Ranking
Popularna zawartość
Wyświetla najczęściej polubioną zawartość w 09.06.2025 w Odpowiedzi
-
23 polubień
-
Cześć, stworzyłem stronę z interaktywną mapą z serwera VibeRP, może się komuś przyda, może nie. Spędziłem nad nią kilka dni, mam nadzieję, że komuś się ona przyda i będzie miała jakieś zastosowanie dla Was, czyli dla graczy. https://mapaviberp.ovh21 polubień
-
16 polubień
-
**Cher usiadła na swoim łóżku, ułożyła laptopa na podstawce i włączyła go. Przez chwilę jak uruchamiał się system, zerkała w telefon odpisując znajomym z Paryża. W końcu odpaliła program do nagrywania, grę The Sims 4 i zaczęła powoli ustawiać ekran tak, by na streamie było widoczne - sim w kreatorze i sama Cher z kamery, choć początkowo widać było tylko ją. Kiedy tylko już się przygotowała, kliknęła odpowiedni zapis i weszła do kreatora sima. Włączyła stream na swoich social mediach.** Bonjour, c'est moi, Cher! Jak u was, kochani? Wierzę że wszystko gra, że macie siły na dzisiejszy live i poświęcicie dla mnie kilka minut. **odgarnęła swoje włosy z oka, poprawiła zerówki na nosie** Ostatnio w ogóle zniknęłam i nie prowadziłam żadnych storek, live’ów, jedynie czasem wrzuciłam zdjęcie - częściej bywałam aktywna na moim instagramie.Jak dobrze wiecie, wpadłam znowu do Los Santos i z niego najwyraźniej nie wypadnę! I nie, nie, to nie przez to, że kogoś poznałam… No, może po części - sorry Rene. **śmiech Cher** Ale to właśnie od marzeń się zaczyna, później dochodzą nowe, lepsze rzeczy. **Dziewczyna się roześmiała i za chwilę poklikała na swoim laptopie dodatkowo, by zaraz umożliwić dołączającym na stream widok na kreator. Wyświetlił się wówczas obraz stojącej Simki, która ogląda się na boki i uśmiecha się, rusza rękami co jakiś czas i czaruje. Ta postać jest stworzona na wygląd Francuzki - co z resztą widać, choćby po elementach charakterystycznych jak włosy i ich długość, kolor, a także kształt twarzy. Cher za chwilę poprawiła poduszkę za sobą i zerknęła na swój ekran, co jakiś czas zmieniając ubrania na wyświetlanej postaci.** Jesteście ciekawi co mam na ekranie i o co z tym chodzi? **Pochyliła się wówczas do telefonu i prychnęła.** Widzieliście ostatni post który dodałam na social mediach? Selfie z gościem z tyłu? Yeah, to był Alex, mój fotograf. Mówiłam wtedy o małym wspólnym shoppingu, który skończył się DOPIERO po TRZECH godzinach? Ja serio nie wiem jak ten koleś wytrzymał te tortury… Albo jak ja je wytrzymałam? **Dotknęła paluchem podbródka, zaraz parsknęła śmiechem.** Bo to on miał znaleźć ubranie dla mnie - tak sobie wymyśliłam i nie odmówił. No a po co? Zaraz po zakupach, gdzie to już było dość późno, bo zaczęła się noc, było nieco mgliście - a może to był smog, nie wiem. Zaraz potem poszliśmy w plener zrobić kilka ujęć w miejskiej scenerii - takich zdjęć u mnie na profilu nie brakuje, choćby to z wywalonym kopytkiem do przodu. Dobrze, że mi wtedy tripod nie zleciał, bo poleciałby prosto na highway, a ja nie miałabym ani telefonu, ani zdjęć. **Parsknęła pod nosem, ciągle zmieniając fryzurę swojej postaci w grze.** Także - Alex, spiesz się, bo ludzie CHCĄ zobaczyć efekty tej sesji zdjęciowej! A skoro jeszcze nic o tej sesji nie wiecie, stwierdziłam że możemy się nieco zintegrować i złożyć jakiś set w simsach - w grze widziałam opcje wystartowania z karierą influencera, a jest też chyba jakiś mod do wgrania na karierę modelki? Whatever, dzisiaj skupiamy się wyłącznie na tym jednym outficie. **wzruszyła ramionami i wesoło poruszała ramionami góra-dół** GET READY WITH ME, WERSJA SIMSOWA - KTO MI POMOŻE? **Cher zbliżyła się do kamery, właściwie podstawiła pod nią oko, zasłaniając niemalże cały widok na siebie. Zamrugała kilka razy i zaraz odetchnęła, sięgnęła po herbatę z imbirem i wzięła łyka, siorpnęła odrobinę. Kątem oka spojrzała na ekran telefonu.** Woo-ooaah, phaha, sporo was jest na streamie. Yeah, następnym razem zrobię GRWM w tradycyjnej formie, jakbym mogła skleiłabym z wami pinky promise. A obietnic się nie łamie. Co piję? Herbata zielona z imbirem. Widzę że wrzucacie pytania - przejrzę je za chwilę, jak tylko uda nam się skleić to po co tu jesteśmy. Okay? To co? Działamy! Oui… Czego szukamy? Mało wulgarnego, wyzywającego… Coś, co będzie pasowało do tej pozornie delikatnej buźki. Czy złożymy to z dwóch różnych modeli? Perhaps. Ja uwielbiam różne wzory na ubraniach. Jak mam na sobie proste stroje, czuję się jakoś… nie wiem, nago? Też tak macie? Ej, ale to jest ładne, zobaczcie… Tylko, że trochę mi nie pasuje, a co wy sądzicie? **Na ekranie na chwilę została ta stylizacja.** Mnie nie siedzi pod typową, miejską sesję. A spróbujmy zmienić tu buty… Może jakieś kozaki? **Na ekranie zmieniły się buty.** Hej, zaczyna to wyglądać! Ale jednak mimo wszystko porwałabym się na coś dalej… A to? **Za chwilę pojawił się na simie inny outfit.** Dobra, powiedzmy że jest okej. W ogóle nie dokończyłam wam co się ze mną aktualnie dzieje. Wszystko przez właśnie marzenia. No i skoro jesteśmy przy marzeniach, wpadniemy w temat ambicji, bo są ze sobą powiązane. **Na ekranie cały czas przelatują stroje, Cher dogląda na telefonie komentarzy i co chwilę reaguje na prośby swoich widzów na live odnośnie ubrań i dodatków.** Jestem naprawdę wdzięczna za to jaką szansę otrzymałam w Paryżu - L'agence Maison de Visage, jesteście WIELCY! Daliście mi tak dużo wrażeń, tak ogromną ilość doświadczeń, godziny nieprzerwanej, ciężkiej pracy, mocno zorganizowanej i przede wszystkim - dbaliście o mnie. No, wciąż to robicie, prawda? Poznałam wielu wspaniałych projektantów, stylistów, fotografów, wizażystów, scenarzystów i wiele, wiele innych osób aktywnie biorących udział w pokazach czy sesjach zdjęciowych. I nie odchodzę - choć prawie rok temu do tego doszło, tak dziś wciąż z nimi współpracuję. No, co my tu mamy? **Cher zagwizdała kilkukrotnie, jakby na ulicy dojrzałą dobrą fokę.** Aż mi się łezka w oku zakręciła. Pytacie dlaczego kolory takie, a nie inne? Trochę oszukałam i wybrałam podobne do tych, które mi dopasował Alex. Jak oceniacie ten outfit? Nie było bardzo ciężko go złożyć.. **Francuzka wzięła do ręki telefon i chrząknęła.** Widzę, że chcecie wiedzieć dalej. Prawie rok temu podjęłam pierwszą próbę, która zakończyła się niepowodzeniem, ale to nie przez to, że mi nie wyszło. Po prostu - nie poszłam po swoje. Wróciłam z Los Santos do Paryża, żyłam swoim życiem, aż znowu dopadła mnie chandra. Dałam sobie więc drugą próbę, i jak do tej pory moje starania przynoszą mi ogrom korzyści, satysfakcji. Wiecie, to jak ze zmianą pracy - z jednej firmy na drugą. Po prostu czasami przydaje się mały reset, który poprowadzi was drogą ku szczęściu. C’est la vie, nie jest to łatwe żyć pięćdziesiąt lat, robiąc jedną i tę samą czynność w jednym miejscu. Czasem to kwestia poszerzenia horyzontów. Próbowania nowych doświadczeń, a nawet i szaleństwa. Bo nie jest mądrym lecieć za ocean, bez wielkiego planu, bez noclegu, nawet z jakimś konkretnym budżetem. **Cher zarzuciła rękę za głowę i oparła się o nią. Za chwilę zniknęła też część simsowa i pozostała na ekranie twarz Francuzki.** Dobra, czas na pytania. **Dziewczyna wzięła do ręki telefon i zaczęła przesuwać paluchem po ekranie, czytając te ciekawsze pytania.** Czy jestem bardziej za Paryżem, czy za LS? Paryż w moim serduchu, zawsze. Chociaż miewam dylematy niekiedy. Dalej… Czy Rene i ja na serio? Tak, po co mielibyśmy udawać? Nie bawią mnie situationshipy. Czy boję się że mi się nie uda? Heh, nie boisz się czasem że Ci sufit na głowę nie spadnie, jak będziesz za długo w domu siedzieć? Najgorsze zdjęcie w karierze? W stroju banana. Nie pytajcie. Co przeważyło wyjazd: chęć kariery czy ucieczka? Jedynym powodem do ucieczki jest stagnacja. Nie wmawiajcie sobie, że jesteście szczęśliwi, kiedy szczęśliwi, kurwa, nie jesteście. Ja jestem jednak ambitna, więc wybieram karierę. Dlaczego Los Santos, a nie Nowy Jork? Zdecydował palec na mapie. **Parsknęła pod nosem, a potem osunęła telefon niżej.** Nie, tak naprawdę Los Santos przyciąga do siebie właśnie przez krzykliwe Vinewood, swoim pozornym wyglądem kusząc spragnionych i dając nadzieję, że to właśnie Ty jesteś wyjątkowy, to właśnie Ciebie wybiorą. No i tak, ja też tak to widziałam, ale nie łudzę się, że cokolwiek samo do mnie przyjdzie. **Znowu Francuzka wgapiła się w ekran, na chwilę milknąc.** Heeeeej, to jest ciekawe, słuchajcie. Jaką radę dałabym dla siebie samej za powiedzmy rok, kiedy moja kariera będzie nabierać rozpędu? Cher spojrzała przed siebie, wzięła głębszy wdech. Nie wierz we wszystko, co Ci oferują. Nie myl tempa z wartością. To, że coś przychodzi szybko, łatwo, nie znaczy że jest bardziej prawdziwe. I nie zapominaj, dlaczego zaczęłaś. - dlaczego tak? W LS tempo bywa zawrotne. A wy? Hej, to challenge dla was: Co wy byście powiedzieli sobie samym, starszym o rok? **Ponownie Cher wlepiła wzrok w pytania. ** Najbardziej bolesna odmowa, jaką usłyszałaś? To było jeszcze w Paryżu, wiecie? Casting, kampania bielizny. Weszłam pewna siebie, wiedziałam czego się spodziewać, przeszłam po pokoju, a potem… Słyszę: Masz zbyt duży rozmiar. HELLO? **Spogląda w ekran, wzdychając.** Noszę rozmiar 4 w US?? To jakby komuś powiedzieć, że słońce jest za ciepłe? Wiedziałam od zawsze, że świat mody może być niczym toksyczny facet, mówiący Ci, że jesteś idealna, ale nie dzisiaj. Phaha, kocham ten komentarz. Size 4 to w mojej rodzinie dziecięcy. Kochajcie siebie. Ale serio, odmowy nie bolą dlatego, że Cię nie chcą. One bolą, bo ktoś próbuje Ci wmówić, że z Tobą jest coś kompletnie nie tak. I wtedy, na tym castingu, ja totalnie osłupiałam, aż mi mowę odjęło. Wyglądałam jak surykatka, dosłownie! A wy? Co zrobilibyście na moim miejscu? **Cher ponownie poprawiła się przed ekranem, przeleciała pazurami po swoich włosach rozczesując je odrobinę.** Czy mój Sim ma lepsze życie niż ja? Cóż… Jakby wam to powiedzieć, są dwie ścieżki… prowadzenie podejrzanego klubu nocnego i pławienie się w luksusie lub faktyczne budowanie swojego imperium od pracy, studiów, faceta i kota, mieszkanie w domu, który stale jest w remoncie i ambicje posiadania mieszkań na wynajem. W obu przypadkach nie jestem to ja i się cieszę - każdy etap przeżyłam w odpowiednim momencie, będąc jeszcze w Paryżu. Dobrze, że to tylko gra… DALEJ. Jakie ciuchy noszę, jak nikt nie patrzy? Chodzę w dresie, jak teraz. Co sądzę o dramach w LS? Nic, są bez sensu. Ale zasięgów niektórych bzdur nie da się zmniejszyć, niemal ciągle wyświetla mi się coś na lifeinvader. Ostatnio widuję serio wiele postów w sieci, tylko po to żeby kogoś rozliczyć, a prawda jest taka, że każdy kiedyś coś powiedział, zrobił, a dziś uważa kompletnie inaczej, bo uwaga: zmienia nam się gust, zainteresowania, opinie z wiekiem. SZOK, CO NIE? Ostatnio odtwarzana piosenka? **Cher poklikała na telefonie i zaraz uśmiechnęła się kącikiem ust.** W sumie MUNYA - Life is a Dream i Vanilla. Jeszcze jedno pytanie wleciało, całkiem cool. Co sądzę o quiet luxury? Wiecie co? Quiet luxury... To jak laska, która wchodzi do pokoju w kaszmirowym swetrze, który wygląda jak nic, ale kosztuje tyle co czynsz za wasze mieszkanie. I nie powie o tym ani słowa. Bo nie musi. To też jest trochę o pewności siebie, że nie musisz mieć logo na czole, żeby ktoś wiedział jaki masz gust. Poza tym, w LS quiet luxury jest nową ekstrawagancją. Serio, tu nawet jogurt naturalny musi być organiczny, importowany i podany w miseczce z Japonii. A jeśli chodzi o pytania o sesję i portfolio - słuchajcie specjalnie zostawiłam sobie je na sam koniec. Kiedy się pojawi efekt tej sesji? Najwcześniej środa. W jakiej formie będzie? Sama nie wiem, serio. Dzisiaj dostanę dopiero swoją kopię, to może coś zaspoileruję na story… Kto robił moje polaroidy? Sprawdźcie Blayze, które prowadzi Roque - robi naprawdę świetną sztukę. Gość ma niesamowicie kreatywną głowę. Jeśli ktoś z was szuka fotografa w LS — sprawdźcie go i nie bądźcie egoistami, polecajcie dalej. Jakie sesje zdjęciowe robiłam we Francji? Od ubrań, galanterii, bielizny aż po biżuterię. Chociaż w ostatnich miesiącach skupiłam się bardziej na dwóch ostatnich. Czy chcę to robić i tutaj? YES, kocham swoją pracę. I wcale nie uważam, że pokazywanie swojego ciała na zdjęciach jest czymś złym. Nie robię tym nikomu krzywdy. Jeśli ktoś ma z tym problem... to jego problem, nie mój. **Livestream na social mediach wciąż trwa, oglądający mogą wciąż odpowiadać.**15 polubień
-
13 polubień
-
Podsumowanie przełomu maja i czerwca Drapacze chmur! Błyski fleszy! Dziesiątki ludzi bujających się pod sceną! W tle... ogromny napis VINEWOOD. Przełom maja i czerwca wybrzmiały w Los Santos w rytmicznych dźwiękach alt-rocka i funky! Pierwszego dnia miesiąca na dachu wieżowca, gdzie mieści się restauracja The Roof, Rearview Lovers powrócili w wielkim, beatlesopodobnym stylu, by zagrzać fanów i przygotować ich na nową muzykę. Ta okazja okazała się wielkim dniem również dla May Spencer, która wraz ze swoim zespołem zadbała o publikę na supporcie. Poza standardowym składem, w występie Spencer wzięły udział dwie saksofonistki z jej uczelni, Los Santos College of Music. Poza paroma jazzowymi festiwalami, była to dla dziewczyny pierwsza szansa na zaistnienie przed ogromną widownią i ewentualnymi łowcami talentów. W tygodniach poprzedzających wydarzenie, w całym mieście pojawiły się billboardy na których w dolnej części, pod Loversami widniało również dumnie nazwisko MAYSAA SPENCER. Znajomi będący bliżej May mieli okazję dowiedzieć się, że managerowie The Roof byli bardzo zadowoleni z jej koncertu i zaproponowano jej ponoć własne, dedykowane wydarzenie. Jeśli o łowcach talentów mowa... Niedługo po koncercie z Maysą skontaktowało się przedstawicielstwo Unsainted Records. Sprawa jest póki co trzymana raczej w sekrecie, ale wynikiem tych rozmów będzie prawdopodobnie udział piosenkarki w większym wydarzeniu organizowanym przed podopiecznych jednej z największych, międzynarodowych wytwórni muzycznych. W międzyczasie na lifeinvaderze pojawiło się zdjęcie, które Maysaa zrobiła sobie z Pandorą - nieco później, SUZY udostępniła na Lifeinvaderze status informujący o tym, ze słucha piosenki BETTER wypuszczonej dopiero co przez May. Przypadek? Możliwe! U Maysyy dalej jest zdecydowanie MOCNO intensywnie. Poza koncertem The Roof, dziewczyna pojawiła się na wydarzeniu G String Masquerade w klubie G Spot, gdzie poza wywijaniem na parkiecie, towarzyszyła Mack Sinatra muzycznie na fortepianie w krótkim wstępie przed pojawieniem się na scenie duetu LIBIDUO. Tak samo jak występ w The Roof, jej pojawienie się w G Spot zostało skomentowane przez Venture w najnowszym, dziewiątym wydaniu Music Pulse. Czy istnieje szansa na zawiązanie ścislejszej współpracy pomiędzy Maysą a Mackiem Sinatrą? Jest taka opcja. Poza wspólnym występem w G Spot, Sinatra został ujęty w creditsach najnowszego utworu Spencer jako co-producer, oraz realizator dźwięku. Dwójka muzyków odbyła intensywne sesje , w wyniku których powstało kilka nagrań pokrywających materiał na dalsze wydawnictwa kompozytorki. Póki co, światło dzienne, niedługo po Night Play i Santos, ujrzał singiel Better. Przyjemny, popowy numer, z jazzowym zacięciem, opowiadający o tęsknocie, szybko wyłapał pierwsze streamy na Spotify i pozwolił artystce nawet na bycie kilkukrotnie rozpoznaną przez nieznajome osoby "na ulicy". Pod utworem pojawiła się notka opowiadająca trochę o tym co tekst właściwie dla samej autorki znaczy - znalazła się tam wzmianka o "Maddie" dla której go napisała, a fakt, że nosi znamiona love-songa może świadczyć o tym, że sama Maysaa była wcześniej w związku z inną kobietą. Aktualnie jednak wszystko, włączając w to spekulacje Venture, wskazuje na to, że May jest bardzo blisko z Nicholasem Harmonem, frontmanem Rearview Lovers. Są razem bardzo często widywani, okazując sobie czułości i komentując na potęgę wzajemnie swoje posty w socialach. Poza tym dziewczyna obraca się w wyraźnie "rockowym" środowisku, bo poza Nicholasem i Gracie Welch z Rearview Lovers, imprezuje z takimi osobami jak Mia Nightbourne, Jaden Morrow, Cassius, czy muzycy Sloppy Toppy. Najwyraźniej artystka pozostaje też w bardzo dobrych stosunkach z Neriną Aguirre, której jest również OGROMNĄ fanką i podkreśla to na każdym kroku. Poza szeregiem muzycznych sukcesów, Maysaa przechodzi też ogromne zmiany w swoim prywatnym życiu. Mimo, że wciąż mierzy się z problemami finansowymi, to dzięki pieniądzom za występy mogła pozwolić sobie na wyprowadzkę z akademika i zamieszkanie solo w niewielkim, starszym mieszkaniu, które od niedawna wynajmuje. Musieli ją do tego co prawda namawiać mieszkający po drugiej stronie kraju rodzice, ale dziewczyna ugięła się i koniec końców jest na "swoim". Funkcjonowanie na najwyższych obrotach pozwoliło też uzyskać Maysie w ostatnim czasie bardzo dobre wyniki w nauce, dzięki czemu zakwalifikowała się do elitarnego programu hostowanego przez Los Santos College of Music, dzięki któremu bierze udział w serii praktycznych zajęć na temat produkcji, kompozycji i aranżacji muzyki pod duże sale koncertowe. Dzięki temu załapała się na spędzenie trochę czasu w głównej sali LS Theatre, gdzie pracowała intensywnie nad swoim projektem naukowym.12 polubień
-
"Tu noc ma znaczenie, a ty jesteś jej częścią" Velvet Sin to coś więcej niż klub nocny, to miejsce, gdzie noc zyskuje nowy wymiar. Za projektem stoi dwójka przyjaciół, Vernon Hargrave oraz Kymari Nyroth – dwójka ludzi, którzy marzyli o stworzeniu własnej, wyjątkowej przestrzeni, gdzie każda nocna zabawa staje się niezapomnianym przeżyciem. Zadaniem Velvet Sin jest dostarczenie klimatu, dzięki któremu wszystkie twoje problemy zostaną za drzwiami klubu, a ty sam dasz się ponieść w towarzystwie wpadającej w ucho muzyki i zimnych, kolorowych drinków. Całość owiana jest egzotyczną aurą, która kusi od pierwszych minut i niesie ze sobą delikatną nutę grzechu – właśnie tyle, by było intensywnie, ale z klasą. Pod czujnym okiem Vernona i Kymariego klub zyskał unikalny charakter, który wyróżnia go na tle innych tego typu miejsc, klub wyposażono w zaawansowane systemy dźwięku, jak i oświetlenia które pozwalają tworzyć dopracowane do samego końca i pełne nastroju wydarzenia. W środku klubu dominuje półmrok, intensywne kolory, mocne światła i egzotyczne akcenty – palmy, ciemne drewno, czy też metaliczne wykończenia. W klubie każda noc zostaje z tobą na długo. Regularnie organizowane są tematyczne imprezy, koncerty mniejszych, jak i większych artystów oraz sety DJ-ów którzy potrafią rozgrzać imprezowiczów do czerwoności. Imprezę w klubie umila różnoraki wybór trunków w barze. Velvet Sin to nie tylko muzyka i taniec – to klimat, smak i emocje zamknięte w każdej nocy. To miejsce stworzone po to, by każda wizyta zostawiała po sobie coś więcej niż tylko wspomnienie imprezy. Oboje właściciele patrzą w przyszłość klubu z konkretną wizją, chcą by to miejsce stale rozwijało się i zaskakiwało z każdym nadchodzącym wydarzeniem. Ich celem jest stworzenie z tego klubu miejsca, które łamie schematy typowego klubu nocnego – z nowym podejściem, nowymi pomysłami, jakich nigdzie indziej nie da się doszukać. Każda noc ma zostawiać ślad – nie tylko w pamięci, ale i w tym, jak postrzega się dobrą zabawę w całym mieście. ________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________ Lokalizacja: ________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________ OOC:11 polubień
-
11 polubień
-
Wymagania ogólne wobec graczy frakcji oficjalnych strefy organizacji publicznych W związku z licznymi problemami związanymi z graczami widmo, w tym w szczególności z graczami tworzącymi kolejne konta (tzw. multi-konta) grono Zarządu strefy organizacji publicznych podjęło uchwałę - wprowadzenie następujących regulacji wobec graczy, którzy od chwili publikacji tej deklaracji składać będą swoje aplikacje do którejkolwiek frakcji oficjalnej strefy organizacji publicznych. Wymagania przedstawia się poniżej. Gracz, który aspiruje do gry w strefie organizacji publicznych, w oficjalnej frakcji publicznej (nie mylić z: projektem frakcyjnym) zobowiązany jest do spełnienia każdego z podstawowych wymagań gry: Zabrania się gry z wykorzystaniem połączenia internetowego poprzez sieć VPN (Virtual Private Network). Członkowie ekipy uprawnieni są do korzystania z narzędzia, które analizuje połączenie internetowe gracza i mają pełne prawo odmówić graczowi korzystającemu z sieci VPN bez zgody Opiekuna sektora lub jego Pomocnika dalszej gry w strefie organizacji publicznych. W strefie organizacji publicznych wymaga się od graczy wiedzy przynajmniej podstawowej odnośnie funkcjonowania serwera, jego gospodarki, komend, etc. Z tego tytułu od chwili obecnej każdy gracz składający swoją aplikację do strefy organizacji publicznych powinien posiadać przegrane minimalnie 100 godzin sumarycznie na wszystkich postaciach. Wymóg ten podyktowany jest dobrem ogólnym sektora w związku z olbrzymim wymaganiem jakim jest konieczność ciągłego rozwoju i nauki naszych graczy bazując na tworzonych materiałach i poradnikach wewnątrzfrakcyjnych. Każdy gracz oficjalnej frakcji publicznej musi posiadać sprawny mikrofon do komunikacji głosowej. Opiekun organizacji publicznych lub jego Pomocnik może odmówić graczowi gry, jeśli ten na prośbę opiekuna odmówi weryfikacji głosowej swojej osoby poprzez oficjalny, zrzeszony z Vibe Role Play komunikator TeamSpeak 3. Opiekun organizacji publicznych lub jego Pomocnik zastrzega sobie prawo do niestosowania tych wymagań wobec graczy, którzy uprzednio poprzez oficjalny, zrzeszony z Vibe Role Play Discord strefy organizacji publicznych złożyli swoją obszerną argumentację wedle której Opiekun organizacji publicznych lub jego Pomocnik uznał, że dany gracz ma przywilej: wykorzystania połączenia internetowego wykorzystującego sieć VPN lub/i prowadzenia rozgrywki w sektorze wykorzystując konto, które sumarycznie nie posiada przegranych minimum 100 godzin na wszystkich postaciach lub/i prowadzenia rozgrywki w sektorze bez posiadania sprawnego mikrofonu do komunikacji głosowej. W tej sytuacji Opiekun organizacji publicznych lub jego Pomocnik odnotowuje ten fakt w niejawnym spisie graczy uprzywilejowanych przez przekazanie takowej argumentacji wobec grona Zarządu strefy organizacji publicznych. Podkreśla się, że opisywane w tej publikacji wymagania dotyczą jedynie graczy frakcji oficjalnych, czyli jak opisano: U.S. Department of Justice Los Santos County Sheriff's Department Los Santos Police Department Los Santos County Fire Department Zgodnie z zasadą prawa niedziałającego wstecz (łac. lex retro non agit) niniejsza regulacja nie obowiązuje graczy, którzy do tej pory rozpoczęli już swoją rozgrywkę w frakcji oficjalnej (tzn. na chwilę obecną posiadają panel grupy frakcji oficjalnej). Wyjątkami jest tu komunikacja głosowa oraz VPN. Regulacja wchodzi w życie z chwilą jej publikacji.10 polubień
-
9 polubień
-
DUSTLINE CLUB - LA MESA To nie jest miejsce, do którego trafiasz z przewodnika. Tu nie ma wywieszek z promocjami, hostess uśmiechniętych z plakatu ani drinków z palemką na wjazd. To przystań dla tych, którzy wiedzą co to znaczy być między światłami miasta, klaksonami przejeżdżających pojazdów; między hałasem codzienności, a tym jednym bassem, który łapie cię za żołądek i nie puszcza aż do świtu. Parkujesz wózek, dosłownie obok, przechodzisz przez wąski, ledwo oświetlony trap. To miejsce ma zasady - nie pisane, nie mówione. Po prostu są. Tu nikt cię nie pyta kim jesteś; ale każdy patrzy, jak się zachowujesz. Bo Dustline to nie klub dla turystów. To jest świątynia ludzi, którzy w nocy stają się sobą. Którzy o piątej rano wciąż siedzą przy barze z papierosem, którego nikt nie powinien już odpalać. Wśród tych, co znają tę przestrzeń, są też chaldejscy inwestorzy ze Strawberry, którzy zdają się mieć w oczach tajemnicę niejednej nocy, a w dłoniach zawsze półświatła i garść opowieści z czasów, gdy to oni bawili się w takich miejscówkach. Ich spojrzenia i gesty to kod, którego nie złamiesz bez szacunku. To oni trzymają pieczę nad tym, by Dustline nie zszedł na zły tor. Niektórzy przychodzą dla muzyki; tej, co tłucze się od środka i przypomina, że żyjesz. Inni dla znajomych twarzy, tych samych co zawsze; Mahmoud, który zna każdego DJ-a w mieście. Awa, co tańczy jakby jej ciało było z dymu. I dzieciaki z Rancho co udają, że przyszli przypadkiem, ale stoją tu co weekend. To nie potrzebuje reklamy - każdy kto ma tam być wie gdzie skręcić. Latarnia miejska odbija się na betonie, światła LED migają w szybach, które dawno powinny zostać wybite. Zapach oleju silnikowego miesza się z kadzidłem i przyprawami z kuchni, która działa tylko po północy, tylko dla swoich. Nie myśl, że tu znajdziesz romantyzm. Jest pot, dym i zaciśnięte szczęki. Jest taniec bez reguł. I jest moment - ten jeden moment - kiedy dźwięk, ciało i noc stapiają się w coś, czego nie da się opisać. Tylko przeżyć. Dustline nie chce cię oszukać, ale też nie musi ci nic dawać. To ty musisz wiedzieć po co tu jesteś i czy stąd wrócisz.8 polubień
-
[Projekt IC] Revenant Motorshop
Vesa i 7 innych polubił temat przez deputy.hero
RevenantMotorshop powstał z czystej zajawki. Dwóch kumpli, którzy od dzieciaka siedzieli w motoryzacji po uszy, postanowiło w końcu przestać tylko marzyć i zrobić coś konkretnego. Od pierwszych plastikowych modeli, przez grzebanie w starych samochodach ojca, aż po długie noce spędzone na planowaniu idealnego bodykitu – motoryzacja zawsze była gdzieś obok. To nie był kaprys ani chwilowy pomysł -to była konsekwencja lat pasji, prób, błędów i setek obejrzanych projektów z całego świata. Zauważyli, że w Los Santos brakuje miejsca, które byłoby czymś więcej niż tylko sklepem z częściami. Chcą stworzyć przestrzeń, która nie tylko zaoferuje porządny wybór akcesoriów i dodatków tuningowych, ale też przyciągnie ludzi z podobnym podejściem - tych, którzy czują dreszcz emocji na dźwięk silnika V8, którzy potrafią godzinami debatować nad kolorem felg i tych, którzy po prostu kochają auta. Revenant to nie tylko półki z zawieszkami zapachowymi czy kosmetykami do detailingu, to miejsce, które żyje motoryzacją. Oferujemy wszystko, co potrzebne do tego, żeby Twoje auto miało charakter: od praktycznych dodatków, przez stylowe gadżety, aż po bardziej zaawansowane elementy wizualne. Staramy się, żeby każdy klient, niezależnie, czy przyjeżdża starym Sultanem czy świeżo sprowadzoną Italią - czuł się u nas jak u siebie. Nie chodzi tylko o sprzedaż. Chcemy budować społeczność. Taką, która wspiera się nawzajem, wymienia doświadczeniami, pomaga przy projektach i po prostu dobrze się bawi. W planach mamy organizację zlotów, eventów, wyścigów, turniejów driftowych i wielu innych motoryzacyjnych akcji. Marzy nam się miejsce, w którym ludzie będą się spotykać nie tylko po to, żeby coś kupić, ale żeby pogadać, wymienić się opiniami, a może nawet zacząć wspólne projekty. Little Seoul, to miejsce, które tętni życiem i gdzie codziennie przewija się masa ludzi. Chcemy być widoczni, dostępni, blisko serca miasta. Wierzymy, że Revenant z czasem stanie się nie tylko znanym adresem na mapie Los Santos, ale też symbolem stylu, jakości i pasji do czterech kółek. Jasne, wiemy, że nie będzie łatwo, konkurencja nie śpi, a scena motoryzacyjna w mieście jest wymagająca. Ale właśnie to nas napędza. Każdy projekt, każdy klient, który odwiedzi nasz sklep - to dla nas kolejna cegiełka w budowie czegoś większego. Jeśli czujesz, że samochód to coś więcej niż tylko środek transportu - wbijaj do nas. REVENANT to miejsce dla ludzi z pasją.8 polubień -
8 polubień
-
LOVE SANTOS - UCIECZKA DLA DWOJGA, MIŁOŚĆ W WERSJI SLOW **Na stronie Daily Globe pojawiło się nagranie nowego podcastu LOVE SANTOS, w formie wizualnej i skryptu.** Hej, kochani. Pora na nowy odcinek Love Santos, wasz głos serca w tym szalonym mieście, gdzie miłość potrafi uciec szybciej niż sportowy wóz spod czerwonych świateł... Ale dziś? Dziś nie uciekamy. Dziś się zatrzymujemy. Chciałabym, żebyście zamknęli oczy — no chyba że prowadzicie — i wyobrazili sobie coś pięknego. Was dwoje. Czas tylko dla siebie. Zero telefonów, zero dram, zero przeszłości, która wciąż potrafi się odezwać po czasie. Dziś porozmawiamy o czymś, co nazywane jest /Couple Getaway/ — taki luksusowy reset dla zakochanych. Każdy zasługuje na chwilę spokoju. I bliskości. Zwłaszcza, kiedy żyjemy w świecie, w którym uczucia trzeba czasem bronić... dosłownie. Niezależnie od tego, czy jesteś beznadziejnym romantykiem, który chce zaszaleć z jakiejś okazji, czy po prostu chcesz pokazać ukochanej osobie, jak bardzo Ci zależy, wyjazd dla par jest idealnym prezentem dla was obojga. Oczywiście, nie ma nic złego w romantycznej kolacji, czekoladowym prezencie i mnóstwie kwiatów w skrzynce pocztowej, ale jeśli wolisz sentymentalny prezent od materialnego to… Romantyczny wyjazd dla par jest idealnym sposobem na rozpieszczenie się. Wyobraźcie sobie weekend. Piątek po południu. Tylko Wy i Wasza wspólna podróż w kolorach zachodu słońca. Docieracie na miejsce, fale delikatnie muskają brzeg, w oddali słychać śmiech z baru, a przed wami... Wasz wymarzony nadmorski resort. O tak. Kto zna, ten wie. A kto nie zna? No cóż, czas nadrobić. To miejsce, które wygląda jak marzenie z katalogu, ale nie jest tylko obrazkiem. Tam naprawdę można się zakochać. Jeszcze raz. Albo pierwszy raz. W kimś. W sobie, w życiu. Nie oszukujmy się, randki w Los Santos? Hmm... często kończą się na dachu apartamentowca, stekiem z dostawy czy drinkiem w podrzędnej knajpie. Romantyzm level: kryzysowy, pomocy! Dziś zabieram was w coś zupełnie innego. Resort za miastem to miejsce, gdzie luksus spotyka się z intymnością. Macie do dyspozycji prywatną plażę — nie taką pełną turystów z selfie-stickami, tylko cichą, zamkniętą, gdzie barman zna twoje imię i wie, że lubisz margarite bez soli. I to SPA... Oh God! Tu mamy kąpiele algowe, które zostawiają skórę jak po całowaniu przez ocean. Masaże gorącymi olejkami, które rozpuszczają cały stres, nawet ten z nieodczytanej wiadomości od ex. Sauna, jacuzzi, a nawet zabiegi ze złotem — bo przecież jesteście warci więcej niż diamenty w jubilerze. Jak już jesteście przekonani, że lepiej nie będzie, to wchodzicie do strefy basenowej. A tam czeka na Was szum z wodospadu i fikuśne drinki w barze. Można unosić się na wodzie z koktajlem w ręku i patrzeć na zachód słońca, który wygląda jakby ktoś nałożył filtr. Wiecie kochani, w dobie internetu nic nie jest w stanie się ukryć. Co więcej, ostatnie tygodnie wrzały od afery z resortem w tle, którego jestem najemcą. Już na dniach to miejsce będzie dostępne dla Was. Nie trzeba mieć aktu własności w ręku, żeby stworzyć przestrzeń z duszą. Pamiętajcie, to ludzie tworzą miejsca. Nie ograniczajmy się, skorzystajmy z mocy jaką ma ocean i kojące fale. Co jeszcze może nam on dać? Dla tych, którzy chcą poczuć wiatr we włosach i trochę przygody — można wynająć łódź. Tak, pełnoprawną łódź, bądź zaszaleć i skusić się na jacht. Wypłynąć na spokojne wody oceanu, we dwoje, z koszem piknikowym, prosecco i playlistą, która gra tylko wasze piosenki. A gdy zapadnie zmierzch — rozgwieżdżone niebo, wasze odbicia w wodzie i ta cisza, którą kochają tylko zakochani. Dla marzycieli, którzy wolą patrzeć na świat z góry? Lot balonem nad Los Santos. Wyobraźcie sobie: unosicie się nad dachami miasta, nad wzgórzami Vinewood, nad błyszczącą taflą oceanu. Ręka w rękę, oddechy zsynchronizowane, a świat pod wami staje się tylko tłem do tej jednej sceny. Jak z filmu. Tylko, że to Wasz film. Osobiście mogę się pochwalić, że mój mąż zabrał mnie na taką randkę. Dla Pań mała rada - zepnijcie włosy w uroczy kok, na górze jest uwaga i wietrznie! (śmiech). Rozmawiałam z osobą, która sterowała balonem. Zapytałam ile razy była świadkiem zaręczyn w koszu balonowym. Mówiła, że kilka. Czy właśnie Wam podpowiedziałam, gdzie można się oświadczyć? Być może! Ale wiecie co? Nie każdy lubi piasek w butach i sól na ustach. Czy też lęk wysokości potrafi sparaliżować na tyle, że na samą myśl o lotem balonem dostaje histerii. Dlatego mam dla was też kontrpropozycję. Wyobraźcie sobie zamiast fal – szczyty górskie. Zamiast drinka z palemką – kubek gorącej czekolady w drewnianym schronisku. Cisza, która otula. Śnieg skrzypiący pod stopami. Kominek. Koc. I ramiona kogoś, z kim nie trzeba dużo mówić, bo wszystko już zostało powiedziane spojrzeniem. Weekend w górach to inny rodzaj romantyzmu. Tam uczucia dojrzewają w rytmie natury, a każda rozmowa brzmi jakoś głębiej. Nie ma tam luksusu w klasycznym znaczeniu — ale jest bliskość. Jest prawda. Jest wspólne gotowanie w kuchni z widokiem na szczyty i długie wieczory z grzanym winem. Kojarzycie żydowską tawernę, w okolicy kolejki na Mount Chiliad? To kolejne miejsce /to go/, które powinno być na Waszej liście. Żydowska kuchnia jest niesamowita, serio! Polecam gulasz na miejscu, no inny wymiar smaku. Mało tego, karczma oferuje noclegi w niecodziennych warunkach. Cały obiekt jest z drewna, utrzymany w klimacie rodem z Wiedźmina. Możecie również skorzystać z aromatycznych kąpieli w gorącej bali. Jeśli wasza miłość to nie ogień i taniec na plaży, a raczej ciepło i bezpieczne milczenie — może właśnie górska chata będzie waszym miejscem. Waszym getaway. Zróbcie to dla siebie. Dla was. Dla tej jednej chwili, gdy nie musicie niczego udawać. Gdy jedyną decyzją, jaką podejmujecie, jest: czy dziś bierzemy masaż na plaży, kąpiel w złocie czy będziemy podziwiać panoramę miasta z wysokości. I pamiętajcie — miłość to nie tylko słowa. To czyny. A czasem... To weekend tylko dla dwojga. W przyjemnej atmosferze dobiega końca kolejny odcinek Love Santos. Wasza codzienna przypominajka, że miłość wcale nie musi boleć. Czasem wystarczy po prostu wiedzieć, gdzie się zatrzymać. Do usłyszenia, kochani. I nie zapomnijcie — zasługujecie na wszystko, co najlepsze.7 polubień
-
Po chwilowej przerwie i tymczasowym spowolnieniu tempa na naszej scenie muzycznej - wracamy. Co działo się w ostatnich tygodniach? Zdecydowanie warto zacząć od wydarzenia, które miało miejsce ponad tydzień temu - 29 maja - gdy LIBIDUO dali swój występ w klubie The G Spot. Tematem przewodnim wieczoru była maskarada, a więc maski, suknie, spódnice oraz garnitury stanowiły nie tylko modowe tło, ale wręcz obowiązujący dresscode. Wieczór ten można podsumować słowami: teatr, blask, dym i klimat, jakiego nie znajdziesz nigdzie indziej. Sam występ rozpoczął się spektakularnie - duet LIBIDUO zjechał prosto na scenę, otwierając koncert utworem “we got them (freaks)” z albumu City Boys. W trakcie kawałka, MYWAY usiadł na plecach jednej z tancerek tańczących przy ziemi i śpiewał, w pewnym sensie - na niej. Od zachowań rodem z filmów dla dorosłych po podpisywanie się na piersiach czy pośladkach - raperzy nie pozostawili wiele miejsca na domysły. Oczywiście nie byli jedynymi artystami tego wieczoru. Na scenie pojawili się również MAYSAA i Mack - znany już z wcześniejszych artykułów współwłaściciel klubu. Ich duet był idealnym kontrastem dla występu LIBIDUO. Rapowe brzmienia Macka, subtelnie splecione z klasyczną grą MAYSAA na żywym fortepianie. Za wspólnymi numerami stoi producentka Laila Aguirre, bez której - nie usłyszelibyśmy ich. Ale nie wszystko tego wieczoru przebiegło bez zakłóceń… Bar był oblegany, co już samo w sobie zwiastowało kłopoty. Z relacji świadków wynika, że pewien mężczyzna, ubrany cały na biało, uderzył undergroundowego rapera i producenta znanego jako SEX P. Powód? Prawdopodobnie zazdrość. Mężczyzna rozbił mu łuk brwiowy, uderzając jego głową o blat baru. Do konfliktu dołączyli członkowie LIBIDUO - Mayhem Percy i Daevion Epps - a w dalszym ciągu także Adonis oraz dobrze znany z kontrowersji Latrelle. Sam SEX P opuścił klub jako ostatni, wspierany przez YODADDY, niemal potykając się o własne nogi. Kolejny dzień - kolejne wydarzenie. Tym razem mówimy o BIG BLAST - i ponownie o LIBIDUO, których obecność była wyczuwalna wszędzie, szczególnie na LifeInvader, gdzie wołania pojawiały się niemal pod każdym postem. Na scenie znów dominowały utwory z City Boys, lecz pojawiły się także inne - jak “feel me” czy “hoe plzz”. W pewnym momencie koncert przybrał zaskakujący obrót - w głośnikach wybrzmiał wolny beat, a raperzy wraz z DJ-em zaczęli freestyle. Następnie zaprosili na scenę chętnych uczestników, łamiąc tym samym barierę między fanami a artystami. To wydarzenie miało szczególną wartość dla młodzieży z okolicznych dzielnic - była to dla nich szansa zobaczyć swoich idoli z bliska. Jednak nawet ta noc nie obyła się bez problemów - Daevion, prawdopodobnie z powodu wycieńczenia - zwymiotował na scenie, pod ścianą. Zdarzenie zostało uwiecznione na wielu nagraniach krążących w sieci. Po incydencie nie brał już czynnego udziału w występie, który wkrótce potem został przerwany. Przejdźmy jednak do spokojniejszego zakończenia tygodnia - niedzieli. The Rearview Lovers zagrali koncert w restauracji The Roof na szczycie wieżowca LUX. Wieczór otworzyła ponownie MAYSAA, tym razem w roli supportu, wraz ze swoim zespołem, w tym dwiema saksofonistkami z big bandu Los Santos College of Music, którego MAYSAA jest studentką. Jej występ był mieszanką popu, jazzu i funku, która rozkołysała publiczność. Następnie scena należała do The Rearview Lovers, których alternatywne, subtelne brzmienia rockowe przyniosły słuchaczom chwilę wytchnienia. Najwięcej emocji wzbudził moment, gdy Nicholas w jednym z tekstów zaśpiewał słowa: “You’re my star, MAYSAA”. Czy to wyraz podziękowania? A może między nimi rodzi się coś więcej? Nie sposób nie zastanawiać się nad tym w kontekście ich współpracy i częstych wspólnych występów… Ostatni weekend również nie zawiódł - tym razem za sprawą imprezy w klubie Mirage. Było to tajemnicze wydarzenie, zapowiedziane dopiero na kilka dni przed koncertem. Wystąpili tam: Solana Woods, Laila Aguirre (odpowiedzialna za obsługę audio), a także główni bohaterowie wieczoru - NERI i Mike Broadhurst. Wieczór rozpoczęła Solana, prezentując dwa własne utwory. Po niej na scenie pojawiła się NERI - pełna emocji i szczerości, nie unikała interakcji z fanami, co ponownie przełamało klasyczny podział sceny i widowni. Mike również dał świetny występ, a także zaskoczył nas “love songiem” skierowanym do NERI, który pozostawił publiczność w zachwycie. Fotorelacją, oprawą graficzną oraz promocją wydarzenia zajęła się organizacja działająca pod nazwą BLENZ - i trzeba przyznać, że spisali się na medal. Nie tylko dostarczyli jakościowy, estetyczny materiał zdjęciowy, ale również zaskoczyli wszystkich koncepcją prowadzenia promocji w stylu powolnego odkrywania "bohaterów" wydarzenia. Stopniowe ujawnianie artystów w trakcie przygotowań dodało całemu wydarzeniu tajemniczości i sprawiło, że oczekiwanie rosło z dnia na dzień. Oto zdjęcia, które są dla was - dla tych, których nie było - klik Na naszej scenie z dnia na dzień dzieję się coraz więcej, nie zmienia się to i jak widać - wręcz nie zamierza. Atrakcji nie brakuje, w tym również i miłości, czyż nie jest to piękne? Zostawiamy to wam do własnej refleksji.7 polubień
-
**W nocy z niedzieli na poniedziałek, około godziny 00:30, w dzielnicy Little Seoul doszło do spektakularnej kradzieży supersamochodu marki Pegassi Reaper. Całe zdarzenie rozegrało się błyskawicznie nowym właścicielem, a raczej właścicielką pojazdu, została zamaskowana kobieta, która w brutalny sposób przejęła kontrolę nad autem. Według relacji świadków, kobieta została wcześniej wysadzona z agresywnie poruszającego się Ubermacht, który zajechał drogę Pegassi. Chwilę później, wbiegła do pojazdu niczego nieświadomego kierowcy i przyłożyła mu broń do głowy. Doszło do krótkiej, chaotycznej szamotaniny w kabinie pojazdu, w wyniku której właściciel supersamochodu został brutalnie wyrzucony na ulicę. Gdy zamaskowana napastniczka zaczęła odjeżdżać z miejsca zdarzenia, mężczyzna oddał w jej kierunku sześć strzałów z broni palnej. Mimo to, kobieta nie dała się zatrzymać. Z zimną krwią uciekła, łamiąc przy tym szereg przepisów drogowych. Korzystając z pustych, nocnych ulic i niewielkiego ruchu, sprawczyni skierowała się w stronę Industrial District. Po drodze została zarejestrowana w pobliżu stacji San Andreas Highway Patrol, po czym całkowicie zniknęła z pola widzenia, zapadając się w ciemne zakątki przemysłowej dzielnicy.** Fakty o przestępstwie: 1. Osoba, która dokonała kradzieży była postury kobiecej. Jednocześnie była ubrana w czarną bluzę ortalionową z zaciągniętym na głowę kapturem i założonym kominem i stare znoszone jeansy w ciemnym kolorze. Na plecach miała czarną sportową torbę, a na nogach ciemne cichobiegi. 2. Samochód, który został skradziony, to Pegassi Reaper. Posiadał on założony indeks stanowy. 3. Monitoring miejski co jakiś czas łapały obraz skradzionego auta wraz z zamaskowaną złodziejką na pokładzie. Poruszał się na wschód miasta korzystając z jego ulic. Ostatni raz został zarejestrowany przy stacji San Andreas Highway Patrol w strefie przemysłowej. 4. Skradziony pojazd nie napotkał na drodze żadnego pojazdu należącego do służb porządkowych, nie zatrzymywał się nigdzie. 5. Jego nadajnik był zagłuszony przez urządzenie do tego przeznaczone od momentu, w którym kobieta zniknęła z widoku właścicielowi.7 polubień
-
7 polubień
-
6 polubień
-
6 polubień
-
6 polubień
-
[Biznes | Coffee Shop] Movin Coffee Shop
Jumbolino i 4 innych polubił temat przez bradofbrad
MOVIN COFFEE SHOP Movin Coffee Shop to jeden z wielu coffe shopów, które znajdują się na Davis. Coffee Shop oferuje dużą ilość legalnych narkotyków, które można zakupić właśnie tu. Znajduje się na Chamberlain Hills, nowo narodzony Coffee Shop nie wygląda z zewnątrz najlepiej. Działalność jeśli chodzi o biznes i klientów i tak jest ogromna. Movin Coffee Shop to miejsce stworzone przez Dayvona Malone'a, znanego w mieście jako twardy gracz i oficjalny gangster. Pomimo swojej historii postanowił otworzyć coś innego, coś co wyróżnia się na tle jego podstawowych działań. Pod szyldem MOVIN GANG, ale w nowej odsłonie, Dayvon postawił na legalny weed i dobrą atmosferę, tworząc przestrzeń, która przyciaga ludzi do relaksu i dobrej energii. Jego życie jest pełne wyzwać i trudnych decyzji. Z czasem zrozumiał, że chce i może zrobić też coś innego, co pozwoli mu na nowo zdefiniować swoje życie i otoczenie. Movin Coffe Shop to miejsce, które odzwierciedla jego nową drogę, ale jednocześnie jest częścią jego świata, w którym nadal funkcjonuje jako gangster. To połączenie różnych aspektów jego osobowości i przeszłości, które tworzą unikalny klimat tego miejsca. Wracając do biznesu, i jego otoczenia. Movin Coffe Shop, z zewnątrz to tzw. /melina/ - która na sam widok odrzuca innych, do ich wejścia. W środku lecz, wygląda to o wiele lepiej. Wchodząc do lokalu można zauważyć różne obrazy, dot. cenniku narkotyków, konewek, łopat, sekatorów... Sam lokal od siebie preferuje sporo komfortu, co już wyżej zostało opisane.5 polubień -
[Biznes | Coffee Shop] Movin Coffee Shop
bradofbrad i 4 innych polubił temat przez Jackalhos
Cześć, Twoja aplikacja została przyjęta. Zgłoś się po odbiór w grze udając się w miejsce wskazane przez Ciebie w aplikacji i wpisz /biznes zakup. Jeśli we wskazanym miejscu nie ma żadnego markeru, zgłoś prośbę o jego stworzenie u opiekuna lub pomocnika strefy cywilnej. Pamiętaj, by dołączyć do oficjalnego Discorda biznesów i projektów IC VIBE ROLE PLAY https://discord.gg/SrtCf9PvQA Na miejscu utwórz ticket z prośbą o nadanie rangi poprzez wejście do kanału kontakt. Pamiętaj, by w nazwie użytkownika dołączyć po znaku "|" nazwę biznesu/projektu który prowadzisz. Na Discord zapraszana jest jedna osoba z każdego biznesu/projektu. Nie dopuszczamy więcej reprezentantów. Wszelkie sprawy techniczne czy ustalenia są rozwiązywane poprzez ticket na discordzie biznesowym.5 polubień -
Laurent Direzionale & Partner [https://discord.gg/tFkXKfUC3p] Pomimo chwilowej nieobecności Laurent Direzionale & Partner w mediach agencja wciąż pozyskiwała klientów oraz prężnie poszerzała zakres swoich działań. W ostatnim czasie Social Media Manager Heike Schulz, wraz z CEO agencji Giovannim Laurentem zabrali się za planowanie oraz działanie nad wprowadzeniem działu zajmującego się prowadzeniem gwiazd. Tym samym Pierre Rawkey stał się pierwszym zakontraktowanym celebrytą. Jeszcze tego samego dnia jeden z klientów agencji marketingowej, Cafe Velvet zdecydował się na podpisanie Pierre Rawkey jako ambasadora swojej marki oraz wykorzystaniu jego wizerunku przy promocji nadchodzącej kampanii. Kontynuując współpracę z Ice Dreams Company Heike Schulz zabrała się za organizację stanowiska dla ICD na Mirror Park Community Gathering. Cały zysk uzyskany z tego wydarzenia został przekazany na cele charytatywne. Kolejnym ważnym spotkaniem w tym miesiącu było spotkanie się z zespołem The Blue Whale na którym został poruszony temat podjęcia się potencjalnej współpracy oraz prowadzeniem ich zespołu pod względem marketingu oraz PR. Giovanni Laurent odbył rozmowę mailową z Venture na której udało się zamówić miesięczna reklamę w radiu oraz reklamę pod artykułem. Całość jest częścią promocji marki w mediach aby uzyskać większy rozgłos wśród potencjalnych klientów.5 polubień
-
5 polubień
-
** Na stronie internetowej theartoflara.com pojawił się kolejny wpis w zakładce BLOG - kontynuacja serii Unfiltered by Lara Kozlova, która z każdym wydaniem zdobywa coraz większą popularność. Tym razem Lara stawia na mniej krytyki, a więcej prawdy o sobie i spraw przyziemnych. ** ** Trzeci wpis zatytułowany "Between the lines" to podróż przez codzienność kobiety, którą wielu zna tylko z idealnych kadrów i projektów krytykujących rzeczywistość w Los Santos. Tym razem jednak Kozlova otwiera drzwi do swojej codzienności i życia poza internetem. W tekście odsłania rytuały dnia codziennego - od kawy w wyszczerbionym kubku, przez samotne poranki z jogą i rowerowe ucieczki, aż po wieczory wypełnione ciszą. Opowiada o potrzebie przestrzeni, ucieczce od szumu, kontroli jako luksusie i o tym, że jej życie nie jest filmowym scenariuszem - bywa nudne. Przedstawia realną opowieść o byciu kobietą, która chce być sobą, a nie życie jak z Instagrama. Autorka kieruje swój wpis do najwierniejszych fanów i ludzi, którzy szukają trochę normalności w tym medialno-społecznościowym chaosie. ** ** Dodatkiem do całego bloga jest opcja odsłuchania całości w formacie audio. Tekst jest czytany przez lektorkę - nie autorkę. ** [audio wygenerowane przez AI - taki dodatek do całości] [3] Unfiltered by Lara Kozlova. Between the lines. Dzisiaj mniej narzekania, a więcej o mnie. Przestrzenie, w których oddycham. Nie wiem co sobie wyobrażacie kiedy myślicie o mnie. Że cały dzień spędzam w bieliźnie, prężąc tyłek pod odpowiednim kątem? Że mieszkam w pałacu z marmuru, codziennie pije prosecco, a do łóżka prowadzi mnie prywatny lokaj? No to… trochę się mylicie. Nie jestem typem człowieka co stawia kryształowe misy z suszonymi płatkami róż w salonie, bo “energia”. Nie wycieram też stołu w kuchni białą szałwią. Jak potrzebuje przestrzeni do oddychania to oddycham, tak po prostu. I najlepiej w ciszy. Mój dzień przeważnie jest taki sam, jeśli chodzi o same podstawy. Wstaje jak każda inna osoba z ambicjami - z ciężką głową i pytaniem do świata: czy dzisiaj mnie ktoś wkurwi bardziej niż wczoraj? Potem naturalnie poranna toaleta. I przychodzi czas na kawę. Czarną kawę. Zwykła, czarna i mocna jak moje spojrzenie. W kubku, który ma odprysk, ale nie mam czasu go wymienić, bo ważniejsze jest to co się dzieje w moim telefonie. Mail, media społecznościowe. Zawsze ktoś czegoś chce - rady, zdjęcia, atencji, a czasem po prostu mnie. I wiecie co? Lubię to, lubię mieć wpływ. Fajnie jest być tą, której głos trafia do setek ludzi, ale też zanim zacznę robić cokolwiek dla świata - robię coś dla siebie. Idę na taras, na którym czeka na mnie mata do jogi. Tam rozciągam wszystko - ciało, myśli, a czasami granice. W słuchawkach przeważnie dźwięki natury, albo podcast o tym jak nie dać się pożreć temu zjebanemu światu (albo teorie spiskowe). Często po samej jodze wsiadam na rower. Nabijam kilometry przez miasto, w którym już dawno przestałam się gubić, ale też często wyjeżdżam na obrzeża - szczególnie na wzgórza, które dają w kość. Ale też często robię sobie przerwę od nadmiernego wysiłku. Bo wiecie, bycie bioniczną babą to też zmęczenie. Czasem też… kończę poranek inaczej. Sama ale w najlepszym możliwym towarzystwie - moim ciałem i ulubionym wibratorem. Serio, samoopieka ma różne twarze, a jedna z nich ma tryb pulsacyjny i ładuje się na USB. Natomiast wieczory w moim wykonaniu to całkowicie inny teatr. Zrzucam zbroję z całego dnia. Wanna, olejki, czasem sól z jakiegoś miejsca, którego nawet nie potrafię wymówić. Czasem Netflix, czasem tylko cisza. Uwielbiam ciszę, ale taką, która pachnie czymś miłym, a nie nudą. Zdecydowanie nie jestem kobietą świec zapachowych i baldachimów, ale jestem kobietą, która potrafi zatopić się w chwili - z kubkiem zielonej herbaty albo… kiedyś ze szklanką whisky (teraz nie piję alkoholu). Zmywam makijaż, ale nie charakter. To zostaje. A wiecie co jest najważniejsze w tym wszystkim? Moje życie nie jest jak serial. Nie ma fabularnych twistów co dziesięć minut. Czasem jest nudne, czasem chaotyczne, ale zawsze moje. Mówią, że kobieta to tajemnica, ale ja mówię. Tylko ludzie nie potrafią słuchać. Ja mówię cały czas ciałem, słowami, spojrzeniem, tym co publikuje i tym co zostawiam między wierszami. Co mnie relaksuje najbardziej? Poczucie kontroli. Świadomość, że nawet jeśli wszystko się spierdoli to ja mam poduszkę bezpieczeństwa. I nie, nie chodzi tylko o pieniądze, ale nie oszukujmy się - pieniądze to wolność. A wolność to luksus, który smakuje lepiej niż seks po miesięcznej przerwie. Nie mam domu-marzenia z Pinteresta. Mój apartament to po prostu przestrzeń. Częściej nijaka, niż piękna. Nie jestem minimalistką, ale jestem wybredna. Nie otaczam się blichtrem, tylko rzeczami, które mi coś dają. Wolę motorówkę niż kolacje z facetem, który nie wie gdzie jest łechtaczka. Wolę zapach soli na skórze niż perfumy z butelki za tysiąc dolarów. Nie jestem z tych co traktują dom jak świątynie. Mój dom to bardziej baza, niż miejsce do życia - punkt startowy, pit stop i miejsce gdzie wracam, żeby się przebrać, przespać, przytulić siebie do siebie i… ruszyć dalej. Prawdziwą świątynią są dla mnie podróże. Nie muszą być dalekie, bo czasem wystarczy wsiąść do samochodu, puścić za głośno playlistę i po prostu jechać. W stronę oceanu, w stronę pustyni, czy w stronę miejsc, gdzie nikt mnie nie zna i nikt niczego ode mnie nie chce. Czasem zabieram tylko strój kąpielowy, matę do jogi i krem z filtrem. Czasem nawet tego nie. Podróż nie musi być zaplanowana - często najlepsze są te, które wyglądają na spontaniczny skok z klifu: bez mapy, bez scenariusza, z włosami rozwianymi i otwartym sercem. Robię to naprawdę często, kilka razy w miesiącu. Jednodniowe ucieczki, które pachną wolnością, kawą z przydrożnej stacji i snem w hamaku. Lubię te chwile, kiedy nie muszę nikomu mówić gdzie jestem, albo kiedy jedyną decyzją dnia jest to czy zatrzymać się teraz, czy za kilometr. To jest mój luksus. Nie marmurowe wnętrza, nie kryształowe żyrandole, ale możliwość zniknięcia. Odcięcia się. Wiecie co jest najlepsze w tym wszystkim? Wracam po takich podróżach… inna. Trochę bardziej spokojna. Trochę bardziej pewna, że życie jest naprawdę moje. I jeśli dziś wszystko się posypie to mam dokąd uciec. Nawet jeśli to tylko motel z różową pościelą i prysznicem, który cieknie. Nie szukam perfekcji. Szukam momentów, a najlepsze dzieją się właśnie wtedy kiedy nie muszę być Larą Kozlovą, tylko po prostu kobietą z plecakiem i odciśniętym śladem na skórze od bikini. Dzisiejszy blog nie jest już tylko narzekaniem na otaczającą nas rzeczywistość. Dziś chciałam pokazać, że za zdjęciem w bieliźnie jest kobieta, która potrafi napisać więcej niż trzy hashtagi i która nie potrzebuje aprobaty, ale lubi ją czasem poczuć. Która nie gra w grę - zobacz jak jestem doskonała - bo w tej grze nie ma wygranych. Czasem jestem słaba, czasem płaczę pod prysznicem. Czasem nie chce mi się nawet wstać z łóżka, ale potem przypominam sobie kim jestem. I wstaję. Jeśli chociaż jednej osobie z was ten wpis przypomni, że można żyć po swojemu to było warto. A jeśli komuś się to nie spodoba - to też dobrze. Nie jestem dla wszystkich, nie wszyscy muszą mnie lubić i nie piszę tego dla wszystkich. Piszę to dla tych, którzy rozumieją. Zrób dziś coś tylko dla siebie. Zamknij oczy, wyłącz telefon i zapytaj siebie: czy naprawdę żyje po swojemu? Jeśli nie - to pora zacząć.4 polubienia
-
By James Atrizziola - DAILY GLOBE, 06/09/2025 Dzisiejszą noc zapamiętamy wszyscy na bardzo długo. Wydarzenia, które miały miejsce w Los Santos 9 czerwca 2025 roku przejdą do historii. Mogą stać się symbolem społecznego pęknięcia, które narastało tygodniami, aż wreszcie rozdało się z ludzkim krzykiem, hukiem, ogniem. Rannymi i ofiarami. Polityka zapaliła iskrę. To pokazuje, jak wygląda desperacja osób, które są przez bardzo długi czas niesłyszalne. Protesty, które przeszły przez ulice Los Santos miały charakter pokojowy. Przede wszystkim pokojowy sprzeciw. Wystarczyło jednak kilka chwil, by cała narracja zmieniła się o sto osiemdziesiąt stopni. Z witryn sklepowych pozostały kryształy potłuczonego szkła, ulice zapełnił przerażający dym, a departamenty działające w mieście nie potrafiły tego wszystkiego opanować. Opanować wybuchu: frustracji, desperacji i gniewu. Była niezgoda na hipokryzję, marginalizację i siłę jako jedyną odpowiedź na niepokój społeczny. Prezydent Donald Trump żyje daleko od Los Santos, to jednak skutki polityki odczuwane są dzisiaj na naszych ulicach. Jak uderzenie pięścią. To był chaos bez sensu, ale też konsekwencją. Przemoc i dzisiejsze zdarzenia należy potępić, to trzeba też zrozumieć. Kto nie słucha ludzi całego kraju, odczuwa skutki i prowokuje krzyk. Dzisiejszy krzyk był głośny i bardzo bolesny. Przyniósł nam szkody, rannych i ofiary. Wydarzenia, które dzisiaj miały miejsce nie powinny się wydarzyć, to jednak kontrowersyjne decyzje polityczne zbierają swoje żniwo. “Nie popieram przemocy, ale czuję ten gniew. Nikt nas nie słucha” - napisał dzisiaj jeden z mieszkańców podczas trwającego wydania specjalnego w Daily Globe. Ludzie nie popierają tego, co się wydarzyło, ale rozumieją źródło. To poczucie bycia ignorowanym. Inna osoba napisała z kolei: “Czy Trump to jedyny winny? Napięcie narastało tygodniami” - i tutaj także należy się zgodzić. Prezydent jest w tym przypadku symbolem podziału, ale wszyscy powinniśmy sobie odpowiedzieć: gdzie my byliśmy wtedy, kiedy pękały fundamenty? Ciekawe pytanie zadał kolejny słuchacz: “Z twojej audycji emanuje jasna agenda polityczna. Czy jako dziennikarz nie powinieneś być bardziej bezstronny?”. Wspominałem to w audycji: całkowicie szanuję, ale wyjaśniam. Bezstronność nie zawsze oznacza milczenie. W przypadku, gdy nie widzę uczciwości to mówię: sprawdzam. W momencie, gdy jedna czy druga strona sporu politycznego łamie zasady, to moim zadaniem jest reagować. Opisuję rzeczywistość, a ta dzisiejsza bardzo boli. Po stronie protestujących stanął burmistrz James Wyatt, apelując jednocześnie o rozsądek, pokój i dialog. To są ważne słowa, jednakże nikt w tym mieście nie powinien dopuścić do takiej eskalacji. Miasto dziś płaci rachunek. Codzienność mieszkańców to nie tylko sprawy ekonomiczne, ale też napięcia rasowe, brak reprezentacji czy zmęczenie elitą. Apel o spokój jest ważny, ale dużo nie da, jeżeli nie będzie dialogu pomiędzy stronami. Nasze miasto pokazało, że nie można ignorować emocji ludzi, których polityka chce zepchnąć na margines. Teraz płomieni nie da się już ugasić, trzeba będzie odbudować zaufanie i zacząć słuchać. Retoryka deportacji czy zamykania granic wybrzmiewa efektownie, ale dla wielu rodzin oznacza strach i realną groźbę rozdzielenia. Agresywne działania i instrumentalne traktowanie wielu z nas jako problemu to nie abstrakcja, to codzienność mieszkańców. Z naszej perspektywy, czyli z perspektywy Los Santos, polityka Prezydenta przenika w szczeliny naszego życia. Wystarczy jej echo, które mówi: bójcie się, nie ufajcie. Takie echo przyniesie krzyk, ogień i mrok. Ta sprawa nie jest czarno-biała i jak wiele kontrowersyjnych sytuacji ma swoich zwolenników i przeciwników. Rozbieżne poglądy nie mogą prowadzić jednak do żniw przynoszących ofiary. Potrzeba dialogu, rozmów oraz konkretnych rozwiązań. Tego na ten moment nie widać.4 polubienia
-
Laurent Direzionale & Partner [https://discord.gg/tFkXKfUC3p] Giovanni Laurent nawiązał kontakt z menadżerką Maxime Koci, w celu przedstawienia kilku propozycji biznesowych dotyczących klientów agencji marketingowej Laurent. Rozmowa była krótka lecz treściwa, kolejne spotkanie odbędzie się gdy zostanie ustalone więcej szczegółów oraz wszystkie warunki, a także pomysły zostaną zaakceptowane. Ostatni okres dla Laurent Direzionale & Partner był dość pracowity, odbyło się wiele spotkań, większość śmiało można nazwać tymi udanymi. Jednym z takich spotkań było wspólne spotkanie CEO Ron Oil, Lorenzo Montero oraz CEO Western Sport Group, Travis Dowell, spotkanie miało na celu przedyskutowanie warunków wprowadzenia produktów WSG na wszystkie stację spółki RON Oil w stanie San Andreas. Kolejnym z udanych spotkań było spotkanie z CEO Ice Dreams Company, Angela White. Na spotkaniu został poruszony temat wizerunku przedstawicielki spółki w mediach oraz zostały przedstawione kroki które można zastosować w celu odbudowywania wizerunku. Agencja marketingowa Laurent Direzionale & Partner z racji na zwiększające się zapotrzebowanie na realizację różnego typu projektów graficznych postanowiła podjąć się współpracy z świeżą na rynku marką, BLAYZE. Jest to studio kreatywne świadczące usługi zarówno z realizacji projektów graficznych jak i realizacji sesji zdjęciowych w terenie czy też w studio, co jest dość ważnym aspektem przy zbliżających się realizacjach kampanii reklamowych dla klientów.4 polubienia
-
Godzina 23:07, dzielnica Hawick - końcówka głośnego na lifeinvader party była jednocześnie końcówką życia Zachary Travaglini. Granatowe Bravado Bufallo zajechało na teren Hawick Avenue. Moment w którym włoski ważniaczek opuścił apartament - spotkał go grad kul z krótkich broni maszynowych. Akcja była wyjątkowo szybka, sama w sobie trwała maksymalnie kilkadziesiąt sekund. Anthony Scallise również został zraniony w trakcie wymiany ognia, choć jego dalszy los nie jest znany. (( @rodeo )) W trakcie ucieczki z miejsca zdarzenia do napastników oddano strzały z czarnego muscle car. (( @El Fenomeno - wspomnij kto do nas palił, też palili centralnie w środku miasta jak my. )) FAKTY: - Pojazd z którego oddano strzały to Bravado Bufallo Hellhound w kolorze granatowym, miał zamontowany indeks stanowy - GWSL3Q. - Pojazd po wykonanym morderstwie pośpiesznie opuścił teren miasta Los Santos, skończył w okolicach Sandy Shores. - Pojazd został wielokrotnie zarejestrowany przez kamery monitoringu w trakcie swojej trasy, cały czas miał na sobie indeks stanowy, cały czas wewnątrz pojazdu była dwójka zamaskowanych napastników. - Po jakimś czasie, zaniepokojeni mieszkańcy Sandy Shores mogli zgłosić informacje o porzuconym pojeździe pasującym do tego, z którego dokonano ostrzału - wskazali UFO PARK w mieście Sandy Shores. Pojazd skończył wepchnięty w krzaki, porzucony - dosłownie w takim samym stanie w jakim oddano z niego pojazdy. ((jeśli chcecie z nim pograć niech ktoś z ekipy wam go zrespi, uid; 116811 - ma tam /v parkuj)) - Badania pojazdu przez techników dowolnego departamentu mogły wyszczególnić znaczącą DNA James Lowe w formie zaschniętego nasienia rozlanego po tylnich kanapach w wielu miejscach. - Podwójne pokrycie DNA (James Lowe) mogły dać również zużyte prezerwatywy walające się pod fotelami. - Potrójne pokrycie DNA (James Lowe) dały odciski na całej reszcie pojazdu. - Strzelcy byli zamaskowani, mieli na sobie rękawiczki - palili z wnętrza pojazdu - łuski naturalnie zostały w pojeździe.4 polubienia
-
BAD BOYS NEVER CHANGE (Ralph Rainey stories)
ghostt i 3 innych polubił temat przez Never Hurts
(( uwzględnie tą porażkę na /sprobuj, jak będę pisał przestępstwo po ewentualnej akcji ))4 polubienia -
Ruchy spółki: Zmieniono system marketingowy, czyniąc go ogólnodostępnym dla osób trzecich. W ramach nowej strategii wprowadzono cztery pakiety usług, które zostały oficjalnie zaprezentowane na aplikacji. Na mediach społecznościowych pojawił się post dotyczący rosnącej społeczności wokół nowego produktu oraz kolejnych kolekcji koszulek e-inc. CEO wzięła udział w wywiadzie dla Business Review, zatytułowanym „12. BLENZ: Kreatywność, Relacje i Technologia”, który został wyemitowany na antenie stacji radiowej Venture. Rozpoczęto współpracę z Venture, która będzie wspierać medialnie firmy współpracujące ze spółką – m.in. poprzez wywiady i publikacje artykułów. Nawiązano współpracę z Los Santos County Fire Departament, a także dołączono do zespołu PIO odpowiedzialnego za oprawę graficzną. Podjęto współpracę z ULSA, jednocześnie dołączając do programu Career Integration & Field Experience Initiative. Przygotowano oprawę graficzną oraz opracowano strategię marketingową, obejmującą działania w mediach społecznościowych i kampanię promocyjną dedykowaną wydarzeniu "Mike & Neri Performance" organizowaną przez Mirage Night Club. BLENZ zostało wyróżnione w artykule "[Music Pulse] 09. Maskarada, miłość i tajemniczość – wyłączne wzloty" opublikowanym przez Venture. Przygotowano oprawę graficzną oraz opracowano strategię rozwoju kadry dla Mirage Night Club w celu zwiększenia liczby pracowników. Nawiązano współpracę z firmami Green Energy, Royal Geneve oraz No More Heaven w zakresie opracowania i realizacji strategii marketingowych, a także kontynuacji działań związanych z oprawą graficzną. Nawiązano współpracę z Lunarr Beauty oraz Verona Vision Studio w zakresie kreacji, rozwoju i realizacji oprawy graficznej. Stworzono stronę internetowa dla No Heaven Records pod akcję haretatywna "#APlaceCalledHome" Udział w rozmowie pomiędzy Green Energy a Los Santos County Metropolitan Transportation Authority dotyczącej autobusów wodorowych oraz omówienie możliwości wspólnego marketingu. Rozmowa z Suzy na temat wsparcia przy finalizacji okładki oraz sugestie dotyczące dodatkowej promocji. Social Media: Wydatki: $265,000 LINK4 polubienia
