Skocz do zawartości
 
GRACZY ONLINE

Areczek

Gracz
  • Postów

    178
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez Areczek

  1. Dziena za giere Zajebiscie sie klikalo Widzimy sie next time Eeeelooo
  2. Areczek

    Podziękowania

    DZIEKI BYKU! SHAWN ZARAZI FELIPE RAKIEM I ZAŁATWI MU DUPE Z WENERĄ OK? @garnek_1
  3. wesołych dla: @dixoniak7 @Sesh @garnek_1 @Aiden2500 @Tramwajek @M1TetriS1M @nervusek @KompanWilczur @Kekse @lost in americana @Mixer @Kekse @KERZKI @SmoQ @WJTKdesign @advsia @Burr1edAl1v3 @Skuucx.@2-1-1-7 @ziutek @Exodusek @jan
  4. Shawn „Terro” Quinterro wjechał do Los Santos o świcie, kiedy mgła nad autostradą rozpraszała pierwsze promienie słońca. Jechał bez muzyki, bez słów, tylko z myślą o jednym - że wezwanie od Presidenta Calaveras nie było prośbą. Było kierunkiem i szansą. Miasto miało stać się jego nowym terytorium, a on zamierzał je poznać lepiej niż ktokolwiek wcześniej. Już na wjeździe poczuł różnicę. W San Diego wiedział, gdzie co jest, kto rządzi jaką częścią ulic, do kogo warto się odzywać, a od kogo trzeba trzymać się z daleka. Tutaj wszystko było większe, szybsze, głośniejsze. Nawet zwykłe światła uliczne zdawały się patrzeć na niego jak oczy miasta, które oceniają przybysza. Pierwsze dni minęły mu w półmroku garaży, barów i miejsc, gdzie Calaveras trzymało swoje interesy. Poznawał ludzi, ale nie na zasadzie przywitań - bardziej jak się poznaje teren. Ucząc się zapachów, tonów głosu, niepisanych zasad. Czuł zapach asfaltu, benzyny i pieniędzy, które krążyły w powietrzu, niewidzialne, ale wyczuwalne. Los Santos nie było San Diego - było większe, bardziej chaotyczne, ale też dawało więcej możliwości. A Terro nauczył się je wykorzystywać. W przeciwieństwie do starego życia, tutaj nikt nie znał go od dziecka. Jego reputacja była jedynie echem, które Calaveras przyniosło z południa. To dawało mu pewną wolność - mógł ustawić wszystko od nowa. Pokazać się z tej strony, z której chciał. Być człowiekiem ciszy, skuteczności, chłodnego dystansu. I był w tym dobry. Ludzie zapamiętywali go nie z powodu krzyku, lecz spojrzenia, które potrafiło wytrącić z równowagi każdego. To właśnie w Los Santos na nowo rozwinął skrzydła w świecie hakerstwa. Już wcześniej miał pojęcie o darknetowych układach, o szyfrowaniu i danych, które ludzie gubili w sieci, ale tutaj przeskoczył o kilka poziomów wyżej. Znalazł przestrzeń, w której mógł działać bez przerwy - zarówno w świecie fizycznym, jak i w cyfrowym. Siedział po nocach, ucząc się wszystkiego, co dotyczyło cyberprzestrzeni miasta. Gdzie systemy są najmocniejsze, gdzie najsłabsze, jak poruszać się bez zostawiania śladów. Zaczął łączyć stare techniki z nowymi. Rozwijać narzędzia, których nikt inny nie miał. Testował siebie na granicy możliwości - za każdym razem przesuwał tę granicę dalej. Z czasem jego działania stawały się coraz śmielsze. Przechodził od prostych infiltracji do operacji, które wymagały milimetrowej precyzji. Wiele z nich wykonywał sam, ale jedną - jedną wyjątkową - zrobił poza standardowymi układami. Z dawnym znajomym z darknetu przeprowadził cichy przemyt. Dobrze zaplanowany, szybki i dochodowy. Nie powiedział o tym nikomu spoza Calaveras. Nawet w myślach nie wracał do szczegółów; takie rzeczy lepiej zostawić za sobą, schowane głęboko, jak pliki zaszyfrowane w kilku warstwach. Równocześnie zaczęli pojawiać się wokół niego ludzie. Nie szukał ich - to oni znajdowali jego. Jego spokój, chłód i to, że mówił tylko wtedy, kiedy trzeba, przyciągały uwagę. Jedni podziwiali go za opanowanie, inni bali się jego milczenia. Ale byli tacy, którzy potrafili zobaczyć w nim więcej. Tacy, którzy nie odbierali jego braku słów jako braku sympatii. Z czasem zaczęli tworzyć wokół niego przestrzeń, której nigdy wcześniej nie miał - przestrzeń normalności. Czasem zwykłej rozmowy. Czasem milczenia, które nie ciążyło. To właśnie te relacje, choć nie nazwałby ich przyjaźniami, zaczęły działać na niego w sposób, którego się nie spodziewał. Sam zauważył, że w ich towarzystwie staje się spokojniejszy. Nie zawsze, nie w pełni - demony z przeszłości nadal potrafiły wybuchać nagle, niespodziewanie oraz przejąć kontrole lecz Bywały chwile, gdy czuł w sobie to samo napięcie, które kiedyś kończyło się bójkami i wyzwiskami. Ale teraz, w większości przypadków zamiast uderzyć, potrafił odejść, zacisnąć pięści w kieszeniach, wyjść na świeże powietrze i policzyć własne oddechy. Nie był w tym idealny - nigdy nie miał i nigdy nie będzie miał pełnej kontroli nad sobą. Ale próbował. A dla siebie samego, dla kogoś, kto całe życie reagował instynktem, to była zmiana fundamentalna. Nauczył się, że gniew nie musi być pierwszą odpowiedzią. Że czasem wystarczy spojrzenie. Albo jedno słowo. Ludzie mówili o nim szeptem, że potrafi „zabić ciszą”. I było w tym więcej prawdy, niż sam chciał przyznać. Im dłużej żył w Los Santos, tym bardziej miasto stawało się jego własnym organizmem. Zaczynał czuć rytm ulic, rozpoznawać wzorce, wiedzieć, gdzie można być, a gdzie lepiej nie stawiać nogi. Tworzył własne rytuały, własne przestrzenie, własne kontakty. Z czasem przestał czuć się jak gość. Teraz był kimś, kto budował siatkę powiązań, kontrolował fragmenty cyberprzestrzeni miasta i zdobywał reputację człowieka, który nie musi dużo mówić - wystarczy, że działa. A jednak każdego wieczoru, gdy stał na dachu swojego lokum, na dachach okolicznych budynków, lub na wzgórzach ponad Vinewood, patrząc na migoczące światła miasta, wiedział jedno: To był dopiero początek tego, kim się stawał. Aoife ,,RED" Kavanagh pomimo swojego pochodzenia (Irlandia), dorastała w niewielkiej, zakurzonej części Arizony. Nie była dzieckiem chaosu, ale hartowała ją codzienność: surowy klimat, ciężka praca i świadomość, że nikt niczego nie da jej za darmo. Sama dorastając zmagała się z przewlekłą astmą, która szybko nauczyła ją nie oczekiwać litości od osób w jej otoczeniu. Już jako nastolatka ukrywała swoje słabości pod warstwą milczącej determinacji. Twardość była dla niej nie wyborem, a koniecznością. Poznanie Rogera Kavanagh - członka Calaveras MC, klubu motocyklowego z oddziału w Scottsdale - przewróciło jej życie do góry nogami. Aoife widziała w nim typowego klubowicza, ale potrafiła odnaleźć w jego oczach coś więcej. Traktowała go nie tylko jako męża, ale i najlepszego przyjaciela, którego obecność pozwalała jej łagodzić wewnętrzny ból. Z czasem zbliżyła się również do samego klubu, uczestnicząc w spotkaniach i wyjazdach, a Calaveras nadało jej przydomek „RED” z uwagi na jej aparycję i kolor włosów. Po krótkim czasie na świat przyszła ich córka, Stella. Była to przeprawa, której oboje się nie spodziewali. Ich miłość zaowocowała w atmosferze nieustannego napięcia. Kobieta zawsze czuła, że życie z kimś takim jak Roger to stąpanie po bardzo cienkim lodzie. Jeden zły ruch i wszystko mogło pod nimi pęknąć. On sam balansował pomiędzy powinnościami wobec klubu a rodziną, próbując tym samym utrzymać obie te strefy w równowadze. Kochał ją, ale w klubowym świecie uczucia nigdy nie dawały ochrony, na którą zasługiwała jego rodzina. Wszystko zmieniło się gdy Roger został postrzelony, podczas jednego z klubowych wyjazdów. Dla Aoife czas się wtedy zatrzymał; spędzała długie godziny w szpitalu, walcząc o każdy jego oddech. Ostatecznie mężczyzna przegrał tę walkę, śmierć przyszła cicho i bez specjalnej zapowiedzi. Po tym wydarzeniu wielu ludzi spodziewało się, że kobieta się załamie. Ona nie płakała publicznie, nie krzyczała, nie użalała się. Osoby z jej otoczenia przypięły jej łatkę "niewzruszonej". Zamknęła emojce w środku, tworząc kolejną warstwę ochronną, która miała utrzymać ją na nogach. Płaczem obdarzała tylko poduszkę, nigdy ludzi. W cieniu Calaveras MC Aoife odkryła jednak spuściznę po Rogerze - jego rola w półświatku przestępczym nie ograniczała się tylko i wyłącznie do obecności w klubie, ale obejmowała jego działania odnośnie przemytów. Organizował je oraz sprawnie przeprowadzał, unikając rozgłosu. Po jego śmierci Red zaczęła rozwijać własne skrzydła. Początkowo skupiła się na działaniach cybernetycznych na rzecz Calaveras - maskowaniu sieci, zabezpieczaniu komunikacji, zacieraniu cyfrowych śladów oraz nadzorowaniu kontaktów funkcjonujących w darknetowej części półświatka. Z czasem jednak Aoife zaczęła wypełniać także niewielką część pustki, którą pozostawił po sobie Roger. Nie wchodziła w duże transporty ani ryzykowne operacje - te należały do ludzi z dłuższym stażem i zaufaniem. Ona działała na mniejszą skalę, niemal mikroskopijnie w porównaniu z klubowymi przedsięwzięciami. Pomagała w koordynowaniu drobnych przewozów, przesyłek, przekazywaniu informacji między kontaktami. Była cieniem, który nigdy nie dotykał towaru, lecz wiedział, gdzie, kiedy i z czyich rąk ma przejść dalej. W miarę zdobywanego doświadczenia, Red zaczęła również pozyskiwać własne kontakty. Nie budowała ich siłą, a informacją. Rozmawiała z ludźmi z marginesu, pośrednikami, kurierami, technicznymi szarakami, których zwykle nikt nie zauważał. To oni znali najwięcej, widzieli najdalej i byli najbardziej skłonni do współpracy, jeśli tylko otrzymywali w zamian bezpieczeństwo lub dyskretną pomoc. Dzięki temu sieć Aoife zaczęła powoli nabierać kształtu - nie była to sieć potężna, ale elastyczna, subtelna, tkana cierpliwie i bez rozgłosu. Ludzie wiedzieli, że Red potrafi znaleźć informacje, ochronić ich nazwisko, a czasem otworzyć drzwi, które dla innych były dawno zamknięte. Nie była przemytniczką w klasycznym sensie. Była cieniem umożliwiającym bezpieczne przejście. I choć działała z dala od klubowych barw, to właśnie dzięki niej wiele drobnych operacji przebiegało gładko, nie zostawiając za sobą śladu ani imienia. Gdy Stella skończyła jedenaście lat, Aoife podjęła decyzję, która miała zadecydować o przyszłości ich obu. Zostawiła córkę pod opieką dziadków i wyjechała do Los Santos, zabierając ze sobą jedynie niezbędne rzeczy i resztki determinacji. Los Santos miało być drugim początkiem - miejscem, w którym mogła nadal prowadzić swoje cyfrowe działania dla klubu, zachowując równocześnie niezależność i bezpieczeństwo córki. Astma i samotność nie ułatwiały jej życia, ale Aoife nigdy nie ugięła się przed przeciwnościami i wiedziała, że i tym razem poradzi sobie sama. Przyjazd kobiety do Los Santos to kolejny kamień milowy w jej życiu, oraz jej córki w przyszłości; I tak zaczęła się kolejna walka w życiu kobiety
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę. Warunki użytkowania Polityka prywatności Regulamin