-
Postów
54 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez aliszyja
-
Written by Madeline Beckett - DAILY GLOBE, 22/01/2024 Leon Baldwin o owocu najnowszej współpracy z Sethem Daagardem - biografii "Acknowledge The Sins" Madeline Beckett: Cześć i czołem słuchacze. Wita Was Madeline Beckett w Night American Discussions. A dziś moim i Waszym gościem jest Leon Baldwin - psycholog i pisarz. Dobry wieczór! Leon Baldwin: Dobry wieczór, cześć Madeline. Gorąco dziękuję Ci za zaproszenie! Madeline Beckett: Nie jest tajemnicą, że spotykamy się przy okazji dzisiejszej premiery Twojej najnowszej książki. Zechcesz pierwszy raz publicznie podzielić się jej tytułem, a przede wszystkim opowiedzieć, o czym, a raczej o kim jest? Leon Baldwin: Książka jest biografią o bardzo inspirującym i ciekawym artyście dzisiejszych czasów. Seth Ronnie Dagaard, tak ma na imię ów człowiek, który tak bardzo mnie zainteresował. Książka nosi tytuł "Acknowledge The Sins". Madeline Beckett: Jak układała Ci się współpraca z Sethem Daagardem? Odniosłam wrażenie, że jesteście przeciwieństwami jak ogień i woda. Dotarliście się od razu czy zajęło Wam to trochę czasu? Była to problematyczna dla Ciebie współpraca czy będziesz ją mile wspominał? Leon Baldwin: Z każdym można stworzyć idealną współpracę, gdy ma się odpowiednie podejście. Ja i Seth zrobiliśmy bardzo dobrą robotę jeśli chodzi o tą książkę. Pozwoliłem mu opowiedzieć swoje życie a on opowiedział to tak, że czułem się jakbym oglądał świetny film. Madeline Beckett: Napotkaliście jakieś problemy czy komplikacje podczas pisania książki bądź całego skomplikowanego procesu wydawniczego? Czy może obyło się bez żadnych niespodziewanych zdarzeń? Leon Baldwin: Wszystko poszło bez żadnych problemów. Szczerze mówiąc... to była najprzyjemniejsza książka jaką kiedykolwiek przyszło mi napisać, słowo! Madeline Beckett: Nadmieńmy w tym miejscu słuchaczom, że do tej pory wydałeś już łącznie trzy książki. Twój debiut "Moja teoria sukcesu", "Bałagan" i omawiana dzisiaj biografia Setha Daagarda. Która z nich była dla Ciebie najtrudniejsza i przede wszystkim - dlaczego? Leon Baldwin: Myślę, że debiutant był najcięższy, ale nie ze względu na treść. Początkujący pisarze nie mają łatwo jeśli chodzi o dystrybucję pierwszej książki. Wiąże się to z kosztami produkcji oraz tym, że wydawcy nie lubią inwestować w nieznane nazwiska. Madeline Beckett: Nie jest tajemnicą, że czytelnictwo w zasadzie odchodzi do lamusa. Obecnie do ludzi bardziej przemawiają mniej wymagające formy rozrywki czy pozyskiwania informacji, jak chociażby podcasty. Nie mieliście obaw, że taka forma będzie mało atrakcyjna? Leon Baldwin: Książki mają coś w sobie co od dawna mnie do nich ciągnęło. Gdybym był fanem Seth'a to znacznie bardziej chciałbym mieć książkę z wizerunkiem mojego idola, do której zawsze mogę wrócić niż usłyszeć go raz w jakimś programie. Umówmy się... taka książka może być traktowana jak plakat na ścianie, które często wieszałem gdy byłem młodszy. Z tą różnicą, że książka zamiast na ścianie to może pięknie prezentować się na regale. Madeline Beckett: To prawda. W zasadzie to pewnego rodzaju laurka, która nigdy się nie zestarzeje i do której zawsze będziemy mogli mieć dostęp. Zresztą, czy może być coś lepszego dla artysty niż uhonorowanie go bądź jego dokonań na kartach książki? Jak sądzisz? Leon Baldwin: Nie znam osobiście wielu osób, które mają książkę przedstawiającą ich dotychczasowe życie. Myślę, że to naprawdę fajna sprawa, na którą nie każdy może sobie pozwolić. Seth miał to szczęście, że wyróżnia się od innych muzyków czym mnie zainteresował. Madeline Beckett: Nim przystąpiłeś do napisania biografii o Daagardzie, najpierw musiałeś skrupulatnie zapoznać się z jego życiorysem. Było w nim coś co Ciebie osobiście zaskoczyło? Zarówno jako psychologa, jak i człowieka. Leon Baldwin: Nie mi oceniać ludzi. Jako psycholog pomagam im jedynie poznawać siebie i swoje problemy. Postanowiłem podejść do Setha bez żadnych uprzedzeń. Madeline Beckett: A czy w takim razie posiadane przez Ciebie wykształcenie psychologiczne, jak i prowadzona przez Ciebie praktyka przydały Ci się podczas sporządzania tej biografii? Pozwoliło to szerzej spojrzeć na pewne aspekty życia Setha Daagarda? Leon Baldwin: Tak, naturalnie. Książkę skonstruowałem w taki sposób, że pomiędzy wypowiedziami Dagaard'a wplotłem własne myśli oraz rozwinąłem i wyjaśniłem słowa Seth'a. Madeline Beckett: Czyli mimo pewnej pokaźnej dawki informacji o samym Daagardzie w gratisie dostajemy także jego psychoanalizę i objaśnienie psychologicznych uwarunkowań pewnych zdarzeń czy jego zachowań? Leon Baldwin: Może nie w oczywisty sposób, ale nie o to chodziło nam przy pisaniu książki. Głównym celem, było rozwinięcie tytułu książki a więc przyznanie się do grzechów! Madeline Beckett: Zatem jakiego rodzaju grzechy i grzeszki czytelnicy będą mogli znaleźć w książce? I czy znalazł się tak jakiś z siedmiu grzechów głównych? Czuję się co najmniej zaintrygowana *śmiech* Leon Baldwin: Pozwolę sobie nie zdradzać tej części książki. Gorąco polecam zapoznać się z tym tematem osobiście, aby każdy mógł podejść do tego tematu indywidualnie! Madeline Beckett: Dobrze, zatem w tej kwestii nie będę ciągnąć Cię za język, ale w innej już trudno będzie mi odpuścić. Interesuje mnie czy pisanie książek o czyimś życiu znacząco różni się od pisania o rozwoju osobistym. Czy może liczy się pióro, a nie temat? Leon Baldwin: To dwie inne rzeczy. Pisząc książkę o samorozwoju musiałem opierać się na informacjach, które zbierałem przez całe życie. W przypadku biografii… Seth dostarczył mi całą treść w ciągu jednego wywiadu z nim *śmiech*. Madeline Beckett: Zbliżamy się już nieuchronnie do końca naszego wywiadu. Gdybyś miał na koniec zachęcić naszych słuchaczy do sięgnięcia po Twoją książkę - co byś im zdradził? Czego dowiemy się z "Acknowledge The Sins"? Leon Baldwin: W książce przedstawiliśmy przyznanie się do grzechów.. A więc drodzy słuchacze, sięgnijcie po książkę, przeczytajcie ją i zadecydujcie czy według was Seth Dagaard zasłużył rozgrzeszenie? Madeline Beckett: W takim razie żywię gorącą nadzieję, że Wasza najnowsza książka odniesie wydawniczy sukces i tego z całego serca Tobie i Sethowi życzę! Bardzo było mi miło Cię gościć, Leonie. Leon Baldwin: Bardzo przyjemna rozmowa. Raz jeszcze dziękuję za zaproszenie, Madeline.
-
027. Vapid Hustler | Kameleon w świecie pojazdów zabytkowych
aliszyja odpowiedział(a) na RaszkoV temat w Behind The Wheels
**Mad przeczytała artykuł wylegując się na tarasie. Uznała, że sprawi sobie takie cacko na starość.** -
NOVA Records wreszcie przeprasza! Podręcznikowy przykład tego, czego nie robić w obliczu kryzysu wizerunkowego Minęło kilka dni od gorącej dramy związanej z Laila „FHY” Aguirre i NOVA Records – emocje opadły, a wytwórnia najwidoczniej w końcu postanowiła zatrudnić porządnego PR-owca, który pomoże im wyjść z twarzą z krytycznej sytuacji, w jakiej się znaleźli. Wytwórnia NOVA wydała na swoim profilu oficjalne oświadczenie, w którym zarząd odniósł się do kluczowych zarzutów wystosowanych w ich stronę. Przypomnijmy – powodem fali krytyki, która pojawiła się w mediach było niepojawienie się Dj-ki FHY na imprezie w ramach 2024 TOUR po największych klubach Los Santos. Trasa ta sygnowana jest pseudonimem scenicznym FHY i H3XE - obie artystki należą do wytwórni NOVA Records. Pomimo, iż na imprezę przybyli liczni fani FHY, a bilet wstępu kosztował ich aż $500 to Aguirre nie zaszczyciła swoich odbiorców swą obecnością, a nawet informacją o planowanej nieobecności. Po tym, gdy w sieci rozpętała się burza, a wielu artystów wyraziło swoje oburzenie, inna zakontraktowana przez NOVA artystka – YUMI – w bardzo lekceważący sposób odniosła się do całej sytuacji kwitując ją słowami „nie zesrajcie się”. Ponadto CEO NOVA Records – Sonia Dragovich - pokusiła się o bardzo nieprofesjonalny i pełen kpiny post na Li, w którym zamiast wyważonych wyjaśnień otrzymaliśmy skumulowany atak, w kierunku podopiecznej Dragovich – H3XE. W oświadczeniu wytwórni otwarcie doszło do przyznania się do popełnionego błędu dotyczącego niepoinformowania zainteresowanych wydarzeniem o nieobecności FHY wspominając, iż „[…] nasza komunikacja w tej sprawie była niewystarczająca […] Przepraszamy za wszelkie niedoprecyzowania i brak informacji". W sieci pojawiły się także liczne zarzuty odnośnie do wygórowanej ceny, jaką uczestnikom imprezy przyszło zapłacić za możliwość wzięcia udziału w występie FHY i H3XE. NOVA w wyczerpujący sposób skomentowała te skargi, wyliczając, co dokładnie składa się na wysoką cenę biletów. Ze statementu wytwórni dowiedzieliśmy się także, że w ramach rekompensaty w zamian za nieudane wydarzenie odbędzie się dodatkowa impreza, na której wystąpi DJ-ka FHY, a każdy niezadowolony uczestnik poprzedniego wydarzenia otrzyma zwrot kosztów biletów. W ostatniej części oświadczenia NOVA wyraziła swoje oficjalne stanowisko wobec tego, jakoby H3XE miała być ofiarą niekorzystnych zapisów kontraktu z wytwórnią: "Pragniemy wyjaśnić, że Freya zawarła porozumienie z naszą wytwornią, zwalniające ją z konieczności wydania albumu w ramach naszego labelu. Rozumiemy, że obie strony mają swoje unikalne potrzeby i cele, a naszym priorytetem jest zapewnienie artystom elastyczności i wsparcia w ich twórczej drodze". We wspomnianym oświadczeniu pojawiły się słowa, że zarząd wytwórni NOVA jest „otwarty na dialog, a także konstruktywne przyjęcie krytyki”. Te słowa stoją w totalnej opozycji do postu, jaki opublikowała CEO NOVA. Nasuwa się zatem kluczowe pytanie – czy nie można było tak od razu? Gdyby takie oświadczenie albo chociaż post na Li pojawiło się bezpośrednio po pozyskaniu informacji o braku możliwości wystąpienia FHY na imprezie – najprawdopodobniej spotkałoby się to ze zrozumieniem wszystkich uczestników imprezy. Jednakże w tej sprawie popełniono wiele błędów – począwszy od emocjonalnych postów FHY, H3XE i Sonii Dragovich po zdecydowanie zbyt późną reakcję wytwórni. Już dziś o 21 w Nebula Night Club obędzie się impreza z udziałem H3XE i FHY, będąca zadośćuczynieniem za powstałe szkody. Jednakże jak udało się nam dowiedzieć, inicjatorami wydarzenia są wyłącznie ww. DJki, a nie wytwórnia NOVA. Wstęp na imprezę jest darmowy, podobnie jak drinki. Czy to wystarczy, by zatrzeć złe wrażenia? Czas pokaże. Reasumując powyższe - inne przedsiębiorstwa mogą czerpać z opisanego case’u, by dowiedzieć się, jak nie postępować w sytuacji kryzysowej. A dla nas – obserwatorów tych działań to kolejne utwierdzenie w przekonaniu, że obecnie artystom należy bezustannie patrzeć na ręce, bo tylko to gwarantuje przyzwoite, uczciwe i pełne należytego szacunku zachowanie z ich strony. Pomimo dość dobrze przygotowanego i rzetelnego oświadczenia, niesmak do NOVA Records pozostał, a wrażeniu, że na przeprosiny jest już stanowczo za późno coraz trudniej się oprzeć.
-
W ostatnim czasie nasi wprawni obserwatorzy zauważyli dużą intensywność spotkań Leona Baldwina – pisarza książek i psychologa wraz z Sethem Daagardem – solowym wokalistą należącym do wytwórni Astaroth. Początkowo sądziliśmy, że spowodowane to jest problemami psychicznymi artysty. Że być może próbuje przepracować swoją niełatwą przeszłość w ramach terapii? Bądź nie udźwignął on skoku popularności, jaki spotkał go po współpracy z Moxxxy? Byliśmy jednak w dużym błędzie, ponieważ spotkania mężczyzn spowodowane były ich wspólnym projektem, nad którym ostatnio pieczołowicie pracowali. Mogłoby się wydawać, że obie ww. postacie są z dwóch różnych biegunów. Zrównoważony, szanowany i wykształcony pisarz książek Leon Baldwin i… Seth Daagard, którego sama aparycja jest wystarczająco odstraszająca, a jest przecież jeszcze coś gorszego – jego przeszłość. Wokalista miał bowiem w czasach swojej młodości niemałe problemy z prawem, został skazany za napaść i trafił do więzienia. Zgodnie z wieściami, jakie uzyskaliśmy od naszych informatorów wspólnym projektem obu mężczyzn okazała się być biografia Setha Daagarda poczyniona piórem Leona Baldwina. Nie chcemy nikomu wścibsko zaglądać w metrykę, ale co takiego mogło wydarzyć się w życiu zaledwie dwudziestoparoletniego Daagarda, że postanowił on spisać to na karty książki? Możemy jedynie domniemywać jaki tytuł może nosić najnowsza pozycja książkowa obu panów. „Jak zostać przestępcą? Radzi Seth Daagard”, „Spowiedź zza krat. Czego nauczyły mnie mury więzienia?”, a może „Poradnik grypsowania dla opornych”? W tym miejscu należy sobie zadać pytanie czy nadchodząca kolaboracja jest nowym trendem popularyzowania sylwetek żyjących na bakier z prawem? Czy jedynie pokłosiem wielkiego ego Daagarda, który uważa swoje jestestwo na tyle interesujące, że ktokolwiek zechce oddać się lekturze na temat jego osoby? Zapewne osoby cierpiące na hybristofilie będą miały nowy obiekt swoich zboczonych westchnień w osobie Daagarda. Jednak Ci, którzy w życiu kierują się zdrowym rozsądkiem powinni czuć się zaniepokojeni obecną sytuacją. Niebezpiecznie ewoluująca ludzka postępowość stopniowo przyzwyczaja nas do tego, że do social mediów coraz częściej przenika rzesza wątpliwych moralnie influencerów, którzy niejedno mają za uszami. Jednakże czy szeroko pojęta kultura, w ramach której dochodzi do publikacji biografii wybitnych postaci powinna gloryfikować skazańców? Uzyskaliśmy informację, że biografia Setha Daagarda ma trafić do sprzedaży w przeciągu kilku dni, jednakże nie znamy jeszcze konkretnego dnia premiery. Pozostaje nam cierpliwie czekać, by ostatecznie dowiedzieć się czy najnowsza współpraca pisarza i wokalisty okaże się kompletnym przerostem formy nad treścią czy może książką z miłym suspensem.
-
Kilka dni temu nasi Paparazzi przyłapali Kenny’ego Whitfielda z walizkami na lotnisku, o czym napisano w artykule Celebrity Preview „KELLY „ucieka” od odpowiedzialności - słów kilka o tym jak Whitfield odleciał”. Udało się nam ustalić, jaki kierunek obrał artysta. Początkowe przypuszczenia, jakoby celebryta wybrał się na rajskie wyspy w celu ucieczki od nawarstwiających się problemów wizerunkowych nie sprawdziły się, gdyż jak się okazało, Kenny zdecydował się na bardziej przyziemne miejsce. Do Internetu wyciekło zdjęcie KELLY’ego chwilę po wylądowaniu na lotnisku w Porcie lotniczym Toronto-Lester B. Pearson. W tym miejscu należy podkreślić, że Toronto to rodzinne miasto artysty, w którym nie tylko się urodził i wychował, ale w którym to znajdują się jego bliscy. Sam Whitfield przyleciał do Los Santos dopiero w kwietniu ubiegłego roku. Choć wieści o niefortunnych ruchach KELLY’ego obiegły Internet także poza granicę naszego stanu San Andreas, to w szczególności w Santos życie w obliczu tak dużego kryzysu wizerunkowego nie należało do najłatwiejszych. A to chociażby za sprawą charakterystycznego wizerunku artysty, którego nie da się pomylić z nikim innym. Najwidoczniej jedyne miejsce, w którym Kenny mógł poczuć się bezpiecznie było jego rodzinne Toronto. A przynajmniej tak mu się wydawało. W internecie pojawiło się szokujące nagranie opatrzone wymyślnymi nagłówkami z użyciem pseudonimu KELLY’ego informujące o jego rzekomym pobiciu . Jak się okazało, materiał nie był fake’owy, a pobicie różowowłosego artysty faktycznie miało miejsce. Opublikowanego materiału wizualnego nie zamieszczamy w niniejszym artykule z uwagi na to, że zawiera on treści bardzo drastyczne. Jednakże to, co uwieczniono na nagraniu to spacerujący po jednej z dzielnic Toronto KELLY, który w pewnym momencie zostaje zaczepiony przez piątkę zamaskowanych mężczyzn. Przebieg całego zdarzenia ma bardzo dynamiczny charakter, gdy tylko napastnicy podbiegli do artysty, zaciągnęli go w pobliską uliczkę, a następnie bez żadnych skrupułów zaczęli okładać go pięściami, a także zadawać kopnięcia po całym ciele. Wskutek pobicia artysta stracił przytomność, którą odzyskał dopiero po pojawieniu się na miejscu służb porządkowych i udzieleniu mu pierwszej pomocy. Na przyjazd karetki i organów ścigania nie trzeba było długo czekać - ich szybka reakcja była możliwa dzięki świadkowi zdarzenia, który niezwłocznie powiadomił stosowne służby. Podczas samego ataku na nagraniu słychać zniekształcone wrzaski oprawców KELLY’ego, którzy wykrzykują w jego stronę niecenzuralne treści. Wśród wyzwisk, które możemy przytoczyć znajdowały się m.in. oskarżenia Kenny’ego o to, że jest „”kur**ą, pseudoraperem i różową pi**ą”, oraz że „przynosi wstyd rodzinnemu miastu”. Sprawcy oprócz wyprowadzania ciosów wykrzykiwali także, że KELLY „ma wrócić w podskokach, skąd spie****ił”. Czy pod wpływem niezwykle przykrej sytuacji, jaka spotkała Kenny’ego postanowi on wrócić do Los Santos? Media z Toronto donoszą, że pobicie artysty połączone było z kradzieżą, gdyż nieprzytomnemu Whitfieldowi oprawcy zabrali jego popularny chain z jego ksywką i charakterystyczną smutną buźką. Młody artysta w dość ciężkim stanie został przetransportowany do szpitala. Nie wiemy niestety czy zdarzenie zakończyło się jedynie na licznych siniakach czy innych, poważniejszych uszczerbkach na zdrowiu. Niepokój budzi także fakt, że artysta do tej pory w żaden sposób nie odniósł się do powyższego zdarzenia na swoich social mediach. W artykule na Celebrity Preview zapytano odbiorców o to „Gdzie znajduje się granica między gnębieniem człowieka, a wytykaniem mu błędów? Czy KENNY odpokutował już swoje winy i czy zasługuje na drugą szansę?”. Analizując ww. incydent z pewnością można stwierdzić, że KELLY padł ofiarą przestępstwa z nienawiści, o czym świadczą chociażby słowa wykrzykiwane przez uzurpatorów do swojej ofiary. Kenny Whitfield popełnił wiele błędów, jednakże wszechobecna nienawiść, która przejawia się już nie tylko w słowach, a w czynach jego przeciwników wychodzi poza ludzkie pojmowanie. Powyższym artykułem chcemy spełnić swoją funkcję informacyjną, jako mediów, ale przede wszystkim uwrażliwić naszych czytelników, aby zważali na swoje poczynania – także te w sieci. Choć wklepywane na klawiaturze litery sprawiają wrażenie tylko wirtualnych to kierowane są do realnych ludzi. KELLY’emu życzymy szybkiego powrotu do zdrowia i głęboko wierzymy w to, że wkrótce oznajmi nam wszystkim, że po niniejszym zdarzeniu pozostało już tylko mgliste, złe wspomnienie.
-
FHY zdarła pieniądze ze swoich fanów? O kolejnym popisie niekompetencji i materializmie NOVA Records Wczoraj poinformowaliśmy naszych czytelników na fanepage’u Celebrity Preview o wpadce, jaką zaliczyła DJ-ka i COO NOVA Records – Laila „FHY” Aguirre. Mowa o imprezie, która miała się odbyć w Mirage Rave Party w ramach 2024 TOUR czyli trasy po największych klubach Los Santos organizowanej przez dwie DJ-ki - H3XE i FHY z NOVA Records. Pomimo, że FHY osobiście reklamowała wydarzenie na swoich social mediach, a wydarzenie sygnowane było jej osobą to Aguirre nie raczyła się na nim pojawić. Ponadto Laila w żaden sposób nie powiadomiła swoich odbiorców o planowanej nieobecności, ani nawet jakkolwiek się do niej nie ustosunkowała post factum. Najwidoczniej liczyła, że jej nieobecność pozostanie niezauważona, a temat ucichnie. Nic bardziej mylnego. Po naszym poście winowajczyni opublikowała na swoim Li statement, w którym napisała: „Przepraszam, że mnie tam nie było. Byłam z moją drugą połówką, która przeszła przez trudne chwile po tym, jak została napadnięta. Jej bezpieczeństwo było dla mnie najważniejsze. Wiem, że pojawił się post w Celebrity Preview, wspominając o mojej nieobecności. Chciałam, abyście wiedzieli, że nie była to decyzja lekceważąca Was. Po prostu musiałam być z bliską osobą w trudnym momencie.” Wypadki chodzą po ludziach, nic w tym dziwnego. Jednak należy podkreślić, że na publikacje przeprosin i wyjaśnienia powodów swojego niestawiennictwa FHY zdecydowała się dopiero po nagłośnieniu sprawy, gdy mleko się już rozlało. Powyższy argument wystosował także Eelis Forsberg, komentując post artystki, podobnie uczynił inny członek Soul’sów – Noah Alexander, zwracając uwagę na to, że wystarczyło jakkolwiek poinformować odbiorców o tym, że nie zobaczymy FHY sobotniej nocy w Mirage. Niestety, Aguirre nie odniosła się w żaden sposób do tych komentarzy. Za to nasz post skomentowała Yumi Nakamura – wokalistka zakontraktowana przez NOVA Records. Do nieobecności koleżanki z wytwórni YUMI odniosła się następującymi słowami: „Nie wiem, nie zesrajcie się lol. U Laili trochę poje***o i nie będzie z Wami się tym dzielić, pozderki”. Fanom FHY dosłownie napluto w twarz, co spotkało się z dużym oburzeniem innych artystów ze sceny muzycznej. MOXXY: „Zesrajcie? Damn. Wystarczy odrobina krzty i kultury w takiej sytuacji […] gdzie trzon tego Tour i wytwórnia NOVA? Odbiorców należy szanować a zarówno w sytuacji opisanej tutaj przez portal jak i w Twojej wypowiedzi tego szacunku nie ma.” Noah Alexander: „Całkowity brak kultury i szacunku dla swoich fanów, którzy zdecydowali się przyjść tego dnia i UWAGA! ZAPŁACIĆ ZA WEJŚCIÓWKĘ […] Wam już całkiem odje***o.” Eelis Forsberg: „[…] w takich chwilach się odwołuje koncert i oddaje pieniądze za wejściówki, po prostu. I daje o tym informacje wcześniej - brak informacji to skok na kasę, licząc, że nikt nie zauważy co się stało […]". Do całego zdarzenia odniosła się także Freya „H3XE” Sauber, która tego dnia miała zagrać na imprezie wraz z FHY. Jak się okazało – H3XE o fakcie, że wystąpi sama dowiedziała się dopiero na imprezie. Zaś sam komentarz koleżanki z wytwórni – YUMI - publicznie skrytykowała przyznając otwarcie, że „Jest mi trochę wstyd, że jestem częścią tego zamieszania”. Odniesienia do powstałej dramy zaczęły wyrastać jak grzyby po deszczu. Kij w mrowisko jako pierwszy wsadził naczelny strażnik moralności – Eelis Forsberg nie pozostawiając suchej nitki na nieprzemyślanych działaniach FHY, ale i całej wytwórni NOVA. H3XE odniosła się do obszernej litanii Forsberga deklarując, że zrobi wszystko, by zrekompensować powstałe szkody. Swój komentarz zaopatrzyła hasztagami #freethebirdfromthecage oraz #compensationparty? rozpoczynając tym samym spekulacje na temat tego, jakoby była uwięziona w szponach NOVA Records przez niekorzystne warunki podpisanego kontraktu. Fotografka Alice Winter za sprawą swojego postu na Li dolała oliwy do ognia dzieląc się swoimi negatywnymi odczuciami na temat współpracy z wytwórnią NOVA. Wśród mankamentów fotografka wymienia m.in.: brak komunikacji i planowania, dopinanie kluczowych spraw dot. organizacji TOUR 2024 na ostatnią chwilę, obsadę wytwórni określa mianem „kółka wzajemnej adoracji” oraz dodaje, że „podejście niektórych osób do innych powoduje chaos i obrzydzenie”. Chociaż najbardziej dojmujący okazał się być poniższy cytat: „[…] Boli mnie, że wytwórnia Nova gasi zapał artystów takich jak Freya, a reszta pseudo gwiazd takich jak Yumi Nakamura pokazuje swój olbrzymi poziom kultury osobistej i dojrzałości jako twarz wytwórni i komentuje całość ,,Nie wiem, nie zesrajcie się lol". Naprawdę, na twoim miejscu nawet bym się na ten temat nie wypowiadała.” Założycielka wspomnianej wytwórni opublikowała post na swoim Li, w ramach którego zarzuca H3XE okłamywanie swoich odbiorców i w bardzo lekceważący sposób odnosi się do całokształtu powstałego konfliktu. Oprócz pokory, profesjonalizmu i roztropności, zarządowi NOVA brakuje przede wszystkim dobrego PR-owca, który uchroniłby ich od podobnych kompromitujących ruchów w sieci. Bo to, co zrobiła Sonia Dragovich w niczym nie przypomina stanowiska CEO NOVA Record, a przepełniony jadem i jawną kpiną atak. Swoje niezadowolenie całą zaistniałą sytuacją wyrazili m.in. MOXXY, Fehu Skarsgard, Jack Müller, Matthew Pierce czy Seth Daagard, który napisał „Przy was nawet Kelly wydaje się niewinny #tour2024”. I prawdę mówiąc, występki Whitfielda zaczynają być mglistym wspomnieniem, a pierwszy plan wysuwają się karygodne poczynania członków NOVA Records. Zaledwie kilka dni temu pisaliśmy o tym, jak kilkoro z członków NOVA zostało zatrzymanych przez przedstawiciela LSPD, ponieważ poruszali się pojazdem nieprzystosowanym do poruszania się po drogach publicznych, a cała interwencja zakończyła się interwencją prawnika. Wytwórnia NOVA zaliczyła potknięcie po to, by następnie bardzo boleśnie upaść. Czy uda im się wstać z kolan? Fala krytyki w mediach, obciążające słowa Alice Winter, a przede wszystkim brak jakiejkolwiek reakcji wytwórni na nią całkowicie pogrąża muzyczne przedsiębiorstwo i stopniowo doprowadza je do wizerunkowej ruiny.
-
033. VFF 83 pod lupą - nokauty, zwroty akcji i rozczarowująca walka wieczoru.
aliszyja odpowiedział(a) na triple6 temat w In the cage
**Madeline przeczytała artykuł od deski do deski. Jest pod dużym wrażeniem umiejętności pisarskich kolegi z redakcji.** -
KELLY "ucieka" od odpowiedzialności - słów kilka o tym, jak Whitfield odleciał Kenny KELLY Whitfield zaliczył najdotkliwszy wizerunkowy upadek, jaki odnotowano w całej branży rozrywkowej na przestrzeni ostatnich miesięcy, o ile nie lat. O kulisach całej afery pisaliśmy na łamach naszego portalu w artykule „Kompleksowa analiza konfliktowego trójkąta – wszystko co musisz wiedzieć o moralnym i wizerunkowym upadku KELLY’ego i Losari”, gdzie krok po kroku przedstawiliśmy wydarzenia, jakie miały miejsce i co tak naprawdę zapoczątkowało tę internetową burzę. Choć KELLY zaprzestał udzielać się w swoich social mediach to nie oznacza to wcale, że plotki o nim ucichły. Z początku niepozorny konflikt urósł do niebotycznych rozmiarów, a słuchy o haniebnych poczynaniach Whitfielda obiegły niemal cały Internet. W sieci powstał nawet specjalny hasztag #Kellyisoverparty, który najczęściej zamieszczany był w komentarzach krytykujących, a czasem nawet hejtujących Kenny’ego. Kilka dni temu KELLY opublikował nowy kawałek o dość depresyjnym i autorefleksyjnym charakterze. Cały utwór sprawia wrażenie „muzycznych” przeprosin, w których artysta przedstawia swój punkt widzenia, przyznaje się do błędów i w mocno krytyczny sposób się do nich odnosi. Jak sam zaznacza – przeprasza za swoje wybujałe ego, przyznaje że pieniądze przysłoniły mu zdrowy rozsądek, a on sam się pogubił i zatracił swoje wartości. Trzeba przyznać, że sporo wody w rzece musiało upłynąć nim wspaniałomyślnie do tego dotarł, ale lepiej późno, niż wcale. Zastanawiające jest tylko to, czy wystosowane przez celebrytę przeprosiny są szczere? W swoim tekście autor wielokrotnie podkreśla, że nie jest to próba robienia z siebie poszkodowanego… ale czy aby na pewno? W najnowszej piosence KELLY’ego pojawia się także wzmianka o następującej treści: „kupiłem w jedną stronę bilet” czy „może będzie i tak lepiej, jak zniknę bez słów?”. Cały utwór zaś kończy się słowami „wyjeżdżam i nie chce wracać”. My też wolelibyśmy, byś nie wracał… A przynajmniej tak zapewne niejedna osoba pomyślała w pierwszej chwili, mając w pamięci żenujące poczynania Whitfielda z wcale nie tak odległej przeszłości. Jednak po kilkukrotnym wysłuchaniu najnowszego utworu KELLY’ego (tak, nie było to łatwe) dostrzegliśmy pewnego rodzaju drugie dno. A co jeśli za tymi niewinnymi słowami kryje się ciche wołanie o pomoc? Odrobinę zaniepokojeni tą myślą zaczęliśmy baczniej przyglądać się ruchom Kenny’ego. A wszystko po to by finalnie przyłapać go tuż przed lotniskiem pośród sterty walizek. Być może osławiony artysta musi odreagować cały stres związany z aferą, którą wywołał? Z pewnością popełnienie tylu błędów jest bardzo wyczerpujące. Kiedy i czy w ogóle KELLY powróci? Tego niestety nie wiemy. Jednakże szereg błędów, jakie popełnił młody artysta i ich nieuchronnych konsekwencji, które był on zmuszony udźwignąć na swoich barkach prowadzą do pewnej refleksji. Gdzie znajduje się granica między gnębieniem człowieka, a wytykaniem mu błędów? Czy KENNY odpokutował już swoje winy i czy zasługuje na drugą szansę? Zachęcamy do dyskusji w komentarzach!
-
**Madeline zamówiła oba modele. **
-
**Mad zakupiła produkt. Mając w pamięci komentarz Astona, jaki napisał pod jej artykułem, używa bluzy jako swojej wycieraczki.**
- 14 odpowiedzi
-
- beezy world
- ice drop
-
(i 2 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Członkowie NOVA Records zatrzymani przez funkcjonariusza LSPD! Czy działania promocyjne wytwórni są nielegalne? Środowego wieczoru nasi papparazzi śledzili członków wytwórni NOVA Records podczas ich próbnego przejazdu party-busem, co odbywało się w ramach promocji 2024 TOUR. Nagle autobus został zatrzymany przez przedstawiciela Los Santos Police Department, a całe zdarzenie nie wyglądało na „rutynową” kontrolę drogową… Wymiana zdań między funkcjonariuszem, a artystami trwała zdecydowanie zbyt długo. Czy członkowie wytwórni mają problemy z prawem? Co z przyszłością zapowiedzianej trasy? NOVA Records to wytwórnia założona przez Sonię Dragovich, a wspólniczką całego projektu została DJ-ka Laila FHY Aguirre, będąca także producentką muzyczną. Aktualnie NOVA Records posiada wśród swoich zakontraktowanych artystów takie osoby jak: Freya H3XE Sauber, Yumi Nakamure czy wywołująca ostatnio sporą kontrowersję SASSY B. Na początku tego roku zapowiedziano huczne wydarzenie - 2024 TOUR będące trasą po największych klubach Los Santos dwóch DJ’ek należących do wytwórni NOVA, a mowa oczywiście o H3XE i FHY. Do tej pory całe przedsięwzięcie pozbawione było niepowodzeń czy kontrowersji – aż do ostatniej środy. Widoczni na zdjęciu Sonia Dragovich, Laila Aguirre, Matthew Pierce i Ricky Humprey swoją przejażdżkę imprezowym busem zapewne zapamiętają na długo. Wobec wyżej wymienionych celebrytów przedstawiciel władz podjął interwencje, nie wiemy jednak, co było jej przedmiotem. Artyści spod szyldu NOVA Records najedli się wstydu, bo przez przeszło pół godziny byli obiektem wścibskich spojrzeń przechodniów. Niestety w oczach świadków wydarzenia na próżno było szukać wyrozumiałości, prędzej była to pełna rezerwy chłodna ocena działań muzyków. Sytuacja uległa eskalacji do tego stopnia, że na miejscu pojawił się renomowany mecenas Keith Blackwood z kancelarii Zhong Blackwood Law, z którą NOVA nawiązała ostatnio współpracę. Najprawdopodobniej tylko dzięki zawziętości ww. prawnika pasażerowie party-busa mogli kontynuować dalszą jazdę, ale do klubu ostatecznie nim nie dojechali. Dalsze losy imprezowego autobusu pozostają nieznane, jednak wszystko wskazuje na to, że członkowie wytwórni nie dopilnowali pewnych wymogów technicznych pojazdu w konsekwencji czego interweniować musiał stróż prawa. Może dzięki tej sytuacji artyści na przyszłość zajmą swoje głowy kwestiami bardziej przyziemnymi niż wieczne balangowanie.
-
Madeline po wielu latach udało się wreszcie spełnić swoje marzenie – dostała się w szeregi Daily Globe, o czym poinformowała wąskie grono swoich znajomych na założonym przez siebie Lifeinvaderze. Z uwagi na brak kontaktów i informatorów postanowiła w pierwszej kolejności śledzić wydarzenia w sieci, w tym na social mediach, chcąc wyłapać kontrowersyjny temat, którym mogłaby się w pierwszej kolejności zająć. Z pomocą przyszły jej posty opublikowane przez Eelisa Forsberga oraz Fehu „Pandory” Skarsgard, które dotyczyły nierzetelnych działań funkcjonariuszy LSSD. Za pomocą portalu społecznościowego skontaktowała się z Fehu i umówiła z muzykami w celu pozyskania rzetelnych, sprawdzonych informacji do przygotowywanego artykułu. Z przebywającym wówczas w Chicago Eelisem odbyła korespondencję online. Zdobyty research oraz odpowiedź rzecznika LSSD na wystosowane przez nią oficjalne pismo pozwoliło sfinalizować artykuł, o którym poinformowała na swoim Li. 203. Rażąca niekompetencja przedstawicieli Los Santos Sheriff's Department – kulisy strzelaniny na parkingu przy Bay City Avenue __________________________________________________________________________ Madeline postanowiła wesprzeć ze strony medialnej wydarzenie jakim było United Trail Masters 1, tj. wyścig rowerowy w Paleto Bay. Pojawiła się na wydarzeniu, z którego nadała krótką transmisję live. Oburzona zachowaniem uczestników eventu napisała artykuł oraz poinformowała o jego publikacji także na swoim Li: W ramach sporządzonego przez siebie sprawozdania nie szczędziła słów krytyki w kierunku CEO McGuire and Foster LC, co spotkało się z reakcją ze strony przedsiębiorstwa, a w wydanym przez nich oświadczeniu zarzucili autorce artykułu niski poziom dziennikarstwa. Madeline nie pozostając dłużna, we właściwym sobie, zaczepnym stylu odpowiedziała na oskarżenia na swoim Lifeinvaderze. Działanie początkującej dziennikarki nie spotkało się z dobrym przyjęciem przez jej szefa przez co została wezwana na „rozmowę dyscyplinującą”. 202. Sprawozdanie i fotorelacja z wyścigu rowerowego United Trail Masters 1 w Paleto Bay – czyli słów kilka o ludzkiej niewdzięczności __________________________________________________________________________ Beckett pojawiła się na bankiecie charytatywnym Public Wine Tasting, z którego sporządziła artykuł, fotorelację, a także prowadziła krótką relację live. Jeden z organizatorów bankietu - Spencer Llyod - zgodził się na udzielenie jej odpowiedzi na kilka pytań, co stanowiło wartość dodaną w ramach sporządzonego przez dziennikarkę artykułu. O najnowszym tekście Mad poinformowała na łamach swojego Lifeinvadera. 204. Sprawozdanie wraz z fotorelacją z bankietu charytatywnego Public Wine Tasting – walka o lepsze jutro w asyście kieliszków wykwintnego wina Madeline „najechała” na wypadek drogowy w związku z czym poinformowała słuchaczy radia o utrudnieniach występujących na drodze, a także o kolejnym wypadku, jaki miał miejsce na autostradzie. Nawiązała kontakt z koordynatorem działań na miejscu, od którego uzyskała informacje na temat szczegółów zdarzenia. Mając na uwadze narastającą falę zdarzeń drogowych, postanowiła napisać o nich artykuł. Dzięki współpracy z rzecznikiem Los Santos Sheriff’s Department weszła w posiadanie nigdzie dotąd niepublikowanych informacji dot. dwóch zakończonych śledztw. Dziennikarka nawiązała współpracę z psychologiem Leonem Baldwinem, w ramach której udzielił on komentarza na temat zjawiska sucide by cop na potrzeby tematu poruszanego w artykule. Mad poinformowała o najnowszej publikacji na swoim Lifeinvaderze. 205. Desperacka ucieczka motocyklisty udaremniona przez Los Santos Sheriff’s Department – dramatyczny finał pościgu na Del Perro Freeway Madeline zrealizowała obszerny wywiad z MOXXXY. W ramach promocji swojego materiału udostępniła informację o nim na swoim lifeinvaderze. W ramach autoreklamy – info o wywiadzie pojawiło się na antenie Daily oraz na ich oficjalnym profilu Lifeinvader, co z kolei zostało udostępnione przez samą Judy. 025. MOXXXY powraca w wielkim stylu! Judy Roux o współpracy z artystami, powodach nieobecności w mediach i „Relics of the Past” – swojej najnowszej płycie! *Ponadto Madeline w ostatnim czasie wzięła udział w akcji zorganizowanej przez Fehu Skarsgard, która polegała na sprzątaniu opuszczonych, zaniedbanych grobów. W przedsięwzięciu wzięli udział funkcjonariusze z Los Santos Sheriff's Department oraz rozpoznawalne twarze ze świata show biznesu jak np.: Moxxxy, Asami Kiyoko, Eelis Forsberg, Noah Alexander i Wattie Reid.
-
082. Testosteron vs zdrowy rozsądek – kulisy konferencji VFF83
aliszyja opublikował(a) temat w Celebrity Preview
Wszyscy znamy stereotyp typowego mężczyzny z siłowni, którego wielkość mózgu jest odwrotnie proporcjonalna do wielkości jego mięśni. Niestety, niektórzy z bohaterów naszego tekstu swoim zachowaniem nie pierwszy raz potwierdzili prawdziwość tego uproszczonego przekonania. W minioną niedzielę odbyła się konferencja VFF83 promująca nadchodzącą galę, w której już 14 stycznia zmierzą się: w ramach main eventu: Matt Orton vs Paulo Rodrigues w ramach co-main eventu: Damon Cariaz vs Tristan Lyonee Jak również: William Travolta vs John Swift, Seva Jovic vs Tyler Klein oraz Sergio Matos vs Declan Dragovich. Zaraz po publikacji karty walk – Tione Carter, zawodnik federacji skomentował ją jako „najgorszą w historii VFF” – wspaniała reklama własnego pracodawcy. Nawet ptaki wiedzą, czego nie robi się we własnym gnieździe, ale Carter przez przeszło 22 lata swojego życia nie posiadł tej tajemnej wiedzy. Wspomniany zawodnik federacji dał się ponieść emocjom, o czym doniosło K.O FIGHT NEWS na swoim Lifeinvaderze. W reakcji na wystosowany wobec Tione’go zarzut od Prezesa WorldWide Federation – Maurice’go Murdock’a o niewyrażanie chęci udziału w walce, Carter publicznie wyrzucił Murdockowi, iż federacja „dała mu słabego zawodnika”. Oprócz tego, że Tione publicznie umniejszył kompetencjom kolegi po fachu przed jakąkolwiek konfrontacją z nim to w dodatku pogorszył swoją sytuację wygłaszając jakże „ciętą” ripostę. Otóż Tione Carter podważył umiejętności i doświadczenie zaproponowanego mu przeciwnika, by zastosować argument w postaci „On nawet nie ma zdjęcia profilowego na Li”. W tym miejscu mogłaby opaść kurtyna, jednak nie taka jak w teatrze, bo poczynania wspomnianego zawodnika bardziej przypominają występ w cyrku. I to dość nieudany. Carter kontynuował swoją pokrętną retorykę w komentarzach pod swoim postem, gdzie został zapytany o zasadność oceniania przeciwnika MMA po braku zdjęcia profilowego. Uznał w nich bowiem, że „Jak ktoś ma promować siebie i galę jeśli nie prowadzi profili?”. A jak na rzeczoną promocję, na której tak bardzo Panu zależy, przekłada się deprecjonowanie karty walk federacji, dla której stoczyło się niejedną walkę? Wspomniana konferencja odbyła się bez udziału zawodnika, który zawalczy w main evencie, tj. Paulo Rodriguesa. Fighter do tej pory nie ustosunkował się publicznie wobec swojej nieobecności, jednakże naszej redakcji udało się uzyskać oficjalne stanowisko fightera. Naiwnie myśleliśmy, że powodem tego, że Rodrigues nie stawił się na konferencji był wypadek losowy. Nic bardziej mylnego. Zawodnik celowo nie pokazał się na zorganizowanym wydarzeniu, co było jego manifestem i pokazem braku szacunku dla swojego przeciwnika. Ponadto jak sam Paulo napisał – „Matt Orton nie jest wart tego, abym ja marnował czas na dyskusje z nim”. Rodrigues zaoszczędził czas, a stracili go jego zwolennicy, którzy przybyli na konferencję specjalnie po to, by obejrzeć swojego idola. Tymże posunięciem Paulo okazał brak szacunku także swoim fanom. Gratulujemy. Z kolei przeciwnik Rodriguesa – Matt Orton- postanowił wyśmiać jego niestawiennictwo na konferencji na swoim Lifeinvaderze słowami „Paulo Rodrigues, gdzie uciekłeś? Kto Cię spuścił z łańcucha?” Prawdopodobnie lekcję ze szczeniackich zaczepek Orton czerpie od samego mistrza – Tione Carter’a. Dyrektor Sportowy Worldwide Federation - Gordon Cardoso w ostatnim wywiadzie dla In the cage spod szyldu Daily Globe zapowiedział, że wśród przyszłych zmian w federacji należy spodziewać się „dokładnej analizy obecnych zawodników”. Zatem czekamy, bo jak można wywnioskować po powyższej treści – jest co analizować! Czy wyżej opisane zachowanie zawodników licuje z powagą profesjonalnej federacji? Odpowiedź jest w zasadzie retoryczna. Gala VFF 83 odbędzie się już w tę niedzielę o 20 w Maze Bank Arena na Pillbox Hill. Z pewnością będziemy mogli liczyć na prawdziwe emocje, a jak to się zwykło mawiać – oktagon wszystko zweryfikuje. -
Written by Madeline Beckett- DAILY GLOBE, 09/01/2024 5 stycznia bieżącego roku około godz. 22:30 w dzielnicy Ranczo przy Jamestown Street i Carson Avenue przed lokalem Beef’n Pistols zgromadziły się liczne jednostki Los Santos Police Department oraz SWAT. O powyższym zdarzeniu powiadomił nas Vernon R. Fields – działacz społeczny oraz przyszły kandydat na burmistrza Davis, a także naoczny świadek tegoż incydentu. Okoliczności zdarzenia są niezwykle nieprawdopodobne, a wersja wydarzeń przedstawiona przez uczestników interwencji znacząco różni się od tej jaką prezentuje rzecznik LSPD. Co tak naprawdę stało się w Beef’n Pistols i która ze stron mija się z prawdą? Zgodnie z relacją obecnych na miejscu świadków - pojawienie się jednostek LSPD i SWAT na Ranczo miało wynikać z konieczności realizacji aresztowania poszukiwanego Aston’a Mills’a. Wspomniany mężczyzna jak sam przyznał w rozmowie z nami – kategorycznie zaprzecza swojemu udziałowi w przestępstwie rozboju, o które został posądzony. Jak twierdzi sam zainteresowany - gdy tylko dowiedział się, że jest on obiektem zainteresowania służb znajdujących się przed Beef’n Pistols - wyszedł przed lokal, by dobrowolnie oddać się w ręce władz i zminimalizować narażenie osób postronnych na nie tylko stresującą, ale i niebezpieczną sytuację związaną z interwencją uzbrojonych po zęby jednostek specjalnych. Jednakże obecni na miejscu funkcjonariusze zamiast dokonać aresztowania – nakazali mężczyźnie wejść z powrotem do lokalu pełnego cywili, by następnie rozpocząć działania realizacyjne z użyciem granatów hukowo-błyskowych. Zgromadzeni wewnątrz obywatele otrzymali polecenie położenia się na ziemi, w kierunku niektórych osób wycelowano nawet broń. "Wszechobecny chaos, huki i krzyki przerażonych klientów" – tak świadkowie wspominają moment wtargnięcia SWAT do Beef’n Pistols. Według oświadczenia świadków, stojąca wówczas za barem, właścicielka lokalu – Soraya Myers została obezwładniona, zakuta w kajdanki i przeszukana. Finalnie nie została nawet zatrzymana, a o powodach ww. czynności nikt jej nie poinformował. Dlaczego to wobec kobiety podjęto działania skoro to mężczyzna – Aston Mills -był podmiotem zainteresowania władz? Wspomniany poszukiwany przez organy porządkowe został aresztowany i postawiony przed sądem, by ostatecznie zostać później uniewinnionym z powodu braku dostatecznych dowodów na popełnienie przestępstwa. Jednakże dlaczego aresztowanie nie nastąpiło przed lokalem, kiedy wystąpiła ku temu odpowiednia przesłanka, a sam poszukiwany wywiesił przysłowiową białą flagę? O powyższe zagadnienia, jak również oficjalne stanowisko wobec zaistniałego incydentu zapytaliśmy rzecznika Los Santos Police Department. Organizacja porządkowa, jaką jest Los Santos Police Department w ramach przeprowadzonej akcji działała jedynie w charakterze wsparcia, a dalsze czynności prowadzone są przez Los Santos Sheriff’s Department. Mając na uwadze powyższe - z ramienia Daily Globe zostało wystosowane oficjalne pismo w tej sprawie do rzecznika LSSD w celu uzyskania odpowiedzi pytania dotyczące okoliczności całego zajścia. Czy możliwym jest, by te same posunięcia były zupełnie różne postrzegane przez obie strony tego incydentu? Świadkowie zdarzenia uważają działania obecnych na miejscu funkcjonariuszy za pochopne, nieprzemyślane i narażające na niebezpieczeństwo osoby postronne. Z kolei stanowisko LSPD jest jasne - zgodnie z ich oświadczeniem, w ramach przeprowadzonych działań nie doszło do żadnych uchybień, a funkcjonariusze działali zgodnie z obowiązującymi procedurami i wytycznymi. W omawianej historii wciąż jest wiele niewiadomych, w związku z czym będziemy na bieżąco informować o kolejnych ustaleniach poczynionych w ramach tej sprawy. FOTORELACJA ZE ZDARZENIA Chcesz dołączyć do zespołu działu Daily News? Kliknij w reklamę i złóż aplikację!
-
Written by Madeline Beckett - DAILY GLOBE 07/01/2024 Judy Roux bardziej kojarzona pod pseudonimem artystycznym MOXXXY to artystka, której nie można odmówić talentu i pracowitości. Co jednak, gdy wspomniane cechy nie wystarczą do tego by wieść szczęśliwe, spełnione życie? Ostatnie miesiące nie były dla MOXXXY łaskawe. W niniejszym wywiadzie Judy Roux po raz pierwszy publicznie odnosi się do powodów swojej nieobecności w mediach, opowiada o swojej płycie „Relics of the Past”, współpracy z artystami, a także swojej nowej roli w wytwórni Astraroth. W czasie rozmowy poruszony został temat mowy nienawiści w Internecie oraz zamiłowanie artystki do działalności charytatywnej. MB: Chciałabym Cię ba wstępie serdecznie powitać. Jest mi bardzo miło, że mogę Cię w końcu poznać osobiście. Stosunkowo dawno nie udzielałaś żadnych wywiadów. Jak to jest na nowo znaleźć się w studiu - tym razem nie nagraniowym - po tak długiej nieobecności? JR: Heeey raz jeszcze, Madeline! Mi również jest strasznie miło być Twoim gościem i porozmawiać sobie. Tak, to prawda - minęło trochę czasu od mojego ostatniego wywiadu. Aczkolwiek nie czuję się jakkolwiek spięta, wręcz przeciwnie, czuję się świetnie, że mam możliwość porozmawiać dziś z Tobą! MB: W ostatnim czasie na trochę zniknęłaś... Wokół Twojej osoby zaczęły pojawiać się liczne spekulacje. Tajemnicą poliszynela jest, że życie Cię ostatnio nie oszczędzało. Najpierw aresztowanie i wyrok dla Twojego managera Kane'a Saleh'a, potem śmierć założyciela 101 Records, tj. Blake'a Rawlings'a, finalnie zabójstwo Baby Ray'a, do którego doszło w dość ponurych okolicznościach. Jak udało Ci się przezwyciężyć te wszystkie sytuacje? I czy to właśnie one poniekąd "zmusiły" Cię do usunięcia się w cień? JR: Może zaczynając od samego końca. Yeah... Głównie to żniwiarz, który zawisł nad 101 Records sprawił, że nie tylko w szoku po tych wszystkich wydarzeniach, które tak naprawdę pociągnęły się jeden za drugim ale i również w obawie o własne życie zdecydowałam się, nazwijmy to bardziej populistycznie, schować. To był jeden z czarniejszych i cięższych okresów nie tylko w moim życiu, ale i w mojej karierze. Pamiętam, że w tamtym okresie czułam się nie tylko zagubiona i przestraszona, ale i również czułam, jakby to był zbliżający się koniec mojej kariery. Yanno - bo co dalej? Czy chcę wrócić? Czy kostucha czasem nie czeka za rogiem na mnie? To był trudny dla mnie czas, ale jednocześnie i jeden ze sprawdzianów, jaki los podstawił mi pod nos. Wierzysz w prawo równości, Madeline? Ying-Yang? MB: Wierzę. Chociaż ciężko o tę równowagę w życiu. JR: To prawda. Mnie osobiście wiara w tę prawo w pewnym stopniu podnosiła duchowo. Bo każdej burzy nadchodzi słońce. Właśnie takie nastawienie było jednym z czynników, które popchnęły mnie, by jednak spróbować wrócić do Los Santos, powrócić budować to, czego jeszcze nie skończyłam. MB: Dobrze, a czy zatem chciałabyś się odnieść do tego, co dość często zarzuca ci się w kuluarach? Mianowicie jak to było z Twoją nieobecnością na pogrzebach wcześniej wymienionych przeze mnie osób. Czy to właśnie z obawy o własne życie byłaś zmuszona odpuścić sobie obecność na tych uroczystościach? Może to najwyższa pora ostatecznie zamknąć ten temat - przynajmniej publicznie i przymknąć niektórym języki? JR: Jeśli dalej pojawiają się głosy i pytania w tej sprawie - tak, myślę, że to najwyższa pora zamknąć ten etap. Tak, w tamtym momencie nie tylko obawa o zdrowie i życie ale i również mój stan psychiczny nie pozwolił mi pojawić się na ceremonii pogrzebowej. To była dla mnie trudna decyzja by odpuścić ostatnią drogę Blake'a oraz Braylon'a. MB: W takim razie - przeszłość zostawiamy za sobą i skupmy się na przyszłości. Nie jest tajemnicą, że przyczynkiem do naszego spotkania jest wydanie Twojej nowej płyty - "Relics of the Past". Mam całą masę pytań, ale w pierwszej kolejności chciałabym zaspokoić moją osobistą ciekawość. Przekazałaś informacje o tym, że CAŁY dochód z płyty zostanie przekazany jako datek dla dwóch placówek medycznych w Twojej rodzinnej Arizonie. Skąd taka decyzja? Zazwyczaj artyści decydują się na przekazanie jakiegoś procentu zysku, ale... całej gaży? To dość rzadko spotykany krok. JR: Ta decyzja... To tak naprawdę był w pewnym sensie spontan z mojej strony. Zastanawiałam się jak mogę pomóc innym i moje myśli zawirowały wokół przyjaciółki mojej kuzynki, u której niedawno wykryto nowotwór. Jest to bardzo ciężki temat w życiu osób, które z nim walczą i ich bliskich. Gdy odwiedziłam ją podczas ostatniej wizyty w rodzinnym Phoenix, stwierdziłam, że chciałabym by zarówno ona jak i reszta dzieciaków w Children's Centre miały jeszcze lepsze warunki podczas pobytu w placówce. Cała gaża - cóż, myślę, że to też i kwestia mojego własnego podejścia do zarobków. Zawsze staram się inwestować cały zarobiony kapitał w swoje dalsze projekty, by dawać ludziom jak najwięcej od siebie. Tym razem moim projektem było właśnie wsparcie dwóch placówek medycznych. MB: No właśnie. Nie od dziś wiadomo, że uwielbiasz udzielać się w akcjach charytatywnych: zbiórka dla zwierzaków w Israfel, odwiedziny w szpitalu, gdzie wręczyłaś świąteczne paczki dla chorych dzieci. Czy choćby ostatnia inicjatywa Fehu Skarsgard dotycząca sprzątania grobów, w której miałam okazję osobiście zobaczyć Cię w akcji. Skąd u Ciebie aż tak intensywna potrzeba pomagania? Miałaś to od zawsze czy uwydatniło się to w pewnym etapie życia? JR: To chyba wszczepiona w geny empatia. Yeah - to prawda, trochę się tego w ostatnim czasie nazbierało. Dlaczego? Myślę, że niesienie pomocy potrzebującym daje mi satysfakcje. Kiedyś moja kochana mama, Annette - pozdrawiam Cię z tego miejsca, mamo i dziękuje za wszystko! - nauczyła mnie hasła "dobro wraca". Pamiętam, że pierwotnie byłam zdystansowana i kompletnie w to nie wierzyłam, aczkolwiek gdy faktycznie ta empatia poczęła się u mnie objawiać to zaczęłam powoli wierzyć w to hasło. Może to efekt placebo? Można nad tym debatować i szukać czy to prawda czy też nie - ale osobiście czuję się po prostu lepiej duchowo, gdy mam możliwość komuś pomóc gdy jest w faktycznej potrzebie. MB: Żeby chociaż ćwierć naszej populacji miałoby w sobie tego rodzaju gen to żylibyśmy w zdecydowanie lepszej rzeczywistości... Wróćmy do płyty. Na swoich mediach napisałaś, że "Relics of the Past" to swego rodzaju "testament". Na boga! Masz zaledwie 23 lata, to chyba przedwczesne deklaracje? Oczywiście wiem, że to pewna alegoria, ale czy to nie za wcześnie na choćby metaforyczne sformułowania? JR: Phah, to prawda, masz rację, Madeline. Po czasie dopiero zrozumiałam jak złego słowa użyłam w tamtej wypowiedzi i jak mogłam obudzić w ludziach zaniepokojenie. Najmocniej was wszystkich przepraszam za to! Nigdzie się nie wybieram jeszcze! Relics to bardziej swojego rodzaju kartka z dzienniczka, który może i nie każdy ale większość pewnie prowadziła - Nie tylko z mojego ale i również każdego z artystów, którzy pojawili się na tym projekcie - Ruby czy Seth'a. MB: Nie powiem, serce zabiło mi mocniej czytając te słowo. Szczególnie mając na uwadze to, że życie ostatnio nie było dla Ciebie szczególnie łaskawe. Nie mniej jednak, cieszę się słyszeć Cię tak rozbawioną.... Moje "lęki" były na szczęście niesłuszne Otóż to, Ruby i Seth. Czym kierowałaś się przy wyborze osób, z którymi miałaś współpracować przy swojej najnowszej płycie? Ruby Cooper i Ty to w zasadzie... dwa przeciwległe bieguny. Jak udało Wam się połączyć swoje zupełnie odmienne charaktery i wizje? JR: Ciebie i również za to przepraszam! Damn, aż mi głupio przez taką wpadkę… Okay, dlaczego Ruby i Seth, yeah? Cóż. Relics pierwotnie miało mieć nieco inny wydźwięk. Miało być głośnym krzykiem buntu, głośnym krzykiem wołania o pomoc. Stąd potrzebowałam odpowiedniej osoby do tego by ten krzyk był jak najbardziej szczery i prawdziwy. Spędziłam długie godziny rozmyślając nad tym jak tę wizję "ugryźć". Kogo do tego wykorzystać. Finalnie zdecydowałam się powrócić do tego wizerunku, którego łatkę mi przypięto i z którym każdy mnie utożsamia na rzecz tego projektu. Powrócić do subkultury Cyberpunk, z której tak naprawdę powstała cała Moxxxy. Mając te dwa hasła przy sobie - krzyk i cyberpunk - połączyłam je ze sobą. Cyber. Punk. I tak przybiłam pinezkę w nurt i reprezentanta tego nurtu, którego potrzebowałam. Research na temat punków w LS to dość obszerna lektura, nad którą spędziłam trochę czasu. Przewertowałam wielu artystów, wiele zespołów. Najbardziej w oczy jednak rzuciła mi się Ruby i stąd też zdecydowałam się uderzyć właśnie do niej o współpracę. To fakt, że reprezentujemy dwa różne światy i to wręcz dało się od razu dostrzec gdy po raz pierwszy się spotkałyśmy - było niezręcznie ale i zarazem wesoło, phah. Ale sztuka niejedno ma imię i i to właśnie w jej imieniu zaczęłyśmy pracować nad połączeniem tych dwóch światów w jeden, wspólny. MB: Wspomniałaś o "przypinaniu łatki". Wielu z nas pamięta słowa Nannie Larocque, która po incydencie Twojego managera zarzuciła Ci "spoufalanie się z kryminalistami". Nie bałaś się po tym wszystkim podejmować współpracy z Sethem Dagaardem, mając na uwadze to, że w przeszłości miał problemy z prawem? Nie obawiałaś się znowu dopięcia tej "łatki"? JR: Tutaj myślę, że odpowiedź za mnie udzieliło Astaroth. Jeśli Eelis i Fehu mu zaufali, dając mu szansę rozwoju w Astaroth - sama zdecydowałam się mu zaufać. Pod aspektem twórczym i patrząc na czas jaki spędziliśmy razem w studiu podczas tworzenia Relics of the Past, uważam, że wykazał się za naprawdę nietuzinkowego i kreatywnego artystę, a jego słowotwórstwo i pomysły idealnie domknęły brakującą lukę w całym projekcie. MB: W swojej karierze miałaś okazję współpracować zarówno z topowymi artystami, jak i z tymi mniej rozpoznawalnymi. Jak np. wspomniana Ruby czy Seth. Czy odczuwasz jakieś wyraźne różnice pomiędzy kolaboracją z osobami z większym i tymi z mniejszym doświadczeniem muzycznym? Czy współpraca z którąś z tych dwóch "grup" układa się lepiej? Czy może większe znaczenia odgrywa tu sama osoba niżeli jej dotychczasowe osiągnięcia i praktyka muzyczna? JR: Na to pytanie nie ma tak naprawdę jednoznacznej odpowiedzi, Madeline. Tak naprawdę wszystko zależy od samego artysty. Doświadczenie ma swoje przełożenie na to jak taki artysta czuje się w studiu, ma świadomość całego procesu twórczego i wie jakie są etapy, et cetra. Osobiście, gdy współpracuję już z kimś w studiu to zawsze staram się doskonale zrozumieć wizje kreatywne tej osoby - zawsze dokładnie badam grunt przed zapoznając się z postacią i jej dyskografią, przed rozpoczęciem prac dokładnie dopytuje o wizje całego utworu - a w przypadku gdy to jest coś mojego to dokładam wszelkich starań by wziąć najmocniejsze cechy i przysłowiowe włożyć i połączyć z moim światem. Ten proces potrafi być długi, czasami męczący w zależności od artysty - ale koniec końców to nowe doświadczenie dla dwóch stron. Więc... Yeah. Myślę, że tutaj zarówno i osoba z jednej strony gra główne skrzypce, zaś z drugiej jej doświadczenie. MB: W ostatnim czasie okazałaś tez niemałe wsparcie dla początkującej DJki i producentki - H3XE. Naprawdę przemiło się patrzy, gdy większy artysta pomaga tym mniejszym. Zastanawia mnie, czy ma to drugie dno? Freya Sauber to osoba, z którą rozważasz jakąś współpracę w niedalekiej przyszłości? Czy może ta chęć pomocy i docenienia wynikała z faktu, że widzisz w tej dziewczynie odbicie samej siebie? W końcu obie jesteście utalentowane, ambitne i niesamowicie pracowite. JR: Freya. Tak, dziewczyna ma cholerny talent i zaskoczyła mnie mocno, gdy natrafiłam na jej twórczość. Podoba mi się to jak potrafi operować dźwiękami, jak bardzo kreatywnie podchodzi do swojej twórczości i swojej persony. Pierwotnie gdy na nią natrafiłam to skupiłam się wyłącznie na jej dotychczasowej twórczości. Ale gdy obejrzałam nagrywki z jej występów - damn, aż dostałam gęsiej skórki. Myślę, że to wsparcie mogę też nazwać naszą wspólną grą przy której dobrze obydwie się bawimy. Mam doskonałą świadomość, że jestem dla Freyi idolką i jak bardzo ten odzew jaki ode mnie dostała był dla niej motywujący do dalszego działania i rozwoju. No i myślę, że nie tylko jej umiejętności są powodem dlaczego zdecydowałam się jej pomóc. Kunszt muzyczny, prowadzenie imprez, stawianie pierwszych kroków wśród bardziej uznanych artystów, pierwsze kontrakty - god damn, patrząc na nią mam dosłownie deja vu, jakbym obserwowała młodszą wersję Moxxxy gdy ta jeszcze raczkowała. Mam nadzieję, że ta dziewczyna rozwinie skrzydła i pokaże nie tylko temu miastu na co ją naprawdę stać. Może kiedyś to ona tu będzie siedziała a ja będę jej skrytą idolką? MB: Podsumowując Twoją najnowszą płytę. Czym jest w zasadzie dla Ciebie "Relics of the Past"? Tytułowym reliktem przeszłości i próbą odcięcia się od niej? Czy może nowym rozdziałem? JR: Relics of the Past to dla mnie pewnego rodzaju spojrzenie na fotografię ukazującą przeszłość. Przeszłość ubraną w klimaty teraźniejszości - stąd mamy mieszankę problemów natury psychicznej, problemów społecznych i wszystko to okraszone w futurystycznych klimatach dystopijnej przyszłości. Zdecydowanie jest to dla mnie wyróżniające się i jedno z najbardziej dojrzałych dzieł, jakie miałam okazję stworzyć. Coś, co wyróżnia się pośród moich dotychczasowych moody, hipnotyzujących dźwięków, które zapewniały odrobinę odcięcia się od rzeczywistości, zapomnienia o wszystkim i oddaniu się zabawie. Coś kompletnie odwrotnego - szczera rozmowa z samym sobą i jasny sygnał dla tych, którzy walczą z własnymi demonami, że nie są w tym sami. Myślę, że artwork, który utworzyła moja cudna grafik, Alice, idealnie reprezentuje właśnie nastrój jak i przesłanie tego, co usłyszy słuchacz gdy tylko uruchomi te EP. I tak - jest to w pewnym nowy rozdział a zarazem zamknięcie starego rozdziału. Wszystkie emocje, które towarzyszyły mi podczas wydarzeń z ostatnich miesięcy jak i lat zostały w tym szczelnie zamknięte. Pora rozpocząć pisać kolejny dział. MB: Zastanawia mnie pewna dysproporcja. Twoja debiutancka płyta "Cult of the Moxxxes" zawierała łącznie 30 utworów. Natomiast "Relics of the Past" ma ich zaledwie 6. Zaczynasz stawiać na minimalizm? Wyznawać zasadę "mniej znaczy więcej"? JR: Cult of the Moxxxes było moim magnum opus. Projektem, nad którym spędziłam długie miesiące by złożyć go w całość. Jednym, wielkim eksperymentem w poszukiwaniu własnego "ja" w świecie dźwięków muzyki elektronicznej. Z łatwością można usłyszeć te dysproporcje między utworami - jedne są zdecydowanie mocniejsze, inne bardziej melodyjne, jeszcze inne stawiają na symbiozę przy łączeniu gatunków. Nie chciałam przy tym wszystkim ograniczać się pod kątem ilości stąd też dałam słuchaczom zdecydowanie więcej siebie. Relics of the Past to zaś mniejszy projekt, który jasno od samego początku był stawiany na bycie EP a nie LP. To miał być krótki dialog ze słuchaczem, który mógłby utożsamić się z dziełem nie tylko lirycznie ale i również melodyjnie. Nie jest to nic w kierowaniu się "mniej znaczy więcej" - wszystko tak naprawdę zależy od całego aspektu twórczego i planu samego projektu w jego pierwszych chwilach powstawania. Madeline Beckett mówi: Rozumiem. W trakcie naszej rozmowy wspomniałaś o swojej nowej wytwórni - Astaroth. Obiło mi się ostatnio o uszy, że stałaś się nową v-CEO. Jak czujesz się w nowej roli? Przybyło Ci obowiązków? JR: Oh, zdecydowanie, phah! Rola v-CEO to już coś więcej niż tylko bycie artystą. Teraz nie tylko tworzę POD marką wytwórni Astaroth ale i również tworzę samo Astaroth. Jest to na pewno coś mocno odpowiedzialnego i wymagającego pracy ale cieszy mnie to, że mogę dokładać cząstkę siebie przy tworzeniu tej marki. Nie powiem, bardzo mnie cieszy, że Eelis i Fehu uraczyli mnie tak wielkim kredytem zaufania i czuję wewnętrzny obowiązek udowodnić nie tylko sobie, im ale i wszystkim, że Astaroth dopiero rozwija skrzydła i będzie o nas głośno jeszcze nie raz. Oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu! Sam fakt nowej roli, nowego zawodu w moim życiu zawodowym to coś bardzo interesującego. To nowe wyzwania, przed którymi staję i czuję się świetnie mogąc się rozwijać. MB: W takim razie pragnę Ci pogratulować, bo to na pewno dość duży kamień milowy w Twojej karierze i jak wspomniałaś nowe wyzwanie, któremu z pewnością sprostasz. Pozostańmy w temacie branży rozrywkowej, jednak interesuje mnie Twój punk widzenia dotyczący tego, co dzieje się w świecie wirtualnym. Dość aktywnie działasz na swoim lifeinvaderze. Czy zdarza Ci się śledzić także kontrowersyjne treści, jakie są tam zamieszczane? Jaki jest Twój stosunek do medialnej fali krytyki, która często wylewa się na tej platformie? JR: To tak naprawdę wszystko zależy o jakiej fali krytyki mówimy - jeśli jest to krytyka uargumentowana, poparta zdaniem i dowodami i nie jest to czysty hate speech to jest to forma krytyki, którą mocno szanuje i obserwuje, czekając na efekty końcowe. Dobrym przykładem jest chociażby ostatnia medialna burza, która wylała się po tym jak Eelis wytknął marce LOSARI bardzo nietrafny chwyt marketingowy. Czym innym jest czysty hate speech, który wylewa się w niektórych komentarzach. Czysty, nazwijmy to przysłowiowo, jad, który wylewa się osoby, nie jest niczym nowym a wręcz stało się to już dzisiaj czymś normalnym, co powinno budzić zmartwienie. Wydawać by się mogło, że to tylko kilka pustych słów rzuconych na wiatr lecz jeśli zbierzemy kilkanaście takich wypowiedzi w kupę, skierowanych w jedną osobę - potrafi to naprawdę zaszkodzić zdrowiu psychicznemu osobie atakowanej. Jest to też niestety coś z czym my, jako artyści i zarazem osoby publiczne musimy się liczyć, niestety. Osobiście kompletnie nie popieram takiego pustego, chamskiego i wręcz toksycznego hate'u. MB: Ostatnio celem takiego zmasowanego ataku internautów stał się KELLY, z którym miałaś okazję współpracować. Czy według Ciebie te bardzo gorzkie słowa krytyki, jakie otrzymał od chociażby Twoich współpracowników z wytwórni tj. Wspomniany Eelis i Fehu były zasadne? Czy może poszło to o krok za daleko? JR: Uważam, że było to zasadne. Patrząc na całość tej sytuacji od początku, to post Eelisa był konstruktywną krytyką skierowaną w kierunku zarówno marki LOSARI, jak i również w samego KELLY'ego. Odpowiedzi z obydwu stron po czasie również spłynęły, wyraźnie nie zgadzając się ze zdaniem Eelisa, nawet wręcz go atakując - tak, nawiązuje tutaj do nagranego przez KELLY'ego dissa. Kolejna odpowiedź ze strony Eelisa to znowu krytyka, która była uzasadniona oraz uargumentowana. Fala krytyki, która po tym wszystkim spłynęła na KELLY'ego to była najzwyczajniej w świecie zwykła wypadkowa jego działań i decyzji jakie podjął podczas tej dramy. I o ile osobiście akceptuje komentarze w kierunku KELLY'ego przez internautów, którzy jasno deklarują mu, że Eelis ma racje, o tyle nie akceptuje żadnych death wish czy innych skrajnych wypowiedzi, które mogą krzywdzić. Osobiście mam nadzieję, że KELLY wyciągnął z tego lekcje i wnioski. MB: Zatem do której kategorii zaliczyłabyś słowa Eelisa "Kenny to ku**a, Kelly to lebiega" oraz "Dlaczego Kelly to kłamliwa różowa sztuczna pi**a"? JR: Tutaj warto zauważyć całokształt postaci Eelisa i jego wizerunku artystycznego jako wokalisty Soul Evisceration. Nie jest to persona, która produkuje PG content a content przeznaczony dla osób dojrzałych i dorosłych. Wulgarność w twórczości Eelisa i Soul Evisceration to nic nowego. I taki też potrafi bywać Eelis - dosadnie szczery. Może to było nie do końca na miejscu, lecz uważam, że odpowiedział tonacją, jaką narzucił mu sam KELLY w trakcie dissu. Mogę się mylić, ponieważ nie zapamiętałam całej liryki utworu, ale zdaje mi się, że tam również padały niecenzuralne określenia w kierunku Eelisa. Z drugiej strony - to też poniekąd i męski świat, innit? MB: To prawda, za mężczyznami trudno nadążyć. Zatem wróćmy do Ciebie. Naszą rozmowę zaczęłyśmy wspominając tę gorszą część Twoich ostatnich doświadczeń. Natomiast nieubłaganie zbliżamy się do finału naszego wywiadu, zatem chciałabym go zakończyć dla równowagi pozytywnym akcentem. Początek nowego roku to doskonała pora na podsumowania. Czego nauczył Cię miniony 2023 rok i co dobrego Cię w nim spotkało? JR: Szczerze? Nie zrobiłam sobie nawet jeszcze takiego podsumowania pod kątem kariery ale jeśli już zadałaś pytanie to myślę, że to będzie chyba idealny moment by podsumować ten rok. Myślę, że zdecydowanie ten rok mogę zaliczyć do udanych mimo wielu potknięć i niefortunnych bądź smutnych chwil. Nauczyłam się przede wszystkim jak pracować z artystami, jak ich rozumieć oraz jak zrozumieć samą siebie pod kątem twórczym. Możliwość współprac z topowymi artystami jak Asami czy Breedlove wiele mnie nauczyła i pomogła też w pewnym sensie odnaleźć siebie. Na pewno też nie mogę zapomnieć o wsparciu i wiedzy jaką dostałam zarówno od Kane'a jak i świętej pamięci Blake'a. To dzięki ich naukom dziś czuję się swobodnie w mojej nowej roli v-CEO wytwórni Astaroth Records. Występ na Alterdrome Music Festival pozwolił mi posmakować występu na wielkiej scenie przez zdecydowanie większą publiką niż w klubach i po dziś dzień pozytywnie powracam myślami do tamego show. Cult of the Moxxxes jak i Relics of the Past, które wypuściłam w tym roku to też kolejny pozytyw tego roku - są to projekty, nad którymi spędziłam długi czas i bardzo cieszy mnie to jak ciepło zostały przyjęte przez słuchaczy. Uhm, co jeszcze mogłabym tutaj wymienić... Ah, no i właśnie poruszana też dzisiaj możliwość pracy z mniejszymi artystami - to też bardzo przyjemne doświadczenie, kiedy mogłam pomagać im się ukierunkować i podzielić się z nimi swoim doświadczeniem! MB: W takim razie jakie plany na obecny rok? Szykujesz coś specjalnego dla swoich fanów? JR: Przede wszystkim sprawić by ten rok był zdecydowanie lepszy od poprzedniego. Póki co mam kilka wizji, które będę chciała na przełomie najbliższych tygodni zacząć rozplanować. Na pewno pojawi się kolejny EP bądź album - ale póki co wiele nie mogę jeszcze zdradzić. Myślę, że nikt nie będzie zawiedziony. MB: Mam nadzieję, że uda Ci się zrealizować wszystkie Twoje zamierzenia i ten rok faktycznie będzie dla Ciebie łaskawszy. No i że osiągniesz swoje upragnione ying i yang, bo to po prostu Ci się należy! Pozostaje mi życzyć Ci wszystkiego dobrego i dalszych sukcesów. JR: Dziękuje bardzo, Madeline! Jestem dobrych myśli i rozpoczynam ten rok na pewno pozytywnie! Może i jestem tutaj jako gość aczkolwiek ja sama chciałabym i Tobie życzyć samych sukcesów i przede wszystkim dużo szczęścia i dobrej energii w tym roku!
-
juicy talk-tails 004 JUICY TALK-TAILS by Alyssa Marchesi: ROLEPLAY [+18]
aliszyja odpowiedział(a) na Lori temat w Daily Talk Shows
**Madeline wysłuchała audycję z łezką w oku, bo jedyne, co jej sprawia przyjemność - to praca.**🥲 -
Written by Madeline Beckett- DAILY GLOBE, 05/01/2024 W dniu 1 stycznia krótko po godzinie 21 informowaliśmy Was w ramach prowadzonej transmisji live o utrudnieniach drogowych występujących na autostradzie w okolicy Equality Ave i Red Desert Ave, gdzie miało wówczas miejsce zdarzenie drogowe, wskutek którego zginęła jedna osoba. Dzięki współpracy z Sheriff’s Information Bureau poznaliśmy zatrważające okoliczności tego zdarzenia, które zostaną przedstawione w dalszej części artykułu. Tego samego dnia w zbliżonej godzinie, jednak w innej części miasta przy San Andreas Ave i Palomino Ave również doszło do wypadku drogowego. Wówczas poszkodowana została ranna jedna kobieta, która w momencie transportu do placówki medycznej była już przytomna. Na miejscu trwały prace służb porządkowych, a część drogi była zablokowana. Dzięki informacji od przedstawiciela Los Santos Police dowiedzieliśmy się, że obecna na miejscu kierująca pojazdem została aresztowana pod zarzutem spowodowania wypadku drogowego. W pierwszy dzień nowego roku około godziny 21 funkcjonariusze ze stacji dziewiątej z miasta West Vinewood podczas patrolu zwrócili uwagę na mężczyznę poruszającego się motocyklem marki Maibatsu Manchez. Wspomniany kierujący miał łamać przepisy ruchu drogowego poprzez przekraczanie prędkości, w związku z powyższym podjęto czynności, mające na celu jego zatrzymanie do kontroli drogowej. Jednakże motocyklista zignorował sygnał funkcjonariuszy i zaczął się oddalać. Pościg podjęto na Little Seoul, a następnie kontynuowano na pobliskiej autostradzie. Uciekający kierujący stwarzał realne zagrożenie dla pozostałych uczestników ruchu drogowego poprzez notoryczne przekraczanie prędkości, a także jazdę pod prąd. Działania mające na celu ujęcie uciekającego motocyklisty trwały do 21:13, bo to właśnie wtedy na Del Perro Freeway ww. zakończył nie tylko swoją ucieczkę, ale również swój żywot. Mężczyzna próbując wymknąć się ścigającym go funkcjonariuszom wjechał wprost pod nadjeżdżający radiowóz. Motocyklista kierował swoim pojazdem bez kasku, co okazało się dla niego wyjątkowo zgubne w skutkach. W momencie upadku przy zderzeniu z pojazdem służb, uciekinier uderzył głową w pushbar samochodu należącego do floty LSSD. Obecni na miejscu zastępcy szeryfa natychmiast podjęli czynności ratunkowe wobec rannego mężczyzny, które następnie zostały przejęte przez paramedyków z Davis Community Medical Center. Niestety, mimo natychmiast udzielonej pomocy – mężczyzna poniósł śmierć na miejscu. W sytuacjach takich jak ta, niezbędne jest wszczęcie postepowania wyjaśniającego, mającego na celu rozstrzygnięcie czy działania funkcjonariusza prowadzącego pojazd były zgodne z literą prawa i obowiązującymi procedurami departamentu. W tym celu na miejsce zdarzenia przybyły jednostki z biura wewnętrznego oraz biura zabójstw. Ponadto na miejscu śmiertelnego wypadku pojawili się detektywi oraz koroner, a odcinek autostrady był zablokowany przez kilka godzin aż do końca trwania czynności prowadzonych przez śledczych. Kierowcę radiowozu, w który uderzył motocyklista, tj. zastępcę szeryfa Raymonda Overton’a zawieszono w wykonywaniu czynności służbowych oraz odebrano mu broń – do czasu wyjaśnienia okoliczności i przebiegu zdarzenia. Śledztwa wszczęte wobec zastępcy szeryfa zostały zakończone, a sam funkcjonariusz został uniewinniony. Stwierdzono, iż kierujący pojazdem zastępca mimo minimalnego czasu reakcji podjął czynności zmierzające do uniknięcia zdarzenia poprzez hamowanie. Ponadto zgodnie z obowiązującymi procedurami, jak również prawem stanu San Andreas funkcjonariusz mógł użyć pojazdu w celu udaremnienia pościgu motocyklisty, który swoim zachowaniem stwarzał śmiertelne zagrożenie dla pozostałych kierowców na drodze. Do wyjaśnienia pozostał zatem powód, dla którego motocyklista zdecydował się uciekać. Najczęściej do takich zalicza się chęć uniknięcia przez sprawcę odpowiedzialności za popełniony czyn, brak uprawnień do kierowania pojazdem czy chociażby uniknięcie aresztowania w związku z posiadaniem statusu osoby poszukiwanej. Jednakże wspomniany uciekinier zrobił to z innego powodu. Na telefonie zmarłego motocyklisty znaleziono wiadomości, w których deklarował on chęć popełnienia samobójstwa, informację tę wysłał do kilku kontaktów zapisanych w urządzeniu. Powyżej opisane zdarzenie zostało zakwalifikowane jako suicide-by-cop. O psychologiczne uwarunkowania tego rodzaju samobójstwa zapytaliśmy specjalistę od zdrowia psychicznego – psychologa Leona Baldwina, który jest także autorem książek takich jak „Moja teoria sukcesu” czy „Bałagan”. Co za tym powinno zwrócić naszą uwagę? Jak zachowuje się osoba, która może chcieć odebrać sobie życie? Niewinne żarty o samobójstwie mogą (ale nie muszą) zwiastować, realne plany. Naszą wzmożoną czujność powinno wywołać także nagłe pozbywanie się rzeczy przez bliską nam osobę, jeżeli wcześniej nie miała do tego skłonności. Gwałtowna zmiana nastroju z depresyjnego na euforyczny również może być niepokojącym zwiastunem. Nagła poprawa nastroju może być bowiem spowodowana poczuciem ulgi u przyszłego samobójcy z powodu podjęcia przez niego ostatecznej decyzji o odebraniu sobie życia, oznaczającą kres jego cierpienia. Należy pamiętać, że samobójcy nie chcą umierać – oni po prostu nie mogą już dłużej żyć. Jednak dzięki odpowiednio wczesnej reakcji możemy uratować niejedno istnienie. Chcesz dołączyć do zespołu działu Daily News? Kliknij w reklamę i złóż aplikację!
-
MADELINE BECKETT urodzona 5 września 2002 roku to wywodząca się ze stosunkowo skromnie usytuowanej rodziny Amerykanka. Pochodzi z malowniczego Malibu, gdzie wraz z rodzicami zajmowała się prowadzeniem rancza. Choć Mad ma zaledwie 22 lata, to jej wygląd sugerować może, że jest nieco starsza, szczególnie, że zazwyczaj ukrywa się pod grubą warstwą ciężkiego makijażu, dodającego jej lat. Duża ilość rodzeństwa, jak i trudna sytuacja rodzinna zmusiły ją do tego, by wcześnie dorosnąć i jako najstarsza z pięciorga dzieci, odciążyć swoją rodzicielkę w trudach codziennego życia. Momentem wyjątkowo trudnym dla wówczas 14-letniej dziewczyny była śmierć jej ojca, który przedwcześnie opuścił swoją rodzinę po kilkumiesięcznej walce z rakiem płuc. Dla Madeline był to szczególny cios z uwagi na to, że ojciec był najbliższą jej osobą i jednocześnie jedyną, która wspierała ją w jej marzeniu, by zostać dziennikarką. Stosunki Mad z jej matką Amelią można subtelnie określić jako skomplikowane. Rodzicielka dziewczyny przerzuciła na nią całą swoją złość związaną z wczesną, niechcianą ciążą Matka w swojej pierworodnej widziała wszystko to, co najgorsze, utożsamiając jej pojawienie się na świecie ze zniszczeniem swojego dotychczasowego, beztroskiego życia. Madeline uciekała zatem od smutnej rzeczywistości w fikcyjną, którą poznawała, czytając książki. Z biegiem czasu ukojenie zaczęło jej przynosić także pisanie różnorodnych treści. Gdy była jeszcze nastolatką zaczęła pisać artykuły jako ghostwriter dla miejscowej prasy, co pozwoliło jej nie tylko zarobić swoje własne pieniądze, ale również spełnić się w pisaniu dla szerszej gamy odbiorców. Przed śmiercią ojca, Madeline złożyła mu obietnicę dotyczącą tego, że nie zrezygnuje ze swojej miłości do pisania i spróbuje swoich sił w dziennikarstwie. Obietnica dana ojcu, narastające kłótnie z matką, jak i coraz bardziej pogarszająca się sytuacja finansowa rodziny Beckettów zmobilizowała Mad do wyjazdu do Los Santos. To właśnie tutaj zaczęła stawiać swoje pierwsze nieśmiałe kroki. Początki nie były łatwe, wielkomiejski pęd życia początkowo ją przytłaczał i odebrał jej do tej pory mocno ugruntowaną pewność siebie. Aby zarobić na swoje utrzymanie zatrudniła się w Moka Cafe, co dało jej nie tylko pierwszy zastrzyk gotówki, ale i dobitnie utwierdziło ją w przekonaniu, że stanie za ladą i obsługa często roszczeniowych klientów nie jest tym, co chciałaby w życiu robić. Madeline porzuciła niesatysfakcjonującą ją pracę i udała się na rozmowę kwalifikacyjną do Daily Globe, do czego w dużej mierze zmotywował ją „ojciec” jej sukcesu. Mimo niewielkiego doświadczenia Mad dostała szansę, którą postanowiła maksymalnie wykorzystać. Madeline swoją działalnością chce dążyć do stania się synonimem dziennikarki nie idącej na kompromisy, nie bojącej się poruszać niewygodnych tematów i nie szczędzącej gorzkich słów krytyki, gdy ktoś na nią zapracuje. Jej dotychczasowe artykuły są tego zwiastunem. Obnażanie ludzkiej niekompetencji, bycie w środku najważniejszych wydarzeń i wspieranie skromnych inicjatyw społecznych to kluczowe punkty, jakie Mad zamierza realizować w ramach swojej działalności dziennikarskiej. DOTYCHCZASOWA DZIAŁALNOŚĆ W DAILY GLOBE DAILY NEWS 202. Sprawozdanie i fotorelacja z wyścigu rowerowego United Trail Masters 1 w Paleto Bay – czyli słów kilka o ludzkiej niewdzięczności 203. Rażąca niekompetencja przedstawicieli Los Santos Sheriff's Department – kulisy strzelaniny na parkingu przy Bay City Avenue 204. Sprawozdanie wraz z fotorelacją z bankietu charytatywnego Public Wine Tasting – walka o lepsze jutro w asyście kieliszków wykwintnego wina 205. Desperacka ucieczka motocyklisty udaremniona przez Los Santos Sheriff’s Department – dramatyczny finał pościgu na Del Perro Freeway WHAT IN MUSIC INDUSTRY 025. MOXXXY powraca w wielkim stylu! Judy Roux o współpracy z artystami, powodach nieobecności w mediach i „Relics of the Past” – swojej najnowszej płycie! SOCIAL MEDIA Lifeinvader OOC
-
Written by Madeline Beckett- DAILY GLOBE, 03/01/2024 Wczorajszego wieczoru w budynku Los Santos Golf Club odbyło się wydarzenie zatytułowane jako Public Wine Tasting. Organizatorami przedsięwzięcia byli: Spencer Lloyd – właściciel i prezes stowarzyszenia, Howard Behr oraz Lorenzo Montero, będący członkami zarządu Great Western Club. Po przemówieniach organizatorów oficjalnie rozpoczęto imprezę. Przy akompaniamencie muzyki klasycznej, kelnerki z Marlowe Restaurant z gracją raczyły zgromadzonych gości różnego rodzaju winami, których specyfika była na bieżąco objaśniana wszystkim zgromadzonym. Konsumpcja wina była jedynie pobocznym elementem wydarzenia, gdyż jego głównym celem była akcja charytatywna polegająca na licytacji trzech przedmiotów. Oprócz tego można było również zakupić butelki wina za nieustaloną cenę – każdy mógł przeznaczyć taką kwotę, na jaką był sobie w stanie pozwolić. Dochód uzyskany z licytacji oraz sprzedaży zostanie przekazany na badania dotyczące nowotworów skóry. Wspomnianą licytację otwarła butelka wina Marlowe Rosso Riserva, które została sprzedana za 270 tysięcy dolarów. Drugim z przedmiotów wystawionych na licytację była torba z profesjonalnymi kijami golfowymi ProLaps sygnowanymi logiem stowarzyszenia Great Western Club. Niniejszy przedmiot został wylicytowany za sumę 100 tysięcy dolarów. Największą furorę zrobił ostatni z przedmiotów wystawionych na licytację, a bym nim ofiarowany przez Keitha Blackwooda zegarek szwajcarskiej manufaktury - Richard Mille, który został sprzedany za zawrotną sumę 600 tysięcy dolarów. Okazji do wsparcia podobnych inicjatyw będzie więcej, gdyż zgodnie z zapowiedzią organizatorów – Public Wine Tasting było pierwszym z planowanych cyklicznych wydarzeń o podobnym charakterze. Z pewnością organizacja tego rodzaju przedsięwzięć nie tylko pozwoli rozpromować działalność stowarzyszenia i pozyskać nowych członków, ale również przyczyni się do zrobienia czegoś dobrego. Jeden z organizatorów, którym był Spencer Lloyd, wyraził chęć udzielenia odpowiedzi na kilka kluczowych pytań dotyczących całokształtu wydarzenia. Otwarty charakter wydarzenia mógł rodzić pewne obawy o to, czy wszystko przebiegnie po myśli organizatorów. Bowiem na wspomnianym bankiecie mógł pojawić się każdy mieszkaniec Los Santos pod warunkiem dopasowania się do obowiązującego dress code’u. Niestety, nie każdy wziął sobie do serca zalecenia odnośnie do tego, jakie ubrania należy na siebie założyć. W konsekwencji, zalecenie dobierania sukienki z długością trzech cali nad kolano nie przez wszystkie kobiety obecne na wydarzeniu zostało poszanowane. Kreację niektórych pań pokazywały dużo, ale na pewno nie elegancję. Należy mieć zatem nadzieję, że na kolejnych tego typu wydarzeniach spełnianie standardów zalecanego ubioru będzie bardziej weryfikowane. Nieprzyłożenie wagi do ubioru gości to jedyny zarzut, jaki można poczynić wobec organizacji całego wydarzenia. Bezpieczeństwo na evencie zapewniała firma ochroniarska Gruppe Sechs, którą należy pochwalić za niezwykłą dyskrecję i „kamuflaż” pośród wszystkich innych gości, nie powodując u nich tym samym żadnego dyskomfortu czy niepotrzebnej obawy. Czasami alkohol rozwiązuje języki, a czasem portfele. Dzięki niebywałej hojności zgromadzonych gości w trakcie bankietu zebrano zawrotną sumę miliona dolarów, która zostanie przekazana na niezwykle szczytny cel, który miejmy nadzieję pozwoli uratować niejedno życie. FOTORELACJA Chcesz dołączyć do zespołu działu Daily News? Kliknij w reklamę i złóż aplikację!
-
**Madeline zakupiła wersję papierową książki. Pochłonęła ją w jeden wieczór, ale dalej nie wie jak poukładać swój bałagan. Szczególnie ten w głowie. **
-
Written by Madeline Beckett- DAILY GLOBE, 30/12/2023 Kilka dni temu portal Lifeinvader obiegły posty oznaczone chwytliwymi hasztagami #stopthisabsurd oraz #cityofabsurd opublikowane przez członków zespołu Soul Evisceration, których autorami byli Eelis Forsberg oraz Fehu „Pandora” Skarsgard. Wspomniani muzycy opisali w nich sytuację wręcz kuriozalną, podczas której przedstawiciele służb naszego miasta mieli wykazać się nie tylko rażącą niekompetencją, ale również brakiem znajomości swoich fundamentalnych zadań. 23 grudnia około godz. 1:30 Noah Alexander, Wattie Reid, Fehu Skarsgard i Eelis Forsberg oraz dwóch pracowników lokalu Moonlit znajdując się przed ww. barem usłyszeli serię strzałów. Po przemieszczeniu się na parking za lokalem dokonali makabrycznego odkrycia – ujrzeli leżące na asfalcie cztery osoby z ranami postrzałowymi. W związku z powyższym niezwłocznie powiadomili stosowne służby, a w czasie oczekiwania na ich przyjazd – udzielili poszkodowanym pierwszej pomocy. W sytuacjach takich jak ta, pojawienie się na miejscu osób odpowiednio wykwalifikowanych w zakresie ratowania życia ludzkiego i czuwania nad ich bezpieczeństwem powinno przynieść ulgę. Jednakże w opisywanym przypadku było dopiero początkiem problemów. Zgodnie z relacją wyżej wspomnianych osób, przybyłej na miejsce ratowniczce medycznej przekazano informacje, co do widocznych urazów poszkodowanych, wskazując jednoznacznie na osobę, której stan i odniesione obrażenia były najrozleglejsze. Jednakże obecnej na miejscu pani medyk najprawdopodobniej udzielił się lęk nowicjusza, co w połączeniu z miejscem zdarzenia przypominającym istną rzeź poskutkowało decyzjami nie do końca racjonalnymi. Medyk obecna na miejscu poleciła, by osobą, która wymagała priorytetowej pomocy zajęli się wcześniej wymienieni muzycy. Pomimo nie do końca przemyślanej decyzji ratowniczki dołożyła ona wszelkich starań, by pomóc poszkodowanym, czego nie można powiedzieć o innych obecnych na miejscu personach. Artyści w swoich wpisach nie szczędzili słów krytyki wobec dwóch przedstawicieli Los Santos Sheriff’s Department, którzy pojawili się na miejscu zdarzenia. Mieli on bowiem w pierwszej kolejności zając się rozpytaniem postrzelonej w ramię poszkodowanej zamiast przejęciem od cywili czynności zmierzających do ratowania życia ludzkiego. Zwrócenie na ten fakt uwagi poprzez obecnych na miejscu świadków skończyć się miało ostrą wymianą zdań i groźbami umieszczenia ich w areszcie. Gdy jedyna obecna na miejscu ratowniczka prosiła o pomoc szeryfów, pozostawali oni bierni na jej prośby, gdyż zajęci byli przeganianiem świadków udzielających pomocy ofiarom strzelaniny. Scena ta byłaby nawet i komiczna, gdyby nie była prawdziwa. Cała akcja ratownicza przebiegała w atmosferze chaosu i braku jakiegokolwiek porozumienia, co zważywszy na okoliczności – mogło skończyć się tragicznie. Należy nadmienić, że to nie pierwszy raz, gdy członkowie zespołu Soul Evisceration wykorzystują swój potencjał medialny do nagłaśniania skandalicznych poczynań mundurowych z naszego miasta. Cieszący się powszechnym szacunkiem i zaufaniem społecznym muzycy niejednokrotnie obnażali w swoich mediach społecznościowych ułomności działań przedstawicieli departamentu. Powyższy incydent nie jest jedynym, do którego doszło w ostatnim czasie na terenie stanu San Andreas, a w którym to zachowanie funkcjonariuszy publicznych pozostawiało wiele do życzenia. W tym miejscu należy zadać sobie pytanie o przyczynę coraz częstszych przykładów braku profesjonalizmu przejawianych przez funkcjonariuszy organów porządkowych w naszym mieście. Warto podkreślić, że służba w Sheriff’s Department czy Police Department wiąże się z życiem w ustawicznym stresie, częstym znajdowaniu się w sytuacjach bezpośredniego zagrożenia życia, podejmowaniu decyzji w ułamku sekund, które następnie są osądzane przez samozwańczych ekspertów ograniczonych przez wiele czynników, ale na pewno nie przez czas. Ponadto funkcjonariusze publiczni muszą się niejednokrotnie mierzyć z szorstką krytyką otoczenia, nie jest to w końcu zawód szczególnie poważany. Trudno posądzać obecnych na miejscu przedstawicieli władz o celowe działanie czy złośliwość. Jaki jest zatem powód coraz częściej popełnianych uchybień przez funkcjonariuszy? Zwróciliśmy się do rzecznika Los Santos Sheriff’s Department o udzielenie komentarza na temat opisywanej powyżej interwencji oraz odpowiedzi na zadane pytania, które dotyczyły okoliczności całego zajścia. Niestety z uwagi na dobro wszczętego śledztwa LSSD nie mogło udzielić zbyt wielu informacji. Udało nam się dowiedzieć, że żadna z ofiar strzelaniny nie odniosła śmiertelnych obrażeń. Zgodnie z odpowiedzią rzecznika, cały przebieg działań szeryfów został nagrany przez kamery nasobne, jednakże z uwagi na analizę zabezpieczonego materiału filmowego – dostęp do nagrań dla mediów jest w tym momencie niemożliwy. Z oficjalnego pisma wynika także, że obecni na miejscu przedstawiciele zostali przeszkoleni z zakresu udzielania pierwszej przedmedycznej. Dlaczego zatem nie udzielili pomocy medyczce, która o nią prosiła? Dlaczego zamiast udzielić pomocy osobie z raną postrzałową i silnym krwotokiem zajęli się odpędzaniem osób obecnych na miejscu, którzy owej pomocy udzielali? Dlaczego po tym, gdy świadkowie odeszli od poszkodowanych – szeryfowie w żaden sposób nie pomogli medyczce, która pozostała sam na sam z czterema postrzelonymi osobami? Niestety, odpowiedzi na te pytania nie poznaliśmy. Warto poruszyć problematykę poziomu wyszkolenia przedstawicieli kluczowych służb w naszym mieście, które nie tylko mają czuwać nad naszym bezpieczeństwem, ale i ratować to, co mamy najcenniejsze – nasze życie. Jak możemy czuć się bezpieczni w miejscu, w którym coraz częściej dochodzi do błędów proceduralnych, z których nie są wyciągane żadne wnioski? Czy dożyjemy czasów, w których służby takie LSSD i LSPD będą synonimem profesjonalizmu, kompetencji i rzetelności? Niestety poprzez coraz liczniejsze incydenty ukazujące brak podstawowej wiedzy i umiejętności funkcjonariuszy czołowych organizacji porządkowych w naszym stanie, rokowania szans na poprawę obecnej, mocno napiętej sytuacji są coraz mniejsze. Powstają jedynie kolejne źródła napięć na linii: przedstawiciele władz-obywatele, które z każdą kolejną nieprawidłową interwencją coraz trudniej ugasić. Chcesz dołączyć do zespołu działu Daily News? Kliknij w reklamę i złóż aplikację!
-
Kompleksowa analiza konfliktowego trójkąta - wszystko, co musisz wiedzieć o moralnym i wizerunkowym upadku KELLY'ego i Losari W ostatnich dniach internet wprost zapłonął, a to za sprawą toczącej się na łamach platformy Life invader zażartej wojny pomiędzy Kennym „KELLY” Whitfieldem, a członkami zespołu Soul Evisceration – Eelisem Forsbergiem i Fehu „Pandora” Skarsgard. Na profilu KELLY zamieścił swoje zdjęcie z kontrowersyjnym podpisem, który wywołał niebotyczną burzę: KELLY postanowił w ramach współpracy reklamowej z marką Losari zareklamować ich najnowszą kolekcję biżuterii odwołując się do „utraty swoich bliskich”. Breedlove z pewnością przewraca się teraz w grobie, widząc z góry poczynania swojego „przyjaciela” i fakt, że ten zarabia niemałe pieniądze na jego śmierci. KELLY płacze w biżuterii od Losari, ja z kolei popłakałam się w swoim 20 letnim Emperorze, gdy zobaczyłam, jak nisko upadła moralność Whietfielda, jawiąca się jako pozbawiona wszelkich skrupułów i jakiejkolwiek autorefleksji. Z pewnością po zrealizowanej reklamie KELLY mógł wycierać swoje krokodyle łzy nie chusteczkami, a banknotami, jakie zostały mu wypłacone za jawne spieniężenie ludzkiej tragedii. Zachowanie artysty zostało silnie skrytykowane przez Eelisa Forsberga i jak sądząc po komentarzach osób postronnych – nie był on osamotniony w poczuciu, że sposób reklamy produktów był dalekim wykroczeniem poza granicę dobrego smaku i przyzwoitości. CEO Losari - Luisella DeLazzari - odniosła się do zaistniałej afery na swoim Life invaderze. Jednakże jej komentarz bardziej przypomina wpis do pamiętnika rozhisteryzowanej nastolatki niżeli należne w takiej sytuacji oświadczenie poważanej firmy jubilerskiej. Zamiast wziąć odpowiedzialność za nierozsądny krok promocyjny celebryty, wystosować oficjalne przeprosiny, wypracować działania naprawcze polecone przez PRowca, CEO Losari uznała, że lepiej będzie napisać m.in. następujące słowa: Jak zatem radzi sobie teraz firma Losari? Nie wiadomo, ponieważ słuch o niej zaginął, co tylko dowodzi, że proponowana „pomoc” jednak była potrzebna. I to nie tylko specjalisty do spraw wizerunku, bo jak sądząc po nader emocjonalnym wpisie DeLazzari – przydałaby się jej również pomoc specjalisty od zdrowia psychicznego. W sprawie głos zabrała także Fehu „Pandora” Skarsgard, która we właściwy sobie ironiczny sposób, potępiła działania marki Losari w poście na Life invaderze. W swoim wpisie przytoczyła, że w związku z tym, iż firma wciela w życie działania polegające na „promowaniu się śmiercią bliskich” zaprezentuje im nowy produkt, odpowiadający ich strategii marketingowej. Fehu zaproponowała, by wcielili do asortymentu nową biżuterię przypominającą pętlę wisielczą z kryształami swarovskiego… Ponadto Skarsgard utworzyła na swoim profilu ankietę skierowaną do swoich odbiorców, w której przedstawiła przypuszczalne zakończenie „happeningu” Losari. To, co znalazło się wśród proponowanych odpowiedzi możecie zobaczyć w niniejszym artykule na własne oczy w załączonym screenie. KELLY nie pozostał dłużny i 28 grudnia wypuścił swój utwór pod tytułem „Metal Devil”, który jest jednocześnie dissem w kierunku Eelisa Forsberga. Zdanie na temat wspomnianego kawałka musicie wyrobić sobie sami. Fragmentem, który zwrócił moją największą (czyli jakąkolwiek) uwagę były poniższe wersy: W zasadzie powyższe słowa są dowodem samozaorania się jego autora. Martwi mnie jedynie rozgraniczenie Kenny’ego od KELLYego. Odnoszę wrażenie, że artysta już sam gubi się w kreacji swojej postaci, zatracając prawdziwe „ja”. Reasumując - całość utworu niestety sprawia wrażenie pisanego na kolanie, nieprzemyślanego i pełnego niedopatrzeń. W odpowiedzi na wątpliwej jakości i merytorykę utwór KELLY’ego, Fehu ponownie wkroczyła do akcji i wystosowała… przeprosiny. Czy po tak surowych atakach w kierunku Whietfielda i firmy Losari dopadło ją poczucie winy? W treści komunikatu mogliśmy usłyszeć następujące słowa: Jeśli zatem myśleliście, że przeprosiny Fehu dotyczyły uszczypliwych wpisów kierowanych do KELLY’ego i Losari to jesteście równie naiwni jak sam Whietfield, który najpewniej sądził, że wypuszczenie dissa zamknie usta członkom Soul Evisceration. Kenny z pewnością nie spodziewał się bomby, jaka na niego spadnie i jej popromiennych skutków. Eelis Forsberg opublikował nie jeden, nie dwa, a trzy posty na Life invaderze opatrując je hasztagiem #kellyalwaysvictim. We wspomnianych treściach Forsberg obnaża KELLYego z hipokryzji, zarzuca mu: zakłamanie, deprecjonowanie PTSD (by potem samemu kpić z jego próby samobójczej i depresji), wyrzuca mu nieodpowiedzialność jaką wykazał się podczas kręcenia streamów z łykania xanaxu czy wspomina o tym, jak KELLY zagrał zamknięty koncert przeznaczony tylko dla śmietanki towarzyskiej Santos pomijając przy tym swoich zwykłych, nieuprzywilejowanych fanów. Posty zawierają znacznie więcej, ale z ich treścią podobnie jak z piosenką – radzę zapoznać się osobiście w celu wykształtowania własnego zdania na ten temat. Kenny „KELLY” Whietfield dostał srogą lekcję pokory, pytanie tylko czy wyciągnie z niej wnioski? Większości z ww. postów została usunięta przez KELLYego przez co ich przytoczenie dla czytelnika staje się niemożliwe. Aktywność celebryty znacząco się ograniczyła aż do dzisiejszego wieczora, gdyż to właśnie wtedy Kenny opublikował przeprosiny, w których w wielu aspektach przyznał rację Eelisowi Forsbergowi. Zmasowana fala krytyki i kompromitujące fakty dotyczące Kenny’ego w końcu zmusiły artystę do wywieszenia białej flagi. Walka przegrana, game over. Dlaczego przeprosiny nie nastąpiły wcześniej, zaraz po pierwszych symptomach, że coś jest nie tak? Kiedy artyści zaczną kierować się rozumem, a nie emocjami? Czy doczekamy czasów, że nasi idole, osoby, będące dla wielu (szczególnie młodych ludzi) autorytetami, będą transparentni w swoich działaniach?
-
Niekończąca się historia sporu Lou Coulibaly vs Covgari znalazła wreszcie swój finał! Kto wygrał zawziętą batalię? Ponad miesiąc temu nasza redakcja ATOMIC doniosła o sytuacji, jaka miała miejsce przed pokazem mody Covgari. Doszło tam wówczas do niemal dantejskich scen. Lou Coulibaly nie została wpuszczona przez ochronę do budynku, gdzie miał odbywać się prywatny pokaz mody, na którym zresztą miała wystąpić. Pomimo tego, że modelka uczestniczyła w próbach do pokazu to uniemożliwiono jej wejście na oficjalne wydarzenie, argumentując to tym, że znajduje się ona na czarnej liście. Powyższe zajście wywołało spore oburzenie modelki. W związku z powyższym Lou opublikowała na swoich social mediach post, dzięki któremu wieści o nieprofesjonalnym podejściu domu mody Covgari zatoczyły szersze kręgi. Covgari nie pozostało dłużne i również wydało publiczne oświadczenie, w którym odniosło się do zarzutów modelki. Dwa sprzeczne stanowiska nie pozwalały jednocześnie rozstrzygnąć, kto mówi prawdę, a kto się z nią mija. Lou zdecydowała się podjąć kroki prawne względem agencji Covgari za naruszenie jej dobrego wizerunku oraz niewywiązanie się z zawartej umowy. Niekończąca się historia w końcu znalazła swój finał, konflikt między agencją mody Covgari a modelką Lou Coulibaly został jednoznacznie zażegnany o czym dowiedzieliśmy się poprzez wydane na platformie Live invader oświadczenie agencji. Oświadczenie, które gwoli ścisłości wygląda jak wizerunkowy strzał w kolano dla Covgari. Możemy w nim między innymi przeczytać: Należy przyznać – mocne słowa. Można by nawet złożyć wyrazy uznania za tak szczere, pełne pokory przyznanie się do winy…. Gdyby nie fakt, że zostało napisane w ramach zawartej ugody między stronami. To przykre, że w dzisiejszych czasach ludzie do dostrzeżenia własnych błędów potrzebują pomocy adwokata. Agencja mody Covgari choć kiedyś była potęgą i znaczącą marką nie tylko w świecie mody, ale i biznesu, to dziś przypomina już tylko kolosa na glinianych nogach, który z każdym kolejnym stawianym krokiem chyli się ku nieodzownemu upadkowi.
-
**Madeline obejrzała teledysk i zostawiła pod nim polubienie. Imprezowy vibe klipu udzielił się jej na tyle, że postanowiła znów odwiedzić klub ze striptizem. **
