-
Postów
411 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Informacje dodatkowe
-
Discord
kamikaze0507
Ostatnie wizyty
5 421 wyświetleń profilu
Osiągnięcia Kamikaze
-
Kamikaze polubił odpowiedź w temacie: RageMP: Przyszłość serwera
-
Kamikaze polubił odpowiedź w temacie: [05.07.2026] The Blue Whale | Endless Breeze.
-
wiewiorkaaa polubił odpowiedź w temacie: 🐳 The Blue Whale 🐳
-
Zazi polubił odpowiedź w temacie: 🐳 The Blue Whale 🐳
-
Flafi polubił odpowiedź w temacie: 🐳 The Blue Whale 🐳
-
Podsumowanie [01.01 – 30.06] ________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________ ________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________ Twarze członków The Blue Whale są powszechnie znane wśród lokalnej społeczności Los Santos. Co jednak działo się z zespołem przez ostatnie pół roku? Pierwsze miesiące roku, tuż po powrocie gitarzystki Delight z ośrodka leczenia uzależnień od alkoholu i narkotyków, zapowiadały stopniowy powrót zespołu do normalności. Formacja pojawiła się na scenie baru The Last Tide, występując przed wyjątkowo nietypową jak na swój repertuar publicznością, wśród której nie brakowało przedstawicieli sceny punkowej, ale również osób utożsamiających się z ruchem white pride. Dla samej Delight miejsce to nie było przypadkowe. To właśnie tam jeszcze niedawno spędzała większość swoich wieczorów, próbując zagłuszyć problemy alkoholem. Wszystko zmieniło się jednak wraz z pojawieniem się kontrowersyjnych informacji dotyczących środowiska skupionego wokół lokalu, które sprawiły, że gitarzystka definitywnie odcięła się od tego grona. __________________________________________________________________ Kolejnym i zarazem ostatnim przystankiem zespołu w pierwszym półroczu był The Endless Breeze. To właśnie tam The Blue Whale udostępniło swoją scenę początkującemu artyście, Leonowi „NEYLO” Snyderowi, który stawiał pierwsze kroki w branży muzycznej. Wydawało się, że dla zespołu będzie to początek kolejnego etapu działalności. Stało się jednak zupełnie inaczej. Niedługo po tym wydarzeniu działalność zespołu praktycznie zamarła. Pogrzeb Zary Nightbourne, Delight niemal całkowicie zniknęła z życia publicznego. Zamknęła się w swoim domu, odcinając się od świata i próbując poradzić sobie z utratą osoby. W tym samym czasie Anne, wokalistka zespołu, przeżywała wyjątkowo burzliwy okres. Miesiące pełne szczęścia i zakochania zakończyły się bolesnym rozstaniem, pozostawiając po sobie ślad, który - jak przyznają osoby z otoczenia zespołu - nie pozostał bez wpływu na jej życie i twórczość. Z kolei Theo i Mark Harland niemal całkowicie poświęcili się rodzinie. Narodziny dzieci sprawiły, że muzyka zeszła na dalszy plan. Zamiast kolejnych prób i koncertów ich codzienność wypełniły obowiązki rodzicielskie, nieprzespane noce oraz zupełnie nowe wyzwania. __________________________________________________________________ Nie zmienia to mimo wszystko faktu, że coś było hucznie zapowiadane przez formację. Dlaczego więc plany do tej pory nie zostały zrealizowane? Ciężko przyznać, choć o ile wersji oficjalnej do dziś zespół nie opublikował, tak narodziło to wiele teorii, nawet zakrawających o ciche rozwiązanie bandu. Przez pół roku sala prób pozostawała zamknięta - Pomieszczenie, w którym narodziły się największe utwory The Blue Whale, pogrążyło się w ciszy. Instrumenty pokrywała warstwa kurzu, wzmacniacze pozostawały wyłączone, a światło ani razu nie rozjaśniło wnętrza miejsca, które przez ostatnie trzy lata było drugim domem muzyków. The Blue Whale zniknęło z line-upów festiwali, lokalnych koncertów, klubowych wydarzeń i miejskich imprez. Tam, gdzie jeszcze niedawno publiczność śpiewała ich utwory, pozostała jedynie cisza. Równie zastanawiająca wydaje się sytuacja zespołu z wytwórnią Blood Moon Records. Mimo wielomiesięcznej przerwy w działalności formacji, label nie wyciągnął wobec muzyków żadnych konsekwencji. Z drugiej strony trudno również mówić o realnym wsparciu. Po premierze świątecznego coveru „Wham! - Last Christmas” współpraca zdawała się niemal całkowicie wyhamować. Nie pojawiły się kolejne działania promocyjne, mimo licznych zapowiedzi nadchodzącej płyty, którą zespół zapowiadał koncertami m.in. w Endless Breeze. Z perspektywy obserwatora można odnieść wrażenie, że relacje pomiędzy Blood Moon Records a The Blue Whale nie należą obecnie do najłatwiejszych. Czy jest to jedynie okres przejściowy, czy początek rozstania obu stron? Tego na razie nie wiadomo. Jedno pytanie pozostaje jednak otwarte: czy The Blue Whale nadal będzie płynąć pod banderą Blood Moon Records, czy też muzycy zdecydują się obrać własny kurs i rozpocząć zupełnie nowy rozdział swojej kariery? __________________________________________________________________ Wszystko zmieniło się w połowie czerwca. Anne, Delight, Mark i Theo po długiej przerwie ponownie spotkali się na prośbę wokalistki. W sali prób znów zapłonęły światła, z instrumentów starto warstwę kurzu, a ciszę zagłuszyły pierwsze dźwięki muzyki. Niedługo później betonowe ściany Los Santos oraz media społecznościowe zapełniły się materiałami promującymi koncert. A gdzie odbędzie się ten występ? Tam, gdzie „Wielorybki” zdążyły już chyba wygrzać swoje miejsca - The Endless Breeze.
- 20 odpowiedzi
-
- zespół
- indie-rock
-
(i 2 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Kamikaze polubił odpowiedź w temacie: 110. Czy Nate Tucker to tania podróbka, która zawodzi swoich fanów? O co poszło z Last Stop Garage?
-
Kamikaze polubił odpowiedź w temacie: Aftermath of Beachside Chapter (Cole Holt x Rich Slater)
-
Kamikaze polubił odpowiedź w temacie: [11/01] [EP] Isolde 'IV' Vaughn - Burning Nights
-
shurolation polubił odpowiedź w temacie: 🐳 The Blue Whale 🐳
-
ElderGoose polubił odpowiedź w temacie: 🐳 The Blue Whale 🐳
-
Kamikaze polubił odpowiedź w temacie: 🐳 The Blue Whale 🐳
-
Kamikaze polubił odpowiedź w temacie: [Blood Moon Records | 23.12] [Single] The Blue Whale - Last Christmas (Cover)
-
Kamikaze polubił odpowiedź w temacie: [Blood Moon Records | 23.12] [Single] The Blue Whale - Last Christmas (Cover)
-
Kamikaze polubił odpowiedź w temacie: [Blood Moon Records | 23.12] [Single] The Blue Whale - Last Christmas (Cover)
-
Zakrzok polubił odpowiedź w temacie: [V-TUBE] Hope's Path - I tried, i lied, i died.
-
shurolation polubił odpowiedź w temacie: [V-TUBE] Hope's Path - I tried, i lied, i died.
-
Xeen polubił odpowiedź w temacie: [V-TUBE] Hope's Path - I tried, i lied, i died.
-
Sava polubił odpowiedź w temacie: [V-TUBE] Hope's Path - I tried, i lied, i died.
-
Vee666 polubił odpowiedź w temacie: [V-TUBE] Hope's Path - I tried, i lied, i died.
-
Późnym wieczorem, gdy większość miasta spała w swoim codziennym zmęczeniu, w sieci wydarzyło się coś, czego nikt już się nie spodziewał. Bez zapowiedzi, bez oficjalnej noty prasowej, bez choćby jednego słowa wyjaśnienia pojawił się ostatni, nigdy wcześniej nieopublikowany album Hope’s Path – “I Tried, I Lied, I Died”. Krążek, który jeszcze pół roku temu wydawał się jednym z najważniejszych punktów w historii duetu, nagle został wycofany po tragicznej śmierci współzałożycielki zespołu, Zary Nightbourne. Jej odejście nie było zwykłym upadkiem gwiazdy – było runięciem całego wewnętrznego świata Delight “Deli” Moonwill. Dla niej Zara nie była tylko perkusistką, współtwórczynią muzyki czy scenicznym filarem. Była kimś, kto potrafił słyszeć brzmienia z samego środka jej chaosu i składać je w rytm, którego Deli sama nie umiała już znaleźć. Album składa się głównie z kompozycji powstałych w czasach, które dziś wydają się prawie nierealne – lekkich, choć wypełnionych podskórnym niepokojem; spontanicznych, ale dotkniętych delikatnym cieniem przyszłych pęknięć. To utwory, które istniały tylko na koncertach, w przestrzeni chwilowej i migotliwej, rejestrowane z myślą, że „kiedyś” będą dopracowane. “Kiedyś” jednak zniknęło wraz z Zarą. Mimo długiej nieobecności Delight, która zamknęła się w ciszy jak w zamrożonym pokoju, album niespodziewanie został oddany ludziom. Po prostu się pojawił – jakby ktoś rozchylił zasłonę i wypuścił te nagrania w świat bez pozwolenia, bez strachu, bez oczekiwań. Jakby Deli wynurzyła się na krótką, niemal duchową chwilę z mroku swojego zniknięcia, przesyłając światu ostatni oddech ich wspólnego tworzenia. Brzmienia na “I Tried, I Lied, I Died” są szorstkie, surowe i nieoszlifowane. W każdym z nich czuć drżenie dłoni, którym nagrywano wokale; słuchać powietrze studia, w którym Zara śmiała się pod nosem, poprawiając uderzenia na werblu; wyczuć tę intymną przestrzeń, którą dziś wypełnia wyłącznie echo. To nie jest kolejna płyta. To nie jest projekt zamknięty według marketingowego planu. To testament. To pożegnanie, które twórcy zostawili dla świata, zanim ten rozpadł się na dwie oddzielne biografie. To zapis rozmowy, której nigdy nie dokończono. Wydawnictwo jest hołdem – ale jednocześnie aktem odwagi. To ostatni ślad Hope’s Path, ostatni fragment tej drogi, który nie uległ zniszczeniu. “I Tried, I Lied, I Died” jest świadectwem tego, że nawet jeśli ktoś odchodzi za wcześnie, dźwięk potrafi przetrwać jak światło, które nie wygasa do końca, tylko powoli cichnie – tak, by każdy, kto kochał, mógł jeszcze raz poczuć obecność tej drugiej osoby. I dziś, po miesiącach ciszy, ten album wreszcie oddycha. Dla ludzi. Dla fanów. Dla Zary. Dla Deli. I dla tego świata, który tak często zapomina, że muzyka potrafi być formą żałoby, której nie da się zamknąć w słowach. Lyric Lyric Lyric Lyric Lyric Lyric Lyric Lyric Lyric Lyric Lyric
-
**Deli odsłuchała po jakimś czasie kawałek, zostawiła polubienie po sobie**
-
[19.11.2025] Drewski Talks #2 - Regan Flaherty & Angela White
Kamikaze odpowiedział(a) na zabilemsasiadke temat w Wycenione
**Deli podczas wieczornego picia - przesłuchała podcast, czując sie jakby słuchała komedii. Zaśmiała się, słysząc niektóre wypowiedzi i wróciła do głaskania kota.** -
**Deli przesłuchała utwór, obejrzała również parokrotnie teledysk. siedząc i paląc na balkonie. Zostawiła polubienie i zapisała sobie w playliscie**
-
Kamikaze obserwuje zawartość thepaletobeacon.com/news
-
**Delight ogląda transmisje na żywo Anne podczas wieczornego spaceru, w powrotnej drodze do domu.**
-
- 20 odpowiedzi
-
- zespół
- indie-rock
-
(i 2 więcej)
Oznaczone tagami:
-
**Deli odsłuchała kawałek podczas pobytu u swojej przyrodniej matki w Angli**
-
**Deli odsłuchała cały album, leżąc w nocy na wersalce u przyjaciółki - gdzie aktualnie zamieszkuje. Pozostawiła lajka, dodała do playlisty. Jeszcze wcześniej tworząc swoją "prace domową". Mimo braku kontaktu z ludźmi, jest na bieżąco z mediami, uważa że cała otoczka aferowa jest przesadzona, a Aron wykonał dobrą robotę z albumem.**
-
Hope’s Path — ścieżka, która miała być azylem. Tworzona przez Delight i Zarę, dwie dziewczyny codziennie zmagające się z problemami, które wykraczały poza ich kontrolę. Każda piosenka była ich krzykiem. Każda scena — próbą wyrwania się z przeszłości. Ich muzyka nie była tylko sztuką. Była terapią. Ucieczką. Manifestem życia mimo wszystkiego. Jeszcze kilka tygodni temu wszystko wskazywało na to, że zespół wreszcie nabiera wiatru w żagle: billboardy rozświetlały ulice, Dla Delight było to spełnienie marzenia— zapowiedź długo wyczekiwanego albumu "I Tried, I Lied, I Died". Nikt jednak nie widział, że za kulisami kruszy się coś znacznie ważniejszego niż kariera. Wszystko zaczęło się od "Emo Party" — wydarzenia, które miało być hołdem dla alternatywnej sceny, a przerodziło się w dramat. Bliscy Delight — przyjaciele z kręgu, który trzymał ją przy życiu — trafili do szpitala w stanie krytycznym. Przemieszane używki, presja środowiska, stłumione emocje. Delight, która zawsze starała się być tą silną, która ratowała innych, tym razem nie umiała już nikogo uratować — nawet siebie. Z każdym dniem coraz bardziej zanurzała się w emocjonalnym chaosie. Jej sny zamieniały się w koszmary, a dni w szare, bezgłośne pasmo milczenia. Traciła siły, tracąc powoli sens. Jej stan psychiczny pogarszał się, a ciało zaczynało odczuwać ciężar tego, czego dusza już nie mogła znieść. Punktem kulminacyjnym była noc w Sandy. Cicha, duszna noc, która na zawsze zapisała się w pamięci Delight. Zara, przeciążona emocjami, frustracją i bezradnością, sięgnęła po ostateczność — pocięła się i przedawkowała leki nasenne. Te same, które otrzymywała od Delight. I choć intencje były dobre — ulżyć w bezsenności, wyciszyć lęki — efekt był tragiczny. Delight otrzymała informacje, znaleziono ją półprzytomną na podłodze, otuloną ciszą, która przerażała bardziej niż krzyk. Dla Delight to był koniec. Koniec złudzeń. Koniec nadziei. W krótkim czasie wszystko się posypało. Zespół. Relacje. Plany. Zamknęła się w mieszkaniu, odcinając od świata. Telefon milczał, wiadomości pozostawały bez odpowiedzi — nawet te od Anne Wells, jej najwierniejszej przyjaciółki. Tylko Anne zdołała się przebić przez mur — ale tylko na chwilę. Delight zamknęła się głębiej. I głębiej. Aż zniknęła. Nie chciała pomocy. Od nikogo. Nawet od swojej przyrodniej matki, która była jej największym wsparciem. Ale i ona musiała wyjechać — rodzina, choroba, obowiązek. Delight została sama. Z demonami, które znała zbyt dobrze. Z ciszą, która dusiła. Z pustką, która nie miała dna. Z powrotem sięgnęła po papierosy i alkohol, choć dobrze znała ich konsekwencje. Świadomie wchodziła w autodestrukcję, jakby chciała wymazać siebie z tej opowieści. Przestała pisać. Przestała grać. Przestała wierzyć, że przyszłość w ogóle istnieje. Strona Hope’s Path pozornie pozostawała aktywna. Premiera teledysku do "Haunted Mind" wyglądała jak zwiastun nadchodzącego przełomu, ale była tylko złudzeniem. Daty przesuwano. Obietnice nie zostały spełnione. Zespół ucichł, a echo, które pozostawił, coraz bardziej zanikało. Po Hope’s Path zostały jedynie wspomnienia. Kilka poruszających utworów. Album "Puppet of Life Mistakes" — świadectwo bólu i piękna, które nigdy nie znalazło właściwego zakończenia. Delight porzuciła projekt, który był jej sercem. Oddała mu wszystko. Ale serce się wyczerpało. Hope’s Path to opowieść o postaciach tragicznych. O dwóch młodych kobietach, które niosły zbyt wiele. Ich muzyka miała być mostem — między samotnymi duszami, między przeszłością a nadzieją. Miała być lustrem dla tych, którzy nie potrafili już patrzeć w swoje. Miejscem katharsis, rozmową w mroku, cichym "nie jesteś sam". Ale czasem nawet najbardziej przejmująca melodia nie wystarczy, by zagłuszyć ból. I tak — Hope’s Path zniknął. [Fragment z prywatnego dziennika Delight] Nie daję sobie rady. Nie umiem już udawać, że to wszystko ma sens. Hope’s Path... miało być bezpiecznym miejscem. Naszym ratunkiem. Ale nie uratowało nikogo. Ani Zary. Ani mnie. Nie mam siły nic tworzyć. Każda próba napisania czegokolwiek kończy się pustą kartką albo łzami. Próbuję złapać oddech, ale mam wrażenie, że tylko tonę głębiej. Zostawiłam ludzi, którzy wierzyli. I nienawidzę się za to. Ale nie potrafię być liderką. Nie potrafię być silna. Nie jestem bohaterką w żadnej historii, nawet własnej. Został mi tylko The Blue Whale. - Wieloryb, który niedługo ma umrzeć, by narodzić sie na nowo.
- 10 odpowiedzi
-
- side project
- the blue whale
-
(i 1 więcej)
Oznaczone tagami:
-
**3 lipca do sieci trafił utwór „Haunted Mind” – zapowiedziana wcześniej przez Hope's Path kompozycja z nadchodzącego albumu „I Tried, I Lied, I Died”. Styl utworu oscyluje wokół mrocznego i groteskowego brzmienia, wprowadzając słuchacza w świat wewnętrznych zmagań osoby cierpiącej na zaburzenia psychiczne, w szczególności schizofrenię. „Haunted Mind” to intymne wyznanie, obrazujące chaos i niepokój towarzyszące życiu z tą chorobą. Teledysk do utworu ukazuje rzeczywistość oczami chorego – pełną postaci i zjaw, których nikt inny nie dostrzega. Całość została zrealizowana w estetyce starej taśmy VHS, z charakterystycznymi glitchami i zakłóceniami, co potęguje wrażenie psychicznego rozchwiania oraz dezorientacji.** LYRIC: DANE: ROZGRYWKA:
-
-
**Delight przesłuchała twórczość węgierskiego kumpla, zamknięta w pokoju razem z swoją kocicą i wężem, słucha utwór Aron'a na głośnikach, wprowadzając hałas do pustego mieszkania. Zostawiła lajka i dodała do playlisty, rozumując kontekst piosenki.**
-
Po dłuższej ciszy, spowodowanej problemami zdrowotnymi i niefortunnymi wypadkami, zespół Hope’s Path — mimo że wciąż funkcjonuje na obrzeżach muzycznej sceny — powraca z większym rozmachem niż kiedykolwiek wcześniej. 3 czerwca do sieci trafił teaser zapowiadający nowy album. Choć nie zdradzał konkretnej daty premiery, zawierał zapowiedź, że projekt ukaże się jeszcze w tym miesiącu. Surowy, emocjonalny ton zwiastuna przyciągnął uwagę lokalnej społeczności artystycznej i kilku wiernych słuchaczy, którzy od dawna śledzą działalność zespołu. To właśnie dzięki wsparciu After Glow możliwa była kampania promocyjna o skali, jakiej Hope’s Path wcześniej nie znało. Billboardy pojawiły się wokół budynku klubu, rzucając się w oczy przechodniom i budując atmosferę oczekiwania. Projekt graficzny, którym opatrzono plakaty, został stworzony przez nowego, profesjonalnego twórcę wizualnego – nieznanego wcześniej zespołowi. Kontakt do niego uzyskano dzięki współpracy z firmą marketingową, z którą Delight, nawiązała relację poprzez swoje powiązania z zespołem The Blue Whale. Niespełna dwa tygodnie później pojawiły się informacje o niewielkim koncercie, który odbędzie się w kameralnym klubie After Glow – miejscu dobrze znanym na mapie lokalnej alternatywy. To właśnie tam Hope’s Path po raz pierwszy zaprezentuje publicznie swój nowy materiał, zatytułowany: "I Tried, I lied. I died.." Tytuł mówi sam za siebie – szczery, surowy i emocjonalnie obnażony. Taki też jest sam zespół. Nie grają dla tłumów, nie mają wsparcia dużych wytwórni ani medialnego rozgłosu. Działają niezależnie, po cichu, ale z pasją, która nie gaśnie nawet w najtrudniejszych momentach. Choć zespół nadal nie może liczyć na masową uwagę czy obecność w mainstreamie, skala działań promocyjnych – jak na ich dotychczasowe możliwości – jest imponująca. To nie tylko powrót, to również pierwsza tak zdecydowana próba wyjścia poza bezpieczny margines. Do sieci trafił też minimalistyczny trailer autorstwa Deli – krótkie wideo, które bardziej niż reklamą, jest emocjonalnym wprowadzeniem do nastroju nadchodzącej płyty. Choć dla świata ich powrót może pozostać niezauważony, dla nich samych i dla garstki tych, którzy naprawdę słuchają – ma to znaczenie. Czy to rzeczywisty powrót, czy tylko pozór? Ci, którzy znają członkinie zespołu, wiedzą, że wiele jeszcze nie zostało przepracowane. Zara niedawno doznała kontuzji — spadła ze schodów, łamiąc nogę — co fizycznie unieruchomiło ją na długie tygodnie. Jeszcze większym wyzwaniem jednak okazał się stan psychiczny. Dopiero po długich rozmowach z Deli zdecydowała się na spotkanie ze specjalistą. Delight, z kolei, coraz bardziej zamyka się w sobie. Choć wspiera zespół, choć tworzy, choć pisze — robi to z głębi cienia, nie opuszczając czterech ścian swojego pokoju. Zanurzona w kolejnym epizodzie depresyjnym, całkowicie oddaje się twórczości. Jej słowa, obrazy i dźwięki są surowe i osobiste – jakby każda nuta była formą oczyszczenia. Hope’s Path nie potrzebuje stadionów, by mówić głośno. Ich siła nie tkwi w liczbach, lecz w autentyczności. Dla tych, którzy słuchają uważnie, ten powrót może być jednym z najbardziej szczerych gestów, jakie dziś oferuje niezależna scena.
- 10 odpowiedzi
-
- side project
- the blue whale
-
(i 1 więcej)
Oznaczone tagami:
-
**Hope's Path, po przerwie od własnych koncertów i kilku występach jako support, powraca na scenę z autorskim koncertem w AfterGlow. Wydarzeniu towarzyszyć będzie przedpremierowy pokaz nowego albumu – "I Tried, I Lied, I Died".** **W tym samym czasie ukazał się również oficjalny trailer promujący koncert.** Life Invader
