryje się pod tym hasłem, nie zdradzę. Trzeba samemu sprawdzić. Rozmowa z panią Isabellą Martin była prowadzona w przyjaznym, szczerym, otwartym tonie. Choć nie obyło się, moim zdaniem, bez rys. Początkowo zaskoczył mnie brak wiedzy o historii lokalu, czyli znajomości pierwotnych właścicieli: Brandona i Scarlett. Zwłaszcza, że to one ukształtowały Ocean's Bounty. Współwłaścicielka nie znała tych osób, choć wyjaśniła, że dołączyła później, a pan Buckner przejął lokal od tej pary. Wyjaśnienie przyjęte, ale wydaje mi się, że szczegółowej historii tego miejsca pani Martin nie znała. Doceniam entuzjazm w rozmowie, otwartość, uśmiech i niezwykłe ciepło bijące od współwłaścicielki. Mogę przyczepić się jedynie do dość krótkich, czasem wymijających odpowiedzi. Podsumuję jednak to w taki sposób, że Isabella Martin ważyła słowa i zachowała się w sposób całkowicie profesjonalny, rzetelny i uczciwy. Menu restauracji imponuje różnorodnością ryb i owoców morza. Dorsz, tuńczyk, miecznik, ostrygi, homary - widać monotonię? Ja jej nie dostrzegam. Ceny są przystępne: frytki za 70 dolarów, owoce morza w cenie 350 dolarów. Szeroki wybór smaków lemoniady, codzienne świeże soki. Czuć konsekwencję i charakter. Nie jest to jednak tylko jedzenie, ale także wydarzenia. Koncerty, imprezy oraz stoiska na wszelakich eventach. Ostatnio obecni na scenie byli tacy artyści jak Nate Tucker czy Shiro. Zakulisowo dowiedzieliśmy się także o tym, że Ocean's Bounty pojawi się na Aero Summer 10 sierpnia. Współwłaścicielka wspominała także, że razem ze wspólnikami myślą o przyszłości i być może o pojawieniu się nowego miejsca w Los Santos spod ich rąk. Brzmi naprawdę ciekawie, plus za to, że jest pomysł na dalszy rozwój. Isabella Martin zapytana o to, czego klient nie powinien zapomnieć po wizycie, odpowiedziała: "Tego miejsca i widoków. Jedzenie, napoje czy personel są tylko dodatkiem". Jest tutaj sens. Ocean's Bounty to miejsce do którego się wraca: po smak, po spokój, po odpoczynek i relaks. Wizyta w tym miejscu była doświadczeniem nie tylko kulinarnym, ale w pewnym sensie także symbolicznym. Miejsce, które powstało z pasji i przetrwało burze, pokazuje dziś, że z dobrym zarządzaniem, szacunkiem do historii i konsekwentnym trzymanie się wartości: można zbudować coś więcej niż lokal gastronomiczny, można stworzyć unikalną tożsamość. Ocena? Ranking miejsc NIGHT TALK with Atrizziola (07/30/2025): Restauracje: 1. Ocean's Bounty - 9.27 polubień
-
Little Mexico | Segura Enterprises
sk8zawodnik i 6 innych polubił temat przez aikon
Chciałem wstawić jakiś screen na koniec ale tak się składa, że nie robiłem ich od X czasu. Wspólnie z @Apogeum i @ECPU FilipeQ zdecydowaliśmy się zamknąć projekt.7 polubień -
7 polubień
-
6 polubień
-
6 polubień
-
5 polubień
-
PROJECT: Maibatsu Sunrise R Horizon Spec 🚗 Klasyk JDM w nowym wydaniu! Sunrise R trafił w nasze ręce jako surowa baza, a dziś prezentujemy jego nową, agresywną odsłonę. Wszystko dopięte na ostatni guzik z myślą o stylu, nie tracąc ducha oryginału. 🎨 🔧 Modyfikacje: Nowy przedni zderzak; zmieniony front nadaje autu ostrzejszego wyrazu i lepszej aerodynamiki. Mocno zarysowany splitter i głębsze wloty powietrza od razu zdradzają, że to nie jest seryjne Sunrise. Zmiana koloru nadwozia; dotychczasowy lakier ustąpił miejsca nowemu odcieniowi - głębokiej czerwieni z efektem perły. W zależności od światła potrafi przybrać inny ton, co świetnie współgra z linią nadwozia. Felgi i fitment; na auto trafił nowy komplet lekkich, sześcioramiennych felg w stylu track/street. Szeroki stance i niski profil idealnie dopełniają agresywną sylwetkę. Zawieszenie gwintowane; auto zostało obniżone i osadzone na w pełni regulowanym zawieszeniu gwintowanym. Dzięki temu uzyskaliśmy nie tylko idealny fitment, ale też pewniejsze prowadzenie na zakrętach. Przyciemniane szyby; całość dopełniają przyciemnione szyby, które dodają prywatności i podkreślają klimat nocy. Układ wydechowy; cały wydech został wymieniony, teraz Sunrise R brzmi dokładnie tak, jak wygląda. Głębszy dźwięk, lepszy przepływ i lekki strzał przy redukcji. To nie jest dźwięk, który da się zignorować.5 polubień
-
5 polubień
-
4 polubienia
-
4 polubienia
-
4 polubienia
-
4 polubienia
-
4 polubienia
-
4 polubienia
-
4 polubienia
-
4 polubienia
-
The Yeritsyan Gang
moshaaman i 3 innych polubił temat przez Kevin Byrne
Jak ktoś jest zainteresowany rozpoczęciem gry u nas to niech odzywa się w wiadomości prywatnej do mnie, albo @Ghetto_Lifer czy @5element. Z chęcią przyjmiemy jakieś świeże osoby do projektu i ewentualnie nauczymy podstaw jak poprawnie roleplayować postać w takiej organizacji. Tak naprawdę nawet nie wymagamy dojścia do projektu, jak ktoś prowadzi już swoją grę jako np. biały/czarny/meksykanski (rasa nie jest tu problemem) złodziej samochodów i brakuje mu dodatkowych wątków oprócz samego stukania fur to również może się do nas odezwać, a w zamian zapewnimy fajny schemat przestępczy i sporo rozwojowych akcji dla obu stron.4 polubienia -
4 polubienia
-
**W sieci coraz częściej pojawiają się intrygujące i niepokojąco kuszące plakaty zapowiadające 'ANGELS & DEMONS' w Mirage Night Club. Już w CZWARTEK [31.07] o godzinie 21:30 Mirage przemienia się w arenę kontrastów – eteryczne światło kontra mrok, niewinność kontra pokusa, rajska rozkosz i piekielne szaleństwo. Za konsoletą DJ GABBY – serwująca brzmienia, które balansują na granicy grzechu. Nie zabraknie tematycznych koktajli – z bram nieba i prosto z piekielnego kotła. Skrzydła czy rogi? - trzy najbardziej kreatywne kostiumy zostaną nagrodzone nagrodą pieniężną!** DATE: 31/07/2025, 21:30 LOCATION: MIRAGE NIGHT CLUB, DEL PERRO MUSIC: DJ GABBY DRESSCODE: Angels and Devils [blue&white or black&red] ENTRY: $1503 polubienia
