-
Postów
109 -
Rejestracja
Treść opublikowana przez Lori
-
Temat przywrócony, na ustalonych warunkach. Miłej gierki.
- 7 odpowiedzi
-
**A. De Santis sprawdziła materiał, dodała piosenkę do playlisty 'ulubione' przez wzmiankę o jej show.**
-
JUICY TALK-TAILS BY ALYSSA DE SANTIS: ZAMIAST ŁEZ - ŚMIECH! JAK PRZETRWAĆ ODRZUCENIE **W mediach Daily Globe znajduje się materiał z odcinka Juicy Talk-Tails w wersji skryptowej i nagrania wideo ze studia radiostacji.** Hej, hej, kochani! Witamy w kolejnym odcinku Juicy Talk Tails, czyli miejsca, gdzie mówimy o relacjach bez filtrów, bez tabu i… bez zbędnego dramatyzowania – no, może tylko odrobinkę. Dzisiaj zajmiemy się tematem, który większość z nas zna aż za dobrze… odrzucenie. Chyba każdy z nas niestety poczuł się jak postać z filmu, która tylko jak podwinęła się jej noga w kwestii miłosnej, to ląduje na sofie z pudełkiem lodów i rozpacza. Odrzucenie to nie koniec świata. Wręcz przeciwnie – może być początkiem czegoś lepszego! Dziś pogadamy o tym, jak nie brać go do siebie. Rozkładamy na czynniki pierwsze odrzucenie. Jak sobie z nim radzić, jak nie wpaść w spiralę smutku i – najważniejsze – jak nie wysyłać desperackich wiadomości po trzecim kieliszku wina. Niezależnie od tego, czy chodzi o związek romantyczny, imprezę u znajomych, podanie o pracę, czy wymarzone studia – każda osoba choć raz w życiu spotka się z odrzuceniem. Możesz go doświadczyć w długoletnim związku, ale także w relacji, która dopiero się rozpoczyna. Brak przynależności i poczucia akceptacji sprawiają, że emocje związane z odrzuceniem są trudne. W takiej sytuacji mogą pojawiać się: smutek, poczucie osamotnienia, lęk, obawa, że coś jest z Tobą nie tak. To są całkowicie naturalne emocje w takiej sytuacji. Zwykle po jakimś czasie ustępują albo zmniejsza się ich intensywność, a Ty powracasz do równowagi i dobrego samopoczucia. Ale jeżeli ten stan przygnębienia lub smutku trwa dłużej, wywołuje w Tobie poczucie winy albo wstydu, sprawia że mimo upływu czasu wciąż na nowo przeżywasz tę sytuację lub – co gorsza – powoduje, że wycofujesz się z życia, w obawie, że znów możesz zostać odtrącona, to jest dla Ciebie sygnał, że warto nad tym popracować. Rozczarowanie i zniechęcenie to naturalne emocje towarzyszące odrzuceniu. Umiejętność radzenia sobie z tymi emocjami może sprawić, że w przyszłości lepiej poradzisz sobie z podobnym doświadczeniem. Dzisiaj pozwólcie, że skupimy się na odrzuceniu w aspekcie życia miłosnego. Porozmawiamy jak podejść do odrzucenia z klasą, dystansem i może nawet odrobiną wdzięczności. Bo czasem to, że ktoś nas nie chce, to najlepsza rzecz, jaka mogła nam się przytrafić. Ten temat smakuje gorzej niż zimna kawa i który każdy z nas przerobił przynajmniej raz. No bo serio – jeśli nigdy nie doświadczyłeś odrzucenia, to… albo masz supermoce, albo po prostu jeszcze nie próbowałeś niczego ryzykownego. I wiecie co? Odrzucenie jest jak test na inteligencję emocjonalną – nikt nie chce go zdawać, ale prędzej czy później przychodzi. A reakcje? Oj, bywają różne. Poczucie odrzucenia jest trudne i bolesne, bo wiąże się z rozmaitymi, przykrymi uczuciami i emocjami. Często bierzemy je za bardzo do siebie i czujemy się winne tego, że ktoś nas zostawił. Pamiętajmy, odrzucenie to nie koniec świata, to po prostu zmiana trasy. Może trochę nieplanowana, może nieco bolesna, ale hej – czy niektóre z najlepszych rzeczy w życiu przytrafiają się przypadkiem? Aby poradzić sobie z emocjami, musisz zmienić nastawienie do samego odrzucenia i potraktować to doświadczenie jako jeden z elementów rozwoju osobistego. Traktując w ten sposób odrzucenie, możesz skupić się na samorozwoju i doskonaleniu, a nie na porażce. Nie kategoryzuj tego doświadczenia do szufladki /porażka/. Zacznij traktować to jako przeszkodę - bo tak jest, nie oszukujmy się, ale przeszkodę z którą możesz sobie poradzić. Przeszkodę, przez którą zbierasz doświadczenie. Pozwolenie sobie na emocje to jeden z najważniejszych kroków w radzeniu sobie z odrzuceniem. Nie mówię tutaj o staniu przed lustrem i recytowaniu motywacyjnych gadek /jestem silny, nic mnie nie złamie/. Masz prawo czuć się źle. Tak, serio. Nie musisz od razu udawać, że jesteś twardy jak skała i wcale Cię to nie ruszyło. Wiesz, że gorzej jest gdy oszukujesz siebie samego udając, że coś Cię nie dotyka gdy jest zupełnie odwrotnie? Uznanie emocji, które się pojawiają oraz pozwolenie sobie na ich przeżywanie, ma kluczowe znaczenie w procesie przetwarzania samego aktu odrzucenia. Liczne badania w tej tematyce wykazały, że ból emocjonalny wynikający z odrzucenia jest przez nasz mózg przetwarzany podobnie jak ból fizyczny. Pozwalając sobie na przeżywanie emocji, odczuwanie ich, bycie z nimi, a następnie pogodzenie się z ich odejściem, ułatwia emocjonalne uzdrowienie. Masz ochotę się wypłakać śpiewając przy tym miłosne ballady o złamanym sercu? A proszę! Urządź sobie prywatny perfomance, a na koniec roztłuc kilka talerzy. Masz potrzebę pogadać z przyjacielem i ponarzekać na tę osobę? Jasne. Ale pamiętaj – jedna solidna sesja i zamykamy temat, nie robimy z tego serialu na pięć sezonów. To Ty grasz main character w tej fabule. Chcesz napisać tej osobie, co naprawdę myślisz? STOP. Możesz napisać… ale do siebie, do notatnika albo do znajomego, żeby się wygadać. Nie rób tego pod wpływem emocji. Wiadomości pisane w emocjach to jak smsy do byłego – brzmią dobrze w Twojej głowie, ale potem masz ochotę zakopać telefon trzy metry pod ziemią. Nie ma sensu tłumić w sobie wściekłości, rozczarowania, smutku czy rozpaczy – tłumienie emocji może prowadzić do różnego rodzaju dolegliwości psycho-fizycznych. Daj sobie czas, ale nie pozwól, żeby ten smutek zajął cały Twój kalendarz. Bo po tej fazie przychodzi kolejny, bardzo ważny etap… odbicie się i przypomnienie sobie, kim naprawdę jesteś. Odrzucenie nie odzwierciedla Twojej wartości. Pamiętaj, że nie masz wpływu na to, co myślą o Tobie inni. Im częściej będziesz przyjmować taki punkt widzenia, tym rzadziej odrzucenie będziesz traktować jako coś, co definiuje Ciebie i twoją tożsamość. Problem zaczyna się wtedy, kiedy zaczynamy myśleć, że nasza wartość zależy od tego, czy ktoś nas chce, czy nie. Ale wiesz co? Jesteś wartościowy niezależnie od tego, kto Cię wybiera. Wyobraź sobie, że dajesz komuś najlepszy kawałek sushi, a on mówi: /Nie, dzięki, ja wolę pizzę/. Czy to oznacza, że sushi jest złe? NIE! Oznacza, że ta osoba po prostu woli coś innego. I to jest w porządku! Ludzie nie robią tego, co robią, z Twojego powodu, tylko ze względu na siebie i na swoje potrzeby. Kierują się swoim komfortem i dobrostanem. Zazwyczaj mamy negatywne myśli na własny temat, co nie pomaga nam się od niego uwolnić. Ważne jest, by je zastępować pozytywnym myśleniem o sobie. Pomocne może być spisanie listy swoich dobrych stron, stosowanie afirmacji, rozmawianie z przyjaciółmi o tym, co w nas najbardziej cenią. Prawdziwa pewność siebie nie polega na tym, że wszyscy Cię chcą. Polega na tym, że Ty wiesz, że nawet jeśli ktoś Cię nie chce, to wciąż jesteś wartościowy. I takiej energii Ci właśnie życzę, gdy przeżywasz trudne chwile. Odrzucenie może być katalizatorem do ponownej oceny swoich celów i priorytetów. Ten proces może prowadzić do większej samoświadomości, nowych aspiracji oraz nowego celu. Partner Cię zostawił? Może uwolnił Cię od związku, który i tak nie dawał Ci szczęścia. Ktoś, kogo chciałeś, nie odwzajemnił Twoich uczuć? Może dzięki temu masz teraz przestrzeń na kogoś, kto będzie widział w Tobie to, co najlepsze. Teraz pora na Twój ruch - co Ty z tym zrobisz? Możesz siedzieć i płakać, wolno Ci. Ale ja osobiście zalecam Ci ścieżkę numer da. Potraktuj to jako motywator do zmian, do poprawy swojego życia, do chwycenia czegoś nowego. Postrzeganie wyzwań jako tymczasowych niepowodzeń, a nie przeszkód nie do pokonania, sprzyja budowaniu wytrwałości i motywuje do podejmowania kolejnych prób. Taka zmiana sposobu myślenia jest niezbędna do tego, by po odrzuceniu stać się osobą silniejszą i bardziej zdeterminowaną. Należy uświadomić sobie, że każdy kryzys jest szansą, a odrzucenie może być dla nas wartościową lekcją. Nie wszystko w życiu układa się zgodnie z wymarzonym przez nas scenariuszem. Zaakceptowanie związanych z odrzuceniem emocji daje szansę na rozwinięcie swojej siły i zbudowanie odporności psychicznej. Często, gdy coś się kończy, nie widzimy jeszcze, co dobrego może z tego wyniknąć. Ale jeśli spojrzysz wstecz na swoje życie, pewnie znajdziesz momenty, kiedy coś, co wydawało się porażką, okazało się największym przełomem. Osoby, które po odrzuceniu potrafią w obiektywny sposób spojrzeć na swoje działania i na ich postawie poddać się konstruktywnej autorefleksji, mają większą szansę na doskonalenie swoich umiejętności i realne szanse na sukces w przyszłości. Daj sobie czas. Tęsknota jest normalna. Najlepiej wyznaczyć sobie konkretny czas na przeżywanie trudnych emocji. Nie może to trwać w nieskończoność, bo rozpacz może nas za bardzo pochłonąć. Zadaj sobie pytanie. Czy na pewno tęsknisz za TĄ osobą, czy za tym, co sobie o niej wymyśliłeś? Wiecie, jak to działa – kiedy ktoś nas odrzuca, nagle w naszej głowie staje się chodzącym ideałem. Pamiętamy tylko te dobre chwile. Tymczasem… może ta osoba nie była aż tak cudowna? Może Ty nie byłeś dla niej ważny? Może nawet nie wie, kiedy masz urodziny? Woah, zafundowaliśmy sobie dzisiaj dosyć emocjonalny rollercoaster. Podsumowując. Czy odrzucenie boli? Cholernie boli! Czy to powód żeby zwijać się w kłębek jakby świat się właśnie dla nas skończył? Absolutnie nie! Gdy ten program w jakiś sposób mówi o Twojej sytuacji... Chciałabym abyś usiadł i właśnie teraz zanotował to co teraz powiem. Po pierwsze - Twoja wartość nie zależy od tego, czy ktoś Cię wybiera. Jesteś kompletną osobą sam w sobie – z czyjąś miłością czy bez. Nie idealizujemy tej osoby. Przestań robić z niej jedyne słońce na Twoim niebie, bo prawdopodobnie miała więcej wad, niż chcesz pamiętać. Dajemy sobie przestrzeń na emocje, ale nie robimy z nich wiecznego dramatu. Można popłakać, można ponarzekać, ale potem – podnosimy się i idziemy dalej. Odrzucenie to nie porażka, to wskazówka. Może to moment, żeby odkryć nową pasję, zmienić coś w swoim życiu albo dać szansę komuś, kto naprawdę będzie Cię cenił. A przede wszystkim.... To nie jest koniec Twojej historii, co najwyżej koniec któregoś sezonu. Więc zamiast gapić się w telefon i czekać na wiadomość, która nie przyjdzie – idź, zrób coś fajnego. Poćwicz, zacznij hobby, naucz się robić idealne naleśniki, cokolwiek. Bo życie jest zbyt krótkie, żeby marnować je na ludzi, którzy nie potrafią docenić Twojej wyjątkowości. Mam nadzieję, że po tym odcinku spojrzycie na odrzucenie trochę inaczej – mniej jak dramat, a bardziej jak nową szansę. Jesteście wartościowi, niezależnie od tego, kto was wybiera! A jeśli ktoś was nie docenił – jego strata, nie wasza. A jeśli dziś ktoś Was odrzuci? Uśmiechnijcie się i powiedzcie: ‘Dzięki, następny!’ Do usłyszenia w kolejnym odcinku Juicy Talk Tails! Dobraaaaaaanoc!
-
JUICY TALK-TAILS BY ALYSSA DE SANTIS: TALKING STAGE - POCZĄTEK CZY PUŁAPKA? **W mediach Daily Globe znajduje się materiał z odcinka Juicy Talk-Tails w wersji skryptowej i nagrania wideo ze studia radiostacji.** Dobry wieczór Los Santos! W dzisiejszym odcinku Juicy Talk Tails porozmawiamy o tym, co dotknęło zapewne każdego z nas, nowym trendzie tak zwanego antyrandkowania. Talking stage to pojęcie, które opisuje skomplikowaną miłosną grę. I choć określenie jest całkiem nowe, to sytuacja może być wam dobrze znana. O co chodzi? Jest to etap rozmawiania, który poprzedza związek. Czy aby zawsze? To również najwcześniejszy moment w relacji, kiedy dwie osoby są sobą zainteresowane i chcą poznać się na głębszym poziomie. Każda relacja zaczyna się od rozmowy. Na początkowych etapach znajomości to idealny sposób na poznanie drugiego człowieka, jego preferencji, charakteru czy zainteresowań. Ten etap może oznaczać różne rzeczy w zależności od osoby — od eksplorowania różnych opcji, poprzez powolne budowanie więzi, aż po głębsze poznanie kogoś, zanim podejmiesz decyzję o nadaniu relacji bardziej formalnego charakteru. Z pozoru nowoczesny, swobodny sposób nawiązywania relacji wykształcił się wraz z rozwojem nowych technologii, która umożliwia kontakt z kimkolwiek, o każdej porze. Wysyłanie wiadomości tekstowych lub głosowych do trzeciej nad ranem na temat ulubionej muzyki, lokalizacji modnych knajp albo po prostu flirtowanie. Tak możemy przedstawić /taking stage/ na przykładach. Początkowo ten termin odnosił się do randek online i oznaczał jedynie czas poświęcony na wirtualne rozmowy z kimś przed podjęciem decyzji o spotkaniu w realnym świecie. To coś pomiędzy luźnym poznawaniem kogoś a niezobowiązującym randkowaniem. To czas na rozmowy, wymianę wiadomości i spędzanie chwil bez presji czy nazywania relacji związkiem. Talking stage na pierwszy rzut oka to nic, co mogłoby nas dziwić. Tak jak wspomniałam, etap rozmawiania to ten, który poprzedza związek. Czas, w którym z zaciekawieniem słuchamy drugiej strony, a w brzuchu latają motyle. W przeszłości randkowanie miało bardziej uporządkowany charakter. Po krótkim okresie rozmów przychodził czas na spotkania, często już z jasnym wyobrażeniem o wzajemnym dopasowaniu i oczekiwaniem, że wszystko zmierza w konkretnym kierunku. To moment zbierania jak największej ilości informacji o drugiej osobie i sprawdzenie, czy do siebie pasujemy. Podchodzimy do tego w ten sposób - najpierw sprawdźmy, czy jest chemia podczas pisania, a potem zobaczymy czy coś wyjdzie. Randkowanie kojarzy się z większą presją i jakoś tak poważniej. Można powiedzieć, że talking stage wymyślono, by uniknąć zaangażowania. Tutaj powinniśmy sobie jasno przedstawić nasze cele względem relacji. Może cenisz sobie elastyczność i nie szukasz czegoś na poważnie, a może wręcz przeciwnie – marzysz, by się ustatkować. Każdego dnia poznajemy inną wersję siebie. Ważną sprawą w randkowaniu jest zrozumienie, że my wszyscy, jako ludzie, zawsze się zmieniamy, ale nie zmieniamy drugiego człowieka. Dodatkowo, możliwości poznawania nowych ludzi są dziś znacznie większe. Nie jesteśmy już ograniczeni do lokalnych pubów, klubów czy miejsc pracy w poszukiwaniu bratniej duszy. Aplikacje randkowe pozwalają precyzyjnie określić, czego szukasz, a jeśli rozmowa nie idzie po twojej myśli, wystarczy przesunąć palcem, by zacząć nową znajomość. Myślę, że zalety /talking stage/ zostały już przedstawione, na tyle ile faktycznie pozytywnie wpływają na randkowanie. Możemy zadać sobie pytanie, ile orientacyjnie może trwać taki etap? Odpowiedź na to pytanie jest trudna, ponieważ u każdego przebiega on inaczej. Dla niektórych może trwać tydzień, a dla innych miesiące. Może też zakończyć się po pierwszej udanej randce. Jeśli czujesz, że wszystko zmierza w dobrym kierunku i oboje czerpiecie przyjemność z rozmów, być może warto zastanowić się nad przejściem na kolejny etap. W wielu przypadkach do randki nie dochodzi wcale, jako że po wielotygodniowym kontaktowaniu się znajomość nieoczekiwanie zamiera. Randkowicze ze skłonnościami do odkładania w czasie spotkań często nie prowadzą bowiem dialogu z jedną osobą, a z wieloma. Paraliż wyboru może zniechęcać do zaangażowania się w jedną relację i prawdziwego poznania drugiej osoby. Łatwo też pozwolić sobie na surowy osąd, kiedy w kolejce czeka kilka innych osób na zamianę. Przechodząc ten etap relacji, nie musimy wiązać się z presją czy zobowiązaniami — jeśli w trakcie odkryjesz, że to nie to, możesz zakończyć znajomość, nie pozostawiając niedomówień. Nie oznacza to jednak, że powinieneś ignorować lub traktować tę osobę obojętnie. Warto szczerze wyjaśnić, że nie czujesz romantycznego połączenia i nadszedł czas, aby pójść własną drogą. Początkowo /talking stage/ wydaje się przyjemnym rozwiązaniem, ostatecznie może prowadzić do rozczarowania. To błędne koło jest stosowane przez niektórych, by uniknąć zaangażowania. Pisanie bez zobowiązań działa więc do czasu, a konkretnie do momentu, gdy jedna ze stron poczuje więź, zauroczenie czy zakochanie się i będzie chciała iść krok dalej. Wyłożenie kart na stół i uzyskanie jasnej odpowiedzi wydaje się najlepszym wyjściem. Lepiej bowiem po kilku tygodniach dowiedzieć się, że nic z tego nie będzie, niż żyć złudzeniami przez kolejne miesiące. Lekarstwem na wyjście z etapu rozmów jest.... Rozmowa. Najważniejsze to zorientować się, czy nasza wizja przyszłości się pokrywa. Czy oczekujemy tego samego względem siebie, ważna jest tutaj szczerość. To zdrowsze podejście do budowania relacji, a jasne określenie etapu, na którym się znajdujecie, może pomóc uniknąć nieporozumień i zapewnić większy komfort obu stronom. Otwarte wyrażanie swoich intencji pomoże uniknąć nieporozumień i niepotrzebnych rozczarowań w przyszłości. A teraz, kochani. Weźmy nasze relacje pod lupę. Czy tkwimy w nie do końca uregulowanej relacji? Czy może sami zwodzimy kogoś za nos? Jak rozpoznać czy druga osoba bawi się naszymi uczuciami, etap rozmowy jest przedłużany i jesteśmy tylko sposobem na nudę, bądź opcją zapasową? Mam dla Was kilka /red flags/. Jeśli unika poważnych rozmów, może to być znak, że nie jest gotowa na zaangażowany związek. Gdy poruszasz temat planów, nawet prostych jak wspólny weekend, osoba wydaje się niezdecydowana lub zmienia temat. Może to sugerować brak myślenia o relacji w dłuższej perspektywie. Często wspomina byłego lub poprzednie związki, może to wskazywać, że wciąż przetwarza swoje emocje i nie jest gotowa na nowy rozdział. Jednego dnia wydaje się bardzo zaangażowana, a następnego staje się chłodna i zdystansowana. Taka niekonsekwencja może być sygnałem, że sama nie wie, czego chce. Jeśli przedstawia cię znajomym w roli /tylko przyjaciela/ i jasno unika określania waszej relacji jako sympatii, może to oznaczać brak gotowości na większe zaangażowanie. Trzyma swoje uczucia na dystans i unika otwierania się przed Tobą. Taka postawa może świadczyć o tym, że nie jest jeszcze gotowa, by wpuścić kogoś blisko siebie. I tak oto dotarliśmy do końca dzisiejszego odcinka! Talking stage to etap pełen emocji, nadziei i czasem niepewności, ale kluczowe jest, by zachować autentyczność i słuchać zarówno siebie, jak i drugiej osoby. Pamiętajcie, że każda relacja rozwija się we własnym tempie, a jasna komunikacja i wzajemny szacunek to podstawa. Żegna się z Wami Alyssa…. A tutaj mała niespodzianka, bo od niedawna już nie Marchesi, a De Santis! (śmiech). Dobranoc Los Santos!
-
041. WIMI NEXT STAR - finał pierwszej edycji talent show
Lori opublikował(a) temat w What in Music Industry
Written by Alyssa De Santis - DAILY GLOBE 16/03/2025 Wczorajszego wieczoru odbył się finał pierwszej edycji Wimi Next Star, talent show spod szyldu Daily Globe. Jednak uporządkujmy fakty chronologicznie… Koniec stycznia bieżącego roku - Daily Globe, a dokładniej sekcja What in Music Industry ogłasza konkurs dla artystów. Chętni mają wysłać swoje demo w postacie tak zwanego love song z okazji zbliżających się Walentynek. Luty, do redakcji napływa kilkaset zgłoszeń, oficjalna publikacja zwycięzców, którzy przechodzą do dalszego etapu. Wyłoniono piątkę artystów, która urzekła jury swoimi balladami miłosnymi. Niestety, ostatni finalista, - raper TipToe, wokół którego w ostatnich tygodniach krążyło mnóstwo kontrowersji, zginął śmiercią tragiczną w czasie całego procesu... Jednak przypomnijmy pokrótce sylwetki finalistów: Jaden Morrow to dwudziestu trzyletni wokalista pochodzący z San Diego, pomimo problematycznych początkowych nie poddający się i dążący do sukcesów w swojej karierze, mający już kilka utworów na swoim koncie, przez swoją wybitną kreatywność, oraz zdolności artystyczne został wybrany do wzięcia udziału w programie WIMI Next Star poprzez utwór, który zgłosił do konkursu pod tytułem "Jaden Morrow - We Can". Suzanna 'Suzy' Zabadevya jest osiemnastoletnią Rosjanką mieszkającą w Los Santos. Od najmłodszych lat przejawiała muzyczną pasję realizując się w nauce gry na skrzypcach oraz gitarze. Z biegiem czasu jej zainteresowania muzyczne skupiły się dookoła folk metalu oraz dark folku, które są niszowe w lokalnym rynku muzycznym. Glitter Dolls to młody, pełen energii girlsband, który zdobywa coraz większą popularność. Zespół, składający się z trzech utalentowanych artystek, zadebiutował swoim pierwszym singlem „Glitter DNA”, który spotkał się z pozytywnym przyjęciem słuchaczy. Ich dynamiczny styl muzyczny oraz charyzmatyczna obecność sceniczna wyróżniają je na tle innych młodych talentów. Ich świeże podejście do mody i muzyki sprawia, że mają duży potencjał na rozwój w branży. Zdecydowanie ich styl wyróżnia się na tle reszty. Glitter Dolls to połączenie pasji, determinacji i świeżego spojrzenia na muzykę, co sprawia, że są jednym z najbardziej obiecujących młodych zespołów scenie muzycznej. Kiari 'KIA' Carver to młody artysta, który dopiero stawia pierwsze kroki w świecie muzyki, ale już zwraca na siebie uwagę. Jego twórczość balansuje na granicy pop i R&B, a inspiracje czerpie od takich artystów jak Chase Love czy Baby Ray. KIA nie tylko śpiewa, ale także rozwija się jako producent, eksperymentując z brzmieniem, co pozwala mu na pełną kontrolę nad swoim wydźwiękiem, pełen potencjał muzyczny. Marzec, Daily Globe ogłasza datę finału pierwszej edycji swojego talent show. Sobotni wieczór w Rave Club to był strzał w dziesiątkę. Krytycy zarzucili redakcji, że miejsce do organizacji takiego wydarzenia nie do końca oddawało jednak jego charakteru. Jak możemy to skomentować jako organizatorzy? Chcieliśmy zgromadzić jak największą publiczność, która doświadczy dobrej zabawy podczas mini koncertów finalistów. W tym momencie najodpowiedniejszym miejscem dla nas był jeden z klubów na mapie Los Santos. Prowadzącymi show byli Lukas Wright, z ramienia zarządu Daily Globe oraz Alyssa De Santis, która jest aktywną dziennikarką w radiostacji. Finał otworzył występ Suzy z utworem Forbidden Tale, następnie młoda artystka zaprezentowała widowni swój singiel Always & Together. Rosjance na scenie towarzyszyli: Daithi Potter (perkusja), Cathal Carrigan (gitara rytmiczna), Deli (gitara prowadząca), Sibren Zandbergen (gitara basowa). Jako drugi finalista wystąpił Jaden Morrow z utworem Broken But Alive. Jego anielski głos poniósł widownię, która bujała się w rytm muzyki wpatrzona w artystę. W drugiej części finału wystąpił girlsband Glitter Dolls, który porwały publiczność hitami POW POW i Superstar. Następnie na scenę wkroczył charyzmatyczny raper KIA, prezentując dynamiczne wykonania swoich utworów Baggage oraz What To Do. Kiari zaprosił na scenę obecnego Cha$e’a, a zarazem swojego idola. Skwitował to, że to wyraz wdzięczności za wywołanie go na scenę podczas finałowego koncertu trasy NOMAD w Los Santos. Publiczność bawiąca się tego wieczoru w Rave Club miała okazję do koncertu gościu specjalnych, w postaci Sloppy Toppy. Zespół zagrał kilka swoich popisowych numerów podczas przerwy w konkursie, do których publiczność bardzo chętnie się bawiła. Oficjalnie zwyciężczyniami pierwszej edycji Wimi Next Star zostały dziewczyny z Glitter Dolls. Zespół będzie miał możliwość nagrania swojego pierwszego albumu pod skrzydłami Daily Globe. Jury miało wiele rozterek podczas wyboru, kto wygra ekskluzywną współpracę z radiostacją. Wytyczne, które brano pod uwagę to nie tylko talent sam w sobie, ale również odbiór w sieci, kontakt z publicznością podczas występu na żywo, a także choreografię samego występu. W imieniu swoim i redakcji serdecznie gratulujemy każdemu z finalistów. Byliście niesamowici, z przyjemnością obserwowało się Wasze kroki podczas nagrywania swoich konkursowych piosenek. Dziękujemy za okazane nam zaufanie, życzymy dalszych sukcesów na ścieżce zawodowej. I do zobaczenia… Może szybciej, niż wszystkim się wydaje! -
**Aly' przegląda media społecznościowe podczas wizyty u fryzjera. Trafila na zapisany live N. North, zostawiła komentarz po obejrzeniu części, gdy kobieta o niej wspomina.** Drinki w dłoni, nie na sukience, girl 🍹Dobrze wyglądasz! PS. Co Marquis zrobił na obiad?
-
**Aly' czyta artykuł po powrocie z Vegas. Zastanawia się jak w ogóle AI jest w stanie napisać scenariusz programu. Google informacje o AI.**
-
**A. Marchesi wysłała link do G. Fabrizi, dokładnie wskazując. w której minucie jest wspomniana. Do wiadomości dołączyła gif:**
-
JUICY TALK-TAILS BY ALYSSA MARCHESI: MIŁOŚĆ NA RATY... FAST FOOD CZY SLOW COOKING? **W mediach Daily Globe znajduje się materiał z odcinka Juicy Talk-Tails w wersji skryptowej i nagrania wideo ze studia radiostacji.** Witajcie w Juicy Talk Tails – waszym ulubionym talk show, gdzie związki analizujemy z przymrużeniem oka, a rzeczywistość relacji damsko-męskich podajemy w pikantnym sosie. W odniesieniu do ostatniego odcinka. Przypominam, że program ma format rozrywkowy, w głównej mierze oparty na satyrze. Nie bierzcie personalnie do siebie to co zostaje tutaj poruszone. To co się dzieje w Juicy Talk Tails zostaje w Juicy Talk Tails, bisous! Dziś wszystko mamy na subskrypcję. Netflix, siłownię, nawet dietę pudełkową. Ale czy przypadkiem związki też nie zaczęły działać w tym modelu? Czy miłość na raty to nowy sposób na unikanie odpowiedzialności, czy może pragmatyczne podejście do relacji? Kiedyś ludzie brali ślub na całe życie, a dziś biorą siebie na okres próbny. Jak nie wyjdzie? To kasujemy konto i bierzemy nową subskrypcję! Pierwsze randki możemy porównać do darmowego trialu – wszystko idealne, zero wad, najlepsza wersja siebie. W końcu każdy z nas chce się zaprezentować z jak najlepszej perspektywy. Tylko nie zapominajmy, że mamy być w tym wszystkim sobą. To jak długo trwa ten darmowy okres próbny weryfikuje nasze podejście do relacji. Przykładowy haczyk, który pojawia się w większości przypadków /Nie szukam niczego poważnego, ale zobaczmy, co z tego wyjdzie/. Chcemy więcej, więc przedłużamy subskrypcję – zaczynamy się angażować. Ale im dłużej trwa relacja, tym bardziej staje się dla nas codziennością. Coraz rzadziej dostajemy aktualizacje, coraz mniej niespodzianek. Z czasem ktoś może stwierdzić, że oferta przestała być atrakcyjna i… klika /anuluj subskrypcję/. Randka z kimś, kto mówi /zobaczymy, co z tego wyjdzie/, to jak zapisanie się na darmowy kurs online, który nigdy nie przechodzi do płatnego etapu. Ale, ale… Jak wygląda wersja próbna? Sielanka! Oboje są idealni, pachnący, pełni komplementów. Pierwsze randki to emocjonujące przeżycia. Tylko czy wiemy co kryje się pod regulaminem? Uwaga, mamy niepisaną zasadę - jeśli się do siebie przyzwyczaisz, zaczniemy pobierać opłaty emocjonalne. Darmowy okres próbny obejmuje komplementy, randki i motyle w brzuchu. Ale uwaga! Po miesiącu aktywuje się automatyczna subskrypcja – zazdrość, pretensje i pytanie - gdzie to zmierza? Kto to jest w takim razie sponsorem subskrypcji w związku? I uwaga, pragnę zaznaczyć, że nie zawsze chodzi o pieniądze. Czasem jedna osoba daje czas, emocje, wsparcie, a druga korzysta. Czy w takim razie możemy liczyć na to, że miłość będzie fair-play? Nuh-uh, w żadnym wypadku. Tutaj pojawiają nam się freeloaderzy, czyli osoby, które chcą tylko korzystać z benefitów, ale nie chcą płacić ani sercem, ani portfelem. Co dzieje się, gdy już weszliśmy w subskrypcję, ale chcemy się wycofać. Można ten układ potraktować jak umowę o kredyt. Kiedyś mówiło się /na dobre i na złe/, w takiej toksycznej relacji mówi się /na tyle ile mi wygodnie/. "Kup teraz wersję premium, a dostaniesz nielimitowany dostęp do wspólnych planów na przyszłość, troski i zaangażowania! Ale uwaga – ukryte koszty mogą obejmować nieoczekiwane kłótnie, dramy i SMS-y /Musimy porozmawiać/". Wiecie, że mimo tego oszukiwania samego siebie i drugiej osoby da się to robić bardziej? Pozwólcie, że nazwę to hackowaniem związków, niby jesteśmy razem ale nie jesteśmy. Jesteśmy, gdy dla mnie to wygodne. Masz kogoś, ale nie w pełnej wersji. Twój partner nie chce zobowiązań, ale będzie trzymał Cię na wszelki wypadek. Taka wersja demo, trzymanie kogoś pod ręką dla asekuracji, gdy inna opcja nie wypali. Czy miłość na raty to przyszłość, czy pułapka? Może warto zastanowić się, czy chcemy być w związku jak na abonamencie, czy jednak w relacji, gdzie nikt nie sprawdza, kiedy skończy się darmowy okres próbny. Czy jesteś w związku free trial, basic, premium, czy full package? Zastanów się, czy aby na pewno nie tkwisz w wirze pakietu próbnego, bądź to tylko Ty jesteś /sponsorem/ tej relacji. Czy miłość naprawdę stała się usługą na żądanie? A może po prostu zapominamy, że w odróżnieniu od popularnych platform streamingowych, prawdziwa relacja nie działa na zasadzie biernej konsumpcji? Nie wystarczy płacić, trzeba też inwestować – czas, uwagę, emocje. Inaczej zostaje nam tylko niekończące się szukanie nowej, lepszej oferty. To nie jest tak, że miłość można sobie testować, a potem zrezygnować, nie myśląc o konsekwencjach. Słowa i obietnice mają znaczenie, a rozstania zostawiają ślady. Dlatego zanim się wycofamy, warto zastanowić się, czy daliśmy z siebie tyle, ile oczekujemy od drugiej osoby. Bo prawdziwa miłość nie jest usługą – to wzajemne zobowiązanie, które wymaga szacunku i troski, a nie tylko wygodnego dostępu do emocji na żądanie. Żyjemy w czasach, gdzie mamy wrażenie, że czas niesamowicie szybko biegnie. Chcemy natychmiastowych efektów, minimalnego wysiłku i maksimum przyjemności. W efekcie związki zaczęły przypominać fast food. Usłyszałam kiedyś porównanie miłości do fast fooda. Nie ukrywam, bardzo zapadło mi to w pamięci. Szybko, wygodnie, bez zobowiązań. Dzisiaj większość ludzi chce miłości natychmiastowej, lekkiej i bez konsekwencji. Czy to jeszcze relacje, czy już konsumpcja ludzi jak produktów? Restauracja miłości, gdzie obsługa podaje miłość w różnych wersjach. Miłość ekspresowa, czyli gotowa w pięć minut, ale składniki średniej jakości versus miłość slow cook – długo dojrzewająca, ale warto czekać. Faceci jak w menu – czyli kobiety w randkowej restauracji. Tak moi drodzy. Ostatnio oberwało się facetom za bycie księżniczkami Disneya, to dlaczego druga strona też nie może dostać po tyłku? Współczesne kobiety podchodzą do randkowania jak do wyboru jedzenia na wynos. /Mmm, może dziś coś słodkiego? Albo ostrego? A może jednak coś na szybko?/. Tak jest moje drogie, my też mamy swoje grzeszki. Randkowanie przypomina coraz bardziej fast food – szybkie, wygodne i łatwo dostępne. Tylko czy to jeszcze relacje, czy już randkowy food court, gdzie wszystko można przetestować, ale niczego nie trzeba zamawiać na stałe? Wiecie, jak w restauracji podają próbki na wykałaczkach? Tak samo niektóre kobiety randkują – próbują, flirtują, ale nie angażują się na serio. Nie, nie biorę, po prostu sprawdzam, jak smakuje. Kobiety często chcą faceta jak sałatkę – wartościowego, zdrowego i stabilnego, ale na co dzień zamawiają cheeseburgera, bo jest bardziej ekscytujący. Jak by wyglądało takie menu randkowe?‘ ‘Bad Boy Burger’ – soczysty, pełen emocji, ale szkodzi na dłuższą metę. ‘Nice Guy Salad’ – zdrowy, stabilny, ale szybko się nudzi. ‘Związek Wrap’ – szybki, wygodny, ale zawiera ukryte składniki. ‘Tinder Dessert’ – wygląda pięknie na zdjęciach, ale w rzeczywistości jest rozczarowaniem. Możemy się nawet pokusić na stwierdzenie, że kobiety w tym przypadku mają syndrom restauracyjny. Niektóre, nawet jeśli już wybrały faceta, nadal przeglądają menu, myśląc: /A może tamten stolik ma coś lepszego? Czy ja na pewno dobrze zamówiłam?/ Randkują tak, jakby tylko przeglądały menu, ale nie miały zamiaru niczego zamawiać. Po co? Bo fajnie jest wiedzieć, że ma się wybór. Traktują związki jak dania, które można zwrócić, jeśli coś im nie odpowiada. Miłość kusi nas jak idealnie wyglądający burger na reklamie – soczysty, perfekcyjnie ułożony, obiecujący pełnię smaku. Wchodzimy w to bez zastanowienia, bo jest łatwo dostępne i szybkie. Potem dopada nas zderzenie z rzeczywistością. Zamiast wykwintnej uczty dostajemy coś, co tylko przez chwilę wydaje się sycące. Po czasie okazuje się, że było to jedynie chwilowe zaspokojenie głodu, a prawdziwej wartości w tym niewiele. Znacie motyw zabawy na Uber Eats? Nie chce im się angażować, więc zamawiają na dowóz. Schemat na zasadzie - podjedź, zabaw mnie, a potem sobie idź. Związki kiedyś przypominały danie slow-cook – długo gotowane, wymagające zaangażowania, ale za to pełne głębi. Dziś kobiety coraz częściej traktują randkowanie jak menu degustacyjne. Czego tak naprawdę chcecie, drogie panie? Fast food czy fine dining? Mówicie, że chcecie kogoś na stałe, kogoś wartościowego, ale potem wybieracie /coś na szybko/ i narzekacie, że boli was brzuch. Kochane, czy nie macie dość szybkiego randkowania? Może czas na slow dating – pełne doznanie, bez fast foodowej tandety. Ale uwaga! Ta opcja wymaga czasu, wysiłku i cierpliwości. Jesteście na to gotowe? Niektórzy wierzą, że powolne budowanie relacji może prowadzić do czegoś poważnego. Tylko jak rozpoznać, czy /testowanie/ związku to przejściowy etap, czy po prostu brak decyzji? Drogie panie, może czas przestać przeglądać menu i w końcu coś zamówić? Bo jak będziecie za długo wybierać, może się okazać, że kuchnia już zamknięta. Z jednej strony traktujemy związki jak usługę streamingową – jeśli relacja nie spełnia naszych oczekiwań, szukamy „lepszej oferty” i klikamy /anuluj subskrypcję/. Z drugiej, miłość bywa też jak fast food – kusi atrakcyjnym opakowaniem i szybkim zaspokojeniem emocjonalnego głodu, ale na dłuższą metę nie daje prawdziwego spełnienia. Problem w tym, że prawdziwe uczucia to nie jednorazowa transakcja ani produkt na żądanie. To coś, co trzeba pielęgnować, inwestować w to czas i uwagę. Może warto więc zamiast szybkich i powierzchownych doznań postawić na coś, co wymaga wysiłku, ale daje prawdziwe emocjonalne /wartości odżywcze? Miłość, której się nie szanuje, szybko się kończy – jak darmowy okres próbny albo frytki, które stygną zbyt szybko.
-
@big gucci sosa @bajtek @attention @champagnenasti
-
**Alyssa Marchesi wysłuchując słowa Rubio skierowane do ławy przysięgłych jest w głębokim szoku słysząc streszczenie artykułu. Po wywołanej batalii pomiędzy obroną na Rubio spogląda bezradnie to na strony, to na ławę przysięgłych. Po odroczeniu sprzeciwu przez sędzię wraca do odpowiedzi na wywołane pytania.** Nie czytałam nigdy tego artykułu. Pierwszy raz usłyszałam o możliwości powiązania Thomasa DePalmy ze światem przestepczym, po śmierci Sammy’ego, w poście szkalującym mnie na lifeinvader, autorstwa Mayor Rubio. @Girion
-
**A. Marchesi wstawiła się w stonowanym stroju i makijażu, tak aby w pełni zachować powagę sądu i szacunek do instytucji. Podczas zadawania pytań przez Rubio zwraca się bezpośrednio do niej. ** Dziennikarstwem zajmuje się niespełna dwa lata. W Daily Globe jestem zatrudniona na etacie dziennikarki, moim sektorem jest sektor rozrywkowy. Prowadzę również talk show, Juicy Talk Tails. Tak, jestem matką. Mój syn ma 18 miesięcy. @Girion
-
**A. Marchesi obejrzała ponownie materiał z ceremonii. Zwróciła uwagę na jeden moment, gdzie przy ściskaniu trójki wygranych, przy jednej osobie zachowała neutralny wyraz twarzy. Zastanawia się czy autor tekstu jest hipokrytą, zarzucającym jej stronniczość a sam atakuje ją od pamiętnego odcinka jej show, gdzie uderzyła w męskie ego. Oczywiście rozważa poruszyć temat docenienia dziennikarzy na takich uroczystościach, jednak waha się z myślami czy znów nie zarzucone jej zostanie, że tylko broni swoich kolegów redakcyjnych. **
-
JUICY TALK-TAILS BY ALYSSA MARCHESI: KIEDYŚ ZDOBYWCY, DZIŚ WIDZOWIE - CO SIĘ STAŁO Z FACETAMI? GDZIE CI MĘŻCZYŹNI? **W mediach Daily Globe znajduje się materiał z odcinka Juicy Talk-Tails w wersji skryptowej i nagrania wideo ze studia radiostacji. Materiał został opublikowany w całość, wraz z tematami pobocznymi, które padły podczas odcinka. Nie zastosowano cenzury, o czym są poinformowani odbiorcy.** Drogie panie i drodzy panowie, witajcie w Juicy Talk Tails! Dzisiejszy odcinek będzie… bajkowy! Ale uwaga, nie będzie to historia o królewiczu na białym koniu. O, nie! Dziś rozmawiamy o nowym fenomenie XXI wieku – księżniczkach w męskim wydaniu. Faceci, którzy oczekują, że to kobieta zrobi pierwszy krok, zaplanuje randkę, pokaże inicjatywę i jeszcze będzie ich adorować, jakby byli główną bohaterką Disneya. Zero testosteronu, zero męskiej energii – tylko rzęsy trzepoczą i czekają na swój magiczny moment. Co się stało z mężczyznami, którzy zdobywali, rywalizowali i walczyli o względy kobiet? Czy współczesne realia randkowania zamieniły facetów w królewny czekające na ratunek? A może my, kobiety, same je w tym utwierdzamy? Zwróćmy uwagę na odwrócenie ról. Kobiety stały się bardziej niezależne, a niektórzy mężczyźni zaczęli wycofywać się z inicjatywy w relacjach. Wprowadź obraz mężczyzny, który zamiast działać, czeka, aż kobieta zrobi pierwszy krok – czy to w randkowaniu, czy w codziennych decyzjach. Analizując głębiej to zjawisko możemy wymienić kilka czynników, które mają wpływ na zauważalną zmianę ról. Czy efektem zachowania jak księżniczka może mieć wpływ nadopiekuńczej matki? Jak najbardziej. Ze strony zmian społecznych, wzrost feminizmu, emancypacja kobiet i redefinicja męskości mogły sprawić, że niektórzy mężczyźni czują się zagubieni. Lęk przed odrzuceniem może paraliżować na tyle, że zamieniamy się w bierne osoby. Może mężczyźni wolą unikać ryzyka i odpowiedzialności, dlatego czekają, aż kobieta wykona ruch? No dobra, pogadajmy szczerze. Czy to ja oszalałam, czy faktycznie żyjemy w czasach, w których to kobieta ma robić pierwszy krok? Bo serio, od kiedy to faceci przestali być facetami i zamienili się w… no nie wiem, w takie delikatne, kruche istoty, które czekają, aż to my podejmiemy inicjatywę? Nie, no błagam. Ja rozumiem, że czasy się zmieniły, równouprawnienie, te sprawy. Super! Tylko że jak ja słyszę, że teraz to kobieta powinna pisać pierwsza, zapraszać na randki, wybierać miejsce… A na końcu jeszcze płacić rachunek, to zastanawiam się: czy ja tu przypadkiem nie wpadłam w alternatywną rzeczywistość, w której męskość została zastąpiona przez bierne /dostosuję się/? Zobaczcie, jak to teraz wygląda. Gość, który się podoba? On nie podchodzi. On patrzy. Jak dłużej popatrzy, to może nawet da lajka. A jak już się naprawdę odważy, to zostawi reakcję na story. No i, oczywiście, czeka. Czeka, aż to ty coś z tym zrobisz. I tu rodzi się pytanie - czy on jest zainteresowany mną, czy po prostu nudzi mu się na przerwie w pracy? Tak, są tacy, którzy uważają, że polubienie zdjęcia to już wystarczająco silny ruch z ich strony. Co więcej, reakcja na story to już niemal oficjalna deklaracja związku! Bo przecież skoro dał emoji z ogniem, to znaczy, że wykonał swoje zadanie. Teraz kolej na ciebie, kobieto. To ty masz zainicjować rozmowę. Serio, czy my naprawdę jesteśmy w momencie, w którym facet uznaje, że kliknięcie ikonki ognia to równowartość powiedzenia: /Hej, podobasz mi się, może byśmy gdzieś poszli?/. Poważnie, uważacie to za mega odważny krok? Nie, no dobrze, załóżmy, że kobieta weźmie sprawy w swoje ręce. No to pisze, proponuje spotkanie. I co słyszy? /A gdzie byś chciała pójść/. Facet... Gdybym wiedziała, gdzie bym chciała pójść to poszłabym tam SAMA. Ale nie, on nie może podjąć decyzji. On /chce się dostosować/. I nie zrozumcie mnie źle, kompromisy są super, ale jak ja się pytam: /Kino czy kolacja?/ to odpowiedź /Nie wiem, a co ty wolisz?/ jest jak uderzenie głową w ścianę, dosyć twardą. I tak siedzimy w tej wiadomościowej ping-pongowni, odbijając pytania, aż w końcu okazuje się TA magiczna wiadomość, że /może kiedyś się spotkamy/. Czyli nigdy. Nigdy nie zdecydujesz się czego chcesz, Ty chcesz być proszony. Dziękuję za taką jazdę w trybie pasywnym. Wiecie co? To nawet nie jest kwestia jakiegoś /samca alfa/ czy macho, który musi wszystko kontrolować. Bo ja nie oczekuję, że facet przyjedzie po mnie na białym koniu, rzuci peleryną w kałużę i rzuci tekstem: /Jedziemy do najlepszego miejsca w mieście, bo tak postanowiłem/. Nie. Ja tylko chcę, żeby facet miał jakąkolwiek inicjatywę, jakiekolwiek zdanie. Żeby umiał podjąć decyzję, żeby chciało mu się ruszyć tyłek, zamiast siedzieć w fotelu i czekać, aż kobieta zrobi wszystko za niego. Co jest najlepsze? Że ci sami faceci potem narzekają, że /kobiety są takie niezdecydowane/ i /nie wiadomo, czego chcą/. Czego chcemy? Żebyś miał jaja i ogarnął cokolwiek! Bo inaczej to my nie szukamy partnera. My szukamy adopcji dorosłego mężczyzny. Panowie, nie każcie nam was niańczyć. Nie każcie nam prowadzić za rękę. Bo jeśli randka z wami wygląda jak prowadzenie szkolenia z podejmowania decyzji, to serio – lepiej już iść samej na piwo i pogadać z barmanem. Mężczyzna XXI wieku potrafi godzinami analizować kobiece profile na Tinderze, ale żeby zagadać? O nie, to już za dużo. /Nie będę się narzucał/ – mówi, jednocześnie odświeżając jej stories po raz 56. /To ona powinna dać znak/ – powtarza, nieświadomy, że to znaków już dostał więcej niż na skrzyżowaniu w centrum miasta. Kiedyś mężczyźni zdobywali kobiety. Dziś? Dziś /nie chcą się narzucać/. Tak, tak, biedactwa boją się, że jedno niewinne /Hej, co tam?/ sprawi, że zostaną oskarżeni o nękanie. Więc czekają. Aż ona się odezwie. A jeśli tego nie zrobi? No cóż, pewnie /nie była zainteresowana/. W bajkach było tak... Książę przyjeżdżał na koniu, ratował damę z opresji i imponował czynami. W wersji modernistycznej wygląda to tak: książę siedzi na kanapie, przegląda Lifeinadera i czeka… Czeka aż dama mu napisze pierwsza, zaprosi na randkę i jeszcze mu powie, jak bardzo jest wyjątkowy. No bo przecież /czasy się zmieniły/ – teraz to kobiety powinny walczyć o nich. Co jeśli już uda nam się zdobyć Pana Niedostępnego. Mamy tak zwaną randkę na raty. Oto jeden z klasyków – mężczyzna, który zamiast zaproponować miejsce, zaczyna proces decyzyjny godny zebrania zarządu międzynarodowej korporacji. W końcu, po wielu godzinach pisania i ustalania, dochodzi do spotkania. I co? I on patrzy na ciebie wzrokiem zbitego szczeniaka i mówi: /To co robimy?/. A może lepiej: /To co teraz?. Bo wiecie, on wyszedł z domu. On się pojawił. On przyszedł na spotkanie. A teraz to TY masz wszystko ogarniać. Oczywiście, nie wszyscy mężczyźni są tacy. Na szczęście są tacy, którzy potrafią podjąć decyzję, wziąć sprawy w swoje ręce i nie czekać na znak z niebios. Ale niestety, coraz więcej księciuniów nie chce się zmęczyć. Bo po co się starać, skoro można po prostu czekać i narzekać, że kobiety już /nie są takie jak kiedyś/? Czy to już koniec męskości? Nie no, spokojnie, jeszcze kilku odważnych się uchowało. Tacy, którzy mają odwagę podjąć decyzję, napisać bez fikołków w głowie i zorganizować spotkanie bez pytania: /A co ty na to, że może, ewentualnie, nie wiem, kiedyś coś…?/. Tylko gdzie oni są? Bo na razie większość to księżniczki, które czekają na swój ratunek. Drogie panie, radzę uzbroić się w cierpliwość. Albo w siodło i same dosiąść tego białego konia. Bo wygląda na to, że faceci już na niego nie wsiądą. I tak dobiega koniec dzisiejszego odcinka. Na koniec apel do wszystkich mężczyzn - trochę więcej determinacji, pokażcie swoim kobietom, że jesteście odpowiedzialnymi facetami, a nie księżniczkami z Disneya. Dobranoc!
