Jak mniemam, opinia Savy wynika najprawdopodobniej z perspektywy twórcy, której gra nie polegała na bezmyślnym nabijaniu duty za ladą czy w pidikach, a na kreacji prawdziwego artysty.
To są miesiące organicznej pracy poza samą grą: począwszy od walki ze sobą podczas nauki nowych rzeczy, po pisanie tekstów, kręcenie teledysków, planowanie kampanii marketingowych, tworzenie grafik, organizowanie premier, koncertów, budowanie siatki kontaktów, wspieranie podopiecznych w wytwórni, której była właścicielką, i ciągłą próbę zaskakiwania innych przez całe swoje istnienie.
W tym wszystkim dochodzi jeszcze kruszenie własną głową muru przy dobijaniu się do administracji z niektórymi sprawami.
Tak to wygląda, gdy ktoś podchodzi do tematu rzeczowo, a ja doskonale ją rozumiem, bo sama prowadziłam tego typu projekty i tylko ja wiem, ile mnie to kosztowało życia i energii.
E-dolary, jak słusznie Sava zauważyła, ściekają tu z każdej strony i nikomu na nich nie zależy na tym etapie. Ludziom (możliwe, że garstce) zależy na satysfakcji z tworzenia długofalowej, wielowątkowej historii, która ma jakąś przyszłość. W momencie, gdy nad serwerem wisi widmo nieuchronnego końca za niespełna 3 miesiące, a baza graczy drastycznie maleje z dnia na dzień, w pełni rozumiem brak motywacji do inwestowania dziesiątek godzin w projekty, które wymagają stabilnego środowiska i czasu, by w ogóle zacząć przynosić frajdę. Trudno wymagać od kogoś pisania grubych tomów historii, skoro wie, że zaraz cała biblioteka spłonie.
...a Ty nazywasz to „miernością”. : )
Nie każdy chce karmić się czystym copium i wierzyć w plotki, że od pierwszego września jakoś to będzie. Może i nie jestem na co dzień wielką realistką, ale zarząd rage podał oficjalny komunikat po bezpośredniej interwencji take two i mówienie w tym momencie o „walce o scenę pisaną” to potężna naiwność i kompletna nieznajomość historii tej branży. Oni nawet nie traktują poważnie swoich graczy. To pożal się boże take two od lat niszczy zaangażowanie ludzi w projekty, które przedłużały życie ich własnym grom, zastraszając twórców pozwami DMCA, milionowymi karami i prywatnymi detektywami tylko dlatego, że ośmielili się tworzyć coś z pasji. Alt:V i RageMP nie są pierwszymi przypadkami. Przypomnę, że:
- openIV na dzień dobry został zaatakowany pismem przedprocesowym i nakazem zamknięcia strony, ale ustał na nogach dzięki ogromnemu protestowi graczy. Tylko dzięki temu możemy w ogóle modować piątkę.
- gta:mp zostało siłowo zmuszone do zamknięcia przez wydumane roszczenia i nasyłanie detektywów pod drzwi twórców.
- wielkie czystki modów miały miejsce w 2019 roku, a później kolejne, tuż przed premierą ich żałosnej, dziurawej trylogii.
- gta underground, bezwzględnie usunięto wieloletnią pracę moderów nad projektem, który łączył wszystkie mapy gtaw jedność. Do tego doszło kasowanie konwersji liberty city stories na pc (wydanych pierwotnie tylko na konsole) itp., itd.
Ile można znosić? Wielu, bardzo wielu ludzi zostało przez nich skutecznie zniechęconych- w tym ja.
Mam ogromny sentyment do RP. Chciałabym, żeby wydarzył się cud i nie było monopolu fivem. Chciałabym zaapelować o zmianę podejścia: o postacie dynamiczne, skrajne, z nastawieniem na szybkie, mocne akcje i widowiskowe wątki, które normalnie planowalibyśmy na rok. Skoro i tak wszystko przepadnie to grajmy all-in. Ale... po prostu nie potrafię w to uwierzyć. To moje marzycielstwo, całe na biało. I to już nie 2k16...
Poza tym to strasznie dobijająca wiadomość, zwłaszcza po tylu staraniach włożonych w ostatnią migrację - widziałam w tym szansę na powrót po latach i pewnie wiele innych osób również. W pełni rozumiem gorycz Toyera, bo też bym się wkurwiła, gdybym miesiącami remontowała i meblowała mieszkanie, a gdy w końcu siadam sobie wygodnie na kanapie, zadumana nad tym, jak super robotę wykonałam - nagle dowiaduję się, że budynek jest cały do wyburzenia.
Reasumując - jak to Johnny powiedział: to wszystko wina tych pieprzonych korporacji. Szarałt.