Skocz do zawartości
 
GRACZY ONLINE

madxess

Gracz
  • Postów

    285
  • Rejestracja

  • Wygrane w rankingu

    6

Treść opublikowana przez madxess

  1. madxess

    The Chaldean Mafia

    Chaldejczyczy ze Strawberry lata 2023/2024 spędzili w ukryciu, po większym zainteresowaniu przez służby i masowych aresztowaniach, musieli zejść do całkowitego podziemia i ograniczyć przestępczą działalność, aby utrzymać grupę w jednym kawałku. Powodem ich sporych problemów, była spora wewnętrzna wojna, pomiędzy Bakirem a Yassinem, dwiema osobami, pretendującymi do roli nowego bossa. Padło wtedy kilka trupów, w tym spadła głowa Roberta Bakira. Yassin wyszedł zwycięsko, ale nie mógł cieszyć się sukcesem. Okres tych dwóch lat był ciężki, praktycznie wyniszczający, puste portfele i hamowane ambicje, weszły każdemu na głowę. Zrobiono czystkę wśród członków Chaldean Mafia, całkowicie usunięto słabe ogniwa, niepotrafiące działać poza światłem kamer. Każdy, kto mógł narazić grupę albo był odpowiedzialny za wcześniejsze problemy, tracił możliwość jakiegokolwiek funkcjonowania. Ostatnie kilka miesięcy, to powrót do działania i na ulicę. Przebudowana kadra, z nowymi, lepszymi ogniwami na szczycie. Poszło masowe zielone światło na ciągnięcie forsy z nielegalnych interesów. Pierwszym co było na celowniku, to podporządkowanie terenu, jaki wśród Chaldejczyków, nazywany jest Little Baghdad. Drobni przedsiębiorcy, małe biznesy - pralnie, salony fryzjerskie, sklepy z różnościami, wszyscy musieli wrócić do płacenia, do wykładania tygodniowej forsy. Detaliczny handel narkotykami, od którego każdy chce uciec jak najszybciej, okazał się koniecznością. Po długich miesiącach w ukryciu, puste portfele potrzebowały paliwa, szybkiej forsy od ćpunów. Masowe kilogramy, które można nazwać hurtem, w kilka chwil rozpłynęły się w detalicznym interesie, w rękach lokalnych ćpunów. Dzisiaj? Po kilku miesiącach, Chaldejczycy odpowiadają za szereg przestępstw - wymuszenia, haracze, kradzieże antyków, kradzieże samochodów, włamania do mieszkań, handel ludźmi, handel narkotykami, handel bronią, przemyt poza miasto. Mimo pełnej listy, której mogłaby pozazdrościć niejedna większa zorganizowana przestępczość, w Santos nie ma nawet pomruków o tym, że wśród nich, dzieje się cokolwiek na większą skalę. Wszystko jest robione za zamkniętymi drzwiami, poza błyskiem fleszy - nikt nie mówi więcej, niż musi. Wybrano odpowiednich ludzi do działania po cichu, bez zwracania na siebie uwagi.
  2. 1. Nie za wiele, Arshak nie miał kontaktu z rodziną. 2. Arshak nie miał mieszkania, sypiał na firmie. Od pracowników mogli się dowiedzieć szczątkowo, że firma na pewno nie służyła jedynie do transportu owoców i warzyw, tylko do kontrabandy. 3. Valya Avagyan była współwłaścicielem firmy i prowadziła ją razem z Arshak Safaryan. 4. Jedna z ostatnich pozycji - https://imgur.com/a/l4ZpOJk; ((czy tam, czy gdzie telefon został wyłączony, to nie do mnie))
  3. madxess

    The Chaldean Mafia

    The Chaldean Mafia human trafficking by the Chaldeans GET YOUR SH#T STRAIGHT OR GET F$CKED THE BORDER BETWEEN PAIN AND PLEASURE 💊💎 trafficking in cultural property Tricksters from Little Baghdad Moonrock is some amazing shit 🥦 Kadouri Logistic's Vanilla Unicorn Rashid Auto Service The Rivers Bar A&K Pawn Shop
  4. madxess

    The Chaldean Mafia

    NO PAPERS, NO RIGHTS, NO MERCY Los Santos to jebany potwór. Pożera ludzi bez gryzienia, wciąga ich jak ścierwo w tłok silnika. Tu nie trzeba porywać – wystarczy obiecać. Obiecać, że będzie praca, że będzie legalnie, że będzie lepiej. A potem? Potem zamykasz ich w kontenerze i każesz im pracować do utraty sił. Nie mają papierów, nie mają głosu, nie mają nic. Tylko własne ręce i nadzieję, że przeżyją kolejny dzień. To nie są imigranci – to praktycznie niewolnicy do roboty, to towar. Bez prawa do odpoczynku, bez prawa do czegokolwiek. I nikt nie zapłacze, jak któryś zniknie. SLAVE WORK WITH A SMILE Pracują wszędzie. W knajpach, w pieprzonych magazynach, na budowach, w burdelach. Głównie wysyła się ich do pracy domach spokojnej starości, do sektorów o mniejszej kontroli państwa. I nikt nie zadaje pytań, bo każdy wie, co się dzieje. Ale wszystkim to pasuje. Bo tania siła robocza to święty graal biznesu. Pracują po 12, 14 godzin dziennie. Śpią w namiotach, na starym magazynie, utrzymywani w miarę ludzkich warunkach. NO ONE CARES WHERE THEY GO W tym mieście nie ma miejsca na sentymenty. Jak ktoś znika – to znaczy, że przegrał. Prosto. Departament? Ma to w dupie. Urzędy? Przymykają oczy. Biznes? Zaciera ręce. A ci, którzy naprawdę ciągną za sznurki? Milczą. Bo wszystko idzie zgodnie z planem. Znikniesz? Nikogo to nie obchodzi. Przeżyjesz? Będziesz zapierdalał dalej. Ciała się zmieniają, ręce są zawsze. Jeden wypluty, dwóch nowych. Nie ma końca. Ten system nie jest zepsuty – on jest kurwa perfekcyjny. Tylko nie dla ciebie. Któryś wpadnie, zacznie gadać? Praktycznie nie ma o czym - imigranci nie dostają żadnych konkretnych informacji. Pamiętają tylko twarz tego, kto załatwia im pracę, nie znają nawet jego imienia.
  5. NO PAPERS, NO RIGHTS, NO MERCY Los Santos to jebany potwór. Pożera ludzi bez gryzienia, wciąga ich jak ścierwo w tłok silnika. Tu nie trzeba porywać – wystarczy obiecać. Obiecać, że będzie praca, że będzie legalnie, że będzie lepiej. A potem? Potem zamykasz ich w kontenerze i każesz im pracować do utraty sił. Nie mają papierów, nie mają głosu, nie mają nic. Tylko własne ręce i nadzieję, że przeżyją kolejny dzień. To nie są imigranci – to praktycznie niewolnicy do roboty, to towar. Bez prawa do odpoczynku, bez prawa do czegokolwiek. I nikt nie zapłacze, jak któryś zniknie. SLAVE WORK WITH A SMILE Pracują wszędzie. W knajpach, w pieprzonych magazynach, na budowach, w burdelach. Głównie wysyła się ich do pracy domach spokojnej starości, do sektorów o mniejszej kontroli państwa. I nikt nie zadaje pytań, bo każdy wie, co się dzieje. Ale wszystkim to pasuje. Bo tania siła robocza to święty graal biznesu. Pracują po 12, 14 godzin dziennie. Śpią w namiotach, na starym magazynie, utrzymywani w miarę ludzkich warunkach. Czasem któryś padnie na miejscu, ale kto by się przejmował? Jeden trup mniej, jeden pachołek więcej. A szef w garniturze? Uśmiechnięty, wypłacony, nie do ruszenia. NO ONE CARES WHERE THEY GO W tym mieście nie ma miejsca na sentymenty. Jak ktoś znika – to znaczy, że przegrał. Prosto. Departament? Ma to w dupie. Urzędy? Przymykają oczy. Biznes? Zaciera ręce. A ci, którzy naprawdę ciągną za sznurki? Milczą. Bo wszystko idzie zgodnie z planem. Znikniesz? Nikogo to nie obchodzi. Przeżyjesz? Będziesz zapierdalał dalej. Ciała się zmieniają, ręce są zawsze. Jeden wypluty, dwóch nowych. Nie ma końca. Ten system nie jest zepsuty – on jest kurwa perfekcyjny. Tylko nie dla ciebie. Któryś wpadnie, zacznie gadać? Praktycznie nie ma o czym - imigranci nie dostają żadnych konkretnych informacji. Pamiętają tylko twarz tego, kto załatwia im pracę, nie znają nawet jego imienia.
  6. Vanilla Unicorn to nie miejsce dla romantyków. Jeśli szukasz czułych spojrzeń, szczerych uśmiechów i obietnic na całe życie, to źle skręciłeś. Tu nikt nie pyta o twoje marzenia, nikt nie chce wiedzieć, co masz w sercu – liczy się tylko to, co masz w portfelu. To biznes, a w biznesie nie ma miejsca na sentymenty. Masz hajs? Masz show. Nie masz? No to wypierdalaj. Nie myśl, że jesteś wyjątkowy. Każdy, kto tu wchodzi, myśli, że rozdaje karty. Że jedna noc, kilka banknotów i będzie królem parkietu. Gówno prawda. Jesteś tylko kolejnym numerkiem, kolejną twarzą, która za chwilę zniknie w tłumie. Tancerki nie tańczą tu dla przyjemności, tylko dla zarobku. Patrzą na ciebie tak, jak trzeba – dokładnie tak, jak chcesz, żeby patrzyły. Ale nie łudź się. To nie jest spojrzenie, które mówi: zostań. To spojrzenie, które mówi: płać. Światło neonów odbija się od mokrego asfaltu przed wejściem, tworząc pulsującą plamę różu i fioletu na spękanym betonie. Gdzieś w pobliżu ktoś odpala papierosa, dym miesza się z zapachem whiskey, potu i taniego perfumu, który powinien kosztować fortunę, ale w rzeczywistości śmierdzi jak podróbka z bazaru. Przed drzwiami zawsze kręcą się ci sami ludzie – ci, którzy czekają na swoją kolej, i ci, którzy nie mają już czego tu szukać. Niektórzy wychodzą rozbawieni, inni jakby właśnie stracili coś więcej niż pieniądze. Bo Vanilla Unicorn nie jest miejscem, w którym dostajesz tylko to, po co przyszedłeś. Czasem zabiera więcej, niż się spodziewasz. Faceci wchodzą tu z nadzieją na odrobinę zapomnienia, na kilka chwil, które pozwolą im udawać, że życie nie jest takie, jakie jest naprawdę. Wychodzą lżejsi – i to nie tylko na duszy. Czasem bez portfela, czasem bez złudzeń. Bo kto powiedział, że to, co dzieje się w cieniu różowych świateł, kończy się na tańcu? Klub rządzi się swoimi zasadami, ale prawdziwe reguły znają tylko ci, którzy wiedzą, gdzie patrzeć. To nie jest dom, to nie jest żadna przystań. Tu nie będziesz mile widziany, bo tu nie ma żadnych przywitań, tylko pustka. Tylko trans, tylko ruch, tylko ten wkurwiający bas, który ci pierdolnie w głowę, zanim jeszcze zdążysz wejść. I co potem? Potem wszystko zależy, czy masz jaja, żeby to znieść. I czy masz dość hajsu. Bo tu nie ma miejsca na pierdolone sentymenty, nie ma miejsca na delikatność. Wchodzisz – bierzesz, wychodzisz – zostajesz z tym, co ci zostało. A jeśli nie ogarniesz, jeśli nie dasz rady, to znikniesz, jakby cię tu nigdy nie było. Nikt cię nie będzie szukał. Nikt tu nie daje ci drugiej szansy. Vanilla znajduje się w samym sercu Los Santos z biedniejszej sekty dzielnic, w okolicach Vinewood Boulevard, gdzie wpływy ludzi z Chaldei są nie tylko widoczne, ale wręcz odczuwalne. Ta dzielnica to ich terytorium – nieformalna strefa, którą rządzą niepisane zasady, a wszyscy, którzy wkraczają w ten rewir, muszą zdawać sobie sprawę, z kim mają do czynienia. Chaldejczycy, choć nie wychodzą na ulicę, sprawują kontrolę nad wszystkim, co się tutaj dzieje. Kiedy stoisz przed drzwiami Vanilla Unicorn, wiesz, że nie tylko neonowe światła cię tu przyciągają – to także ich ludzie, ich interesy i ich wpływy, które nad tym miejscem czuwają. Nie ma tu sentymentów. Jeśli chcesz przetrwać w tej dzielnicy, musisz grać według ich zasad. Każdy, kto przekroczy próg klubu, jest automatycznie pod ich "obserwacją". A jeśli nie wiesz, jak się zachować, lepiej zostań z dala. To, co na zewnątrz może wydawać się tylko zabawą, w rzeczywistości jest częścią ich większego, niewidocznego planu. Ich organizacja kontroluje nie tylko biznesy w okolicy, ale i ludzi, którzy do nich przychodzą. Vanilla Unicorn to tylko jedna z wielu ich stref wpływów. Jeśli nie masz na to jaj, lepiej nie wchodź. W tej grze nie ma miejsca na nieznajomość zasad.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę. Warunki użytkowania Polityka prywatności Regulamin