Ranking
Popularna zawartość
Wyświetla najczęściej polubioną zawartość w 31.12.2023 uwzględniając wszystkie działy
-
Gio Parris
high fashion i 18 innych polubił temat przez sebus git
19 listopada pojawił się na koncercie z Orlando Dalore w klubie THE VAULT gdzie stanął na scenie jako HYPEMAN. Przeszedł mase rozmów pod kątem startu projektu podcastów. Wszedł w progi wytwórni muzycznej na wysokim stanowisku w połączeniu ze startem własnego projektu podcastow. Wielokrotnie widziany był z rozpoznawalnymi osobami takimi jak; Orlando Dalore, Aniyah Geovanney, Stormi Breedlove, Trophy i wiele innych. Pojawił się na pokazie mody organizowanym przez markę Covgari, gdzie zasiadł z; Viviane, Aniyah Geovanney i Jaden Chaney. Stanął do rozmowy ze sztabem menagmentu pod brandem HYPE dla biznesplanu i dalszych krokow programu z uczestnictwem Maxine Koci. Wskoczył na scenę podczas koncertu raperki Sassy B razem z Aniyah Geovanney i Renee RiRi Tillery. Pojawił się na bankiecie Le Foundation gdzie widziany był w loży razem z Aniyah Geovanney, Chase Love, Ansgar Von Brauchitsch II, Orlando Dalore i resztą osób powiązanych z showbiznesem. Dnia 23 grudnia został ogłoszony w oficjalnym poście Kayes, z któego można wywnioskować że posiada swój utwór na jej płycie. 25 grudnia pojawił się na najnowyszym albumie znanej producenki Aniyah Geovaney gdzie zadebiutował z numerem HELPLESS. Pojawił się razem z Mhali Zarphy, Chase Love, Nevaeh Villacres, czy Lara Kozlova, na górskim wypadzie organizowanym przez Primal Xtreme, gdzie został uwieczniony na zdjęciu relacjonującym wydarzenie.19 polubień -
A place where all the fallen angels lie... Rażące światła atakujące z każdej strony, przebijające mrok nocy i budzące wszystko do życia. Pieprzone miasto aniołów. Uśmiechała się do samej siebie stojąc na skrzyżowaniu Las Lagunas Boulevard w oczekiwaniu na zielone światło. Krople deszczu z lekkim echem obijały się o szyby i karoserię pojazdu. Znowu w tym samym miejscu, znowu na tych samych śmiechach - te słowa niczym mantra zataczały koło w głowie dziewczyny gdy mijała kolejne mile asfaltowych dróg miasta zbliżając się do celu. Spokojna melodia wydobywająca się z głośników skutecznie zagłuszała dźwięki żyjącej stolicy San Andreas. Jedna z nielicznych dróg zdrowego ratunku swojej psychiki, która była już na skraju. Urok osób o artystycznej duszy, którzy potrafią dojrzeć w prostych rzeczach więcej niż przeciętna osoba. Melodyjny trans przerwał charakterystyczny skowyt mechanizmów otwierających bramę. Obszerne, podziemne pomieszczenie wydawało się być martwe lecz każdy stojący samochód stojący na miejscu symbolizował jedną duszę, która gdzieś tu się znajdowała. Ryk silnika uniósł się echem gdy zmierzała wzdłuż wyznaczonej ścieżki aż do swojego miejsca parkingowego. Pusty huk uniósł się i zgasł gdy drzwi zamknęły się tuż przed dziewczyną. Winda ruszyła, prowadząc na 34 piętro. Kiedyś życie na tak wysokim piętrze wydawało jej się jak sen nie do spełnienia - dziś było ubitą ścieżką, którą wędrowała każdego dnia. Panorama miasta nocą wciąż zachwycała wzrok, lecz obecny stan nie pozwalał jej dostrzec w niej nic z tych rzeczy, które widziała w tych widokach zawsze. Choć wróciła do swojego własnego domu to czuła się w nim jak obca osoba. Wydarzenia ostatnich tygodni przeszły niczym tornado, rujnując wszystko na swojej drodze. Ciszę na korytarzu przerwał cichy brzdęk mechanizmu otwierającego zamek. Raz. Drugi. Drugie gniazdo i ponownie - jeden cykl, drugi cykl. A następnie krótka cisza, którą przerwał delikatny huk zamykających się drzwi. Weszła wgłąb lustrując wnętrze - wszystko na swoim miejscu, jak w momencie gdy wyjeżdżała. Ugięła nogi w kolanach ostrożnie odstawiając klatkę na ziemię i otwierając drzwi. W milczeniu odeszła dalej, pozwalając kotu swobodnie wyjść z tymczasowego więzienia i ponownie zagościć w miejscu, które doskonale poznał przez ostatnie miesiące. Czworonóg powolnie, z nutą niepewności, zaczął stawiać łapy na chłodnej posadzce podłogi wynurzając swoje ciało. Finezja niepewności została jednak przerwana a kot zamarł, unosząc pysk. Torba, którą niosła Judy, padła na ziemię a sama dziewczyna opadła na sofę ciężko wzdychając. Ponownie zapanowała cisza. Subtelne kroki zwierzęcia nawet na chwilę nie przebiły tej melodii. Zielone oczy niemo wpatrywały się w spływające po wielkiej szybie krople deszczu. Błoga cisza choć panowała z zewnątrz, to wewnątrz Judy ponownie rodził się chaos a głosy żwawo zadawały kolejne pytania, sugestie, groźby. Wśród tej dzikiej dyskusji jedno pytanie zdawało się powtarzać w nieskończoność - "Co dalej?". Do tańca kropel deszczu doszła jeszcze jedna - powolnie spływająca po delikatnej skórze policzka dziewczyny. Czuła jak jej eterniczna dusza jest wręcz rozrywana, każdy kolejny głos wydawał się jak kolejna para dłoni, która ją chwyta i ciągnie w nieznane. Każda w innym kierunku. Dziesiątki pytań bez odpowiedzi. Dziesiątki wyrzutów, rozrywających na strzępy ostatki świadomości, która trzymała resztkami sił poczucie własnej wartości. Nieme krzyki odbijające się echem w głowie, niszczące porządek i uniemożliwiające jakiekolwiek skupienie. Gwałtownie sięgnęła drżącą dłonią do kieszeni. Półmrok przebiło jasne światło wyświetlacza. Nie chciała do tego wracać lecz czuła, że to jedyne rozwiązanie. Palec sunął po szkle, przewijając listę kontaktów. To jedyna opcja by z tego wyjść. Nacisnęła połączenie. Ciszę przerwał dźwięk sygnału. Promienie wschodzącego słońca bezwstydnie zaczęły przebijać się między wieżowcami, wpadając wprost do apartamentu i budząc w nim życie. Rażące światło wybudziło ją ze snu. Choć przemęczony organizm prosił o jeszcze odrobinę snu, dźwięk alarmu był jasnym sygnałem, że pora rozpocząć kolejny dzień. Mozolnie uniosła delikatny materiał poszewki wyłaniając ciało. Minęło już kilka tygodni od czasu jak wróciła do miasta aniołów. Choć wydawałoby to się niewiele dla samej Judy ten czas ciągnął się nieubłagalnie długo. Początkowy chaos i niemoc zaczęły zanikać, medykacja pomogła jej zacząć stawiać bardziej pewne kroki ku poprawie. Powolnie stąpając po stopniach schodów od razu skierowała się do kuchni na swoją poranną rutynę - szklanka wody, rozciąganie i chwila medytacji, łazienka a na zakończenie śniadanie i poranna dawka leków i suplementów. Gdzieś w otchłani ponownie karciła się, że zaczyna działać schematycznie niczym maszyna lecz odbudowana świadomość z powodzeniem odbijała te myśli prowadząc dziewczynę na drogę ku poprawie samej siebie. Usiadła na sofę a na jej twarzy ponownie zawitał uśmiech. Subtelny lecz szczery, podkreślony delikatnym promieniem słońca, który niczym probówka aplikował przez skórę energię w ciało dziewczyny. Choć wyszła z tłumu dawno temu i ruszyła przez życie własną ścieżką, odbijając od schematycznego żywota i pracy 9-5, to jednak niektórych aspektów dwudziestego pierwszego wieku nie była w stanie uniknąć i została przez nie pochłonięta. Laptop stał się stałym przyjacielem przy śniadaniach. Póki co odpuszczała sobie strony stricte informacyjne nie chcąc jeszcze pochłaniać tego całego szamba przez swoją świadomość. Powolnie zajadała się musli z owocami przeglądając social media. Choć z tymi żyła w podręcznikowym love-hate relationship, to przez ostatni czas były dla niej niczym aloes na rany. Nie ze względu na fakt i możliwość odmóżdżenia się - a przez hashtag, który regularnie pojawiał się jej na feed. #Sparkofhope. Chłonęła niczym gąbka każdy post, czytając masę ciepłych słów od tak naprawdę nieznajomych ludzi. Niejeden sprawił, że jej zielone oczy się zaszkliły podczas czytania, niejeden wywołał u niej uśmiech, niejeden spowodował, że myślami wracała do tych czasów, gdy krążyła przez życie czując się po prostu dobrze. Ceramiczne naczynie zetknęło się ze szklanym blatem. Uniosła laptopa układając go sobie wygodnie na udach. Zamarła w chwilowym bezruchu. Zaciśnięte wargi i dłonie wyraźnie obrazowały walkę z myślami jaką właśnie odbywała. Milczała przez tyle czasu. Wiedziała, że najwyższa pora dać chociaż mały znak życia. Pokazać, że światełko jeszcze nie zgasło. Powolnie wypuściła powietrze, stopniowo uspokajając chaos. Kilka szybkich ruchów palcem po touchpadzie, kilka kliknięć. Dźwięki budzącego się do życia miasta ucichły a ich miejsce zastąpiła muzyka wydobywająca się z domowego systemu nagłośnienia. W akompaniamencie subtelnej melodii gitary elektrycznej Pixies zagrały schematyczne, membranowe dźwięki klawiatury. Nadeszła pora by wyjść z cienia i dać o sobie znać. Pora naprawdę wrócić do życia. Another page, another chapter Zdawała sobie sprawę, że powrót to ponowne zanurzenie się w tym przysłowiowym branżowym bagnie, lecz podświadoma siła pchała ją ku temu. Czuła presję mając świadomość jak wielu na nią czeka, jak wielu pragnie usłyszeć wytwory jej artystycznej kreatywności. Z dozą niechęci zasiadła przed biurkiem i uniosła klapkę laptopa. Przyszła pora ponownie powitać ten świat. Słońce stopniowo poczęło chować się za horyzontem. Stabilne ujęcie kamery na stopklatce ukazałoby kobiecą posturę krążącą regularnie po pomieszczeniu, miejscami zatrzymującą się na fotelu, wpatrzoną w panoramę miasta przez grube szkło okna. Okazyjnie postura znikałaby z pomieszczenia i wracała niosąc w dłoniach prowiant bądź napoje. Czas płynął a wraz z nim poszukiwanie nowego miejsca przez Judy, które mogłaby nazwać domem. Spośród worka możliwości wyjęła kilka pozycji, które uplasowała na liście potencjalnych kandydatów. Zrządzenie losu, a może jej perfekcjonizm, doprowadził do alfabetycznego posortowania listy. Astaroth zajęło pierwsze miejsce. To był pierwszy zamach rzutką na muzycznej mapie Los Santos. Donośny a zarazem kojący dźwięk wolnossącego V10 rozbrzmiał po ścianach budynku i rozpyłnął się wzdłuż ulicy i wszystkich uliczek jakie rozciągały się wzdłuż niej. Widok takich samochodów nie dziwił już nikogo w tym mieście, gdzie bieda przeplata się z wyższym standardem życia. Judy wysiadła lustrując betonowego kolosa, jednego z wielu w tym mieście. Doza niepewności i zawahania niezmiennie dyszała nad karkiem budząc w dziewczynie chwilowe zwątpienie. Głęboki wdech, rozluźnienie spiętych mięśni i powolnie ruszyła w kierunku drzwi budynku, w którym znajdowało się studio Astaroth. Wnętrze budziło zachwyt a zarazem niepokój. Czerwień, która grała główne skrzypce rozlewała się po ceglanych ścianach pomieszczenia budując główny nurt nastroju. Niczym w niszowych parkach rozrywki przy repecji stanęło małe popiersie z głową potwora, które dla osób wrażliwych mogło wzbudzić mały jumpscare. Miejsce miało swój klimat, które budowało od pierwszych kroków i budziło ciekawość jakie jeszcze uroki w sobie skrywa. Niemniej jednak nie na to była teraz pora. Próbowała okiełznać swoje zainteresowanie skupiając uwagę na tym po co tutaj tak naprawdę przyszła - na rozmowie i poznaniu aspektów działnia Astaroth. Dialog z recepcjonistką poszedł płynnie i bez zbędnych problemów, Judy była wręcz zaskoczona w jak luźnym charakterze ta rozmowa przebiegła. Nie spodziewała się oficjalnej biurokracji w miejscu takim jak Astaroth, lecz mimo wszystko długi czas spędzony w szeregach wytwórni spod topowej spółki w Los Santos przyzwyczaił ją do bardziej formalnego języka. Miała teraz chwilę dla siebie. Czarna skórzana sofa w lobby zapraszała by usiąść i zrelaksować się przed spotkaniem. Skorzystała, wodząc przy okazji swoim ciekawskim spojrzeniem po każdym elemencie wnętrza. Poza typowymi elementami wystroju jak obrazy czy roślinność, korytarze zdobiły pojedyncze elementy rodem z okulstytycznych ołtarzy. Prychnęła pod nosem w rozbawieniu. - Czego mogłam się spodziewać...W końcu to miejsce to dziecko Eelisa i Fehu. Shattered glass is our RELIC OF THE PAST Upływ czasu zdawał się podsuwać odpowiedzi na nurtujące od dłuższego czasu pytania. Minęło kilka tygodni od czasu podjęcia współpracy z Astaroth lecz świat o tym jeszcze nie wiedział. Wspólną decyzją Judy i Eelisa było wstrzymać tę informacje na jakiś okres czasu by wraz z nią dać coś więcej niż tylko kilka słów na social mediach. Powrót oznaczał wejście w te szaty, które porzuciła w momencie chwilowej ucieczki. Ucieczki, która nie dawała jej spokoju i drażniła ją w myślach przez cały ten czas. Czuła ogromne wyrzuty sumienia widząc jak wiele internet przez ten czas napisał i jak bardzo próbował ją wesprzeć. Ciepłe światło rozświetlało pomieszczenie, którego czerwone cegły z jednej strony atakowały obskórnością zaś z drugiej - dawały poczucie bezpieczeństwa i ciepła. To już kolejne studio, w którym miała okazję się zadomowić. Tak jak i pozostałe, te również było wyjątkowe na swój sposób. Domowe zacisze, posmak profesionalizmu w Stronzo czy pełen luksus i przepych jakiego doświadczyła w 101 to zupełnie co innego niż to co czekało na nią w Astaroth - skromna sala, skupiona głównie na swoim zadaniu. Pustki zapełnione sprzętem bądź pojedynczymi elementami dekoracji w postaci obrazów. Sala nagrań, która swoimi rozmiarami mogła bardziej przypominać izolatkę, niż rec room. Wszystko składało się w całość, budując poniekąd klaustrofobiczne odczucie w osobie przebywającej. Sprzęt, na którym miała okazję rozpocząć pracę nie odbiegał zbytnio od tego, na którym pracowała w innych studiach stąd też poziom trudu wejścia w nowe stanowisko pracy był bardzo znikomy a dziewczyna sprawnie zapoznała się ze swoimi nowymi narzędziami. Dni mijały w dość przyjemnej atmosferze a Astaroth każdego dnia witało dziewczynę z pozytywnym nastrojem i mocną dawką humoru. Ten luz jednak w końcu musiał zostać odstawiony na drugi plan a na pierwszy powrócić te ważniejsze sprawy. Powrót do branży to również i powrót do projektów nad którymi pracowała przed swoją przerwą. Powrót do branży to również powrót do spędzania dłuższych godzin w studiu, szlifując do ostatniej chwili każdy pojedynczy dźwięk by finalny produkt był "idealny" - choć idealność to pojęcie względne, prawda? Niemniej powrót do branży to też i powrót do spędzania czasu z innymi artystami w studiu. Z jednej strony była Asami - dziewczyna, z którą spędziła długie godziny w studiu niejednokrotnie i nie jest to ich pierwsza wspólna praca. Duet ten już nie raz miał okazję zachwycić Los Santos a składnią ich sukcesu są nie tylko ich wizje przekładane na rzeczywistość ale i również fakt jak dobrze się dogadują w studiu podczas całego procesu twórczego. Z drugiej strony - Relics of the Past. Projekt, który był dla samej Judy ważny a przez ostatnie tygodnie i decyzję jakie podjęła w dalszym procesie planistycznym nawet jeszcze ważniejszy. Pierwotny bunt, który chciała odzwierciedlić w swoim utworze przez zbieżność sytuacji jakie wydarzyły się w ostatnich tygodniach i miesiącach nabrał jeszcze głębszego znaczenia i coraz mocniej wypływał wprost z serca dziewczyny. Choć świadomość z tyłu głowy w pewnym stopniu próbowała powstrzymać ją i wprowadzić zmiany w końcowym planie projektu, tak jednak gorycz i żal widząc co się dzieje dookoła coraz mocniej pchały ją ku temu by stworzyć coś zupełnie innego. Coś mniej "tanecznego" ale równie hipnotyzującego. Dzieło, które będzie dojrzałe i nie trafi do każdego odbiorcy lecz do wybranych. Trafi do tych, którzy poczują je doskonale. Swoisty sygnał do zagubionych dusz, które również poczuły się osamotnione w chaosie rzeczywistości. Ruby Cooper. Nazwisko, które dla wielu nic nie znaczyło, dla wielu było kompletnie nieznane, ale dla osób, które bardzo interesowały się lokalną sceną tego jednego konkretnego gatunku było nazwiskiem rozpoznawalnym. Miała świadomość, że dobierając taką personę będzie musiała się liczyć z jej typowo rebelianckim i wybuchowym charakterem - lecz o ten charakter właśnie Judy chodziło. Potrzebowała konkretnej i szczerej dawki emocji, mocnego i głośnego rebelianckiego krzyku, który dotrze do tych, którzy dotychczas siedzą cicho walcząc z własnymi demonami. Długie godziny spędzone na researchu wskazywały tylko na to jedno nazwisko, to jedno, które będzie tym czego właśnie potrzebuje do tego dzieła. Jeszcze przed całym zajściem wokół 101 Records miały okazję złapać kontakt, wstępnie porozmawiać na temat projektu Judy. A ich pierwsze spotkanie można opisać jak zetknięcie dwóch różnych i odmiennych światów, gdzie malutkie światełko tliło się między nimi starając się ich naprowadzić na wspólny tor. Tak jak i jeszcze w dawnym studiu 101 Records, tak i teraz w nowym "domu" Judy, ich praca ruszyła pełną parą. Mając już swoje pierwsze wspólne doświadczenie studyjne za sobą, tym razem dość prędko zasiadły do biurka budząc swoją kreatywną burzę mózgów, która miała za zadanie spiąć te dwa różne światy w jedną całość. Sama Judy była pod ogromnym wrażeniem i wewnętrznie biła się w pierś, że z początku dystansowała się i nie wierzyła w pełny potencjał Ruby. Dziewczyna była swoistym wulkanem pomysłów a dotychczasowa maska typowego "punka-odrzutka" prędko znikała ukazując kompletnie inne barwy, inną osobę, oddaną i radosną z przekształcania wszystkich wizji w magię dźwięków i śpiewu. To właśnie śpiew Ruby najbardziej rzucił się uszy Judy, która postanowiła wycisnąć z niego jak najwięcej to możliwe, włożyć jak najwięcej emocji w ich wspólne dzieła. Projekt choć wydawał się już być pełny, to w świadomości dziewczyny ciągle drażniły ją myśli, że wciąż tam czegoś brakuje. Kolejne kilka dni mijało a myśl ta nie dawała spokoju, drażniąc i atakując w losowych momentach, wywołując zaniki skupienia nad pracami w studiu. Odpowiedź na nurtującą myśl i pytanie pojawiło się nagle i niespodziewanie, podczas luźnej pogawędki z innymi artystami spod szyldu - a był nią Seth Dagaard. Seth był osobą, która od początku przygody Judy w Astaroth przewijała się przez języki innych, wspominając o jego nietuzinkowym stylu i kreatywności do kreacji dźwięków oraz zdolności wokalnych. Choć pierwotnie niewiele mieli okazji do dialogu to właśnie praca nad projektem okazała się być momentem, gdy złapali faktyczny dialog. Wizja, którą Judy przedstawiła okazała się być ciekawym eksperymentem dla Setha, który zgodził się podjąć rękawić i dać się "wykorzystać" na rzecz projektu dziewczyny, dokładając do niego cegiełkę od siebie. Wspólnie podczas burzy mózgów zdecydowali się do całości dzieła dorzucić prolog oraz epilog, nadając większej głębi i koloru głównemu motywowi jaki nosił na sobie projekt. Okazało się jednak, że dwie artystyczne dusze, które mają w zwyczaju mocno eksperymentować przy swoich dźwiękach będą miały naprawdę ciężki orzech do zgryzienia by połączyć swoje chaotyczne wizje i kreacje w jedną, spójną całość. Po wielu długich godzinach spędzonych w studiu finalnie jednak udało im się wspólnie stworzyć dwa utwory na rzecz projektu Judy, które zdecydowanie odstawały od głównej całości albumu, ale jednocześnie były idealnym wstępem i zakończenie. The cult that never fades away... Dotychczasowe tygodnie od powrotu "do życia" mijały dla dziewczyny mocno pracowicie - skakanie między dwoma projektami nad którymi pracowała prawie w pełni pochłaniało jej cały wolny czas. Nabyty z ogromnych ambicji jakie posiadała pracoholizm powodował, że zawsze siedziała do późna nad pracami chcąc by efekt końcowy był jak najlepszy a każdy element był idealnie dopięty do końca. Zbliżający się jednak koniec prac owocował w nieco zwiększonej aktywności Judy na social mediach i tym samym ponownie mogła nadrobić zaległości jakie wydarzyły się na lokalnej scenie podczas jej absencji związanej z pracami nad projektami. Jedną z rzeczy, która rzuciła się w oko dziewczyny był utwór "HOLLOW" autorstwa początkującej na muzycznej scenie Los Santos artystki H3XE. Singiel na tyle rzucił się i trafił bezpośrednio w gusta Judy, że ta zdecydowała się aktywować pod utworem i zostawić tam po sobie swój znak. Doskonale znając swoją renomę jaką zbudowała przez długie miesiąca, miała świadomość, że ruch ten nie obejdzie się bez echa a sama H3XE na pewno będzie zaskoczona takim ruchem. Nie długo było czekać by dostrzec odpowiedź samej twórczyni utworu co też wkrótce owocowało w gry słowne między dwójką na social mediach. Sama Judy kompletnie nieświadoma, brnąc dalej w ich gry, czuła, że czerpie nie tylko z tego wszystkiego satysfakcje i radość ale również i przypływ motywacji i inspiracji do działania. Czując, że wzrok obserwujących tej wymiany ponownie zawiesił się na niej, obserwując ją jako matkę kultu, który stworzyła, postanowiła ponownie ubrać maskę i wejść w rolę ku ucieszy każdego. Choć czuła się jako osoba "dominująca" w tej zabawie, stojąca na wyższym piedestale - ten jednak zachwiał się gdy niespodziewanie H3XE opublikowała na swoim kanale remix utworu "RUN" z albumu Cult of the Moxxxes. Ruch, którego Judy kompletnie się niespodziewała nie tylko ją zaskoczył ale i również ucieszył, widząc, że jej własne dzieło padło w ręce innych artystów, którzy postanowili złożyć dźwięki wykreowane przez nią samą we własnej wizji i wersji. Nie tylko w oczach obserwujących początkującej DJ'ki i producentki ale i również w oczach samej Judy remix ten przyjął się bardzo pozytywnie. H3XE kolejnym ruchem zaczęła udowadniać wszystkim na co ją stać i złożyła przed swoją idolką aplikacje do kultu. Całość ich gier słownych i efekt w postaci wypuszczonego remixu miał swoje zakończenie gdy dziewczyny spotkały się w cztery oczy. Judy mając już najzwyczajniej dość zabaw w social mediach postanowiła zaprosić do bram Astaroth początkującą artystkę by móc nie tylko jej podziękować za niespodziankę w postaci bardzo dobrze stworzonego remixu ale i również móc ją lepiej poznać osobiście. Chciała również dać jej mały prezent od siebie zważywszy na to jak bardzo pozytywnie ją zaskoczyła w ostatnich tygodniach i jak ogromny potencjał w niej dostrzegła. Gdy doszło już do spotkania - Judy przez cały ten czas gubiła swoje skupienie i powagę, niejednokrotnie mimowolnie podśmiechując i uśmiechając się wesoło. Wszystko przez efekt Deja Vu, którego odczuła widząc zestresowaną spotkaniem ze swoją idolką Freye. Widząc tremę, która skutkowała lekkim wycofaniem i niepewnością miała w myślach dawne czasy, gdy sama była w miejscu dziewczyny dopiero rozpoczynając swoją karierę i poznając wszystkich popularniejszych i bardziej wpływowych ludzi z branży w Los Santos. Widok ten nie tylko powodował u Judy uśmiech ale i również rozczulenie. Wiedziała doskonale jak trudnym i grząskim gruntem jest branża co też mimowolnie powodowało macierzyńskie odruchy ze strony dziewczyny w kierunku młodszej stażem rówieśniczki, dzieląc się z nią wieloma radami odnośnie początków, rozwagi przy podejmowaniu decyzji, targetowaniu odbiorców i wielu innych rad, które dla początkujących jak Freya będą mocno niezbędne by w pełni wykorzystać okazję jaka jej się nadarzyła. Prócz rad dla swojej aplikantki do kultu, była tez niespodzianka. W trakcie ich rozmowy i spaceru po budynku Astaroth Records Judy postanowiła zaoferować Freyi małą szansę na kontakt z szerzszą publiką. Możliwość pokazania się przed gronem wiernych kultowi, do którego zdecydowała się dołączyć. Szansą tą była publikacja jej remixu na oficjalnych kanałach Judy. Odpowiedź chyba nikogo nie zaskoczyła. Dziewczyna z entuzjazmem przyjęła ofertę a remix wkrótce pojawił się jako oficjalne przywitanie odbiorców Moxxxy przez samą H3XE. Artystka znika z życia publicznego po brutalnych morderstwach osób związanych z 101 Records, ATOMIC: Co się dzieje z MOXXXY?, Powstanie hashtagu #sparkofhope, wsparcie artystki płynące od fanów i osób z branży, Pierwszy kontakt z obserwującymi - obszerny post na social mediach kilka tygodni po tragicznych wydarzeniach, MOXXXY dołącza do Astaroth Records, Pierwszy singiel po dłuższej ciszy i nieobecności - '(dis)connected'. Pierwsze zapowiedzi nowego projektu, Powrót na scenę Los Santos - Występ i przeprowadzenie "Haunted House" w The Vault, MOXXXY unikała dotychczas wypowiedzi na temat makabrycznych wydarzeń jakie rozgrywały się na przestrzeni ostatnich miesięcy w Los Santos. Finalnie jednak zdecydowała się opublikować wpis ze swoimi przemyśleniami na ten temat po morderstwie Tayli Cruz oraz Alexander Hawkings, Gry słowne za pośrednictwem portali społecznościowych z undergroundową artystką H3XE, finalna publikacja remixu mniejszej artystki na ramach kont muzycznych MOXXXY wraz z dodatkiem w postaci unreleased wersji autorstwa samej Judy, Publikacja release date nadchodzącego projektu Judy - RELICTS OF THE PAST. Póki co bez większych informacji dotyczących czym będzie ten projekt, Premiera RELICS OF THE PAST, Komentarz do publikacji Relics of the Past, kilka słów o samym projekcie oraz informacja o przekazaniu zysków z albumu jako datek finansowy dla dwóch placówek medycznych w rodzinnym dla Moxxxy, Phoenix, Obecność i poprowadzenie wraz z Eelis Forsberg, Fehu Skarsgard, Asami Kiyoko oraz Zoe Anderson zbiórki charytatywnej dla zwierzaków w Israfel Practice Room, Wsparła zespół Soul Evisceration podczas wydarzenia Join the Ritual prowadząc własny performance wśród obecnych i budując klimat, Pojawiła się na charytatywnym bankiecie w Gemstone Affinity Club w towarzystwie artystów spod szyldu Astaroth Records, Podczas jednej z imprez w Oasis Night Club prowadzonej przez H3XE pojawiła się na scenie pierwotnie wręczając DJ'ce "prezent" w postaci swoich trzech unreleased tracków w klimacie imprezy, które pozwoliła artystce zagrać, następnie wręczając jej swoją kurtkę sygnowaną albumem CULT OF THE MOXXXES i "oficjalnie witając ją w kulcie", Wykup udziałów i zajęcie stanowiska v-CEO w wytwórnii Astaroth Records. I tym pozytywnym akcentem kończymy kolejny rok historii postaci MOXXXY. Przed nami 2024 - pora na dalszy ciąg tej chaotycznej, muzycznej historii. Wszystkiego dobrego dla wszystkich czytających w nadchodzącym nowym roku!14 polubień
-
"If you can dream it, you can do it." Special Event: Grotołazy Wydarzenie skierowane dla strefy porządkowej oraz strefy cywilnej Data: 30-31/12/203 Koniec roku za kilka godzin, a Grupa Eventowa nie zwalnia tempa. Pamiętacie Huragan Hilary? To kolejny event z kolekcji "ekstremalnych" sytuacyjnie. Tym razem z inicjatywy @Wiesiu oraz @baryyy stworzyliśmy coś czego na Vibe jeszcze nie było. Naturalnie... jaskinia jako taka jest i tam działy się różne eventy, jednak słowo - ten był inny. Plan jak zawsze był jeden; wykreować coś wyjątkowego, coś czego jeszcze Gracz nie grał i coś co będzie smakowało świeżością, niebanałem. Chyba misja została zakończona sukcesem. Samo wydarzenie trwało 5-6 godzin, zaś budowanie interioru zajęło 2 godziny. Wraz z @Lilith prostą matmą spędziłyśmy +/- 8 godzin na Eventem. Niech ktoś mi powie, że to nie jest poświęcenie! A tak serio, jak wszyscy Gamemasterzy, kochamy tworzyć wydarzenia małe i duże, sprawia nam to nie małą frajdę i dużo zabawy. Do rzeczy. Event został skonstruowany poprzez interior, który budowałyśmy od podstaw. Nie chcieliśmy grać w czymś co już jest ograne, skąd postawiłyśmy na zupełnie nową jaskinię ochrzczoną "Reyot". Sam interior nie oddawał tego jak w naszych głowach owa jaskinia wyglądała. Został on zbudowany na potrzeby mechaniki gry, czyli tak by dało się w nim jakkolwiek poruszać i przemieszczać. W rzeczywistości wyglądał on tak, że praktycznie od wejścia postać się kładła, czołgała i przeciskała na leżąco przez kolejne odcinki trasy. Nie było tam miejsca IC na spacerek czy nawet stanie na własnych nogach. Cóż musieliśmy wierzyć, że ogrom narracji przez /drzwi do, /gdo, /do, /atexts czy /marker - wystarczy i pozwoli Graczowi na uzmysłowienie - z czym ma do czynienia. Był położony na to konkretny nacisk przez narracje, udało się to ze średnim skutkiem - w mojej opinii. Gdzieś w głowie myślę, że może lepiej byłoby zbudować 1:1 jaskinię z obiektów, ale z wyłączoną kolizją. Może wtedy Gracz bardziej miałby na wyobraźni w czym bierze udział. Może podane zdjęcia bardziej pobudzą wyobraźnię osób, które miały okazję zagrać owy event. Warunki tak jak opisywaliśmy były bardzo ciężkie. Jaki był background całego wydarzenia? Grupa 6 osób wybrała się na wypad na jaskinie. Miał być to wypad na "koniec roku" co by zakończyć jakoś fajnie, z nutką adrenaliny, zrobić fajne zdjęcia i wyjść z przeżyciem na rok 2024. Znajomi to grupka dzieciaków w wieku 19 - 22 lat, pewna siebie z bogatych rodzin, chcąca skosztować ryzyka i tego czym jest życie. Amatorka, ale z dobrymi intencjami. Zakupili sobie specjalne mundury, a raczej kombinezony, sprzęt jaskiniowy no i oczywiście - kolorowe kamizeli. Stąd był motyw naszywek "POWER RANGERS". Jaskinia "Reyot" opiewa w wąskim gronie grotołazów, jako wymagająca i niebezpieczna. Nie jest ona popularną jaskinią, wręcz omijaną, ale jednak znaną w środowisku forów internetowych. Blisko miasta, na dnie jeziorko - afrodyzjak, łakomy kąsek dla młodych łowców przygód. Na ich nieszczęście była i jest to - dzika jaskinia, czyli taka bez żadnych umocnień czy podpor. Nieprzychylne warunki, ciągłe ruchy tektoniczne (w końcu San Andreas leży na styku kilku płyt), nieuwaga oraz panika (która to wybuchła przez jedną z uczestniczek wyprawy); doprowadziło do istnej tragedii. Jedna z płytek skalnych osunęła się zatorowała wnętrze jaskini, pociągając za sobą całą kaskadę pomniejszych osuwisk. To w konsekwencji, jak już można się domyślić - uwięziło grupę młodych dorosłych w jej wnętrzu, na różnych poziomach głębokości. Na szczęście jeden z grotołazów nie dał się namówić na zejście w dół, okazał się sporą asertywnością, która jak się później okazało - uratowała go. Chłopak bał się panicznie ciasnych przestrzeni i zwyczajnie nie chciał brać udziału w całej wyprawie. Chociaż wyśmiany przez kolegów; nie zapuścił się głębiej niż na samo wejście. Uniknął śmierci. Zaraz po tym gdy doszło do tragedii - wezwał ekipę ratunkową na miejsce zdarzenia i wtedy się zaczęło. Cały event od początku był wycelowany w SAR LSSD. Była to gierka pisana głównie pod tą frakcję z prostego powodu; takie poszło /zamówienie/, które z przyjemnością rozegraliśmy. Miało to być powiedzmy też "ochrzczenie nowych wozów". Na miejscu bardzo szybko pojawiły się pierwsze jednostki LSSD oraz SASP, które rozpoczęły gierkę. Niedługo potem przyjechało DCMC, a dopiero na sam koniec SAR LSFD. Co by tutaj napisać, żeby nie napisać czegoś w złym takcie. Sam event uważamy za ciekawy i udany, bo ciężko tego odmówić. Po samym wydarzeniu dostaliśmy dużo dobrych i pozytywnych słów. Wydarzenie było rozegrane poprawnie po każdej stronie, bo finalnie - wszyscy zostali wyciągnięci, pomoc dotarła, to co miało być zagrane - zostało. Zasada, którą się kierowaliśmy i wręcz wymuszaliśmy na obecnych Graczach została spełniona. Zasada była prosta, nie było opcji, żeby jedna ekipa przeszła całą jaskinię bez zmiany. Zarówno jednostki SAR LSSD jak i SAR LSFD były zmuszane przez narratorów do rotowania się. Dlaczego? Z dwóch głównych względów. Zależało nam, żeby każdy "SAR-owiec" miał szansę wejścia i zagrania. Nie chcieliśmy sytuacji, gdzie jedna ekipa rozwiązałaby cały event i po krzyku. Zasada była taka, że po około 10/15 minutach (OOC) były narzucane odgórnie narracje zmęczenia i potrzeby wyjścia z ciasnoty na każdego ratownika. Drugim powodem, dla którego tak robiliśmy to czysta mechanika (silnik) eventu. Każdy event musi mieć no właśnie, swój "silnik" czyli coś co sprawia, że jest on grywalny i kotwiczący. Tutaj tym "silnikiem" (między innymi) było wymuszanie rotowania zespołów ratowników oraz sama narracja ze zmęczeniem. Narracja zmęczenia była też zwyczajnie częścią całego eventu i nie należało jej brać za jakiegoś wroga tylko za opcje do budowania na niej narracji swoich postaci. Zmęczenie nie było niczym złym, bo przeciskanie się, bycie w ciągłym ścisku (co utrudniało dodatkowo oddychanie), noszenie ciężkiego sprzętu itp. itp. - to było wyczerpujące. Niestety z feedbacku, który dotarł do Nas - część osób nie poradziła sobie/ nie zniosła faktu, że narrator wymuszał w ten sposób określone interakcje. Cóż mogę powiedzieć. Możemy się ze sobą nie zgadzać, ale żyjmy w zgodzie. Jak już wszyscy ustaliliśmy, był to event jedyny taki - więc jedyna taka opcja grania narracją zmęczenia przez okoliczności. Na co dzień gracie i decydujecie sami: kiedy, jak i gdzie Wasza postać zaczyna siadać. Tutaj to zespół narratorów o tym decydował (a było ich 3) kiedy na kogo przychodziła pora. Później i tak zaczęliśmy wydłużać czasy w środku, by trochę przyspieszyć cały proces akcji. Mamy nadzieję (i tutaj mówię jako członek administracji, a nie event team), że w przyszłości narracja wymuszonego zmęczenia nie będzie odbierana tak ofensywnie, a będzie odbierana jako znak, że pora się zmienić lub pograć narrację odpoczynku. Jakby serio, to nie jest umniejszenie Waszym postaciom - czołgom i nie traktujcie tego tak. Ekstremalna gierka to ekstremalne warunki i ekstremalne zmęczenie. Tym bardziej jak ktoś jest wielkim bykiem i musi wkładać dużo siły w przeciskanie się. Będę to pisać jeszcze później: bezbłędni są tylko ci co nic nie robią - w odniesieniu miejscowych starć o narrację. Kolejną sprawą, która wymaga krótkiego poruszenia to sprawa "immersji". Nie chcę się rozwodzić zbyt długo. Każdego niezadowolonego Gracza zachęcam do powtórzenia takiego eventu, na taką samą skalę i rozmach; z własnym interiorem, własnymi ludźmi i własnymi narratorami. Narzekać każdy może, ale zrobić już coś to ciężko. Na szczęście takich osób mogłam zliczyć na palcach jednej ręki, bo cała reszta potrafił przyznać: zajebisty pomysł i robota. Dla immersjonalistów przypominam, że jesteśmy na roleplay, a nie w świecie IRL. Tak mogliście wyciągać trupa za trupem, a my mogliśmy Wam walić narracje dystymii, depresji, PTSD po postaciach; blokować je zawodowo. Mogliśmy przez kolejne tygodnie przychodzić Wam pod domy rodzinami ofiar, wytaczać sprawy w sądzie. Mogliśmy zrobić psikusa i grać narracje, że wielkie, potężne byki ze statusem /muskularnym/ same utknęły między skałami. Mogliśmy też nie dawać żadnej satysfakcji z search and RESCUE - wtedy by było zgodnie z immersją, ale czy to by było tego warte? Mogliśmy wiele i jeszcze więcej. Czasami, w niektórych miejscach nagina się tą cienką granicę po to, żeby event był grywalny. Nie robi się tego by kogoś zgorszyć czy sprawić przykrość, a po to by zagrać to jakoś z sensem i ze smakiem. Swoją drogą to... fakty są takie, że przeżyła pierwsza osoba, która sama wyszła, wezwała pomoc i była na zewnątrz (wow) plus ostania, która była przy wodzie. Reszta to denaty, chyba że o czymś nie wiem. Także, że oni sobie krzyczeli na początku to nie zmieniło ich losów na sam koniec. Więc na przyszłość prosiłabym o to, żeby czasem sobie spuścić z krawata i się zastanowić nad sobą, bo tak jak pisałam - narzekać może każdy, ale zapraszam stanąć po drugiej stronie i zorganizować coś dużego samemu. No właśnie, a teraz do każdego kto narzekał, ile evenów tego typu zrobiłeś dla innych? Przypominam, że rekrutacja jest otwarta dla wszystkich. Jednak - co by nie było tak źle, bo przecież nadal uważam, a raczej znacznie szersza część widowni uważa, że event był prawdziwą petardą 😎 Narracje w środku dawały "wczutę", a sam interior był super zbudowany. My - choć długo - bawiliśmy się dobrze, ratownicy mieli pełne ręce roboty i chyba każdy odczuł powagę i realną ciężkość takiej akcji. Same grotołazy były tworzone (inspirowane) prawdziwą historią, opartą na faktach w Polsce, która miała miejsce kilka lat temu. Tam jednak akcja ratunkowa trwała kilka dni, a tutaj nie mieliśmy tyle czasu. Finalnie z 6 poszkodowanych (gdzie jedna właściwie wyszła sama) 3 wyszły żywo... a na bank 2... (XD) reszta zmarła na miejscu lub w trakcie czynności ratowniczych. Więc na dobrą sprawę - to tak, wyciągaliście też trupy. Tutaj mała ciekawostka wydarzenia, bo na dnie jaskini było uwięzionych dwóch mężczyzn. Jeden z nich przeżył i co ciekawe nie doznał poważniejszych obrażeń fizycznych (te najpoważniejsze były grane z początku). Otóż tutaj wymyliśmy wspólne z chłopkami narrację, gdzie "Ian" przeżył, ale kosztem swojego kolegi "Joshua". Według nagrań GO-PRO z kasku chłopaka, widać jak Ian ratuje się przed zatonięciem, wspinając się - podtapiając swojego kolegę. Życie, za życie można by rzec. Ogólne wrażenia. Każdy z SAR-ów spisał się dobrze w naszej opinii. Wszystko co miało być zagrane, było. Tak jak u nas są elementy do poprawy, tak i tutaj by się kilka znalazło. A widzicie, mówiłam, że nikt nie jest bezbłędny. Wracając i nie psując dobrej passy. Pierwszy SAR LSSD wniósł coś od siebie, drugi SAR LSFD również wniósł coś od siebie w narrację. Najlepiej chyba wypadły zespoły łączone. Fajnie się oglądało z boku łączenie sił. Równie fajnie grało się na krótkofalówce z dowódcą akcji @JamaTo_. Tak, tak. Był to przyjemny szczegół, jak nagle przy denacie zostaje znalezione źródło potencjalnej łączności. Sierżant naprawdę przyjemnie grała wsparcie mentalne. Wierzmy, że po takiej ciężkiej akcji fajnie poprowadzi postać przez najbliższe dni. Bardzo chcieliśmy zaangażować jednostkę MET do interwencji kryzysowej, jednak nie było ich (przynajmniej takie informacje dostałam). To też odpuściliśmy sobie ten wątek. Pozdrawiam z tego miejsca @RaszkoV i kolegę z DG. Tak, tak - Was też widziałam jak staliście i nadawaliście na żywo. Wierzę, że mieliście jednak ten przepływ informacji. Staraliśmy się i również do Was kierować narracje/ ET, bo wiemy, że przy takich armagedonach, miejscami ciężko jest złapać wolnego LEO. @baryyy i @Legion to są moi mistrzowie tej narracji (XD); 50 twarzy ET - to właśnie oni. Byli wszystkim, naprawdę. I chociażby się wydawało, że po swojej MAIN roli, nie stali w centrum; to dostarczali narracje tym co chociażby stali właśnie z dala od niej. SASP, SASP @Jesus *puszcza oczko* Was również widziałam, słyszałam, że podobno się podobał pomysł. Jeżeli to prawda - kliknij raz serduszko. Szczerze mówiąc, zastanawiałam się jak Wam dać więcej interakcji; może jakaś gierka po fakcie? Jednak już taka mniej hot. Uszanowanie w kierunku EMS DCMC @Towarzysz Niedźwiedź @Noiles @Valdemaro (mam nadzieje, że dobrze oznaczyłam XD). Niestety, więcej nie znam, więc nie oznaczę. Nawet nie wiem do końca kto tam grał OOC, ale docenia. Chłopaki nawet jak mieli czekać 3 godziny na poszkodowanych? Swoje wyczekali, a w między czasie dali naprawdę przyjemny poziom mojego ulubionego med-rp. A tym razem serwowaliśmy między innymi: złamania otwarte/ zamknięte, stłuczenia, krwiaki, odmy, podtopienia, utoniecie, cukrzycę, wstrząs mózgu, całą gamę rytmów na LP, brak oddechu i wiele innych smaczków. W jednym z przypadków, gierka zakończyła się w szpitalu na dłużej. No i tak tutaj się kończą przemyślenia. Tym razem nieco gorzko, ale szczerze. Wierzę, że moje słowa przyniosą dobry efekt i więcej zrozumienia i mniej zbędnego gadania. Zachęcam do wspólnego doceniania swojej rozgrywki RP, ponieważ tutaj wszyscy mają się dobrze bawić, a nie szukać i wytykać palcami błędy. Serio cieszmy się z prostych rzeczy, że możemy zagrać dla siebie tak koronkowe i rzadkie narracje, że możemy pokazać innym serwerom jakie mamy zajebiste eventy i zajebiste jednostki. Nigdy nie będzie tak, że będzie bezbłędnie. Zawsze będzie gdzieś iskrzyć, ale to jest roleplay. Dzięki raz jeszcze za wspólną gierkę, za dobrze spędzony czas. Naprawdę fajna i dobra narracja poszła. Czy będzie powtórzona? Otóż są zamiary, ale może w nie tak ciasnych warunkach. Tutaj narracja typowo rozgrywała się o przeciskanie i trudną drogę, a jaskinie można zagrać w różny sposób. W końcu są jaskinie duże i małe, a ta była mała. Jest w tym potencjał. Co z tą jaskinią? Zostaje! Jednak póki co będzie zamknięta z wiadomych względów IC-OOC. Może w przyszłości jeszcze posłuży. PS. Specjalnie podziękowania za wsparcie dla @Mixer, który dzielnie sprawował rolę narratora oraz wykonał fenomenalne screeny! Szczęśliwego Nowego Roku 2024! ET Więcej screenów13 polubień
-
13 polubień
-
[Gastronomia]Steel Thunder Bar & Grill
luka3 i 11 innych polubił temat przez Muchomorek
Steel Thunder Bar & Grill, założony pod koniec 2023 roku, jest owocem głębokiej pasji do motocykli Egora Belikova i jego dobrej znajomej, doświadczonych entuzjastów dwóch kółek. To miejsce narodziło się z pragnienia stworzenia wyjątkowego lokalu, gdzie miłośnicy motocykli mogą spotykać się, dzielić fascynacją i delektować szklanką doskonałej whisky. Zlokalizowany w sercu Sandy Shores, bar ten jest owocem społeczności motocyklowej, która tęskniła za miejscem o przyjaznej i niepowtarzalnej atmosferze.Pomysł na stworzenie baru wyniknął z obserwacji braku miejsc, gdzie motocykliści mogliby spotykać się w atmosferze oddającej ducha ich pasji. Egor Belikov i jego wspólniczka postanowili przenieść swoje doświadczenie na nowy poziom, tworząc przy tym miejsce otwarte dla każdego, niezależnie od poziomu doświadczenia na dwóch kółkach. O lokalu Wnętrze baru wyróżnia się nowoczesnym stylem połączonym z klasyką, przewyższającym standardowe pijalnie alkoholi. Priorytetem było stworzenie komfortowego miejsca, które zaspokoi potrzeby zmęczonych podróżą motocyklistów oraz tych, którzy pragną zresetować się po ciężkim dniu. Atmosfera nawiązuje do późnych rock’owych lat 90-tych, z motywami czaszek i ciemnymi wykończeniami, nadając lokalu charakterystyczny, a jednocześnie ostry urok. Steel Thunder Bar & Grill nie jest miejscem dla "wymuskanych" klientów, którzy oczekują szampana i kawioru. Jest przede wszystkim dla tych, którzy cenią sobie wolność i pragną ją świętować w otoczeniu podobnie myślących. Dzień otwarcia przyciągnął uwagę społeczności motocyklowej. Zarówno doświadczeni motocykliści, jak i ci, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę, znaleźli w Steel Thunder Bar & Grill miejsce, gdzie ich wspólna pasja łączy się z wyjątkową atmosferą i niepowtarzalnym charakterem lokalu. Bar zazwyczaj otwierany jest w porach popołudniowych a zamyka się kiedy ostatni z klientów opuści lokal na chwiejnych nogach. Lokalizacja Początki Steel Thunder Bar & Grill były wyzwaniem, wymagającym nie tylko pasji, lecz również staranności w planowaniu. Znalezienie odpowiedniej lokalizacji, opracowanie unikalnego konceptu i zdobycie wsparcia społeczności motocyklowej były kluczowymi krokami w drodze do otwarcia. Przeszkody te zostały jednak pokonane, a wynikiem jest miejsce, które od razu zdobyło uznanie lokalnej społeczności motocyklowej. Chodzi tu dokładniej o opuszczony lokal niegdyś miejsce ikoniczne w czasach swojej świetności. Stary bar na skrzyżowaniu Marina Dr i Algonquin Blvd w Sandy Shores. OOC12 polubień -
12 polubień
-
10 polubień
-
9 polubień
-
Los Santos Outfit
croissant i 7 innych polubił temat przez thesebitcheslovesosa
Easy Come, Easy Go...8 polubień -
**Ostatniego dnia grudnia 2023 roku na kanale $CANDO pojawił się singiel pt: "$CANDALOUS". Młody raper, którym jest Yasee Scando działał wcześniej na soundCloud więc może być kojarzony przez pare osób, ale $CANDALOUS ma być jego furtką do mainstream w mieście. Podopieczny Chase Love, którego topowy raper promuje od początku jego pierwszego kawałka przedstawia się dosyć nieźle na bicie, czuć że jest zaznajomiony z rapowaniem i liznął już nieco na trackach. W singlu jest wiele odnosień do sportowych wydarzeń, osób (piłka nożna, koszykówka, etc.). Mix/Master i jakość stoją na największym poziomie, a stoi za nimi nikt inny jak topowa producentka - KayesTheProducer. ** Lyrics: Promocja: Produkcja: Dane:7 polubień
-
**Jest 30 grudnia 2023 roku, dobija godzina jedenasta w nocy. Przy jednym z budynków Laguna Place dochodzi do spotkania Santiago Marroquin oraz Kivon Xigang. Zanim ofiary wstąpiły do budynku zza rogu zdążyła wybiec dwójka zamaskowanych oprawców wyposażonych w rękawiczki oraz dwie bronie o kalibrze 9mm. Oprawcy przeszukali dwójkę facetów, lecz to Kivon Xigang skończył nieprzytomny przy budynku. Ogłuszony w tył głowy rękojeścią broni został znaleziony przez jednego z mieszkańców okolicy. Każdy może stwierdzić, iż głównym celem przestępców był Santiago Marroquin. Kamery zarejestrowały oprawców oraz "główny cel" w czarnym Minvianie poruszającym sie bez tablic rejestracyjnych. Minivan opuścił Los Santos z S. Marroquin wyjeżdżając w kierunku pustyni Grand Senora.** Nad ranem, kilka godzin później znaleziono rozwalony, opustoszały czarny Minivan który prawdopodobnie został zepchnięty ze zbocza.6 polubień
-
6 polubień
-
5 polubień
-
Written by Madeline Beckett- DAILY GLOBE, 30/12/2023 Kilka dni temu portal Lifeinvader obiegły posty oznaczone chwytliwymi hasztagami #stopthisabsurd oraz #cityofabsurd opublikowane przez członków zespołu Soul Evisceration, których autorami byli Eelis Forsberg oraz Fehu „Pandora” Skarsgard. Wspomniani muzycy opisali w nich sytuację wręcz kuriozalną, podczas której przedstawiciele służb naszego miasta mieli wykazać się nie tylko rażącą niekompetencją, ale również brakiem znajomości swoich fundamentalnych zadań. 23 grudnia około godz. 1:30 Noah Alexander, Wattie Reid, Fehu Skarsgard i Eelis Forsberg oraz dwóch pracowników lokalu Moonlit znajdując się przed ww. barem usłyszeli serię strzałów. Po przemieszczeniu się na parking za lokalem dokonali makabrycznego odkrycia – ujrzeli leżące na asfalcie cztery osoby z ranami postrzałowymi. W związku z powyższym niezwłocznie powiadomili stosowne służby, a w czasie oczekiwania na ich przyjazd – udzielili poszkodowanym pierwszej pomocy. W sytuacjach takich jak ta, pojawienie się na miejscu osób odpowiednio wykwalifikowanych w zakresie ratowania życia ludzkiego i czuwania nad ich bezpieczeństwem powinno przynieść ulgę. Jednakże w opisywanym przypadku było dopiero początkiem problemów. Zgodnie z relacją wyżej wspomnianych osób, przybyłej na miejsce ratowniczce medycznej przekazano informacje, co do widocznych urazów poszkodowanych, wskazując jednoznacznie na osobę, której stan i odniesione obrażenia były najrozleglejsze. Jednakże obecnej na miejscu pani medyk najprawdopodobniej udzielił się lęk nowicjusza, co w połączeniu z miejscem zdarzenia przypominającym istną rzeź poskutkowało decyzjami nie do końca racjonalnymi. Medyk obecna na miejscu poleciła, by osobą, która wymagała priorytetowej pomocy zajęli się wcześniej wymienieni muzycy. Pomimo nie do końca przemyślanej decyzji ratowniczki dołożyła ona wszelkich starań, by pomóc poszkodowanym, czego nie można powiedzieć o innych obecnych na miejscu personach. Artyści w swoich wpisach nie szczędzili słów krytyki wobec dwóch przedstawicieli Los Santos Sheriff’s Department, którzy pojawili się na miejscu zdarzenia. Mieli on bowiem w pierwszej kolejności zając się rozpytaniem postrzelonej w ramię poszkodowanej zamiast przejęciem od cywili czynności zmierzających do ratowania życia ludzkiego. Zwrócenie na ten fakt uwagi poprzez obecnych na miejscu świadków skończyć się miało ostrą wymianą zdań i groźbami umieszczenia ich w areszcie. Gdy jedyna obecna na miejscu ratowniczka prosiła o pomoc szeryfów, pozostawali oni bierni na jej prośby, gdyż zajęci byli przeganianiem świadków udzielających pomocy ofiarom strzelaniny. Scena ta byłaby nawet i komiczna, gdyby nie była prawdziwa. Cała akcja ratownicza przebiegała w atmosferze chaosu i braku jakiegokolwiek porozumienia, co zważywszy na okoliczności – mogło skończyć się tragicznie. Należy nadmienić, że to nie pierwszy raz, gdy członkowie zespołu Soul Evisceration wykorzystują swój potencjał medialny do nagłaśniania skandalicznych poczynań mundurowych z naszego miasta. Cieszący się powszechnym szacunkiem i zaufaniem społecznym muzycy niejednokrotnie obnażali w swoich mediach społecznościowych ułomności działań przedstawicieli departamentu. Powyższy incydent nie jest jedynym, do którego doszło w ostatnim czasie na terenie stanu San Andreas, a w którym to zachowanie funkcjonariuszy publicznych pozostawiało wiele do życzenia. W tym miejscu należy zadać sobie pytanie o przyczynę coraz częstszych przykładów braku profesjonalizmu przejawianych przez funkcjonariuszy organów porządkowych w naszym mieście. Warto podkreślić, że służba w Sheriff’s Department czy Police Department wiąże się z życiem w ustawicznym stresie, częstym znajdowaniu się w sytuacjach bezpośredniego zagrożenia życia, podejmowaniu decyzji w ułamku sekund, które następnie są osądzane przez samozwańczych ekspertów ograniczonych przez wiele czynników, ale na pewno nie przez czas. Ponadto funkcjonariusze publiczni muszą się niejednokrotnie mierzyć z szorstką krytyką otoczenia, nie jest to w końcu zawód szczególnie poważany. Trudno posądzać obecnych na miejscu przedstawicieli władz o celowe działanie czy złośliwość. Jaki jest zatem powód coraz częściej popełnianych uchybień przez funkcjonariuszy? Zwróciliśmy się do rzecznika Los Santos Sheriff’s Department o udzielenie komentarza na temat opisywanej powyżej interwencji oraz odpowiedzi na zadane pytania, które dotyczyły okoliczności całego zajścia. Niestety z uwagi na dobro wszczętego śledztwa LSSD nie mogło udzielić zbyt wielu informacji. Udało nam się dowiedzieć, że żadna z ofiar strzelaniny nie odniosła śmiertelnych obrażeń. Zgodnie z odpowiedzią rzecznika, cały przebieg działań szeryfów został nagrany przez kamery nasobne, jednakże z uwagi na analizę zabezpieczonego materiału filmowego – dostęp do nagrań dla mediów jest w tym momencie niemożliwy. Z oficjalnego pisma wynika także, że obecni na miejscu przedstawiciele zostali przeszkoleni z zakresu udzielania pierwszej przedmedycznej. Dlaczego zatem nie udzielili pomocy medyczce, która o nią prosiła? Dlaczego zamiast udzielić pomocy osobie z raną postrzałową i silnym krwotokiem zajęli się odpędzaniem osób obecnych na miejscu, którzy owej pomocy udzielali? Dlaczego po tym, gdy świadkowie odeszli od poszkodowanych – szeryfowie w żaden sposób nie pomogli medyczce, która pozostała sam na sam z czterema postrzelonymi osobami? Niestety, odpowiedzi na te pytania nie poznaliśmy. Warto poruszyć problematykę poziomu wyszkolenia przedstawicieli kluczowych służb w naszym mieście, które nie tylko mają czuwać nad naszym bezpieczeństwem, ale i ratować to, co mamy najcenniejsze – nasze życie. Jak możemy czuć się bezpieczni w miejscu, w którym coraz częściej dochodzi do błędów proceduralnych, z których nie są wyciągane żadne wnioski? Czy dożyjemy czasów, w których służby takie LSSD i LSPD będą synonimem profesjonalizmu, kompetencji i rzetelności? Niestety poprzez coraz liczniejsze incydenty ukazujące brak podstawowej wiedzy i umiejętności funkcjonariuszy czołowych organizacji porządkowych w naszym stanie, rokowania szans na poprawę obecnej, mocno napiętej sytuacji są coraz mniejsze. Powstają jedynie kolejne źródła napięć na linii: przedstawiciele władz-obywatele, które z każdą kolejną nieprawidłową interwencją coraz trudniej ugasić. Chcesz dołączyć do zespołu działu Daily News? Kliknij w reklamę i złóż aplikację!5 polubień
-
**Wypadnięcie z obiegu? Wypalenie muzyczne? Czy problemy emocjonalne? co targa Lost Empire** -------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------- Nowa nadzieja, ale to nie Star Wars -------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------- Od czasu gdy do sieci poszła informacja o tym, że skład Lost Empire opuścił aktualny wokalista Felix Müller, gitarzystka Jessamine Arcenaux i klawiszowiec Nikki Widher - zespół, a w zasadzie to co z niego zostało nie robił większych ruchów, Jack Müller praktycznie od razu zaczął misję skompletowania nowego składu, chciał jak najszybciej wrócić do tego co było dawniej bez zbędnej przerwy - patrząc na aktualny stan rzeczy, niekoniecznie się to udało. Jack swoją przygodę ze skompletowaniem nowej drużyny zaczął od poważnej rozmowy z ostatnim, ostałym perkusistą Cassiusem (Który trzyma się zespołu do dziś) na temat ich następnych działań, aż wtedy pojawił się on Kyler Kelly @greatking, wcześniej mężczyzna był zaznajomiony z muzyką Lost Empire - czy życie stanęło dla niego otworem gdy przy przypadkowym spotkaniu z Cassiusem dostał propozycję pokazania się Jackowi? kto wie, jak na ten moment to pasmo niepowodzeń z próbą postawienia wszystkiego na nogi. Wieść gminna o poszukiwaniu członków do składu rozniosła się tak daleko, żadne daleko - to tak jakby wysłać list na adres oddalony o 100 metrów - Kyler przy rozmowie z Cassiusem zaoferował rozmowę ze swoją znajomą której głos potrafił uśpić do snu, ale i napchać człowieka adrenaliną - tak o to w pierwszych planach nowego ładu pojawiła się Taylor Feyrer @Summersby która również została zaproszona na pierwsze spotkanie. Ostatnim ogniwem które zasili zespół miała być Alice Winter @Shadee, Jack od dłuższego czasu już śledził poczynania dziewczyny w mediach społecznościowych - lecz dopiero w momencie gdy na prawdę potrzebował kogoś chętnego do działania, ten się do niej odezwał - Reakcji dziewczyny nie da się opisać na inny sposób niż wielkie zaskoczenie. I tak zaczęła się przygoda z nowym składem Lost Empire, a bardziej dopiero zaczynała? po przecież zanim mogli nazwać się zgraną drużyną i zespołem - najpierw musieli pokazać że faktycznie chcą to robić, i dać nadzieję na to że to wszystko wypali - finalnie doszło do spotkania wszystkich zainteresowanych w dość nietypowym miejscu.. bo na molo przy dawnym klubie Silver Night Club gdzie Jack przedstawił swoją wizję działania i czego by oczekiwał od reszty. Gdy spotkanie się zakończyło, Jack zadał proste pytanie "Kto się na to pisze?", wszyscy wyrazili swoją aprobatę więc całość ruszyła do salki nagraniowej na mała próbę - bo po co tracić czas, gdy duża ilość została już stracona. -------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------- Ciąg dalszy pasma niepowodzeń? -------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------- Czas mijał, Lost Empire powoli podnosiło się z kolan - nowa muzyka, nowe pomysły, ale i nowe problemy których skutki usłyszycie później, zespół pracował nad nową muzykę, w końcu to tym razem Jack miał objąć wokal po swoim bracie, plany, spotkania, planowania, próby i tak w kółko - wszyscy popadli tak bardzo w rutynę że całość do niczego nie prowadziła, problemy z alkoholem Jacka również nie pomagały całej sytuacji - nie pomagały tak bardzo że Alice opuściła zespół w celu rozwijania się artystycznie poprzez fotografię, i zostawienia niepotrzebnego obciążenia umysłu, bo prawda jest taka że nie każdy wytrzyma z alkoholikiem, prawda? Taylor chodziła swoimi ścieżkami, nie zawsze była na próbie mimo że cały zespół zamieszkał razem w dawnym magazynie - stwierdzili że będzie to dobry sposób na pełne zgranie się, a doprowadziło to tylko do większych podziałów. Szczególnie nad nowym materiałem siedział sam Jack i Kyler - pomysłów mieli wiele, ale doprowadzenie chociaż jednego do końca było problemem, przez głowy mężczyzn przeszły pomysły między innymi o zaczęciu akcji uświadamiani ludzi, że mężczyźni też mają różne problemy emocjonalne, i nie ma czegoś takiego jak ideał mężczyzny wpajany przez starsze pokolenia, drugim pomysłem była akcja we współpracy z Dagaardem, sama akcja miała uderzyć typowo w stróżów prawa miasta, pokazania na szerszą skalę niezgodę na aktualne działania - sam pomysł również nie wypalił po przedyskutowaniu całej sprawy, wyrządziło by to więcej szkód niż korzyści. Finalnie wszystko ucichło, problemy Jacka się pogłębiły przez co ten wylądował na odwyku. -------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------- Imperium kontratakuje, ale to Jack Müller -------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------- Niecały miesiąc później Jack opuścił odwyk, zapisał się na niego mimowolnie także gdy uznał że już będzie się starać, będzie lepszy - po prostu go opuścił, na takie przypadki najlepiej działa terapia szokowa ponieważ na w.w. odwyku Jack dorobił się nowej rany na lewej połowie twarzy, cała sytuacja wygląda na komiczną gdyż został zaatakowany potłuczonym talerzem przez inną osobę która nie mogła sobie poradzić bez kropli procentów we krwi, Jack prawie stracił oko, ale zarazem otworzyło mu to oczy na to jaki mógłby być, i poniekąd na to jaki był. Kilka dni po powrocie Jack odezwał się do Kylera w celu dalszej współpracy, na ten moment mężczyźni planują zmianę - przez długi czas ich samozwańcza kariera podupadła, stwierdzili że to dobry moment na rozpoczęcie nowego rozdziału w ich muzyce, jak potoczy się to dalej? ciężko powiedzieć - ale w kuluarach jest mówione o tym że Lost Empire trochę odbiegnie od aktualnego stylu muzycznego, i nie tylko muzycznego. **Nikomu nie pozostaję nic innego, niż czekanie**4 polubienia
-
4 polubienia
-
4 polubienia
-
4 polubienia
-
Dziękuje wszystkim ludziom, który trzymali za nas kciuki jak i tym, którzy wchodzili z nami w ciekawe interakcje. Wydaje mi się, że stworzyliśmy fajny gang, który nie opierał się tylko na dm'ach, czy kółkach różańcowych. Naszym zamysłem było postawienie organizacji przestępczej bez napinek, czy gości pod krawatem. Stworzyliśmy ekipę, która na RP szukała tego samego, czyli Fun'u z gry, ciekawych wątków, czy przemyślanych postaci i luźnej atmosfery. Spotykaliśmy się z ludźmi, którzy mówili nam, że nie da się zagrać ciekawie gangu ulicznego, gangi są nudne - JEST TO NIE PRAWDA! Przez trzy miesiące udało nam się złapać setki interakcji z graczami, tworzyliśmy różne eventy w Vanilli Unicorn, wszystko po to, by dać graczom coś od siebie, a ludzie i tak będą mówić, że gangi są nudne. Mamy nadzieje, że TTP zapadnie wam w pamięci jako dobra organizacja przestępcza, a nam nie pozostało nic innego jak tylko się pożegnać. Widzimy się w innych projektach, pozdro!4 polubienia
-
Cześć! Przyszedł czas na zamknięcie projektu Tree Top Piru, który prężnie działał i rozwijał się od samego początku naszej gry. Przegraliśmy łącznie na wszystkich postaciach setki godzin, rozwinęliśmy setki wątków zarówno między sobą jak i innymi organizacjami bądź też graczami frakcji publicznych. W życiu każdego projektu przychodzi pewien moment, w którym decyzja o jego zamknięciu jest tą najlepszą, teraz przyszedł moment drzewkowego gangu. Dziękujemy wszystkim graczom, którzy mieli z nami styczność i, z którymi wynikła przyjemna bądź mniej przyjemna gierka. Dajemy sobie teraz trochę czasu na odetchnięcie, złapanie nowej energii i nowej zajawki, a potem wrócimy z czymś świeżym i czymś mocnym. Mamy nadzieję, że pokazaliśmy kawał dobrej giery pokazując tym samym fajny klimat, jaki ma w sobie set TTP. Drzewkowi ziomale odmeldowują się po ponad trzech miesiącach mocnej gry! Tree Top Piru w tej dziwce, do zobaczenia w innych projektach, peace. Pozdro!4 polubienia
-
THE INFAMOUS CRENSHAW MAFIA Crenshaw Mafia to jeden ze starszych gangów o głównie dominującej czarnej etniczności z miasta Inglewood. Oryginalni założyciele, m.in. ”OG Kay Bee”, zaczęli funkcjonować jako Crenshaw Mafia będąc spin-offem Inglewood Family Gang w 1981 roku. Główna lokacja gangu to ”The Village”, szerzej znane jako ”Darby-Dixon”. Są to apartamenty mieszkalne przy 104 ulicy okupowane przez Mafie. Zaraz obok po wschodniej stronie jest Crenshaw Blvd., a kawałek na północ Century Blvd. Ogólnikowo cały ten obszar jest nazywany ”The Bottoms” ze względu na to, że jest po prostu położony geograficznie na dole wzgórza. W 1997 roku miasto Inglewood wydało można powiedzieć wyrok na gang w postaci gang injunction, co miało na celu wyplenienie stamtąd członków gangu by dać wolną rękę deweloperom na przebudowę okolicy. W związku z tym miały powstać nowe restauracje czy inne biznesy. Mimo to gang wciąż jest aktywny tam gdzie zapuścił korzenie od samego startu, ale nie na taką skalę jak kiedyś. Gentryfikacja dotknęła CMGB co spowodowało znaczące przytłumienie gangu i jego świetności jaką miał w latach dziewięćdziesiątych. Sama historia CMGB jest dosyć obszerna i bogata. Sięgając kilka dekad wstecz Crenshaw Mafia debiutowała medialnie w wielu projektach. Gang przez swoją chwytliwą nazwę był wspominany w takich filmach jak m.in. kultowym ”Boyz n The Hood”, gdzie padło sławne ”I ain’t from Africa, I’m from Crenshaw Mafia”, czy w ”Straight Outta Compton” będąc reprezentowanym poprzez postać ”OG Two Tone”. Nie można też zapomnieć o nie małym udziale w ”Bangin on Wax”, gdzie Bloody z Bottoms dawały o sobie znać z wypalonych płyt poprzez Lil Hawka, certyfikowanego członka Mafii i rapera który odbębnił grube lata w Kalifornijskim więzieniu stanowym. Wyróżnić można jeszcze oldschoolowych raperów takich jak Big WY czy Spyder z tego samego gangu. Crenshaw Mafia dała radę też wyrwać się z Inglewood do Denver, Colorado, gdzie funkcjonują po dziś dzień. Jest to jeden z najaktywniejszych gangów Bloods z LA w Denver, którego szeregi zasilają tam zarówno czarni jak i meksykanie. Gang znajduje się w w/w mieście Inglewood. Jest to dosyć specyficzne miejsce w Los Angeles ze względu na górowanie Bloodów. Największą część zabierają dla siebie Inglewood Family Gangster Bloods, które można śmiało powiedzieć, że zajmuje 2/4 miasta. Pozostałe gangi z Inglewood które bandanę trzymają po prawej stronie to Queen Street Bloods, Centinela Park Family Gangster Bloods, Center Park Bloods, Avenue Piru Gang, Neighborhood Piru i właśnie Crenshaw Mafia. Biorąc pod uwagę taką skale i pomijając poszczególne gangi meksykańskie, z czarnych gangów Bloods dominuje w Inglewood. Występowanie Cripów jest znikome, ale wciąż, m.in. Osage Legend Crips czy Imperial Village Crips. Od dnia pierwszego Crenshaw Mafia była ściśle powiązana z zaprzyjaźnionym gangiem Denver Lane Gangster Bloods, jeszcze nawet przed wpadnięciem pod parasol ”Bloods”. Przypieczętowaniem ich sojuszu jak i zarówno dobrych relacji był chwytliwy miks nazw obydwu gangów. ”Mafia Lane” – bo tak się nazywa ten movement – to Crenshaw Mafia & Denver Lanes, co można było usłyszeć na wielu trackach z przeszłości. Społeczności Bottomsville nigdy nie było po drodze z Cripami, co przełożyło się na opowiedzenie po czerwonej stronie. Sam skrót ”CMG”, co oznacza Crenshaw Mafia Gang, interpretowany jest również jako ”Crab Murder Gang”. Daje to do zrozumienia jaką nienawiścią do Crips buzuje ferajna z 104th. Teoretycznie gang jest nastawiony wrogo do wszystkiego co niebieskie. Crenshaw Mafia nigdy nie spoufalała się z pobliskimi Cripami. Mając spięcia z niebieską stroną, największa wojna i zgrzyty to definitywnie z Neighborhood Crips. Od Rollin 40s po Rollin 100s. Mafia stoi twardo na ziemi z całym ”CK” i ”OK” w ich stronę. Poza tym historycznie rywalizują z 18th Street Gang, jak to klasycznie Bloody, konkretniej z 106th Tiny Winos skąd jest Young Dopey. Co więcej zdarzały się nawet mniejsze sprzeczki z innymi Bloodami, konkretniej Inglewood Families, ale były one szybko przygaszane. Będąc spod Bloods swojego czasu trzeba było zachować pewną solidarność wśród innych Bloodów ze względu na znacznie mniejsze liczby co do Cripów, więc walka wśród swoich mogłaby być krytyczna jeżeli równocześnie były od zawsze kłopoty ze strony Crips. MAFIA NOW Crenshaw Mafia wciąż jest aktywna i nigdzie się nie ruszyła z pierwotnego miejsca. 104th to HQ Crenshaw Mafii w Bottomsville, poza tym widzi się ich na 10th Ave, 99th Street i naturalnie apartamentach Darby-Dixon. Niekiedy młodsza generacja mówi o sobie ”T.Y.Gs” co jest skrótem od Tiny Young Gangsters. Trzymają stabilnie swoją granicę żyjąc w tych samych apartamentach przy Crenshaw Blvd. & 104th, tocząc niezmienną od wielu lat wojnę z Crips – konkretniej NH Crips – oraz 18th Street Gang z kliki 106th Tiny Winos, Inglewood 13 i Tepa 13. Swoje sąsiedztwo dzielą z gangiem Malditos 13. Ich kliki to 104th Street, Bottom Locos i Hardisde Locos. Malditos to Sureños ale nie jest tajemnicą, że Mafia miała na nich duży wpływ. Ich stosunki są dobre co spowodowało naturalnie przyjęcie beefów CMGB, które dziś razem ze sobą dzielą. To samo tyczy się Bloodowego lingo czy ubioru, a nawet koloru. Swoją drogą przez to niektórzy Chicanos zostają oficjalnie z Crenshaw Mafii, co czyni gang multi-kulturowym. ”2 Ms” to właśnie niesławna Mafia & Malditos. Inglewood Families lub Avenue Piru to następne dwa bliskie sety z którymi można ich razem zobaczyć, jak i oczywiście historycznie Denver Lanes. ”Mafia Lanes”, ”Family Mafia” to nic nowego. CMGB to gang spod parasola Bloods, co za tym idzie w więzieniu stanowym czy areszcie głównie trzymają się z pozostałymi Bloodami tworząc jedność. Nie rozbijają się na mniejsze karty jak Cripy. Ich karta to Bloods kropka. Mentalność z przeszłości jeżeli chodzi o bycie ”no kuttz” dalej jest na czasie. Jeżeli jakiś Blood zrzekł by się swojego setu na rzecz ochrony i zostałby ”kutt” za kratami, traci szacunek w oczach dotychczasowych zaprzyjaźnionych członków gangów. O ”no kuttz” jest dziś trąbione dalej by nie wchodzić w układy które mogą skutkować tym, że Blood z np. Mafii będąc kutt będzie musiał zabić innego CMGB na rzecz UBN. Stąd gangsterzy wolą zostać po prostu lojalni swojemu gangowi, setowi, mając gdzieś lepszą ochronę. Medialnie biorąc pod uwagę teraz dają o sobie znać Monster#4 (ksywa twórcza Skramz) i Trezz. To dwóch raperów z Los Angeles którzy podtrzymują imię Crenshaw Mafii w muzyce. Robił to jeszcze dotąd Big WY – raper legenda z tego obszaru – który niestety odszedł w drugim kwartale 2023 roku. Poza twórczością muzyczną, takie portale jak Instagram są przepełnione młodszą generacją Mafii która poprzez zdjęcia czy wideo pokazuje jak pełną parą gangbangują swój set. Co do mediów to nie można zapomnieć o krwawej potyczce Stinc Team a Inglewood Bloods. Raper Drakeo the Ruler, który jak mówił nie był z żadnego gangu, stracił życie przez rapowy beef w który się wplątał. Gwoździem do trumny był track ”IngleWEIRD” ze strony Drakeo który zdissował całe miasto Inglewood, a jak wiadomo jest to miasto w głównej mierze Bloodów. Munchie B, poważna persona z Inglewood Families, odpowiedział na tym samym bicie pod tytułęm ”HellaWeird” dissując Drakeo. Sam Munchie był na celowniku jeżeli chodzi o dissy ze strony Stinc Teamu. Mimo, że Drakeo nie był oficjalnie z żadnego gangu to dorastał w 100s wśród Cripów. Nie jest też tajemnicą, że ewidentnie Stinc Team był BK. Grupa posiadała w swoich szeregach sporo Cripów. Padało wiele gorzkich słów przez długi czas na tle Inglewood Bloods <----> Stinc Team co poskutkowało śmierciami poszczególnych osób, Koniec końców żadna strona konfliktu nie jest wygraną. Główne insygnie to Cincinati Reds – “C” od Crenshaw, Minnesota Twins, Milwaukee Brewers – ”M” od Mafia, Greenbay Packers, Cleveland Guardians – “G” od Gangster, Boston Red Sox – ”B” od Bloods, Bottomsville czy Cleveland Indians – “I” od Inglewood. W grę też wchodzi "4hunnid" - 104th Street, Calvin Klein - CK lub popularna w tym kręgu postać czerwonego M&Ms. To jedne z głównych symboli używanych przez Mafie. Gangsigny czy specyficzne graffiti to następna nieodłączna część która pozwala rozeznać kto jest skąd czy gdzie jest się. w danym momencie. W przypadku Bloodów z CMGB to indywidualny gangsign "CM" - Crenshaw Mafia, "W" - Westside, "B" - Bloods, "4" - 104th, "CK" - Crip Killer i wiele więcej które po wykonaniu przez członka gangu dają znać skąd jest bądź co reprezentuje. Lingo Bloods od zawsze było bogate. Natarczywe zmienianie "C" na "B" w mowie lub na "K" na murach to chleb powszedni. Dostosowując slang do swoich wrogów powstają też takie skróty jak np. "owekilla" co jest przekształconym zwykłym "OK", skierowane w strone wrogów z NH. Klasyczne "wooop" zapoczątkowane przez Denver Lanes to coś o czym wie każdy Blood. W przypadku CM, na murach zobaczy się skreślone litery takie jak C (Crips), N (Neighborhood Crips), O (Rollin Owes) lub całe 18th Street. Mafia nie szczędzi zasobów byleby poniżyć swoich rywali, dlatego też z ich strony usłyszy się kreatywne dissy skierowane we wrogie sety. Joł. Powracamy w tym samym składzie co zawsze w wersji Bloodowej. Zdecydowaliśmy się na gang uliczny bo to tak naprawdę coś co zawsze graliśmy i w czym dobrze się czujemy. Wybraliśmy set który raczej wcześniej rzadko był brany na celownik przez graczy, o ile był w ogóle. Zebraliśmy o nim potrzebne nam do gry informację które wykorzystamy by przedstawić spójną grę Blooda z Inglewood na miarę obecnych czasów. Na pewno dołożymy jakąś autorską cegiełkę od siebie, bo nie wszystko jest dostępne i łatwe do znalezienia w internecie, czy też po prostu pasujące nam. Przede wszystkim chcemy przedstawić grę czarnego gangu z prawdziwego zdarzenia. Plan na grę to nic innego jak zaczęcie od zera jako czarni nastolatkowie z obszaru kontrolowanego przez Crenshaw Mafie, podobnie jak w LGS18 które graliśmy wcześniej. Nie zobaczycie u nas na zrzutach od samego startu na wszystkich postaciach skinny jeansów po tysiąc dolarów za sztukę, złotych łańcuchów czy oklepanego wyglądu czarnego gangbangera prosto z instagrama. To nie znaczy, że nie będziemy do tego dążyć swoimi charami, wręcz przeciwnie, wszystko stopniowo. ”Look” naszych postaci z początku będzie adekwatny do ich finansów, wiadomo, że można wyglądać jak gość z IG mając podróbki ciuchów i łańcuchy z jakiegoś szajsu które są łatwo i tanio dostępne, ale chcemy zagrać to po swojemu. Może nawet momentami wyglądać jak Blood z 2000s który jest broke-boyem w dickies. Krótko mówiąc nie chcemy od buta wyczerpać wszystkiego na samym starcie całą ekipą. Sam zamysł tego gangu to luźna gra wieczorami. Z czasem sama aplikacja będzie dodatkowo edytowana i rozbudowywana. W razie chęci gry z nami śmiało odzywaj się na PW forum/discord. Skład: waxel, josek, Mickey Galvez, Danny Price, frosty, RAWTagger, Duzzy, donfromdamafia, westheaven, nevada, hispanic causing panic, edgar, gazownik, alchemik, struggler3 polubienia
-
Written By: Fineke Beristain-Baerdemaker | Daily Globe Enus Motor Cars Ltd. – brytyjski producent ultraluksusowych samochodów osobowych i SUV-ów z siedzibą w Goodwood, działający od 1906 roku. Należy do niemieckiego koncernu Übermacht. Enus Super Diamond ma opinię najbardziej ekskluzywnego modelu samochodu na świecie. Wyróżnia go zwłaszcza jeden szczegół – figurka nazywana "Spirit of Ecstasy", która przedstawia pochyloną figurę z ramionami rozłożonymi w taki sposób, jakby zbierała się do lotu. Super Diamond, bo to o nim dziś mowa, wprowadzony został na rynek w 2003 roku. Sam wóz prezentuje się majestatycznie i zaskakująco elegancko, emanując niepowtarzalnym stylem znanym z marki Enus. Jego imponujące proporcje nadają mu niezapomniany charakter, z długością blisko 5,83 metra, co czyni go jednym z największych limuzyn dostępnych na rynku. Karoseria tego wyjątkowego modelu jest płynna i aerodynamiczna, przy jednoczesnym podkreśleniu surowego luksusu, z którego Enus jest znany. Testowany przeze mnie od dwóch tygodni na rzecz działu "Behind The Wheels" egzemplarz, został mi użyczony dzięki życzliwości mojej redakcji, dziękuję Panowie za nieocenioną pomoc w zdobyciu tej kobyły. Użyłam wcześniej słowa "kobyła" nie bez powodu, Super Diamond na tle innych modeli premium w swoim segmencie cenowym jest jak w.w kobyła na dodatkowych sterydach. Począwszy od masywnego, charakterystycznego frontu, gdzie dominuje rozległa, chromowana atrapa chłodnicy z subtelnym logo Spirit of Ecstasy, po lśniące, wielkoformatowe felgi i elegancko ukształtowane linie boczne, Diamond z 2003 roku emanuje prestiżem i wyrafinowaniem i widać to zerkając na niego po uprzednim przebudzeniu przez rodzica o godzinie trzeciej w nocy w czwartek. Sama zabawka do lekkich też nie należy, waga Super Diamonda wynosi około 2,5 tony. Ta imponująca masa pojazdu jest w stu procentach zrozumiała, biorąc pod uwagę jego obszerne i luksusowe wnętrze, solidną konstrukcję, a także liczne elementy wyposażenia, które przyczyniają się do komfortu podróżowania i elegancji tego prestiżowego samochodu. W takim razie co napędza nasz mały czołg? Otóż wyposażony jest w majestatyczny silnik benzynowy V12 o pojemności 6.75 litra, który został stworzony przy pomocy inżynierów Übermacht (do których notabene Enus należy). Ta potężna jednostka napędowa stanowiła nie tylko serce pojazdu, ale również symbol niezrównanego osiągu i komfortu jazdy, zgodnego z najwyższymi standardami, jakie oferuje marka Enus. Silnik V12 tego modelu to nie tylko techniczne osiągnięcie, ale również arcydzieło inżynieryjne, dostarczające potężne ilości mocy przy jednoczesnym zachowaniu niespotykanego poziomu płynności pracy. Jeśli chodzi o skrzynię biegów, Super Diamond z 2003 roku był najczęściej wyposażany w automatyczną skrzynię biegów. Automatyczna przekładnia była integralną częścią koncepcji komfortu, jaką reprezentuje marka Enus, umożliwiając płynne i niemal nieodczuwalne zmiany biegów, co przyczyniało się do jednostkowego charakteru jazdy tego luksusowego samochodu. Dźwięk tego silnika i bezgłośny automat podczas ruszania czy przyspieszania był niemalże muzycznym akompaniamentem podróży, dopełniającym atmosferę luksusu i ekskluzywności, która towarzyszyła każdej przejażdżce Diamondem po ulicach Los Santos. Nasza "kobyła" oferuje przestronną przestrzeń bagażową, zgodną z oczekiwaniami klientów ceniących luksusowe i wygodne podróże. Choć konkretne dane dotyczące pojemności bagażnika mogą się różnić w zależności od wersji i ewentualnych modyfikacji dokonywanych przez klientów, to jednak ogólnie można oczekiwać, że bagażnik tego modelu będzie oferować znaczną ilość miejsca. Podobnie jak w przypadku innych luksusowych limuzyn, Diamond posiada wyjątkowo obszerny bagażnik, co jest zgodne z filozofią marki, gdzie komfort podróżowania i funkcjonalność są równie ważne jak elegancja i luksus. Przestrzeń bagażowa tych samochodów jest z reguły starannie zaprojektowana, umożliwiając wygodne pakowanie i transport przedmiotów, co sprawia, że podróżowanie tym pojazdem jest nie tylko luksusowe, ale także praktyczne. Konkretną pojemność bagażnika najlepiej jest sprawdzić w dokumentacji technicznej danego egzemplarza lub skonsultować się z producentem lub dealerem, aby uzyskać dokładne informacje na temat przestrzeni bagażowej w danym modelu Diamonda, gdyż jak wspomniałam wyżej, jest to kwestia indywidualna. Ad punctum, warto? Decyzja o zakupie Enusa zależy od wielu czynników, takich jak osobiste preferencje, budżet, oczekiwania od samochodu i indywidualne upodobania. Poniżej przedstawiam argumenty zarówno za, jak i przeciw zakupowi Diamonda: Argumenty "ZA": Luksus i prestiż: Enus to symbol luksusu i prestiżu. Posiadanie tego samochodu jest wyrazem wyjątkowego stylu życia i statusu społecznego. Niezrównane wykończenie: Wnętrza Enusów są ręcznie wykańczane przez wykwalifikowanych rzemieślników, co gwarantuje najwyższą jakość i dbałość o detale. Innowacje i technologia: Enus, mimo tradycyjnego podejścia do luksusu, integruje nowoczesne technologie, zarówno pod względem bezpieczeństwa, jak i rozrywki. Komfort jazdy: Samochody tej marki słyną z niezrównanego komfortu jazdy, dzięki zastosowaniu najwyższej jakości materiałów, zaawansowanym systemom zawieszenia i izolacji dźwiękowej. Argumenty "PRZECIW": Wysokie koszty zakupu i utrzymania: Enusiki to luksusowy produkt, co oznacza, że koszty zakupu i utrzymania (serwis, części zamienne) są znacznie wyższe niż w przypadku przeciętnych samochodów. Duże rozmiary i uciążliwość w mieście: Z powodu imponujących rozmiarów, manewrowanie i parkowanie w miejskich warunkach może być wyzwaniem. (dla mnie było w szczególności, jestem przecież kobietą) Więcej nie znalazłam tak szczerze. Podsumowując, zakup Enusa to decyzja indywidualna, zależna od osobistych upodobań, możliwości finansowych i oczekiwań. Zanim podejmiesz decyzję, warto starannie zastanowić się nad wszystkimi aspektami i ewentualnie skonsultować się z ekspertami branżowymi, bo zwroty w tym przypadku nie wchodzą w grę. Chcesz dołączyć do zespołu działu Daily News? Kliknij w reklamę i złóż aplikację!3 polubienia
-
3 polubienia
-
[Gastronomia]Steel Thunder Bar & Grill
Muchomorek i 2 innych polubił temat przez VDX
oj szkocka bez lodu będzie pita!3 polubienia -
[Gastronomia]Steel Thunder Bar & Grill
Muchomorek i 2 innych polubił temat przez rumcajs
Dobre kotleciki robią 👨🍳3 polubienia -
VMW RECORDS
krystiiian i 2 innych polubił temat przez Kondor
Początek grudnia producentka Aniyah Geovanney rozpoczęła od stłuczki z radiowozem, o której napisał portal Gossipy Los Santos - Narkotyki sprawiły, Aniyah KayesTheProducer Geovanney zaliczyła stłuczkę z radiowozem? (#1) Raper Baby Dalore wypuścił numer pod tytułem EIGHTEEN z gościnką od RiRi zrealizowany przez KayesTheProducer. (#1) Aniyah KayesTheProducer Geovanney pojawiła się pikantnym zdjęciu z raperem Chase Love wrzuconym na jego stronę Lifeinvader, które wywołało niemałe zamieszanie wśród fanów i rozpoczęło spekulacje związku z artystą. (#1) Zaid Baby Dalore Zarphy wskoczył na scenę podczas koncertu CHA$E, Orlando Dalore i KENNY w Oasis Night Club. Aniyah KayesTheProducer Geovanney pojawiła się na stronie internetowej wytwórni ASTAROTH RECORDS w fotorelacji, która przedstawiała przebieg zbiórki dla futrzaków z lokalnego schroniska. Producentka zaangażowała się w akcję dokładając do niej cegiełkę w postaci darowizny pieniężnej. (#1) Aniyah KayesTheProducer Geovanney dołożyła cegiełkę do projektu ALL ME rapera KELLY produkując i realizując numer ALPHA&OMEGA. (#1) Zaid Baby Dalore Zarphy pojawił się na scenie w klubie Gemstone podczas koncertu Orlando Dalore, CHA$E i KENNY. Aniyah KayesTheProducer Geovanney wskoczyła na scenę podczas koncertu raperki Sassy B razem z Gio Parris i raperką Renee RiRi Tillery. Zaid Baby Dalore Zarphy i Aniyah KayesTheProducer Geovanney pojawili się na bankiecie Le Foundation gdzie oddali darowiznę. Na tej samej imprezie, Zaid stanął w obronie swojego starszego brata, który został zaatakowany przez członków zespołu DIVEBOMB, bez litości znokautował Dustin Schmidt przed wejściem do budynku. Na Lifeinvader pojawiła się strona Dalore Brothers Leaks, a na niej urywek z Instagramowego Story losowej osoby, na którym Zaid Zarphy dewastował swój samochód kijem bejsbolowym. W tle leciał jego jeszcze niewypuszczony wtedy numer pod tytułem 007. (#1) Na Instagramie @kayestheproducer dnia 20 grudnia odbył się krótki live prosto z podjazdu posiadłości Chase Love, na którym raper został obdarowany przez producentkę złotym łańcuchem obsadzonym czarnymi diamentami oraz fizycznym egzemplarzem jej nadchodzącego albumu, który jednocześnie zapowiedziała w tym momencie. Dziewczyna zarazem w pewnym sensie obaliła teorie, co do jej związku z raperem. (#1) Oficjalnie na światło dzienne wyszedł numer 007 autorstwa Baby Dalore 23 grudnia 2023 roku w godzinach nocnych. (#1) Dnia 25 grudnia na Instagramie @kayestheproducer około godziny 16:00 odbył się krótki live ze studio, na którym producentka wspomniała o kulisach powstawania projektu i zdradziła całą ilość numerów wraz z oficjalną datą premiery. Na końcu pojawiła się raperka RiRi bujająca się do fragmentu jednego z numerów z taśmy. (#1) Tego samego dnia na wszelkie platformy streamingowe oraz półki sklepowe trafił debiutancki album z ręki KayesTheProducer zatytułowany Ocean Views pod wydawnictwem wytwórni Vinewood Most Wanted Records. (#1) 27 grudnia pojawił się artykuł na temat albumu na stronie ATOMIC pod tytułem: 028. Rene RiRi Tillery i Aniyah Geovanney przyłapane na planie teledysku przed strip klubem Vanilla Unicorn. (#1) Tego samego dnia na Wschodnim Vinewood oraz dzielnicy Burton pojawiły się billboardy promujące wydanie Ocean Views, przy jednym z nich dziewczyna wrzuciła post na swoje social media. (#1, #2, #3) Dnia 28 grudnia 2023 roku do Internetu trafił teledysk promujący album Ocean Views do piosenki pod tytułem PLAY od producentki Aniyah KayesTheProducer Geovanney stworzonej razem z raperką Renee RiRi Tillery. (#1) Zaid Baby Dalore Zarphy zaangażował się w organizację pochówku swojego brata Mhali Orlando Dalore Zarphy. Na pogrzebie pojawili się przedstawiciel wytwórni Requan Ebwa wraz z Aniyah KayesTheProducer Geovanney. Producentka Aniyah KayesTheProducer Geovanney zajęła się produkcją i realizacją numeru $CANDALOUS rapera $CANDO mocno promowanego przez CHA$E. (#1) Pod koniec miesiąca zakontraktowano raperkę Renee RiRi Tillery, co nie zostało jeszcze publicznie ogłoszone. WYDATKI: Opłata za wytłoczenie płyt albumu Ocean Views autorstwa Aniyah KayesTheProducer Geovanney - $30.000 Wynajęcie klubu Vanilla Unicorn wraz z tancerkami do teledysku pod numer PLAY - $40.000 Wynajęcie limuzyny Mammoth Patriot Scretch z wypożyczalni Steward Car Rental na potrzeby teledysku pod numer PLAY - $17.150 Wykupienie billboardów na Zachodnim Vinewood i dzielnicy Burton - $15.000 Premia pieniężna dla producentki Aniyah KayesTheProducer Geovanney - $50.0003 polubienia -
3 polubienia
-
Ekipa oraz liderzy projektu Vibe Roleplay
sentinobln i 2 innych polubił temat przez mafineeek
Jeszcze jedna informacja ode mnie - w głównym poście tego tematu, pod "Moderator forum" znajdziecie teraz listę administratorów LifeInvader. Do tych osób możecie kierować wszystkie sprawy związane z LifeInvader. 🥳3 polubienia -
3 polubienia
-
SanTrans w walce z białym puchem Wydarzenie skierowane do strefy cywilnej Data: 28.12.2023r. W związku ze śnieżycami i sporymi zaspami śniegu, firma SanTrans postanowiła działać szybko i skutecznie, aby przywrócić normalne funkcjonowanie ulic miasteczka malowniczego Paleto Bay. Wczesnym rankiem odśnieżarki SanTrans wyruszyły na ulice Paleto Bay, gotowe do rozprawienia się z górą białego puchu. Pracownicy skutecznie przecinali zaspy, otwierając przejścia dla mieszkańców i pojazdów. Poza odśnieżaniem pracownicy zadbali również o utrzymanie bezpieczeństwa na drogach poprzez rozsypywanie soli. Akcje firmy SanTrans nie pozostały niezauważone przez mieszkańców Paleto Bay. Ci z zaciekawieniem i wdzięcznością obserwowali, jak pracownicy firmy przemierzają ulice, eliminując biały puch.3 polubienia
-
3 polubienia
-
3 polubienia
