Skocz do zawartości
 
GRACZY ONLINE

wroniec

Premium Gold
  • Postów

    243
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    2

Treść opublikowana przez wroniec

  1. Świetny poradnik. Oczywiście wszystko tylko do wykorzystania w RP
  2. **Internet i miasto, a szczególnie dzielnicę Del Perro zalał wizerunek plakatu zapowiadającego koncert zespołu Soul Evisceration w Dunes-o's Beach Pub, w niedzielę 18.06.2023 o godzinie 20:00**
  3. **Internet i miasto, a szczególnie dzielnicę Del Perro zalał wizerunek plakatu zapowiadającego koncert zespołu Soul Evisceration w Dunes-o's Beach Pub, w niedzielę 18.06.2023 o godzinie 20:00**
  4. wymagania jak do pracy za minimalną krajową
  5. **Pierwszy, otwarty wieczór w Dunes-o's Beach Pub, cieszył się zainteresowaniem ze strony lokalnych mieszkańców.**
  6. DUNES-O'S BEACH PUB Założony w 2013 roku przez Augusta Becka - Pub mieszczący się przy plaży Del Perro, na słynnym deptaku. Miejsce, otwierające się późnym wieczorem, czasami do samego świtu. Z pozoru niewiele zdradzający lokal - zakryte okiennice, błękitny szyld, przypominający kolor oceanu, kilka ławek i parasole, w środku skrywający klimat dobrych, dawnych lat. " Kiedy wszedłem do środka - nie wpadało tam żadne naturalne światło. Po oczach poraziły mnie żółte żarówki bez kloszy, wiszące na suficie, nad barem. Gęsty dym papierosowy kuł, ograniczał widoczność, drapał w gardło i w nozdrza. Mgła była gęsta jak mleko. Atmosfera od razu dała się wyczuć, kiedy do moich uszu doleciały pierwsze akordy jakiejś rockowo-bluesowej ballady... Zrobiłem kilka kroków, znalazłszy się przed ladą, uniosłem wzrok. Barmanka - młoda kobieta, o hardym spojrzeniu, wysokich kościach policzkowych i piwnych oczach spytała - 'Coś potrzeba?'. Poczułem dziwną błogość, siadając na hokerze. Poczułem chęć zapicia wszystkich moich frustracji i ostatnich zmartwień. Zapomnieć... " Takie miejsce przyciągało sobą najróżniejsze osobistości, z różnych sfer społecznych. Nie idzie ukryć, że nie był to lokal zbytnio turystyczny. Panująca w środku, gęsta atmosfera szybko uświadamiała, że na wyuzdanych lalusiów patrzono tam raczej niechętnie. Co nie zmienia faktu, że pogodny nastrój zawsze udzielał się gościom, mogących napić się różnych - droższych i tańszych trunków. Zwłaszcza tańszych. Lokal nie opiewał w zawyżone ceny, mające na celu jedynie naciągnąć klientów na wydatki, a właściciela na zyski. Sprowadzane do pubu marki alkoholi balansowały na granicy jakości i ceny. Swojska i porządna obsługa również kojarzona była z tym miejscem - barmanom można było wyspowiadać się przez cały wieczór, licząc na ich uwagę. Będąc przy barze nie można było liczyć na obojętność ze strony obsługi. To wszystko również było zamierzonym, wyrobionym zwyczajem, budujące to miejsce i jego historię. Jeśli chodzi o kartę dań - zawsze było proste, jak budowa cepa. Główne skrzypce grał alkohol, ale wprowadzenie prostych, łatwych i szybkich w przygotowaniu, wysokokalorycznych potraw było gestem w stronę klienteli, aby zatrzymać ich przy sobie jeszcze dłużej. W prześmiewczo nazywanych 'specjałami' pozycjach, znajdował się - Burger wołowy, frytki, krewetki w cieście, hot dog. Wszystko grało rolę "tłustych przystawek", stąd ta prostota. Nikt nie przychodził tam na wytrawne kolacje, a żeby upić się piwem, whiskey, lub innymi zmyślnymi drinkami, a potem wgryźć się w soczystą bułkę z mięsem. Lokal przez różne zawiłości popadł w niełaskę lokalnych biznesmenów, chcących z różnych osobistych powodów doprowadzić do zamknięcia knajpy, co doprowadziło do faktycznego jego zamknięcia w 2022 roku. Sytuacja miała się zmienić już pół roku później, na początku 2023, kiedy lokalem zainteresował się nowy kupiec, będący skorym zachować dawny klimat lokalu, kontynuować go dalej... Sposób kreowania rozgrywki wokół siebie i innych graczy: Osobiście dostrzegam rażący deficyt na miejsce klimatycznego pubu, w którym nie pracowali by wyuzdani lalusie, podjeżdżający do pracy czerwonym sportscarem. Wraz z wąskim gronem osób chciałbym stworzyć faktyczny pub, nie skupiający się na liczbie pracowników pod panelem i gotówki na koncie bankowym, a dającym możliwość aktywnej, interesującej i wciągającej gry. Powyższą częścią aplikacji, starałem się nakreślić dosadnie ten vibe, o który mi chodzi. Oczywiście to nie znaczy, że jestem zamknięty na jakiekolwiek interakcje. Chcę bardzo rygorystycznie podejść do sposobu kreowania tego miejsca. Biznesy to właściciel i pracownicy, dlatego dobór tych drugich byłby wyselekcjonowany, a posada barmana była by zarezerwowana dla tych, którzy faktycznie kreują swoją postać pod średnio zarabiającego mieszkańca Ameryki Sposób przyciągania do siebie pracowników i utrzymywania ich przy projekcie: Po pierwszym wejściu do biznesu będzie wiadome, jakim rodzajem lokalu jest to miejsce. Przede wszystkim chcę postawić na klimat i poziom rozgrywki. Zapewniłbym miejsce do gry dla postaci, które grają low life/mid life, które nie grają, że mają dziesiątki tysięcy dolarów na koncie, a żyją od wypłaty, do wypłaty. Gra IC, aktywne wątki - chcę, aby to miejsce było faktycznym spotem do gry, a nie pustą wydmuszką. To wszystko będzie wizytówką tego miejsca. Lokalizacja
  7. DUNES-O'S BEACH PUB Założony w 2013 roku przez Augusta Becka - Pub mieszczący się przy plaży Del Perro, na słynnym deptaku. Miejsce, otwierające się późnym wieczorem, czasami do samego świtu. Z pozoru niewiele zdradzający lokal - zakryte okiennice, błękitny szyld, przypominający kolor oceanu, kilka ławek i parasole, w środku skrywający klimat dobrych, dawnych lat. " Kiedy wszedłem do środka - nie wpadało tam żadne naturalne światło. Po oczach poraziły mnie żółte żarówki bez kloszy, wiszące na suficie, nad barem. Gęsty dym papierosowy kuł, ograniczał widoczność, drapał w gardło i w nozdrza. Mgła była gęsta jak mleko. Atmosfera od razu dała się wyczuć, kiedy do moich uszu doleciały pierwsze akordy jakiejś rockowo-bluesowej ballady... Zrobiłem kilka kroków, znalazłszy się przed ladą, uniosłem wzrok. Barmanka - młoda kobieta, o hardym spojrzeniu, wysokich kościach policzkowych i piwnych oczach spytała - 'Coś potrzeba?'. Poczułem dziwną błogość, siadając na hokerze. Poczułem chęć zapicia wszystkich moich frustracji i ostatnich zmartwień. Zapomnieć... " Takie miejsce przyciągało sobą najróżniejsze osobistości, z różnych sfer społecznych. Nie idzie ukryć, że nie był to lokal zbytnio turystyczny. Panująca w środku, gęsta atmosfera szybko uświadamiała, że na wyuzdanych lalusiów patrzono tam raczej niechętnie. Co nie zmienia faktu, że pogodny nastrój zawsze udzielał się gościom, mogących napić się różnych - droższych i tańszych trunków. Zwłaszcza tańszych. Lokal nie opiewał w zawyżone ceny, mające na celu jedynie naciągnąć klientów na wydatki, a właściciela na zyski. Sprowadzane do pubu marki alkoholi balansowały na granicy jakości i ceny. Swojska i porządna obsługa również kojarzona była z tym miejscem - barmanom można było wyspowiadać się przez cały wieczór, licząc na ich uwagę. Będąc przy barze nie można było liczyć na obojętność ze strony obsługi. To wszystko również było zamierzonym, wyrobionym zwyczajem, budujące to miejsce i jego historię. Jeśli chodzi o kartę dań - zawsze było proste, jak budowa cepa. Główne skrzypce grał alkohol, ale wprowadzenie prostych, łatwych i szybkich w przygotowaniu, wysokokalorycznych potraw było gestem w stronę klienteli, aby zatrzymać ich przy sobie jeszcze dłużej. W prześmiewczo nazywanych 'specjałami' pozycjach, znajdował się - Burger wołowy, frytki, krewetki w cieście, hot dog. Wszystko grało rolę "tłustych przystawek", stąd ta prostota. Nikt nie przychodził tam na wytrawne kolacje, a żeby upić się piwem, whiskey, lub innymi zmyślnymi drinkami, a potem wgryźć się w soczystą bułkę z mięsem. Lokal przez różne zawiłości popadł w niełaskę lokalnych biznesmenów, chcących z różnych osobistych powodów doprowadzić do zamknięcia knajpy, co doprowadziło do faktycznego jego zamknięcia w 2022 roku. Sytuacja miała się zmienić już pół roku później, na początku 2023, kiedy lokalem zainteresował się nowy kupiec, będący skorym zachować dawny klimat lokalu, kontynuować go dalej... Sposób kreowania rozgrywki wokół siebie i innych graczy: Osobiście dostrzegam rażący deficyt na miejsce klimatycznego pubu, w którym nie pracowali by wyuzdani lalusie, podjeżdżający do pracy czerwonym sportscarem. Wraz z wąskim gronem osób chciałbym stworzyć faktyczny pub, nie skupiający się na liczbie pracowników pod panelem i gotówki na koncie bankowym, a dającym możliwość aktywnej, interesującej i wciągającej gry. Powyższą częścią aplikacji, starałem się nakreślić dosadnie ten vibe, o który mi chodzi. Oczywiście to nie znaczy, że jestem zamknięty na jakiekolwiek interakcje. Chcę bardzo rygorystycznie podejść do sposobu kreowania tego miejsca. Biznesy to właściciel i pracownicy, dlatego dobór tych drugich byłby wyselekcjonowany, a posada barmana była by zarezerwowana dla tych, którzy faktycznie kreują swoją postać pod średnio zarabiającego mieszkańca Ameryki Sposób przyciągania do siebie pracowników i utrzymywania ich przy projekcie: Po pierwszym wejściu do biznesu będzie wiadome, jakim rodzajem lokalu jest to miejsce. Przede wszystkim chcę postawić na klimat i poziom rozgrywki. Zapewniłbym miejsce do gry dla postaci, które grają low life/mid life, które nie grają, że mają dziesiątki tysięcy dolarów na koncie, a żyją od wypłaty, do wypłaty. Gra IC, aktywne wątki - chcę, aby to miejsce było faktycznym spotem do gry, a nie pustą wydmuszką. To wszystko będzie wizytówką tego miejsca. Lokalizacja OOC:
  8. wroniec

    Alt:V Mod Graficzny.

    Mieszane uczucie. Nie mam pewności, czy faktycznie poprawia wydajność, czy tak się tylko wydaje. Co można powiedzieć, to faktycznie to, że wpływa wyraźnie na aspekt wizualny. Znacznie przyciemnia cienie i rozjaśnia światła. Niestety doprowadza to do tego, że niektóre miejsca stają się nie grywalne, na przykład bardzo jasno interior, albo kreator postaci. Wszystko jest wtedy prześwietlone. Ale da się grać, łatwe do zainstalowania, noc wygląda na pewno lepiej.
  9. BY STEVEN HAUSER | 23.08.2022 Braylon "Baby Ray" Higgins, czyli urodzony w 2002 roku, początkujący muzyk i artysta sceniczny, głodny sukcesu i sławy, młody chłopak, nazywany przez najbliższych prawdziwą duszą towarzystwa. Udzielił swojego pierwszego wywiadu właśnie naszej stacji - Self Radio. Postanowiliśmy przybliżyć sylwetkę początkującego rapera, być może przyszłej gwiazdy Vinewood, zapytaliśmy o aspiracje, cele i opinie na temat twórczości własnej, jak i o lokalną scenę muzyczną. Steven Hauser: Czemu muzyka, jak to się zaczęło i do czego w życiu chcesz dążyć? Braylon Higgins: Zaczęło się w sumie niewinnie, chyba jak u większości twórców. Najpierw byłem słuchaczem, a potem żeby zwalczyć nudę, zacząłem robić coś swojego, no i raczej tylko dla siebie. Dopiero szukając dla siebie miejsca wylądowałem tutaj, w Los Santos, i zacząłem brać muzykę na poważnie, celując już w faktyczną karierę. Najpierw wrzucałem swoje piosenki na mniejsze strony albo fora poświęcone muzyce, potem założyłem konto na vTube i jakoś poszło. Tym całym łączeniem wokalu z melodią dążę do zostawienia śladu własnej osoby na lokalnej scenie - a potem na tej światowej. Steven Hauser: Daleko celujesz, ale to przecież dobrze. Uważasz, że łatwo się wybić w obecnych czasach? I jak to było w Twoim przypadku? Jak doszło do tego, że to akurat ty zdobywasz kolejnych fanów? Braylon Higgins: Wiesz co, wydaje mi się, że to tylko zdaje się proste. Nie da się ukryć, że jest masa identycznych artystów, którzy trzymają się nudnego schematu i próbują tym zaistnieć. Jeśli nie boisz się eksperymentować i bawić tym, co robisz - to tak, wybicie się na rynku muzycznym jest proste. I to chyba właśnie sprawiło, że wybiłem się i ja. Bawię się muzyką, staram się łączyć gatunki, zostawiając tę kluczową cząstkę rapu. Stawiam w głównej mierze na melodię, bo jestem kiepskim tekściarzem. Nie będę ukrywał, że ogromny wkład w moją osobę i miejsce, w którym jestem miał mój kuzyn, Chase. Wystawił do mnie pomocną dłoń po mojej przeprowadzce tutaj, nawet mimo naszej dalekiej więzi rodzinnej. Mam u niego wsparcie nie tylko muzyczne, ale też psychiczne. Do końca życia będę mu za to wdzięczny, bo gdyby nie jego pomoc, to najpewniej nie siedziałbym teraz w tym miejscu. Steven Hauser: No własnie, dobrze, że poruszyłeś temat Chase'a. Ty, Zane Perri, jesteście z nim spokrewnieni. Czy nie spotkałeś się z jakimiś słowami krytyki od hejterów, że to jedyny powód dla którego Twoja kariera zaczęła szybować w górę? Braylon Higgins: Nie przypominam sobie takich reakcji, ale może zwyczajne je zignorowałem. Chase dał mi w głównej mierze wsparcie w postaci znajomości, jednak w trakcie oprowadzania mnie po mieście było to nieuniknione, że poznam jego znajomych. Ale tak właściwie, to wkład Chase w moją karierę jest bardziej od zaplecza, tak jak mówiłem - wsparcie psychiczne, porady muzyczne. Nie uważam, żeby fakt naszej więzi rodzinnej wpłynął na moją karierę. Steven Hauser: W porządku. Wracając do Twojej twórczości. Twierdzisz więc, że bardziej skupiasz się na tworzeniu chwytliwych rytmów, aniżeli głębokich tekstów, tak? Braylon Higgins: W głównej mierze, tak. Steven Hauser: Przedstawicielem jakiego stylu byś siebie określił? Braylon Higgins: Wiesz, zastanawiałem się nad tym swego czasu. Póki co nie wypuściłem jeszcze z głowy wszystkich pomysłów, które w niej drzemią - wtedy moja odpowiedź byłaby zupełnie inna. Ale na ten moment zwyczajnie dryfuje na pograniczu rapu i R&B. Rapowe teksty z melodycznym podkładem, albo melodyczny, nazwijmy to, śpiew z rapowym podkładem. Po prostu bawię się własną twórczością. Steven Hauser: Kto, prócz Twojego kuzyna Chase'a był, lub jest dalej Twoją inspiracją na tutejszej scenie muzycznej? Jakie w ogóle masz o niej zdanie i czy widzisz tu miejsce dla siebie? Braylon Higgins: Szczerze mówiąc, to przez mój powiedzmy koczowniczy tryb życia, brak stałego miejsca zamieszkania - dla jasności, moi rodzice rozwiedli się gdy byłem dzieckiem i raz mieszkałem z ojcem w Liberty City, skąd pochodzę, żeby zaraz polecieć do Los... Santos i pomieszkać z matką - nie poznałem dobrze lokalnej sceny, a postanowiłem się do niej włączyć. Uważam, że Los Santos wychowało wielu znakomitych artystów, a niektórych z tego grona miałem okazję poznać. Muzyka w Los Santos jest różnorodną pod względem gatunkowym - i to w niej lubię. Widzę miejsce dla siebie i dążę do jego zajęcia, a najbardziej do zajęcia legendarnej gwiazdy na Vinewood Walk of Fame. Nie mam raczej stricte nikogo, kim się inspiruję, ale jestem fanem muzyki Memphis'a, i to tak zupełnie bez względu na naszą znajomość, uważam że robi dobrą muzykę. Ostatnio zacząłem zagłębiać się też w artystów, którzy pokazali się na scenie jakiś czas temu. Kolektyw Married To the Mop, muzyka GBO, jestem też fanem zespołu Helvegen. Steven Hauser: Ulubiony kawałek zespołu Helvegen? Braylon Higgins: Feast of the Beast. Steven Hauser: Dobry wybór. W porządku, idąc dalej. Jako aspirująca gwiazda masz dość czyste konto pod względem skandali, ale wydaje mi się, że w swoim pierwszym wywiadzie musisz się odnieść do tego posta profilu Celebrity Preview, w którym nazwany zostałeś "pick-me boy'em". Jak się do tego odniesiesz, co? Może nakreślisz całą sytuację, jak i wyjaśnisz ten termin. Braylon Higgins: Sam nie wiem. Chyba po prostu chcieli jakkolwiek sprzedać mi pstryczka w nos, bo akurat załapałem się na zdjęcie. Może to ten za duży sweter? Nie mam pojęcia. Ale swoją drogą bardzo go lubię, jest mega wygodny. Steven Hauser: Więc nie czujesz potrzeby komentowania tej sprawy? Braylon Higgins: Nie mam chyba nawet co powiedzieć. Jak na Celebrity Preview to całkiem zabawna... krytyka? Jeśli typowy pick-me boy nosi za duży sweter, no to najwidoczniej tytuł do mnie pasuje Steven Hauser: Co byś zrobił najchętniej z portalami plotkarskimi? Braylon Higgins: Okay, może to trochę niecodzienna opinia, ale uważam że są potrzebne. Nie mówię tu o sytuacjach, w których paparazzi jawnie wpadają Ci na posesję albo na siłę próbują zniszczyć życie - to jest okropne. Ale nie da się ukryć, że ich istnienie potrafi czasem nadać danemu artyście czy celebrycie rozpędu, może rozgłosu. Steven Hauser: No a jeśli robią rozgłos właśnie wokół kogoś, kogo nie powinni? Lub kogoś, kto na to nie zasługuje? Braylon Higgins: Chyba po prostu mają to do siebie, że nie obchodzi ich sytuacja w show-biznesie. Portale plotkarskie w głównej mierze mają gdzieś, czy ktoś jest lubiany, czy nie. Jeśli mają na papierze Twoją najmniejszą wpadkę, to o tym napiszą. A z pisania mniej czy bardziej moralnych i słusznych postów i artykułów po prostu żyją, mają rozgłos. Steven Hauser: Czyli po prostu jesteś zdania, że robią wam dobrą reklamę, a nie szkodzą. W porządku. Słuchaj, wystąpiłeś na festiwalu Self Radio, więc wypadałoby mnie spytać jak podobała Ci się ta impreza, jak poszedł Ci koncert i jak Ci się grało przed publiką. Braylon Higgins: Uważam, że samo wydarzenie było w porządku, dobrze się bawiłem. Co do mojego koncertu i tego jak mi poszedł - to chyba pytanie do obecnych na nim, od siebie mogę powiedzieć, że stres zjadł mnie o wiele mniej niż się spodziewałem. Chyba po prostu widok ludzi, którzy znają moją muzykę i przyszli jej posłuchać skutecznie go zniwelował. Mój kuzyn Zane na scenie dodawał mi skrzydeł, więc podsumowując wszystko - było super, nie mogę się doczekać następnych występów. Steven Hauser: Super to słyszeć, grunt to się rozwijać. To był twój pierwszy występ przed większą publiką? Braylon Higgins: To był mój pierwszy występ w ogóle. Znalazłem się na nim w całkiem zabawny sposób, przede wszystkim ogromne podziękowania dla Chloe, która zaproponowała mi występ i dla reszty Self Radio za zorganizowanie tego wydarzenia i danie mi szansy. Ten koncert pozwolił mi wskoczyć na o wiele wyższy poziom w tym, co robię, a 30 lipca zostanie na długo w mojej pamięci, nawet odbijając od tematyki festiwalowej. To dla mnie ważny dzień. Steven Hauser: W imieniu Self Radio mogę przekazać, że cieszymy się, mając możliwość promować młodych, ambitnych artystów. I właśnie skoro przy promocji jesteśmy. Zdradzisz najbliższe plany, dotyczące twojej kariery? Braylon Higgins: Powoli zmierzam ku extended play, to jest teraz moim głównym celem. Steven Hauser: Chcesz zapowiedzieć już premierę? Braylon Higgins: Chcę, żeby ten projekt wyszedł jak najlepiej, stąd też nie mam jeszcze wyznaczonej daty. Na pewno premiera będzie we wrześniu, ale poza tym sam nic nie wiem. Skupiam się na dopracowaniu go w stu procentach, żeby jak najlepiej przelać to, co siedzi mi w głowie, na płytę. Steven Hauser: W porządku, Ray, w takim razie postawię już ostatnie pytanie, które być może wróci do Ciebie za pół roku, rok, kiedy los się tak potoczy, że znów zasiądziemy naprzeciwko siebie - Gdzie widzisz siebie w dalekiej przyszłości? Możesz się dać ponieść fantazji. Braylon Higgins: W dalekiej przyszłości? W jakimś ładnym domu, niekoniecznie na wzgórzach, żeby po prostu było bezpiecznie. Z rodziną obok, która będzie dla mnie najważniejsza - i z własną ksywką wyrytą na Walk of Fame. Steven Hauser: Piękne i symboliczne podsumowanie. Dziękuję Ci za rozmowę. Źródła zdjęć - konto społecznościowe Braylon "Baby Ray" Higgins, Generation A, Lifeinvader
  10. wroniec

    Chopin

    Rodziną się zajmij
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę. Warunki użytkowania Polityka prywatności Regulamin