Ranking
Popularna zawartość
Wyświetla najczęściej polubioną zawartość w 14.05.2025 uwzględniając wszystkie działy
-
18 polubień
-
17 polubień
-
15 polubień
-
15 polubień
-
Ostatni tydzień w naszej branży był wyjątkowo intensywny - od koncertu Koci, przez występ MAYSAA w restauracji Tramonto, aż po zatrzymanie po imprezie w Big Blast Music Club. Odnosząc się do samego kontekstu tego artykułu - wydarzenia ostatnich dni w świecie muzyki wywołały niemałe zawirowania w mieście. Możecie się teraz zastanawiać... o czym dokładnie mowa? Już tłumaczę. Może się to wydać banalne, ale w rzeczywistości sprawa ma więcej warstw, niż się początkowo wydaje. Zacznijmy od tego, co odbiło się szerokim echem w mediach społecznościowych - czyli aresztowania Macka Sinatry podczas imprezy w Big Blast. Z nagrań, które mogliśmy ujrzeć na social mediach można było zauważyć, jak Sinatra wdał się w ostry spór z grupą osób. Po chwili pod klub podjechał Departament Szeryfa. Pomimo obecności funkcjonariuszy, napięcie nie malało - w pewnym momencie Sinatra uderzył jednego z uczestników zamieszania, co zakończyło się jego zatrzymaniem. To, co wydarzyło się później, przerosło oczekiwania wszystkich obecnych. Sytuacja szybko przemieniła się w krzyki, przepychanki, a nawet atak na jednego z zastępców szeryfa. Tłum domagał się natychmiastowego uwolnienia artysty. Po zatrzymaniu odbyła się rozprawa, o której sam Mack informował na swoich kanałach społecznościowych. Ku zaskoczeniu wielu - wyszedł z niej bez większych konsekwencji, otrzymując jedynie grzywnę. Co ciekawe, niedługo po tych wydarzeniach - według naszych źródeł - klub Big Blast został podpalony. Zbieg okoliczności? To już pozostawiamy Wam do przemyślenia. Ale oczywiście nie samym skandalem żyje scena. Ten tydzień przyniósł nam też spokojniejsze i bardziej artystyczne momenty. Za nami cztery znaczące wydarzenia. Pierwszym z nich był finał trasy koncertowej Maxine Koci - o którym przygotowaliśmy osobny materiał. Tego samego dnia odbył się również koncert Zary Nightbourne i Suzy w klubie Nordic Delight. Duet zaprezentował się w ramach wydarzenia FIRST QUARTER, które miało dość kameralny charakter - obecni byli głównie bliscy artystek oraz osoby związane z ich twórczością. Zaskoczeniem mogły być niewydane dotąd, autorskie utwory Suzanny - anglojęzyczne kompozycje. Cały występ był zamknięty w klimacie odpowiadającym pełni księżyca, nocnej wędrówce i metaforycznych podróżach, tworzące wspólnie z Zarą spójną, liryczną narrację. Dzień później czekały na nas kolejne dwa koncerty - występ Juany Nieves, spod ramienia Blood Moon Records, oraz występ MAYSAA, który odbył się w restauracji Tramonto. Niektórzy pytali: czy organizowanie dwóch wydarzeń w tym samym czasie ma sens logistyczny i czy pozwoli zgromadzić wystarczającą publiczność? Jak się okazało - tak. Publiczność podzieliła się na dwie grupy, co było do przewidzenia - każdy z nas ma przecież inny gust muzyczny. Podczas koncertu MAYSAA towarzyszył jej Ezra Davis - lokalny jazzowy perkusista. Wśród wykonanych utworów znalazły się znane już "Night Play", ale też nowe kompozycje: "Better”, "It Takes Some Time” oraz "Santos”. Równolegle, w Oceans Bounty Bar, Juana Nieves zaprezentowała materiał z nadchodzącej EP-ki „Annihilation” - również składający się z niewydanych dotąd utworów. Na zakończenie - choć tekst ten rozrósł się bardziej, niż planowaliśmy - warto zaznaczyć jedno: scena muzyczna Los Santos nie zwalnia tempa. Dzieje się dużo, a nadchodzące tygodnie zapowiadają kolejne premiery, nowe albumy i - miejmy nadzieję, że mniej dramatów, a więcej dobrej muzyki.13 polubień
-
13 polubień
-
[Spalenie/13.05] Big Blast
Herki i 12 innych polubił temat przez SzukamyTwojejZony
Znalezienie sprawców właśnie, mogło się okazać stosunkowo łatwiejsze, niż się wydaje. Klub po poniedziałkowej, dość głośnej strzelaninie zwyczajnie stał zamknięty. Nikt specjalnie do niego nie wchodził, ktoś stał obok, był dalej na parkingu, ale sam klub nie był odwiedzany. To zdecydowanie zawęża ilość śladów, jakie mogły się pojawić, szczególnie jeśli chodzi o zewnętrzną stronę budynku.13 polubień -
11 polubień
-
10 polubień
-
DiLanza Loyalists
franekk i 9 innych polubił temat przez WJTKdesign
TAXI STORIES - Please click and check this out10 polubień -
DAILY TALK SHOW BY BENJAMIN DUGGAN - Nathalie Larson, czyli ADM i rzutki na sportowym poziomie! Transkrypcja z wywiadu przeprowadzonego na wizji dnia 11/05/2025 BD - Benjamin Duggan NL - Nathalie Larson BD: Dobry wieczór wszystkim słuchaczom Daily Globe, nazywam się Benjamin Duggan i będę miał okazję przeprowadzić wywiad z twarzą sceny dartowej całego stanu San Andreas. W studiu zagościła u nas Nathalie Larson, CEO oraz główna sędzia ligi dartowej American Dart Masters która całkiem niedawno, zakończyła swój czwarty sezon. Śmiało można powiedzieć że każdy z sezonów przyniósł nam dość sporo emocji oraz przeróżnych sytuacji. Rzutki cieszą się w naszym stanie coraz to większym zainteresowaniem. Cześć, Nathalie - miło mi Cię gościć w naszym studio. NL: Dobry wieczór Los Santos, dobry wieczór słuchacze, cześć Benjamin. Bardzo miło mi zagościć w studio, szczególnie tutaj na antenie. To niezmierny zaszczyt zasiąść tutaj przy mikrofonie i podzielić się przeżyciami i doświadczeniami ostatniego sezonu American Dart Masters jak i samego sportu... darta. BD: Ostatni sezon całkiem niedawno się zakończył, natomiast na podium stanęła Amanda Oxenberg - debiutantka, nie spotkaliśmy się z nią w poprzednich sezonach. Skąd nastąpiła taka rotacja? W poprzednich edycjach, często widywaliśmy znane nam już twarze. Stawiacie na nowe osoby? Gdzie starzy wyjadacze? NL: Debiutanci często okazują się czarnymi końmi, tak było w tym przypadku. Amanda zapracowała swoją ambicją, determinacją.. wspięła się na najwyższy poziom formy i zdobyła mistrzostwo chyba w najbardziej widowiskowych okolicznościach dla ligi i dla siebie. Starzy wyjadacze niestety potrzebowali odpoczynku, zregenerowania umysłu, sił. Myślę, że fakt tego, że nie udało się zdobyć mistrzostwa również przeważył o tej decyzji. Jeśli starasz się o cel, kilka razy pod rząd ucieka Ci sprzed nosa, to w końcu dochodzimy do wniosku, że pora na małą przerwę i tak było w tym przypadku. BD: Przez całą historię ADM, jeszcze przed zmianą jej nazwy - kiedy była odłamem spółki Primal, proszę popraw mnie jeśli się mylę w tej kwestii. Przewinęło się ogrom zawodników, masz albo miałaś jakichś swoich osobistych faworytów? Ulubieńców którzy walczyli, albo i nadal walczą na scenie ligi? NL: Nie mylisz się w tej kwestii. To prawda za nami cała masa zawodników w przebiegu czterech sezonów. Najdłużej grającymi w lidze zawodników było kilka. Najdłużej z nami była Svetlana Pokrovskaya, która zaczęła jeszcze od Primal Dart League, przebyła z nami trzy sezony pod rząd. Następni w hierarchii są na pewno Murray Elsinore oraz June Fees. Cała ta trójka z ligą związana była najdłużej, dodatkowo cała wymieniona trójka była w fazie play-off, czyli dotarli do wielkich finałów. Każda z tych osób otarła się o mistrzostwo, jednak wymyka się ono im w ostatniej chwili i cel ucieka. Ktoś mi zarzuci po audycji, że nie wymieniłam żadnego mistrza sezonu. Jednak pytanie zrozumiałam dobrze, miałam wymienić osobistych faworytów i ich wymieniłam, ze względu na to, że współtworzyli tę ligę swoją grą o wysokie cele przez kilka sezonów pod rząd, dlatego zasłużyli na wyróżnienie. BD: Wracasz więc myślami do starych czasów, szczególnie początków ligi oraz dawnych zawodników. Nathalie, widzieliśmy Cię jako prowadzącą wiele z sezonów jako główny sędzia, natomiast nie widzieliśmy Cię przy tarczy, poza... tym bonusowym pojedynkiem, z Larą Kozlovą. Skąd u Ciebie ten zapał do darta? NL: Zapał do darta wziął się z losowego potknięcia na zmagania w europejskiej lidze Premier League, obejrzałam jeden pojedynek, drugi, trzeci, czwarty, bezzwłocznie zamówiłam tarczę i zaczęłam naukę, najpierw zasady, później trenowałam moje umiejętności przy tarczy, celność, wysokie checkouty, rzuty za sto osiemdziesiąt, z mistrzynią sezonu pierwszego Diana Daivari, jeszcze przed powstaniem ligi grałyśmy praktycznie codziennie w Moka Cafe, zorganizowałyśmy mały turniej, w którym też sama wystartowałam. Był to chyba dobry początek popularyzacji darta w stanie, prosty początek zaowocował w coś wielkiego, z czym mamy do czynienia dziś, początkowo Primal Dart League, teraz pod nazwą American Dart Masters. Klimat darta to magia, ludzie przebrani za postacie z bajek, przyśpiewki, gwar, masa krzyków, przekąski, a reszta magii dzieje się przy tarczy, gdy zawodnicy idą na wymianę ciosów. BD: No dobra, Dart to z pewnością pozytywne doświadczenia, ale zdarzają się też zgrzyty - protesty zawodników, dyskwalifikacje. Pamiętasz jakieś większe zdarzenia w tym zakresie? Przy okazji, z sezonu czwartego wykluczony został Luca Rogers. Czym dokładnie było to "niesportowe zachowanie wobec rywali"? NL: Rzeczywiście dart to nie tylko piękne wspomnienia i sprawiedliwość, jednak zgrzyty, dyskwalifikacje są w każdym sporcie. Przez całą historię ligi odnotowaliśmy dwie dyskwalifikacji. Najpierw to wspomniana Svetlana w sezonie trzecim poirytowała się, głowa się zagotowała i postanowiła notorycznie rzucać w sektor singlowej jedynki. Odebrałam to jako brak szacunku do rywalki i ligi, dlatego po kilkunastu rzutach podjęłam decyzję o dyskwalifikacji, jesteśmy profesjonalną ligą, która nie pozwala sobie na takie dziecinne zachowanie. Luca został zdyskwalifikowany również za gorącą głowę po jednym z pojedynków, przegranym, miał jeszcze jeden do rozegrania, postanowił jednak opuścić naszą salę bez żadnej wiadomości, opuszczając salę z hukiem. Był to też wyraz braku szacunku, więc nie mogłam postąpić inaczej, niż zdyskwalifikować go z dalszych zmagań. BD: Z pewnością takowe sytuacje mogą zdarzyć się również w przyszłości, miejmy nadzieję jednak że zobaczymy sportową rywalizację. Nathalie, na zakończenie naszego wywiadu - chciałbym zapytać, czy mogłabyś nam zdradzić kiedy możemy spodziewać się kolejnego sezonu, jakie są dalsze plany na rozwój ADM? NL: Kiedy będzie kolejny sezon zdradzić nie mogę, póki co to tajemnica zarządu, jednak już niedługo mamy w planach mniejsze rzeczy, mniejsze wydarzenia, o których dowiecie się już niedługo, szczególnie na social mediach, bo tam działamy bardzo prężnie. Dalsze plany na rozwój samej ligi, w ostatnim sezonie wprowadziliśmy dostęp PPV do naszych rozgrywek, więc jest to spory rozwój, sala jest wypełniona kamerami, oglądać można po przez właśnie streaming PPV. Na pewno przed nami jest magiczny sezon, który będzie różnił się od wszystkich dotyczasowych, ale na to przyjdzie czas. W ostatnim czasie uruchomiliśmy też nasz oficjalny sklep online, póki co w ofercie jest album, fotorelacja sezonu czwartego. Mamy w planach poszerzyć gamę produktów o koszulki, akcesoria darterskie, ale na to przyjdzie jeszcze czas. Liga z każdym sezonem rozwija się, przyciąga większe zainteresowanie więcej fanów i to jest dla nas najważniejsze, zbudować wielką społeczność, która będzie z nami zawsze, będzie cieszyła się z bycia częścią tej społeczności, cieszyła z rozgrywek, cieszyła z klimatu panującego na sali, dlatego śmiało mogę powiedzieć, że jestem bardzo zadowolona z całości. BD: Zatem będziemy oczekiwać więcej z Waszej strony, sam chętnie rzuciłbym rzutkami jednak boje się dodatkowych dziur w ścianie! Tym pozytywnym akcentem, będziemy się z Wami żegnać - pamiętajcie, sport to nie tylko koszykówka i futbol. Ze studia żegna się z Wami Benjamin i Nathalie Larson, dobranoc!9 polubień
-
8 polubień
-
7 polubień
-
7 polubień
-
Młody talent z ULSA w końcu wziął sprawy w swoje ręce. W streamingu właśnie pojawił się efekt jego współpracy z dobrze znanym w całym mieście Adonijah "Adonis" Rhodes (@bieluu) oraz podziemnym raperem Latrelle "trevi" Banks (@dior). Utwór zapowiada się naprawdę obiecująco, a sądząc po reszcie udostępnionych zdjęć – to dopiero początek ich wspólnej drogi. Durden, spragniony produkcji po dłuższej przerwie , włożył w produkcję całe serce – i słychać to w każdym dźwięku.7 polubień
-
W najnowszym wywiadzie radiowym prowadzonym przez Raymonda Halla gośćmi byli przedstawiciele Departamentu Wody i Energii Los Santos – David Hanson (General Manager) oraz Daniel Aeschleman (Chief Safety Officer). Rozmowa, choć bogata w informacje, odsłoniła również niepokojące niespójności oraz brak realnych działań w odpowiedzi na wcześniejsze zapowiedzi miejskich władz. Obietnice bez pokrycia – Rosario Duarte Rubio pod lupą Jednym z kluczowych wątków poruszonych w rozmowie była kwestia obietnic złożonych wcześniej przez zastępczynię burmistrza Rosario Duarte Rubio. Podczas wcześniejszej audycji publicznie zapowiedziała modernizację infrastruktury w takich rejonach jak Davis, Rancho, El Burro Heights, Strawberry, La Mesa, East Vinewood oraz obszarów przemysłowych miasta. Jak się jednak okazuje, według słów Daniela Aeschlemana, do Departamentu Wody i Energii nie wpłynęły żadne formalne zalecenia ani zlecenia związane z tymi planami. „Jeżeli miasto dałoby nam takowe zalecenie, to niezwłocznie byśmy wykonali takie działania”, stwierdził Aeschleman. Brzmi to jak dyplomatyczna forma przerzucenia odpowiedzialności i wskazanie, że deklaracje zastępczyni burmistrza nie mają realnego pokrycia w działaniach administracyjnych. Ostatecznie – rewitalizacja i modernizacja, mimo medialnego szumu, pozostaje w sferze deklaracji. Deklaracje kontra realia – ekologiczna energia w cieniu kosztów i niepewności Przedstawiciele Departamentu wiele mówili o potrzebie przejścia na odnawialne źródła energii (OZE). Deklaracje były odważne: ekologiczna energia stanie się normą, ceny się unormują, a planeta skorzysta. Jednak zaledwie kilka minut później padły słowa, które zaprzeczały temu optymistycznemu obrazowi. Daniel Aeschleman przyznał bowiem, że przed osiągnięciem „normalnych” cen mieszkańcy będą musieli zmierzyć się z podwyżkami sięgającymi nawet 20%. To duża różnica dla gospodarstw domowych, szczególnie w obliczu braku realnych inwestycji w miejskie bioelektrownie – których, jak sam przyznał, jest „za mało”. Do tego dochodzi niepokojący brak wiedzy o realnym udziale energii OZE w strukturze energetycznej miasta. Gdy prowadzący zapytał o dokładne dane – Aeschleman odpowiedział, że Departament ich nie posiada, co budzi wątpliwości: jak można planować transformację energetyczną, nie mając podstawowych informacji o stanie obecnym? Zatrzymani w miejscu – brak inicjatyw i reaktywność zamiast działania Kolejną niespójnością była odpowiedź na pytanie o nowe inwestycje, takie jak systemy odzyskiwania szarej wody czy deszczówki. Tutaj również padła odpowiedź: „nie są planowane takie inwestycje”, a wszelkie inicjatywy mają wychodzić od obywateli. Taka postawa – zamiast proaktywnego projektowania ekologicznej przyszłości – przypomina raczej bierne czekanie na cud. Departament deklaruje otwartość, ale równocześnie nie wychodzi z żadną propozycją działań z własnej strony. Reaktywność zamiast systemowości W kwestiach bieżących – jak awarie sieci czy zużycie wody – Departament zdaje się działać sprawnie i reagować na problemy. Przeglądy odbywają się regularnie, a system zgłaszania awarii działa. Jednak również i tutaj zabrakło wizji. Nie padły żadne konkretne plany związane z rozbudową czy modernizacją sieci, mimo że w wielu dzielnicach infrastruktura jest przestarzała i przeciążona. Podsumowanie: Miasto czeka, mieszkańcy płacą Rozmowa z przedstawicielami Departamentu Wody i Energii pozostawiła więcej pytań niż odpowiedzi. Wypowiedzi gości były często niekonkretne, a deklaracje rozmywały się w praktyce. Widać wyraźnie, że: Obietnice władz miasta nie zostały przekute na realne działania, co stawia Rosario Duarte Rubio w niekorzystnym świetle; Ekologiczna transformacja to na razie głównie wizja, z kosztami, których mieszkańcy już teraz zaczynają się obawiać; Brakuje systemowego podejścia i strategii na przyszłość, zarówno w kwestiach energetycznych, jak i wodnych. Mimo deklarowanej otwartości na dialog społeczny, Departament zdaje się być więźniem bezczynności i zależności od innych urzędów, zamiast być liderem zmian. Jeżeli Los Santos rzeczywiście ma wejść na drogę ekologicznej, nowoczesnej metropolii, potrzebne będą nie tylko hasła – ale decyzje, działania i, przede wszystkim, współpraca między wszystkimi szczeblami administracji. Na razie jednak, mieszkańcom pozostaje obserwować – i płacić. Sprawdź naszą nową, zmodernizowaną stronę internetową! https://venturemedia.pl Odsłuchaj zapis naszej audycji już teraz!6 polubień
-
Temat ten nie jest absolutnie żadnym wymogiem ani tematem nakazującym Wam prowadzenie danej gry. Nie jest to też publikacja wystawiona przez mistrza gry, menadżera społeczności czy administratora. Jest to zwykły zbiór informacji opartych na moim własnym researchu, który może nieco rozjaśnić, bądź poprawić komfort rozgrywki osobom, które jakkolwiek zainteresowały się tematyką życia w Los Angeles, Kalifornii, czy na ogół w Stanach Zjednoczonych. Podane tu informacje pochodzą od różnych źródeł, zaczynając od stron internetowych, różnych tematów z forum internetowych, czy youtube. Są one też oparte - w głównej mierze - na tematyce Los Angeles, ewentualnie południowej części stanu Kalifornia. Starałem się nie tykać tematów innych, mniej popularnych i tańszych stanów, aby nie zaburzać całkowitego feelingu z czytania tego tematu. KOSZTY ŻYCIA I UTRZYMANIA W KALIFORNII, SZCZEGÓLNIE OBSZARU LOS ANGELES. Jest to pewnie jedna z najciekawszych dla wszystkich kategorii. Nie od dziś wiadomo, że Kalifornia, a w szczególności Los Angeles, nie jest najtańszym do życia stanem i koszty utrzymania się w tym miejscu potrafią być dosyć wysokie. W dobie rosnących cen usług, pojedynczych produktów, czy po prostu cen mieszkań i wynajmu można wywnioskować, że ciągnące się od dekad zjawisko powszechnej biedy i rosnącej przestępczości w tych regionach nie jest niczym dziwnym. Dla przykładu podam tutaj dwie ciekawe wypowiedzi od osób mieszkających w tamtych regionach, które zwyczajnie dają do myślenia i możliwe, że nieco rozjaśnią Wam postrzeganie Los Angeles jako tego zajebistego, wymarzonego miejsca. "Mieszkałem w SoCal (Południowa Kalifornia) przez dwa lata i mógłbym się do niej przeprowadzić z powrotem tylko wtedy, gdybym zarabiał przynajmniej $90 000 lub więcej rocznie. Wszystko co poniżej powoduje, że życie jest niekomfortowe, żyjesz od wypłaty do wypłaty, jesteś odcięty od inwestycji, oszczędzania, czy robienia czegoś więcej dla siebie." "San Gabriel Valley nawet w lepszych okolicach jak Arcadia czy San Marino jest lepszą opcją niż Los Angeles będąc szczerym... Mieszkanie z jedną sypialnią, czy po prostu wynajmowanie pokoju od kogoś może kosztować mniej niż $2 000, a gdy mieszkasz w okolicach West Covina, Covina, Azusa, może być jeszcze taniej. Są też opcje nieco bardziej oddalone od DTLA (Downtown Los Angeles) które są bezpieczniejsze i pozwolą Ci na lepsze życie." Wracając do tematu warto jest się pochylić nad tym, ile faktycznie wynoszą koszty życia - bądź po prostu przetrwania - w Los Angeles. Według źródeł na których się opierałem aby w ogóle przetrwać w LA, Twój dochód powinien wynosić przynajmniej $60 000. Jest to kwota, która pozwoli Ci na wynajęcie mieszkania z jedną sypialnią (bądź pokoju), ale będziesz żył od wypłaty do wypłaty. Aby korzystać z życia, mieć pieniądze na "swoje wydatki", powinieneś zarabiać od $80 000, do $100 000. Warto też wspomnieć, że wspominamy tutaj kwoty utrzymania się dla pojedynczej osoby. Żyjąc z dziewczyną, czy w większej rodzinie, niektóre koszty mogą zwiększyć się kilkukrotnie. Według jednego ze źródeł, wynajęcie mieszkania z jedną sypialnią wyniesie Cię około $2 000 miesięcznie. Mówimy tu o zwykłym mieszkaniu które nie jest w żaden sposób "fancy", czy w wyższym standardzie. Mimo wszystko jest to cena uśredniona przez autora spisu, lecz sporo osób mówi, że koszty te są nieco zaniżone. Kolejne będa wydatki mniejsze, między innymi ok. $85 miesięcznie za internet, $15 miesięcznie za telefon w okrojonej ofercie, ok. $150 za ubezpieczenie samochodu (rozstrzał cen w opiniach jest dość spory, pewnie jest to zależne od samochodu i oferty), $100 - $150 za paliwo (w zależności ile zajmuje Ci dojazd np. do pracy), $10 - $15 za korzystanie z usług pralni, $20 - $25 miesięcznie za podstawowe rzeczy do higieny osobistej, $200 - $300 miesięcznie za rachunki za prąd, śmieci i wodę (zależne jest to od pory roku - w lato, z racji, że używa się więcej prądu do np. klimatyzacji, mogą być one zbliżone np. do górnej granicy), $400 miesięcznie za "codzienne zakupy", czyli zakup zwyczajnych produktów spożywczych, etc., $200 - $250 za ubezpieczenie zdrowotne, jeśli nie pokrywa go Twój pracodawca. Ze źródeł u których szukałem wynika, że miesięcznie będziesz musiał wydać jakieś $3 300 - $5 000, aby utrzymać swoje istnienie w Los Angeles. Warto też tu wspomnieć o kilku podstawowych podatkach, których niestety nie jestem znawcą. Z tego co udało mi się wyszukać, to istnieją podstawowe podatki takie jak Income Tax (podatek od przychodu, federalny i stanowy), gdzie w wypadku stanowego podatku, zarabiając w przedziale $60 000 - $312 000 zapłacisz od 8%, do 9,3% podatku. W wypadku federalnego podatku, zarabiając w przedziale $60 000 - $100 000 zapłacisz 22% podatku. Jest też coś takiego jak Property Tax, gdzie średnia tego podatku to jakieś 1.16% rocznie od wartości nieruchomości. Krócej mówiąc, od nieruchomości wartej $800 000, zapłaciłbyś jakieś - w przybliżeniu - $9 300. Warto też wspomnieć o Sales Tax (9.5%) na niektóre dobra, które powodują to, że przykładowo kupując komputer za $1 000, zapłacisz $95 podatku. W cenach "utrzymania się" nie uwzględniłem scenariuszy wydawania pieniędzy na ubrania, wyjścia do kina, knajpy, baru, wydarzenia, etc. Są to po prostu koszty, które pozwolą Ci na przeżycie w tym miejscu. WYGLĄD OBSZARU LOS ANGELES, CO ZOBACZYSZ PORUSZAJĄC SIĘ PO TAMTEJSZYCH ULICACH. Nie da się na to pytanie odpowiedzieć jednym słowem. Tak naprawdę jest to zależne od tego gdzie jesteś, o jakiej porze znajdujesz się w tym miejscu i właściwie w jakim celu przyjechałeś do danego miejsca, bo w końcu przyjeżdżając do sklepu nie zwrócisz tyle uwagi na otoczenie, co po prostu podczas zwykłej przejażdżki. Pod lupę wezmę dwa obszary, które kolejno zostaną opisane. Okolice Wholesale District, Los Angeles Nie mówię tu o całym obszarze, ale poruszając się np. ulicą Figueroa w oczy rzuci Ci się kilka rzeczy. Ulice nie są zadbane. Ilość śmieci, zaniedbanych trawników, płotów oraz domów jest po prostu duża. Graffiti pokrywające mury, ściany, bramy garażowe, czy stojące od dłuższego czasu busy też jest znacząco zauważalna. Często zauważysz też prostytutki, które ubrane są zazwyczaj w mocno skąpe komplety bielizny, czy czymkolwiek innym to można nazwać. Zaczepiają one prawie każdego. Zatrzymujące się na skrzyżowaniach, czy po prostu przejeżdżające ulicą samochody przykuwają ich wzrok, a kierowcy mogą liczyć na to, że takowa prostytutka do nich podejdzie, bądź pomacha zachęcająco (jeśli są w ruchu). Przytłaczająca jest również ilość bezdomnych, z czego większość z nich to ludność czarnoskóra i latynosi. Porozstawiane na - i tak ciasnych - chodnikach namioty, porozrzucane w okolicy przedmioty, śmieci i odzież, słyszalna dosłownie z każdej strony muzyka zmieszana z od razu słyszalnym językiem hiszpańskim to kompletna codzienność. Ludzie w podrabianych, często nieistniejących w oryginale ubraniach, mający wypisane na twarzy zmęczenie życiem, którzy po prostu żyją dniem próbując jakkolwiek się utrzymać. Co jakiś czas zobaczyć też można młodzież, która jest zdecydowanie bardziej zadbana. Gdybym miał przytoczyć to, co rzuca się w oczy przy porównaniu młodziaków ze starszymi to to, że mają - prawdopodobnie - czyste, prasowane ubrania, noszą częściej biżuterię, częściej zasłaniają twarze maskami (takimi jak zza czasów pandemii) i nie wyglądają aż tak biednie. Zazwyczaj pojawiają się w mniejszych grupkach, po dwie, do pięciu osób. Środki transportu? Zdecydowanie przeważają tanie samochody, ale czasami widać też i te lekko droższe. Głównymi markami które możesz zobaczyć są: Ford, Nissan, Honda, Hyundai, Mazda, Chevrolet, Dodge, Toyota, BMW. Ruch uliczny? Tragedia. Jest po prostu duży. Powoduje to, że zgiełk miasta jest wyczuwalny cały czas, a ulice wydają się po prostu tłoczne. Bunker Hill, Downtown Los Angeles Różnica? Ogromna. Rzadko spotykane, bądź całkowity brak zniszczonych, zdewastowanych budynków. Widok zapełniają wysokie wieżowce, które przyciągają wzrok swoją czystością, przynajmniej wtedy, gdy porównujesz to miejsce ze wspomnianym wcześniej Wholesale District. Graffiti? Owszem, ale na hydrantach i znakach, a nie na co drugiej ścianie. Ludzie? Zadbani, lepiej ubrani, czyści. Widać w nich jakąkolwiek chęć do życia i pośpiech, który pewnie towarzyszy im przez większość dnia. Na chodnikach ciasnych ulic jest faktycznie mniej ludzi, a częstszym widokiem od przechodnia będzie przejeżdżający samochód, ale w zamian za to, przy większych, otwartych przestrzeniach, czy pasażach sklepów, zauważyć można większe grupy ludzi, który jakkolwiek się ze sobą integrują. Rozmawiają ze sobą, śmieją się. Zdecydowanie rzadziej zobaczysz tam osobę naćpaną, czy tragicznie wręcz chorą psychicznie. Częściej niż w poprzedniej okolicy pojawiają się różnorakie stoiska z pamiątkami, koszulkami, jedzeniem i innymi gadżetami. Zadbane ulice, ładne trawniki, większa ilość bilbordów i wiszących reklam. Ruch uliczny? Większy, ale widać też niemalże od razu zmianę w wyborze samochodów którymi porusza się społeczność. Honda, Toyota, Audi, Porsche, Ford, Mazda, Chevrolet, Cadillac, Mercedes, Tesla, GMC, Volkswagen, nowsze BMW - tych marek naliczyłem chyba najwięcej. Nie można przeoczyć faktu, że o wiele więcej jest też rowerzystów. Jest to zdecydowanie ta ładniejsza część miasta Los Angeles. Wniosek? Bardzo prosty. Los Angeles jest cholernie zróżnicowane pod kątem tego jak wygląda. W odstępie zaledwie kilku mil znajdują się kompletnie różne od siebie dzielnice. Dzięki półgodzinnemu spacerowi możesz przejść z owianej złą sławą okolicy do kompletnie innego, tętniącego życiem świata. Myślę, że jest to jedna z tych rzeczy, za którą Los Angeles jest rozpoznawalne. Nie dajcie się jednak zmylić. Są okolice, które mimo, że wyglądają dobrze, to i tak mają problemy z przestępczością, narkotykami, czy bezdomnymi. Mimo wszystko odpowiednie postrzeganie miasta na którym opiera się lore serwera znacząco ułatwia i urozmaica kreowanie swojej postaci. EDUKACJA, SZKOLNICTWO. Wygląda to inaczej niż w Polsce. Na początku można rzucić tutaj kilka podstaw. Funkcjonuje tam coś takiego jak LAUSD, czyli Los Angeles Unified School District. W wielkim skrócie jest to publiczny system edukacji, który ma pod sobą ~1 300 szkół, przeszło 500 000 uczniów i ponad 25 000 nauczycieli. Szkoły podlegające pod LAUSD są darmowe, finansowane z podatków, a uczniowie wybierają szkoły na podstawie miejsca swojego zamieszkania. Jest to drugi największy system szkolny w USA, ustępuje jedynie temu z Nowego Jorku. Mimo, że szkoły są darmowe, to są mocno zróżnicowane pod względem jakości nauki i samego doświadczenia z chodzenia do nich, a w dodatku są wielokulturowe (szczególnie duży odsetek uczniów to dzieciaki imigrantów z np. Ameryki Łacińskiej, Azji, Bliskiego Wschodu). Co różni polski system od amerykańskich szkół? W Polsce mamy program centralnie sterowany przez Ministerstwo Edukacji. W USA nie dość, że program nauczania jest ustalany przez stan, to jeszcze same w sobie szkoły mają jakąkolwiek autonomię. W Polsce mamy system ocen 1-6, egzamin ósmoklasisty i maturę, w USA skala ta jest określana literami A-F, a spore znaczenie ma GPA, czyli na nasze coś takiego jak średnia ocen. W Stanach jest również coś takiego jak SAT (Scholastic Assessment Test) i ACT (American College Testing), można powiedzieć, że są to odpowiedniki naszej matury. Nie są one obowiązkowe, ale mogą wspomóc danego ucznia w kilku rzeczach. np. zwiększyć szansę na stypendium, pomóc w wyróżnieniu się (jeśli mają złe oceny), czy po prostu pomagają w wejściu na bardziej rozchwytywane kierunki. Wiele uczelni aktualnie zrezygnowało z SAT/ACT (bądź są tzw. test-optional, czyli nie są wymagane, ale warto je załączyć), ale mimo wszystko warto jest to robić w niektórych przypadkach. Dla porównania największe uczelnie (np. Harvard) są test-optional, uniwersytety stanowe w Kalifornii nie wymagają tych testów od dwa tysiące dwudziestego pierwszego roku, a "community colleges" po prostu ich nie wymagały, ani nie wymagają. Jak wygląda etap edukacji? Trochę inaczej niż u nas. Istnieje opcjonalne przedszkole (tzw. Preschool), gdzie chodzisz w wieku 4-5 lat, szkoła podstawowa (Elementary School), czyli wiek od 5/6 lat, do 11/12 lat, szkoła średnia I. stopnia (Middle School), w wieku 11-14 lat (klasy 6-8), szkoła średnia II. stopnia (High School), w wieku 14-18 lat (klasy 9-12). Warto też wspomnieć o samym klimacie i systemie takich szkół. W amerykańskich szkołach zazwyczaj bardziej kładzie się nacisk samodzielność, sporty, projekty, dyskusje, integrację i wielokulturowość, niż na samo klepanie teorii i generowanie dobrych ocen. Tworzą się tam większe społeczności, ludzie są częściej ze sobą jakkolwiek zżyci (prawdopodobnie przez to, że uczęszczają do danej szkoły zazwyczaj ze względu na obszar w którym mieszkają). Dzieciaki ze szkół zdecydowanie częściej łapią się zajęć dodatkowych niż w Polsce. Sport, teatr, szkolne kluby, wolontariat, projekty z innymi - to jest już dla nich po prostu naturalne. Tak samo nie są oni oceniani jedynie z programu nauczania. Duży wpływ ma też aktywność, obecność, projekty i prezentacje. Co ciekawe w Kalifornii, a w szczególności w Los Angeles jest duża różnorodność kulturowa. W samym LA jest ponad 90 języków używanych przez uczniów szkół (w tym hiszpański, mandaryński, koreański, ormiański, perski, a czasem polski). Dzięki temu szkoły oferują programy dwujęzyczne (dual language immersion), gdzie uczniowe uczą się w dwóch językach, np. angielskim i hiszpańskim. Dodatkowo wiele szkół prowadzi programy dla uczniów ESL (English as a Second Language). Istnieją też szkoły takie jak "Magnet Schools" i "Charter Schools". W wielkim skrócie Magnet Schools to szkoły tematyczne, profilowane. Są one częścią publicznego systemu (np. LAUSD), więc są bezpłatne. Oferują one specjalistyczne programy nauczania w określonych dziedzinach, np. sztuce, informatyce, matematyce i naukach ścisłych, medycynie czy biznesie. Rekrutują one uczniów z całego miasta, a nie tylko z danego obszaru. Mają zazwyczaj większy poziom nauczania i większy prestiż. Charter Schools z kolei są uznawane za te z większą autonomią. Nie podlegają one pod publiczne systemy takie jak LAUSD, mimo to też są bezpłatne i publiczne. Zarządzane są po prostu przez prywatne organizacje, fundacje, etc. Mają własne programy, metody nauczania, zasady, ale muszą spełniać ogólne wymogi państwowe. Powstają często tam, gdzie szkoły publiczne zawodzą, więc są alternatywą dla tradycyjnych systemów. Uczniowie muszą się do nich zapisać, a nie są zapisywani do nich na podstawie miejsca zamieszkania. Studia w Stanach Zjednoczonych dzielą się na dwa główne etapy: Undergraduate i Graduate. Etap Undergraduate to studia licencjackie, czyli tzw. Bachelor’s Degree. Zazwyczaj trwają cztery lata i są pierwszym etapem edukacji wyższej. Na początku studenci często nie muszą od razu wybierać konkretnego kierunku – przez pierwszy rok (czasem nawet dłużej) realizują kursy ogólne z różnych dziedzin, tzw. general education requirements. Dopiero po tym czasie wybierają swój major, czyli główny kierunek studiów, w którym będą się specjalizować. Do wyboru jest ogromna liczba dziedzin, np. psychologia, biochemia, nauki o danych, inżynieria nanotechnologii czy ekonomia. Każdy kierunek studiów wiąże się z określonym zestawem obowiązkowych kursów, ale na wielu uniwersytetach studenci mają dużą swobodę w układaniu własnego planu zajęć w każdym semestrze. Dotyczy to szczególnie programów o bardziej ogólnym charakterze. Dodatkowo, studenci mogą wybrać tzw. minor, czyli kierunek poboczny, w którym również realizują kursy, ale w mniejszym zakresie. Warunkiem kontynuowania nauki jest zwykle utrzymanie wymaganej średniej ocen (GPA) w każdym semestrze. Po ukończeniu etapu Undergraduate studenci mogą zdecydować się na dalszą edukację w ramach studiów Graduate, czyli magisterskich i doktoranckich. W tej grupie znajdują się między innymi tzw. Professional Degrees, czyli studia specjalistyczne, które przygotowują do wykonywania konkretnych zawodów wymagających licencji lub certyfikacji. Przykładami są: medycyna (Doctor of Medicine – M.D.), prawo (Juris Doctor – J.D.), weterynaria (Doctor of Veterinary Medicine – D.V.M.), farmacja czy stomatologia. Programy te są bardzo konkurencyjne, a ich rozpoczęcie zazwyczaj wymaga zdania egzaminów wstępnych, takich jak MCAT (medycyna), LSAT (prawo) czy PCAT (farmacja). Innym typem studiów Graduate są klasyczne studia magisterskie (Master’s Degree), które trwają zazwyczaj dwa lata i pogłębiają wiedzę w wybranej dziedzinie. Można się ich podjąć po ukończeniu studiów licencjackich lub specjalistycznych. Przykładowe tytuły to: Master of Arts (MA), Master of Science (MS), Master of Business Administration (MBA) czy Master of Public Health (MPH). W niektórych dziedzinach istnieje też możliwość realizowania tzw. combined programs, które łączą studia licencjackie i magisterskie w ramach jednego, często pięcioletniego toku nauki. Na najwyższym szczeblu znajdują się studia doktoranckie (Doctoral Degrees), które można rozpocząć po uzyskaniu tytułu magistra. Najbardziej znanym tytułem tego stopnia jest Doctor of Philosophy (Ph.D.), który wymaga prowadzenia samodzielnych badań naukowych oraz obrony rozprawy doktorskiej. Istnieją również inne tytuły doktorskie, bardziej praktyczne, jak Doctor of Education (Ed.D.), Doctor of Business Administration (D.B.A.) czy Doctor of Science (Sc.D.). Tytuły uzyskiwane po ukończeniu danych poziomów studiów są zróżnicowane. Po Bachelor’s Degree można otrzymać np. Bachelor of Arts (BA), Bachelor of Science (BS) czy Bachelor of Environmental Studies (BES). Po Professional Degree – Doctor of Medicine (M.D.), Juris Doctor (J.D.), Doctor of Dental Surgery (D.D.S.) itp. Studia magisterskie kończą się tytułami takimi jak Master of Science (MS), Master of Arts (MA) lub Master of Business Administration (MBA). Z kolei studia doktoranckie mogą prowadzić do uzyskania tytułów takich jak Doctor of Philosophy (Ph.D.), Doctor of Education (Ed.D.) czy Doctor of Business Administration (D.B.A.). System szkolnictwa wyższego w Stanach Zjednoczonych jest jednym z najbardziej zróżnicowanych i rozbudowanych na świecie. Składa się z wielu różnych instytucji, które różnią się między sobą zarówno pod względem oferowanych programów, jak i stopnia specjalizacji, wielkości, prestiżu czy źródeł finansowania. Najczęściej spotykane terminy to „college” i „university”, które choć często używane zamiennie, w rzeczywistości oznaczają coś innego. W amerykańskim systemie edukacyjnym „college” zazwyczaj odnosi się do instytucji oferujących czteroletnie studia licencjackie (ang. undergraduate), które kończą się uzyskaniem stopnia Bachelor’s degree, najczęściej Bachelor of Arts (BA) lub Bachelor of Science (BS). Są to zwykle mniejsze instytucje edukacyjne, które koncentrują się głównie na nauczaniu, a nie na prowadzeniu badań naukowych. Przykładem mogą być tak zwane „liberal arts colleges”, które oferują szerokie wykształcenie ogólne, kładąc nacisk na krytyczne myślenie, pisanie i analizę, zamiast wąskiej specjalizacji. Z kolei „university” to instytucja, która oprócz programów licencjackich oferuje również studia magisterskie i doktoranckie (graduate programs). Uniwersytety zazwyczaj są większe, posiadają wiele wydziałów i prowadzą intensywną działalność badawczą. Dzielą się często na „undergraduate college” oraz „graduate school”. Przykładowo, Harvard University czy University of California, Berkeley to znane uniwersytety, które oferują szeroki zakres programów nauczania i badań na różnych poziomach zaawansowania. Ważną rolę w systemie odgrywają również „community colleges”, czyli dwuletnie uczelnie lokalne, które oferują programy kończące się uzyskaniem tytułu Associate’s degree. Tego typu uczelnie są często wybierane przez studentów ze względu na niższe koszty czesnego oraz możliwość późniejszego transferu na czteroletni college lub uniwersytet w celu kontynuowania nauki. Community colleges pełnią też funkcję edukacyjną dla osób dorosłych oraz oferują programy zawodowe. W Stanach Zjednoczonych instytucje szkolnictwa wyższego mogą być publiczne lub prywatne. Uczelnie publiczne są finansowane przez rząd stanowy i zazwyczaj oferują niższe czesne dla mieszkańców danego stanu, podczas gdy uczelnie prywatne opierają się głównie na czesnym, darowiznach oraz dotacjach i często mają większą autonomię w kwestiach programowych. Warto również wspomnieć o prestiżowych uczelniach prywatnych zrzeszonych w tzw. Ivy League, które cieszą się ogromnym prestiżem zarówno w USA, jak i na świecie. Amerykański system studiów cechuje się dużą elastycznością – studenci mogą często wybierać kursy z różnych dziedzin, zmieniać kierunek studiów, a także decydować o tempie ich ukończenia. System punktowy (tzw. credits) pozwala na dość swobodny dobór zajęć i prowadzi do ukończenia wymaganego minimum punktowego, aby uzyskać dyplom. Dodatkowo, uczelnie kładą duży nacisk na aktywność studencką, rozwój osobisty i zawodowy, a także uczestnictwo w życiu kampusu. Koszty życia studenta w Los Angeles, jednym z najdroższych miast w Stanach Zjednoczonych, mogą być znaczące, zwłaszcza dla osób studiujących na takich uczelniach jak University of California, Los Angeles (UCLA) czy University of Southern California (USC). Największym wydatkiem jest zazwyczaj zakwaterowanie. Wynajęcie pokoju w mieszkaniu współdzielonym z innymi studentami to koszt rzędu 1 200 do 1 500 dolarów miesięcznie. Jeśli student zdecyduje się na wynajęcie kawalerki (tzw. studio apartment), musi liczyć się z wydatkiem nawet 1 600 do 2 200 dolarów miesięcznie, w zależności od lokalizacji i standardu. Alternatywą są akademiki uniwersyteckie, gdzie miesięczny koszt zakwaterowania wynosi około 1 300 do 1 800 dolarów, zwykle w pakiecie z obowiązkowym planem żywieniowym. Kolejnym istotnym elementem budżetu jest jedzenie. Przy samodzielnym gotowaniu miesięczne wydatki na zakupy spożywcze wynoszą średnio od 400 do 600 dolarów. Osoby, które częściej stołują się na mieście, muszą doliczyć dodatkowe koszty – nawet do 700 dolarów miesięcznie, jeśli jedzenie na mieście jest regularne. W przypadku zakwaterowania w akademiku, część kosztów może być już pokryta przez tzw. meal plan, ale nie zawsze pokrywa on wszystkie potrzeby żywieniowe. Transport publiczny w Los Angeles nie jest tak rozwinięty jak w innych dużych miastach, co oznacza, że wielu studentów korzysta z samochodów. Utrzymanie własnego auta, uwzględniając paliwo, ubezpieczenie, parkowanie i ewentualne naprawy, to wydatek rzędu 300–600 dolarów miesięcznie. Dla tych, którzy nie posiadają samochodu, miesięczny bilet na komunikację miejską (Metro) kosztuje około 50–75 dolarów, a niektóre uczelnie oferują zniżki dla studentów. Warto jednak zaznaczyć, że dojazdy komunikacją miejską mogą być czasochłonne. Do codziennych wydatków należy doliczyć także opłaty za telefon komórkowy (około 50–80 dolarów miesięcznie), Internet (jeśli nie jest wliczony w czynsz – ok. 50 dolarów), środki czystości, kosmetyki, ubrania czy materiały edukacyjne (np. książki, które potrafią kosztować nawet kilkaset dolarów na semestr). Na życie towarzyskie, wyjścia do kina, kawiarni, siłownię czy inne rozrywki przeciętny student może przeznaczać dodatkowe 100–300 dolarów miesięcznie. Podsumowując, całkowity miesięczny koszt życia studenta w Los Angeles zazwyczaj wynosi od około 2 000 do 3 500 dolarów. Ostateczna kwota zależy w dużej mierze od stylu życia, miejsca zamieszkania i formy transportu. W skali roku daje to od 24 000 do nawet ponad 40 000 dolarów. Z tego powodu wielu studentów stara się ograniczać wydatki, współdzielić mieszkania, korzystać z pomocy stypendialnej oraz podejmować pracę dorywczą w ramach dozwolonych przez przepisy wizowe. Stypendia w Kalifornii, podobnie jak w całych Stanach Zjednoczonych, stanowią bardzo ważną formę wsparcia finansowego dla studentów i są jednym z kluczowych sposobów na pokrycie wysokich kosztów studiów. System stypendialny w USA jest dość rozbudowany i różni się od tego, co spotykamy np. w Europie. Stypendia mogą być przyznawane z różnych źródeł: przez same uczelnie, przez stan Kalifornia, przez organizacje prywatne, fundacje, firmy, a nawet osoby prywatne. Co istotne, nie są one przeznaczone wyłącznie dla studentów o wybitnych wynikach – mogą być przyznawane z bardzo różnych powodów: za wyniki w nauce, sytuację finansową, osiągnięcia sportowe, zaangażowanie społeczne, przynależność do określonej grupy etnicznej, zawodowej czy nawet za kierunek studiów. Jednym z najważniejszych stypendiów stanowych w Kalifornii jest Cal Grant, które oferowane jest przez California Student Aid Commission. To stypendium przeznaczone jest głównie dla rezydentów Kalifornii i przyznawane na podstawie potrzeb finansowych oraz wyników w nauce. W zależności od rodzaju uczelni – czy jest to uczelnia publiczna (np. UC lub CSU), prywatna, czy community college – wysokość Cal Grant może się różnić, ale może pokrywać całkowicie lub częściowo czesne, a czasem też inne koszty życia. Aby ubiegać się o Cal Grant, należy wypełnić wniosek FAFSA (Free Application for Federal Student Aid) lub tzw. California Dream Act Application (dla studentów bez dokumentów). Kolejną dużą kategorią są stypendia uczelniane, czyli te oferowane bezpośrednio przez konkretne uniwersytety. Uczelnie takie jak UCLA, UC Berkeley, USC czy Stanford oferują własne programy stypendialne. W wielu przypadkach nie trzeba nawet składać osobnego wniosku – uczelnia automatycznie rozważa kandydatów pod kątem stypendiów przy okazji procesu aplikacyjnego. Wyróżnia się tu dwa typy: stypendia need-based, przyznawane na podstawie dochodów rodziny, oraz merit-based, czyli przyznawane za osiągnięcia – np. wysoką średnią ocen, wyniki w olimpiadach, działalność pozaszkolną, liderstwo czy osiągnięcia sportowe. Osobną kategorią są stypendia sportowe, bardzo charakterystyczne dla systemu amerykańskiego. Uczelnie często rekrutują utalentowanych sportowców, oferując im pełne lub częściowe stypendia pokrywające koszty czesnego, mieszkania i wyżywienia. Aby otrzymać takie stypendium, trzeba być zauważonym przez tzw. rekruterów (scouts), a także spełniać wymogi akademickie narzucone przez NCAA (National Collegiate Athletic Association). Poza tym istnieje wiele niezależnych stypendiów oferowanych przez organizacje pozarządowe, fundacje charytatywne, instytucje branżowe czy firmy. Często są one skierowane do określonych grup społecznych – np. mniejszości etnicznych, kobiet w naukach ścisłych, osób zainteresowanych konkretną dziedziną (np. technologią, edukacją, sztuką), albo mieszkańców danego regionu. Proces aplikacji zwykle wymaga napisania eseju, przedstawienia rekomendacji, wyników akademickich i informacji finansowych. Co istotne, większość stypendiów w USA – zarówno publicznych, jak i prywatnych – nie wymaga ich późniejszego zwrotu, w przeciwieństwie do np. kredytów studenckich. Jednak każde stypendium ma swoje warunki utrzymania: najczęściej trzeba zachować określoną średnią ocen (GPA), uczestniczyć aktywnie w zajęciach lub utrzymać pełny status studenta. Sama zaś kultura studiowania w Stanach Zjednoczonych różni się znacznie od tej, którą można spotkać w wielu krajach europejskich, i jest bardzo specyficzna, różnorodna i silnie powiązana z życiem kampusowym. Dla wielu studentów studia to nie tylko czas nauki, ale przede wszystkim okres intensywnego rozwoju osobistego, budowania relacji i uczestniczenia w różnorodnych aktywnościach społecznych. Amerykańskie uczelnie, zwłaszcza te większe, mają własne kampusy – często przypominające małe miasteczka – z akademikami, bibliotekami, halami sportowymi, kawiarniami, sklepami, a czasem nawet kinami. Życie studenckie toczy się głównie właśnie na terenie kampusu. Typowy student amerykański nie spędza całych dni wyłącznie na zajęciach – wiele czasu poświęca także na uczestnictwo w klubach, organizacjach, wydarzeniach kulturalnych, zawodach sportowych czy spotkaniach towarzyskich. Uczelnie wspierają aktywność poza nauką, traktując ją jako ważny element rozwoju. Istnieją setki klubów studenckich, od tych związanych z konkretnym kierunkiem studiów, przez grupy artystyczne, aż po organizacje polityczne, religijne, ekologiczne, a nawet hobbystyczne (jak np. klub szachowy, klub filmowy, grupa miłośników gier wideo czy wspinaczki). Bardzo charakterystycznym elementem życia studenckiego w USA są bractwa (fraternities) i siostrzeństwa (sororities), czyli organizacje społeczne zrzeszające studentów jednej uczelni. Są one częścią tzw. Greek Life, ponieważ ich nazwy składają się z liter alfabetu greckiego, np. Alpha Phi, Sigma Chi, Delta Gamma. Bractwa przeznaczone są zazwyczaj dla mężczyzn, a siostrzeństwa dla kobiet, choć istnieją również organizacje koedukacyjne. Dołączenie do takiej organizacji nie jest obowiązkowe, ale dla wielu studentów jest to atrakcyjna forma spędzania czasu, zdobywania znajomości, uczestniczenia w imprezach, ale też angażowania się w działalność charytatywną czy rozwój osobisty. Rekrutacja do bractw i siostrzeństw odbywa się zazwyczaj na początku semestru i wiąże się z tzw. rush week – tygodniem spotkań, prezentacji i rozmów kwalifikacyjnych. Po przyjęciu do organizacji studenci przechodzą okres wdrożeniowy, znany jako pledge period, który w przeszłości bywał kontrowersyjny z powodu nadużyć i tzw. hazing (czyli niebezpiecznych rytuałów inicjacyjnych), choć obecnie uczelnie coraz mocniej tego pilnują. Członkowie bractw często mieszkają razem w specjalnych domach bractwowych, które są swoistym centrum życia towarzyskiego, ale też miejscem spotkań formalnych i wydarzeń charytatywnych. Życie w takim domu bywa bardzo intensywne i silnie zintegrowane – to jakby mikrospołeczność w obrębie kampusu. Organizacje te tworzą sieci kontaktów, które mogą okazać się pomocne później w życiu zawodowym, szczególnie że wiele z nich ma wieloletnią tradycję i wspierających je absolwentów. Poza Greek Life, kultura studiowania w USA obejmuje również silne przywiązanie do sportu akademickiego. Mecze futbolu amerykańskiego, koszykówki czy baseballu przyciągają na kampusach tysiące studentów, często ubranych w barwy uczelni. Spotkania sportowe są prawdziwym wydarzeniem społecznym i okazją do wspólnego świętowania, co wzmacnia poczucie wspólnoty akademickiej. Wielu studentów angażuje się także w wolontariat, praktyki zawodowe czy badania naukowe prowadzone przez uczelnię, traktując studia jako czas przygotowania się do przyszłej kariery – nie tylko poprzez naukę, ale też przez zdobywanie doświadczenia. Studia w USA to także duży nacisk na samodzielność i elastyczność. Studenci sami planują swój tygodniowy grafik zajęć, wybierają kursy, prowadzą intensywną korespondencję z wykładowcami, często uczą się w bibliotekach lub przestrzeniach coworkingowych dostępnych na kampusie. Relacje z profesorami bywają mniej formalne niż w wielu innych krajach, ale jednocześnie od studentów oczekuje się dużego zaangażowania, terminowości i odpowiedzialności. Wymagana jest także aktywność podczas zajęć – udział w dyskusjach, prezentacjach, projektach grupowych, co jest standardem w większości programów. Wszystko to razem tworzy bardzo specyficzny, często idealizowany obraz amerykańskiego życia studenckiego: intensywny rytm zajęć, społeczna aktywność, niezależność, ale też ogromne możliwości rozwoju osobistego i zawodowego – pod warunkiem, że student potrafi z tego skorzystać. KALIFORNIJSKA PRZESTĘPCZOŚĆ. Od lat mieszkańcy hrabstwa Los Angeles, podobnie jak społeczności innych części kraju, skarżą się na wzrastającą w ich regionie przestępczość. Od kradzieży katalizatorów, paczek, pojazdów, włamań, aż po przestępstwa, które bezpośrednio wpływają na ich życie, czyli pobicia, gwałty, morderstwa. Ponad trzy lata po rozpoczęciu pandemii COVID-19, portal USA TODAY przyjrzał się danym, aby ocenić jak bardzo tak naprawdę wzrosła przestępczość w LA County. Celem sporządzenia tych danych prócz przekonania się o wzroście częstotliwości przestępstw, miało też być stwierdzenie, czy mieszkańcy miast z hrabstwa Los Angeles są mniej bezpieczni, niż w poprzednich latach (w tym w 2019, czyli roku przed wybuchem pandemii). Władze miasta Los Angeles odnotowały jedenastoprocentowy wzrost ogólnego wskaźnika przestępczości w 2022 roku, z sześćdziesięcioma przestępstwami na tysiąc mieszkańców. Dla porównania - w 2019 liczba ta wynosiła 54 przestępstwa na 1000 mieszkańców. Dane obejmują zarówno przestępstwa z użyciem przemocy, zdefiniowane przez FBI, obejmujące gwałt, rozboje, napaść z bronią w ręku i zabójstwo, jak i przestępstwa przeciwko mieniu, czyli włamania, podpalenia i kradzieże pojazdów. Choroby psychiczne, wzrost użycia narkotyków takich jak heroina, crack, czy fentanyl, plus wzrost liczby bezdomnych noszących broń, to tylko jedne z czynników przyczyniających się do wzrostu liczby przestępstw, powiedziała dowódca Central Division, Elaine Morales, z Los Angeles Police Department. Jej dywizja obejmuje niesławny obszar nazywany "Skid Row", czyli 54 przecznice, gdzie wielu bezdomnych mieszka w namiotach w pobliżu miejsc, które są przeznaczone dla społeczności. Downtown, czyli obszar który ma ponad siedemdziesiąt tysięcy mieszkańców, doświadczył wzrost o 25% przestępstw z użyciem przemocy - z ponad 1800 incydentów w 2019 roku, do ponad 2200 w 2022 roku - i wskaźnikiem 45 zgłoszonych przestępstw z użyciem przemocy na 1000 mieszkańców. W przestępstwach przeciwko mieniu, śródmieście odnotowało największy wzrost procentowy, jak również wskaźnik przestępczości, z prawie 57% wzrostem przestępstw przeciwko mieniu między 2019, a 2022 rokiem i mniej więcej 167 przestępstwami przeciwko mieniu zgłoszonymi na 1000 mieszkańców. Morales, dowódca Central Division, która obejmuje znaczną część centrum powiedziała, że obszar ten jest bardzo zróżnicowanym i "bogatym w cele" środowiskiem dla przestępców. Wszystko to dlatego, że zawiera on głównie obszary biznesowe i rozrywkowe, a w rezultacie większy ruch lokalnych odwiedzających, turystów i pracowników przekłada się na większą ilość popełnianych przestępstw. PROBLEMY MIASTA Z NARKOTYKAMI. Problem narkotyków w Los Angeles, szczególnie w kontekście kryzysu związanego z fentanylem, stanowi poważne wyzwanie zdrowotne i społeczne. Fentanyl, syntetyczny opioid o sile nawet 100 razy większej od morfiny, stał się głównym czynnikiem odpowiedzialnym za śmiertelne przedawkowania w hrabstwie Los Angeles. W 2022 roku fentanyl był powiązany z ponad 1 900 przypadkami śmiertelnymi, co stanowiło około 59% wszystkich zgonów związanych z narkotykami lub alkoholem w tym okresie. Wzrost liczby zgonów związanych z fentanylem w Los Angeles był dramatyczny. Liczba tych zgonów wzrosła o 1 652% z 109 w 2016 roku do 1 910 w 2022 roku. W 2023 roku odnotowano ponad 1 000 zgonów związanych z narkotykami wśród osób bezdomnych, z czego 728 było związanych z fentanylem. Społeczności czarnoskóre w Los Angeles są szczególnie dotknięte tym kryzysem. Chociaż stanowią około 8% populacji hrabstwa, w 2022 roku odpowiadały za 21% zgonów związanych z fentanylem, co stanowiło wskaźnik 49,5 na 100 000 mieszkańców, niemal dwukrotnie wyższy niż w przypadku białych mieszkańców. W dzielnicach takich jak Skid Row, gdzie żyje wielu bezdomnych, problem jest szczególnie widoczny. W ciągu 11 miesięcy 2022 roku odnotowano tam 140 przypadków śmiertelnych związanych z przedawkowaniem, z czego 83 dotyczyły osób czarnoskórych. Fentanyl jest często sprzedawany w postaci tabletek, które mogą być pomylone z lekami przeciwbólowymi, co zwiększa ryzyko przedawkowania. Nawet niewielka ilość fentanylu może być śmiertelna, co czyni go szczególnie niebezpiecznym narkotykiem. W odpowiedzi na ten kryzys, władze Los Angeles wprowadziły programy dystrybucji naloksonu, leku ratującego życie w przypadku przedawkowania opioidów, oraz testowania narkotyków w celu wykrywania fentanylu w ulicznych substancjach. Co z innymi substancjami? Obok fentanylu występuje szereg innych substancji psychoaktywnych, które mają znaczący wpływ na społeczeństwo. Mimo że fentanyl jest obecnie najgroźniejszym narkotykiem w regionie, inne używki również pozostają powszechnie dostępne i stanowią poważne zagrożenie zdrowotne. Metamfetamina (meth) jest jednym z najczęściej stosowanych narkotyków w Los Angeles. Szacuje się, że prawie połowa osób, które zmarły z powodu substancji toksycznych w hrabstwie Los Angeles, miała w organizmach obecność metamfetaminy. Ponadto, około 33% osób przyjętych do programów leczenia uzależnień w 2018 roku miało problemy z tym narkotykiem. Dodatkowo cena metamfetaminy waha się od 20 do 40 dolarów za gram, co czyni ją stosunkowo dostępną. Kolejno kokaina pozostaje popularnym narkotykiem rekreacyjnym, szczególnie wśród osób zamożniejszych. W 2023 roku w Stanach Zjednoczonych kokainę stosowało ponad 61 milionów osób. Prócz tego, popularnymi narkotykami pozostają dalej: heroina, marihuana, MDMA i LSD, PCP, oksykodon, kodeina, buprenorfina oraz ketamina, szczególnie przez to, że dostępne są za dosyć niską cenę i są cały czas popularyzowane przez osoby działające w mediach (np. przez osoby z branży muzycznej). Wszystko to sprawia, że narkotyki mają poważny, groźny wpływ na społeczeństwo. Mimo, że władze porządkowe podejmują próby walczenia z nimi, dalej pozostają - i prawdopodobnie pozostaną - one bardzo popularne. Aktualnie można powiedzieć, że substancje psychoaktywne są nierozłączną, małą częścią kultury Los Angeles i Kalifornii. PRACA I ZAROBKI. Praca w Stanach Zjednoczonych, w tym w Kalifornii, to temat złożony, na który składają się różnice w zarobkach, struktura podatkowa, warunki zatrudnienia oraz kulturowe podejście do pracy. Mimo że USA uchodzą za kraj dużych możliwości zawodowych, nie brakuje tam także nierówności, niestabilności i wyzwań, które dotykają wielu pracowników. Zarobki w USA są bardzo zróżnicowane. W 2024 roku średnie roczne wynagrodzenie wynosiło około 65 470 dolarów brutto, natomiast mediana – która lepiej odzwierciedla rzeczywistość przeciętnego pracownika – wynosiła 59 228 dolarów. Te liczby mogą sugerować względnie wysoki poziom życia, ale w praktyce wiele osób zarabia znacznie mniej. W Kalifornii, jednym z najdroższych stanów do życia, średnia pensja wynosiła około 76 960 dolarów rocznie, co jest jednym z najwyższych wyników w kraju. Jednak wysokie koszty życia, zwłaszcza mieszkań, jedzenia i opieki zdrowotnej, sprawiają, że nawet przy takich dochodach wielu ludzi ledwo wiąże koniec z końcem. Warunki pracy w USA są często określane jako intensywne. Kultura pracy opiera się na indywidualizmie, rywalizacji i nastawieniu na wyniki. W wielu branżach – zwłaszcza w sektorach finansowym, technologicznym czy prawniczym – pracownicy są skłonni poświęcać życie prywatne na rzecz kariery, co niejednokrotnie prowadzi do wypalenia zawodowego. Choć przeciętny tydzień pracy formalnie wynosi 40 godzin, w praktyce wiele osób pracuje więcej, często bez nadgodzin, szczególnie jeśli są zatrudnieni na stanowiskach kierowniczych lub na umowach wyłączających dodatkowe wynagrodzenie za godziny ponadwymiarowe. USA nie oferują też tego samego poziomu ochrony pracownika, co wiele krajów europejskich. W większości stanów obowiązuje zasada „at-will employment”, co oznacza, że pracodawca może zwolnić pracownika w dowolnym momencie, bez podania przyczyny, o ile nie narusza to prawa antydyskryminacyjnego. Urlopy wypoczynkowe nie są gwarantowane przez prawo federalne – zależą wyłącznie od polityki firmy. Średnio oferuje się pracownikom 10 dni płatnego urlopu rocznie, co z perspektywy europejskiej wydaje się niezwykle skromne. Płatny urlop macierzyński i ojcowski również nie jest gwarantowany ustawowo. Wspomniany wcześniej system podatkowy to kolejna warstwa, z którą musi zmierzyć się każdy zatrudniony. Pracownicy w USA płacą podatki federalne, stanowe i – w niektórych przypadkach – lokalne. Federalny podatek dochodowy ma charakter progresywny i waha się od 10% do 37%, w zależności od dochodu. Do tego dochodzą składki na ubezpieczenia społeczne (Social Security) i zdrowotne (Medicare), które razem wynoszą 7,65% dla pracownika (drugie tyle płaci pracodawca). W Kalifornii dochodzi jeszcze podatek stanowy, który również ma charakter progresywny – od 1% do 13,3%, co czyni go jednym z najwyższych w kraju. Przeciętny pracownik o dochodach rzędu 70 000 dolarów rocznie może oddawać nawet 30–40% swojego wynagrodzenia w podatkach i składkach, nie licząc podatku od sprzedaży (sales tax), który w Kalifornii wynosi 7,25% lub więcej. Do tego wszystkiego dochodzi kwestia ubezpieczenia zdrowotnego, które nie jest zapewniane z urzędu. Większość Amerykanów uzyskuje dostęp do opieki zdrowotnej przez pracodawcę, jednak nawet wtedy musi płacić składki, które nierzadko przekraczają 500 dolarów miesięcznie. W przypadku osób pracujących w niepełnym wymiarze godzin lub na umowach cywilnych, dostęp do ubezpieczenia jest ograniczony, a koszty leczenia – szczególnie bez ubezpieczenia – mogą być rujnujące. Praca w Stanach Zjednoczonych to więc nie tylko możliwość wysokich zarobków, ale również realne ryzyko braku stabilizacji, kosztów zdrowotnych i chronicznego przemęczenia. System oparty jest na konkurencyjności i elastyczności, ale coraz więcej młodych ludzi – zwłaszcza z pokolenia Z – zaczyna to kwestionować, szukając alternatyw, które pozwalają na lepszą równowagę między życiem zawodowym a prywatnym. Mimo wciąż silnej pozycji amerykańskiego rynku pracy, rośnie liczba osób dostrzegających jego ukryte koszty i ograniczenia. Credits; ja, AI dla przerobienia tekstu na wyglądający bardziej spójnie niż moje porozrzucane myśli i research Materiały dodatkowe z naszego forum (polecane przeze mnie) które mogą wspomóc rozgrywkę; – OGÓLNE Publikacja dotycząca fabuły serwera "Lore Serwera Vibe Roleplay" autorstwa BRANDIT (Bozmer). Poradnik "Podstawy Roleplay, czyli o kreacji postaci słów kilka." mojego autorstwa. Poradnik "Zaburzenia psychiczne" autorstwa eternalv0id (overdose). Publikacja dotycząca rozgrywki "ABC rozgrywki ze strefą RESCUE" autorstwa Shadowex. – PRZESTĘPCZOŚĆ Publikacja dotycząca rozgrywki "Przestępstwa i ich konsekwencje, popełnianie zbrodni za dnia i w zatłoczonych miejscach - kilka słów o kreacji przestępców." mojego autorstwa. Publikacja dotycząca rozgrywki "Gangi uliczne w Los Santos i ich znaczenie." autorstwa Sidneyo. Poradnik "Kompedium wiedzy dot. gang-bangingu w 2025 roku" autorstwa Millie. Poradnik "Poprawna kreacja postaci na Davis" autorstwa 5element. Poradnik "White Gangs in LA County" autorstwa 5element, Michael_Kirkpatrick (ftw>pma). Poradnik "GANGI CHICANO W LA" autorstwa Frosty. Temat "[N E W S] Cosa Nostra" założony przez Eliteq - to po prostu temat zawierający nowości ze świata mafii.5 polubień
-
5 polubień
-
5 polubień
-
Reaper (Mirror Park/West Chapter)
Bastard i 3 innych polubił temat przez West Coast
W.Z (Ward) (29 years old) | West Chapter (Southern Reapers) Wychowany na przemocy, alkoholu i narkotykach – Koles nie miał łatwego startu. Dzieciństwo spędził w cieniu upadłych autorytetów, w domu gdzie krzyk był codziennością, a ucieczką – ulica. Brak wzorców i czułości wykształciły w nim brutalną odporność, a każde upokorzenie i porażka były dla niego kolejnym krokiem w stronę samodzielnie wypracowanej dyscypliny. Ulica nie tylko go wychowała – ulica go stworzyła. Dziś to człowiek, który działa impulsywnie i dynamicznie, często z przerażającą wręcz precyzją psychopaty. Ma swoje zasady – nie tyka dzieci, kobiet w ciąży i starszyzny – ale poza tym? Zero hamulców. Jeśli wejdziesz mu w drogę, a nie jesteś z jego kręgu, przygotuj się na wieczny terror, z którego nie wyjdziesz bez blizn – fizycznych i psychicznych. Zyskał szacunek w kręgach Southern Reapers nie tylko przez brutalność, ale przez lojalność. Przez lata wspierał klub z cienia, ogarniając fora, supporter pages, brudną robotę zza kulis. Gdy Reapersi wrócili na mapę – on był gotów. Przyjęli go na prospekturę, bo jego zaangażowanie było bezdyskusyjne. Nie ma jednej ścieżki zarobku – działa tam, gdzie widać pieniądze. Dragi? Jasne. Auta? Nie ma problemu. Broń? Zorganizuje. Haracz? Z przyjemnością. Rozjebać komuś zuchwę? Właśnie się rozgrzewa. Złota rączka, ale z piętnem piekła – to nie typ spod latarni, to plemnik diabła. Prywatnie związany z kobietą równie rozbitą, co on – ćpunką i byłą prostytutką, z którą łączy go relacja naznaczona toksyną. Kochają się i nienawidzą z równą intensywnością, ich łóżko jest miejscem zarówno seksu, jak i przemocy. Żyją z dnia na dzień, z działki na działkę, z rachunku na rachunek. Syndrom Sztokholmski, który oboje karmią z nałogową czułością. Ukrywa swój nałóg, choć jego twarz zdradza więcej niż chciałby przyznać. Nie jest przystojniakiem – to typowy cham z ryja, którego uroda została dawno zdeptana przez życie, a resztki maskuje cynizmem i chamstwem.4 polubienia -
Zawsze marzyłeś o filmowej karierze? Może jesteś studentem, albo samotną matką wychowującą dzieci? Nie zrobimy z Ciebie gwiazdy Vinewood, ale zawsze możesz nabyć ciekawe doświadczenie na półprofesjonalnym planie filmowym. Już w ten piątek (16.05) 22:00 i poniedziałek (19.05) 20.00 odbędą się dwa castingi na statystów do najnowszego teledysku zespołu Sloppy Toppy. Przesłuchania będą trwały do ostatnich chętnych. Od uczestników wymaga się, aby mieli skończone przynajmniej 22 lata. Nie wymagamy doświadczenia. Wyselekcjonowane osoby będą mogły liczyć na co najmniej 2 dni spędzone na planie filmowym razem ze wszystkimi członkami Sloppy Toppy, a także gratyfikację finansową w wysokości $35.000! Osoby przybywające na przesłuchania prosimy o przyniesienie, lub wypełnienie na miejscu poniższego arkusza informacyjnego: Lokalizacja:4 polubienia
-
[10/05] Vienna Bohannon - Summer (Official Video)
Madlyn i 3 innych polubił temat przez high fashion
**10 maja wedle wszelkich zapowiedzi na oficjalnym kanale Vienna Bohannon oraz Blood Moon Records ukazał się najnowszy singiel pt /Summer/. Tematyka jak sam tytuł wskazuje jest mocno wakacyjna - Rajska wyspa, impreza, kolorowe drinki, słońce, plaża, ocean etc. Sam tekst nie jest niczym twórczym, a wręcz został napisany w taki sposób, aby szybko zapadał w pamięć. Szczególnie jeśli mówimy tutaj o refrenie, gdzie piosenkarka kilkukrotnie przeciąga słowo /LATO/, chcąc jak najbardziej utkwić z tym słowem w głowach słuchaczy. Teledysk przedstawia artystkę bawiącą się w gronie plażowiczów, jest też kilka ujęć na flagi USA, ocean czy słynne molo. Prezentuje on piękno słonecznego wybrzeża, wracając nawet nieco do czasów 2014-2016 gdzie LS miało swój peak (głównie przez aesthetic zdjęcia na tumblr). Krążek jest pierwszym, który pojawi się na debiutanckim albumie /hot VIENNA summer/ i na pewno nie bez powodu został tym przewodnim. Złociste włosy są nieodłącznym elementem wakacyjnego zawirowania. Wizerunek został również mocno ugrzeczniony w porównaniu z poprzednią erą. W Ocean's Bounty Bar od kilku dni można spróbować drinka sygnowanego imieniem Bohannon, a mianowicie /hot VIENNA summer/, który swoją nazwą zdradził przedpremierowo tytuł projektu. Dziewczyna śpiewa ze specyficzną manierą, którą wyrobiła na przestrzeni miesięcy, a w porównaniu do projektu /BANISHED FROM PARADISE/ śpiewa znacznie wyżej i bardziej dziewczęco (niczym u Britney Spears czy Tate Mcrae). Zapowiedzi odnośnie singla można było usłyszeć również podczas emisji reklam w Daily Globe. Nadchodzi nowa era i nowa tematyka, a Vienna ponownie prezentuje się w nowej, świeżej odsłonie. Jakość audio stoi na najwyższym poziomie i nie odbiega od dotychczasowych** (napisy yt) SOCIAL MEDIA: lifeinvader TEKST: ODGRYWKA: PROMOCJA: WYDATKI: INFORMACJE:4 polubienia -
4 polubienia
-
4 polubienia
-
4 polubienia
-
Mods Changelog #15
big gucci sosa i 3 innych polubił temat przez Analny Terminator
4 polubienia -
3 polubienia
-
3 polubienia
