Skocz do zawartości
 
GRACZY ONLINE

Ranking

Popularna zawartość

Wyświetla najczęściej polubioną zawartość w 08.11.2025 uwzględniając wszystkie działy

  1. MURDER OF SELAH VALDES FUNERAL INTERROGATIONS MURDER OF QUERELL KOZLOVSKY TBC...
    49 polubień
  2. Maybe your last Halloween? Escape Room - AREA 51; it's your time Official Opening; 7.11.2025 Arts & Culture / Richards Majestic / Mystery Escape Studio Operacja AREA 51 etap I zamknięty. Nasi agenci przez blisko trzy godziny łamali szyfry i odgadywali zagadki, próbując dotrzeć do prawdy ukrytej pod warstwami dezinformacji. Na bieżąco weryfikowali sojusze, ucząc się, kto naprawdę jest po ich stronie, a kto działa pod przykrywką. Ramię w ramię z obsadą operacyjną adaptowali się do rosnących trudności i parli do finału. AREA 51 się nie kończy...my dopiero nadciągamy....
    17 polubień
  3. Maybe your last Halloween? Escape Room - AREA 51; it's your time Official Opening; 8.11.2025 Arts & Culture / Richards Majestic / Mystery Escape Studio Przez blisko dwie godziny nasi agenci prowadzili intensywne działania terenowe, łamiąc skomplikowane szyfry, rozwiązując logiczne zagadki i próbując odkryć prawdę ukrytą głęboko pod warstwami dezinformacji. Każdy krok wymagał czujności i zdolności strategicznego myślenia, uczestnicy musieli nieustannie analizować sytuację, weryfikować sojusze i podejmować decyzje, komu można zaufać, a kto działa w ukryciu. Zespół operacyjny i obsada aktorska współpracowali w pełnym napięcia środowisku, adaptując się do rosnących trudności, które wymagały nie tylko sprytu, lecz także odporności psychicznej i umiejętności działania pod presją. Wspólnym wysiłkiem parli do finału, stopniowo odkrywając kolejne tajemnice projektu, ale.. no właśnie.. Niestety, podczas realizacji zadania doszło do poważnego naruszenia zasad uczestnictwa. Jeden z uczestników, wbrew obowiązującym regułom bezpieczeństwa, użył siły fizycznej wobec aktora, kopiąc go w głowę. Takie zachowanie jest absolutnie niedopuszczalne i stoi w sprzeczności z duchem wydarzenia, które oparte jest na współpracy, zaufaniu i wzajemnym szacunku, zdarzenie to zostało natychmiast przerwane, a kroki podjęte w celu zapewnienia bezpieczeństwa wszystkim zaangażowanym osobom, pomimo tego incydentu, większość operacji została przerwana.. AREA 51 się nie kończy...my dopiero nadciągamy....
    14 polubień
  4. 'Na powierzchni ujrzał brodatą twarz przyglądającą mu się ciekawie. - Kim jesteś? - zapytał. - Zaproś mnie do swej łodzi, to ci powiem - odparł nieznajomy. Perun pomógł mu wdrapać się do łodzi, a gdy ten usadowił się obok, rzekł: - Ja jestem Weles. Tak to z odbicia pierwszego boga narodził się bóg otchłani. Siedzieli w łodzi, milcząc i przyglądając się sobie z ciekawością. Weles był bardzo do Peruna podobny. Ciało miał mocne i pierś potężną, oczy bystre, ale ciemne i głębokie jak morze, z którego się wynurzył. Perun pomyślałby, że drugiego siebie stworzył z własnego odbicia, gdyby nie włos i broda przybysza, które - choć również Perunowym podobne - barwę miały zupełnie czarną. [..]' Brama I - Sacramento, spotkanie z przeszłością. [Channel 24] **Piątkowa noc; lotnisko wydawało sie dla nich być bramą w nieznane światy - niby oświetlone jak zawsze, pełne ludzi i szyb w których ich odbicia odbijały się w oczach patrzących w nie; tak jak w starych pamiętających wszystko lustrach. Suzy oczekując na resztę siedziała przy wynajętym busie. Pierwszą osobą która dotarła za nią na miejsce ich zbiórki był Ricky - włosy rozczochrane miał we wszystkie strony świata, przysiadł obok Suzy bez słowa - sam oddając sie tej trwającej chwili przemyśleń - bo co tak właściwie czeka zespół podczas trasy? Chwilę później dołączyła reszta składu z którym Suzanna miała spędzić dwa tygodnie poza Los Santos, swoim domem i z dala od narzeczonego. Kiedy samolot dotknął płyty lotniska w Sacramento niebo miało już kolor palonej aromatycznej kawy. W powietrzu czuć było znane, niezmienne ciepło Kalifornii - tak właśnie też zawitali do miasta z którego uciekli niegdyś Ricky i Romy. Na parkingu czekał stary, czarny van (wypożyczony na potrzeby pobytu w mieście); bus nosił jeszcze ślady poprzednich tras innych artystów którym udało sie bądź też nie powybijać a łączyło ich tak samo jak tych teraz cel i pragnienie osiągnięcia sukcesu. Na pojeździe widoczne były liczne zadrapania, resztki taśmy i innych pozostawionych mniej istotnych przedmiotów. Szybki booking hotelu, chwila odpoczynku i kierunek pierwsza z hal w której odbywać miał się koncert trasy Suzanny. W drodze do Channel 24 Cassius zapuścił starą kasetę z rosyjską pieśnią ludową, a Romy niekoniecznie rozumiejąc co ten chciał tym zyskać spojrzała na niego jak ostatniego idiote. Ricky siedział przy oknie obserwując krajobraz, znał te miejsca pamięć: most, pusty skatepark, zrujnowane stacje benzynowe. - Myślisz, że ktoś jeszcze nas tu pamięta? - zapytała Romy widząc jak jej brat obserwuje zza szyby stare dobrze znane im miejsca. Chłopak krótko dopowiedział swoje tak jakby czymś zmartwiony. Hala koncertowa była średniej wielkości - sama Suzy nie celowała w wielkie przestrzenie, nie będąc pewna jakim zainteresowaniem cieszyć będzie sie trasa. Na scenie już leżały gałązki lipy i skrawki mchu; artystka bardzo chciała by wszystko pachniało lasem i ogniem - niezmiennie podtrzymując klimat swoich koncertów. Technicy krzątali się w panującym półmroku, makijażystki rozstawiały stoły z misami pełnymi gliny, popiołu i węgla drzewnego przygotowując artystów do wystąpienia - na ich twarzach malowane zaczęły być znaki ochronne i symbole rytualne a gdy już wszystko było gotowe zapadła cisza; zgasły światła a artyści? Udali się po podświetlonej przejściem podłodze w kierunku sceny [..]. Z głośników zaczyna wybrzmiewać powoli pierwszy dźwięk, instrumenty podgrywają zgodnie ze wcześniejszym planem. Suzy otwarła koncert spokojną melodią, kompozycją znaną z jej pierwszej EP 'Suzy & Anna' będącą jednocześnie hołdem dla jej zmarłej matki. Im dłużej w czasie i głośniej na sile przygrywała melodia tym przechadzające sie wtedy po scenie, odziane w białe lniane szaty statystki zapalały co raz to więcej świec otwierając symbolicznie (co wiemy z koncertów Suzanny) rytualną granice między światem zmarłych a żywych.** 'Ciemno wszędzie, głucho wszędzie… …a jednak jestem, jednak coś będzie [..] .' **Podczas koncertu Suzy zaprezentowała takie utwory jak chociażby 'Мокош', 'История странника' który był jej pierwszym oficjalnym wydaniem czy 'Цветок Папоротника' w którym refren przedstawiała w wersji anglojęzycznej. Zespół po zagraniu tych pozycji i zbudowaniu magicznej atmosfery zmienił swój 'bieg' wchodząc w kawałki anglojęzyczne (w tym ostatnio wydane) Suzanny. W połowie któregoś utworu kilku mężczyzn z końca sali zaczęło wykrzykiwać coś o 'dziwactwach' i 'szatańskich symbolach'. Ricky zastygł jakby znał doskonale ten głos i twarze, już przez moment wydawać by sie mogło że magia miejsca pęknie tworząc wielką porażkę i niespodziewanie zadziało sie coś magicznego. Osoby na swój sposób zauroczone twórczością Suzy (a może i jej po prostu ciekawe) zareagowały same... rytmiczne oklaski, wspólny śpiew. Dziesiątki rąk zaczęły tworzyć wspólny dźwięk podbijając w duchu artystkę którą znali doskonale z jej streamingów i wydań. Ludzie z ochrony dopiero po chwili dotarli na miejsce, chociaż już nie mieli co robić a intruzi wycofali się przytłoczeni przez falę poparcia. Koncert dobiegł końca, padły podziękowania - opadać zaczęła również z artystów adrenalina - po niewielkim bisie w którym zagrała m. in. 'Cursed Santos'; 'Echo of You' oraz autorskie przedsmakowe wydania z docelowo grudniowego albumu Suzy zeszła pierwsza ze sceny. Na backstage’u słychać było doskonale jeszcze głośne echo rozmów osób zbierających się powoli z sali. Romy zaniepokojona reakcją Suzy podeszła za nią, wyjęła z kieszeni paczkę papierosów częstując jednym artystkę; chłodny powiew wiatru uspokajał siedzącą gdzieś z boku Suzannę - krótką rozmowę między nimi przerwał Cassius przypominający że za godzinę część zakulisowa po czym wraz z Rickym pomogli w przygotowaniach aby kobiety mogły na spokojnie dokończyć rozmowę. Minęła mniej więcej godzina - w półmroku sali została tylko garstka fanów którzy zakupili bilet na dalszą część trasy, tą 'zakulisową'. Na scenie niezmiennie gościł dywan z ziół i wiklinowe kosze pełne wosku, sznurków i koralików jakie mogliby wykorzystać na dzisiejszym spotkaniu. Suzy z pomocą Romy uczyły ludzi tworzyć karaboszki a artystka opowiadała o swojej kulturze, Dziadach i znaczeniu masek; Ricky dostrajał ze spokojem po pierwszym koncercie gitare... - właśnie po to aby przygrać akustycznie kilka utworów Suzanny. Samo spotkanie zakulisowe przebiegło w ciepłej atmosferze, pełnej śmiechów i uwagi oraz zaangażowania... i gdy zespół wracał już do busa by zajechać w kierunku hotelu zauważyli jak część odchodzących gości w oddali wspólnie rozpala otrzymane od artystki kadzidło. Dym unosił się w kształcie spirali - mniej więcej właśnie jak znak Roda i pieczęć skończonego rytuału. Pierwszy koncert trasy dobiegł końca, wtedy też coś się obudziło w sercu Suzanny - być może wiara w siebie? Bogatsi w nowe doświadczenie wspólnie poczęli przygotowania do drugiego przystanku w 'Following the Whisper of the Ancestors'.**
    13 polubień
  5. **Dnia ósmego listopada w okolicach godziny dwudziestej pierwszej, na wszystkie platformy streamingowe związane z Raevey wleciała ciekawa nowość. Jest to nowy kawałek wraz z visualizerem, zatytułowany "let her shine", który był zapowiedziany przez dziewczynę dość niedawno. Po "dziwnej" wrzutce na LifeInvader, w której Rae w totalnie dziwny sposób próbowała ogłosić swoje pracę nad nowościami, pojawił się krótki snippet oraz zdjęcie z krótkim dopiskiem "jutro". Pierwsza zauważalna rzecz to ciekawy, przyciągający oko visualizer zrobiony przez raczkującego rapera - missie. Wszystkie ujęcia były nakręcone w studiu Blood Moon Records, w którym Raelynn regularnie pracuje nad nowościami. Visualizer jestdobrej jakości, lecz do profesjonalnego poziomu mu daleko. Za produkcję jest również odpowiedzialny missie, co mogło zapewne zaskoczyć fanów Raevey, ponieważ podjęła się ona tylko jednej współpracy z wspomnianym wcześniej artystą. Jakość dźwięku jest na najwyższym poziomie - wszystko było nagrywane w profesjonalnym studio, na nowym sprzęcie. Intrygującą rzeczą okazała się sama nawijka Rae, która znacznie polepszyła się w porównaniu do jej poprzedniej twórczości. Cały utwór ma mocny charakter, lirycznie nie odbiega on zbytnio od całokształtu twórczości raperki, choć można stwierdzić, że uległ delikatnej poprawie. Widać, że raperka faktycznie nie próżnuje i ciągle zmierza do przodu. Można sobie jedynie zadawać pytania - czy raperka utrzyma dalej swoje dobre tempo, czy może odpuści i ponownie skupi się tylko na produkowaniu kawałków dla innych artystów? Post wrzucony pod wpływem narkotyków mógł być kontrowersyjny, ale mógł okazać się faktem co do wątku mocnej pracy Raelynn nad swoimi dziełami w tym miesiącu.**
    11 polubień
  6. ⋆ Seren Larsen urodzona 9 stycznia 2001 roku w samym sercu słonecznej Arizony, Pheonix. Jest córką kobiety, która urodziła się na amerykańskiej ziemi, oraz mężczyzny z Argentyny, który przybył do US w poszukiwaniu lepszych możliwości zawodowych oraz nowych kontaktów w rodzinnej firmie, którą prowadził z bratem. Od małego była otoczona droższymi nieruchomościami, które były wystawiane na amerykańskim rynku za miliony dolarów, taki był również plan rodziców na Seren. Pragnęli, aby córka pokierowała się ich ścieżką, skończyła studia architektoniczne, a następnie wyrobiła licencję agenta nieruchomości. Od momentu uzyskania dyplomu, mogła zając stanowisko w dobrze prosperującej rodzinnej firmie, jednak wybrała inny plan na siebie. ⋆ Swoje początku z muzyką zaczęła już w pierwszych klasach middle school, gdzie występowała na szkolnych imprezach, śpiewając znane utwory przed całą placówką. Z każdym kolejnym występem, konkursem śpiew stawał się dla niej pasją. Prosiła rodziców o lekcję śpiewu, wykupili zajęcia u pobliskiej sąsiadki, która takie dawała. Zawsze mówiła małej Larsen, że widzi w niej potencjał i aby zawsze trzymała na swoim, idąc przed siebie z uniesioną głową. ⋆ Okres high school, czyli czas dojrzewania był ciężki dla artystki. Zmieniające się wszystko w szybkim i krótkim czasie, tak samo głoś, znienawidziła go, przestając systematycznie trenować i doszkalać. Odstawiła śpiewa na bok nie mogąc wykonywać tych samych dźwięków, oktaw, które za młodszych lat nie sprawiały jej żadnych problemów. Siadała sama, nie mając obok siebie nikogo, tylko papier i długopis, który w tamtym czasie były jej nieodłączonymi przyborami. Skupiała się na wylewaniu tego, co w niej siedzi na papier tworząc z tego refreny, które układy się w piosenki, a przynajmniej zawsze tylko się tak zaczynało. Żaden z tekstów z tamtego okresu nie został skończony, a wszystkie kartki z zapiskami zostały spalone, wraz z wyprowadzą ze słonecznego i pustynnego Phoenix. ⋆ Los Santos, czyli to, co dzieje się tutaj i teraz. Miejsce, które jest stworzone dla artystycznych dusz i każdy początkujący muzyk, aktor, sportowiec przeprowadzają się właśnie tutaj, licząc, że zostaną docenieni. Tak również było z Seren, która przeniosła swoje całe dotychczasowe życie do stanu, który nie był oddalony za wiele od Arizony. Działa aktywnie w social mediach, pisze teksty i szuka studio, gdzie będzie mogła poczuć się swobodnie ze sobą, wykonując ważną dla niej sztukę. Wszystko, co robi w tej kwestii, jest dla niej oddaniem siebie w stu procentach. Lifeinvander / Manager: Austin Banks ──── TWÓRCZOŚĆ . Seren Larsen - babydoll (prod. Bakari Simms) Seren Larsen - You Want Me (prod. ACE) ──── FEATURING . White Lady - Not for them ft. Seren Larsen (prod. Paries) ──── ALBUMY . ──── WSPÓŁPRACE . ──── WZMIANKI . Bycie częścią w prowadzonej akcji przez agencję Loxelle - Podaruj uśmiech najmłodszym i potrzebującym. Los Santos Auto Club - "Under Construction" w Cypress Flats pojawi się wyjątkowy gość - Seren Larsen.
    10 polubień
  7. Isaiah Johansson to dwudziestopięcioletni mężczyzna urodzony w Los Santos, tworzący przez swoje pierwsze lata życia społeczność Davis City. Jest to osoba, która zdecydowanie zyskuje w oczach innych przy bliższym poznaniu. Bez tego, często wydaje się zimny, oschły i obojętny na wiele sytuacji, które spotykają jego samego czy innych w jego towarzystwie. Pomimo tego, że faktycznie jego poziom empatii jest dość niski, potrafi uszanować każdą osobę, która uszanuje jego i przejść do ludzkiej rozmowy i głębszych konwersacji, w których opowiada o swoich przeżyciach czy też zainteresowaniach. Od dzieciaka trzymał w sobie problemy związane z fobią społeczną i chęcią przynależności, co często przeszkadzało mu w życiu przez kontrast owych cech. Wycofanie a zarazem potrzeba samowystarczalności często prowadzi na złe drogi i tak samo było w tym przypadku, gdy podczas swojej edukacji w publicznym Highschool, wszedł w zainteresowanie grupy Athens Park Boys, kręcąc się często z rówieśnikami wykładających politykę tego gangu. Niewiele również było potrzeba czasu, by sam Isaiah zaczął przesiąkać lifestyle'm czerwonego koloru, zaczynając przy tym opuszczać się w nauce (która do tego momentu dobrze mu szła) jak i opuszać swoją moralność i niewinne życie. Jak wiadomo z tym wiązały się pierwsze małe nielegalne procedery takie jak handel marihuaną. Imprezowanie ze znajomymi czy duża ilość mordobicia to kolejne rzeczy zmieniające jego charakter na ten teraźniejszy. Nikt nigdy by nie powiedział, że to on jest zapalnikiem jakiejś gorącej sytuacji. Aczkolwiek wiele osób w jego towarzystwie widziało, iż szanuje swoje życie, często stojąc po prostu z tyłu i czekając na rozwój sytuacji skąd wzięło się jego uliczne imię Paries, czyli dosłownie mówiąc "Ściana". Potrzebując pierwszej gotówki legalnej gotówki, by opłacać mieszkanie swojej matki, zatrudnił się w osiedlowym barbershopie, z którego również łatwiej było mu rozprowadzać hodowany przez swoich czarnuchów grass. Jednak los sprowadził mu coś lepszego w życiu. Stałym gościem w lokalu, w którym pracował był biker klubu motocyklowego Chosen Few. Z czasem, przy dłuższych strzyżeniach, zaczął coraz bardziej otwierać się przed reprezentantem numeru 36, co dało mu furtkę na opuszczenie brudnego życia na ulicy. Po dokładnie półtorej roku łącznego czasu supportowania i prospectowania w klubie, dostał możliwość noszenia pełnego obszycia. Samo zjednoczenie się z naszywkami ukształtowało jego charakter jako twardej skorupy, pod którą kryje się człowiek z ambicjami i marzeniami. Obecnie nie ciężko zauważyć, że sam czarnuch dość mocno trzyma w swoim sercu zasady świata motocyklowego jak i jego barwy, nie kryje się z afiliowaniem z jednoprocentowym klubem, tak samo jak z jego poprzednim życiem w poprzedniej grupie, czasami nawet mówiąc o tym wprost, nie kryjąc swoich tatuaży związanych z APB czy nosząc veste z klubowymi insygniami i naszywkami, które dla bardziej wtajemniczonych pokazują drogę, którą przeszedł. Poprzez całą drogę w swoim życiu, wielokrotnie zastanawiał się nad jego sensem. Analizował swoje poczynania. Od niewinnego dzieciaka przechodząc do pracy w barbershopie, później w klubowym warsztacie Ronnies Luxury, kończąc na sprzedaży dużej ilości narkotyków. W dalszym ciągu liczyło się jedynie wyjście na prostą z czystym sumieniem i zamkniętymi rozdziałami czy też spokojną starością dalej ubóstwiając klub motocyklowy, w którym się znajduje. Głównie za jego sprawą poznał wiele osób, które obecnie wskazują mu drogę w karierze, którą zaczął prowadzić jako producent wszelkiego rodzaju muzyki. Dokładnie za sprawą klubu muzycznego Big Blast, który był nieodłączną częścią chapteru z Davis, mógł poznać prywatnie wiele osób z muzycznego świata - tych bardziej znaczących lub lokalnych gwiazd, które przewijały się bardzo często przez ten lokal. Samo to miejsce natchnęło go w podróż w głębszą relacje z muzyką, głównie też czerpiąc inspiracje z sceny muzycznej starego Memphis, której prywatnie jest ogromnym fanem. Oczywiście nic nie jest takie kolorowe, gdyż po upadku rozdziału San Anne zaczął zmagać się z problemami egzystencjalnymi. Jednak to była kolejna próba, która pchnęła go jeszcze bliżej w świat dźwięków. Również przez swoją przynależność, zaproponował pomoc przy tworzeniu klubu nocnego Night Vowe byłemu przyjacielowi, w którym stając za konsolą, był w stanie jednocześnie odciągnąć gorsze myśli ze swojej czarnej głowy i przy okazji dać wyznaczonej publice możliwość do zabawy. Z perspektywy czasu, wszystkie te decyzje wyglądają jak naturalny przebieg, gdzie pierwsza rzecz nakręca drugą i rozwija człowieka. Poprzez wszystkie poprzednie doświadczenia wywiązał dość zżytą przyjacielską relacje z Adonijah'em Rhodes'em znanym jako Adonis, który otworzył mu drogę producenta. Wciągnął on Isaiaha nieoficjalnie w swoją grupę muzyczną, wykładając przed nim potrzebny do pracy sprzęt i spokój, gdzie zaczął rozwijać swoje skrzydła produkując utwory Riley "White Lady" Storm, Aaliyah "ALIBI" Bordeaux, czy samego Adonisa, z którym końcowo skończył na wydaniu wspólnej Epki utytułowanej "No Saints, No Sins" za namową również dogrywając się do dwóch kawałków, ze względu na swój charakterystyczny niski głos. Pomijając samą produkcje, Paries również uczestniczył i pomagał w organizacji ze strony oprawy muzycznej na kilku koncertach, głównie dla Easside Bunny czy dla wcześniej wymienionej grupy 404MindsonBands. Wszystkie czynniki złożyły się na obranie piorytetowo drogi producenta, nie wykluczając też na dogrywanie się do niektórych kawałków bardzo sporadycznie. Świat muzyczny uszczęśliwia Isaiaha na tyle, że powoli odchodzi od półświatka przestępczego na rzecz rodziny czy też spokoju i spełnienia, który mu zapewnia, chcąc też przekazać przez swoją twórczość, że nie warto się poddawać a szukać rozwiązań, które często nie są zbytnio oczywiste. Social media - Lifeinvader Afiliacje - Chosen Few MC - Big Blast Music Club - Home Turf Cuts - 404MindsOnBands - Night Vowe Produkcja Płyty i epki: [05/01] Paries - Ain't Allowed Where I'm From: Take Da Charge (Explicit Version) [29.12] [LP] BbyKayla - BETTER THAN THEM BITCHES (Prod. Paries) [EP] Adonis - REBIRTH (prod. Paries) [27.10] [EP] White Lady - RITUS (prod. Paries) [06.10] Adonis x Paries- No Saints, No Sins (prod. Paries) Single: [21.01] Easside Bunny - CokeHead (prod. Paries) [20.01] White Lady - Not for them ft. Seren Larsen (prod. Paries) [19.12] BbyKayla - GOAT (Prod. Paries) [30.11] Paries - One More Line feat. White Lady. [28.11] Adonis - Drowning [Official Music Video] (prod. Paries) [19.11] Paries - Bye feat. NayCee [16.11] Paries - Real One feat. BbyKayla [15.11] White Lady - Saint Sinner (prod. Paries) [20.10] White Lady - Rituale Incipit (prod. Paries) [20.10] ALIBI - TAP IN (prod. Paries) [25/09] Adonis – Luxury Pain feat. Drainzz 🎥By. Baby Pluto [01.09] White Lady - CIRCUS
    10 polubień
  8. Aitana Benitez, właściwie Aitana Benitez Garcia de los Rios del Prado, urodziła się 11 listopada 2004 roku w Bilbao, w samym sercu Kraju Basków. Dorastała w szarym blokowisku, kilka ulic od portu, w mieszkaniu, gdzie ściany pamiętały więcej krzyków niż śmiechu. Jej ojciec, Iker Benitez Etxeberria, był mało obecny w jej życiu, pracował w porcie, kiedy akurat mu się chciało, a kiedy nie, to po prostu znikał, czasem na dni, czasem na tygodnie, zostawiając po sobie tylko zapach taniego alkoholu i zgaszone papierosy w popielniczce. Matka, Maria del Prado Garcia, była z tych kobiet, które nigdy nie miały czasu na marzenia. Pracowała jako sprzątaczka po dwanaście godzin dziennie, żeby wystarczyło na rachunki i jedzenie, czasem wracała do domu tak zmęczona, że nie miała już siły nawet mówić. Aitana dorastała w cieniu jej zmęczenia i nieobecności ojca, w miejscu, gdzie wszystko wyglądało tak samo. Każdy się łudził na lepsze jutro, ale to było tylko złudzenie, życie toczyło się między portem, ulicą a tanimi barami, w których ludzie topili wszystko co mieli. Aitana od małego wiedziała, że nikt niczego jej nie da, więc nauczyła się brać sama. Miała ostre spojrzenie, które nie pasowało do jej wieku i była pyskata. W szkole nie potrafiła się odnaleźć i traktowała ją jako bezużyteczną. Powtarzała zawsze swojej mamie, że szkoła nie da jej pieniędzy, a dobre oceny nie wypełnią jej lodówki, z biegiem czasu coraz częściej zaczęła opuszczać zajęcia, a potem po prostu przestała przychodzić. Miała szesnaście lat, kiedy uznała, że szkoła to strata czasu i że musi zacząć zarabiać. Aitana pracowała wszędzie gdzie się dało, trochę na parze przy nabrzeżu, trochę na zmywaku, czasem roznosiła ulotki promujące mecze Athletic Bilbao, czy pomagała na zapleczach klubów, gdzie grały lokalne zespoły. Gdy wciągnęła się w świat sportu, poznała wielu nowych znajomych, wkręciła się w obstawianie meczów, czasami wygrywając, ale jak wiadomo przy nawyku - częściej przegrywając nawet ciężko zarobioną własną pensję. Zdarzyło się postawić wszystko na jedną szalę i przegrać w kilka sekund wszystko z nadzieją, że nie będzie musiała pracować przez więcej czasu, by skupić się na zabawie. Właśnie w tamtym okresie zaczęła w środku nocy pisać notatki, które z biegiem czasu bardziej przypominały teksty piosenek. Swoje pierwsze wersy wypluwała do mikrofonu w sąsiedniej piwnicy u swojego przyjaciela Diego, z pożyczonym laptopem od swojego brata Luisa. Przełomowym momentem w życiu Aitany była przeprowadzka do Madrytu, który był jej pierwszą prawdziwą próbą życia poza Bilbao. Zaprosił ją tam jej chłopak, młody muzyk, który już próbował swoich sił w stolicy i obiecywał, że razem spróbują czegoś większego. Aitana wykorzystała tę okazję, spędzając czas na imprezach w klubach i barach, próbując swoich sił na scenie między przerwami różnych mniejszych lokalnych wydarzeń. Niestety szczęście nie trwało długo - kilka miesięcy później chłopak zginął w wypadku samochodowym, a to wstrząsnęło młodą Hiszpanką. Po tej tragedii poczuła, że musi zacząć od nowa i znaleźć nowe miejsce i przestać być zależna od kogokolwiek, właśnie wtedy pojawiła się myśl o LS i przeprowadziła się w wieku 20 lat do "miasta aniołów", gotowa stawić czoła nowemu życiu, pełnemu wyzwań, niepewności, ale i szans na rozwój kariery muzycznej, której od dawna pragnęła. Aitana Benítez García de los Ríos del Prado - xxx — Kariera
    10 polubień
  9. Historia mentalności tej grupy nie zaczyna się w słonecznym Los Santos, ale na zimnych zgliszczach Związku Radzieckiego. Wraz z upadkiem żelaznej kurtyny, na wschodzie nastała era chaosu, znana jako „Bespredel” – czas bez granic i bezprawia. To wtedy ostatecznie upadł stary, romantyczny etos złodzieja, a narodził się nowy, bezwzględny gracz. W tamtych czasach o przetrwaniu nie decydował już honorowy kodeks, lecz brutalna siła i spryt. Na ulice wyszło pokolenie, dla którego przemoc była chlebem powszednim i które nauczyło się jednej, fundamentalnej lekcji: państwo jest słabe, a prawo to tylko sugestia. Wygrywa ten, kto pierwszy pociągnie za spust lub skuteczniej skorumpuje system. To właśnie dzieci tego brudnego kapitalizmu stanowią trzon dzisiejszej organizacji. Ameryka szybko zweryfikowała ich marzenia o łatwym życiu. Zamiast willi z basenem, trafili do szarych, zatłoczonych blokowisk Los Santos, gdzie każdy gnał za szybkim dolarem. Miejscem ich zesłania stało się Burton – dzielnica o dwóch twarzach, gdzie luksusowe butiki i drogie knajpy sąsiadują przez ścianę z brudnymi podwórkami i przeludnionymi mieszkaniami czynszowymi. Ojcowie dzisiejszych gangsterów pracowali tam jako ochroniarze, kierowcy i krawcy, otwierając drzwi limuzyn elitom Los Santos, podczas gdy matki sprzątały wille w Rockford Hills, piorąc brudy ludzi, których nienawidziły. Właśnie w tym specyficznym tyglu dorastało młode pokolenie – obecny fundament grupy. Te dzieciaki widziały bogactwo z bliska, ale zawsze stały za grubą szybą. Obserwowali hipokryzję elit miasta; widzieli, jak ci sami bogacze, którzy rano pouczali ich o moralności, wieczorami wciągali kokainę na bankietach, zdradzali żony i oszukiwali na podatkach. Zrozumieli wtedy, że prawo jest dla biednych, a dla bogatych są prawnicy. To poczucie wykluczenia i niesprawiedliwości ukształtowało ich charakter – stali się twardzi, zahartowani rosyjskim wychowaniem i zdeterminowani, by nie skończyć jak ich rodzice, jako tania siła robocza. Organizacja nie powstała więc z nagłego impulsu, lecz z chłodnej kalkulacji i ewolucji. Z czasem grupa znajomych z podwórka podzieliła się na dwa obozy, które weszły w naturalną symbiozę. Ci, którzy „wyszli”, zdobyli wykształcenie, założyli firmy i weszli w struktury miasta, ale nigdy nie zapomnieli, skąd pochodzą. Ci, którzy zostali na ulicy, wnieśli siłę i brak skrupułów. Wspólnie doszli do prostego wniosku: największa kasa nie leży w okradaniu biednych w Burton, ale tam, gdzie bogactwo już jest – u tych, którym ich rodzice służyli. Potrzebowali tylko struktury, by po nią sięgnąć. Tak powstał fundament pod coś, co z czasem miało przekształcić się coś potężnego. Zanim to jednak nastąpiło, musieli przejść przez piekło. Początkowa, oficjalna narracja była prosta: Gleb Voronov zjednoczył młodych Rosjan z Burton, dając im cel i tożsamość. Rzeczywistość jednak skrzeczała, a w kuluarach szeptano słowo „Pokazukha” – szopka na pokaz. Voronov miał ambicje bycia Vorem, ale brakowało mu strategicznego zmysłu Avtoriteta. Podczas gdy on pławił się w iluzji władzy, struktura organizacji przypominała domek z kart. Lider pozostawał bierny, a ciężar utrzymania grupy przy życiu spadł na barki jego prawej ręki – Quin Zmeyev. To ona musiała łatać dziury w planach, gasić pożary wywoływane przez niekompetencję szefa i dyrygować „ulicą”, która coraz głośniej domagała się konkretów. Największym grzechem Voronova było naruszenie „Obshchaka” – wspólnego funduszu, który w tradycji rosyjskiej mafii jest świętością. Pieniądze, które miały służyć korumpowaniu policji i kupowaniu broni, znikały w kieszeni Lidera, który traktował fundusz operacyjny jak prywatny portfel. Efekt był tragiczny: gdy trzeba było uzbroić ludzi do walki, magazyny świeciły pustkami. Żołnierze szli na wojnę z nożami i przestarzałym sprzętem, który bardziej udawał broń niż nią był, podczas gdy ich szef bawił się w boga za ich pieniądze. To nie była organizacja; to był piramidalny wyzysk. Słabość przyciągnęła drapieżników, a Burton zamieniło się w strefę otwartej wojny na dwa fronty. Pierwszy cios nadszedł ze strony Calaveras Rojas MC. To, co miało być demonstracją siły ze strony ludzi Voronova – podpalenie domu klubowego motocyklistów – okazało się tragicznym błędem strategicznym. „Skull Squad” nie bawił się w dyplomację; odpowiedzieli z furią, wykonując egzekucję na jednym z rosyjskiej grupy. Krew za ogień. Jakby tego było mało, w dzielnicy wybuchł absurdalny, wyniszczający konflikt z Yakuzą. Wojna z Japończykami, która zaczęła się od błahego nieporozumienia, przez brak decyzyjności lidera i chaos informacyjny, błyskawicznie wymknęła się spod kontroli. Azjaci byli metodyczni i bezwzględni, a rosyjska strona, dowodzona z tylnego siedzenia przez nieobecnego ducha Voronova, traciła ludzi i wpływy. Bez sprzętu, bez planu i bez wsparcia z góry, żołnierze byli tylko mięsem armatnim w wojnie, której nikt nie kontrolował. Kiedy wydawało się, że grupa ostatecznie rozpadnie się pod ciężarem własnej niekompetencji i naporu zewnętrznych wrogów, na scenie pojawiło się światełko w tunelu. Do miasta przybyli bracia: Vadim i Emilian Reznikov. Nie byli to typowi uliczni żołnierze; przywieźli ze sobą coś, czego w Burton brakowało od dawna: chłodną kalkulację, kapitał i wizję. Zamiast ślepo wykonywać rozkazy upadającego cara, nawiązali cichą nić porozumienia z Quin Zmeyev, która dostrzegła w nich szansę na stabilizację. Sojusz Quin z braćmi Reznikov był początkiem końca ery Voronova i momentem zwrotnym – końcem improwizacji, a początkiem profesjonalizacji, ale zanim nastał nowy ład, stare długi musiały zostać spłacone.
    9 polubień
  10. IN CHARACTER - Public Enemy Number 1 jako hybrydowy gang (gang uliczny & gang więzienny) na przestrzeni wielu lat, uchodził za najbardziej wtajemniczoną i doświadczoną zorganizowaną grupę przestępczą która po mistrzowsku podchodziła do wszekich przestępstw białego kołnierzyka (przestępstw finansowych) na terenie Kalifornii, Nevady i Arizony. W przypadku dokonywanych przestępstw, wyróżniamy głównie (na bazie artykułów) oszustwa komputerowe, oszustwa związane z kartami kredytowymi, fałszerstwa i kradzież tożsamości. Członkowie PENI czasami nakłaniają przyjaciół, krewnych i znajomych, którzy mają dostęp do danych osobowych, by kradli te dane z instytucji, w których pracują — w tym z banków, firm hipotecznych, gabinetów dentystycznych, szpitali, a nawet z Departamentu Pojazdów Mechanicznych (DMV). Członkowie PENI kradną też dane osobowe poprzez włamania do samochodów, kradzieże poczty, kradzieże torebek i nawet grzebią w śmietnikach po ewentualne dane osobowe. Uzyskane w ten sposób dane przekazują osobom, które potrafią wykorzystać je do tworzenia fałszywych tożsamości. Fałszowane dokumenty obejmowały m.in. prawa jazdy, wyciągi bankowe, karty ubezpieczenia społecznego, dokumenty notarialne, duplikaty czeków, formularze W-2, a nawet fałszywe pieniądze. W jednym przypadku członek PENI, Brian „Bullet” Mitchell, został aresztowany za produkowanie fałszywych banknotów o nominale 50 dolarów poprzez wybielanie banknotów o niższym nominale za pomocą środka czyszczącego do piekarników i przepuszczanie papieru przez drukarkę kolorową. Został później skazany za posiadanie sprzętu służącego do fałszowania pieniędzy na potrzeby finansowania kont więziennych członków PENI. W innym przypadku organy ścigania skonfiskowały komputer współpracownika PENI i odkryły listę różnych dokumentów, które mogły zostać sfałszowane, z podanymi cenami za każdy z nich. Kradzież tożsamości i pozyskane informacje były także wykorzystywane przez członków PENI do najzwyklejszych przyjemności życia codziennego. Odnotowano przypadki, w których członkowie PENI korzystali ze skradzionych kart kredytowych, aby meldować się w hotelach i organizować tam imprezy. Policja była informowana dopiero wtedy, gdy pojawiało się zagrożenie bezpieczeństwa, np. gdy „goście” PENI odmawiali opuszczenia pokoju po godzinie wymeldowania lub gdy skradzione karty kredytowe wywoływały alarm w systemie (zgłoszenie kradzieży albo utraty karty w banku). W innym przypadku grupa członków PENI została wyrzucona z hotelu przed czasem. Później otrzymali oni od hotelu czek zwrotny. Rzekomo skopiowali ten czek wielokrotnie i spieniężali go w różnych drogeriach. OUT OF CHARACTER - Jestem w stanie powiedzieć, że odgrywanie klimatów Public Enemy Number 1 oraz przestępstw finansowych to moja nisza i jestem w tym nie do zajechania jeśli chodzi o staranność o detale i przykładanie uwagi do odgrywanych wątków. Grałem w ten sposób na przestrzeni ostatnich lat i daje mi to dużo zabawy bo mogę wychodzić z grą do najzwyklejszych postaci z sektora cywilnego, bo na tym właściwie ta gra tylko polega. Już wcześniej prowadziłem podobny projekt i zapewniałem wporzo gierke dla liderów biznesów na serwerze, bo gram w sposób nieinwazyjny na bazie samych współprac, nakręcając gierke głównie sobie ale też innym dookoła. Znam się na temacie i ponownie chce wyjść z inicjatywą grania dobrych wątków przestępstw finansowych na serwerze, które pokaże w tym temacie w kolejnych postach. Projekt będzie prowadzony przez moją główną postać Freelancera - zostawiam link do tematu głównej poniżej w Spoilerze.
    8 polubień
  11. **Na v-tube na kanał @bbygail wleciał nowy film - ponownie jest to perkusyjny cover jednego z utworów znanego dla szerokiej publiki, nie tylko tej zamkniętej na mocniejsze brzmienia. Tym razem padło na dobrze znany zespół Red Hot Chili Peppers i równie mocno znany utwór, a konkretniej Can't Stop. Całość ma względnie dobrą jakość, chociaż nie jest to jakość nagrania studyjnego a w garażowych warunkach na całkiem optymalnych choć tańszym sprzęcie. ** **Opis pod filmem:** Jeśli dostaję specjalne życzenia co do coveru od kogoś kto ogląda moje poczynania tutaj... HOLD MY BEER. Zrobię to! Tym samym ze specjalnymi pozdrowieniami dla bomby pozytywnej energii z Whispering Pines Camp - Talah Chee @Sava - Red Hot Chili Peppers i utwór Can't Stop. I jeśli ktoś z was zastanawia się czym jest Whispering Pines - to złoto naszego stanu, cudowne miejsce, koniecznie sprawdźcie! Mam nadzieję, że sam cover również przypadnie wam do gustu! Dajcie znać, hah. Jeśli szukasz perkusisty do nagrań studio lub na koncert - odezwij się! Z chęcią wesprę w takich działań najemniczo, na pewno się dogadamy i stworzymy razem coś super! Uderzaj w DM - [email protected] ((PW)) bądź w social media - Abigail Hernandez! **Znacząco niżej w opisie pojawiła się także tylko jedna mała wzmianka z opcją wsparcia artystki, opatrzona jedynie tekstem "POSTAW MI KAWĘ". Po przejściu dalej, można dokonać bezpośrednio przelewu przez bramkę** ((O ile kogoś podkusi poza samą narracją, prosz, numer konta: 7395577482 ))
    8 polubień
  12. **Skid podzielił się snippetem nowego utworu na relacji**
    8 polubień
  13. bluestripsls (https://bluestripsls.shop/collections/all) to nowoczesny sklep stacjonarny skoncentrowany na sprzedaży, promocji i rozwoju marki _(S)kys(D)a(L)imit w samym sercu Los Santos, czyli w Morningwood. Powstał w listopadzie 2025 roku w dzielnicy Morningwood alias Mtown, znanej z różnorodności biznesów, marek odzieżowych, restauracji i punktów kulturowych, które tworzą niepowtarzalny klimat tej części miasta. Pomysł na otwarcie sklepu narodził się z inicjatywy współzałożycieli SDL, czyli Temetriusa Hollowaya i Izayaha Mercera, którzy chcieli stworzyć miejsce będące nie tylko punktem sprzedaży, ale również przestrzenią dla społeczności utożsamiającej się z filozofią marki. Sklep bluestripsls od samego początku miał być przedłużeniem wizji skydalimit, łącząc świat mody, muzyki i ulicznej kultury Los Santos w jeden spójny koncept. Każdy detal, od aranżacji wnętrza po sposób ekspozycji kolekcji, odzwierciedla charakter miasta, mroczny, autentyczny i pełen energii. W ofercie znajdują się wszystkie linie odzieżowe _skysdalimit, w tym limitowane dropy, kolaboracje artystyczne oraz ekskluzywne serie projektowane z myślą o lokalnym stylu życia. bluestripsls stał się miejscem spotkań ludzi, którzy żyją w rytmie ulic Los Santos, artystów, skaterów (ze strony współzałożyciela Izayah Mercer), muzyków i osób tworzących współczesną kulturę miejską. Każda wizyta w sklepie to doświadczenie, które łączy modę, sztukę i emocje. Dzięki indywidualnemu podejściu do klienta oraz dbałości o szczegóły, marka utrzymuje najwyższe standardy jakości i autentyczności, które od początku stanowią fundament filozofii SDL. Cześć wam. Razem z @kurtcobain planujemy otworzyć sklep stacjonarny, który będzie głównym filarem naszego projektu pod szyldem branży rozrywkowej, w stylu marki ubrań i akcesoriów w świecie streetwearowym na community LA, jakim jest (S)ky(D)a(L)imit. Sklep stacjonarny będzie działał na zasadzie głównego miejsca, zaraz po projekcie sklepu skejterskiego ze strony mojego znajomego. Będzie to główne miejsce w którym będziemy prowadzić naszą rozgrywkę, dokumentując nasze poczynania, od A do Z. Oprócz tego, to jak na samej górze napisałem. Sklep stacjonarny będzie głównym filarem naszego projektu, czyli, będzie miejscem w którym sprzedaż akcesorium oraz odzieży z lini SDL będzie na porządku dziennym, a później będziemy wprowadzać przeróżne nowości, kolaboracje z innymi biznesami, próbując komponować ciekawe eventy, jak zbiórki, koncerty charytatywne oraz wiele innych. Zostawiam tutaj link do naszego przedsiębiorstwa spod ramienia projektu zarobkowego, jeśli ktoś będzie zainteresowany, zapraszamy do zapoznania się. Nazwa Projektu IC: bluestripsls clothing store Postać lidera: Temetrius Holloway UID postaci lidera z panelu gracza: 67763 Link URL do mapy z lokalizacją projektu: https://imgur.com/a/Jmy0mrb Typ projektu: Projekt IC, bluestripsls clothing store Wybrany interior: N/A
    6 polubień
  14. **Skid na relacje udostępnił informacje że właśnie skończył pracę nad nowym numerem - zapowiadając visualizer na niedziele, jak wcześniej na innych portalach**
    6 polubień
  15. White collar crimes - kategoria przestępstw ekonomicznych, które często są związane z działalnością finansową, korporacyjną lub administracyjną. Obejmują one działania osób wykonujących zawody związane z finansami, które dopuszczają się oszustw i przestępstw pod płaszczykiem prowadzenia legalnej działalności gospodarczej. Przestępstwa te charakteryzują się działaniem z ukrycia i mają na celu osiągnięcie korzyści finansowych bez użycia przemocy fizycznej, bądź psychicznej (chodź nie zawsze sytuacja na to pozwala). Money laundering - działania zmierzające do wprowadzenia legalnego obrotu pieniędzy lub innych wartości majątkowych uzyskanych z nielegalnych źródeł bądź służących do finansowania nielegalnej działalności. Chaldejczycy dochodzą do ważnych pozycji w wielu legalnych biznesach działających nie tylko na Davis, ale na terenach całego miasta duchów. Zbudowali wokół swojej szajki przestępczej siatkę legalnych działalności w których ich słowo jest tym najważniejszym - mimo, że nie ma ich tam w papierach, bądź wpisani są jako zwykli pracownicy. Od jakiegoś czasu zmuszeni są znaleźć dobry, i cichy sposób na pranie coraz to większych ilości gotówki pochodzącej z nieznanych źródeł.
    5 polubień
  16. ________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________
    5 polubień
  17. 1/11/2025 to data kiedy zamyka się Redline Tavern czyli miejsce, w które Linda Rose po raz ostatni włożyła całe swoje serce. Miejsce, które nigdy nie było jej, a traktowała jak własne dziecko... Miejsce, które zmieniło jej sposób myślenia i otworzyło oczy na nowe możliwości. Kobieta po tej i wielu innych nieudanych współpracach z różnymi przedsiębiorcami - będąc na skraju załamania nerwowego postanowiła w końcu wziąć sprawy w swoje ręce i otworzyć lokal będący od początku do końca jej własnością. Lokal, który będzie jej azylem, jej muzą i jej spełnieniem wszystkich marzeń o prowadzeniu niewielkiej gastronomii. Pachnący świeżo paloną kawą i ciepłymi wypiekami - taki właśnie jest Paleto Ocean Coffee. Klimatyczne, nadmorskie miejsce na mapie urokliwego miasteczka Paleto Bay. Miejsce, które przyciąga nie tylko zapachem ale również klimatem... Klimatem nadmorskiej kawiarni, w której można rozkoszować się wyśmienitym widokiem na ocean i jeszcze bardziej wyśmienitą kawą w towarzystwie słodkich wypieków tworzonych bezpośrednio na miejscu. Dla żyjących w pośpiechu lub tych, którzy spóźniają się na zaplanowaną wycieczkę w głąb szlaków Mount Chiliad przewidziana została niewielka oferta śniadaniowa dostępna również w formie na wynos. Jednak skupmy się na samym miejscu Paleto Ocean Coffee ponieważ to właśnie tutaj, za sprawą przemyślanego i czystego wnętrza panuje niezwykła harmonia i spokój, który pozwala na zapomnienie o problemach i choć przez chwilę można dać porwać się myśli... "Cholera! Jaka ta kawa jest dobra!" W Paleto Ocean Coffee nie uświadczycie alkoholi, tłustych frytek i ociekających kawałków mięsa. Kwestia no-alcohol zakorzeniona w tym miejscu jest na tyle mocno, że zrezygnowano nawet z popularnego Irish Coffee. Co zatem można dostać odwiedzając to miejsce? Przede wszystkim wyśmienitą, świeżą i wykonaną całym sercem kawę w różnej postaci. Od klasycznego Americano po wymyślne, smakowe lub sezonowe Latte. Nie samą kawą jednak człowiek żyje dlatego żeby nie wyjść z pustym żołądkiem Linda Rose w menu swojego lokalu przewidziała przeróżne wypieki od klasycznych brownie po słodkie tiramisu, a dla zaspokojenia większego głodu przewidziano niewielką ofertę przekąsek na słono.
    4 polubienia
  18. **Po długim czasie przygotowań i licznych zapowiedziach rusza trasa koncertowa folk - metalowej artystki która jest poniekąd zwieńczeniem prawie roku twórczości, jak i kolejnym krokiem milowym w karierze Suzanny. Trasa swój początek ma mieć ósmego listopada w Sacramento, kolejno odwiedzać takie miejsca jak Seattle, Chicago, Cleveland, New York City, Philadelphia, Miami, Phoenix - z zaplanowanym na dwudziestego listopada finałem w Paleto. Chwilę przed startem trasy, tuż po oficjalnym potwierdzeniu jej na social mediach Suzanny ruszyła sprzedaż biletów we wszystkich platformach z naciskiem na najpopularniejsze z nich. Na trasie artystka spotka wiele nowych twarzy jak i osób z którymi przyjdzie jej współpracować, chociaż liczyć może też na tych z którymi już współpracuje - w składzie zespołu jadącym po Stanach Zjednoczonych z Suzy wchodzi Cassius, Romy i Ricky @kage- @samer @Centrolewus. Partnerem graficznym projektu 'Following the Whisper of the Ancestors' pozostaje BLENZ @ZAW; jako strażniczka ścieżki (partner organizacyjny z naciskiem na finał) początkująca managerka Isalyn Loxley @Vigdis. Każde z miast to nowa opowieść grupy bliskich sobie artystów których łączy muzyka i wspólne przeżycia ze sceny, nowe wyzwania oraz dwa spotkania - te koncertowe, jak i zakulisowe ze słuchaczami podczas których otuleni akustycznymi brzmieniami oddadzą sie rozmowie na tematy Słowiańskich wierzeń, rękodziełu, czy poznają na żywo bliżej Suzannę. Trasa zawierać będzie wzloty, upadki, niespodziewanych gości a nawet chwile zwątpienia - podróż przez każdą z bram to istotne fabularne doświadczenie opisywane w tej historii; nie tylko dla Suzanny ale i też reszty osób zaangażowanych w nią. Lada moment otworzy się pierwsza z hal - właśnie ta zaczynająca podróż przez projekt 'Following the Whisper of the Ancestors'. Suzanna i jej towarzysze (zespół) staną wspólnie na scenie by również i z publicznością przejść przez te przygodę. Odziani siłą, indywidualnym zasobem doświadczeń, dźwiękiem oraz posiadający różne często sprzeczne sobie (na logikę) cechy - ludzie z prawdziwymi emocjami na trasie, opowieściami w przygodzie i wiarą w to że przyszłość będzie im łaskawa. To początek, i ich wstęp do opowieści... - odliczanie do pierwszego koncertu już powoli dobiega końca... a historia 'Following the Whisper of the Ancestors' zaczyna pisać się właśnie teraz. Wystąpienia artystów obejmują średniej wielkości przestrzenie zapewniające miejsca dla ok. dwóch do w porywach trzech tysięcy uczestniczących. W przeróżnych miejscach słychać gdzieś szepty przechodniów co do planów na wybrane dni, w rozmowach ludzi z w/w miast co raz to częściej (nawet z ciekawości) pada temat koncertu Suzy jak i spotkanie z artystką - a kadzidła? Już czekają aby dymem unosić wokal i brzmienia wśród zebranych. ** Sacramento [Chanel 24] **Piątkowa noc; lotnisko wydawało sie dla nich być bramą w nieznane światy - niby oświetlone jak zawsze, pełne ludzi i szyb w których ich odbicia odbijały się w oczach patrzących w nie; tak jak w starych pamiętających wszystko lustrach. Suzy oczekując na resztę siedziała przy wynajętym busie. Pierwszą osobą która dotarła za nią na miejsce ich zbiórki był Ricky - włosy rozczochrane miał we wszystkie strony świata, przysiadł obok Suzy bez słowa - sam oddając sie tej trwającej chwili przemyśleń - bo co tak właściwie czeka zespół podczas trasy? Chwilę później dołączyła reszta składu z którym Suzanna miała spędzić dwa tygodnie poza Los Santos, swoim domem i z dala od narzeczonego. Kiedy samolot dotknął płyty lotniska w Sacramento niebo miało już kolor palonej aromatycznej kawy. W powietrzu czuć było znane, niezmienne ciepło Kalifornii - tak właśnie też zawitali do miasta z którego uciekli niegdyś Ricky i Romy. Na parkingu czekał stary, czarny van (wypożyczony na potrzeby pobytu w mieście); bus nosił jeszcze ślady poprzednich tras innych artystów którym udało sie bądź też nie powybijać a łączyło ich tak samo jak tych teraz cel i pragnienie osiągnięcia sukcesu. Na pojeździe widoczne były liczne zadrapania, resztki taśmy i innych pozostawionych mniej istotnych przedmiotów. Szybki booking hotelu, chwila odpoczynku i kierunek pierwsza z hal w której odbywać miał się koncert trasy Suzanny. W drodze do Channel 24 Cassius zapuścił starą kasetę z rosyjską pieśnią ludową, a Romy niekoniecznie rozumiejąc co ten chciał tym zyskać spojrzała na niego jak ostatniego idiote. Ricky siedział przy oknie obserwując krajobraz, znał te miejsca pamięć: most, pusty skatepark, zrujnowane stacje benzynowe. - Myślisz, że ktoś jeszcze nas tu pamięta? - zapytała Romy widząc jak jej brat obserwuje zza szyby stare dobrze znane im miejsca. Chłopak krótko dopowiedział swoje tak jakby czymś zmartwiony. Hala koncertowa była średniej wielkości - sama Suzy nie celowała w wielkie przestrzenie, nie będąc pewna jakim zainteresowaniem cieszyć będzie sie trasa. Na scenie już leżały gałązki lipy i skrawki mchu; artystka bardzo chciała by wszystko pachniało lasem i ogniem - niezmiennie podtrzymując klimat swoich koncertów. Technicy krzątali się w panującym półmroku, makijażystki rozstawiały stoły z misami pełnymi gliny, popiołu i węgla drzewnego przygotowując artystów do wystąpienia - na ich twarzach malowane zaczęły być znaki ochronne i symbole rytualne a gdy już wszystko było gotowe zapadła cisza; zgasły światła a artyści? Udali się po podświetlonej przejściem podłodze w kierunku sceny [..]. Z głośników zaczyna wybrzmiewać powoli pierwszy dźwięk, instrumenty podgrywają zgodnie ze wcześniejszym planem. Suzy otwarła koncert spokojną melodią, kompozycją znaną z jej pierwszej EP 'Suzy & Anna' będącą jednocześnie hołdem dla jej zmarłej matki. Im dłużej w czasie i głośniej na sile przygrywała melodia tym przechadzające sie wtedy po scenie, odziane w białe lniane szaty statystki zapalały co raz to więcej świec otwierając symbolicznie (co wiemy z koncertów Suzanny) rytualną granice między światem zmarłych a żywych.** 'Ciemno wszędzie, głucho wszędzie… …a jednak jestem, jednak coś będzie [..] .' **Podczas koncertu Suzy zaprezentowała takie utwory jak chociażby 'Мокош', 'История странника' który był jej pierwszym oficjalnym wydaniem czy 'Цветок Папоротника' w którym refren przedstawiała w wersji anglojęzycznej. Zespół po zagraniu tych pozycji i zbudowaniu magicznej atmosfery zmienił swój 'bieg' wchodząc w kawałki anglojęzyczne (w tym ostatnio wydane) Suzanny. W połowie któregoś utworu kilku mężczyzn z końca sali zaczęło wykrzykiwać coś o 'dziwactwach' i 'szatańskich symbolach'. Ricky zastygł jakby znał doskonale ten głos i twarze, już przez moment wydawać by sie mogło że magia miejsca pęknie tworząc wielką porażkę i niespodziewanie zadziało sie coś magicznego. Osoby na swój sposób zauroczone twórczością Suzy (a może i jej po prostu ciekawe) zareagowały same... rytmiczne oklaski, wspólny śpiew. Dziesiątki rąk zaczęły tworzyć wspólny dźwięk podbijając w duchu artystkę którą znali doskonale z jej streamingów i wydań. Ludzie z ochrony dopiero po chwili dotarli na miejsce, chociaż już nie mieli co robić a intruzi wycofali się przytłoczeni przez falę poparcia. Koncert dobiegł końca, padły podziękowania - opadać zaczęła również z artystów adrenalina - po niewielkim bisie w którym zagrała m. in. 'Cursed Santos'; 'Echo of You' oraz autorskie przedsmakowe wydania z docelowo grudniowego albumu Suzy zeszła pierwsza ze sceny. Na backstage’u słychać było doskonale jeszcze głośne echo rozmów osób zbierających się powoli z sali. Romy zaniepokojona reakcją Suzy podeszła za nią, wyjęła z kieszeni paczkę papierosów częstując jednym artystkę; chłodny powiew wiatru uspokajał siedzącą gdzieś z boku Suzannę - krótką rozmowę między nimi przerwał Cassius przypominający że za godzinę część zakulisowa po czym wraz z Rickym pomogli w przygotowaniach aby kobiety mogły na spokojnie dokończyć rozmowę. Minęła mniej więcej godzina - w półmroku sali została tylko garstka fanów którzy zakupili bilet na dalszą część trasy, tą 'zakulisową'. Na scenie niezmiennie gościł dywan z ziół i wiklinowe kosze pełne wosku, sznurków i koralików jakie mogliby wykorzystać na dzisiejszym spotkaniu. Suzy z pomocą Romy uczyły ludzi tworzyć karaboszki a artystka opowiadała o swojej kulturze, Dziadach i znaczeniu masek; Ricky dostrajał ze spokojem po pierwszym koncercie gitare... - właśnie po to aby przygrać akustycznie kilka utworów Suzanny. Samo spotkanie zakulisowe przebiegło w ciepłej atmosferze, pełnej śmiechów i uwagi oraz zaangażowania... i gdy zespół wracał już do busa by zajechać w kierunku hotelu zauważyli jak część odchodzących gości w oddali wspólnie rozpala otrzymane od artystki kadzidło. Dym unosił się w kształcie spirali - mniej więcej właśnie jak znak Roda i pieczęć skończonego rytuału. Pierwszy koncert trasy dobiegł końca, wtedy też coś się obudziło w sercu Suzanny - być może wiara w siebie? Bogatsi w nowe doświadczenie wspólnie poczęli przygotowania do drugiego przystanku w 'Following the Whisper of the Ancestors'.** Seattle [Showbox SoDo] **Lot z Sacramento do Seattle nie należał do najdłuższych ale sam w sobie (jak możemy przypuszczać) był wystarczająco długi by Suzy zdążyła zebrać myśli przed kolejnym przystankiem. Za oknem samolotu chmury układały się w bujne i gęste fale, światło południa odbijało się ukradkiem w przebłyskach gdzieś na skrzydłach jak na tafli lodu. Siedząca obok Suzy Romy notowała w telefonie kilka zdań - kątem oka Suzanna dostrzec mogła że było to coś między tekstem piosenki a pamiętnikiem? Ricky zasnął trzymając w dłoniach pleciony z rzemienia amulet który dostał od jednej z młodych fanek po koncercie w Sacramento wraz z wymianą doświadczeń co do gry przy innych artystach - i czyżby miasto którego sie tak obawiał, okazało sie tym w którym narodziło sie coś więcej w samoocenie gitarzysty? Cassius jak to Cassius - ku pozoru najbardziej ostrożny przeglądał setlistę na wieczór podkreślając momenty w których miały włączyć się dodatkowe światła czy inne zaplanowane efekty. Kiedy samolot dotknął płyty lotniska w Seattle powietrze przywitało ich wilgocią.. specyficznym, słonym zapachem wiatru od zatoki. Miasto tonęło tego dnia w delikatnej mgle a szare niebo przeglądało się w szybach terminalu jak w wodzie - niezmiennie na parkingu czekał na nich van który i tam stał sie ich sposobem transportu. Po krótkim postoju w budżetowym ekonomicznym hotelu i szybkim prysznicu zespół ruszył w kierunku Showbox SoDo - długoletniej hali koncertowej w dzielnicy przemysłowej, tam już konstrukcje kontrastowały z plakatami obecnych większych czy też mniejszych artystów. Miejsce miało w sobie coś z jaskini muzycznej której wnętrze pozwalało na zbudowanie zaskakującego klimatu [..]. Suzy siedząc przy lustrze i szykując sie do koncertu wraz z resztą składu wyjęła z torby woreczek z suszonymi ziołami (tymi samymi które zna doskonale chociażby ze swojej zielarni) wśród nich bylica, dziewanna i jałowiec. ** 'Zagrajmy dla tych, którzy byli przed nami a i będą po nas? Niech dzisiejszy dym otworzy nam nową drogę... ' **Gdzieś w chaosie całej organizacji wystąpienia technicy ustawili na scenie niskie pnie, podłogę wyścielała sztuczna roślinność z domieszką zboża, ozdobnie dostawiono na scenie kosze zboża i wiązanek świeżych ziół. W Seattle wokół sceny zawisły dziesiątki maleńkich dzwoneczków poruszanych wiatrem czy ruchem publiczności, a te pośród wielu innych przygotowanych akcentów miały symbolizować obecność duchów przodków. Kiedy zgasły światła rozmowy na sali jakby ciekawsko ustały, w tle muzyka oraz pojedyncze uderzenia w bębny perkusji podbijające napięcie - scena zanurzyła się w półmroku oświetlona jedynie blaskiem świec. Suzy wychodząc stanęła przy starym stole nakrytym lnianym obrusem. Za nią dwie modelki i zespół z którym zagościła w miejscu jakie miało stać się ich wystąpieniem z muzyką którą tworzy artystka.** 'W miejscu... gdzie ogień spotyka wodę ich dusze wracają. Gdzie dym tańczy nad ziemią - rodzi się pamięć. Przychodźcie, przodkowie... przyjdźcie Dziadowie.' **Podczas wypowiadania w/w słów od stołu powoli odchodzić zaczęły statystki w maskach z dębowej kory (karaboszki), spokojnie i nieśpiesznie rozsypywały pod swoje bose stopy pył po podpalanej bylicy - zioła 'Dziadów' używanego do oczyszczania i odprawiania dusz a dzwoneczki? Powoli wchodziły w ruch... . Artystka podczas koncertu wraz z zespołem zagrała 'Ритуальная Песня', 'Род', 'Перун ' i 'Марена' w którym drugi wokal należał do Cassiusa; chwile później przeszli pod anglojęzyczną twórczość przedstawiając m. in. 'In the shadow' oraz 'Echo of You'. W końcówce koncertu Suzanna zapaliła trzy świece symbolizujące sobą trzy światy: żywych, umarłych oraz bogów - pozwalając im dogasnąć po bisie z niewydanych (w większości anglojęzycznych) kawałków podziękowała zebranym za uczestnictwo w koncercie. Nadszedł moment kiedy muzyka ucichła jak i wypaliły się w brzmieniach bisu świecie, to był właśnie moment pożegnania - (metaforycznie) jak w dawnych Dziadach gdy gaszono ogień i żegnano duchy prosząc aby wróciły tam skąd przyszły. Po koncercie w półmroku sceny zebrała się mała grupa fanów prowadzona przez pracowników technicznych do innej części hali - Ci którzy wykupili bilet na 'część zakulisową'. Na mniejszej drugiej scenie czekały już kosze z ziołami: bylica, lawenda i jałowiec. Uczestnicy podczas spotkania z artystką tym razem splatali ziołowe kadzidła łącząc je lnianymi sznurkami przy opowieściach Suzanny o kulturze Słowian i znaczeniu ziół w obchodach Dziadów. Cassius przygrywał cicho na perkusji, Ricky stroił gitarę a Romy znikła w cieniu. Akustycznie przygrano takie utwory jak chociażby 'Echo of You', 'a shout to him' czy 'Charm' - dziewczyna chętnie również podzieliła się swoimi wskazówkami co do postępów i ćwiczeń nad wokalem które sama stosuje bądź wyniosła z zajęć muzycznych; nie zabrakło też utworów nad którymi zespół jakoby dopiero pracował a te pojawić sie mają z końcem roku w najnowszym albumie. W pewnym momencie Suzy zapaliła jedno z kadzideł którego dym uniósł się w spiralnym kształcie. Dym tańczył w powietrzu jak wybudzony zaspany jeszcze duch, wśród ludzi zaległa cisza której nikt nie śmiał przerwać - Suzy podczas wspólnych warsztatów pozwalających ją bliżej poznać wyszła z kolejną przypowiastką. Kiedy ostatni uczestnik wychodził z sali, dym wciąż wił się w powietrzu - chociaż dla wielu był to nic nie znaczący ruch, artystka patrząc na niego wiedziała doskonale że trasa którą rozpoczęła - przyniesie na swej drodze ważne dla niej doświadczenia.** Chicago [Radius Chicago] **Artyści ochoczo skorzystali z dnia wolnego miedzy kolejnym planowanym przystankiem trasy koncertowej - a każde z nich spędziło (tym razem) te chwile na swój sposób. Cassius wraz z Romy zwiedzali lokalne knajpki, Ricky wraz z Suzy pracował nad swoim nowym kawałkiem a później większość wieczoru (tak samo) oddali swoim bliskim @ixenea @Kituss. Nadeszła pora dalszej podróży przez zaplanowaną trasę a po Seattle przyszła pora na Chicago czyli trzeci przystanek w projekcie; miasto o stalowym sercu i historii zapisanej w dźwiękach. Zespół przyleciał już wczesnym rankiem, (niektórzy pewnie skacowani..) zmęczeni ale pełni oczekiwania co do kolejnego swojego wystąpienia czy nowych twarzy jakie przyjdzie im poznać. Na lotnisku powitało czwórkę ostre światło poranka i nadzwyczajny chłód który różnił się od ciepłego powietrza Kalifornii. Wypożyczony jak zawsze czarny bus czekał przed terminalem - oblepiony kurzem i naklejkami z poprzednich tras koncertowych innych muzyków. Suzy usiadła tym razem przy oknie obserwując jak miasto rośnie z każdym pokonanym kilometrem a niebieskoszare wieżowce odbijają się w wodach jeziora Michigan; tradycyjnie szybkie przygotowania w budżetowym hoteli nieopodal miejsca koncertu i kierunek zaplanowane wydarzenie. Hala koncertowa w której dziś mieli zagrać to Radius Chicago - ta mieściła się w przemysłowej części miasta, w miejscu dawnej fabryki stali. Wysokie sklepienia, surowe ściany i chłód betonu tworzyły przestrzeń w której echo potrafiło zniekształcić każdy dźwięk. Technicy od początku wiedzieli że akustyka tego miejsca jak zawsze będzie wyzwaniem, mimo to pracowano nad nią do ostatniego momentu. Podczas prób pojawiły się zakłócenia - chociażby metaliczne sprzężenia, szumy, a raz nawet krótkie przeciążenie systemu które uśpiło wzmacniacze. We właściwym momencie po przygotowaniu wszystkich jak i wszystkiego pod wystąpienie przyszła pora na otworzenie bramek, hala napełniła się ludźmi. Ciepłe światła świec przy scenie, powoli unoszący sie dym kadzideł, i reflektory które ślepo ruchem odbijały się od stalowych belek - na scenie pachniało już palonym jałowcem i mchem; u artystów nie brakowało tradycyjnego dla Suzanny makijażu pełnego Słowiańskiej symboliki i znaków. Performance Suzanny w Chicago nawiązywał do Dziadów jesiennych nie tyle rekonstrukcji samego obrzędu, ile jego współczesnego echa. Na początku koncertu światła zgasły.. przez kilka minut słychać było tylko dźwięk dzwoneczków i szmer bosych kroków.. statystki w białych sukniach rozstawiały na scenie gliniane naczynia w których tliły się kolejne kadzidła z bylicy, dziewanny i szałwii. Z głośników popłynął ciężki dźwięk gitary, niespodziewanie i nagle - mniej więcej jak zgrzyt żelaza po kamieniu którego nikt sie nie spodziewał? Za zgrzytem kolejne, kolejne, pierwsze uderzenia perkusji... aż na tle rytmu jednego ze swoich rosyjskojęzycznych utworów Suzy wyszła ze światła; twarz miała pokrytą gliną, włosy splecione w długi warkocz. W dłoniach artystka trzymała niewielkie naczynie z którego unosił się dym a zarazem żywy wśród zebranych są obecnością symbol ognia - co w noc Dziadów miał prowadzić dusze wędrowców do domu. Właściwy koncert rozpoczął się od melodii nakierowanych w rosyjskich utworach (nim przeszli na angielskie kawałki) wchodząc nieśpiesznie w coraz cięższe i metalowe motywy. Początek rozpoczynał utwór 'колыбельная' znany jako wydana 'kołysanka' z początków kariery Suzanny; kolejno usłyszeć można było takie klasyki jak 'Хоровод' który Suzy często gra na swoich koncertach, 'Ночь Купалы' oraz 'Мокош' - po zagraniu kilku rosyjskojęzycznych utworów przyszła pora na anglojęzyczne pozycje zaczynając te chociażby od 'Cursed Santos' idąc przez 'Always & Together' i 'Forbidden Tale' (jak doskonale co wiemy) wywodzą sie spod WIMI NEXT STAR. Każdy utwór zagrany był z improwizacją muzyków podczas powtarzających sie niestety czasami zakłóceń, potraktowany jak rozdział ciągle pisanej na trasie opowieści o pamięci, ogniu i przodkach którzy nadal czuwają przy Suzy w jej karierze. W unoszącym sie po sali dymie z kadzideł można było dostrzec cienie i ruch ludzi, i chociaż to naturalne - dla artystów ze sceny widok mógł przypominać jakby duchy poruszały się w rytm muzyki. Po wszystkim, gdy hala opustoszała odbyła się planowo część zakulisowa czyli spotkanie dla nielicznych posiadaczy biletów 'One Step Beyond'. W panującym półmroku na scenie oświetlonej tylko świecami Suzy tym razem samotnie (nie wiedząc czemu) tłumaczyła znaczenie roślin używanych w rytuałach Dziadów. Bylica dla ochrony, dziewanna dla odwagi, piołun dla mądrości. Zebrani siedząc w kręgu tworzyli własne kadzidła z tych samych ziół które wcześniej paliły się na scenie. Dziewczyna między opowieściami przygrywała akustycznie swoje utwory - między innymi zagrała dla swoich słuchaczy ponownie 'Ночь Купалы', ale też dodatkowo 'Потерянный' i kilka anglojęzycznych w tym - 'Cursed Santos' gdzie chętnie refren wraz z innymi (jak to już ma w zwyczaju) akcentowała. Wieczór zakończył się dość cicho a poprzedni spędzony dobrze dzień wolny wydawać sie mógł dla nim zbawieniem w trasie. Późnym wieczorem nad Chicago zapadła mgła, zespół spakowany już w busa po pożegnaniu i wymianie nowych kontaktów odjechał spod hali zostawiając za sobą zapach kadzideł i ślad ich utworów; na jednej ze ścian garderoby pojawił sie schowany ich podpis cyrylicą z rosyjskojęzycznym przekazem w tłumaczeniu 'A gdy już tu dotarłeś, teraz Ty wspomnij nas i podążaj dalej śladem przodków...'. Gdzieś wśród ulic i pustych magazynów zapach niósł się jeszcze przez chwilę - mniej więcej jak 'coś' budzące sie w nas po rytuale który miał trwać tylko jeden wieczór... a jednak został w ludziach dłużej niż wszystkie dźwięki razem. Kolejny przystanek? Cleveland - i to, co przyniesie im jutro [..].** Cleveland [House of Blues] **Lot z Chicago do Cleveland całemu składowi minął wyjątkowo spokojnie. Strumień światła wpadający przez okno samolotu tworzył na dłoni Suzanny losowe kształty przypominające ochronne znaki i jakby przypadek znowu igrał z symboliką... w którą i tak nikt już nie wierzył (poza nią samą). Pod samolotem przesuwały się tafle jezior od których odbijało się chłodnawe słońce Ohio. Ricky przeglądał zapisane na kartkach improwizacje gitarowe, Cassius z słuchawkami na uszach notował tempo nowych partii perkusyjnych chcąc się popisać a Romy? No cóż... po prostu ucięła komara i pierwszy raz od tygodni wyglądała naprawdę spokojnie. Na lotnisku przywitał ich wilgotny zapach zbliżającego się deszczu. Miasto wydawać sie można mniejsze od Chicago miało w sobie podobny do Los Santos spokój który po trzech intensywnych (oraz pełnym jak wiemy zawirowań) koncertach wydawał się niemal zbawieniem. Wypożyczony busik jak zawsze stary i wysłużony (w myśl tani a sprawny), z trzaskiem zamykał drzwi jakby sam chciał powiedzieć im że w trasie każdy zbiera swoje blizny. Przez okna przechadzały sie wraz z drogą szyldy knajp, starych hoteli i neony aż w końcu pojawiła się fasada House of Blues a wraz z nią ciepłe światło z wnętrza, drewniane belki i ściany pokryte plakatami po dawnych występach. Hotel który zabookowała Suzanna znajdował sie kilka uliczek dalej, żadne z nich więc nie miało problemu ze szybkim dostaniem sie na wystąpienie - tradycyjnie rozpakowanie manatków i pora na przygotowanie sie pod kolejny występ. Wewnątrz hali już panował znany im półmrok; technicy rozstawiali sprzęt a w powietrzu unosił się zapach przygotowanych do występu kadzideł i dębowej kory. Scenografia była znów swoimi akcentami oparta o motywy słowiańskich rytuałów (co pozostanie niezmienne w całej trasie sądząc po Suzy). Na scenie pojawiły się w tle plecione wieńce, drewniane maski i rozrzucone po podłodze pędy suszonego jałowca. Za sceną ustawiono gliniane misy z wodą do których co jakiś czas dodawano garść soli i kilka liści dębu w przygotowaniach przed występem Suzy (i zgodnie z niewiadome skąd jej poleceniem). Zanim rozpoczęto występ, Suzy wyszła na moment zza kurtyny ciekawsko spoglądając po nowych twarzach - wiedziała że trasa która trwa jest jej szansą na pokazanie sie tym którzy niekoniecznie znają ją z codziennego życia w Los Santos. Zgasły światła, dźwięk dzwoneczków zapowiedział rozpoczęcie 'rytuału' a na scenę wkroczyły statystki w maskach z dębowej kory, niosąc w dłoniach gliniane dzbany rozstawiały je wokół Suzy. Koncert rozpoczął sie spokojnie, statystki obchodząc Suzanne tanecznym krokiem jakby budziły całość do życia; przywoływały przodków - lada moment przedstawiane zostały pierwsze utwory. Tym razem Suzy zaczęła koncert od 'Ритуальная Песня' podkreślając tym samym że bedzie to głośniejszy i agresywniejszy jej punkt trasy - wraz z dźwiękiem rozległ sie jej gardłowy i rozpaczliwy krzyk nakazujący powstać (ale komu, zmarłym?). Utwór rozpoczęła w anglojęzycznej zwrotce aby każdy zrozumiał jej przekaz a słowa** 'Bogowie wielcy, przodkowie nasi miejcie śpiewających w swojej opiece. Płomień święty wznosi się w góre - hey wysoko aż po nieba kres. Bogowie wielcy ześlijcie łaskę na swój lud, by w dostatku wiecznie żył. Niech chleb i miód Wam niosą na cześć, wola wasza prowadzi przez wieki nas. [..]' **stały sie rozpoczęciem kolejnych scenicznych rytuałów. Jako następne zagrano 'Мокош' oraz 'Цветок Папоротника' dopiero po krótkiej przerwie w której Suzy przeniosła dzbany na kraniec sceny przeszli do w pełni anglojęzycznej części koncertu - nie zabrakło w niej takich kawałków jak 'Cursed Santos'; 'Always & Together'; 'Ending' czy 'Unromantic'. Podczas koncertu brzmienie z utworu na utwór stawało się coraz cięższe a gitara Ricky’ego wzbudzała wiele emocji; osoby przy scenie udawały jakoby naśladowały jego ruchy i Romy, perkusja przeplatając brzmienie z nimi niosła się echem po całej sali. W jednej z pieśni artystka rozrzucała po scenie ziarna zbóż (co znamy już z innych koncertów jak i symbolike tego) które przy blasku reflektorów wyglądały jak iskry. Publiczność śledziła wszystko każdy ich ruch, wciągnięta w rytuał który wtedy? Wydawał się trwać poza czasem. Po krótkiej przerwie rozpoczęła się zakulisowa część „One Step Beyond”. Przygotowane do tego wnętrze sali (już po koncercie) oświetlały tylko świece i kilka lamp z matowego szkła. Wokół sceny ułożono krąg z gałązek dębu i wiklinowych koszy. Suzy siedziała pośrodku wraz z resztą zespołu tłumacząc uczestnikom znaczenie karaboszek, masek które dawniej miały chronić człowieka w czasie Dziadów. W tle przygrywano utwory Suzy akustycznie; ale i nie tylko - bo również covery w tym takich pieśni ludowych; rozpalono delikatne kadzidła dzięki czemu zapach jałowca i lawendy unosił sie dodając nastrojowej atmosfery. W rozmowach artyści chętnie opowiadali o sobie, Suzy jak zaczarowana o kulturze i tym co widzi w muzyce. Wśród pytań padały chociażby takie jak:** - Ricky! Jak Ci sie współpracuje z Suzanną? Co na obecnie jest dla Ciebie największym wyzwaniem podczas gry w zespole? - Bardzo dobrze. W zasadzie to ona wyciągnęła do mnie rękę i namówiła do tego abym zaczął tworzyć coś swojego *zerknal na nia "pogardliwo żartobliwie"* wiedźma... A wyzwania nie ma. Początkowo było w postaci dostosowania się do stylu Suzy, ale teraz jest z górki. - Opowiedz... Jakie odczucia niesiesz za sobą po koncercie w Sacramento? To Twoje rodzinne miasto prawda? - Sacramento dobrze nie wspominam, ale koncert był jedną z niewielu dobrych rzeczy które będę wspominać. Sacramento dla mnie to masa złych wspomnień, które przeważają nad tymi dobrymi. Nie chcę do końca o nich mówić, i nie wiem czy ten występ odczarował moje postrzeganie tego miasta... Ale, było i minęło. Teraz jestem w innym punkcie swojego życia by się tym przejmować. - Romy...? Często wydajesz się najbardziej skupiona ze wszystkich... Co myślisz tuż przed wyjściem na scenę? - No słuchaj... myślę że jak nie zepne pośladków to będzie katastrofa. Scena niby to samo, ale ludzie różni. A co myślę? Jak chodzić żeby nie zaliczyć gleby. - Hey powiedz nam! Jak to jest dzielić trasę z bratem? To wsparcie czy czasem dodatkowe wyzwanie? - Dzielić trasę z bratem zaufajcie mi... jest różnie. Kiedyś mu oddam za podkradanie paletki! - Cassius? Jak wygląda Twoja codzienność w trasie? Jakbyś miał powiedzieć... to jesteś tym, który dba o organizację czy raczej pozwalasz by leciało wszystko na żywioł? - U nas wszystko jak na razie idzie swoim tempem, bo co ma być to będzie. Mimo to jednak, gdy gdzieś coś podupada to staram się pomóc - po to jednak jakoś jest zespół i wzajemne wsparcie? - Suzy czy jest jakiś utwór którego nie zagrasz nigdy wiecej ponownie? - Myślę że nie ma, chociaż jest kilka które staram sie grać całkiem rzadko; głównie przez to że zamknęłam w nich pewną opowieść - a za nią mase emocji, niekoniecznie przyjemnych po czasie. - Interesuje mnie... skąd wzięłaś pomysł by łączyć metal z folklorem i tematyką słowiańską? - Kultura Słowian to kultura moich przodków, i mimo bycia na obczyźnie chce wciąż z nią być silnie związana. Metal? Przypomina mi okres buntu, i chociaż jest za mną - pokazał mi że czasami lepiej wykrzyczeć niż wyszeptać o! **Po ostatnich pytaniach i śmiechach (tym razem sie mendzie udało) sucharów Cassiusa które powoli przycichły, w sali zapadała cisza przemyśleń - w niej świece migotały a ich płomienie odbijały się w spojrzeniach jak wspomnienia z innego czasu. Dym z jałowca i lawendy unosił się miękko wirując w powietrzu w rytm cichych akustycznych dźwięków, które jeszcze przez chwilę dopełniały przestrzeń. Suzy odłożyła gitarę jakby zamykała nie tylko instrument a cały rytuał. Chwile później po pożegnaniu zespół pomógł w porządkach na sali nawiązując przy tym nowe kontakty i przyjaźnie z osobami które z nimi współpracowali; Ricky w milczeniu wpatrywał się w maskę pozostawioną przez jedną z osób (czyżby ta wzbudziła w nim chwile decyzji i przemyśleń). Na zewnątrz powietrze było już chłodne; wilgotne, na niebie noc a światła miasta migotały jak echo blasków'. Suzy zatrzymała się na schodach patrząc w niebo i na dłonie pokryte popiołem. Cassius przechodząc obok, rzucił tylko: 'Chyba sie starzeje młoda...' - zaraz to zebrali sie wszyscy wspólnie na kolacje a po niej do hotelu gdzie szykowali sie w następną podróż przez przystanki trasy koncertowej Suzanny. ** New York City [Terminal 5] **Lot z Cleveland do Nowego Jorku minął składowi w takiej nietypowej wyjątkowej ciszy - jakby cały zespół potrzebował tej chwili zawieszenia między jednym światem własnych myśli a drugim (tym jaki nas najbardziej dotyczy) rzeczywistości. Tym razem to Suzy siedziała przy oknie, obserwując poza widokami chociażby losowo idący promyk (odbicie) słońca po skrzydłach samolotu. W jej dłoniach spoczywał mały lniany woreczek (nawęza) z bylicą i innymi składnikami... właśnie tym zielem które towarzyszyło jej na praktycznie każdym występie od początku trasy i większości koncertów w Santos. Ricky drzemał, otulał niesfornie do siebie koc niczym maskotkę... Cassius przeglądał notatki z rytmami a Romy w milczeniu szkicowała coś w notesie - po przyjrzeniu się był to zarys sceny, być może wizja kolejnego wystąpienia jaką zaproponować chciała Suzy? Gdy samolot wylądował Nowy Jork przywitał ich wyjątkowo chłodnym powietrzem i zapachem deszczu odbijającego się od betonu. Na parkingu czekał znajomy już wyglądem z poprzednich przystanków wysłużony czarny bus, którego karoseria pokryta była śladami (jak wiemy również i to) poprzednich tras. W środku pachniało kurzem, tytoniem, a gdyby muzyka miała zapach - to i nią... właśnie tak jakby sam pojazd nasiąkł dźwiękami i wspomnieniami całej swojej wysłużonej innym artystom drogi. W międzyczasie odbył sie szybki booking noclegu, organizacja, sprawdzenie terminarzy oraz garderoby - bo jakby o niej zapomnieć w tej trasie? Podczas jazdy w stronę Terminal 5 (miejsca odbywającego sie koncertu) światła miasta migały w oknach jak ogromne barwne iskry, za szybą przesuwały się kolejne warstwy rzeczywistości którą byli tym razem ludzie w pośpiechu, neony czy para z krat. Suzy milczała, trzymając dłonie splecione w modlitewnym geście nie tyle z religii co bardziej wewnętrznego rytuału [..]. Terminal 5 to zasadniczo dość chłodna hala o surowych - zimnych ścianach która intensywnie pachniała farbą sceniczną i metalem. W środku panował już gwar techników i dźwiękowców, scena zaczynała powoli przybierać znany wszystkim kształt: wokół rozstawiano zieleń i gałązki, ustawiono gliniane misy w których tliły się nieśpiesznie kadzidła z bylicy i szałwi. Zapach intensywny, gęsty nieco charakterystyczny (chociażby) jak dym z rytualnego ogniska. Wśród osób zaangażowanych tego dnia w wystąpienie poza technikami czy resztą składu pojawiła sie Isalyn; strażniczka trasy a i dokładniej partnerka organizacyjna - w prywatnym spojrzeniu Suzanny kobieta o silnym spojrzeniu i pewnym kroku. Dzisiejsza obecność Is' oznaczała również że za Suzy półmetek jak i nadchodzi moment aktualizacji czy rozmów z dalszymi planami co do wystąpień (a zwłaszcza przy organizacji finału). Suzanna przyjęła Isalyn w prywatnym pokoju, obie spędziły tam dłuższą chwile wymieniając sie przemyśleniami oraz swoimi odczuciami z trwającej wciąż trasy - najprawdopodobniej dopinały również finał jaki miał mieć miejsce w Paleto już dwudziestego listopada. Podczas gdy technicy z resztą zespołu stroili instrumenty te rozmawiały przy stole zasypanym notatkami. Oświetlenie, aranżacje, sposób zejścia po ostatnim utworze - dla Suzy każdy detal ma (i miał) znaczenie; każdy musiał tworzyć spójny rytuał. Dziewczyna słuchała uważnie poprawiając drobne szkice symboli w marginesie kart a na nich dla osoby postronnej niby nic nie znaczące spirale, kołowroty, znaki rodowe. W oczach Isalyn tliło się napięcie oraz pewien mieszający sie z tym spokój kogoś kto wiedział oraz czuł doskonale, że końcówka trasy nad którą przyszło jej pracować będzie czymś więcej niż koncertem; kiedy zapadł zmierzch hala pogrążyła sie w ciemności. ciemności; zgasły światła, publiczność ucichła tak jak cichnie się w przeczuciu czegoś niecodziennego. Nadszedł moment w którym rozbrzmiał pierwszy dźwięk (dość głęboki), zaraz za nim niski ton perkusji. Z ciemności wyłoniły się postacie w białych płótnach niosące gliniane misy z których unosiły się spirale dymu. Bylica, lawenda, jałowiec oraz inne zioła dawniej używane by prowadzić dusze przodków przez granicę światów... . Nie trzeba było długo czekać aby na scenie pojawiła się i bohaterka tej trasy - Suzy. Artystka miała twarz pokrytą gliną i popiołem a na dłoniach ślady węgla (co świadczyło o tym że ponownie sama wykonywała dla siebie makijaż). Poruszała się powoli i nieśpiesznie w rytm uderzeń, powoli jak kapłanka prowadząca obrzęd. Gdy Suzy uniosła ręce światło świec odbiło się w dymie tworząc (zaplanowany) krąg w którym zaczęło się coś rodzić - ciężar, napięcie; magia? Statystki ustawiły misy z których unosił się dym wokół niej, z czasem sam dym przesłaniał sylwetkę atystki sprawiając że powoli nikła w nim. W dymie i gęstości pojawiać zaczęły sie pierwsze utwory; wśród nich Suzanna zagrała takie jak 'Ритуальная Песня' rozpoczynający jej wystąpienie w NYC a zaraz to 'Мокош', 'Потерянный' oraz 'Заколдованный Ворон' gdzie role Rodiona zastąpił Cassius (oraz kilka innych - oraz te jakie zagrali po planowanym pojawieniu sie Daagarda). W pewnym momencie niespodziewanie melodie ucichły.. przez kilka sekund panowała cisza tak niepokojąca, że dało się słyszeć jedynie cichy syk palonych ziół. Wśród dymu pojawiać zaczęły sie zamaskowane persony przebiegające przez scene; jedna z nich pozostała na niej zdejmując maskę i ujawniając sie. Ronnie jako zbudzony przez performance Suzy demon wstąpił gościnnie kontynuując jej koncert. Jego pojawienie się było jak przebudzenie czegoś uśpionego? - gdzieś w tym Suzy zniknęła a widownia porwała się w utwory Setha. W trakcie samego koncertu, Ronnie utrzymał swój charakterystyczny już manieryzm śmieszka. Rzucał żartami i nawiązaniami opierając się na całym setupie trasy oraz sceny. Wykorzystał każdą okazję do pogadania z ludźmi NYC, zważając na to, że kiedyś miewał tutaj przeboje z Mindless swoim starym zespołem, głownie te, które wychodziły w trakcie grania w obskurnych pubach i garażach. Przypominał fanom śledzącym go od tego czasu jak jednego wieczora rzucali pluszowymi kaktusami (Maskotka zespołu nazwana Lil Pricky), by później przejść do zakrytej w opowieści niczym ta Suzanny, pełnej mistycyzmu i tajemnicy - a za chwilę dojść do konkluzji, że mogli nie jeść surowych gnocchi przed koncertem, bo zew ducha był nie do wytrzymania! Seth swój koncert wykończył już typowo - Firestarter wybrzmiał głośno, a zakończył się przeciągnięciem ciszy i zniknięciem w dym z którego znów wystąpiła Suzy wracając do swojej publiki jakby odpędziła wywołaną dusze. Podczas tego przystanku w New York CIty scena stała się takim szczególnym rytualnym miejscem spotkania w którym dym tańczył w spiralach, płomienie świec falowały w rytm gitar i perkusji. W tle widać było projekcje symboli w tym takie jak koliste znaki, kołowroty, krzyże słoneczne, maski. Całość przypominała obrzęd wzywania przodków a tego metaforą miało być pojawienie sie Setha z dymu (i jego zniknięcie potem w nim). Suzy została na scenie sama; po kolejnych zaplanowanych utworach w które wchodziło m. in. 'In the shadow', 'Memories of the Trip', 'New Worlds', 'Cursed Santos' jak i kilka nie wydanych kawałków... jej dłonie uniosły się w geście pożegnania. Kadzidlany dym rozstąpił się po raz ostatni pozostawiając za sobą swój zapach i ciężar. Gdy ostatni dźwięk koncertu ucichł a scena otulona była jeszcze resztkami zapachu kadzideł publiczność (naturalnie) powoli zaczęła się rozchodzić. Ci, którzy posiadali bilety premium zostali poproszeni o pozostanie - skierowani do bufetu na godzinną przerwę przed dalszą częścią. Standardowo w tym czasie hala zaczęła sie zmieniać a technicy przygasili reflektory; odsunięto barierki, przestrzeń która jeszcze przed chwilą była miejscem potężnego rytuału zamieniła się w cichy krąg 'zascenicznej' integracji artystki z częścią swoich fanów. Na podłodze ułożono wygodne dywany, wiklinowe kosze z ziołami, a do akustycznych brzmień szykował sie już sam Ricky. Świece które wcześniej otaczały scenę ustawiono między ludźmi, tak by każdy mógł poczuć tego wieczora (z odpowiednim zabezpieczeniem i rozsądkiem) ciepło ognia blisko siebie. Cassius w dłoniach trzymał mały bęben, Romy jak to Romy - gitarę, Rick dodatkowo swoją pozytywną energię. Suzy podczas zakulisowego spotkania w NYC tłumaczyła znaczenie użytych symboli podczas koncertu - bylicy, lawendy, popiołu i mis z gliny w których tliły się resztki kadzidła. Opowiadała o tym jak w wierzeniach dawnych Słowian ogień i dym były bramą między światami czy mostem dla dusz. Uczestnicy spotkania mogli dotknąć masek które wcześniej nosili tancerze, spróbować własnoręcznie ulepić swoją karaboszkę której wizerunek miał ochronić noszącego od złych bytów. W kącie sali inna statystka pokazywała jak wiązać kadzidła z suszonej lawendy, Cassius z fanami tworzył wspólny rytm na małych bębnach podłapując losowe brzmienia i wystukując melodie które być może kiedyś wykorzystają w przyszłych wydaniach... . Tego wieczora artystka siedząc otoczona garstką słuchaczy na ziemi opowiadała szczególnie wylewnie o swojej drodze i tym że muzyka to dla niej pamiętnik a koncerty tej trasy nie są tylko występami. Ricky dostrajając gitarę pod zagranie kilku akustycznych utworów z Suzanną, wspomniał o towarzyszących mu emocjach z pierwszych występów oraz o tym jak tłum potrafi nieść muzyka i jak niebezpiecznie łatwo jest zatracić się w tym wszystkim (dzielił sie przemyśleniami..). Cassius jak to starzec wspominał o zmęczeniu, ale też o katharsis' które czuje po każdym wieczorze. W tle rozmów i rękodzieła rozbrzmiewać zaczęły akustyczne wersje kilku utworów a wśród nich chociażby takie jak 'In the shadow', 'New Worlds', 'Charm' czy 'Ending'. Czas płynął swoim tempem, jakby ta chwila spotkań po koncercie należała do innego świata. Gdy zakulisowa część przystanku dobiegało już końca Suzy uniosła wzrok na zgromadzonych. W powietrzu wciąż unosił się zapach bylicy oraz ciepło wosku. W końcu po pożegnaniach którym nie było końca każde z nich (artystów) czuło że w New York City poza melodią, została część ich historii po którą zapewne będą chcieli wracać jeszcze nie raz.** Philadelphia [Franklin Music Hall] **Po intensywnym rytualnym wieczorze w Nowym Jorku zespół wyjechał już z miasta późną nocą (w kierunku następnego przystanku). Terminal 5 mimo to zdawał się jeszcze 'stygnąć' od dźwięków bębnów i zapachu palonych ziół ... - w starym busie w drodze na lotnisko zapanowała cisza. Okna zaparowane, za nimi prawie puste późną nocą miasto rozciągało się jak oświetlona blaskiem neonów rzeka. Suzy, oparta o zagłówek siedziała na tylnej kanapie w pojeździe, jej dłonie pachniały kadzidłem i gliną jakby wciąż była częścią tamtego obrzędu (i tak samo w głowie miała pewne słowa Isalyn jakie padły w ich rozmowie). Kiedy przekroczyli granicę stanu niebo zaczynało już jaśnieć. O świcie artyści dotarli do Philadelphii miasta bardziej stonowanego niż Nowy Jork a zarazem i mniej głośnego. Franklin Music Hall wyrastała z ulic jak stalowy blok (taki bardzo) chłodny, prosty i jednocześnie gotowy przyjąć kolejne setki ludzi pod koncert w trasie jaką wykonują - nieopodal znajdował sie ich budżetowy hotelik z pokojami w których sie zabookowali. Po krótkiej drzemce w hotelu zespół wrócił (jak zawsze podnajmowanym) busem pod halę. Na rampie stały już skrzynie z materiałami do performance. Obok? Perkusja Cassiusa, wzmacniacze Rickiego, walizki Romy, a na samym końcu skrzynia Suzy z kadzidłami... glinianymi miskami i akcesoriami. Technicy za uporczywymi docinkami Suzy przenosili ją ostrożnie, już przez to wiedzieli że dotykają czegoś - co dla niej ma wyjątkową ważną symbolikę. Docelowo podczas tego przystanku Suzy miała wystąpić w białej, zwiewnej sukience a materiał jej lekko otulał biodra artystki; we włosy wplecione poroże przypominające rogi symbolicznej (leśnej) strażniczki granicy między światami. Biały kolor był celowy - po nowojorskiej aurze miał symbolizować oczyszczenie i wejście już na drugą stronę. Podczas prób scenicznych, przed koncertem Suzy chodziła boso po scenie omiatając dłonią powietrze tak, jakby badała jego gęstość (i być może faktycznie to robiła?). W Franklin Music Hall akustyka była wyjątkowo czysta (jak nie najlepsza ze wszystkich przystanków); każdy cichy dźwięk odbijał się mniej więcej niczym echo w grocie. Właśnie i ta akustyka, w tym miejscu.. zachęciła Suzy to zmian w performance - na spokojniejszy; o wiele niż mogło sie wydawać. Statystka gdzieś w międzyczasie ustawiła na scenie cztery gliniane misy (jak cztery kierunki świata) napełnione mieszanką jałowca i lawendy - (co wiemy) ziół używanych m. in. dawniej do oczyszczania przestrzeni i odpędzania chorób, złych snów mogących być niesionych przez istoty wędrowne. Gdy światła zgasły jak i przyszła odpowiednia pora a hala zapełniła sie już słuchaczami czy ciekawskimi personami koncertu artystki - nadszedł czas rozpoczęcia... scena rozbłysła mglistym i lekkim pulsującym co jakiś czas oświetleniem. Z głośników wydobył się cichy śpiew - dosłownie jeden głos, chwile później powtarzalny chóralnie przez kilka zatrudnionych pod koncert chórzystek. Suzy weszła na scenę spokojnym krokiem ... - w tej pierwszej (rosyjskojęzycznej) części koncertu prowadziła wystąpienie otulona dymem czysto a i niemal medytacyjnie. Dużo gestykulowała, każdy gest dłoni zdawał się wypuszczać w powietrze niewidzialne nici (nawiązując do Rodzanic). Wśród pierwszych utworów rozbrzmiały takie jak; 'Потерянный' otwierający koncert a następnie kolejne 'Мокош '. 'Род' i 'Перун' będącym ostatnim z tych rosyjskojęzycznych... w anglojęzycznej części m. in artystka zaprezentowała 'Echo of You', popularne 'Cursed Santos', 'Always & Together' i kilka innych wraz z tymi jakie podczas przebiegu trasy prezentowane są przedpremierowo (a docelowo znajdą sie na noworocznym albumie). Gdzieś w międzyczasie też w połowie koncertu rozpoczął się przygotowany wcześniej taneczno-rytualny fragment inspirowany słowiańskimi praktykami 'przebłagania dusz rodzinnych'. Na scenie pojawiły się postacie w półprzezroczystych płótnach, niosące maleńkie lampiony i szepczące słowa modlitw do Bóstw (głównie Welesa, Moreny czy Rodzanic). Ich ruchy były powolne zarazem falujące... trochę tak jakby reprezentowały dusze wędrowne, które w czasie Dziadów wracają by ogrzać się w światłach domostwa. W tym wszystkim sam dym z kadzideł unosił sie nadając gęstości powietrza i otulając persony ze sceny, Suzy pochwyciła sama jeden z lampionów dołączając do modlitwy wypowiadanej przez błądzących.** 'Welesie mój Panie cieni i dróg ukrytych... otwórz ścieżkę miękką jak mech, cichą jak oddech ziemi. Niech ci którzy wracają, odnajdą miejsce przy ogniu. *powtarzał chór chodzących postaci za Suzanną* Mareno moja matko nocy i przemijania, - otul tych co błądzą, srebrnym ramieniem chłodu. Ukołysz wszystkie lęki a i odprowadź od bram burz. *powtarzał chór chodzących postaci z Suzanną* Rodzanice, córki i strażniczki losów splecionych trzymajcie nas w niciach - a te niech nie pękają. Nasza pamięć nie stanie się popiołem i serca pozostaną domem dla tych, co byli przed nami. - co byli przed nami, co będą po nas, co pozostaną z nami... *dopowiedzieli półszeptem wędrownicy* Przychodzimy bez pragnień, z światłem w dłoniach, przychodzimy za nich, i dla nich. Wy żywi, (my żywi *przeinaczył chór*) pochylmy przed Wami głowy, - niosąc światło dla tych, co poszli w ciemność nieznaną. *zamknęła z chórem*' **W ostatniej części koncertu miski powoli zaczęły 'gasnąć' jedna po drugiej, światło stawało się coraz bardziej subtelne - koncert a domknięto coverem 'The Wolven Storm' z popularnej produkcji; zaraz przy końcu tego na scenę znów weszły w/w postacie z lampionami tworząc swoim ruchem coś, co mogło pozwolić artystom 'zniknąć w tłumie'. Po koncercie w przygotowanej sali do części zakulisowej panował znany nam z opowieści półmrok. Świece i lampiony ustawione w kręgu tworzyły atmosferę odpowiadającą całej trasie - dość prostą ale i intymną, lekko magiczną. Fani wchodzili w małych grupach - Suzy siedziała już na poduchach... nadal w bieli, wciąż tak samo bosonoga bez przebrania po występie. Na sali pachniało woskiem, jałowcem i chłodnym powietrzem wchodzącym przez drzwi. W tym mieście część zakulisowa opierała sie nie tyle na rękodziele (chociaż każdy mógł spleść swoje własne naturalne kadzidło) - co prostych rozmowach, słuchaniu, i wspólnym wraz z artystką śpiewaniu coverów czy jej utworów - 'po ludzku', przy piwie bez pogoni. Dyskusje raczej były spokojne i ciche, padały momenty pełne wzruszeń. Ktoś zapytał o sens jej symboli... Ktoś gdzieś o proces twórczy. czy złamane serce.... a jeszcze ktoś o strach przed występami. Inni dyskutowali z artystką o tym, jak wytrzymuje intensywność trasy. Suzy odpowiadała jakby zmęczona - wyciszona chociaż wciąż uważna. Czasem Ricky czy Romy dorzucali komentarz; a jak trzeba było to i menda zabił cisze jakimś swoim sucharem czy nic nie wnoszącą ale w jego stylu 'uroczą' ciekawostką. Po koncercie, planowanej części zakulisowej artyści udali sie do hotelu aby odświeżyć się i przygotować do lotu; niektóre z nich nawet ucięło sobie małą drzemkę. Przy wylocie na lotnisku panowała cisza. Terminal prawie pusty, oświetlony bladym i zimnym światłem. Suzy szła przodem szukając drogi, za nią reszta ciągnęła swoje walizki - powoli i bez pośpiechu, wciąż każdy z nich był myślami gdzie indziej. Artyści docelowo mieli o pierwszej w nocy samolot do Los Santos - przed nimi chwila przerwy w trasie którą każde z nich wykorzysta na swój sposób; poza Suzy... . Bohaterka tej opowieści (a przynajmniej główna bo jej poświęciłam docelowo temat) doskonale wiedziała że ten czas będzie dla niej inny; pełen napięcia ale i cieszyła sie na spotkanie z bliskimi w tym narzeczonym. W San Andreas zamiast odpoczynku czekają próby i przygotowania do finału; przegląd spraw i postępów a wraz z nimi konsultacje z Isalyn, zielarnia, dojrzenie lokalu po ponownym otwarciu czy inne obowiązki jakie ta pozostawiła w Los Santos na czas realizacji swojej trasy. Gdy samolot wzniósł się nad nocną Philadelphią jeszcze przez chwilę widzieli z góry linie miasta a potem? Chmury zasłoniły wszystko [..]. Podczas lotu noc pochłonęła ich snem - tak jakby pozwalając im odpocząć; w Los Santos wylądowali dopiero nad ranem dnia następnego. [..]. ** Miami [Fillmore Miami Beach] **Po nocnym locie z Filadelfii samolot osiadł na pasie w Los Santos, niebo dopiero zaczynało przecierać się z granatu w błękit.. [..]. Powietrze pachniało znaną Suzannie wilgocią oceanu - chłodne jednak niosące w sobie zwiastun kalifornijskiego ciepła. Zespół wyszedł powoli z terminala wciąż zaspani i zdezorientowani po ośmiogodzinnej podróży (coś prawie) jakby między jednym miastem a drugim zgubili po drodze właściwy rytm dnia. Zasadniczo obrane dwa dni przerwy rozpłynęły się jak mgła a każdy z nich rozszedł się własnymi 'ścieżkami' próbując w krótkim czasie nadrobić tysiąc zostawionych tutaj spraw, uczuć, oddechów. Cassius większość czasu spędził w swojej dziupli majsterkując przy ulubionym samochodzie który ma już lata w tym też próbując odciąć się od wszystkiego intensywnym biciem rave. Romy zniknęła w pubie mając swój świat czy cele o których nie dzieliła czy rozmawiała z każdym. Ricky spotkał sie z partnerką która wciąż jak i narzeczony Suzy pozostawali w Los Santos - no właśnie a Suzy? Dla niej te dni nie były odpoczynkiem... bardziej częścią trasy i jakby czymś innym bo skrzyżowaniem obowiązków, spotkań i cichego, wyczekiwanego spokoju. Pierwszy dzień artystce pochłonęły przygotowania finału: spotkania z partnerami (w tym i tancerkami oraz innymi artystami), konsultacje świateł, sprawdzanie próbnych nagrań, przegląd kostiumów i rekwizytów na Paleto Bay; kolejno dogląd zielarni czy nowego lokalu po rebrandingu (starego Dead in Vinewood). Drugiego dnia Suzka pozwoliła sobie na zamknięcie sie w swoim mieszkaniu wraz z narzeczonym - a co za tym szło przygotowaniami do wylotu i dalszych przystanków na trasie koncertowej. Para chociaż na kilka godzin zniknęła 'dla świata'... uciekając od trasy, pytań, obowiązków, timleine i presji. Tego samego dnia ale już w nocy (17 listopada) ruszyli w końcu dalej wraz z pozostałymi (poza Rickym który dołączył z późniejszym lotem) na lotnisko. Tym razem Suzy nie podróżowała sama z zespołem; towarzyszył artystce jej narzeczony co jak sie później (w opowieści okazało) pomoże jej utrzymać równowagę między występami a pojawiającymi sie nagle zawirowaniami losu. Gdy artyści dolecieli do Miami miasto przywitało ich cięższym wilgotnym powietrzem. Podnajęty bus to zawsze ten sam model, lekko za głośny ale tani i sprawny zawiózł ich przez wąskie ulice miasta mijając palmy kołyszące się w intensywnych podmuchach wiatrów. Fillmore Miami Beach (po bookingu, krótkim odpoczynku) było miejscem ich wystąpienia jak i czekało już praktycznie przygotowane: oświetlone mocno ściany, reflektory i klimat który wydawał się na tyle lekki aby bez problemu unieść to wystąpienie. Wewnątrz panowały przygotowania na kolejny z koncertów jaki miał sie już niebawem odbyć [..]. Technicy ustawiali sprzęt, Cassius sprawdzał perkusje... Romy pomogła wraz z Rickym w podłączaniu wszelkich przewodów. Sama Suzy z Denisem skupiła sie na wsparciu w dopinaniu scenografii; w tym wszystkim chciała też jak najwięcej pokazać 'swojego świata' partnerowi - który zazwyczaj zna jej prace jedynie ze studia czy widząc ją od drugiej strony, tej 'przy scenie'. W związku ze zmęczeniem i charakterem miejsca Suzy zrezygnowała z pełnego i długiego rytuału wybierając subtelniejszy wstęp na swoim koncercie dla w/w. Statystki spokojnie przy rozpoczęciu miały obchodzić Suzanne niosąc lampiony; i tak nieśpiesznie spacerować zataczały krąg przez pierwszy utwór by potem zmyć się za narastającym z każdą minutą dymem z kadzideł. Właśnie wtedy, po wszystkich próbach kiedy nadeszła godzina rozpoczęcia Fillmore powoli spowiła mgła nawiewanego dymu z kadzidlanych mis, a w tych zioła jakie znamy z poprzednich przystanków. Artystka powitała publiczność po rosyjsku jak i angielsku wypowiadając słowa jednej ze swoich piosenek - w pierwszych momentach koncertu unosiła dłonie powoli rysując nimi kręgi w powietrzu... gesty które wyglądały jak zapisywanie symboli przed wpatrzoną w nią (i ciekawską co będzie dalej) publiką, tych symboli rytualnych czy ochronnych (tych co też mają na ciałach przy każdym występie, a zwłaszcza na twarzy). Podczas koncertu standardowo pojawiły sie pierw rosyjskojezyczne utwory w tym m. in. 'Стрибог', 'Мокош', 'Потерянный' oraz kilka niewydanych które ta trzyma w zapasie pod przyszłe produkcje [..]. Przechodząc do anglojęzycznego wystąpienia Suzy zeszła ze sceny, zapadła kurtyna a część zebranych myślała że to koniec - zdziwiła sie gdy po chwili oświetlenie na sali zmieniło sie na inną barwę. Przed podniesieniem kurtyny z mikrofonu rozległ sie głos Cassiusa który powtarzał chociażby słowa z pomocą megafonu 'Siostro spalona.. w południowym żarze. Córko słońca, strażniczko pól.... - Przynosimy ci popiół jako pamięć o ogniu, ziarno za zabraną obietnicę życia - nie odbieraj nam oddechu; bądź z nami, a nie przeciw nam. [.]' i mimo że słuchacze doskonale wiedzieli co za chwile nastąpi głos przy podnoszeniu kurtyny wypowiadany przez Suzy 'Zaklęte Santos' - był potwierdzeniem jakoby właśnie zaczęła sie anglojęzyczna część. Zaraz po jednej z popularniejszych piosenek jakie ostatnio ta wydała (poza niewydanymi) usłyszeć można było takie tytuły jak; 'Echo of You', 'Forbidden Tale', 'Unromantic ' czy też i 'a shout to him'. Koncert zakończył się coverem 'Nothing Else Matters' w wykonaniu Suzy, odchodząc powoli ze sceny zaśpiewała ostatnie słowa (znanej na świecie) piosenki. Część zakulisowa odbywała się docelowo gdzieś w niewielkiej sali z drewnianą podłogą i kilkoma poduchami rozrzuconymi obok siebie. Tutaj Suzy prowadziła ją sama i tym razem bez zespołu. Ricky zrezygnował z trasy zaraz po zejściu ze sceny i rozmowie z resztą grupy artystów... - po publikacji artykułu w „Celebrity Preview” który rozbił jego serce, i wiarę w ludzi. W sali unosił się zapach ziół, świec i resztek kadzidła przyniesionego przez Suzy. Fani wchodzili jak zawsze powoli... w małych grupkach. Atmosfera była spokojna a sama Suzy siedziała witając ich ciepło bardziej jak gospodyni domowego ogniska niż postać na scenie chcąca zrobić show. Podczas dzisiejszego zakulisowego spotkania dziewczyna postawiła na karaoke do jej utworów; o dziwo wiele osób sie w to zaangażowało - przy tym i dziewczyna dzieliła sie opowieściami nie tyle z kultury Słowian co historią powstania danego utworu pozwalając im poznać nieznane sekrety wydań. Nie zabrakło krótkiego koncertu otulonego akustycznym wykonaniem przez artystkę swoich kilku kawałków - w tym wszystkim otuleni ziołami i naparami mogący (goście) poznać ich smak czy właściwości. Po zakończeniu spotkania nocne Miami pachniało jak inne przystanki jeszcze w niektórych miejscach (tym charakterystycznym) kadzidłem, część zespołu co została z Suzy wróciła do hotelu. Dziewczyna i jej narzeczony nieśpiesznie szli obok siebie w ciszy wiedząc że przed nią poszukiwanie zastępczych instrumentalistów oraz prawdopodobnie ciężka noc - zwłaszcza artystka jakby niespokojnie zatopiona w myślach o tym, co za nimi i o tym... co dopiero nadejdzie. Trasa koncertowa wchodziła już w ostatni łuk - jednak nad tym wisiało Paleto Bay i finał, który miał być nie tyle koncertem co domknięciem projektu- a jego los zawisł właśnie na włosku.** Phoenix [The Van Buren] **Lot z Miami do Phoenix zajął kilka godzin, Suzy i Cassius spędzili je raczej w ciszy wymieniając sie najważniejszymi informacjami z perkusistą (jakby podłamana i niespokojna z sytuacji która miała miejsce). Artystka przysypiała co jakiś czas opierając głowę o ramie Denisa, mimo to nie przespała więcej niż godziny pozostając nerwowa. Gdy samolot wylądował już na płycie lotniska (a zaraz za nim czekał podnajęty bus') nadszedł świt, powietrze suche i gorące niosło w sobie zapach napięcia które towarzyszyło im przy ostatnim zakręcie - dokładnie tego samego napięcia zbudowanego przez wydarzenia jakie ostatnio miały miejsce; i niespodziewane odłączenie sie od artystki ważnych filarów trasy koncertowej, w czasie jej trwania. Stary czarny van czekał już na nich przed terminalem, oblepiony kurzem z poprzednich najmów... śladami naklejek i lekkimi rysami jakby sam pojazd pamiętał wszystkie historie w których brał udział. Zaraz po szybkiej odprawie w hotelu (a w tym przygotowaniach i jakimś odpoczynku), Suzy ze składem ruszyła do The Van Buren czyli miejsca wydawać sie może w jej ocenie (ale czy faktycznie?) idealnego do stworzenia atmosfery zarówno rytualnej jak i metalowej (bo w końcu nasza bohaterka tworzy mieszając te dwa gatunki muzyki). Wnętrze hali pachniało mocnym zapachem dymu z kadzideł a technicy rozstawiali scenę dbając o każdy jej szczegół: drzewka, wiklinowe kosze, gliniane misy, gałązki jałowca i suszone kwiaty. Suzy z cierpliwością układała kadzidła wiążąc je jakby w spiralne wzory... światło reflektorów odbijało się w powyginanych metalowych ramach sali jednocześnie nadając jej niemal mistyczny charakter. Chwile przed wystąpieniem na scenę wkroczyły statystki w maskach z dębu (karaboszkach), niosąc gliniane misy z których unosił się kadzidlany dym. Spiralny ruch dymu łączył się z pulsującym brzmieniem perkusji Cassiusa a sam (zatrudniony z innymi na resztę trasy) gitarzysta prowadził spokojną niemal hipnotyczną melodie zgrywając sie z resztą osób będących na scenie pod wstęp. Koncert Suzy rozpoczął się od 'Велес ', potem kolejne utwory przeszły w płynne anglojęzyczne wybrane pozycje - wśród zagranych zebrani na hali mogli usłyszeć takie wydania jak m. in - 'Стрибог', 'Велес', 'содержание', 'Echo of You', 'Cursed Santos' i kilka innych wraz z tymi niewydanymi. Zakulisowe spotkanie po koncercie było typowe dla trasy i znane doskonale ze wcześniejszych przystanków... mały krąg, świece, kosze z ziołami, opowieści o Słowiańskich wierzeniach i znaczeniu roślin. Suzy podczas zakulisowej części (niestety) była samotna, nie otoczona zespołem a jedynie swoją siłą przebicia - uczyła na tym przystanku ponownie tworzenia karaboszek jak i tłumaczyła różnice między prostymi dostępnymi w większości domów ziołami. Poza rękodziełem spotkanie zakulisowe dopieszczone zostało akustycznym koncertem na którym artystka zagrała swoje kilka ostatnich wydań. Nadszedł czas pożegnań, gdy wszyscy opuszczali salę na zewnątrz czekał umówiony z nią (Suzanną) narzeczony jak i SHIRO z którym dziewczyna miała sie złapać po wystąpieniu (prawdopodobnie powspominać, i omówić kilka obecnych spraw). Trójka wyruszyła do lokalnych knajp gdzie spędzili resztę wieczoru przed wylotem do Los Santos na ostatni przystanek trasy koncertowej naszej artystki [..]. ** Paleto [Forest Stage] **Przyszła pora na ostatni przystanek trasy koncertowej Suzanny - a i przy tym zamknięcie jej do końca. Po przygodach w innych miastach artystka postawiła na (jak sie potem okazało niekoniecznie) spokojne miasteczko. Po powrocie z Phoenix do Los Santos Suza wraz z narzeczonym rozpakowali sie, chwilkę odpoczęli we własnych 'czterech ścianach' - i rusz kierunek miejsce wytępienia. Forest Stage to zupełnie nowe miejsca na okolicznej 'mapie'; scena w środku lasu pod patronatem pobliskiego kempingu już czekała na dziewczynę jak i jej słuchaczy oraz osoby wspomagające ją w trasie. W terenie przygotowanym pod koncert nie zabrakło zaplecza gastronomicznego, te kolejne przypadło na Nordic Delight czy Jewish Tavern (które też przy zakupie pozycji z ich oferty, rozdawały pamiątkowe koncertowe upominki z trasy Suzy). Tak naprawdę przygotowania do finału miały już wiele wcześniej swój początek (co wiemy z poprzednich części opowieści) - mimo to, dzisiaj również nie zabrakło wyzwań przed jakimi stawała Suzanna z resztą swojego składu. W Paleto zespół który miał towarzyszyć bohaterce, tworzony był od zera - zastępczo... co już samo w sobie rodziło setki wyzwań przed nimi i finalnym efektem oczekiwanym przez (jak można sie domyślać) większość zebranych w tym punkcie osób. Artystka na samo miejsce wydarzenia zajechała wcześniej gdzie spotkała sie m. in. z tancerkami, strażniczką dróg (Isalyn) czy zastępstwem za zespół z innych miast - w tym Abigail czy SHIRO. Próby, próby i jeszcze raz próby to element pochłaniający ogrom ich pracy - te generalne przed wystąpieniem, otoczeni powoli już podpalanymi gdzieś w rogach sceny przez Suzanne kadzidłami (z ziół jakie doskonale znamy w tej historii). W momencie gdy wszystko zdawało być sie dopięte na ostatni guzik, a ochrona, medycy czy inne zaangażowane podmioty zgłosiły swoją gotowość w tym i także godzina zgadzała sie z tą podaną w plakatach - zabrzmiały pierwsze dźwięki. Podczas performance tancerki odziane w białe szaty wyszły rozpoczynając swój układ - niedługo za nimi (i do instrumentalu) dołączyła sama Suzanna nucąc melodie w której padły takie słowa jak 'Daj mi Moreno język zgniły, chce przeklinać ich życie. Niech moje kości staną się ofiarą, a moje oczy lustrem Twojej mocy. [..]' - co mocno, i z dalszą treścią nawiązywać miało do osób jakich już nie ma przy artystce. Dziewczyna niedługo po performance płynnie przeszła do kolejnej części rosyjskojęzycznych wydań - w których nie mogło zabraknąć tego z początku jej kariery 'История странника' czy innych opublikowanych w tym roku twórczości. W połowie koncertu Suzy 'wywołała na scenę' tajemniczą personę z maską na twarzy - przy wejściu nieznajomego zespół grający przy Suzannie zdjął z twarzy karaboszki (drewniane maski ochronne noszone podczas obchodów Dziadów); zaraz za nim i swoją maskę gość specjalny. Jaden Morrow (jako special guest) pozostał z widownią pozwalając Suzannie odejść w ciszy - w tym czasie przygrywał chociażby takie swoje wydania jak 'Empty Wordsl, 'God Save Me'. Mniej więcej w połowie wystąpienia Jadena Suzy powróciła na scene, w zupełnie innej (białej z zasłoniętymi oczami) stylizacji przybierając postać zagubionej - ślepej wiedźmy. Gest zasłoniętych (przez maske z czarnych piór) oczu miał nie tylko wpłynąć na charakteryzacje a i głębszy przekaz całej trasie - wędrowała (równie na oślep) po scenie wyszeptując przy utworach Jadena słowa rosyjskojęzycznych modlitw, takie także składała z jego utworów które obecnie śpiewał, wyłapując pojedyncze elementy danej piosenki [..]. Podpalając świece za świecą (czasami błędnie, z pomocą statystów) wciąż modliła sie jakoby o błogosławieństwo do bóstw czuwających nad nią, dokładnie tych znanych z neopogańskich wierzeń Słowian (oraz jej utworów). Charakteryzacja Suzy, jej ślepa wędrówka miała nawiązywać do przyszłości dziewczyny... czystości ale niepewności - przekazała tym jakoby sama wiedziała i nauczyła sie jak kruchy może być byt ludzki. Po odprawieniu krótkiego rytuału... w czasie gdy Jaden czarował słuchaczy, wezwaniu bóstw i okadzeniu przestrzeni Suzy powróciła ze swoimi piosenkami; w tym takimi wydaniami jak jej ulubione 'Cursed Santos' (zagrane w bis), czy 'Echo of You' - oraz tymi mającymi pojawić sie na przyszłym albumie. W momencie oficjalnego zakończenia koncertu artystka spaliła na oczach widowni ludową, słomianą lalke przyczepioną do statywu (na początku performance) - gest ten oznaczać miał uwolnienie i pogrzebanie zebranej energii do rogatego pana'. O samym znaku Welesa na trasie warto napomknąć - jak doskonale wiemy ten towarzyszył jej przez całą podróż (a i część prywatną życia w Santos), pojawił sie chociażby kolejny raz na rozdawanych amuletach oraz karaboszkach pozostając swoistym opiekunem Dziadów. Wspólny koncert zwieńczyło (ku zdziwieniu i śmieszkowaniu Suzy z innymi - nie wyniesienie toi toi'a na scene) zdjęcie zrobione wspólnie z osobami które znajdowały sie na wydarzeniu; a przynajmniej chętną do tego częścią. Dziewczyna potwierdziła podczas tego tym prace nad albumem, oficjalnie też zaprosiła do współpracy z nim Jadena po czym nadeszła dodatkowa (organizowana już przez Whispering Pines Camp) część wieczoru. W przypadku Paleto ten wieczór miał inny charakter, meeting zaangażowany przez odpowiednie persony odbył sie na kempingu projektu sceny [..]. Osoby odwiedzające miejsce mogły sie napoić czy zjeść coś ciepłego przy blasku wspólnego ogniska. Całość dodatkowej części miała spokojny, luźny przebieg w którym chętni mieli okazje tak samo poznać (obecną na tym oczywiście) artystkę - w tym pozadawać jej pytania, posłuchać ciekawostek z wierzeń Słowian, zaproponować nowe współprace, czy po prostu zbić 'piąteczkę' bądź spędzić czas z resztą osób (nie tylko tymi co byli na koncercie). Opowieść o projekcie 'Following the Whisper of the Ancestors' to nie tylko historia trasy koncertowej pewnej artystki z Los Santos - to znacznie więcej [..]. Historia przepełniona wzlotami, upadkami, sukcesami, czy też zwątpieniami - ta całość pokazuje nam jak ważna jest współpraca w wielkim ale wciąż małym świecie; ile znaczą przyjaźnie? Jak bardzo konflikty (czy problemy) rzutują na naszych bliskich? 'Following the Whisper of the Ancestors' tym samym stało się kolejnym osiągniętym kamieniem milowym w życiu Suzanny, zwieńczeniem jej roku (ponad) twórczości; jak i cennym doświadczeniem dzięki któremu tylko zebrała na siłach - chociaż i był w tej trasie moment, w którym ta chciała z niej zrezygnować. Przed Samą Suzy na pewno nowe wyzwania, oraz (poza albumem) Szczore Gody - i czas tych świąt które zamierza spędzić w iście słowiańskim stylu [..]. ** ___________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________ -> Rozgrywka i inne screeny -> Reklama ściśle trasy -> Reklama artystki/artystów z trasy/podmiotów powiązanych -> Wydatki -> Dane postaci (Trasa bedzie aktualizowana w głównym temacie w danym dniu i we wpisach; zapraszamy do przeczytania historii losów 'młodych artystów'.) Menyo: @Zazi Opowieść: @Zazi @samer @Centrolewus @kage- Wsparcie graficzne w temacie: @ZAW
    4 polubienia
  19. **O godzinie 23:30 rozpoczął się luźny livestream na Instagramie @bigdodo500 - bez większego celu, bardziej z potrzeby kontaktu ze swoimi fanami. Całość miała raczej spontaniczny klimat, bez żadnego scenariusza czy zapowiedzi. BIG DODO 500 głównie odpowiada na pytania, porusza tematy związane z nadchodzącymi trackami oraz współpracami.** @BIG DODO 500 LIVESTREAM ON INSTAGRAM **BIG DODO 500 odpalił livestream na Instagramie pierwszy raz od zaczęcia swojej nietypowej profesjonalnej kariery muzycznej: siedzi na murku uśmiecha się do kamery, w drugiej ręce trzyma jointa.** — "Halo czarnuchy, nadaje z tej strony dodo.. Przez jednych znienawidzony, przez drugich kochany: cokolwiek.. Pierwszy livestream od dekady, rozumiecie to.. To jest oficjalne gówno.. Rozumiecie to..." – powiedział BIG DODO 500. **BIG DODO 500 przeczytał komentarz od użytkownika kryjącego się pod nazwą @goldenfly324, od razu zebrał się do odpowiedzi jak profesjonalny streamer, albo influencer. Poprawił się siedząc na murku.** — "Zioomuś, a propo nowości... Będą wkrótce, nic innego: zająłem dziesiąte miejsce swoim trackiem NBA, który jest już na streamingach dłuższy czas.. Ale, dziesiąte miejsce na Rytmicznym Radarze..? Coś takiego, szczerze.. Scena za jakiś czas będzie moja, potwierdzę to ja i inni którzy są ze mną od początku.." – powiedział z uśmiechem. **Transmisja zaczęła się lagować przez krótszy czas, więc chwila rozmowy była niezrozumiała: finalnie wróciło wszystko do normy. Pojawiło się kilka pytań co do koncertów: czy będą, czy coś planuje.** — "Nieee, ludzie.. Widownio, rozumiecie.. Widownio, rozumiecie.. Nie chcą mnie zaprosić do jebanego klubu, abym coś zagrał.. Szczerze..? Jebie mnie to, zagrałem jeden koncert dzięki swojemu martwemu znajomemu, rozumiecie.. To był dobry koncert, szarałt dla noPlans.. Wtedy to było coś.. - A.. Skoro mowa o koncertowaniu.. Wejdźcie na stronę w-w-w big dodo pięćset kropka com, tam macie informacje na temat moich koncertów które będą.. Oficjalna strona, zero gówna na tym.. Jak ktoś chce dojebaną imprezę..? Prywatne wiadomości są otwarte." – zaśmiał się, mówi to będąc strasznie zjaranym. **Pojawia się fala komentarzy, pytań i wyzwisk w stronę Adonisa od fanów BIG DODO 500 jak i od fanów grupy 404 którzy publikują wyzwiska na BIG DODO 500.** — "Powiem tyle, jebie mnie te 404.. Nie chce więcej na ten temat mówić, rozumiecie mnie.. Właśnie, planuje do chuuja album, ep-kę: cokolwiek.. Liczę że poczekacie, pierwszy krążek w oficjalnej wersji, yeaah.. Nie wiem kto tam będzie, jeszcze muszę to obczaić... Piszcie swoje typy..." – cieszy michę do kamery. **Spora ilość osób wytypowała Daevion Epps (YoDaddy), EsBunny i mniej znanego niż reszta - Disean Bowdy.** **BIG DODO 500 widząc wpisy i zaangażowanie swojej widowni uśmiecha się jak głupi cały czas jarając.** — "Co do tych osób.. Epps? Ciężkie do zrealizowania, ale możliwe.. Shotujcie to, cokolwiek.. Może to usłyszy, to jest cel.. Easside Bunny? Ten ziomuś jest OK, choć nasze ścieżki się rozeszły, chuj wie.. Nie mam z nim kontaktu, fo'real.. DTA Julz? Zajebisty typ czarnucha.. Dobry ziomuś, popieram jego działanie w internecie.. Rozumiecie.. Pewniakiem na krążku pewnie jest Raelynn, to mogę zdradzić.." – mówi to z powagą. **BIG DODO 500 zaśmiał się czytając komentarz od MagIrishQueen.** @Centrolewus — "Aaa, no tak.. 404 to banda idiotów którzy nie potrafią się zachowywać i kończą banem na Lifeinvader.. Ale to już rozpadająca się grupa, nie będę ich dalej katował.. Co do drillu, to chyba z UK.. Stamtąd pochodzi Bakari, chyba, w sumie.. Co ja pierdole.. Nie ważne, nie tworze drillu, o.." – traktuje to na serio. [OOC: Zapraszam do pisania czegokolwiek, livestream dla zabawy. Nick i treść i jazda i odpowiadam!! 💯]
    4 polubienia
  20. PODSUMOWANIE OSTATNICH TYGODNI Z ŻYCIA WHITE LADY Biała Dama na szczycie. Ostatnie miesiące to dla White Lady czas największego progresu w całej jej karierze. Riley rozpoczęła ten czas spokojnie, pojawiając się na feacie w kawałku „Sweet Addiction” na albumie ALIBI - BAD BADDIE ANTHEMS. Dalej Biała Dama jak zwykle pojawiała się w klubach, ale zmieniła się jedna istotna kwestia, dotycząca nałogu. Po latach hedonizmu i uzależnienia od skrajności, Riley zdecydowała się na próbę odcięcia od jednego ze swoich największych demonów - 💎. Za decyzją o ograniczeniu kryształu i innych środków stała bliska dla Białej osoba, o której w środowisku chwilami aż huczy, choć nigdy nic nie pada wprost. Tym samym liczba imprez, na których pojawiała się Biała, widocznie spadła, a ona sama częściej pozostawała w domu. Gdy już pozwalała sobie na odstępstwa, kończyło się na niezrównoważonych ilościach alkoholu albo pigułce na język. Niedługo po tym zamiast klubowych afer, pojawiła się nowa kampania promocyjna, w której White Lady zaczęła zapowiadać nowości inaczej niż zwykle. Biała zaczęła publikować enigmatyczne materiały promujące nowy projekt. Pierwszy zwiastun przyniósł ze sobą zapowiedź utworu „Rituale Incipit”, który miał stanowić otwarcie całego muzycznego rytuału. Kawałek balansujący na granicy buntu i duchowego oczyszczenia - to manifest siły pośród autodestrukcji, White Lady zmierzyła się tam z własną naturą: potrzebą kontroli i pragnieniem chaosu, fascynacją tym, co uzależnia i niszczy. Ale jednocześnie przedstawiła sam proces przechodzenia przez tzw. catharsis - co niektórzy mogli połączyć z tym, że dziewczyna zabrała się za walkę z nałogiem. Kilka dni później premierę miała cała EPka „RITUS”, w całości wyprodukowana przez Pariesa - producenta, z którym Riley łączy nie tylko wspólne brzmienie, ale też prywatnie przyjaźń. Ich współpraca wydaje się inna niż wcześniejsze - zdecydowanie stabilniejsza. To być może koniec „klątwy” szybko znikających partnerów muzycznych Białej Damy. „RITUS” okazał się największym sukcesem w karierze White Lady - krytycy i fani zgodnie uznali projekt za przełomowy, dojrzały, brutalnie szczery i jednocześnie mistyczny. Sześć numerów tworzyło kompletny rytuał oczyszczenia: od furii, przez pokorę, aż po akceptację własnych demonów. Największe uznanie zdobył jednak utwór „Mortifera”, który jakiś czas po premierze został wyróżniony przez RHYTHM RADAR, trafiając do najnowszego zestawienia redakcji z dnia 6 listopada 2025 roku zajmując tam 9 pozycję. Dla Riley to wyjątkowy dowód uznania, ale też swego rodzaju niespodzianka, gdyż sama dziewczyna nigdy nie myślała, że będzie miała szansę na pojawienie się w tego typu zestawieniu. W tle cały czas trwa życie - mniej chaotyczne, ale wciąż intensywne. Riley rzadziej pojawia się na mieście, za to częściej w studiu. Pracuje, słucha, pisze.
    4 polubienia
  21. ****Jeden z dilerów nie rzucił umówionego na dziś dropu, a wziął papier z góry. Zleceniodawca szuka kogoś kto zajmie się tym gońcem i wyciągnie z niego informacje gdzie znajduje się towar. Soczyste pobicie i przetrącenie barków powinno przekonać gościa do wyśpiewania gdzie schował drop. Trzeba koniecznie się dowiedzieć gdzie jest towar, wpaść na miejscówkę i zabrać swoje. Zleceniodawca oferuje połowę znalezionego towaru, ale o forsie nawet nie wspomniał.**** Target; Gangi Uliczne **Uliczne Właściciel lombardu ma kosę ze swoim klientem, który odmawia spłaty swojego długu. Koleś rzuca informacje o jego rodzinie i proponuje zastraszenie jego małej córki i żony. W ten sposób chce przekonać klienta do spłacenia forsy. Nagrodą jest 20% z odzyskanej forsy i bonus w postaci jednego z zegarków "spod lady". ** Target; Gangi uliczne **Właściciel lombardu ma kosę ze swoim klientem, który odmawia spłaty swojego długu. Koleś rzuca informacje o jego rodzinie i proponuje zastraszenie jego małej córki i żony. W ten sposób chce przekonać klienta do spłacenia forsy. Nagrodą jest 20% z odzyskanej forsy i bonus w postaci jednego z zegarków "spod lady".** Target; Gangi Uliczne **W jednym z barów właściciel ciągle sprzedaje samogon dzięki któremu inkasuje 100% zysku i nie płaci podatku. Któryś z pracowników poinformował o tym służby przez co cierpią wszystkie lokale w okolicy. Inni przedsiębiorcy, którzy posiadają lokale obok tego baru wpadli przez to w poważne kontrole i kary finansowe za burdel w papierach. Kolesie chcąc się zemścić zlecają podpalenie całej knajpy, aby właściciel splajtował. Oferują dużą ilość gotówki za dobre wyłożenie roboty.** Target; Zorganizowane Grupy Przestępcze, Kluby Motocyklowe, Gangi Uliczne **Pewien dostawca broni potrzebuje doświadczonej ekipy do eskorty transportu, który posiada sporą ilość broni przeznaczonej na dalszy handel poza stanem. Transport jedzie przez terytorium kontrolowane przez konkurencję, która regularnie próbuje przejąć te dostawy. Przewóz musi dotrzeć bezpiecznie i bez żadnych strat. Podczas transportu konkurencja może próbować położyć na tym łapsko, więc trzeba być przygotowanym na wszystko. Nagrodą za wyłożenie tej roboty tak jak trzeba jest duża ilość gotówki.** Target; Kluby Motocyklowe, Gangi Uliczne **Prezes nieco większej sieci hotelowej ma problem ze swoim menadżerem, który ukrywa informacje o nielegalnym interesie polegającym na praniu pieniędzy. Zleceniodawca szuka konkretnego kolesia, który pozbawi go życia bez żadnych podejrzeń i nie spowoduje rozgłosu. Morderstwo musi wyglądać na wypadek, a sprawa musi być zakończona jak najszybciej, aby nie stracić reputacji firmy wśród ludzi. Nagrodą jest bardzo duża ilość gotówki.** Target; Zorganizowane Grupy Przestępcze **W jednym z magazynów przy miejskich obwodnicach znajduje się spora ilość leków, które mają zostać sprzedane na lewo na czarnym rynku. Jeden z pracowników wywęszył co się święci i zgłosił sprawę na departament. Trzeba odnaleźć tego kolesia, sprzątnąć go bez podejrzeń i przejąć całą dostawę z lekami. Nagrodą jest mała część tych lekarstw, które będzie można wepchnąć do obiegu na własną rękę lub po prostu gotówka.** Target; Zorganizowane grupy przestępcze, Gangi Uliczne **Właściciel klubu nocnego ma problemy z grupą goryli, która przejęła od tak jego bramkę. Kolesie wymuszają na nim forsę w zamian za „ochronę”. Zleceniodawca szuka ludzi, która połamie im ręce i zleje ich na tyle mocno, że więcej tam nie wrócą. Kolesie bujają się w drogiej biżuterii, którą przy okazji można im skroić i sprzedać za niezłą sumkę w lombardzie. Nagrodą od zleceniodawcy jest gotówka.** Target: Gangi Uliczne, Kluby Motocyklowe **Na terenie portu w Los Santos pojawiły się nowe, nieoznakowane kontenery, które według nieoficjalnych informacji zawierają sprzęt wojskowy przeznaczony na eksport. Jeden z lokalnych biznesmenów, mających powiązania z politykami stanu, poszukuje ekipy zdolnej do przechwycenia jednej z przesyłek, zanim trafi w ręce rządowych kontrahentów. Operacja wymaga skoordynowanego działania - sabotażu systemu monitoringu, neutralizacji ochrony oraz zabezpieczenia transportu. Zleceniodawca oferuje solidne wynagrodzenie, a w przypadku udanej akcji, możliwość długoterminowej współpracy przy podobnych dostawach. Ryzyko jest ekstremalne, ale zysk proporcjonalny.** Target: Zorganizowane Grupy Przestępcze, Kluby Motocyklowe **Zleceniodawca z dzielnicy Vespucci poszukuje osób gotowych do zrealizowania błyskawicznego napadu na mobilny konwój jubilerski. Transport przewozi diamenty klasy D-Flawless, a trasa przejazdu znana jest tylko nielicznym. Plan zakłada zatrzymanie konwoju bez rozgłosu i przekazanie towaru pośrednikowi. Osoby, które podejmą się zadania, mogą liczyć na wysoki procent od wartości łupu, jednak każda próba samowolnego zatrzymania towaru skończy się problemami z ludźmi z półświatka.** Target: Ogólny **Znany w mieście bukmacher rozgląda się za chętnymi, którzy chcieliby szybko zarobić trochę gotówki. Rozchodzi się o zrobienie porządku z jego byłym wspólnikiem, Sonnym Namcusso. Podobno, Namcusso oszukał zleceniodawcę, przez to ten stracił dużą sumę gotówki i jest w stanie włożyć kolejną w ręcę chętnego, aby ukarać swojego wspólnika.** Target: Zorganizowane Grupy Przestępcze Do każdego zlecenia podchodzimy indywidualnie, każde z nich będzie miało inny 'stopień trudności' będziemy utrudniać je w zależności od charakteru, tym samym dając możliwość na uzyskanie większych benefitów. Na jedną organizacje przypada jedno zlecenie. Chcąc podjąć się któregoś zlecenia, bądź uzyskać więcej informacji zapraszam do Ticketu na Crime Support; DISCORD.
    4 polubienia
  22. **Około godziny osiemnastej na konto Bakariego na v-tube wpadł kolejny beat w jego wykonaniu - tym razem z słodziutki/cukierkowy, zupełnie inny niż jego poprzednie produkcje. Sam beat został wrzucony bez żadnego promowania; najprawdopodobniej Bakari po prostu nudził i postanowił coś wrzucić**
    4 polubienia
  23. Gone but not forgotten.. rest easy.
    4 polubienia
  24. Cześć, Przez prawie 2 lata od dołączenia do tego serwisu zauważyłem wielokrotnie jak użytkownicy mają problemy ze sterownikami, bibliotekami i tym podobne, które przeszkadzają lub uniemożliwiają poprawne działanie gierek, w tym GTA5 i serwerów. Na pomoc przychodzi komenda "winget" która robi wszystko za nas... czyli co?. Cytując definicje z neta: "Winget to menedżer pakietów systemu Windows, który umożliwia automatyczne wykrywanie, instalowanie, aktualizowanie, usuwanie i konfigurowanie aplikacji z poziomu wiersza poleceń. Działa jak odpowiednik narzędzi z systemów Linux, oferując szybkie i powtarzalne zarządzanie oprogramowaniem bez potrzeby interakcji z przeglądarką czy kreatorem instalacji". Czyli w skrócie po prostu wbudowany aktualizator programów/sterowników. Świetną sprawą jest również wbudowana wyszukiwarka pakietów danego programu który nas interesuje. Dla przykładu - wpisałem: "winget search (atrybut do szukania pakietu) Google.Chrome" i kliknąłem enter: Pyk mamy listę wszystkich dostępnych opcji przeglądarki google chrome. Aby zainstalować konkretną wersje z listy (bo przecież nie wszystkie), wystarczy wpisać "winget [pole Id]" i kliknąć enter, czyli na przykład "winget Google.Chrome.Canary". Program sam się zainstaluje a i czasem uruchomi i będzie gotowy do pracy. Można również szukać niektórych sterowników np. od Nvidii lecz z tym bym nie ryzykował - każdy z producentów ma swoją dedykowaną apke od aktualizacji ze sterownikami WHQL która działa całkiem okej i nie ma potrzeby tego robić. Jest to zajebiste rozwiązanie, które pomaga zaoszczędzić sporo czasu na szukanie aktualizacji po sieci, a umówmy się, niektórych aplikacji/bibliotek jak najbardziej popularne Microsoft Visual C++ nikt nie rusza po instalacji systemu i czasem są z tym problemy. Wiem że są jakieś programy typu "Driver booster" czy inne takie które być może robią to samo, ale po co pobierać coś co jest wbudowane w system? Jest to też bezpieczne z "wirusowego" punktu widzenia, ponieważ wykorzystuje automatyczne skanowanie w poszukiwaniu złośliwego oprogramowania i ręczną weryfikację metadanych więc pakiety są pobieranie z oficjalnych linków/repozytoriów. Nie każdy program (np CPU-Z) ma wbudowany aktualizator który pozwala na kliknięcie "aktualizuj" i czekanie aż się skończy. Czasem trzeba się fatygować na stronę, pobierać instalator i dopiero instalować, a tutaj dzieje sie to bez naszej większej ingerencji a i nie musimy śmiecić sobie systemu i pobierać instalatorów. Ale po kolei, postaram się omówić jak się za to zabrać i krok po kroku sobie zaktualizować co chcemy: Wchodzimy w start i wpisujemy "cmd" lub "powershell" i najlepiej uruchamiamy jako administrator (nie będzie problemów z uprawnieniami) Wpisujemy "winget upgrade". Czekamy aż tam się przemieli, pobierze pare mb. Powinien wyskoczyć komunikat informujący że Microsoft nie bierze odpowiedzialności itd. Formułka którą trzeba zaakceptować wpisując "y" i klikamy enter możemy również wpisać "winget -?" co po krótce wytłumaczy działanie tej funkcji oraz pokaże wszystkie atrybuty i wartości jakie możemy dodawać coby jeszcze bardziej wykorzystać potencjał tej komendy Po krótkiej chwili powinna nam sie pojawić lista wszystkich dostępnych aktualizacji Jak widzimy, na środowisku testowym mam aż 15 dostępnych aktualizacji (i jedną extra czyli Discord, ale on się gryzie z tym "systemem" aktualizacji). I teraz tak - jeśli wiemy co robimy, albo mamy pewność że te aktualizacje nie zakłócą nam działania to możemy wpisać od razu "winget upgrade --all" i kliknąć enter. Rozpocznie się pobieranie wszystkiego po kolei, jedyne co to będziemy musieli czasem kliknąć "dalej dalej dalej, okej", ale z reguły instalacja przebiega bez jakiejś większej ingerencji użytkownika. Jeśli natomiast chcemy tylko konkretny pakiet czyli np. te nieszczęsne biblioteki Visual C++ to wpisujemy wtedy: winget upgrade Microsoft.VCRedist.2015+.x64 i klikamy enter. (tak instalowałem .x64 a tutaj jest .x86 - po prostu nie zdążyłem zrobić screena a były i tak dwa do aktualizacji xD) WAŻNE Polecam zrobić kopie zapasową i/lub punkt przywracania aby w razie jakichś niepowodzeń czy crashy systemu, móc sobie go z powrotem odwinąć do stanu sprzed tych wszystkich aktualizacji. I to chyba tyle z mojej strony. Jakbyście mieli pytania to możecie śmiało komentować. Jeszcze raz zaznaczę - nie biorę odpowiedzialności (jak każdy) za nieumiejętne używanie wbudowanego programu. Dobrze jest - jeśli ma się jakieś wątpliwości - doczytać sobie o tym w internecie ale najważniejsze to nie aktualizować na pałę i robić to ze świadomością że może coś się popsuć. Być może ktoś nie wiedział nawet o istnieniu takiej funkcji, może ktoś zapomniał - świetna sprawa w obliczu tego ile jest różnych programów z czego każdy ma swój aktualizator. Pozdrawiam 🙂.
    3 polubienia
  25. **Nawiązanie współpracy z firmą Bobcat Security**
    3 polubienia
  26. Written by Aoi Namgyu - Daily Globe 07/11/2025 UWAGA, MATERIAŁ ZAWIERA OBRAZY, KTÓRE MOGĄ ZOSTAĆ UZNANE ZA NIEPRZYZWOITE. PRZEZNACZONY DLA PEŁNOLETNICH ODBIORCÓW. 6 listopada 2025 roku, około godziny 02:20 NEVINA Toskdale, niegdyś popularna piosenkarka z Los Santos pojawiła się razem z Uxue Diamini Rowe na transmisji LIVE na platformie LifeInvader. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że widzowie byli świadkami interwencji detektywów Major Crimes Bureau wobec dwóch kontrowersyjnie ubranych kobiet. Powód interwencji? O dziwo detektywi z tej elitarnej jednostki nie podejrzewali ją o żadne poważne przestępstwo, co sugerowałaby nazwa wydziału, a tylko i wyłącznie o czyn klasy Misdemeanor w postaci publicznego obnażania się. Jak więc była ubrana artystka podczas interwencji? Przedstawiamy poniżej! **By otworzyć obrazek należy potwierdzić swoją pełnoletniość.** Cały problem pojawił się w kwestii noszonego przez artystkę oraz jej znajomą prześwitującego topu z sutkami zaklejonymi przy użyciu naklejek. Obecnie co raz więcej artystek i influencerek widać publicznie w tak odważnych, kontrowersyjnych kreacjach, a dobrym tego przykładem jest partnerka Kanye West - Bianca Censori. Ktoś jednak powiadomił o tym fakcie Departament Szeryfa, a ci wysłali tam detektywów z Major Crimes Bureau. Czy to właściwe wykorzystanie takich zasobów przez dyspozytora Communications Center? Możnaby wdać się w polemikę, ale to nie jedyna kontrowersja, jaka dotyczy interwencji prowadzonej przez detektywów oraz ich sierżanta. W trakcie interwencji wielokrotnie padają słowa wulgarne ze strony detektywów, co jest naruszeniem postanowień dotyczących etyki zawodowej zastępców. Dodatkowo zastępcy do wezwania sierżanta używali prywatnych telefonów komórkowych, a do tego przyznali się, że SCC również powiadomiło ich telefonicznie. Choć oficjalnie nie jest to zabronione, godzi to jednak w transparentność działań departamentu - takie rozmowy nie są w żaden sposób monitorowane, więc w razie ewentualnego sporu bez nagrania z transmisji LIVE trudno byłoby udowodnić detektywom jakiekolwiek nieprofesjonalne zachowanie w służbowych rozmowach. Nie wiemy również, jakie ustalenia dotyczące przebiegu interwencji padły podczas rozmowy telefonicznej między detektywami a zlecającym interwencję dowódcą zmiany. Końcowo kobiety zostają w dosyć brutalny sposób zakute w kajdanki, wyprowadzone z lokalu i przeszukane. Detektywi mieli pełne prawo zrealizować tą interwencję w taki sposób, ale same uczestniczki to oburzyło - domagały się wezwania kobiety celem przeszukania. Zamiast standardowego sprawdzenia ich tożsamości według dokumentów, detektywi wykorzystują urządzenia z dostępem do AFIS - bazy danych odcisków palców, które pozyskiwane są chociażby przy wyrabianiu paszportu czy licencji kierowcy. Po weryfikacji danych celebrytki zostają wypuszczone wolno. Czy taki sposób weryfikacji tożsamości miał być dodatkową próbą upokorzenia? To pozostaje nam tylko w domysłach. Skierowaliśmy zapytanie do Sheriff's Information Bureau, by otrzymać ich punkt widzenia na tą sytuację. Niestety, departament odmówił komentarza, argumentując to prowadzonym w tej sprawie śledztwem Internal Affairs Bureau. Oznacza to więc, że albo sama zainteresowana powiadomiła Departament Szeryfa o naruszeniach, albo ktoś z administracji departamentu obejrzał tą transmisję i zdecydował się na wszczęcie postępowania mającego na celu wyjaśnić powstała niejasności. Na chwilę obecną pozostają nam tylko domysły, choć w naszej opinii interwencja była zasadna i przeprowadzona prawidłowo, z wyjątkiem aspektu używanego przez zastępców języka oraz użycia prywatnych komórek do celów służbowych. Artystka razem ze swoją znajomą powinny być wdzięczne, że detektywi nie zdecydowali się na formalne ich aresztowanie i ukaranie za wybranie tak odważnej kreacji na wieczór w barze. Gdy tylko śledztwo zostanie zakończone i SIB zdecyduje się na udzielenie swojego komentarza, wydamy stosowną aktualizację. Poczyniliśmy również próbę kontaktu z lokalem, w którym doszło do incydentu. Zarząd odniósł się do tego incydentu poprzez wysłanie całościowego nagrania z CCTV, z którego klatkę przedstawiamy powyżej. Na nagraniu widać kobiety w lokalu oraz ich zachowanie, które momentami było ostentacyjne i wulgarne, zupełnie tak, jakby chciały celowo przykuć uwagę otoczenia. Służby nie zostały powiadomione przez lokal, a przez jednego z niezadowolonych, zdegustowanych tym faktem klientów. Pracownicy lokalu z właścicielką na czele próbowali polubownie rozwiązać spór, próbując dobrowolnie przekonać je do opuszczenia lokalu, co się nie stało. Słowem podsumowania - wszystko wskazuje na to, że Nevina Toskdale i Uxue Diamini Rowe zdobyły upragnioną atencję, ale nie do końca tak ją sobie wyobrażały i teraz próbują zrobić z siebie pokrzywdzone. Teraz nie pozostaje nam nic, tylko czekać na aktualizację LSSD dotyczącą tego wydarzenia.
    3 polubienia
  27. Na początku należy zadać sobie pytanie czym jest nielegalny hazard? Ogólnie rzecz biorąc, gdy ktoś uczestniczy w grach hazardowych, w których wynik zależy bardziej od samego szczęścia niż od umiejętności, bierze w nich udział co najmniej kilku uczestników i dochodzi do zakładów pieniężnych – mamy do czynienia z hazardem. Gdy odbywa się to za pośrednictwem komunikacji przewodowej, z udziałem ponad dwudziestu lub trzydziestu osób i istnieje ryzyko utraty pieniędzy, może to zostać uznane za nielegalne. Większość stanów ma własną definicję hazardu i może uznać dane działanie za nielegalne lub zmienić prawo stanowe, by objąć nim inny typ gry czy wydarzenia. Jeśli dane działanie obejmuje coś, czego nie regulują obecnie przepisy stanowe lub federalne, może ono szybko stać się nielegalne. Wiele amatorskich aktywności ma zgodę na funkcjonowanie, podczas gdy bardziej profesjonalne formy, takie jak kasyna czy większe gry losowe, są nielegalne. Większość stanów umożliwia prowadzenie przynajmniej jednej formy hazardu na swoim terenie. Do takich aktywności zazwyczaj zaliczają się gry w bingo, loterie fantowe oraz gry liczbowe organizowane przez państwo. Podczas gdy w niektórych miejscach gry te są nielegalne, inne pozwalają na swobodne prowadzenie wszelkich amatorskich rozgrywek. W zależności od przepisów, niektóre lokalizacje zezwalają na amatorskie gry w pokera, gry losowe online oraz inne formy hazardu opartego na przypadku – pod warunkiem uzyskania zgody od władz miasta lub stanu. Część z tych działań podlega również przepisom federalnym i może być dozwolona, o ile skala gry nie przekracza 20 000 dolarów strat finansowych. Hazard za pośrednictwem sieci internetowej jest często nielegalny, jeśli strona internetowa, z której korzysta gracz, ma swoją siedzibę na terenie Stanów Zjednoczonych. Jednakże jeśli właściciel witryny prowadzi ją z innego kraju, federalne przepisy zazwyczaj dopuszczają tego rodzaju gry losowe. Gry te zazwyczaj przypominają te znane z kasyn – takie jak automaty (sloty) czy poker – choć mogą również obejmować inne formy, jak bingo czy gry w dopasowywanie. Jednak w przypadku korzystania z kryptowalut w celu uczestniczenia w hazardzie online pojawia się prawna „szara strefa”. Oprócz kasyn online w Stanach Zjednoczonych od lat popularne są kluby pokera lub brydża, które – nie działając na poziomie profesjonalnym – są często legalnymi formami hazardu domowego. Jednak gry tego typu mogą przynosić korzyść wyłącznie graczom – nie gospodarzowi wydarzenia. Aby takie gry pozostały legalne, nie mogą naruszać żadnych lokalnych ani stanowych przepisów ani przypominać rozgrywek dostępnych w kasynach. Tego rodzaju spotkania powinny mieć niewielką skalę, z ograniczoną liczbą uczestników. Wymiana pieniędzy nie może zazwyczaj przekraczać określonego limitu, na przykład 20 000 dolarów. Mogą również obowiązywać dodatkowe wymogi, takie jak konieczność uzyskania pozwolenia lub zgłoszenia wydarzenia lokalnej policji bądź radzie miejskiej. Oddzielne stany zwykle mają własne przepisy określające, które gry losowe są legalne, a które nie. Zarówno miasto, jak i stan mogą wprowadzać odmienne regulacje, co oznacza, że dana gra może być legalna na poziomie stanowym, ale zakazana w konkretnej miejscowości. W niektórych miejscach dozwolone jest granie w pokera na pieniądze w warunkach domowych, podczas gdy w innych jest to nielegalne. Bingo to gra towarzyska, która może przynieść zwycięzcy nagrodę pieniężną, ale w niektórych stanach aktywność ta jest całkowicie zakazana. Kasyna są legalne w Stanach Zjednoczonych, jednak tylko niektóre stany zezwalają na ich działalność. La Cosa Nostra, znana również jako Amerykańska Mafia, od samych początków była silnie zaangażowana w nielegalny hazard. Jednak kto był popularyzatorem nielegalnych gier losowych na terenie Stanów Zjednoczonych? Był to nikt inny jak sam ojciec chrzestny sukcesu organizacji stworzonej przez Charlesa "Lucky" Luciano – Arnold Rothstein. Urodzony w 1882 roku żydowski gangster był mentorem największych gwiazd amerykańskiego półświatka tamtych lat, takich jak Luciano, Costello, Lansky oraz król sceny mafijnej Chicago – Johnny Torrio. Oprócz bycia mentorem, Rothstein był mistrzem w korumpowaniu urzędników państwowych, oficerów wymiaru sprawiedliwości bądź graczy największych drużyn sportowych w kraju. Sztuka korumpowania nie mogłaby mu się udać bez pokaźnych pokładów gotówki, jakimi dysponował Arnold "The Brain" Rothstein. Swojej fortuny dorobił się, organizując przemyt alkoholu na wielką skalę podczas prohibicji oraz organizując nielegalne wieczory gier losowych – między innymi maratony pokera – a także angażując się w obstawianie koni i wydarzeń sportowych. Brał między innymi udział w aferze mistrzostw Ameryki w baseballu z 1919 roku, kiedy to skorumpował graczy Chicago White Sox, aby w meczu o mistrzostwo padł obstawiony przez niego wynik. Rothstein był również twórcą pierwszych planów narodowego syndykatu, które później zostały wykorzystane i wdrożone w życie przez Meyera Lanskiego oraz Salvatore "Charlesa Lucky" Luciano. Niestety, Arnold R. nie dożył powstania Amerykańskiej Mafii w odsłonie, jaką znamy dziś. W 1928 roku zaprzepaścił dużą część swojego majątku podczas maratonów pokerowych, wpadając w manię hazardową. Podczas posiedzenia pokerowego na Broadwayu w ciągu dwóch dni zaciągnął dług w wysokości trzystu tysięcy dolarów. Odmówił jego spłaty, zarzucając organizatorom maratonu ustawienie gier. Ponad miesiąc po tym zdarzeniu został postrzelony w Central Park Hotel – zmarł dwa dni później. Rothstein postawił podwaliny i zakorzenił hazard w ciele narodowego syndykatu. W 1931 roku zalegalizowano hazard w stanie Nevada. W samym środku Las Vegas zaczęto otwierać coraz większe ilości salonów rozrywkowych, oferujących odpłatny udział w grach losowych. W 1946 roku Bugsy Siegel – związany z narodowym syndykatem, żydowski kompan Meyera Lanskiego – otworzył w Vegas kasyno Flamingo. Był to pierwszy etap przestępczości zorganizowanej w krainie hazardu. Legalny hazard był dla Amerykańskiej Mafii manną z nieba. Oferował szeroki wachlarz możliwości, takich jak wyprowadzanie pieniędzy z kasyn z pominięciem podatku (słynne walizki z czasów Franka Rosenthala) oraz pranie gotówki przez dobrze naoliwioną hazardową machinę. Następnym przystankiem na hazardowej mapie narodowego syndykatu było Atlantic City. W 1973 roku Nicodemo "The Little Guy" Scarfo opuszcza więzienie. Jest ściśle związany z rodziną mafijną z Filadelfii, zarządzaną przez Angelo Bruno. W tym samym roku Angelo "The Gentle Don" Bruno wysyła Scarfa na swoistą banicję do Atlantic City, gdzie ma on przypilnować prowadzenia rakiet zarobkowych należących do A. Bruno. Nicky Scarfo w Atlantic City trafia na żyłę złota – w 1976 roku w mieście zostaje zalegalizowany hazard. "Lethal Nicky", mimo reputacji osoby nadzwyczaj brutalnej i nie myślącej dalekosiężnie, decyduje się na ruch, który podnosi jego pozycję w półświatku o długość kilku belek olimpijskich – centralizuje hazard jako swoje główne źródło zarobku. Bardzo skutecznie napełnia to mafijne koperty gotówką i ugruntowuje jego pozycję w rodzinie mafijnej z Filadelfii. Dzięki wielkim przychodom Scarfo był w stanie otworzyć własną firmę budowlaną i wykorzystać ją do budowy nowych kasyn, korzystając z mafijnych koneksji do pozyskiwania kontraktów. Tym sposobem Atlantic City – uważane przedtem za dziewiczą ziemię, dziurę zabitą dechami – stało się pod jego wodzą jedną z najbardziej lukratywnych rakiet w rodzinie Angelo Bruno. Mimo wielu dekad różnicy, nowych restrykcji wprowadzanych przez rząd USA i nacisków ze strony wymiaru sprawiedliwości, nielegalny hazard dalej pełni rolę jednej z najbardziej dochodowych rakiet zarobkowych dla załóg oraz rodzin mafijnych narodowego syndykatu. Co jakiś czas w gazetach można przeczytać o nowo odkrytym nielegalnym kasynie, aferach związanych z obstawianiem wydarzeń sportowych takich jak Super Bowl czy prowadzeniu nielegalnych zakładów na duże stawki w przypadku wyścigów konnych. Los Angeles nie jest wyjątkiem. W okolicach Downtown, Skid Row, można usłyszeć o nielegalnym kasynie prowadzonym na Atlee Street pod przykrywką małego lokalnego biznesu. Drobne kasyno jest podstawową rakietą zarobkową The Arzano Crew – powszechnie uznawanej za dysfunkcyjną. Obecnie kasyno jest nieodłącznym elementem krajobrazu Little Italy, a uzależnieni od hazardu klienci przychodzą tam zagrać na tanich automatach (slots), z nadzieją na duże wygrane. W biurze kasyna, na jego tyłach, co jakiś czas prowadzone są maratony pokerowe, w których udział biorą lokalni cwaniacy.
    2 polubienia
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę. Warunki użytkowania Polityka prywatności Regulamin