Ranking
Popularna zawartość
Wyświetla najczęściej polubioną zawartość w 10.02.2024 w Odpowiedzi
-
Rabbit Gang🐰🐰 ( E/S Playboys 13 )
del i 18 innych polubił temat przez PlayboyLostyy
PLAYBOYS TRECE OMIE 🐇🐇🔞 (gangster crips ^ zdjęcie po prostu mi się podoba. <3)19 polubień -
14 polubień
-
Volume 3 Prologue Końcówka, jak i początek 2024 roku były okresem większego wyciszenia dla Judy. Choć Astaroth Records, którego stała się trzonem wchodząc w skład zarządu, dalej prężnie działało ze zbliżającą się coraz to większymi krokami premierą nowego albumu Soul Evisceration, dla Judy i jej kariery muzycznej był to okres odpoczynku, regeneracji i planowania swoich dalszych ruchów. Wraz z nowymi obowiązkami została zmuszona do budowania większej elastyczności w swoim grafiku, próbując w niego zarówno zmieścić czas dla roli v-CEO wytwórni jak i również fakt bycia artystką, który wymaga czasu. Nowe szaty, w które wskoczyła dość szybko okazały się dla niej wygodne, głównie dzięki temu, że jest obecna na tej scenie już przez dłuższy okres czasu i ma za sobą kilkanaście rozmów biznesowych. Mimo to nie obyło się bez małych flopów, potknięć czy zwykłych pomyłek osoby, która ciągle uczy się nowej roli. Jako świeży management Astaroth Records nie musiała długo czekać na swoją pierwszą możliwość talent huntingu i potencjalny nowy nabytek, który wpadł w oko Judy jak i wytwórni szybko pojawił się na horyzoncie. Tym nabytkiem okazała się osoba, która była już dobrze znana Judy a ostatnie zawirowania medialne wokół jej poprzedniej wytwórni były dla niej momentem złapania dodatkowego wiatru pod skrzydła, który zdobyła wychodząc z całej dramy z twarzą - Freya "H3XE" Sauber. To wokół tej dziewczyny Judy spędziła ostatnie tygodnie, nie tylko tworząc notatki na temat jej dotychczasowych posunięć publicznych i twórczości, którą dokładnie zbadała, ale kontaktując się z samą artystką i oferując jej kilka mniejszych zadań. To właśnie w ten sposób chciała dopiąć ostatnie guziki przed podjęciem ostatecznej decyzji i przedstawieniu całości dla reszty zarządu Astaroth deklarując swoje zdanie i przedstawiając możliwy zysk przez zakontraktowanie artystki. Sam kontrakt byłby dla Judy przełamaniem pierwszych lodów i pierwszym takim krokiem na drodze, którą obrała wykupując udziały w wytwórnii i wchodząc w szeregi zarządu. Niemały paradoks co dla niektórych mógł powstać gdy dwójka zaczęła się łączyć pod banderą wytwórni Astaroth. W gronie najbardziej zagorzałych odbiorców dwójki artystek coraz częściej przez jakiś czas na tapecie pojawiał się zyskujacy na popularności twór fanowski w postaci miłosnego opowiadania spisanego na platformie WattPad i powstający ship H3XXXY. Choć sam ship nie dotarł bezpośrednio do Judy i dziewczyna żyła w błogiej świadomości niewiedzy - tak poza bardziej zawodowym podejściem do Freyi, traktowała dziewczynę z nutą personalnej chęci wsparcia i zadbania o odpowiedni rozwój jej kariery. Z aspektów muzycznych - dotychczas wszystko stoi na etapie planowania a pierwsze studyjne nagrywki nowych utworów dopiero się rozpoczęły. Nastał proces produkcyjny, który potrwa przez najbliższe tygodnie, gdyż perfekcjonizm dziewczyny nie pozwoli jej wypuścić czegoś, co nie będzie częścią jej dalekiego planu projektowego. Punkcików w tym podsumowaniu będzie zdecydowanie mniej - etap tuż po zakończonej promocji albumu, skupienie się stricte na odpoczynku od działań publicznych i priorytyzacja działań wokół wytwórni. 025. MOXXXY powraca w wielkim stylu! Judy Roux o współpracy z artystami, powodach nieobecności w mediach i „Relics of the Past” – swojej najnowszej płycie! ATOMIC: H3XE w towarzystwie MOXXXY pod budynkiem Astaroth Records Działania studyjne - pierwsze nagrywki do świeżych singli Działania wytwórnii - próby zakontraktowania H3XE SM: Nominacja do charytatywnego challenge od Eelis Forsberg12 polubień
-
11 polubień
-
[Spółka] LLOYD
Cichociemna i 9 innych polubił temat przez Garrett
Lloyd_Investments.mp4 LLOYD - spółka inwestycyjna zarejestrowana w urzędowych księgach w lutym 2024 roku. Notowana na giełdzie spółka sygnowana nazwiskiem braci Lloyd wyróżniających się w dziedzinie filmowej oraz architektonicznej skierowana jest na prowadzenie zakrojonych inwestycji na terenie miasta Los Santos oraz stanu San Andreas. Dzięki podległemu biurowi architektonicznemu Spencera Lloyda spółka inwestycyjna pragnie nabywać tereny utrzymywane do tej pory z budżetu miejskiego aby przeprowadzać renowacje i oddawać je do użytku publicznego mimo posiadania własności prywatnej. Głównym celem braci Lloyd jest wzmocnienie nie tylko swojego nazwiska w Los Santos i San Andreas ale też wzmocnienie potrzeb kulturowych mieszkańców oddając im do użytku obiekty zapewniające im pozytywne i miłe doznania kultury publicznej. Dodatkowo spółka zainteresowana jest też inwestycją w różne sektory rynku prowadząc opiekę i pieczę nad biznesplanem przedsiębiorstw chcących zawiązać porozumienie z Lloyd Investments. Każdy chcący zawiązać współpracę z Lloyd Investments otrzyma pomoc w zakresie doradztwa finansowego, gdzie Lloyd Investments wskaże potencjalne miejsca ekspansji przedsiębiorstwa, wykaże potencjalne nadwyżki strat będące ciężarem dla danego przedsiębiorcy, wspomoże biznes kontrahenta w zakresie renowacji wnętrza i zapewni zabezpieczenie prawno-finansowe z zakresu grantów i dotacji prywatnych na rzecz kształtowania myśli biznesowej XXI wieku wśród przedsiębiorców Los Santos. HISTORIA Jest chłodny, deszczowy poranek lutego roku Anno Domini 2024. Przestój po ostatnim sporym projekcie architektonicznym dla Spencera Lloyda daje czas do namysłu wraz z jego bratem Luciusem nad kształtem planu biznesowego ich przedsiębiorstw na rynku. Wiadomym jest, że pozostanie przy stałych działaniach biura architektonicznego oraz tworzeniu projekcji filmowych jego brata nie będzie tym co w pełni wyzwoli potrzebę działania na rynku. Wszakże wypalenie zawodowe następuje, gdy natłok pracy i powtarzalność wspomnianych czynności zaczyna doskwierać obu twórcom. Dlatego tego chłodnego, deszczowego poranka pomiędzy braćmi następuje porozumienie, że należy stworzyć coś, co zapewni im trwałe dziedzictwo ich nazwiska oraz rozwinie ich możliwości. Co więc połączy smykałkę młodszego brata do filmografii i starszego brata z niebywałymi zdolnościami architektonicznymi, które ukazuje ludziom? Lloyd Investments - brzmi jak typowy twór mający na celu skupowanie nieruchomości, projektowanie apartamentów i sprzedaż by zarobić. Czy jednak to tworzy jakieś dziedzictwo? Nie - to nic innego jak pompowanie pieniędzy w branże nieruchomości z dużym kredytem zaufania z wielkimi obawami czy ta nieruchomość będzie miała wzięcie pośród klienteli. Dlatego bracia postanowili pójść w innym kierunku co zapewni im dostateczną reklamę nazwiska oraz zapewni dumę z ich tworów. W biznesplanie Lloyd Investments zawarto jeden, podstawowy filar jakim jest inwestowanie w użytki publiczne. Parki, muzea, budynki kultury, obiekty sportowe, miejsca usługowe, centra kultury i sztuki, hale widowiskowe - to tylko nieliczne z propozycji, które w żaden sposób nie zmienią swojego głównego zamysłu ale będą posiadać jeden istotny mały detal. Wszystkie te miejsca zostaną odnowione lub zaprojektowane przez Lloyd Architecture, przedstawione filmowo przez Lloyd Productions i będą nosić nazwisko braci w każdej nazwie - Lloyd Sqaure, Lloyd Park, Lloyd Hall, Lloyd Mega Mall, Lloyd Stadium.. Można tak wymieniać w nieskończoność. Dodatkowo bracia chcą też wspomóc lokalnych przedsiębiorców świadcząc usługi z zakresu doradztwa finansowego, tworzyć biznesplany dla przedsiębiorców, udzielać pożyczek foundingowych i dać możliwość realizacji marzeń dla tych, którzy chcieliby posiadać coś swojego ale nie wiedzą co wziąć się na początku. Tak też powstała dewiza nowego tworu braci Lloyd - Lloyd Investments - Your path to success INFORMACJE O SPÓŁCE Dane rejestracyjne spółki: Nazwa: LLOYD Adres: Lloyd Office Complex, 3 Alta Street, Downtown, Los Santos, Los Santos County, State of San Andreas. Członkowie zarządu - reprezentacja spółki: CEO - Spencer Lloyd V-CEO, CFO - Lorenzo Montero Member of the board - Scott Sawyer Udziałowcy: Spencer Lloyd Lorenzo Montero - 50% Scott Sawyer - 50% Kapitał początkowy: Kwota: 250.000 USD Kapitał aktualny: Kwota: 1.500.000 USD Sposób reprezentacji spółki: OUT OF CHARACTER10 polubień -
9 polubień
-
Santiago "Lil Sant" Marroquin
SSSSSMMMMMMRRRRRR. i 8 innych polubił temat przez kuszpin
AKTUALIZACJA #1 (10.02.2024) Pierwszy miesiąc artysty był mocno chwytny, dzieciak nie powstrzymywał się od wykonywania swojej roboty tak jak najlepiej umie, starał się łapać jak największe kontakty oraz odbudować PR przez sytuacje z przeszłością. Wydał na samym początku kawałek w swoim kontrowersyjnym stylu co zapoczątkowało kolejne problemy. Wpadł w beef pomiędzy Baby Chu, wszystko zaczęło się od przepychanek słownych na platformie Li, po krótkiej chwili Chu wypuścił w sieć diss w stronę Sant'a, ten nie zwlekał i odpowiedział kilka dni później na diss. Cała reszta toczyła się słowami wobec artystów na Li, lecz po jakimś czasie Lil Sant przeprosił Chu oraz całą resztę dla świętego spokoju, w tym na swojej tablicy Li i kolejnym kawałkiem. Został zaczepiony po przez post na Li przez Tor Ayy który skomentował cały beef. Santiago po oficjalnych przeprosinach wobec ludzi, zniknął z miasta na jakiś czas. Lecz po niedługim czasie pojawił się prosto na wywiadzie u Weazel News. Artysta udzielił wywiadu w Weazel News opowiadając o swojej przeszłości, zmianach i pomysłów na kolejne ruchy. Dzień po wywiadzie wypuścił w sieć na swój oficjalny kanał kawałek w nowej odmianie nie tylko stylowo muzycznie, ale też wizualnie swojej osoby. Zapowiedział przy tym swój mini album który początkowo w pewnym stopniu poruszał na wywiadzie. Został zaczepiony w wywiadzie Gjeezy, lecz nie zareagował na niego ani słowem. Został zaczepiony na wersach jednego z kawałków Gjeezy, kilka dni po tym sam Jeezy poinformował na swoich socialach, że spór został zażegnany. Był widziany na występie Dj Timmy razem z nim na scenie, gdzie również w pewnym stopniu zapowiedział nowe ruchy. Wypuścił snippet jednego z kawałków znajdującego się na mini albumie. Był zauważany w towarzystwie zawodnika boksu Sergio Matos oraz artysty Kelly'ego z którym spędzał nieco więcej czasu przez ostatnie tygodnie. Zamieścił kolejne wpisy na swój profil Li, informując o zbliżającym się dropie projektu, który zapowiada od dłuższego czasu. Wypuścił mini album na którym wystąpił Kelly wraz z Elirose na jednym z kawałków, cały projekt był przygotowywany pod okiem wytwórni Angels&Demons. Był widziany pod jednym z klubów w dużym towarzystwie, rozmawiając między innymi z Aston'em Mills'em o współpracy przy wydawnictwie pełnego albumu artysty. Był widziany pod jednym z większych apartamentów w mieście, w towarzystwie takich osób jak Tione Carter, Zaid Zarphy, Matthew Pierce oraz jego najlepszego przyjaciela Kelly'ego. Został nominowany do charytatywnego challenge'u przez artystę Kelly.9 polubień -
8 polubień
-
Written by Richard Sutliff - DAILY GLOBE, 10/02/2024 W ostatnich dniach na bieżąco informowaliśmy Państwa o skandalicznej sytuacji, która miała miejsce w The Diamond Casino & Resort trzydziestego pierwszego stycznia tego roku. Dla krótkiego przypomnienia: oficer Duarte z Los Santos Police Department przebywając poza służbą wszedł do lokalu z ukrytą bronią palną, ignorując całkowicie ochronę, a następnie oddał się przyjemnościom w postaci hazardu i alkoholu. Ta ostatnia przyjemność spowodowała utratę przytomności, a w konsekwencji wezwaniem służb. Więcej szczegółów przeczytacie w naszych poprzednich artykułach traktujących o tej sytuacji - tutaj i tutaj. Dzisiejszego dnia, to jest dziesiątego lutego, doczekaliśmy się oficjalnego komunikatu Los Santos Police Department, specjalnie dla Daily Globe. Jak poinformował nas oficer prasowy Desmond Jackson oficer Duarte został dyscyplinarnie zwolniony z departamentu, a w odpowiedzi na zaistniałą sytuacje dowództwo postanowiło wyjść z szeregiem dodatkowych szkoleń dla oficerów na temat używek i broni palnej. Tym samym sama sprawa została uznana za zamkniętą. Dzięki obywatelskiej postawie świadków incydent zakończył się tak, jak powinien się zakończyć. Oficerowie interweniujący na miejscu byli zmuszeni wezwać supervisora, ten podjął decyzję o zabraniu Duarte na stację, a finalnie w wyniku śledztwa został wydalony. Pozostaje życzyć departamentowi miejskiemu samych słusznych decyzji, jak ta powyższa. Prezentujemy także cały komunikat LSPD w tej sprawie: Chcesz dołączyć do zespołu działu Daily News? Kliknij w reklamę i złóż aplikację!8 polubień
-
Scandalous Studio - undergroundowe, półamatorskie, niskobudżetowe studio do rejestracji nagrań dźwiękowych w północnej części Strawberry, gdzie ta część dzielnicy jest bardziej zadbana, głównie dlatego, że graniczy bezpośrednio z Downtown. W dokumentach dotyczących firmy, widnieje ona na 26-letniego Victora Ferri. Studio oferuje pomieszczenie do nagrywek - służące do miksowania i masteringu a także część socjalna. Podobno cichym wspólnikiem w tym interesie jest lokalna rodzina mafijna. (( Zmiana nazwy na Scandalous Studio ponieważ poprzednia nazwa Scandalous Records wprowadzała w błąd i osoby na pierwszy rzut oka myślały, że gramy wytwórnie muzyczną albo dążymy do takiego statusu a nie undegroundowe studio do rejestracji nagrań dźwiękowych. )) - 25.03.2024 OOC: Autorski twór. Jeśli grasz postać świeżego, kompletnie nieznanego, początkującego rapera - to wiedz, że te miejsce tworzę z myślą o Tobie. Projekt nieprzypadkowo będzie się znajdował na dzielnicy Strawberry - w jej bardziej zadbanej części. Zabieg ten ma na celu również wspomóc rozgrywkę cywilną w tamtych rejonach etc. Scandalous Records ma być jedną z pierwszych kilku przystani podczas okresowej kariery rapera. Pierwsze teksty, pierwsze studio nagraniowe, idea zajawki na tworzenie rzeczy. Będzie również w przyszłości stworzona możliwość wybicia się wyżej i wypromowania w branży poprzez koneksje właściciela tego studia. Nie zamierzam bawić się na mojej postaci w osobę, która nagle stała się specjalistą od obsługiwania konsoli - takie osoby spróbujemy wyłapać w grze. Poprzez szeroko zakrojony marketing IC - branze celebrity, współpracę/sponsoring z przedsięwzięciami oraz Lifeinvander zamierzam dawać znać w publike, że taki projekt funkcjonuje na mieście. Nie będzie tutaj żadnych zobowiązujących umów dla obu stron, w szczególności, że osoby z gangów stronią od czegoś takiego. Sam projekt ma też między innymi wspomóc nawiązać dialog, relacje - bycie swojego rodzaju ‘łącznikiem” między koneksjami rodziny mafijnej a lokalnymi gangami.7 polubień
-
https://discord.gg/ueQKpetb53 jak ktoś chce pograć role z PENI to wbijajcie na ten discord bo tam jest całe serducho informacji co i jak, dlaczego i po co. W wielkim skrócie, jak chcecie zacząć gierke przy nas to zróbcie se młodego białasa uzależnionego od narkotyków bo nie tolerujemy w organizacji "czystych" postaci. Na czymś ta gierka ma sie opierać i opierać będzie się zawsze. Gierki jest tyle samo co dla lasek i typów, więc wszystkie postacie są mile widziane. Jak ktoś nie ma tęgiej głowy do przejęcia inicjatywy i ugadania się z kimś to co weekend organizujemy koncerty w Total Explode (klub na plaży) tam można złapać interakcje i zacząć gierke z buta tak na prawde. Szukamy ludzi którzy są samodzielni i chcą dołożyć cegłe do organizacji przestępczej. Sporo nas jest dlatego rozbiliśmy się na dwa gangi, więc to już zależy od was czy chcecie wbić się do PEN1 czy do HBHC. Gramy codziennie praktycznie od popołudnia do późnej nocy.7 polubień
-
written by Vinnie Rose - DAILY GLOBE, 10/02/2024 LOST EMPIRE pełnym składem. Zespół w rozmowie porusza m.in kwestie minionej przerwy w swojej działalności, dużej rotacji członków, planach wydawniczych w najbliższym czasie oraz kilku innych wątków. Vinnie Rose: Dobry wieczór Los Santos! Mówi do was, dla was - Vinnie Rose. Część z was zapewne już mnie kojarzy, część nie, nie mniej jednak witam was wszystkich bardzo serdecznie! Mamy piątek, dziewiątego lutego. Godzinę... za moment dwudziestą pierwszą. W naszym studiu ogromną przyjemność gościć mam ekipę w pełnym składzie, ekipę zespołu Lost Empire! Wydaje mi się, że chyba nie ma potrzeby wymieniać pokolei każdego z członków. Słuchacze, a w szczególności fani - doskonale wiedzą kto jest kim. Mimo tego jednak oddaję głos każdemu z nich, aby mieli okazję oficjalnie się przywitać, w ramach przypomnienia ewentualnie przedstawić się w dowolnie wybrany sposób i opcjonalnie, zależnie od chęci - dodać coś od siebie. Proszę bardzo! Raze Tash mówi: Hej, witajcie. Jestem Raze, Raze Tash - gitarzysta w Lost Empire, jeden z tych wesołków, który zawsze ma coś do dodania. Kyler Kelly mówi: No to skoro jeden gitarzysta to i drugi musi się ujawnić. Kyler Kelly, gitara prowadząca dla tej całej bandy wariatów zwanej Lost Empire, siemanko! Jack Müller mówi: Cześć wam, to ja - Jack. *uśmiechnięty ukłonił się do kamery w studiu* - Dzięki Vinnie za zaproszenie. Mam nadzieję, że ta rozmowa rozmyje niektóre wątpliwości, jak i zaciekawi naszych słuchaczy. Cassius Arceneaux mówi: Heyy, tutaj Cassius-Bębniarz-Arceneaux, ten który zawsze się wydurnia niezależnie od sytuacji, o czym Jack doskonale wie. *zaśmiał się nieznacznie pod nosem* - Również mam nadzieję, że rozwiejemy pare wątpliwych chmur i pogadamy o... rzeczach, phe. Zack Tash mówi: A z tej strony Zack, brat Raze'a jak i nowy nabytek zespołu. *zaśmiał się pod nosem* - Zapewne podczas wywiadu sam dowiem się sporo o przeszłości zespołu, a to akurat strasznie mnie ciekawi *uśmiechnął się*. Jack Müller mówi: O nowym nabytku powiedziałeś młody szybciej ode mnie. *także zaśmiał się, wtrącił dodatkowo* - Szybko się uczysz. Vinnie Rose: *także krótko się zaśmiał, rozglądając się po gościach dodał finalnie* - Okeeej, panowie. Mniemam, że to chyba wszystko w ramach wstępu. No chyba, że się mylę. Chcecie jeszcze coś dodać czy zaczynamy? Cassius Arceneaux mówi: Nie ma co, lećmy z tematem! Vinnie Rose: Super. W takim razie lecimy, nie ma na co czekać. Myślę, myślę... chyba zaczniemy od tego pytania. *spoglądając w kartkę, kontynuował* - Czym była spowodowana ostatnia przerwa, ten przestój w funkcjonowaniu waszej kapeli? Czy odpowiedzi na to pytanie możemy szukać w jednym z dawnych postów, który poruszał temat ciebie, lidera? *rzucił chwilowo wzrokiem na J.Muller* - Nie wszyscy pewnie kojarzą, nie wszyscy pamiętają - był to post mówiący o tobie i o tym jak samotnie spożywasz alkohol na ławce. Bądźmy szczerzy - nie napawało to entuzjazmem, wręcz przeciwnie. Taki obraz wzbudzał niepokój. Czy to był główny powód, a może jeden z wielu, będących przyczyną wcześniej wspomnianej przerwy? Co możecie nam na ten temat powiedzieć? Jack Müller mówi: Nie będę tego ukrywać, gdyż moi przyjaciele z zespołu, jak i rodzina z Astaroth wie, że nie stroniłem od alkoholu. Wspomniana sytuacja miała akurat miejsce w trakcie mojej przejażdzki rowerowej, miałem wtedy dość trudny okres w związku ze swoją byłą kobietą. Ciężko było mi przebywać w mieszkaniu, ale czy ma to związek z przerwą w zespole? Niestety muszę powiedzieć, że tak. Po pewnych sytuacjach do których doprowadzałem będąc pod wpływem stwierdziłem, że jedynym rozwiązaniem dla mnie jest odwyk i na takowym też... wylądowałem? Nie wiem jak to nazwać, gdy sam się na niego zapisałem. Po prostu potrzebowałem kogoś nad głową z potocznym kijem. Osoby, która mnie nim zdzieli jeśli najdzie mnie chęć. Na ten moment jestem już trzy miesiące czysty, jeśli chodzi o jakikolwiek alkohol. Jeśli chodzi o ogólny powód tej przerwy, powiem tak: z rodziną najlepiej na zdjęciach - mój brat Felix, Jessamine i Nikki byli osobami z którymi zaczynałem to wszystko. No i oczywiście pomiędzy mój przyjaciel - Cassius, który do dziś przygrywa nam na bębnach, a w tej chwili siedzi od mojej prawej strony. *krótko spojrzał na Cassiusa, uśmiechając się* - Jessamine miała swoje powody, żeby odejść, tak samo zresztą jak Felix i... Nikki niestety również skończył na odwyku alkoholowym, z przymusu. Pamiętam jak jego jedynym warunkiem zagrania koncertu była butelka przy klawiszach. *zaśmiał się pod nosem, kiwając głową na boki* - Byłem wtedy w lekkiej rozsypce, poszukiwania nowych członków trochę trwały. Parę osób po drodze się przewinęło, ale na ten moment mam nadzieję, że nasz skład pozostanie nienaruszony, ponieważ razem z chłopakami - idealnie rozumiemy się w trakcie naszej pracy. *lekko uśmiechnął się pod koniec wypowiedzi, przy tym także - rozglądając się po reszcie* Vinnie Rose: Dzięki za naprawdę wyczerpującą odpowiedź, to trzeba przyznać - wyczerpującą. Właśnie takich odpowiedzi oczekują fani, słuchacze no i ja zresztą też. *uśmiechnął się szerzej, kontynuując* - Czyli jako powody tego przestoju w funkcjonowaniu Lost Empire możemy wymienić twoje problemy osobiste, kiedy to byłeś w rozsypce. Oprócz tego niestety z różnych powodów odpadli inny członkowie. Cieszę się, podejrzewam, że nie tylko i ja, że podjąłeś jakieś kroki w kierunku walki z alkoholizmem, czy też po prostu ruszyłeś z pewnymi kwestiami życiowymi, które skłaniały cię do nadużywania. W końcu wasza działalność dzięki temu też odrodziła się. Dobrze, w takim razie myślę, że możemy przejść dalej. *rzucił chwilowo okiem na kartkę, kontynuując* - Pytanie dość ogólne, natomiast podejrzewam, że fani i słuchacze, w tym także ja - otrzymamy odpowiedź ze szczegółami. *zaśmiał się, po czym dodał* - Jak wygląda u was proces twórzy? Wiecie, tak od zaplecza parę słów, jakbyście mogli wtrącić. Kyler Kelly mówi: Cóż... przy dużej większości utworów, pierwsza myśl przychodzi zazwyczaj od Jack'a. Streszcza nam krótko pomysł: "Chłopaki, mam pomysł taki i taki", rzuca nam napisany tekst i dostajemy wtedy pełne pole do popisu. Często też sam wskazuje jasny kierunek, co mamy robić, a wtedy już wszyscy bierzemy się w pełni do roboty, razem z Raze'm siadamy i zaczynami tworzyć linie gitar, Cass schematy bębnów i tak dalej. Często tworzymy kilka próbnych wersji utworu, które następnie gramy razem w naszym garażu, nanosimy poprawki no i... dzieje się wtedy prawdziwa burza mózgów. *zaśmiał się krótko* - I tak wybieramy finalną wersję, którą już zostawiamy, choć muszę ci przyznać, Vinnie, oraz wam słuchacze - wielokrotnie dopieszczamy jeszcze nasze utwory, nawet kiedy są już uznane za gotowe. *po raz kolejny zaśmiał się, nieco ciszej* Cassius Arceneaux mówi: W zasadzie jest to... kwestia prób i błędów. Co pasuje, a co jest do napisania od nowa. Ewentualnie co może być do finalnych szlifów. Piękno tego polega na tym, że... hmm. Nie ma opcji by stworzyć, czy nawet zagrać idealnie tą samą rzecz. Jack Müller mówi: No i jeśli mogę coś dodać siebie, może i jestem tym wizjonerem, ale poniekąd taka jest moja rola. Teksty utworów zazwyczaj piszę pod napływem jakiś emocji, albo na podstawie sytuacji z życia wziętych, tak jak nasze ostatnio wydane Past Reflections jest swojego rodzaju spowiedzią z mojej przeszłości alkoholowej. Wcześniej również odpowiadałem za gitarę basową, natomiast teraz brzemię to spadło na Zack'a. Raze Tash mówi: Czasem też jest tak, że ja mam inną wizję na dany utwór ze strony gitary. Do tego Kyle ma inną wizję, i tak jak przedmówcy wspomnieli - szukamy wtedy tego złotego środka i dopieszczamy jak tylko możemy dany kawałek. Vinnie Rose: Rozumiem. Osobiście wychodzę z założenia, że jeżeli tworzy się treści, które są sztuką, a przynajmniej chcemy je tak nazywać - powinny one płynąć z emocji, prosto z serca. I ja osobiście taką sztukę traktuje jako tą autentyczną, prawdziwą, a nie stworzoną w celach zarobkowych. Swoją drogą widzę, że na podstawie tego, co mówisz, Kyler... *rzucił okiem na K.Kelly, od razu po tym kontynuował* - Jack posiadając tytuł lidera, rzeczywiście gdzieś swoim działaniem wpasowuje się w zakres posiadania tego miana. Chyba dobrze jest mieć dowódcę, który wie co robi i sprawdza się w swojej roli, co? *zaśmiał się cicho, kontynuując wypowiedź* - Dobra. Pytanie, tak samo jak poprzednie, wydaje mi się, że zostało przez was wyczerpane. Także co, chyba nie ma na co czekać, hm? *przez moment rzucił wzrokiem na kartkę, następnie wrócił nim na członków kapeli, ponownie dodając* - Czy muzyka przynosi wam satysfakcjonujące zyski? Post Celebrity Preview trochę ostatnio namieszał. Jak to z tym w końcu jest. Jesteście w stanie utrzymać się robiąc tylko muzykę, czy jednak nie? Jak wyglądają realia na tym pułapie? Jack Müller mówi: Oj, Vinnie... *uśmiechnął się, po czym zaczął się śmiać, dodał następnie* - większość pieniędzy, jakie dostaniemy to inwestujemy dalej w rozwój zespołu. Sprzęt, oprawa, ogólnie logistyka... czy dałoby się z tego wyżyć? Oczywiście że tak, ale nawiązując do ostatniego postu - też jesteśmy ludźmi. Każdy ma czasem dryg do robienia czegoś poza całą otoczką. Czy to należy hańbić? Oczywiście, że nie! Szanuję ludzi bez znaczenia na to, jaką pracę wykonują i jeśli chcą to robić, to bardzo dobrze, a co do całej sytuacji - wydaje mi się, że tutaj powinien wypowiedzieć się główny, zamieszany w tą akcję. *kiwnął głową w stronę Cassius'a* - Sam mimo wszystko byłem lekko zaskoczony, gdy go tam pierwszy raz zobaczyłem. Cassius Arceneaux mówi: Wiesz co, na pewno nie można powiedzieć, że nic z tego nie ma. To byłaby kosmiczna ściera. Za to, co również jest kosmiczne - to wyobrażenia ludzi na temat tego, ile tak naprawdę pieniędzy się na tym zarabia. Jak też Jack wspomniał, większość pieniędzy wkładamy w dalszy rozwój. Sprzęt, mniejsze lub większe naprawy naszej piwniczki, w której pogrywamy, czy też po prostu zwykłe codziennie wydatki. Faktycznie przez ostatni czas nie było u mnie kolorowo, dlatego znalazłem się w Moka. Wykonywałem tam pracę bardzo podobną do tej, jak w niejakim Hakaelu należącym kilka miesięcy temu do Fehu i Eelisa. Mogłem poprosić chłopaków o pomoc, aczkolwiek uważam, że tyle, ile jestem w stanie znieść sam, to po prostu skupiam się na tym i nie narzekam, że jestem pępkiem świata. Praca jak każda inna, totalnie nie widzę powodu, aby jakkolwiek się tego czepiać. Mimo wszystko każdy jest człowiekiem - każdy ma gorsze chwile, ale to, czy sam podejmiesz kroki w kierunku poprawy sytuacji, to TYLKO i wyłącznie twoja osobista decyzja, zależna w stu procentach od ciebie. Vinnie Rose: Rozumiem. Komentując kwestię, którą poruszyłeś na początku, Cassius. Jedni myślą sobie, jakoby miało się zarabiać w tym kosmiczne sumy, tak? Mniemam, że spotkałeś takich ludzi, skoro o nich wspominasz. A drudzy za to wychodzą z założenia, chociażby na podstawie widoku twojej osoby we wcześniej wspomnianej kawiarni - że najwyraźniej nie zarabia się nic w muzyce, na tym pułapie, na którym jesteście. Nic, a nic! *zaczął się śmiać, po chwili kontynuował* - Ajj, hahahah. Taaak, ludzie lubią popadać w skrajności, co? Mniejsza z tym, wracając - myślę, że w kontekście tego, co powiedziałeś, można poprostu wspomnieć o uniwersalnej prawdzie, o uniwersalnej prawdzie? Emm, chyba można to stwierdzenie podpiąć, mianowicie: prawda zawsze leży gdzieś po środku. No dobra, prawie... zawsze! Natomiast w tej sytuacji myślę, że leży po środku. Hmm, chyba przejdziemy do następnego pytania. Nie przedłużając, czemu macie taki przemiał osób w zespole, a przynajmniej w ostatnim czasie? O jednej osobie wspomniał nam na początku Jack, a co z resztą? Osoby które odeszły, nie dogadywaliście się z nimi? Wynikły po drodze jakieś trudności w komunikacji, we współpracy? Z czego to wynika? Jack Müller mówi: Nie chce rozciągać zbyt tematu Jessamine - na ten temat jedynie mógłby wypowiedzieć się Cassius, ale po prostu uszanuję również jego prywatne zdanie jak i życie. Natomiast Felix, mój brat - najprościej w świecie mówiąc, jak człowiek stwierdził, że to nie dla niego. Przez krótki okres była również u nas gitarzystka - Alice Winter, która w wolnych chwilach zajmowała się fotografią. Finalnie przeszła całkowicie na robienie zdjęć, gdyż nie czuła tego wszystkiego. No i przez krótki moment mieliśmy zastępstwo za Jessamine - Taylor Feyrey - miała głos jak anioł, a zarazem jak diabeł, lecz nasze drogi też się rozeszły - z jakich powodów? Szczerze nawet ciężko mi powiedzieć, po prostu się to nie kleiło w całość. Cassius Arceneaux mówi: Na pewno czego nie można zapomnieć to fakt, że to właśnie Jess pierwsza wyskoczyła z inicjatywą założenia Lost Empire. Prawodopodobnie gdyby nie ta porywka, jest spora szansa na to, że by nas tutaj dziś nie było z tobą, Vinnie. Jack Müller mówi: Racja, to ona jako pierwsza mnie do tego namówiła, jak wszyscy jeszcze pracowaliśmy za barem w Hakaelu. Nadal mam mieszane uczucia po tym wszystkim, w sensie co do tego, że nie została z nami do teraz. Vinnie Rose: Rozumiem, w porządku. Niektóre szczegóły zazwyczaj zostawia się w pewnym gronie, a czasami i zabiera nawet do grobu. Także nikt nie powinien się obrażać za to, że nie o wszystkim, uwzględniając każdy detal mówimy. W takim razie zostawiając ten wątek, możliwie najbardziej wyczerpany jak się da, przejdźmy dalej. Następne pytanie. Powiedzcie proszę, jak to jest, jak czujecie się, będąc rzuconym w dość szybkim czasie na głęboką wodę? Bo z tego co się orientuje to ledwo byliście rozpoznawalni w podziemiu, a zaraz po tym można było was usłyszeć i zobaczyć na festiwalu Alterdome, co swoją drogą można nazwać sukcesem. Ale jak wy, na dzień dzisiejszy, czujecie się w ramach tego gwałtowanego przeskoku? Cassius Arceneaux mówi: Na pewno było to ciekawe i niezapomnane doświadczenie - wylądować na liście Alterdome, ledwo raczkując. Mimo pozorów daliśmy z siebie wszystko i... w zasadzie myślę, że nie mam tu jakoś dużo do dodania. Miło to wspominam, jeszcze w oryginalnym zestawieniu. Jack Müller mówi: Czy byliśmy rzuceni na głeboką wodę? Trochę tak, nasz pierwszy koncert miał miejsce na supportcie przed Soul Evisceration w Hakaelu, a zaraz po nim pojawił się festiwal Alterdome. To był moment w którym nabraliśmy wody w usta, zarazem nie chcieliśmy się nią zachłysnąć. I chyba nic nam po nim nie odbiło. *zaśmiał się pod nosem krótko, po czym kontynuował* - Ale pamiętam te czasy, jak ledwo zaczęliśmy i już pojawiały się pierwsze osoby, które chciały nami zarządzać. Później o jednej z takich osób nawet pojawił się utwór Reality Check we współpracy z moim przyjacielem, Seth'em Dagaardem. Ale wracając do meritum - rzucając nas na głeboką wodę, zarazem rzucono nas w nurt którego nie powstrzymaliśmy, ponieważ było od nas wymagane coraz większe działanie, a z czasem finalnie się podtopiliśmy przez wcześniej wspominane już sytuacje. Kyler Kelly mówi: Sam od siebie mogę dorzucić jedynie, że miałem wtedy okazję oglądać chłopaków na scenie będąc w tłumie pod nią. Czasem zabawnie pomyśleć, że przeszedłem od oglądania ich spod sceny do grania z nimi ramię w ramię. *dodał po Jack'u, przy tym przyjmując szeroki uśmiech na twarzy* Cassius Arceneaux mówi: Yea, mimo wszystko dzielnie to znieśliśmy i nie odbiło nam po tym. A nawet wręcz przeciwnie! Teraz po powrocie mocno skupiamy się na jakości materiałów. Na tym jak wszystko działa i funkcjonuje. Najzwyczaniej przyjęliśmy fakt, że wyrastamy z miana ulicznych grajków na supportach, czy jako przerywniki na większych eventach pokroju Alterdome. Vinnie Rose: *zaśmiał się krótko po czym uśmiechnął, następnie dodał* - Okeeej, super. A skoro już temat koncertów poruszamy, czy koncert w Hakael zwiastuje powrót do regularnego grania? I... mówiąc o wszystkich koncertach, który moglibyście wyróżnić jako ten wyjątkowy? Ten, który zapadł wam w pamięć szczególnie? Jack Müller mówi: Zacznę jako głowa tej całej zgrai. Tak, mamy plany grać dalej, nie zatrzymujemy się, nawet mamy już dogadane jedno miejsce w mieście, ale z tym poczekamy na oficjalne ogłoszenie. A jeśli chodzi o nasz ulubiony występ? Wydaje mi się, że już wspominany Alterdome - z powodu publiczności, tak licznej i energicznej. Nic nie przynosi mi takiej radości jak widok szczęśliwych słuchaczy. Cassius Arceneaux mówi: Hmm... ja myślę, że za takie swoje oczko w głowie mimo wszystko uważam ten Support przed Souls'ami w Hakaelu. Było to pierwsze nasze wyjście do ludzi z naszej nory i coś innego niż wrzucanie ujęć z garażu na VTube. Oczywiście nie ujmując tutaj Alterdome, bo to jak już wcześniej wspomniałem - również pozostanie niezapomniane. Vinnie Rose: Skoro wątek koncertów wyczerpaliśmy to może przejdźmy szybko jeszcze do treści. Macie jakieś plany wydawnicze na najbliższy czas? Jakieś konkretne informacje? Dla słuchaczy, szczególnie dla fanów? Jack Müller mówi: Chciałbym, żeby bracia Tash przestali siedzieć cicho. *śmiejąc się chwilowo zawiesił wzrok na Zack'u i Raze'ie* - Ale w tym wypadku też chyba muszę się wypowiedzieć - ostatnio wypuściliśmy Past Reflections, mamy jeszcze gotowe cztery utwory, które czekają na swoją premiere, ale to z czasem przyjdzie na nie swoja pora. Małymi krokami będzie nadchodzić nasz kolejny album, więcej informacji na ten moment nie udzielam, jedynie mogę dodać, że po mału nie wyrabiam z oddechem śpiewając, co mogą potwierdzić panowie siedzący koło mnie. Raze Tash mówi: Generalnie co do przyszłości i tego, co planujemy, to czasem powiem za dużo. *patrzy na Jack'a z dozą niepewności* - Nie wiem czy mogę to powiedzieć, bo to były tylko plany, ale dla tych, co lubią jakieś spoilery, to powiem: jest możliwa trasa koncertowa, ale co i jak dokładnie - szczegółów nie zdradzam. Vinnie Rose: Mhmm. Aaa... co możecie powiedzieć o wyglądzie aktualnej sceny muzycznej? W głównej mierze liczę na odpowiedź w kontekście waszej sceny. Waszego podwórka i gatunku, ale jeżeli macie ochotę dodać coś poza tym obszarem - zostawiam wolną rękę. Jack Müller mówi: Co chłopaki, mam zacząć? *zaczął się rozglądać po twarzach swoich kumpli, przy tym podśmiechując* Raze Tash mówi: Zaczynaj, Jack. Cassius Arceneaux mówi: Dajesz, phahah. Jack Müller mówi: Niestety, albo i stety - jeśli chodzi o scenę muzyczną naszego gatunku to wszyscy jesteśmy spod szyldu Astaroth - ciężko byłoby mi mówić tak, żeby nie zostało to odebrane jako... wylizywanie komuś. *w reakcji na własne słowa wybuchł krótkim śmiechem, po chwili kontynuował dalej* - Dagaard, Soulsi, Moxxy, Asami - nie mam jak wypowiadać się na temat ich muzyki, ponieważ znamy się prywatnie. Wszyscy wiedzą, że bardzo się lubimy. Chyba, że czegoś nie wiem to przepraszam. Ale jeśli mam mówić już o innych artystach, każdy tworzy swoją muzykę. Niektóra mi się podoba, niektóra nie. Jedyne co mi przeszkadza w tym wszystkim, to sztuczne pokazywanie się - kim to się nie jest, wywyższanie się nad innymi i po prostu tworzenie sztucznych sprzeczek w sieci, byleby było o tobie głośno. Nigdy nie rozumiem zdania: "Nieważne jak o tobie mówią, ważne by mówili." - Niestety ludzie są różni. Pokładam nadzieję w młodych artystach, ponieważ mogą wnieść coś świeżego na scene muzyczną i nie jestem osobą, która da im radę w stylu wokalisty System of a Down. Kto jest zagłębiony, ten wie o co mi chodzi. Vinnie Rose: Rozumiem. Mnie osobiście też nieco brzydzą zagrywki niektórych celebrytów, w cudzysłowiu artystów. Uważam, że własny wizerunek to rzecz święta, a ludzie są w stanie dewastować go, byleby zyskiwać popularność, a co za tym idzie - pieniądze. Na koniec jeszcze na moment wrócimy bezpośrednio do tematu Lost Empire, chciałem was jeszcze zapytać o to, emm... nagła zmiana logo zespołu jest powodem wcześniej omawianej rotacji, przemiału członków? Czy to może jednak zwiastun. Nie wiem, tej trasy? Nowego albumu? Jak to wygląda? Jack Müller mówi: Jest to coś w stylu odświeżenia? Mimo, że mam duży sentyment do naszego pierwszego logo to mimo wszystko czas leci, my się zmieniamy, nasz skład się zmienia. To wszystko potrzebowało już lekkiego odświeżenia i tak też finalnie się stało. Cassius Arceneaux mówi: Yea... jest to coś w stylu odrodzenia i powiewu świeżości, na znak, że wracamy. Vinnie Rose: Rozumiem. Z waszych wypowiedzi wynika w takim razie, że jest to po prostu potrzeba odświeżenia. Potrzeba podkreślenia tego, że wracacie, po prostu. Super. Zostało przed nami ostatnie pytanie, dotyczy ono dość ciekawej kwestii, mianowicie: Skąd pomysł na format "How to play with Lost Empire"? Ile zajmuje wam praca nad jednym takim materiałem? Kyler Kelly mówi: How to play to znów jeden z pomysłów Jack'a. Pierwszy materiał był całkowitym krokiem w nieznane, szukaliśmy pomysłu na coś nowego, świeżego. Na coś, co obudzi nieco Lost Empire i tu pojawił się pomysł na ten materiał. Pierwszy dodam, że nagraliśmy to we dwójkę bez jakiegokolwiek przygotowanego planu - czysta improwizacja przed kamerą. Myślę jednak, że i tak nie wyszło nam tak źle, jak mogło wyjść. Drugi materiał z tej serii to już totalnie inna rozmowa. Przygotowaliśmy wstępny zarys materiału, podzieliliśmy wszystko na sensowne partie i przede wszystkim - zaangażowaliśmy w to resztę zespołu. Jack Müller mówi: No tak, mój pomysł - jak zwykle, ja ten odpowiedzialny. *zaśmiał się się przez moment, dodał* - Wydaje mi się, że "How to play with Lost Empire" to nasz strzał w dziesiątke. Może nie trafimy do kogoś naszą muzyką, ale ściąga to osoby chcące się uczyć gry. I o to chodziło mi w tym całym zamyśle - dawać radość z muzyki ogólnie innym, a zarazem, żeby sami mogli z niej coś dla siebie czerpać. Na dniach pojawi się również kolejny odcinek, gdzie na tapetę bierzemy utwór Vein. Vinnie Rose: Muszę przyznać, że zamysł uczenia ludzi gry na gitarze, uczenia ludzi swoich kawałków, robiąc to jako rozpoznawalna, znana kapela - wow, naprawdę wow. Byłem pod dużym wrażeniem gdy się na to natknąłem. To wielka nowość, pewien przełom? Jeszcze nie spotkałem się z czymś takim. Sam wiele, naprawdę wiele lat temu uczyłem się grać na gitarze i kiedy chciałem się nauczyć jakiegoś utworu, uczyłem się go od jakichś grajków, internetowych nauczycieli, którzy często też znali jedynie kombinacje będącą imitacją tej prawdziwej, oryginalnej. Wychodziły z tego dźwięki złudnie podobne, na pozór takie same, a jednak - w rzeczywistości się różniły. *uśmiechnął się szeroko, kontynuując* - I myślę, że tym akcentem zakończymy dzisiejszy program. Lost Empire, będące zespołem, powiedzmy sobie szczerze rozpoznawalnym - mógłby zgłupieć z tytułu sławy, a jednak nawiązuje interakcje z fanami. Po przerwie pełnej problemów i trudności wstaje z kolan, przyjmując wyprostowaną pozycję i zdecydowanymi krokami idzie przed siebie - zdobywać świat. To niesamowicie budujące, w szczególności dla waszych fanów, których macie nie mało. Z pewnością. Oczywiście na koniec przekazuje wam głos, aby pożegnać się i ewentualnie dodać coś od ciebie. Proszę bardzo, kto zaczyna? Raze Tash mówi: Ja zaczynałem, więc może od końca? Zack? Zack Tash mówi: Jasne. Na pożegnanie chciałbym podziękować chłopakom za wzięcie mnie pod swoje skrzydła, jestem im za to bardzo wdzięczny. Dzięki nim rozwijam swoją pasję, która jest ze mną od dziecka. Co więcej mogę powiedzieć? Do zobaczenia na scenie! *uśmiechnął się w stronę zespołu* Cassius Arceneaux mówi: Soo... podsumowując. Dziękujemy za zaproszenie, Vinnie. Jak i również za miłe słowa, a co do naszych odbiorców, wyczekujcie nadchodzących projektów, bo serio jest na co czekać. Jak już Jack wspominał wcześniej, ostatnio prawie musieliśmy zbierać jego płuca z ziemi. *zaśmiał się po swojej wypowiedzi, kiwnął głową w kierunku Jack'a* Jack Müller mówi: Po tych ostatnich słowach Vinnie'go trochę zaniemówiłem. Vinnie, dziękuję ci jeszcze raz bardzo za zaproszenie! *odwrócił wzrok do kamery* - A wam słuchacze, dziękuje za wszystko - pamiętajcie, to my jesteśmy dla was, nie na odwrót. Kyler Kelly mówi: Cóż, ja dziękuję wszystkim słuchaczom, szczególnie tym, którzy dotrwali do końca słuchając naszych wypocin. *zarechotał krótko* - Ogromne dzięki, Vinnie. Za zaproszenie, no i przede wszystkim dzięki dla chłopaków! Za możliwość bycia częścią tego projektu. Oczywiście widzimy się ludzie na kolejnych koncertach! Raze Tash mówi: Nic nowego nie dodam, koledzy, a bardziej... moja nowa rodzino. Wszyscy dodali już wszystko, co można było powiedzieć, więc... Vinnie, dziękuję! Wam widzowie i słuchacze tym bardziej! Bez was nie byłoby nas, peace!! *pokazał znak pokoju* Vinnie Rose: Zack, Cassius, Jack, Kyler, Raze - to persony, filary stanowiące aktualny obraz Lost Empire. To artyści, którzy tworzą sztukę autentyczną. Tworzą treści, które powstają w wyniku emocji, prawdziwych zdarzeń. To artyści którzy nie poświęcają swojego wizerunku dla sławy i pieniędzy. Jeżeli tak by było, zapewne słyszelibyśmy wielokrotnie o nich w ploteczkach. *zaśmiał się głośniej, po czym kontynuował* - Jeżeli cenicie sobie takich artystów, właśnie jak oni, to warto im się przyjrzeć bliżej. Dzisiejszego wieczoru w naszym studiu miałem ogromną przyjemność gościć, jak już wcześniej wspomniałem - zespół Lost Empire, w pełnym składzie. Tejże gościnie towarzyszyły wyczerpujące, obszerne odpowiedzi na myślę, że ciekawe pytania. Jako osoba prowadząca - mówił dla was Vinnie Rose. Wszystkim mieszkańcom, w szczególności Los Santoś życzę spokojnej, ale przede wszystkim bezpiecznej nocy! Do usłyszenia, mam nadzieje wkrótce! Chcesz dołączyć do zespołu działu Daily News? Kliknij w reklamę i złóż aplikację!6 polubień
-
**W szeregi salonu dołączyła nowa twarz związana z makijażem i strefą pielęgnacyjną Chiara Grossi. Jest utalentowaną wizażystką i kosmetologiem z Włoch, która przeniosła się do Los Santos, aby spełniać swoje marzenia. Zna się na najnowszych trendach i technikach w makijażu i pielęgnacji skóry, a także na najlepszych produktach i narzędziach. Kobiety mają wielkie plany na rozwinięcie miejsca oraz szerszy zakres usług.** https://li.v-rp.pl/post/59446_czesc-kochani-mamy-dla-was-fantastyczna-nowine-do-naszego-salonu-ile-de-stylo-w.html6 polubień
-
6 polubień
-
Written by Ethan Parker - DAILY GLOBE 10/02/2024 PRZEJMUJĄCY INCYDENT W MORNINGWOOD: BLIŻSZE SPOJRZENIE NA ŚMIERTELNY WYPADEK NA BULWARZE MORNINGWOOD. Niewielka dzielnica Morningwood, usytuowana w malowniczej południowej części Los Santos, stanowi oazę spokoju i uważana jest za jedno z bezpieczniejszych miejsc w mieście. Tutaj rzadko zdarzają się poważne incydenty, a codzienne życie mieszkańców toczy się w harmonii i spokoju. Jednakże, spokój tej dzielnicy został przerwany tragicznym wydarzeniem na bulwarze. Miejsce, które dotychczas kojarzyło się z idyllicznym stylem życia i bezpieczeństwem, stało się areną dramatycznego wypadku, który wstrząsnął społecznością i pozostawił trwały ślad w sercach mieszkańców. W niniejszym artykule przyjrzymy się jednemu z ostatnich śmiertelnych wypadków, aby lepiej zrozumieć jego przebieg i zastanowić się nad długofalowymi skutkami, jakie pozostawił w społeczności Morningwood. Morningwood to jedna z zamożnych dzielnic klasy wyższej w mieście Los Santos. Znana głównie z luksusowych rezydencji oraz ekskluzywnych firm, w okolicy znajdują się także teatry, oferujące wyjątkowe doświadczenia kulturalne. Dzielnica jest zorganizowana w pas ziemi biegnący z północy na południe. Główna droga, Morningwood Boulevard, obejmuje okoliczne firmy na południowym krańcu ulicy oraz domy na północy. Morningwood jest podzielone na dzielnicę mieszkaniową i biznesową. Niestety, idylliczny wizerunek Morningwood został nadszarpnięty tragicznym wypadkiem na Bulwarze Morningwood. Miejsce to, dotychczas znane ze spokoju i wyrafinowanego stylu życia, stało się świadkiem dramatu, który wpłynął na życie wielu jego mieszkańców. Tragiczny incydent na bulwarze Morningwood rozegrał się w nocy z ósmego na dziewiątego lutego, kiedy większość mieszkańców jeszcze spokojnie drzemała, a uliczny ruch stopniowo zanikał. Zgodnie z relacjami świadków, doszło do zderzenia między radiowozem Los Santos County Sheriff's Department a innym pojazdem osobowym. Po kolizji radiowóz stanął w płomieniach, zwrócony dachem do góry. Szybko rozwijający się pożar utrudniał dostęp do rannego funkcjonariusza. Po przybyciu strażaków na miejsce zdarzenia, ich pierwszym zadaniem było ugaszenie pożaru, który opanował radiowóz. Niestety, ogień był tak intensywny, że strażacy nie mogli od razu dostać się do rannego zastępcy. Ostatecznie, po intensywnej walce z płomieniami, udało się ugasić ogień i umożliwić dostęp dla służb ratunkowych. Niestety, pomimo podjętych działań, funkcjonariusz zmarł na miejscu wypadku. W tej sprawie wypowiedział się również Public Information Officer: Po dojeździe na miejsce incydentu nasi strażacy zastali płonący krążownik LSSD, który leżał na dachu. Brak dostępu do poszkodowanego zastępcy oraz silnie rozwinięty pożar uniemożliwiły szybkie dotarcie do rannego, który spłonął w palącym się samochodzie Strażacy ugasili pożar i umożliwili dostęp dla zespołu koronerów. - relacjonuje Matthew Bornsky, PIO z siedziby głównej Los Santos Fire. Tragiczny wypadek na bulwarze w Morningwood pozostawił trwałe piętno w społeczności. Mieszkańcy miasta są wstrząśnięci tym zdarzeniem i żałują utraty życia zastępcy. Wiele pytań pozostaje bez odpowiedzi - jak doszło do tego wypadku? Czy można było go uniknąć? Jakie konsekwencje będzie miało to zdarzenie dla służb agencji LEA? Niezależnie od odpowiedzi na te pytania, tragedia ta powinna stanowić przypomnienie o niebezpieczeństwach, jakie czyhają na nas na drogach. Wszyscy powinniśmy być bardziej świadomi i ostrożni za kierownicą, przestrzegać przepisów i dbać o bezpieczeństwo siebie i innych. Tylko w ten sposób możemy przyczynić się do zmniejszenia liczby wypadków i tragedii na naszych drogach. FOTORELACJA Z ZDARZENIA:6 polubień
-
[Biznes/Warsztat] KDA Workshop
Martynkaa i 4 innych polubił temat przez wiechusuko
**Ze względu na brak ruchu w godzinach nocnych, Theo postanowił wziąć sprawy w swoje ręce i posprzątać bajzel na warsztacie**5 polubień -
5 polubień
-
Projekty organizacji Wei Wen Tong [Frankie Clothes] Textile City Chinese Influence Baby Chu Toni "Analize" Nuangren Save your car 鴉片 - Chinatown Lock the doors Flying money Yimu Oriental House Zhoe Handpoke Tattoo MAGICAL CURE OF YOUR PROBLEM; CHINAWORLD QUACKERY Scam Alert! Textile City: Pawn Shop HP - Wei Wen Tong Aktualizacja - wpadło kilka nowych projektów, pozdro.5 polubień
-
Ósmy luty dwa tysiące dwudziestego czwartego roku, deszczowe chmury opuściły miasto, na niebie pojawiło się promieniujące słońce. Zagrożenie powodziowe ustąpiło, a mieszkańcy odetchnęli z ulgą. Jedni postanowili napawać się piękną pogodą i spędzać czas na zewnątrz, inni jednak wybrali inną formę aktywności. Właścicielka czerwonego Grotti Turismo Omaggio niestety należała do tej drugiej części, kiedy postanowiła odbyć trening biegowy na bieżni w siłowni Bonsai Gym, nieopodal Małego Seulu. Trening trwał w najlepsze, a w tym czasie złodzieje nie próżnując wzięli się za kradzież czerwonego supersamochodu. Sprawca, ubrany w kompletny kombinezon firmy BUGSTARS podjechał na parking na czarnej BF400, pozbawionej tablic rejestracyjnych. Podbiegł do samochodu z czarną walizką w ręku, a po kilkunastu sekundach otworzył pojazd, wsiadł do niego i odjechał z miejsca. Analizując kamery z okolicy można wyznaczyć trasę czerwonego grotti, które wyjeżdżając z parkingu na Calais Avenue w kierunku północnym, prędko odbiło w Vespucci Boulevard. Na skrzyżowaniu wcześniej wymienionej drogi z Popular Street pojazd odbił na północ. Tam, w pobliżu garaży i hangarów trop się urywa. FAKTY: złodziej miał na sobie pełen kombinezon firmy dezynsekcyjnej bugstars - co za tym idzie ciało było w pełni zakryte, identyczny kombinezon użyty był wcześniej w innym przestępstwie, bordowy sultan ze spojlerem, również bez tablic rejestracyjnych podjechał na miejsce kradzieży kilka minut po odjeździe turismo. Wyskoczył z niego facet ubrany identycznie jak złodziej, który zabrał motocykl z miejsca. Kierowcą sultana był facet, który jak się mogło okazać po dokładniejszej analizie kamer CCTV nosił soczewki w kolorze zielonym, drogi przebyte przez Sultana, motocykl BF400 jak i Turismo Omaggio były identyczne. Zmieniał się tylko kierunek trasy.4 polubienia
-
Marlowe Beach Cafe Jest to kolejny punkt spod szyldu MARLOWE mieszczący się w dzielnicy Chumash, Los Santos, który urokiem obiektu przyciągnie nie jedną zakochaną parę, czy też pozwoli odpocząć po ciężkim dniu przy zachodzie słońca oraz bryzą morza. Urokliwe miejsce nad brzegiem wody, które kusi swoją wyjątkową atmosferą i pięknym widokiem na morze. Położony tuż przy prywatnym molo, nasz bar zapewnia niepowtarzalne doznania. Główną atrakcją lokalu są niezrównane kawy przygotowywane przez doświadczonych baristów, którzy perfekcyjnie znają się na sztuce przyrządzania tego aromatycznego napoju. Od tradycyjnych espresso po nowoczesne latte czy kreatywne kawy z dodatkami, każdy miłośnik kofeiny znajdzie tu coś dla siebie. Niewątpliwą dumą baru jest także oferta alkoholi marki MARLOWE, która zachwyca nie tylko swoją jakością, ale również unikalnymi smakami, które skradają serca miłośników alkoholi wysokogatunkowych. Marlowe Beach Cafe to miejsce, które wabi swą urodą i atmosferą nie tylko zakochane pary, ale również wszystkich poszukujących chwili relaksu i ucieczki od codzienności. Jest to idealne miejsce na romantyczny wieczór przy świecach, bądź na spokojne popołudnie z widokiem na błękitną przestrzeń morza. Menu LOKALIZACJA4 polubienia
-
NOMAD: ROAD WITH NO TURNING BACK
ps. Klima i 3 innych polubił temat przez mridoghoes
4 polubienia -
**Dnia 09.02.2024 równo o godz. 21;40 na oficjanym kanale rapera LIL SANT, pojawiła się EP która w ostatnim czasie dość często była przez niego zapowiadana. Samo wykonanie i jakość utworów jest na bardzo wysokim poziomie, ze względu na nagrywanie całego projektu w Studio ANGELS&DEMONS pod okiem takich artystów jak KELLY, MATTHEW PIERCE czy w ostatnim czasie wokalistka ELIROSE. Na jednym z kawałków całego projektu zagościli tacy artyści jak KELLY oraz ELIROSE z którymi od dłuższego czasu artysta mógł być widziany w różnych miejscach. Cały projekt jest podobny stylowo do pozostałej twórczośći artysty, lecz przesłuchując utworów z EP, można zauważyć że artysta próbuje bawić się swoim stylem.** (ᴏᴋᴌᴀᴅᴋᴀ) --------------------------------(ᴜᴛᴡᴏʀʏ)---------------------------------- (GENIUS LYRCIS) -----------------------------4 polubienia
-
Beginning & Character Overview Malia Yo Parris - our stylist & makeup artist. Urodzona 18 marca 2005 roku w słonecznym mieście - Miami, United States Of America. Młodsza siostra Gio Parris. Młoda kobieta ma dość personalizowany charakter, lubi dominować i trzymać swoje zdanie bardzo wysoko, ciężko ją zmanipulować i pokazać, że coś jest inne niż jej się wydaje. Od dziecka można było u niej zauważyć zainteresowanie strefą Beauty, zawsze lubiła dobrze prezentować się przed obiektywem a w szczególności zapewniać to innym osobom. Odnajdywała się zawsze wzorowo wśród grona odbiorców i znajomych, potrafiła bezproblemowo przystosować się do okoliczności, dzięki temu nie ma żadnego przeciwskazania, żeby ta nie miała kontaktów - zawsze dogaduje się z ludźmi pokazując sto procent siebie. Nie lubi rozmawiania na ogół tematu, lubi jak coś jest mówione wprost bez żadnych zbędnych rzeczy, kocha szczerość - jest zdania, że lepsza okropna prawda niż cudowne kłamstwo. Kobieta mimo twardego charakteru oraz temperamentu jest dobrym człowiekiem, który swoje zdanie ma w każdej sytuacji, umie zastosować każdą ze swoich twarzy do sytuacji jakie można przed nią postawić. Passions & Beginnings of work Pasja do ubrań została zauważona u kobiety przez jej mamę, kobieta uwielbiała kupować sobie nowe, nie zawsze drogie ubrania, aby tworzyć z nich ładne outfity, ciesząc się z tego co tak naprawdę robi - dlatego w teraźniejszych czasach kobieta nadal uwielbia to robić, nabyła więcej doświadczenia i umiejętności w temacie, dlatego bez zbędnych trudności potrafi idealnie wspierać strefę stylistyczna miasta. Pasja do całej branży Beauty kobieta nabyła przez swoje koleżanki, które wciągnęły kobietę bardziej w ten świat. Malia była fanką samonauki się, uważała to za najlepszy sposób na naukę. Lecz z biegiem czasu się to zmieniło i młoda lubi korzystać z poradników na te tematy. W dalszych planach na pewno chcę pójść na kursy oraz szkolenia z tematu. Media: Malia Yo Parris Wzmianki: x Informacje na temat postaci: Informacje dotyczące gry (dla opiekunów i graczy)4 polubienia
-
[Skarga/organizacja MONGOLS PACIFIC COAᛋT] boa
stokilowagi i 3 innych polubił temat przez Th3Pitterr
Okej. Postaram się być jak najbardziej rzeczowy i odpowiedzieć na zarzuty ze strony @boa. Zaskakujące jest to, że prowadząc ofensywne działania w stronę Mongols MC in game, jednocześnie próbujesz rozwiązać konflikt na forum. Podjąłem rzuconą nam rękawicę i z wielką radością chciałbym kontynuować konflikt naszych organizacji. Nie rozumiem dlaczego postanowiłeś wylać jakieś żale i paranoiczne wizje w dziale skarg, zamiast kontynuować grę. Ale nie to jest tematem twojej skargi, więc krok po kroku przejdę przez nią i wyjaśnię brednie. Po kolei: "Hipokryzja i lore serwera. Lider Mongols za każdym razem, gdy wypowiada się o naszym fikcyjnym MC dodaje wiele kąśliwych określeń, by pokazać swoją pogardę dla naszej koncepcji gry. Chce zaznaczyć, że stosujemy się do lore serwera i przestrzegamy zasad, które panują na serwerze. Nie gramy LA, Hollywood ani IRL klubów z silną pozycją w realnym świecie w przeciwieństwie do naszych przyjemniaczków z pacific coast. Jeśli lore serwera byłoby /worldowe/ to byśmy się do niego stosowali tak samo jak stosujemy się do /vajbowego/. Jest to nie na miejscu żeby jakiś wkurwiony facet interpretował i klasyfikował nas jako gorszych, bo nie jesteśmy tacy "amełykańscy". Grają IRL klub i przekładają jego potęgę na gierkę co jest niesamowitym fikolkiem i nie powinno mieć to miejsca. Gdyby jeszcze ich gra swojej wyimaginowanej pozycji serwerowej opartej na klubie z IRL zamykała się w ich kółku wzajemnej adoracji to nie stanowiłoby to problemu tak w naszej opinii narzucanie narracji statusu i wielkości ich organizacji jest jawnym PG na cały półświatek przestępczy, nie tylko MC grające na serwerze. W rozumowaniu Mongols, wszystkie organizacje oficjalne powinny się kłaniać im, ponieważ w RL liczebność klubu jest o wiele większa niż projektów autorskich na serwerze. Streetcredit na tym serwerze zdobywa się poprzez grę IC, a tworzenie tworu, który występuje IRL nie daje z góry statusu potęgi." Za każdym razem gdy wypowiadam się o waszym fikcyjnym MC dodaję wiele kąśliwych określeń, bo tak jak błyskotliwie wyczytałeś moje intencje, gardzę waszą koncepcją gry. Tak samo jak gardzę wieloma innymi koncepcjami gry, które według mojego gustu są po prostu warte pogardy. Niestety, za opinię i brak szacunku do gry jakiś autorskich tworów nie mogę zostać ukarany. A to czy się ze mną nie zgadzasz i prezentujesz zupełnie przeciwną wizję kreacji czegokolwiek na serwerze pozostaje w swerze opinii i głoszenia jej. Jak możesz stosować się do lore i zasad, których ten serwer nawet nie określa ściśle w żadnych publikacjach. Tutaj mamy potwierdzenie z ust a raczej spod palców opiekunki, że jednak: Nie gracie IRL klubów z silną pozycją w realnym świecie, bo najzwyczajniej w świecie gryzie się to z waszą wizją na autorski klub motocyklowy z mother-chapter w Teksasie, którego jeden osamotniony oddział-macka wykwita w San Andreas w styczniu tego roku i w niespełna miesiąc pozyskuje prawo do bottom rockera SAN ANDREAS. To jest dopiero nie samowity fikołek fabularny, który poruszył nawet obecnych opiekunów półświatka do wprowadzenia zasad, które pozwolą zwalczyć tak niesamowicie bzdurne i przefantazjowane kreowanie klubów motocyklowych w serwerowych realiach. - - - - - - (wycinki rozmowy Savy z graczami wybranymi do omówienia zasad serwerowych, najbliższych tym realnym; screeny oddzielone "-" jako osobne wątki, żeby nikt nie zarzucił mi fabrykowania rozmowy) Sam napisałem, że zakładam oddział Mongols MC, nie po to żeby mieć z tego jakiekolwiek korzyści czy przywileje albo krótszą drogę do statusu Organizacji Oficjalnej, a po to żeby zgodnie z obecnym standardem grać jak najbliżej realiów Los Angeles i całego So-Cal. Gdybym czynił Power Gaming wyborem Mongols jako organizacji, już dawno miałbym supplierów. A jednak nasze dwa podania na supplierów zostały odrzucone. Odrzucony został nawet ticket z prośbą o zwiększenie limitu wytrychów na rzecz projektu zarobkowego kradzieży motocykli. Więc jakiekolwiek fantazjowanie o naszych intencjach przy zakładaniu organizacji, innych niż chęć gry jednego z oddziałów najbardziej ikonicznego i kultowego klubu z So-Cal, są wyłącznie fantazjami graczy cierpiących na syndrom Jaxa Tellera i Sons of Anarchy. Jeśli już jesteśmy przy naszym wyborze, naszej kreacji fabularnej i calokształtcie naszej organizacji, to jak najbardziej uważam, że powinno się grać kluby realne, by wpasowywać się w aktualnie grane standardy. A standardy są oczywiste, większość organiacji to kliki realnych gangów z Los Angeles, fikcyjne rodziny należące do La Cosa Nostra, oddziały realnych klubów motocyklowych - przyjrzyjmy się półświatku przestępczemu Vibe: 1. GuttaGang (Grape Street Watts Crips) - Realny set gangu Crips. Temat usiany nawiązaniami do Los Angeles, projektu Jordan Downs, realnych nazw ulic. Odgrywający powiązania z La Eme, czy kartelu narkotykowego Sinaloa Cartel 2. San Fierro Crime Family - Co prawda fikcyjna rodzina mafijna, jednak należąca do struktur American Mafia (LCN) 3. White thugs from 818 (SFVP) - białoskóry gang San Fernando Valley Peckerwoods. Ponownie w temacie mowa o Los Angeles i Kalifornii. Sama nazwa odnosi się do realnego geograficznego obszaru w aglomeracji Los Angeles. 4. Cornbread Nation - The untold story of Homegrown Syndicate - Grupa należąca do Cornbread Mafia z Kentucky i jej losy w Blaine County. 5. Public Enemy Number 1 - Połączenie gangu ulicznego i więziennego (PEN1) - Odniesienia do Orange County i Południowej Kalifornii. 6. Hye Mafia; Armenian Power - Nawiązania do ścisłej współpracy z La Eme 7. Comanchero MC - Fikcyjny oddział realnego OMG z Australii, założony w San Andreas. 8. WAH CHING | WESTERN-SIDE 23 (WS-23) - W temacie mowa o Chinatown w Los Angeles. 9. Rabbit Gang ( E/S Playboys 13 ) - realny set latynoskiego gangu PBS13. W temacie znów mowa o Los Angeles, wzmianki o realnych ulicach i dystryktach. 10. Tiny Rascal Gang | Top RanK Gang - realny set gangu TRG. W temacie znów pojawia się Los Angeles, pojawia się Long Beach czy Oakland. 11. REᛋPECT FEW FEAR NONE | MONGOLS PACIFIC COAᛋT - realny oddział realnego OMG - Mongols MC, wywodzącego się i dominującego w Południowej Kalifornii. Przy takiej ilości frakcji odwzorowujących, czy też fabularnie ściśle powiązanych z realnymi grupami przestępczymi działającymi na terenie Kalifornii, można bezwzględnie wywnioskować, że całe lore serwera zbudowane jest o odzwierciedlenie Los Angeles i tamtejszego półświatka. Jeśli 11 organizacji przestępczych na serwerze odwzorowuje fabularnie i stylistycznie realne odpowiedniki, to głupotą jest twierdzić, że tylko moja organizacja odstaje od całokształtu. Gdybyśmy chcieli iść dalej, to obecne standardy półświatka stawiają na organizacje odwzorowujące jak najbliżej realizm. Powstają Discordy - skarbnice wiedzy o gangach i grupach przestępczych z L.A. Wszystko jest dokładnie researchowane i analizowane, a później przekładane na grę. Tak się gra w dzisiejszych czasach. Era h-rp i oragniazacji-gildii, które odgrywały jednooddziałowe kluby pokroju Sons of Anarchy dawno stanowią obiekt drwin, tak samo jak obiekt drwin stanowią Ballasi i Grove Street. Discord Gangland PL i całe archiwa wiedzy o przestępczości w realiach LA: A tutaj anglojęzyczny odpowiednik tylko nastawiony głównie na OMG: A wy dalej uważacie, że lepiej grać autorski klubik, najlepiej tak od zera ale w tydzień już zarobić bottom rocker San Andreas i grać potęgę światową a przynajmniej w San Andreas i uznawać, że nie ma w lore niczego ponad wami. ŚMIESZNE.... "W rozumowaniu Mongols, wszystkie organizacje oficjalne powinny się kłaniać im, ponieważ w RL liczebność klubu jest o wiele większa niż projektów autorskich na serwerze. Streetcredit na tym serwerze zdobywa się poprzez grę IC, a tworzenie tworu, który występuje IRL nie daje z góry statusu potęgi." Dlaczego pozwalasz sobie snuć jakieś wyssane z palca teorie, jakoby w naszym rozumowaniu wszystkie organizacje (w tym oficjalne) powinny nam się kłaniać? Skąd bierzesz podstawy do takich wniosków? Jeśli uważasz, że stawiamy się ponad innymi organizacjami ze względu na to, że gramy Mongols, to jesteś w totalnym błędzie. A nawet wielu błędach. Pierwszym błędem jest sposób w jaki pojmujesz zasady terytorialne OMG's i to jak wpływają na rozkład sił i kontakty między klubami. Zasady są ustalone od dekad. Rozkład sił nie zmienia się na tyle diametralnie, żeby nagle doszło do jakiejś zmiany. Kluby posiadające większość liczebną w danym stanie/części stanu najzywczajniej w świecie go claimują. Nie jest to równoznaczne z władzą totalitarną na danym terenie i nie wiąże się z całowaniem kogokolwiek po stopach, czy padaniem na kolana przed tym czy innym oddziałem. Dodatkowo oddziały klubów motocyklowych są dość niezależnymi jednostkami i skrajnie rzadko dochodzi do sytuacji, w kórej cały stan grupuje się w kilkudziesięcio osobową armię, by toczyć wojnę z kimkolwiek. Przez wasze paranoiczne podejście do gry, każdy nasz ruch uznawany jest za atak w waszą stronę, ale o przyczynach tej paranoi napiszę na końcu. Dzięki temu, że gramy odział Mongols MC, możemy opierać się o realia So-Cal i Los Angeles. A realia So-Cal i Los Angeles są takie, że Mongols MC claimuje je będąc klubem dominującym. Wam wszystkim się wydaje, że dominacja klubu Mongols jest równoznaczna z dominacją oddziału Pacific Coast. Wyprowadzam was z błędu. Gramy ODDZIAŁ czyli dla ułatwienia odpowiednik kliki gangu. Dla większego ułatwienia - Mongols = Crips. Nasz oddział jest tak silny jak silny jest jego najsłabszy członek. Co to oznacza? Mamy taką samą wartość streetcreditu jak wszystkie inne frakcje przestępcze na serwerze. Zdobywamy sojuszników i rywali w taki sam sposób jak wszystkie inne organizacje przestępcze. Wśród społeczności cywilnej obnosimy się ze swoimi barwami, tak samo jak swoimi barwami (fullcapy) obnoszą się członkowie gangów. Tak samo jak każdy inny gangbanger, tak członek oddziału Pacific Coast, będzie stawiał swój kolor ponad innymi. Nie mamy żadnej potęgi w półświatku i nie oczekujemy, żeby ktokolwiek dawał nam ją za darmo. Wypracowujemy sobie pozycję w sposób naturalny i właściwy dla każdej organizacji przestępczej na serwerze. No i oczywiście uważam, że wy wybierając sobie świadomie kreowanie organizacji powinniście doskonale rozumieć, że sami narzuciliście sobie grę od najniższego pułapu POLITYKI TERYTORIALNEJ 1% KLUBÓW MOTOCYKLOWYCH - POD ŻADNYM POZOREM NIE MYLIĆ ZE STREETCREDITEM CZY POTĘGĄ GRUPY PRZESTĘPCZEJ JAKĄ W PIERWSZEJ KOLEJNOŚCI KAŻDY Z NAS JEST. Nie rozumiem dlaczego od lat istnieje jakaś totalna ignorancja w community dotycząca ogółu gry OMG's. Duża część społeczności słysząc klub motocyklowy myśli o 10-15 osobowej grupie facetów w kamizelkach z logo. Kluby grane na serwerach, czyli kluby 1% to duże organizacje, podzielone na małe względnie autonomiczne kilkunastoosobowe odziały. I my na serwerach rp odwzorowujemy jedynie te oddziały, czyli wycinek klubu. Wydaje mi się, że nieliczni rozumieją, że odgrywanie klubu motocyklowego jest częścią fabularną w kreowaniu frakcji przestępczej o charakterze OMG. Właśnie i tu słowo kluczowe - o charakterze OMG. Polityka klubowa, w tym terytorialna powinna być częścią fabularną projektów. Nawet jeśli Mongols MC czy Hells Angels MC są dominującymi KLUBAMI, to ich ODDZIAŁY mogą być zarówno liczne i silne, jak i małe i słabe. Tak jak oczywistym faktem jest, że Apperzy mają nad sobą La Eme i opierają narrację swojej fabuły o wszelkie interakcje z emeros, politykę więzienną, cary, itp., tak samo oczywistym faktem jest, że my grając Mongols MC będziemy zgodnie z realiami głosić, że so-cal należy do Mongols. Ale czy faktycznie nasz oddział dzięki temu jest ponad wszystkich i wszystko? No oczywiście, że nie. Sami sami narzuciliśmy sobie fabularnie, że przez wieloletnie działania National Presidenta Lil Dave i jego politykę, większość oddziałów jest przestępczo ograniczone lub wygaszone. Tak, główny President Mongols MC prowadził politykę skupiającą się na czynieniu z klubu korporacji. Ograniczał przestępczość i walczył o dobry PR dla całego klubu. Dodatkowo, nasz oddział dopiero odradza się na przestrzeni przestępczej i zdobywa streetcredit. (Tutaj dokładny wpis w naszym temacie, świadczący o tym, że gramy osłabiony oddział. Wychodzący z przestępczego uśpienia.) Dochodzimy do sedna sprawy. "Zasady MC a cała ta prowokacja ze strony Mongols. Jeśli ktoś siedzi w tych klimatach i zagłębia się w niego poszerzając swoją wiedzę z dostępnych materiałów, to zdaje sobie doskonale sprawę jak ważną rolę odgrywa szacunek w tym środowisku. Przyjeżdżanie na teren innego klubu, który jest na prawie drugim końcu 15 milionowej aglomeracji i walenie tekstów, że to ich teren, jest niesamowitym absurdem. Takie sytuacje, że 5 klubów dzieli jeden stan są czymś naturalnym. Mają oni swoje strefy nad którymi panują i respektują między sobą ów zasadę. Jeśli ktoś tego nie respektuje kończy się to awanturami, bo jest to równomierne z tym, że chuj kładą na inny klub - nie okazują szacunku. Całkiem podobnie jak w gangach. Tymczasem Mongols MC przyjeżdża z drugiego końca miasta w dziesięć osób, odziani w kamizelki i drwią z nas, okazują brak szacunku i stawiają sprawę jasno, że to ich teren. De facto wychodzi na to, że całe miasto jest ich. Ba! Cały stan! Jest to kompletna odklejka i nie ma jakiegokolwiek odzwierciedlenia na realny świat.Zasady MC a cała ta prowokacja ze strony Mongols. Jeśli ktoś siedzi w tych klimatach i zagłębia się w niego poszerzając swoją wiedzę z dostępnych materiałów, to zdaje sobie doskonale sprawę jak ważną rolę odgrywa szacunek w tym środowisku. Przyjeżdżanie na teren innego klubu, który jest na prawie drugim końcu 15 milionowej aglomeracji i walenie tekstów, że to ich teren, jest niesamowitym absurdem. Takie sytuacje, że 5 klubów dzieli jeden stan są czymś naturalnym. Mają oni swoje strefy nad którymi panują i respektują między sobą ów zasadę. Jeśli ktoś tego nie respektuje kończy się to awanturami, bo jest to równomierne z tym, że chuj kładą na inny klub - nie okazują szacunku. Całkiem podobnie jak w gangach. Tymczasem Mongols MC przyjeżdża z drugiego końca miasta w dziesięć osób, odziani w kamizelki i drwią z nas, okazują brak szacunku i stawiają sprawę jasno, że to ich teren. De facto wychodzi na to, że całe miasto jest ich. Ba! Cały stan! Jest to kompletna odklejka i nie ma jakiegokolwiek odzwierciedlenia na realny świat." Prawie drugi kraniec 15 milionowej aglomeracji to zaledwie godzina drogi przy dobrym natężeniu ruchu. Bazując na realnych odpowiednikach naszych dystansu jaki musieliśmy pokonać, godzina drogi to nic wielkiego w amerykańskich realiach. Kalifornię dzieli nie pięć a kilkanaście klubów motocyklowych i jest to jak najbardziej naturalne. Oczywiście, wszyscy mają swoje strefy, jednak dotyczy to KLUBÓW DOMINUJĄCYCH, a nie szarej masy klubów 1%. Czyli, na rzecz zobrazowania ogółu użyję teraz nie Mongols a Hells Angels - jeśli klub z zerową prezencją (brakiem oddziałów) w Illinois chce jechać do Chicago za jakąś ważną sprawą, albo chce otworzyć tam swój oddział, powinien uszanować DOMINUJĄCYCH tam Outlaws MC i dać znać o swojej prezencji STATE PRESIDENTOWI a nie Presidentowi jakiegoś oddziału jednego z kilkunastu, nie dlatego że muszą paść do stóp pana, a dlatego żeby nie doszło do nieporozumienia, gdy nagle w Chicago widziani będą goście z barwami klubu, który w Illinois nie występuje. Dzielenie Los Santos na strefy polityki klubowej jest głupie i uciążliwe. Sam kiedyś byłem zwolennikiem takiej wizji gry, jednak szybko doszło do mnie, że na tak małej skali jaką jest serwer i świat gry, działania takie nie mają większego sensu. Dodatkowo dynamika pojawiających się i zamykających ogranizacji grających mc, nie pozwala na grę aż takich przedsięwzięć logistycznych. Oddziały różnych klubów działające w obszarze jednego stanu czy hrabstwa przecinają się i funkcjonują obok siebie bez konieczności bicia pokłonów czy jakiś logistycznych fikołków. Zgodnie z tą myślą, nie wymagam żeby ktokolwiek mi się meldował z racji, że gram jeden z oddziałów Mongols MC. Nie wymagam nawet, żeby ktokolwiek bił mi pokłony czy uznawał wyższość moją, mojego oddziału czy mojego klubu. Każdy oddział jakiegokolwiek klubu ma prawo disrespectować drugi oddział innego klubu, tak samo jak ma prawo oddać szacunek, albo zgodnie z realiami respektować wyższość terytorialną. Zgodnie z tą zasadą nie narzucam też nikomu respektowania nas w jakikolwiek sposób. Często pojawiamy się w różnych klubach i barach, żeby uczestniczyć w życiu serwerowym i wyświetlać swoją aktywność. Nigdy nie doprowadzaliśmy do prowokacji z pracownikami czy z ludźmi grającymi w knajpie czy klubie. Jeśli dochodziło do jakiś starć i agresji, to zawsze na zewnątrz. Trzymamy się protokołu i staramy się zawsze zdejmować cuty, gdy wiemy że będzie bitka. Nie wszczynamy burd i rozbojów w biznesach, dbając o dobry PR. Nie spotkałem się z zażaleniami odnośnie naszej obecności w jakimkolwiek biznesie. Poza tym, tak jak napisał Shaller: Tego staramy się trzymać. Korzystamy z usług klubów ze striptizem, płacimy napiwki przy barach. BA! Nawet interesujemy się losem miejsc, w których lubimy spędzać czas. Tutaj mam na myśli naszą rozmowę i przejęcie się faktem, że jakiś wariat wybił szybę w knajpie użytkowniczki Malibu (wybacz nie pamiętam nazwy). Lubimy interakcję ze społecznością serwerową i nawet będąc bandytami w skórach staramy się nie powodować zbędnych problemów. Teraz pora na wyjaśnienie naszej prezencji w barze powiązanym z SRMC: Tutaj mamy najklarowniejszy obraz paranoi jaką Karach rozwinął w sobie przez ostatnie kilka lat gry i jaką niestety wpaja w głowy ludzi grających z nim. Opiszę po krótce genezę naszych odwiedzin w Highway Yard Inn. Tego wieczora obszyliśmy trzech nowych członków naszego oddziału i w ramach celebracji udaliśmy się do miasta. Jak właściwie mamy w zwyczaju. Dzień wcześniej, po wizycie w klubie ze striptizem, chcieliśmy w drodze powrotnej odwiedzić jakikolwiek bar, by zaliczyć ostatniego shota. Padło na bar Highway Yard Inn, bo no nie ma co ukrywać był chyba jedynym działającym i nie będącym restauracją z przegrzebkami i muszlami świętego jakuba, a miejscem prowadzonym przez bikerów, więc w naszym klimacie. Odbiliśmy się od klamki, gdyż Highway Yard Inn już się zamykał. Możecie mi wierzyć czy nie, ale nie żyję od rana do nocy uprzykrzaniem życia Karasiowi i jego ekipie. Miałem gdzieś, czy będzie tam jego oddział, czy nikogo nie będzie. Do tej pory przynajmniej z mojej strony byłem zupełnie neutralny względem jego oddziału. Oczywiście, In Character uznaję jego klub za mniejszy od mojego potężnego Mongols MC. (NIE MYLIĆ Z ODDZIAŁEM). Jego klub faktycznie jest mniejszy i mniej znaczący, co sam liczbowo i terytorialnie określił w swoim temacie. Mój temat zaś określa, że Mongols jest Worldwide i jednym z największych w USA. (Dokładnie z informacji podanych w tematach wynika: SRMC - 180-230 członków ; Mongols MC - 800 -850). Dlatego, chociażby przez informacje zawarte przez nas w naszych tematach mam prawo uznawać się za klub większy i poważniejszy. Wracając do sedna, w poniedziałek razem z nowymi członkami oddziału pojechaliśmy do Highway Yard Inn, gdyż znów było to jedno z nielicznych otwartych miejsc klimatem nam odpowiadającym. Oczywiście, liczyłem że będą tam gracze z organizacji Karasia, bo jak każdy gracz rp i lider organizacji chciałem pokazać jak jesteśmy liczni i aktywni. Czy chciałem go pressować? Hmm, tak każda okazja do pressowania jest dobra. Takie mam podejście i założenia na ten projekt. Gram bezpiecznie ale pozwalam sobie zachowanie ofensywne i dominujące. Nie ze względu na jakiś power gaming szumiący w paranojach Karasia, a ze względu na to, że taki mam koncept na wyrabianie sobie streetcreditu. Zadję sobie sprawę, że raz może ta polityka zadziałać, a raz może doprowadzić do spięcia. Dotarliśmy do knajpy i graliśmy tam zupełnie normalnie. Zamówiliśmy dużo alkoholu i przekąski w postaci kanapek. Prowadziliśmy imprezowy small-talk, głównie o filmie Szybcy i Wściekli - przynajmniej ja zaangażowałem się w tę rozmowę z kilkoma moimi klubowymi braćmi. Obsługująca nas kelnerka (rozumiem że to Malibu) została przeze mnie nazwana w pieszczotliwy sposób, czym okazałem jej szacunek jako gospodarza knajpy: Trwa biesiada. Niestety, jednemu z naszych nie weszło "/spróbuj" na kanapki i bardzo mu niesmakowały. Ale to chyba nie powód, by brać naszą grę za dissowanie SRMC. W takcie biesiady, za moimi plecami staje jakiś typ. A moją postać strasznie denerwuje, gdy ktoś stoi za jej plecami jak creep: Tutaj dochodzi do pierwszego spotkania mojej postaci z postacią Neala Clevengera, który przedstawia się jako członek SRMC: Rozpoczyna się rozmowa. Neal zaczepił Maxa i rozpoczął ofensywnie zadając pytanie czy znudziło nam się wybrzeże, jakby insynuując że nasza obecność w tym barze nie jest mu na rękę. Kiedy zapytał czy jesteśmy tu przejazdem, powiedziałem zgodnie z prawdą, że nie jesteśmy nigdzie przejazdem, a że jesteśmy (członkowie Mongols MC) u siebie (w so-cal, w którym Mongols MC wg polityki terytorialnej jest klubem dominującym). Ten zaś mówi, że znaleźliśmy się na terenie SRMC i wypadałoby informować o naszym planie wpadnięcia na biesiadę. Więc zgodnie z wyznawaną przez siebie politykę, Max oznajmił że nie musi nikogo informować o swoich ruchach w mieście i nie czuje się zobligowany do jakichkolwiek zapowiedzi. Otrzymaliśmy wiązankę insynuującą, że przyjechaliśmy w celach innych niż zabawa w barze. W tej sytuacji to Neal Clevenger oczekiwał, że my będziemy płaszczyć się przed nim i nie brał pod uwagę faktu, że Max zdisrespectował jego nabuchane ego i puszenie się w zwykłej cywilnej knajpie, którą ewidentnie traktuje jak własny club house: Zabraliśmy się z klubu obrażeni zachowaniem Neal'a, który próbował rozdawać karty i przed opuszczeniem parkingu, jeden z naszych wpadł na pomysł zagrania na nosie SRMC, wrzucając im wlepkę "Mongols State". (Tutaj zagranie podobne do tagowania wśród klik gangowych) Uznajesz to za MG? Nie wiem czy obaj rozumiemy tak samo pojęcie metagamingu Wysłałem PW, w którym zaproponowałem treść wlepki, na której przyklejenie już ktoś wpadł, a ktoś inny znalazł. Więc moja podpowiedź, dotyczyła treści wlepki, bo wiem jakie są używane w realu. Nie jest to działanie prowadzące do metagamingu. Moja wiadomość nie wpływa na korzyść narracji, nie dostarczam żadnych danych, których Kevin Fuentes mógł nie wiedzieć. Co innego jakbym napisał mu "Teraz odegraj, że wyciągasz wlepkę i ją przyklej". Ja tylko podałem mu jej treść, żeby była zgodna z realnymi wlepkami i fajnie wpasowywała się w przeprowadzoną dyskusję z Nealem. I teraz mój drogi @boa proszę cię o lepsze odrabianie pracy domowej, jeśli chcesz rozmawiać o moich karach. "Chciałbym przypomnieć, że lider projektu oraz jeden z członków projektu Mongols nie tak dawno mieli bana za MG, bo pisali sobie na /w co mają grać. Na powyższym ssie widać, że niektórzy nie uczą się na błędach." Nie dostałem żadnego bana w swojej karierze roleplayowej. A sytuacja, którą przytaczasz dotyczy zdezaktywowanej kary. Nadał mi ją Boxidro, na polecenie ówczesnego pomocnika opiekuna - Wrzaska, kolejnego paranoika i żeby było śmieszniej to paranoik spod skrzydła Karacha. Nie będę przytaczał genezy tej kary, ale po tym jak wywalczyłem bany dla graczy z El Nuevas MC za granie totalnego gówna, zostały mi przetrzepane logi i wyciągnięto moment, w którym po ataku na nasze kasyno, leżałem z kilkoma innymi osobami na bw. Kiedy policjant zapytał na /do "Czy w kasynie jest zamontowane CCTV?", jeden z leżących na bw zapytał mnie (właściciela) czy są zainstalowane, żeby odpwiedzieć na /do zgodnie z prawdą. Więc moje przekazanie ooc wiadomości o tym, że kamery są zamontowane, zostało podciągnięte pod MG przez szukającego na mnie czegokolwiek Wrzaska. Podsumowując nasze gorące spotkanie w Highway Yard Inn - wysoce paranoiczne i idotyczne jest branie naszej gry za jedeną wielką teorię spiskową pressowania i dojeżdzania OOC organizacji Karasia. Serio, mamy lepsze zajęcia niż dojeżdżanie waszej organizacji. Oczywiście, po tym jak odpowiedzieliście na moje drwiny z waszej pozycji i waszego terenu, zaczynamy ostrą jazdę. Ale tu nie ma żadnego podłoża OOC. Akcja - reakcja. Ja świadomie wyśmiałem ciebie i twój oddział, ty świadomie wysłałeś batalion szturmowy na cywilny biznes jednego z naszych członków i uśmierciłeś w nim człowieka powiązanego z naszym oddziałem. Dlatego wchodzimy na ścieżkę konfliktu klubowego. Nie wiem skąd ten wysryw na forum i jakieś próby udowodnienia mi, że stosuję Mongols MC jako kartę przetargową w czymkolwiek. Zagrałem ofensywnie i zdissowałem Neala i wasz oddział świadomie, a użyłem do tego zgodnego z realiami argumentu i często w ramach braggingu rzucanego przez członkow Mongols hasła: "That's Mongols State", z którym masz prawo się nie godzić. Tak czy siak, stworzył nam się beef. A wy teraz wypłakujecie tutaj jakieś żale. Nikt nie będzie cmokał się genitaliach. Tym bardziej, że rzucany tutaj argument "Na szacunek trzeba sobie zasłuzyć" i "O statusie organizacji świadczy jej staż na serwerze", są totalnymi inwalidami. Po pierwsze, Comanchero również odwiedziło naszą knajpę i nie wyszedłem do nich obsmarkany i opluty ze wściekłości, bo przyjechali do cywilnej knajpy, a nie do mojego domu klubowego. Dzięki czemu nasze relacje są wciąż neutralne. Pokazaliśmy sobie wspólny szacunek. Oni tym, że nie dissowali nas od wejścia, a my tym, że nie puszyliśmy sie i nie stawialiśmy im jakiś terenowych ultimatum. To samo z Vandals MC - przyjechaliśmy do ich cywilnej knajpy na steki i ani jedna ani druga strona nie pluła na siebie jadem. Tylko postać Neala a raczej gracz stojacy za tą postacią, dostał palpitacji serca na samą paranoiczną myśl, że ekipa Pitera przyjechała na jego teren, pewnie żeby uprzykrzać grę, gwałcić psy i zabijać niewiasty czy tam odwrotnie. Dlatego radzę usiąść na spokojnie i zastanowić się, gdzie leży problem. Bo wydaje mi się, że leży on głęboko w psychice Karasia i niestety przelewa się na ludzi, z którymi funkcjonuje. Ale o tym na końcu. Sprawa waszego nalotu na naszą cywilną knajpę. Nie wiem co o tym myśleć. Z jednej strony na filmach to wygląda fajnie, z drugiej strony te wpadanie z draco w skarpetach na glowie i dresach jest ciężkostrawne. Ale rozumiem, często tak rozwiązuje się konflikty w realiach roleplay i no nic się z tym nie da zrobić. Za moje nieposzanowanie dla Neala i wlepkę na drzwiach, postanowiliście wjechać na pełnej kurwie. No nie mnie oceniać słuszność, nie mnie oceniać finezję i wykonanie. Nie było mnie przy tej akcji. Gdy się o niej dowiedziałem, rozbawiła mnie. Widzę, że kilku graczy z mojej organizacji ma co do niej obiekcje i chyba już wygłosili swoje zdanie w tej skardze. Widzę też, że zaszła jakaś kolejna paranoiczna sytuacja, w której domniemacie że umyślnie powbijali sobie PK, znów żeby wam uprzykrzyć życie.... Chryste, to już jest bardzo niezdrowe. Dementuję: Co do PK to zostało już chyba wyjaśnione. Nie mieliście intencji wbić PK, ale niestety roleplay bywa nieprzewidywalny i chłopak uderzony kijem zmarł. Stało się, trudno. Musicie się z tym pogodzić i nie szukać na siłę jakiś zagrań. Moja opinia odnośnie wlotu: Ten wlot był totalnie przesadzony. Posądzacie mnie o Power Gaming opierający się na moim odgrywaniu wg realiów So-Cal i chęci zdobycia przewagi, a sami ustalacie WLOT Z BASEBALLAMI, ŻEBY TYM PODŁYM MONGOŁOM WYBIĆ Z GŁOWY COKOLWIEK, ALE NA WSZELKI WYPADEK WEJDZIEMY Z TRZEMA KARABINAMI, ŻEBY MIEĆ PEWNOŚĆ, ŻE WYGRAMY TO STARCIE. Jest to niezwykle śmieszne i śmierdzące power gamingiem i must winem. Jeśli zależy wam na klimatycznym wpierdolu sprzętem, to zróbcie klimatyczny wpierdol sprzętem. A jeśli zależy wam na wjechaniu z karabinkami ze szmatami na mordach i bluzach w kapturem full incofnito t ozrócie to w ten sposób. Połączenie tego jest totalnym flopem. A juz na pewno mniejszym flopem niż odegrany przeze mnie brak szacunku do niemalże równej stażem i jak mniemam streetcreditem (chyba że ze względu na Karasia jesteście boostowani, tak jak byliśmy boostowani na Redriders MC) organizacji. Teraz coś co nic nie wnosi a jest jakąś przypominajką sprzed kilku miesięcy i prywatną rozmową. Nie przeszkadzał mi wasz fikcyjny klub, bo po rocznej przerwie i powrocie na serwer, potrzebowałem wolnego slota na biznes, który chcieliśmy otworzyć i poprowadzić razem z Nathalyne i Ukasz. Nie mogliśmy się doczekać na wolnego slota na klub (taki muzyczny, nie mc), więc w akcie desperacji napisalismy do Karasia czy nie chce, żebyśmy zrobili go wykorzystując spot jego organizacji. Dzięki Bogu odmówił, a chwilę później zwolniło się miejsce na klub. Otworzyliśmy go i stworzyliśmy ciekawy projekt. Bazując na sukcesie alternatywnego klubu Odium, który do dziś gracze dobrze wspominają. Stworzyliśmy klub Shaft. Przeprowadziliśmy kilka dużych koncertów w tym Hoodstar i Soulsów. Finalnie zwieńczyliśmy go 3 dniowym Festiwalem Muzycznym Alterdrome (stawiam, że jednym z bardziej kompleksowych przynajmniej w zeszłym roku). Więc tak, nie przeszkadzał nam wasz kolejny fikcyjny klub, bo zależało nam na zrealizowaniu planu. Który finalnie i tak zrealizowalismy, bez wiązania się z wami. Zabawa w gamemastera, pokazywanie swojego niezadowolenia na czacie ooc, toksyczność na discordzie. Abstrahując już od całej akcji czy w waszym przekonaniu była ona dobra czy nie to chcę zwrócić uwagę na zachowanie członków projektu Mongols. Gdy zaczęła się akcja i dostali łomot odrazu zareagowali na /b głupimi odzywkami. Następnie zaczęli na /do bawić się w gamemastera i odwoływać akcje, że nic się nie stało. Gdyby tego było mało to zaczęli jeszcze bombardować nas na discordzie. Pozostawiam waszej ocenie czy takie zachowanie dobrze reprezentuje sektor którym zarządzacie. Wystarczająco dużo dowodów na toksyczność graczy tej organizacji zostało na waszych oczach pokazane w ticketach dotyczących naszej rozgrywki, a dodatkowo wszystko można sprawdzić w logach. Podczas wykonywania akcji dynamicznej goście zasłaniają się wyimaginowanymi afkami oraz wcielaniem się w rolę gamemastera narzucając sobie narracje, że nic się nie wydarzyło. Co prawda pojawił się status AFK nad jednym z graczy ale w momencie, gdy zaczęła się już akcja. Bardzo brzydko chłopcy z waszej strony żeby stosować takie manipulacje, ale rozumiem, że tonący brzytwy się chwyta. Tutaj nie mogę za wiele powiedzieć, bo nie uczestniczyłem w tym zajściu i raczej moi gracze sami się bronią albo będą bronić. Mogę jedynie wywnioskować, że moi faktycznie zareagowali na /b, ale czy aż tak głupio? Na pewno nie tak agresywnie i niegrzecznie jak twoi gracze: Gracze mongols: Gracze SRMC: Zostawiam do oceny publiki. No i finalnie kilka słów o wściekłości i niepotrzebnym pieprzeniu głupot OOC. Trochę o zachowaniu Karasia i tym co sobą prezentuje. Dlaczego tak często mówię o paranoi, którą Jacek w sobie wyhodował, a którą roznosi po ludziach przebywających w jego otoczeniu? Otóż, graliśmy razem w Redriders MC (haha tak raz w życiu mnie podkusiło zagrać z Karasiem autorskie MC). Nawet nam jakoś szło. Oczywiście, byliśmy boostowani jak każda organizacja administratorska. Darmowe 1000 obiektów w budynkach, lewe akcje i przekręty. Norma. No ale to nic wielkiego. Karaś ma syndrom Jaxa Tellera i już tłumaczę o co chodzi. To jest prawdziwy power gaming i próby rushowania na sam szczyt drabinki półświatkowej. W Redriders było identycznie. Wtedy w półświatku było kilka klubów i Karaś oczywiście pragnął, by być najważniejszym pośród nich. Próbowaliśmy grać interakcje z klubami, które no niestety nie były najwyższych lotów, ale próbowaliśmy, a Karaś dostawał białej gorączki, gdy musiał z zachowywać się przy nich przynajmniej neutralnie. Nawet Vagos MC, którego respektowanie próbowałem wymuszać argumentując tym, że realnie są ważnym graczem w L.A, nie miało większego znaczenia, bo oczywiście Karaś był na stopie wojennej OOC z prowadzącym ich graczami i miał ich za totalne i toksyczne dno. Dlatego przenosił swoją nienawiść OOC do gry, tworząc postać buffona i ignoranta, który żyje przeświadczeniem, że jego klub jest najważniejszy na świecie od dnia pierwszego. Dlaczego twierdzę, że Karach stosował wtedy power gaming? Jego paranoiczne działanie sięgneło zenitu, gdy swój MC założył Zozim - gracz a raczej ex-gracz (obecnie na banie na 2 miliony lat świetlnych), którego Jacek nienawidzi najbardziej na całym świecie. Kiedy Iron Order MC (mc zozima) nie okazało szacunku (sic! przypomina wam to pewien case?) wielkiemu Redriders MC i nie zagrali pod dyktando Karasia, ten w kilka chwil załatwił jakiś absurdalny wniosek FCK na wszystkich członków Iron Order MC i razem ze swoim kompanem paranoikiem v2 (nazwę go tak, żeby nie wywoływać wilka z lasu), zaplanowali wielką szarżę i bojowe uderzenie na Clubhouse Iron Order MC. Zdobyli kamizelki kuloodporne, broń szturmową i całą ekipą (oprócz mnie, bo nie chciałem pisać się na pewną śmierć, a już na pewno na pewne stanie się memem roleplayowym) ruszyli atakować stojącą dwa dni organizację. Oczywiście, ciśnienie rozbijające czaskę Karasia, doprowadziło do klęski jego wojsk i masowej śmierci graczy z jego organizacji (zasada bw=fck podczas wykonywania wniosku). Posłał do piachu całą swoją organizację, umierając od garstki chłopaków z pistoletami. Takie podejście ma Karaś i takie kreuje organizacje. Potem śmieją się z ciebie i twojego Meksykańskiego kartelu nawet ówcześni opiekunowie półświatka na specjalnie przygotowanych do tego konfach na DC. Tak samo jak śmiejemy się z ciebie wszyscy w swoim gronie, bo stanowisz żyjącego mema chłopa przed czterdziestką z sydromem Pana Życia i Śmierci w gierce i każde zagranie niezgodne z twoją wizją, kończy się albo absurdalnymi działaniami albo jakimiś wywodami jak tutaj czy w tym tickecie, w którym wnioskowałem o podpalenie Highway Yard Inn w odwecie za wasz wjazd do naszej bogu ducha winnej knajpy i zabicie w niej człowieka. A ty nie potrafiąc utrzymać nerwów na wodzy musiałeś wrzucać swoje trzy grosze, aż cię Sava musiała pognać z ticketa. Kto się tutaj zachowuje toksycznie? Pozostawiam odpowiedź publice. Od siebie zakończę tylko tym, że poprosiłem moich graczy, żeby nie wdawali się w zbędne żarcie się na pw z kimkolwiek. Czy się zastosują? Nie wiem, nie jestem ich matką, żeby pilnować z kim i jak rozmawiają czy się kłócą. Wypełniłem swój liderski obowiązek i przedstawiłem wszystkie moje argumenty i pogląd na sytuację. Mam nadzieję, że rozjaśniłem też jak wygląda nasze podejście do gry Mongols MC i realiów.4 polubienia -
[Biznes/Gastronomia] Müsawi Kebap
rumcajs i 2 innych polubił temat przez grubasiontko
Lokal z adresem przy Roy Lowenstein Boulevard, to miejsce w którym zjesz porządne jedzenie z grilla które na papierowej zastawie jeszcze skwierczy i ocieka świeżo wytopionym tłuszczem. Nie znajdziesz tutaj wytwornych talerzy rodem z restauracji finediningowych czy tych dla wyższej sfery, nawet dla tej wysokiej. Twój kebap będzie podany na papierowym talerzu, żebyś tylko nie pobrudził stołu lub lady kiedy będziesz zwijał upieczone na żywym ogniu mięso z certyfikatem halaal. Może tu przyjść każdy, to od Ciebie zależy czy przyjedziesz tu specjalnie z okolicznych miasteczek, metropolii Los Santos, wpadniesz tu przejazdem lub skorzystasz tylko z toalety. Dania których tu spróbujesz wyróżniają się tym że są robione z pasją, bez przypadkowych osób które zatrudniane są w reszcie lokali. To tradycyjna kaukaska kuchnia która zawiera elementy klasycznej amerykańskiej diety i porządnego BBQ. Praktycznie zawsze zjesz tutaj coś spoza stałego menu. Wszystko zjesz z porządnym plackiem wytwarzanym na miejscu: kebap, kanapki z szarpaną wołowiną, kiełbasy baranie, warzywa pieczone na żywym ogniu czy nawet napakowane masłem cubanos. Wiele produktów ma certyfikat halaal, przykładowo wyżej wspomniany kebap czy kiełbasa barania. Właścicielem jest legalny imigrant Imran Müsawi, Azer który przybył do USA w celach takich jak każdy - zarobkowych. Każdy wolny grosz przeznacza na swoją rodzinę którą zostawił w Azerbejdżanie bo jako jedyny dostał wizę pracowniczą w czasach kiedy było o nią łatwiej. Cały dochód rozdziela na kilka składowych: większą część wysyła dla żony i swoich synów w Azerbejdżanie, wydaje na utrzymanie lokal a najmniej zostawia dla siebie, jest nauczony skromnego życia. Przychodząc do Imrana zostaniesz ugoszczony z iście najlepszą manierą, zagada z każdym, nawet kiedy ma dużo pracy na głowie, wyżali Ci się z ocen swojego syna a także wysłucha Twoich problemów. Nie jest uprzedzony do nikogo, nawet do Ormian. Tak czy inaczej, zawsze wszystko kończy się złamaniem praw halaal i wspólnym piciem alkoholu. Niezliczone ilości mięsa które przerobił, na pewno zapamiętasz na długi czas. Jadąc przez południową część Davis, na pewno zobaczysz unoszący się dym który niesie ze sobą aromat palonego drewna jak i spalonego tłuszczu który właśnie wytapia się na ruszcie z Twojej ulubionej części wołowiny. Lokalizacja jest nieprzypadkowa - czynsz który trzeba za to zapłacić, jest bardzo niski. Nie zawiedziesz się jednak wchodząc do środka, nie jest to następna speluna w której dostaniesz w pysk od nieznajomego crackheada który przesadził z metamfetaminą i alkoholem a porządny lokal z jeszcze lepszym jedzeniem. Właściciel wkłada w to coś więcej niż cały kapitał, to jest serce które wyczujesz w każdym daniu. OOC: Gastronomia przydrożna stworzona dla każdego gracza, nie jest to miejsce ograniczone dla danej społeczności/organizacji. Przychodząc tutaj Twoja postać może czuć się bezpiecznie bo żadna grupa nie będzie czekała na portfel albo samochód który zostawiłeś na parkingu. Możesz tu spędzać czas ze znajomymi czy porozmawiać z personelem. Szukasz porządnego miejsca do kreowania Twojej postaci? Śmiało możesz tutaj to znaleźć, wbij nawet raz w tygodniu aby zagrać sprzątanie kibla czy pomoc na kuchni za co zostaniesz wynagrodzony. Wieczorami zróbmy tu małe społeczeństwo które nawet jak się nie zna - pije ze sobą alkohol i spożywa dobra tutejszej kuchni.3 polubienia -
[N E W S] Cosa Nostra
Nieznanysprawca i 2 innych polubił temat przez Assassynek
1 lutego 2024 r. — Żołnierz rodziny mafijnej Lucchese, Eugene (Boobsie) Castelle został wypuszczony w tym tygodniu z więzienia po odsiedzeniu czteroletniego wyroku za wymuszanie haraczy. Został on uznany za winnego w procesie z 2019 roku za wymuszenia i prowadzenie biznesu hazardowego o wartości 13 milionów dolarów rocznie. Obecnie przebywa w areszcie przejściowym w Nowym Jorku, w którym pozostanie do października tego roku, gdy ostatecznie wyjdzie na wolność. Castelle (63 l.) wywodzi się z brooklyńskiego skrzydła rodziny Lucchese i wiele lat temu przez krótki czas był pełniącym obowiązki zastępcy szefa oraz prowadził własną w nowojorskiej dzielnicy Bensonhurst. Podczas ostatniego procesu w 2019 roku, został zaklasyfikowany przez prokuraturę jako żołnierz w rodzinie Lucchese. Głównym świadkiem w ostatnim procesie Castelle był informator rządowy oraz zdrajca rodziny Lucchese John Pennisi, który miał osobisty konflikt z oskarżonym z powodu, że Castelle zaangażował się w romans z jego dziewczyną. Zeznania Johna Pennisi zdziesiątkowały ówczesne kierownictwo rodziny Lucchese, wysyłając pełniącego obowiązki szefa i pełniącego obowiązki zastępcy szefa rodziny przestępczej na dożywotnie wyroki skazujące. Dziś Pennisi jest podcasterem. Informację pochodzą ze strony gangsterreport.3 polubienia -
3 polubienia
-
[N E W S] Cosa Nostra
Nieznanysprawca i 2 innych polubił temat przez Assassynek
W jaki sposób amerykańskie rodziny mafijne działają teraz z minimalną liczbą morderstw w porównaniu do przeszłości? "Aktywność mafii zmniejszyła się właśnie dlatego, że nie może ona poprzeć swojej władzy morderstwami i przemocą, jak to miało miejsce w przeszłości. W erze kamer, telefonów komórkowych i współpracujących świadków niezwykle trudno jest ominąć konsekwencji morderstwa w mieście takim jak Nowy Jork. Nawet zorganizowanie czegoś tak prostego jak pobicie jest w rezultacie skomplikowane, jak pokazuje Pennisi w jednym ze swoich filmów. Wszelka przemoc, która musi się wydarzyć, jest zlecana czarnym gangom ulicznym, ponieważ gangsterzy nie mogą i nie chcą podejmować niepotrzebnego ryzyka. Ostatnią oficjalną mafijną ofiarą morderstwa w 2013 roku był Michael Meldish co sprawiło, że cała administracja Lucchese trafiła do więzienia na dożywocie, w tamtym momencie pozostałe rodziny zdecydowały, że nie chcą mieć podobnych problemów. Warto dodać, że prawie wszystkie mafijne rodziny są aktywnie badane przez federalnych lub mają informatorów rządowych w swoich szeregach, zabójstwa nie są tak skuteczne jak kiedyś. Co prawda, w Kanadzie wykonano ponad sto morderstw w przeciągu ostatniej dekady, ale ten kraj ma inny system prawny i policji trudniej jest rozprawić się z organizacją z powodu jednego morderstwa, spowodowanego trwającą od ponad dekady mafijną wojną w półświatku Montrealu. " - ŹRÓDŁO.3 polubienia
