Skocz do zawartości
 
GRACZY ONLINE

[Morderstwa] Wena mordu szeptem, Noc pelzna martwa. Mark Polk.


haha10

Rekomendowane odpowiedzi

cwrKMB7.pngW dzielnicy gdzie swiatla (Mirror Park, budynek mieszkalny przy skrzyzowaniu) gasna szybciej niz sumienie, siedem kobiet zniknelo jak dym z rozdartego pluca nocy. Mialy imiona, ktore juz nie odbijaja sie echem w ustach matki ani szeptem po brudnych korytarzach zostaly tylko numery i zdjecia ktore nie chca sie starzec. Wszystkie ostatni raz widziano z nim. Mark Polk twarz spokojna jak zakopana trumna, oczy jak stare telewizory w ktorych migocze tylko snieg. Niosl zapach lawendy i rdzy, mowil lagodnie ale w jego glosie szelescil jezyk much ktore juz wybraly swoje miejsce w mroku. One wchodzily w jego ramiona jak w sen z ktorego nikt sie nie budzi. Znikaly bez krzyku, bez sladu, jakby ziemia sama chciala ich ciala zatrzymac dla siebie. Kazda z nich byla jedna nuta w jego symfonii zagubienia, cicha fraza w poemacie napisanym cisza i bezpowrotem. Nie znaleziono zadnej. Tylko odglosy. Jakies stukanie pod podloga. Mokre sny miasta. Czasem kiedy wiatr przechodzi przez opustoszale zaulki mozna uslyszec ich imiona rozwleczone w przestrzeni jak zerwane struny. Mark zyje gdzies dalej, moze juz nie w ciele, moze jako cien pod mostem, moze w odbiciu w szybie autobusu gdy wracasz sama noca i przez chwile czujesz ze ktos oddycha za twoim karkiem. Bo on nie zabieral dla sily. On zabieral dla ciszy. Wielka czesc z nich, po opuszczeniu domostwa Mark Polk, ktore wynajmuje, nie zobaczyly swiatla, tylko ciemna piwnice, zwiazane dlonie i utknieta dusze w twardej linie. Najczesciej bral je z Hollywood, z ulic gdzie neon jest jedynym Bogiem, a asfalt pamieta wiecej sekretow niz ludzkie sumienie. Nie byly niczyje. Nikt za nimi nie plakal, nikt ich nie szukal na powaznie. Dorabialy sobie. Od tak. Czasem w cieniu klubow, czasem pod latarniami, ktore gasna same z siebie. Nie mialy straznikow ani swietych slow na ustach. Byly wolne, ale nie bezpieczne. Kazda z nich myslala, ze kontroluje swoj los, dopoki nie poczula oddechu Marka. Nie mial zlosci w oczach. Nie mial ostrzezen. Po prostu byl. Jak blad, ktorego nie mozna cofnac. Hollywood zna ich twarze, nawet jesli nikt juz ich nie pamieta. Zostaly w zakamarkach kamer przemyslowych, w odblaskach szyb, w sciekach, gdzie wszystko w koncu trafia. Kazda z nich weszla w jego cien dobrowolnie. Moze liczac na pare dolarow. Moze na cos cieplego do wypicia. Moze tylko na to, ze jeszcze kiedys beda mogly spojrzec w lustro. Nie spojrzaly. Zadna z nich, po tym jak weszla z nim do starej kamienicy, nie zostala juz nigdzie zlamana na kamerach. Znikaly jak gasnace piksele, jakby samo miasto je wymazalo. System widzial drzwi, widzial Marka, czasem cień obok niego, ale potem nic. Cisza. Pustka. Techniczne milczenie. Kamienica stala od lat, z oknami jak slepe oczy i klatka schodowa pachnaca staroscia i kurzem. W srodku nie bylo nic, co by zdradzalo, ze jeszcze zycie tam przeszlo. Ale nie one. One nie wyszly. Prawdopodobnie zostaly przetransportowane do piwnicy zaraz za kamienica, tej ukrytej pod warstwa gruzu i zapomnienia, gdzie nie dziala zasieg, gdzie rury sa jak zylosci potwora, a sufit sapie wilgocia. Tam, gdzie nikt nie wchodzi z wlasnej woli. Tam, gdzie czas nie jest juz linia, tylko pulsem. Tam, gdzie Mark mowil do nich szeptem, ktorego nie slychac, ale ktory wrasta w kosc. Tylko jedna z nich przerwala milczenie. Skokiem. Wysokosc byla smiesznie mala, ale smierc nie potrzebuje wielkich gestow. Wyskoczyla przez brudne okno na drugim pietrze, o trzeciej nad ranem, kiedy miasto jeszcze spi, a swiatlo lampy ulicznej drzy jak bladnacy oddech. Jej cialo uderzylo w beton bez dzwieku. Jakby nawet upadek nie chcial robic hałasu. Lezala na plecach z oczami szeroko otwartymi, patrzacymi w niebo, ktore jej juz nie chcialo. Mozna by pomyslec, ze to koniec. Ale nie dla Marka. Wyszedl spokojnie, w samych rekawiczkach, nie spieszac sie. Mial w sobie cos, co sprawialo, ze swiat zwalnial. Przeszedl przez brame jak przez zaslone z mgly, przykucnal przy niej, dotknal policzka, jakby chcial ja obudzic. Potem wciagnal ja do garazu.

rEUFpfB.pngGaraz stal zaraz za kamienica, przykucniety jak swiadek, ktory nie chce zeznawac. Zielone drzwi obdrapane z lakieru, z zawiasami, ktore skarzaly sie przy kazdym ruchu. Betonowe sciany spuchniete od wilgoci, wneki jak oczodoly, a sufit przygiety tak nisko, ze powietrze nie mialo gdzie uciekac. W srodku nie bylo swiatla. Tylko jedna zarowka, tlaca sie bez przekonania, zawieszona na kablu, jakby bala sie byc zbyt widoczna. Jej zoltawy blask nie grzal, tylko przenikal skore, jak spojrzenie czegos, co nigdy nie mruga. Zapach byl pierwsza rzecza, ktora czulo sie w srodku. Nie byl to smrod. To byla mieszanka rzeczy, ktore nie powinny istniec razem. Metaliczny zapach starej krwi, ale nie swiezej, tej, ktora zdazyla juz zapomniec, ze byla w ciele. Wilgoc, jak w podziemnym grobie. Tluszcz, wsiakniety w ziemie, w narzedzia, w drewno. Smuga rozkladu, niewidzialna, a jednak obecna, jak nuta w martwej symfonii. Gdzies pod tym wszystkim czulo sie jeszcze cos innego, cos chemicznego, jak wybielacz zmieszany z plastikiem, cos co udawalo czystosc, ale nigdy nie bylo czyste. Podloga, zimna, poplamiona. W niektorych miejscach wypalona, jakby cos sie palilo, ale tylko na chwile. Na scianach zawieszone byly haki, puste, rdzewiejace. Kiedys cos na nich wisialo. Teraz byly tylko echem dawnej funkcji. Prawy rog garazu prowadzil do piwnicy, do tej przestrzeni, ktora juz nie oddychala. To byl dawny schowek, zamieniony w cos, czego nie da sie nazwac pokojem. Trupiarz. Ale juz pusty. Wszystko, co tam lezalo, zniknelo. Jakby kiedys tam cos lezalo, ale teraz zabrano to gdzies indziej. Moze do lasu. Moze do kanalow. Moze do snu, ktory nie ma konca. Zostal tylko kurz i slad, cien na podlodze, jak cien po czyms, co sie nie ruszalo przez bardzo dlugo. Na jednym z regalikow stal stary telewizor. Niepodlaczony. Czasem jednak migotal. Nie wiadomo dlaczego. Pokazywal tylko snieg. Taki sam jak w oczach Marka. To tutaj wciagnal ja po skoku. Przeciagal po betonie delikatnie, jakby bal sie ja obudzic. Nie spieszyl sie. Ulozyl ja obok drzwi do piwnicy, pod zarowka, ktora sie lekko kolysala. Usiadl obok niej. I przez chwile, bardzo dluga chwile, nic nie robil. Tylko patrzyl. Jakby czekal, az znow zacznie oddychac. Mark mial rytm. Nie zegarek, nie kalendarz. Mial wewnetrzny puls, ktory byl starszy niz on sam. Cos, co budzilo sie w nocy i prowadzilo go do tej piwnicy jak psa do miski. Kazdy wieczor byl podobny, ale nigdy taki sam. Przychodzil po zmroku, kiedy Hollywood byl juz tylko maska z plastiku. Zakladal rekawiczki , te same, z ktorymi rozmawial cicho, zanim jeszcze dotknal klamki. Wchodzil przez garaz, nie zamykajac za soba drzwi. Jesli ktos by tam stal, moglby wejsc. Ale nikt nigdy nie stal. Jakby powietrze wiedzialo, zeby nie patrzec. W piwnicy panowal chlod, ktory nie mial nic wspolnego z temperatura. Sciany pokryte byly ciemnoscia, jakby sama przestrzen nie chciala pamietac, co tu sie dzialo. W kacie stal metalowy stol, dawno juz nieuzywany, ale ciagle gotowy. Jego powierzchnia byla pelna drobnych wglebien, jakby cos sie na niej rozpadalo na czesci, powoli, z cierpliwoscia. Na suficie byla kreska , dluga, cienka, zrobiona palcem w kurzu. Mark co wieczor sprawdzal, czy jeszcze tam jest. Jesli znikala, nie schodzil. Znaki byly wazniejsze niz plan. Znaki mowily, kiedy mozna, a kiedy nie. Nie rozumial ich, ale im ulegal. Ciala juz tam nie bylo. Zadnego. Ale pamiec piwnicy nie wyparowala. Ona wisiala w powietrzu jak para nad cieplym miesem. Byly tam szepty, ciche, ulotne, ale nie do zignorowania. Nie pochodzily od ofiar. Pochodzily z niego. Z tej czesci, ktora juz dawno przestala byc czlowiekiem. Czasem siadal w rogu i wpatrywal sie w sciane. Nie robil nic. Tylko sluchal. A potem, bardzo delikatnie, zaczynal mowic. Powoli, jakby czytal listy, ktorych nikt nigdy nie napisal. Jestes tu. Ja wiem. Wiem, ze zostalas.


Czesc, chcialbym, aby tym przestepstwem zajeli sie gracze z tematu https://forum.v-rp.pl/topic/40401-wszyscy-święci-skid-row/ bo jestem w stanie zaufac, ze rozegraja to poprawnie oraz ze smakiem. Nie tylko przeczytanie tresci, oraz nalozenie na moja postac dozywocia (jesli nie ma mozliwosci, to prosze, aby zajal sie ktos tym z otwarta glowa i nastawieniem na dobre rozegranie tego). Pisalem tresc na kilka take'ow, wiec jesli sa jakies niejasnosci, smialo mozna sie kontaktowac na forum, lub poprzez pytania ze swiata IC. Jest to przestepstwo napisane czysto pod gre IC i watki, ktore sam sobie nalozylem w moim temacie https://forum.v-rp.pl/topic/39942-mark-polk-butchery-overdose-degeneracy-romantic-psycho/. Wieksza czesc byla realnie odgrywana przez event team, lub innych graczy, ktorzy byli podstawieni.
Tresc zostala podciagnieta przez AI, typu zamienniki slow, oraz dopelnienie znakow interpunkcyjnych.

 

Edytowane przez haha10
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

4 godziny temu, haha10 napisał:

cwrKMB7.pngW dzielnicy gdzie swiatla (Mirror Park, budynek mieszkalny przy skrzyzowaniu) gasna szybciej niz sumienie, siedem kobiet zniknelo jak dym z rozdartego pluca nocy. Mialy imiona, ktore juz nie odbijaja sie echem w ustach matki ani szeptem po brudnych korytarzach zostaly tylko numery i zdjecia ktore nie chca sie starzec. Wszystkie ostatni raz widziano z nim. Mark Polk twarz spokojna jak zakopana trumna, oczy jak stare telewizory w ktorych migocze tylko snieg. Niosl zapach lawendy i rdzy, mowil lagodnie ale w jego glosie szelescil jezyk much ktore juz wybraly swoje miejsce w mroku. One wchodzily w jego ramiona jak w sen z ktorego nikt sie nie budzi. Znikaly bez krzyku, bez sladu, jakby ziemia sama chciala ich ciala zatrzymac dla siebie. Kazda z nich byla jedna nuta w jego symfonii zagubienia, cicha fraza w poemacie napisanym cisza i bezpowrotem. Nie znaleziono zadnej. Tylko odglosy. Jakies stukanie pod podloga. Mokre sny miasta. Czasem kiedy wiatr przechodzi przez opustoszale zaulki mozna uslyszec ich imiona rozwleczone w przestrzeni jak zerwane struny. Mark zyje gdzies dalej, moze juz nie w ciele, moze jako cien pod mostem, moze w odbiciu w szybie autobusu gdy wracasz sama noca i przez chwile czujesz ze ktos oddycha za twoim karkiem. Bo on nie zabieral dla sily. On zabieral dla ciszy. Wielka czesc z nich, po opuszczeniu domostwa Mark Polk, ktore wynajmuje, nie zobaczyly swiatla, tylko ciemna piwnice, zwiazane dlonie i utknieta dusze w twardej linie. Najczesciej bral je z Hollywood, z ulic gdzie neon jest jedynym Bogiem, a asfalt pamieta wiecej sekretow niz ludzkie sumienie. Nie byly niczyje. Nikt za nimi nie plakal, nikt ich nie szukal na powaznie. Dorabialy sobie. Od tak. Czasem w cieniu klubow, czasem pod latarniami, ktore gasna same z siebie. Nie mialy straznikow ani swietych slow na ustach. Byly wolne, ale nie bezpieczne. Kazda z nich myslala, ze kontroluje swoj los, dopoki nie poczula oddechu Marka. Nie mial zlosci w oczach. Nie mial ostrzezen. Po prostu byl. Jak blad, ktorego nie mozna cofnac. Hollywood zna ich twarze, nawet jesli nikt juz ich nie pamieta. Zostaly w zakamarkach kamer przemyslowych, w odblaskach szyb, w sciekach, gdzie wszystko w koncu trafia. Kazda z nich weszla w jego cien dobrowolnie. Moze liczac na pare dolarow. Moze na cos cieplego do wypicia. Moze tylko na to, ze jeszcze kiedys beda mogly spojrzec w lustro. Nie spojrzaly. Zadna z nich, po tym jak weszla z nim do starej kamienicy, nie zostala juz nigdzie zlamana na kamerach. Znikaly jak gasnace piksele, jakby samo miasto je wymazalo. System widzial drzwi, widzial Marka, czasem cień obok niego, ale potem nic. Cisza. Pustka. Techniczne milczenie. Kamienica stala od lat, z oknami jak slepe oczy i klatka schodowa pachnaca staroscia i kurzem. W srodku nie bylo nic, co by zdradzalo, ze jeszcze zycie tam przeszlo. Ale nie one. One nie wyszly. Prawdopodobnie zostaly przetransportowane do piwnicy zaraz za kamienica, tej ukrytej pod warstwa gruzu i zapomnienia, gdzie nie dziala zasieg, gdzie rury sa jak zylosci potwora, a sufit sapie wilgocia. Tam, gdzie nikt nie wchodzi z wlasnej woli. Tam, gdzie czas nie jest juz linia, tylko pulsem. Tam, gdzie Mark mowil do nich szeptem, ktorego nie slychac, ale ktory wrasta w kosc. Tylko jedna z nich przerwala milczenie. Skokiem. Wysokosc byla smiesznie mala, ale smierc nie potrzebuje wielkich gestow. Wyskoczyla przez brudne okno na drugim pietrze, o trzeciej nad ranem, kiedy miasto jeszcze spi, a swiatlo lampy ulicznej drzy jak bladnacy oddech. Jej cialo uderzylo w beton bez dzwieku. Jakby nawet upadek nie chcial robic hałasu. Lezala na plecach z oczami szeroko otwartymi, patrzacymi w niebo, ktore jej juz nie chcialo. Mozna by pomyslec, ze to koniec. Ale nie dla Marka. Wyszedl spokojnie, w samych rekawiczkach, nie spieszac sie. Mial w sobie cos, co sprawialo, ze swiat zwalnial. Przeszedl przez brame jak przez zaslone z mgly, przykucnal przy niej, dotknal policzka, jakby chcial ja obudzic. Potem wciagnal ja do garazu.

rEUFpfB.pngGaraz stal zaraz za kamienica, przykucniety jak swiadek, ktory nie chce zeznawac. Zielone drzwi obdrapane z lakieru, z zawiasami, ktore skarzaly sie przy kazdym ruchu. Betonowe sciany spuchniete od wilgoci, wneki jak oczodoly, a sufit przygiety tak nisko, ze powietrze nie mialo gdzie uciekac. W srodku nie bylo swiatla. Tylko jedna zarowka, tlaca sie bez przekonania, zawieszona na kablu, jakby bala sie byc zbyt widoczna. Jej zoltawy blask nie grzal, tylko przenikal skore, jak spojrzenie czegos, co nigdy nie mruga. Zapach byl pierwsza rzecza, ktora czulo sie w srodku. Nie byl to smrod. To byla mieszanka rzeczy, ktore nie powinny istniec razem. Metaliczny zapach starej krwi, ale nie swiezej, tej, ktora zdazyla juz zapomniec, ze byla w ciele. Wilgoc, jak w podziemnym grobie. Tluszcz, wsiakniety w ziemie, w narzedzia, w drewno. Smuga rozkladu, niewidzialna, a jednak obecna, jak nuta w martwej symfonii. Gdzies pod tym wszystkim czulo sie jeszcze cos innego, cos chemicznego, jak wybielacz zmieszany z plastikiem, cos co udawalo czystosc, ale nigdy nie bylo czyste. Podloga, zimna, poplamiona. W niektorych miejscach wypalona, jakby cos sie palilo, ale tylko na chwile. Na scianach zawieszone byly haki, puste, rdzewiejace. Kiedys cos na nich wisialo. Teraz byly tylko echem dawnej funkcji. Prawy rog garazu prowadzil do piwnicy, do tej przestrzeni, ktora juz nie oddychala. To byl dawny schowek, zamieniony w cos, czego nie da sie nazwac pokojem. Trupiarz. Ale juz pusty. Wszystko, co tam lezalo, zniknelo. Jakby kiedys tam cos lezalo, ale teraz zabrano to gdzies indziej. Moze do lasu. Moze do kanalow. Moze do snu, ktory nie ma konca. Zostal tylko kurz i slad, cien na podlodze, jak cien po czyms, co sie nie ruszalo przez bardzo dlugo. Na jednym z regalikow stal stary telewizor. Niepodlaczony. Czasem jednak migotal. Nie wiadomo dlaczego. Pokazywal tylko snieg. Taki sam jak w oczach Marka. To tutaj wciagnal ja po skoku. Przeciagal po betonie delikatnie, jakby bal sie ja obudzic. Nie spieszyl sie. Ulozyl ja obok drzwi do piwnicy, pod zarowka, ktora sie lekko kolysala. Usiadl obok niej. I przez chwile, bardzo dluga chwile, nic nie robil. Tylko patrzyl. Jakby czekal, az znow zacznie oddychac. Mark mial rytm. Nie zegarek, nie kalendarz. Mial wewnetrzny puls, ktory byl starszy niz on sam. Cos, co budzilo sie w nocy i prowadzilo go do tej piwnicy jak psa do miski. Kazdy wieczor byl podobny, ale nigdy taki sam. Przychodzil po zmroku, kiedy Hollywood byl juz tylko maska z plastiku. Zakladal rekawiczki , te same, z ktorymi rozmawial cicho, zanim jeszcze dotknal klamki. Wchodzil przez garaz, nie zamykajac za soba drzwi. Jesli ktos by tam stal, moglby wejsc. Ale nikt nigdy nie stal. Jakby powietrze wiedzialo, zeby nie patrzec. W piwnicy panowal chlod, ktory nie mial nic wspolnego z temperatura. Sciany pokryte byly ciemnoscia, jakby sama przestrzen nie chciala pamietac, co tu sie dzialo. W kacie stal metalowy stol, dawno juz nieuzywany, ale ciagle gotowy. Jego powierzchnia byla pelna drobnych wglebien, jakby cos sie na niej rozpadalo na czesci, powoli, z cierpliwoscia. Na suficie byla kreska , dluga, cienka, zrobiona palcem w kurzu. Mark co wieczor sprawdzal, czy jeszcze tam jest. Jesli znikala, nie schodzil. Znaki byly wazniejsze niz plan. Znaki mowily, kiedy mozna, a kiedy nie. Nie rozumial ich, ale im ulegal. Ciala juz tam nie bylo. Zadnego. Ale pamiec piwnicy nie wyparowala. Ona wisiala w powietrzu jak para nad cieplym miesem. Byly tam szepty, ciche, ulotne, ale nie do zignorowania. Nie pochodzily od ofiar. Pochodzily z niego. Z tej czesci, ktora juz dawno przestala byc czlowiekiem. Czasem siadal w rogu i wpatrywal sie w sciane. Nie robil nic. Tylko sluchal. A potem, bardzo delikatnie, zaczynal mowic. Powoli, jakby czytal listy, ktorych nikt nigdy nie napisal. Jestes tu. Ja wiem. Wiem, ze zostalas.


Czesc, chcialbym, aby tym przestepstwem zajeli sie gracze z tematu https://forum.v-rp.pl/topic/40401-wszyscy-święci-skid-row/ bo jestem w stanie zaufac, ze rozegraja to poprawnie oraz ze smakiem. Nie tylko przeczytanie tresci, oraz nalozenie na moja postac dozywocia (jesli nie ma mozliwosci, to prosze, aby zajal sie ktos tym z otwarta glowa i nastawieniem na dobre rozegranie tego). Pisalem tresc na kilka take'ow, wiec jesli sa jakies niejasnosci, smialo mozna sie kontaktowac na forum, lub poprzez pytania ze swiata IC. Jest to przestepstwo napisane czysto pod gre IC i watki, ktore sam sobie nalozylem w moim temacie https://forum.v-rp.pl/topic/39942-mark-polk-butchery-overdose-degeneracy-romantic-psycho/. Wieksza czesc byla realnie odgrywana przez event team, lub innych graczy, ktorzy byli podstawieni.
Tresc zostala podciagnieta przez AI, typu zamienniki slow, oraz dopelnienie znakow interpunkcyjnych.

 

xmQ2XHO.png

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

M9bLji0.pngO poranku niebo nad wzgorzami Hollywood bylo blade jak wyblakly film. Powietrze stalo nieruchomo, ciezkie od ciszy i zapomnienia. Stare pomniki, opuszczone i porosniete chwastami, wygladaly jak echa dawnej chwalebnej epoki. Fotograf o imieniu Eliot przeszukiwal teren w poszukiwaniu idealnego ujecia, liczac na cos niezwyklego, co przyciagnie wzrok. W zniszczonym kadrze zauwazyl cos niepokojacego. Dwa ciala. Nieruchome, pozbawione odziezy, polozone przy jednym z zapomnianych monumentow. Wygladaly jak porzucone kukly, ale cienie pod oczami i sine konczyny nie pozostawialy zludzen. Nie bylo na nich odciskow. Tylko cienkie rany, jakby zadane stalowym piorem, z precyzja i chlodem. Na plecach jednej z dziewczyn widniala litera N, wyryta gleboko, z zamyslem, ale bez emocji. Eliot cofnal sie. Czul, jak cos niewidzialnego osiada mu na karku. Od razu wyciagnal telefon, ale zanim zdazyl go uzyc, policyjne radiowozy juz byly w drodze. Kilka wzgorz dalej pewien mezczyzna, hobbysta z teleskopem, obserwowal okolice. Zauwazyl ruch, zauwazyl ciala, zauwazyl fotografa. Zadzwonil bez zawahania. Jego glos byl spokojny, niemal bezuczuciowy. Slonce podnosilo sie powoli, ale swiatlo nie potrafilo przebic sie przez ciezki klimat tego poranka. Ciala zabrano, teren zabezpieczono, ale pomnik milczal dalej. Jego pusta twarz pozostawala zwrocona w strone nieba. Eliot wiedzial, ze nie zobaczyl jeszcze wszystkiego. A litera N nie byla przypadkiem. Byla zapowiedzia. Mezczyzna, ktory zadzwonil jako pierwszy, nie byl przypadkowym swiadkiem. Mieszkal samotnie w willi wzniesionej zbyt wysoko, zbyt daleko od ludzi. Z ogrodu rozciagal sie widok na cale wzgorza, a teleskop stal tam od lat, nie po to, by ogladac gwiazdy. Mial na imie Mynard. Pracowal niegdys przy systemach monitoringu dla sluzb miejskich, lecz dawno zszedl z tej drogi. Zamiast patrzec w przyszlosc, patrzyl w cudze zycie. Kamera, teleskop, mikrofon. Sluchal Los Angeles jak zniszczonej plyty winylowej, powtarzajacej w kolko ten sam refren. Tego ranka byl juz na miejscu. Zobaczyl fotografa. Zobaczyl ciala. Przyblizyl obraz. Nie byl zszokowany, raczej zaintrygowany. Dla niego to nie byla tragedia. To byla okazja. Zadzwonil na Los Santos Police Department z zakodowanego numeru. Glos mial spokojny, niemal techniczny. Przekazal szczegoly. Opisal miejsce. Podal wspolrzedne. I zanim rozlaczyl sie, dorzucil jedno zdanie. Jesli chcecie pelny zapis, dowody, szczegoly twarzy i sprawcy, zaplace to w danych. Ale kosztuje was to 2.000.00 USD. Miasto zaczelo szukac go nie jako bohatera, ale jako kogos, kto wiedzial za duzo. Tymczasem Mynard patrzyl przez szklo teleskopu. Nad wzgorzami unosily sie ptaki. A litera N wciaz palila mu sie w pamieci jak wypalona klisza. Wiedzial, ze to nie koniec. To byl tylko pierwszy akt.


Tresc zostala podciagnieta przez AI, typu zamienniki slow, oraz dopelnienie znakow interpunkcyjnych.
(od lewej Vanesse_Soulard, Adeline Thatford)

Edytowane przez haha10
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

W dniu 17.06.2025 o 22:28, haha10 napisał:

M9bLji0.pngO poranku niebo nad wzgorzami Hollywood bylo blade jak wyblakly film. Powietrze stalo nieruchomo, ciezkie od ciszy i zapomnienia. Stare pomniki, opuszczone i porosniete chwastami, wygladaly jak echa dawnej chwalebnej epoki. Fotograf o imieniu Eliot przeszukiwal teren w poszukiwaniu idealnego ujecia, liczac na cos niezwyklego, co przyciagnie wzrok. W zniszczonym kadrze zauwazyl cos niepokojacego. Dwa ciala. Nieruchome, pozbawione odziezy, polozone przy jednym z zapomnianych monumentow. Wygladaly jak porzucone kukly, ale cienie pod oczami i sine konczyny nie pozostawialy zludzen. Nie bylo na nich odciskow. Tylko cienkie rany, jakby zadane stalowym piorem, z precyzja i chlodem. Na plecach jednej z dziewczyn widniala litera N, wyryta gleboko, z zamyslem, ale bez emocji. Eliot cofnal sie. Czul, jak cos niewidzialnego osiada mu na karku. Od razu wyciagnal telefon, ale zanim zdazyl go uzyc, policyjne radiowozy juz byly w drodze. Kilka wzgorz dalej pewien mezczyzna, hobbysta z teleskopem, obserwowal okolice. Zauwazyl ruch, zauwazyl ciala, zauwazyl fotografa. Zadzwonil bez zawahania. Jego glos byl spokojny, niemal bezuczuciowy. Slonce podnosilo sie powoli, ale swiatlo nie potrafilo przebic sie przez ciezki klimat tego poranka. Ciala zabrano, teren zabezpieczono, ale pomnik milczal dalej. Jego pusta twarz pozostawala zwrocona w strone nieba. Eliot wiedzial, ze nie zobaczyl jeszcze wszystkiego. A litera N nie byla przypadkiem. Byla zapowiedzia. Mezczyzna, ktory zadzwonil jako pierwszy, nie byl przypadkowym swiadkiem. Mieszkal samotnie w willi wzniesionej zbyt wysoko, zbyt daleko od ludzi. Z ogrodu rozciagal sie widok na cale wzgorza, a teleskop stal tam od lat, nie po to, by ogladac gwiazdy. Mial na imie Mynard. Pracowal niegdys przy systemach monitoringu dla sluzb miejskich, lecz dawno zszedl z tej drogi. Zamiast patrzec w przyszlosc, patrzyl w cudze zycie. Kamera, teleskop, mikrofon. Sluchal Los Angeles jak zniszczonej plyty winylowej, powtarzajacej w kolko ten sam refren. Tego ranka byl juz na miejscu. Zobaczyl fotografa. Zobaczyl ciala. Przyblizyl obraz. Nie byl zszokowany, raczej zaintrygowany. Dla niego to nie byla tragedia. To byla okazja. Zadzwonil na Los Santos Police Department z zakodowanego numeru. Glos mial spokojny, niemal techniczny. Przekazal szczegoly. Opisal miejsce. Podal wspolrzedne. I zanim rozlaczyl sie, dorzucil jedno zdanie. Jesli chcecie pelny zapis, dowody, szczegoly twarzy i sprawcy, zaplace to w danych. Ale kosztuje was to 2.000.00 USD. Miasto zaczelo szukac go nie jako bohatera, ale jako kogos, kto wiedzial za duzo. Tymczasem Mynard patrzyl przez szklo teleskopu. Nad wzgorzami unosily sie ptaki. A litera N wciaz palila mu sie w pamieci jak wypalona klisza. Wiedzial, ze to nie koniec. To byl tylko pierwszy akt.


Tresc zostala podciagnieta przez AI, typu zamienniki slow, oraz dopelnienie znakow interpunkcyjnych.
(od lewej Vanesse_Soulard, Adeline Thatford)

1. Gdzie dokładnie znaleziono ciała? Dokładne miejsce akcji.

4B3L i TaOwca lubią to
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

 

7 godzin temu, grubasiontko napisał:

1. Gdzie dokładnie znaleziono ciała? Dokładne miejsce akcji.

fux2WBG.pngGleboko w sercu zapomnianej doliny, gdzie slonce zapomina zagladac, rozciaga sie Las Wisielczyn, przeklete miejsce, gdzie czas przestal oddychac, a wiatr nosi szept skargi niezyjacych. Drzewa tu sa jak starzy straznicy, milczacy i nieugieci, z kora czarna jak spalona modlitwa. Ich galezie, skrecone jak palce w agonii, uginaja sie pod ciezarem martwych cial. Z kazdego konaru zwisa kobieta, mloda, stara, ciezarna, naga, w sukni slubnej lub w zakrwawionej pizamie. Twarze maja blade, czasem zakryte dlugimi pasmami wlosow, czasem odsloniete, z oczami otwartymi w nieskonczonym zdziwieniu. Ich jezyki nabrzmiale i sine, a ciala kolysza sie z kazda zmiana wiatru, jakby nie smierc ich zawiesila, lecz piesn, ktora nadal spiewaja bezglosnie. W trawie leza porzucone buty, zdjete kolczyki, rozszarpane listy pisane drzaca reka. W szczelinach ziemi tkwia slady, ledwie widoczne, opon. Bialy van, pozbawiony numerow, z oblazaca farba i peknietym swiatlem tylnym, byl jedynym pojazdem, ktory kiedykolwiek tu wjechal. Jego drzwi nie otwieraja sie z trzaskiem, lecz ze swistem, jakby sam las przyjmowal je do wnetrza siebie. Za kierownica siedzial on, zakapturzony, nieruchomy, z twarza ukryta za biala maska bez rysow. Nie mowil. Nie szeptal. Patrzyl tylko przez zmrozona szybe, jakby znal kazda kobiete, zanim jeszcze zamknela oczy na zawsze. Nie znaleziono tam nigdy mezczyzny. Nigdy dziecka. Tylko one, kobiety porwane z nocy, z brzegow autostrad, z przystankow pelnych deszczu i ciszy. Mowia, ze gdy wejdziesz tam po zmroku, ziemia staje sie miekka jak ciala, ktore w nia wsiakly. Mowia, ze galezie drzew dotykaja twojego karku, jakby chcialy poczuc puls, zanim zgasnie. Mowia tez, ze Mark Polk nie zabijal. On tworzyl sztuke. Martwa, wieczna, zawieszona. I tylko cisza zna jej pelne imie.







 

Spoiler

Zrobilem dla was specjalny interior na innym VW, przy pomocy @Mixer (dzieki bardzo) sa tam rozne wskazowki. INTEK JEST TYLKO PRZEZ DWA DNI, JAK COS.
81Q0u63.png

8myoJT6.jpeg
kM61AMy.png

 

Edytowane przez haha10
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

20DENOh.pngCASE: 82646/035/Vinewood 7.
Prowadzący sprawę: det. John Aparo, det. Robert Hanna.
Charakterystyka ofiar i okoliczności śmierci.

 

  1. 1.Kobieta z urazem głowy – Leżąca, z poważnym ubytkiem czaszki, sugerującym brutalne uderzenie. Brak oznak walki, prawdopodobnie zaskoczona. (Imię i nazwisko ofiary.)
  2. 1. Kobieta z workiem na głowie – Grubsza, średniego wieku. Miejsce ciosu: twarz, użyta maczeta. Brutalne okaleczenie, możliwe ślady maskowania tożsamości. (Imię i nazwisko ofiary.)
  3. 1. Wisielec owinięty w stretcha – Prawdopodobnie bliska znajoma studentki ULSA. Okoliczności wskazują na wcześniejszą znajomość z innymi ofiarami. Starannie zapakowana, możliwe ukrycie śladów. (Imię i nazwisko ofiary.)
  4. 1. Młoda kobieta (ciemniejsza karnacja), ofiara otrucia – Pracownica restauracji. prawdopodobnie ofiara manipulacji lub zmuszenia. Wynika, że została wyeliminowana po wykorzystaniu. (Imię i nazwisko ofiary.)
  5. 1. Eskortka powieszona z siekierą w lędźwiach – Opisuje wyraźną pogardę sprawcy wobec ofiary, element brutalnej symboliki. Użyto narzędzia nie tylko do zadania śmierci, ale również poniżenia. (Imię i nazwisko ofiary.)
  6. 1. Rozczłonkowane dwa ciała – Resztki ciała nie do identyfikacji, możliwe wcześniejsze uprowadzenie. Sugeruje działania czysto dehumanizujące, bez konkretnego motywu osobistego. (Imię i nazwisko ofiar.)

Obserwacja miejsca:

  1. 2. Ślady pojazdu typu van/pickup na miejscu, zlecono sprawdzenie bieżnika i wytypowanie marki opon, wagi pojazdu (z ładunkiem z którym podjechał oraz "na pusto" po opuszczeniu miejsca), rozstawu osi pojazdu i końcowo sprawdzenie możliwych modeli pojazdu który został użyty do przestępstwa.
  2. 2. Ślady butów należące do jednej osoby która ustawiała "instalacje artystyczną" w miejscu przestępstwa. Widoczne ślady przeciągania zwłok a także ciągnięcia liny tak aby wznieść podwieszone za nogi ciała na określoną wysokość, zlecono działania mające na celu zidentyfikowanie wagi oraz rozmiaru buta sprawcy który podrzucił zwłoki,
  3. 2. Sprawdzono mniej-więcej czas wykonania całej czynności poprzez stan zasuszenia zostawionych na miejscu śladów, zlecono dogłębną analizę laboratoryjną która pozwoli na oszacowanie przedziału godzinowego w których zostało to zrobione,
  4. 2. Zostało przypuszczone że sprawca działał sam, rozładowując tak dużą ilość zwłok i podciągając trzy kobiety na linach musiał być wycieńczony (prawdopodobnie zabrakło mu siły na powieszenie następnych ofiar), zlecono zebranie wszelkich śladów genetycznych z ubrań i ciał które zostały podrzucone na miejsce, tj. ślina, pot, krew, naskórek.
  5. 2. Zlecono zebranie wszelkich śladów z narzędzi zbrodni (kilof, maczeta, siekiera, liny, torby).
  6. 2. Zlecono sprawdzenie i porównanie zdjęcia które zostało przypięte do drzewa na miejscu, kim jest ta osoba?

Do kogo śledczych mogły skierować wszystkie ofiary? Czy osoby które zgłosiły zaginięcie swoich bliskich/znajomych rozpoznały ofiary jako swoich przyjaciół? Co mogli zeznać w tej sprawie?
CHvvmub.png

Edytowane przez grubasiontko
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Z powodów losowych przęstepstwo zostaje uznane jako nieaktualne jednak zostanie dokończone droga czysto IC, poprzez rozwiązywanie zagadki do końca przez najbliższe dni/tygodnie z uwagi na rozpoczęte i aktywne wątki. Zajebisty pomysł i oby więcej takich inicjatyw 

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

L&A, wątek nie będzie kontynuowany. Dawanie sobie samemu narracji i granie według własnego scenariusza jest bez sensu - równie dobrze, możemy je uznać za rozwiązane. Szkoda, bo sam zamysł był fajny i ciekawy, jednakże bez wsparcia żadnej ze stref, w tym tej, która powinna się tym zająć jest to niemożliwe. Pozdrowienia.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę. Warunki użytkowania Polityka prywatności Regulamin