-
Postów
285 -
Rejestracja
-
Wygrane w rankingu
6
Treść opublikowana przez madxess
-
-
W godzinach późno-wieczornych, w jednym z wąskich zaułków na blokowiskach dzielnicy Strawberry, doszło do krótkiej, lecz napiętej wymiany zdań między dwoma mężczyznami. Z jednej strony znajdował się czarnoskóry mężczyzna, Cody Watley, z drugiej zaś Joel Moya, pochodzenia latynoskiego. Według świadków, Moya wyciągnął broń i groził Cody’emu, żądając, by ten oddał plecak, który miał ze sobą. Sytuacja szybko wymknęła się spod kontroli – po kilku sekundach wymiany gróźb w zaułku rozległy się strzały. W wyniku krótkiej, gwałtownej strzelaniny zwycięsko wyszedł Cody Watley, który natychmiast wybiegł na ulicę, trzymając nerwowo swój plecak i rozglądając się na boki. Joel Moya pozostał w zaułku, trafiony kilkoma kulami. Mężczyzna przeżył, lecz w ciężkim stanie został przetransportowany do szpitala przez służby medyczne, które przybyły na miejsce kilka minut po zdarzeniu. Detektyw zabezpieczający miejsce zdarzenia ustalił, że na ziemi, w pobliżu miejsca strzelaniny, znajdowało się kilka łusek po nabojach. Po przeprowadzeniu testów, okazało się, że na ich powierzchni widoczne są ślady odcisków palców, które jednoznacznie należą do Cody’ego Watleya. Dodatkowo, analiza zapisu z pobliskiego monitoringu pozwoliła odtworzyć część trasy ucieczki czarnuszka. Kamery zarejestrowały, jak Watley opuszcza zaułek i ucieka pieszo w kierunku wylęgarni bezdomnych pod autostradą i tam znika między budynkami. (CS)
-
-
Samochód Buffalo A/C o indeksie stanowym G3A8SW zarejestrowano na starszego mężczyznę Jornad Smith, czyli osobe która zamieszkuje San Andreas, jednak nie mieszka bezpośrednio w Los Santos, ani w jego okolicach. Pochodzi z dalszych terenów. Starszy mężczyzna, któremu zapłacono za przysługę, w zamian za co dostał pieniądze na sfinansowanie leczenia swoich chorób. Smith nie ma żadnych powiązań z przestępczością w Santos, co może świadczyć, że zwykłe czarnuchy z Park Village, nie miałyby wystarczających kontaktów, aby samodzielnie przygotować taki samochód. Gdyby po zawiadomieniu przez detektywa swoich odpowiedników w innej części San Andreas, mężczyznę sprawdzono, doszliby do tego, że w ostatnim czasie faktycznie dysponował pieniędzmi, których normalnie mieć nie powinien. @bartus1000
-
-
Cody Watley - od młodzieńczych lat był zmuszony do pracowania, żyjąc w domu, gdzie wiecznie brakowało wszystkiego, oprócz alkoholu. Młody Watley nie ukończył wielu klas w swojej edukacyjnej karierze, zastąpił to najróżniejszymi formami zatrudnienia. Dorabiał na magazynach, jako pomoc na warsztatach, przynosił pieniądze, które regularnie tracił czy to przez głupotę nieletności, czy przez ojca, który nie miał problemu z zabraniem mu pieniędzy, przy okazji przestawiając kilka kości. Wieczory i noce to ucieczka od domowych problemów, do znajomych z wioski, do swojego otoczenia. Włóczenie się po ulicach, śmietnikach, galeriach - na przemian bijąc innych lub samemu będąc bitym. Robił to co pozostali w jego wieku, starał się zaimponować dużym ziomkom, popisywać w tym, kto zrobi bardziej ryzykowną akcję, kto dorwie czarnucha z opozycyjnego gangu. W tamtym czasie, popełnił swój pierwszy, poważny błąd - trafił do więzienia za większą kradzież, jakiej dokonał w miejscu swojej pracy. Po wyroku, nie było już dla niego miejsca nigdzie, gdzie zrobiliby z niego porządnego człowieka, o poprawnie ustawionej moralności. Wylądował z powrotem tam, gdzie zaczynał, na Park Village. Zmieniło się tyle, że teraz był większy i silniejszy. Ojciec przestał być zagrożeniem. Watley poświęcił się temu, dlaczego kradł z magazynów, najróżniejsze części. Teraz i wcześniej - spędzał długie godziny na szlifowaniu swojego talentu, operowaniu bronią, poznawaniu całej mechaniki funkcjonowania tego śmiercionośnego żelastwa. Najpierw przeczyścił broń jednemu, potem naprawił drugiemu. Dalej jego historia rozwinęła się krok po kroku, a czarnuchy z wioski wiedziały, że jeśli chcą mieć sprawną broń, powinny przyjść do Watleya. Na dni dzisiejsze, chłopak wyrobił sobie opinię, i wydłużył listę kontaktów. Jego codzienność to zbieranie części, zamienników, wszystkiego co może się przydać do złożenia nowej sztuki broni. Skupuje od czarnuchów, znajomych - bronie użyte w przestępstwach, te nienadające się do niczego; po nocach rozkłada je na części i kolekcjonuje do momentu, aż nie uda mu się skleić wszystkiego w jedną całość. Żyje z części, które składa na nowo, dając popsutemu, niekompletnemu sprzętowi nowe życie.
-
Na terenie Strawberry, późnym wieczorem, do jednego z domów podchodzą dwaj zamaskowani mężczyźni. Przemieszczają się przez ogródek od tyłu, unikając głównej ulicy i światła latarni. Jeden z nich wyciąga wytrych i po chwili cichej pracy otwiera tylne drzwi. Kiedy wchodzą do środka, jeden z nich trzyma w ręku broń – celuje nią prosto w właściciela, który właśnie znajdował się w salonie. Atmosfera robi się napięta, a włamywacze nie pozostawiają wątpliwości, że przyszli tu z konkretnym zamiarem. Pod groźbą utraty życia właściciel został zmuszony do współpracy. Napastnicy nie zaczęli samodzielnie przeszukiwać pomieszczeń – jasno i bezpośrednio kazali mu wskazać, gdzie przechowuje broń. Wystraszony mężczyzna, obawiając się o swoje bezpieczeństwo, doprowadził ich do szafy, w której znajdował się sejf. Tam otworzył zabezpieczenie i pokazał jego zawartość. W tym momencie napastnik z bronią nadal pilnował gospodarza, a jego towarzysz – ten bez pistoletu w dłoni – podszedł do sejfu i zaczął pakować zawartość. Właściciel wskazał, że była to jego legalnie posiadana broń palna, kilka sztuk schowanych zgodnie z przepisami. Całość została szybko schowana do plecaka przyniesionego przez sprawców. Kiedy wszystko było już gotowe, napastnik uzbrojony w broń palną kilkukrotnie uderzył właściciela kolbą w potylicę. Ciosy były na tyle mocne, że mężczyzna stracił przytomność na miejscu. Sprawcy uciekli w pośpiechu tylnym wyjściem, przedostali się przez ogródek do uliczki za domami, gdzie czekał na nich zaparkowany samochód. Następnie wsiedli do pojazdu i odjechali z miejsca zdarzenia.
-
Tak. Samochód poruszał się z indeksami, a jego właścicielem jest Jornad Smith(temat na słupa), osoba która zamieszkuje San Andreas, jednak nie mieszka bezpośrednio w Los Santos, ani w jego okolicach. Pochodzi z dalszych terenów. Starszy mężczyzna, któremu zapłacono za przysługę, w zamian za co dostał pieniądze na sfinansowanie leczenia swoich chorób. Smith nie ma żadnych powiązań z przestępczością w Santos, co może świadczyć, że zwykłe czarnuchy z Park Village, nie miałyby wystarczających kontaktów, aby samodzielnie przygotować taki samochód. Gdyby po zawiadomieniu przez detektywa swoich odpowiedników w innej części San Andreas mężczyznę sprawdzono, doszliby do tego, że w ostatnim czasie faktycznie dysponował pieniędzmi, których normalnie mieć nie powinien. (możemy się umówić na /sprobuj czy facet się sprzedał, dla kogo zakupił ten samochód @doozan)
-
przypominam, ze w tym roku dopiero skonczylismy korzystac ze wspolnego bota w polswiatku, takze powoli stary, nie rozkrecaj sie xD
-
**W późniejszych godzinach wieczornych, na Strawberry zrobiło się głośno od dźwięku sygnałów, przejeżdżającego departamentu. Jechali na wezwanie 911 do firmy taksówkarskiej Strawberry Cabs. Firma, chociaż legalnie działająca, podlega pod Chaldejczyków powiązanych ze zorganizowaną przestępczością. W bazie firmy pod koniec tygodnia trójka Chaldejczyków przeliczała pieniądze, gotówkę w małych nominałach, która pochodziła z handlu narkotykami przy użyciu taksówek. W ostatnim czasie taksówki z oznaczeniami firmy, coraz częściej pojawiały się na ulicach objętych ścisłą aktywnością gangową. Pieniędzy uzbierało się sporo przez cały tydzień, a napastnicy jakby wiedzieli, po co przychodzą; liczyli na szybką kasę. Sam skok im się udał, jednak na Strawberry pojawiło się LSSD - zneutralizowali zagrożenie, raniąc śmiertelnie dwóch z trzech zamaskowanych mężczyzn. W wymianie ognia ucierpiał jeden z członków SEB. Szczęście, w nieszczęściu, bo nikt nie dociekał, jakiego pochodzenia były kradzione pieniądze. Gotówkę podano, jako pochodzącą z obrotu wożenia klientów firmy, na transakcjach gotówkowych.**
-
-
-
-
-
W niedzielę, ostatniego dnia poprzedzającego miesiąc wrzesień, gdzieś na terenie Południowego Los Santos, dochodzi do spotkania kilku ważniejszych członków chaldejskiej mniejszości w Los Santos. W pokoju motelowym, wynajętym przez przypadkowego mężczyznę, padają ustalenia o kolejnych krokach w ich przestępczości zorganizowanej. Głównym celem rozmów była sytuacja na Południu miasta, i chęci Chaldejczyków do zaznaczenia tam swojej obecności w większym stopniu, uważając to za swój priorytet w następnych tygodniach. Davis, razem z okolicami, to najlepszy rynek zbytu dla narkotyków i broni, tylko jak kontrolować coś czego, kontrolować się nie da. Następnego dnia w poniedziałek, czarnoskóry biznesmen z Davis, Malcolm Rashford - składa papiery w City Hall, o założenie Sole Proprietorship w charakterze hurtowni przemysłowej, ulokowanej na Davis. Bierze odpowiedzialność na swoje własne nazwisko, razem z dużym kredytem, jaki musiał zaciągnąć, aby wszystko legalnie sfinansować. Mało kto wiedział, że Rashford dostał pod stołem dużą torbę pieniędzy, jako rekompensatę; z czego wynikało, że to Chaldejczycy ze Strawberry wyłożyli kasę na hurtownię. Davis Wholesale Depot, ma posłużyć w przestępczym procederze jako miejsce, z którego łatwiej będzie dostarczać nielegalny towar do klientów po tej stronie miasta. Możliwość zatrudnienia lokalnej społeczności, podpisania umów towarowych z legalnymi biznesami, to swojego rodzaju klucz do lepszych kontaktów i rzeki informacji. Dla Chaldejczyków nie ma pojęcia podziałów między skonfliktowanymi gangami - robią kursy od jednych, do drugich. Każdemu oferując to samo, możliwość zarobienia pieniędzy. Starają się jedynie nie robić tego w oczywisty sposób, żeby nie drażnić swoich klientów faktem handlowania z przeciwnikami.
-
