Skocz do zawartości
 
GRACZY ONLINE

Ranking

Popularna zawartość

Wyświetla najczęściej polubioną zawartość w 22.01.2024 w Odpowiedzi

  1. You're my devil, you're my angel You're my heaven, you're my hell You're my now, you're my forever You're my freedom, you're my jail You're my lies, you're my truth You're my war, you're my truce You're my questions, you're my proof You're my stress and you're my masseuse **W ostatnim czasie doszło do napadu na partnera Alyssy - S. DePalma. W wyniku którego mężczyzna został ciężko ranny. Alyssa na czas jego hospitalizacji wycofała się życia publicznego, wstrzymała nagrania swojego talk-show Juicy Talk-Tails. Z jej strony wpadło jedynie wymowne pożegnanie partnera via social media**
    15 polubień
  2. Aktualizacja #1 - Wypuściła do sieci pierwszy utwór spod szyldu Nidavellir, nazwany Prayer of supplication - Była widziana w towarzystwie Sergey Dostoyevsky, Trophy i Maxine Koci w Lucky Strike Bowling - Coraz częściej jest widywana w towarzystwie Sergey Dostoyevsky - Obraca się w towarzystwie punków z Total Explode, była widziana na koncercie 21.01, zalewając się piwem i paląc blanty z nowopoznanymi osobami - Aktywnie udziela się na social mediach, lifeinvaderze - Zakupiła garaż w dzielnicy La Mesa, przerabiając go na amatorskie studio nagrań
    14 polubień
  3. **Na socialach potencjalnego mrocznego geniuszu elektronicznego zwanej jako H3XE pojawił się nowy utwór zatytułowany "BLOODLUST". Jest to dźwiękowy spektakl przemieniający brzmienia klasycznych instrumentów w stronę mocnej muzyki elektronicznej. "BLOODLUST" zdecydowanie pokazuje progres muzyczny jaki przeszła młoda artystka od swoich pierwszy premier, można wyczytać z dźwięku że nie boi się eksperymentować nowymi brzmieniami, wchodzących w mroczny i nowoczesny styl elektroniczny.** (materiał bez wyceny, czysto promocyjny, wszystko wrzucę w dniu wydania albumu w nowym temacie razem z screenami)
    11 polubień
  4. Written by Madeline Beckett - DAILY GLOBE, 22/01/2024 Leon Baldwin o owocu najnowszej współpracy z Sethem Daagardem - biografii "Acknowledge The Sins" Madeline Beckett: Cześć i czołem słuchacze. Wita Was Madeline Beckett w Night American Discussions. A dziś moim i Waszym gościem jest Leon Baldwin - psycholog i pisarz. Dobry wieczór! Leon Baldwin: Dobry wieczór, cześć Madeline. Gorąco dziękuję Ci za zaproszenie! Madeline Beckett: Nie jest tajemnicą, że spotykamy się przy okazji dzisiejszej premiery Twojej najnowszej książki. Zechcesz pierwszy raz publicznie podzielić się jej tytułem, a przede wszystkim opowiedzieć, o czym, a raczej o kim jest? Leon Baldwin: Książka jest biografią o bardzo inspirującym i ciekawym artyście dzisiejszych czasów. Seth Ronnie Dagaard, tak ma na imię ów człowiek, który tak bardzo mnie zainteresował. Książka nosi tytuł "Acknowledge The Sins". Madeline Beckett: Jak układała Ci się współpraca z Sethem Daagardem? Odniosłam wrażenie, że jesteście przeciwieństwami jak ogień i woda. Dotarliście się od razu czy zajęło Wam to trochę czasu? Była to problematyczna dla Ciebie współpraca czy będziesz ją mile wspominał? Leon Baldwin: Z każdym można stworzyć idealną współpracę, gdy ma się odpowiednie podejście. Ja i Seth zrobiliśmy bardzo dobrą robotę jeśli chodzi o tą książkę. Pozwoliłem mu opowiedzieć swoje życie a on opowiedział to tak, że czułem się jakbym oglądał świetny film. Madeline Beckett: Napotkaliście jakieś problemy czy komplikacje podczas pisania książki bądź całego skomplikowanego procesu wydawniczego? Czy może obyło się bez żadnych niespodziewanych zdarzeń? Leon Baldwin: Wszystko poszło bez żadnych problemów. Szczerze mówiąc... to była najprzyjemniejsza książka jaką kiedykolwiek przyszło mi napisać, słowo! Madeline Beckett: Nadmieńmy w tym miejscu słuchaczom, że do tej pory wydałeś już łącznie trzy książki. Twój debiut "Moja teoria sukcesu", "Bałagan" i omawiana dzisiaj biografia Setha Daagarda. Która z nich była dla Ciebie najtrudniejsza i przede wszystkim - dlaczego? Leon Baldwin: Myślę, że debiutant był najcięższy, ale nie ze względu na treść. Początkujący pisarze nie mają łatwo jeśli chodzi o dystrybucję pierwszej książki. Wiąże się to z kosztami produkcji oraz tym, że wydawcy nie lubią inwestować w nieznane nazwiska. Madeline Beckett: Nie jest tajemnicą, że czytelnictwo w zasadzie odchodzi do lamusa. Obecnie do ludzi bardziej przemawiają mniej wymagające formy rozrywki czy pozyskiwania informacji, jak chociażby podcasty. Nie mieliście obaw, że taka forma będzie mało atrakcyjna? Leon Baldwin: Książki mają coś w sobie co od dawna mnie do nich ciągnęło. Gdybym był fanem Seth'a to znacznie bardziej chciałbym mieć książkę z wizerunkiem mojego idola, do której zawsze mogę wrócić niż usłyszeć go raz w jakimś programie. Umówmy się... taka książka może być traktowana jak plakat na ścianie, które często wieszałem gdy byłem młodszy. Z tą różnicą, że książka zamiast na ścianie to może pięknie prezentować się na regale. Madeline Beckett: To prawda. W zasadzie to pewnego rodzaju laurka, która nigdy się nie zestarzeje i do której zawsze będziemy mogli mieć dostęp. Zresztą, czy może być coś lepszego dla artysty niż uhonorowanie go bądź jego dokonań na kartach książki? Jak sądzisz? Leon Baldwin: Nie znam osobiście wielu osób, które mają książkę przedstawiającą ich dotychczasowe życie. Myślę, że to naprawdę fajna sprawa, na którą nie każdy może sobie pozwolić. Seth miał to szczęście, że wyróżnia się od innych muzyków czym mnie zainteresował. Madeline Beckett: Nim przystąpiłeś do napisania biografii o Daagardzie, najpierw musiałeś skrupulatnie zapoznać się z jego życiorysem. Było w nim coś co Ciebie osobiście zaskoczyło? Zarówno jako psychologa, jak i człowieka. Leon Baldwin: Nie mi oceniać ludzi. Jako psycholog pomagam im jedynie poznawać siebie i swoje problemy. Postanowiłem podejść do Setha bez żadnych uprzedzeń. Madeline Beckett: A czy w takim razie posiadane przez Ciebie wykształcenie psychologiczne, jak i prowadzona przez Ciebie praktyka przydały Ci się podczas sporządzania tej biografii? Pozwoliło to szerzej spojrzeć na pewne aspekty życia Setha Daagarda? Leon Baldwin: Tak, naturalnie. Książkę skonstruowałem w taki sposób, że pomiędzy wypowiedziami Dagaard'a wplotłem własne myśli oraz rozwinąłem i wyjaśniłem słowa Seth'a. Madeline Beckett: Czyli mimo pewnej pokaźnej dawki informacji o samym Daagardzie w gratisie dostajemy także jego psychoanalizę i objaśnienie psychologicznych uwarunkowań pewnych zdarzeń czy jego zachowań? Leon Baldwin: Może nie w oczywisty sposób, ale nie o to chodziło nam przy pisaniu książki. Głównym celem, było rozwinięcie tytułu książki a więc przyznanie się do grzechów! Madeline Beckett: Zatem jakiego rodzaju grzechy i grzeszki czytelnicy będą mogli znaleźć w książce? I czy znalazł się tak jakiś z siedmiu grzechów głównych? Czuję się co najmniej zaintrygowana *śmiech* Leon Baldwin: Pozwolę sobie nie zdradzać tej części książki. Gorąco polecam zapoznać się z tym tematem osobiście, aby każdy mógł podejść do tego tematu indywidualnie! Madeline Beckett: Dobrze, zatem w tej kwestii nie będę ciągnąć Cię za język, ale w innej już trudno będzie mi odpuścić. Interesuje mnie czy pisanie książek o czyimś życiu znacząco różni się od pisania o rozwoju osobistym. Czy może liczy się pióro, a nie temat? Leon Baldwin: To dwie inne rzeczy. Pisząc książkę o samorozwoju musiałem opierać się na informacjach, które zbierałem przez całe życie. W przypadku biografii… Seth dostarczył mi całą treść w ciągu jednego wywiadu z nim *śmiech*. Madeline Beckett: Zbliżamy się już nieuchronnie do końca naszego wywiadu. Gdybyś miał na koniec zachęcić naszych słuchaczy do sięgnięcia po Twoją książkę - co byś im zdradził? Czego dowiemy się z "Acknowledge The Sins"? Leon Baldwin: W książce przedstawiliśmy przyznanie się do grzechów.. A więc drodzy słuchacze, sięgnijcie po książkę, przeczytajcie ją i zadecydujcie czy według was Seth Dagaard zasłużył rozgrzeszenie? Madeline Beckett: W takim razie żywię gorącą nadzieję, że Wasza najnowsza książka odniesie wydawniczy sukces i tego z całego serca Tobie i Sethowi życzę! Bardzo było mi miło Cię gościć, Leonie. Leon Baldwin: Bardzo przyjemna rozmowa. Raz jeszcze dziękuję za zaproszenie, Madeline.
    11 polubień
  5. When CyberPunk meets RealLove... Author: N121i18 Part 2 - Party Night of Lonely Hearts Noc imprezy nadeszła szybciej niż się spodziewałam. Całe dwa dni upłynęły mi na szukaniu odpowiedniego stroju. Sukienka? Spodnie? Top? Postawić na sexy look, czy na coś bardziej wygodnego? Czy jest to impreza tematyczna? Muszę sprawdzić! Mózg działał na wysokich obrotach pobudzony dodatkowo energetykiem o smaku mango i mięty. Przerzucałam tylko kolejne ubrania, a moja frustracja rosła z każdą koszulką, która lądowała na ziemi. Może ubrać coś, by kolorami ją przykuć? Kurwa, w klubie będzie ciemno! Ona mnie nie zauważy... Kurde, może coś odstającego? Patrzyłam na kigurumi morsa i po chwili moja dłoń uderzyła w twarz, a z ust wyszedł jęk zmieszany ze zrezygnowaniem, wściekłością i smutkiem. Zegar powoli zbliżał się swoimi wskazówkami do godziny 0, gdy Chase miał po mnie przyjechać. Był kochany i nie sądziłam, że spotkanie na plaży tak mocno nakręci naszą relację na nową. Wiecie, to ten moment, gdy siedzisz ciągle z fonem i korespondujesz, lawirując między memami, a poważnymi tematami. Interesował się co u mnie, mnie interesowało co u niego. Zdawał się dojrzalszy niż go zapamiętałam - w dobrym tego słowa znaczeniu. Weszłam do łazienki. Chłód podłogi przeszył lekko przez moją skórę, gdy stopa na nią wstąpiła. Przyjemny dreszcz pochłonął mnie, lekko resetując gonitwę myśli w głowie. Wsunęłam się pod prysznic i odkręciłam chłodną wodę. Słyszałam, że to dobre na krążenie i jędrność skóry. Dziś chciałam być jak gwiazda... coś, co ONA zauważy z daleka. Woda spływała po mojej muśniętej słońcem skórze tworząc własne szlaki. Łączyły się i rozstawały w szalonym tańcu, niczym toksyczni kochankowie. Wypuściłam powietrzę, zastanawiając się, czy jędrna skóra jest warta hipotermii. Zmieniłam strumień na cieplejszy, a para powoli zaczęła wypełniać całe pomieszczenie, mieszając się z zapachem mandarynkowego płynu do mycia. Mózg ukoił się i zamiast myśleć o ubraniach, skierował się znowu w przyjemniejsze sfery. Do objęć w wyimaginowanych ramionach, wyćwiczonych od działania na konsolecie. Przygryzłam dolną wargę, rozmyślając, że w jej Kulcie jestem teraz tylko ja i ona. Moja Bogini i ja -jej Najwyższa Kapłanka, chcąca zadowolić swoją Panią. Nucę pod nosem własną wariację jej kawałków, tańcząc wśród oparów. Gdybym mogła, wybudowałabym jej świątynię, by móc kąpać się w jej blasku. Jej i tylko jej. Czy to zachłanność? Samolubność? Czyste uwielbienie? Tak wiele synonimów, nazw przychodziło mi do głowy. Miłość, wpojenie...? Chase był parę minut przed pod moim domem. Ubrał się luźno, ale i seksownie. Biżuteria kontrastowała z ciemnymi ciuchami, a jego uśmiech był największą ozdobą. Jego oczy rozbłysnęły na mój widok, a wzrok zlustrował mój ubiór. Postawiłam na zwykły techwear, ze srebrnymi dodatkami. Liczyłam, że tym przyciągnę wzrok Bogini choć na sekundę. Podeszłam do chłopaka, mimowolnie unosząc kąciki ust, zarażona jego dobrym humorem. Pozwoliło mi to choć trochę zabijać wewnętrzny stres, który przyprawiał mnie o ból brzucha. Klub wypełniony był po brzegi. Kolejka przed była przerażająca, na szczęście menager Chase pomógł nam wbić omijając ją całkowicie. Te oceniające spojrzenia kobiet, które lustrowały mnie, gdy mijałam je u boku przyjaciela były czymś, co mnie speszyło. Wiedziałam, że był popularny, co plusowało jego penisa wyżej od penisów tych nie-popularnych facetów. Niemniej nienawiść i zawiść w oczach lasek była czymś nieciekawym. No tak, bo w końcu, gdzie ktoś taki jak ja, miałby się z nim spotykać, prawda? Postanowiłam jednak odrzucić te myśli za siebie. Co z tego może przecież wyjść najgorszego? Celebrity Preview coś napisze? To jest do przeżycia. Byleby Ona nie myślała, że kogoś faktycznie mam... bo nie mam. Klub wypełniał zapach dymiarki, potu ludzkiego i alkoholu. Intensywne blaski laserów zgrywały się z rytmem muzyki lecącej z głośników. Całość wyglądała na dopieszczoną i zaplanowaną. Układ lokalu też był świetny. Bar stał w strategicznym miejscu, więc parkiet nie trącał pustką - z resztą, jak mógłby? Nad wirującymi w ekstazyjnym tańcu ciałami górowała ona. Niczym z Olimpu spoglądająca w dół na swój Kult. Wprawiała ludzi w ruch, grając ich emocjami, sentymentami. Bit zmieniał nieświadomie rytm bicia serc. Tu nie było czasu na zbędne rozmowy, był tylko czas na akcję. Słowa nie znaczyły tu nic. Było tylko tu i teraz. Chase objął moje barki ramieniem, gdy przeciskaliśmy się przez tłum ludzi, by dobić się do wodopoju. Czułam się swobodniej spowita mrokiem, który rozjaśniały co jakiś czas kolory. Miałam też ciągle dobry widok na konsoletę i obiekt moich westchnień. W pewnym momencie zatrzymaliśmy się koło kolejki, a nasze ciała jak i innych mimowolnie zaczęły się bujać w rytm przygrywanej muzyki. Nagle przed oczami przemknęła mi rozjaśniona chwilowo różowa czupryna. Kelly zmierzył mnie chłodnym i nieprzyjemnym wzrokiem, widząc, jak stoję pod ramieniem Chase. Mimowolnie skuliłam się nieco, czując dosłownie wrogość w jego mowie ciała. Całość mimo to trwałą z sekundę-dwie, bo jego spojrzenie złagodniało, gdy skierował je na czarnoskórego rapera. - Widzę dziś imprezowo! Dobrze Cię widzieć tu! - Kelly przywitał serdecznie Chase, zbijając z nim pięć. Nie wiem, na ile dobrze się znali. Podałam nieśmiało do członka SadBoyz rękę, by się przywitać. Jego uścisk był sztywny i mocny, okazujący wyższość. Może jest mizoginem? To mimo wszystko dalej popularne w tych czasach. Nie każdemu pasuje, że kobiety mogą coś tworzyć, być popularne - i to bez udziału cycków i dupy w pierwszym rzędzie. Przedstawiłam się, jednak moje ciało potrzebowało uciec. Jak najszybciej, jak najdalej tej nieprzyjemnej aury i jak najbliżej tej upragnionej. - Zamówicie mi coś? Może być Cuba Libre, skoczę zobaczyć na parkiet... zobaczyć setup i tak dalej, dokładnie to - pokiwałam głową, nie chcąc by poczuli, że po prostu chcę chwilowo nawiać. Uścisk na barkach nastąpił z widoczną niechęcią, a obydwoje muzycy odprowadzili mnie wzrokiem. Moje ciało obijało się o inne, gdy alkohol zaczął mocniej szumieć w głowie. Mimo towarzystwa obok, moja uwaga kierowała się cały czas na personę za konsoletą DJską. Jej ruchy, to jak dosłownie czarowała było czymś, co sprawiało, że wariowałam jeszcze bardziej. Rzucała na mnie zaklęcie nawet nie wiedząc o tym, a ja tylko pilnowałam się, by nie zacząć mocno fantazjować. Marzyłam, by wszyscy ludzie na świecie zniknęli na parę godzin i zostałabym tylko ja i Ona. My, rozmowa o pierdołach. Widziałam oczami wyobraźni jak żywo gestykuluje, a jej przyjazny uśmiech nie schodzi z twarzy. Kolczyki, które ją ozdabiały dodawały uroku i charakteru. Chase pilnował mnie na parkiecie non-stop, zagadując. W tym momencie cieszyłam się, że mimo widocznej niechęci do mnie - jest z nami Kelly. Ten z kolei próbując ciągle zagajać odciągał uwagę rapera ode mnie. Czułam przez to więcej swobody. Mimo tego, jak daleko byłam, byłam też na wyciągnięcie ręki. Niestety na wyciągnięcie ręki też była potrzeba udania się do toalety, gdy drinki chciały znaleźć ujście. Czułam, że odchodząc zmarnuję czas, który poświęciłabym na swoją Muzę, jednak z drugiej strony... nie chciałabym, by znała mnie jako tą, która dosłownie popuściła na jej imprezie. Kolejka do toalety była długa, zawsze fascynowało mnie, że do damskiej była 3 razy większa jak do męskiej. Cóż, oni jak szli grupą, to tylko by coś przywalić w nos. U nas to był moment na wymianę informacjami. Kto co zrobił, kogo znajomego się zobaczyło, kto coś odjebał i tak dalej. Niebieskie włosy przemknęły obok mnie, a uśmiech FHY rozkwitł. Przywitałam się z moją koleżanką z NOVA serdecznym uściskiem. Nie chciałam stać tu sama, a rozmowa nawet w takich warunkach potrafiła zabić skutecznie czas. - Długo tu jesteś?! Widziałam, że tańczyłaś z Chase i Kellym! - krzyknęła, przedzierając swój głos wśród mocnych uderzeń basu. Pokiwałam głową, nachylając bliżej niej ucho. - Tak! wpadliśmy z dwie godziny temu?! Jakoś tak! - zerknęłam tylko jak kolejka się posuwa, ale na moje nieszczęście, dwie dziewczyny zaczęły się kłócić przy wejściu do niej. - To już trochę! Ja lecę dalej, Sonia czeka na mnie. Swoją drogą uważaj na tego zazdrośnika! - zaśmiała się serdecznie, zgarniając kosmyki włosów z twarzy. - Chase jest zazdrośnikiem? Co Ty mówisz! - spojrzałam na nią w szoku, na co kobieta przede mną zanegowała. - Oh, Ty tego nie widzisz? Nie on, a Kelly! - rzuciła i poklepała mnie po ramieniu. Spojrzałam jak znika w tłumie. Kelly był zazdrosny... o mnie..? Postacie: @yungg @karingtoN @thaZu @Furix @STRXRD **Odcinek urywa się w tym momencie, pozostawiając ponownie miejsce na domysły. O kogo Kelly jest zazdrosny? Czy Chase wyczuł nutę zapachową na Freyi? Oraz czy Moxxxy zauważy w końcu swoją największą fankę? Te pytania pozostają póki co bez odpowiedzi. Natomiast sekcja komentarzy pozostała otwarta.**
    11 polubień
  6. Dzień dobry słoneczne Los Santos! Z tej strony dziennikarka Elizabeth Connor oraz dziennikarz Mark Owen i zapraszamy was na wiadomości z Weazel News! A, z ostatniej chwili z samego centrum Vinewood...! Dnia 20 stycznia w okolicach godzin wieczornych (okolice 22:00 - 00:00) doszło do brawurowej kradzieży dwóch pojazdów za jednym zamachem, rozumiesz to Mark? - Zdecydowanie, to musieli być profesjonaliści! Dochodzą słuchy, że sama kradzież obu aut zajęła im dosłownie poniżej półtorej minuty! - Zdecydowanie, Mark. Jak w jakimś filmie akcji, nieprawdaż? Z tego co nam wiadomo, to obojga facetów, którzy podjęli się kradzieży byli w kaskach z przyciemnianą szybą w kasku, mieli pod kaskiem czarne kominiarki i byli ubrane w ciemne ciuchy wraz z rękawiczkami, nawet nie wiemy jakiego koloru skóry byli. - Ouhh, faktycznie profesjonaliści, Elizabeth. Do kradzieży dokładnie doszło przy klubie nocnym w Centrum Vinewood, sam klub to UNDERGROUND LOUNGE NIGHTCLUB! Sprawcy odjechali w kierunku Eclipse BLVD, tam zjechali na Rockford Hills, przez tamte okolice przejechali przez Mirror Park aż do okolic Ranczo, gdzie tam zgubiono za nimi trop, a po aucie słuch zaginął. Zatem nic, to tyle na dziś! Zapraszamy do obejrzenia prognozy pogody już za chwilę, miłego dnia mieszkańcy Los Santos!
    10 polubień
  7. 🦅 Comanchero Forever, Forever Comanchero🦅
    8 polubień
  8. Gdyby Salvador Dali był kobietą, pochodził z Ludowych Chin, i zamiast malować obrazy wstawiał posty na LifeInvader; to była by to właśnie Qingling Zhong; trzydziestopięciolatka, urodzona 14 stycznia 1989 w Szanghaju jako córka Yu i Wana Zhongów, magnatów finansowych powiązanych z korporacją Tencent, siostra bliźniaczka (swojej siostry z jednej matki) Xianmei Zhong. Rozwódka, wolny strzelec, zwyciężczyni pozwu o majątek swojego ex-męża, księżna wampirzej koterii klanu Ventrue z Szanghaju. Co można o tej przebojowej i często niezrozumiałej osobie powiedzieć, prócz tego, że; uwielbia uczęszczać na imprezy masowe w ekstrawaganckich przebraniach i strojach, nie stroniąc tam od swobodnego seksu, używek i świetnej zabawy? Przebierać się w domu i tańczyć przed lustrem? Fotografować się w absurdalnych miejscach, pozach i sytuacjach oraz publikować abstrakcyjne recenzje, posty i komentarze na Life Invader? Ma sto dwadzieścia cztery biznes-plany i pomysł na napisanie książkę o swoich przygodach? Uwielbia lore wampirzego 'Świata mroku' oraz słowo 'intratnie' ? Oraz, że należy do Chińskiej Partii Komunistycznej? Że w Moka Cafe cudem przeżyła atak jadowitego szerszenia? Zasponsorowała zupełnie przypadkowej studentce sto tysięcy dolarów stypendium imienia Samej Siebie i wkręciła się przy tym w organizację protestów ekologicznych, nawet nie weryfikując czy ta osoba serio jest studentką historii sztuki? A także, że zamierza kandydować na Gubernator Stanu i nawet zaczęła już organizować sztab wyborczy? Wiele więcej. Qin to osoba, w której w stu procentach sprawdza się powiedzenie, że pieniądze nie dają szczęścia. Choć ma ich ona wiele, dla niej najważniejsza jest realizacja jej, często notabene absurdalnych; pomysłów, planów i ambicji - min. dzięki zgromadzonym funduszom. W całej swojej 'nienormalności' i ekscentryzmie Qingling jest jednak osobą w pełni świadomą swoich działań i konsekwentnie dążącą do realizacji postawionych sobie celów. A na ten moment - po prostu ubzdurała ona sobie, że chce być sławna. Wyznaje ona zasadę, że nie ważne co, ale niech o tobie mówią. Więc, gdyby przyszło jej blokować ruch uliczny w przebraniu zielonego brokuła tylko po to by ograniczyć emisję spalin do środowiska i zostać za to zbesztana przez community kierowców i firm transportowych poszła by na tę wojnę z uśmiechem na swojej pucołowatej, chińskiej twarzy. Bo chce być zauważona. Pragnie tego - środkami totalnymi a nawet radykalnymi. Taka właśnie jest Queen Qin (autorski pseudonim artystyczny ) - o której już wkrótce miała się przekonać cały internet i branża Los Santos, do której zamierza ona wkroczyć z przytupem na wysokim obcasie, złamać szpilkę i w locie fiknąć Tony Hawka na schodach. OOC: MEDIA SPOŁECZNOŚCIOWE - LIFE INVADER BLOG ''1000 & 1''
    7 polubień
  9. **Jak wiadomo, jedno piwo to wstęp do trzech, a trzy do dziewięciu. Chcąc wykorzystać czas blisko plaży, wiedząc że prędzej czy później będzie musiała się ewakuować postanowiła odwalić się na punka i wskoczyć do Total Explode, na imprezę o której przeczytała w internecie. Wcześniej jednak zahaczyła o lokalny cofeeshop po skywalkera i na frytki do foodtrucka. ** **Pod owym foodtruckiem poznała kilka nowych osób, min. Lexy 'Doc' - lokalną białaskę prowadzającą się ze skinheadami z plaży, oraz zjaraną Yvette, jak się miało okazać jej nową koleżankę. Gadka się kleiła, piwo się lało, zioło jarało...a później ktoś zaczął strzelać. Spanikowana perspektywą spotkania pierwszego kontaktu z gliniarzami ukryła się...w toalecie. ** **Bliższe poznanie Yvette okazało się dla dziewczyny zbawienne, oprócz po prostu cool towarzystwa miała bowiem z kim porozmawiać o trapiących ją aktualnych problemach, a przy okazji załapała się na nocleg mając okazję wyrwać się z motelu który na dłuższą metę mógł się okazać spaloną miejscówką. Można śmiało powiedzieć że się zakumplowały, bo imprezę która mimo strzelaniny ostatecznie się odbyła obstawiały razem praktycznie do końca.** **Impreza przyniosła cała masę wydarzeń i nowych znajomości. Przez lokalnych skinheadów z plaży, po całą brygadę z Nacji Mongols MC, których nawet polubiła. Dało się jednak czuć, że czuje się ewidentnie nieswojo w towarzystwie stada nieznajomych facetów, choćby odmawiając niejakiemu 'Skipperowi' wizyty w jego lokum czy bikerom z Mongols nocowania w ich Club House. Wszyscy pili piwo, jarali blanty, wpadali na siebie przy katującej ucho ciężkiej muzyce, a na koniec jakiś gość dostał solidną przekopkę od skinów, co było raczej czynnikiem katalizującym ewakuację z Total Explode w towarzystwie Yvette i jeszcze jednej poznanej laski.** ** Intensywny wieczór skończyła, jak i w zasadzie zaczęła ze swoją nową kumpelą Yvette, do której to garażo-studio-mieszkania wkręciła się na nocowanie. Dokończyły wieczór paląc blanty i gawędząc celem bliższej integracji, Yvette - czy też pseudonim artystyczny 'Oblivion' opowiedziała jej o swoich przygodach z kapelą muzyczną i zaprezentowała próbkę muzyki którą nagrała. Chels bardzo ją polubiła, i była mega wdzięczna że pozwoliła jej u siebie przenocować. **
    7 polubień
  10. Dekady minęły, a italian mobsters zawsze trzymają fason
    7 polubień
  11. 6 polubień
  12. mam nadzieje ze toyer i spola zrobia porzadek z tym propagowaniem neonazimu bo to do chuja nie podobne co sie dzieje na litosc boska
    6 polubień
  13. ((rozjebal mi sie edytor rockstar tego takie widokowki; nastepnym razem beda g ;DD ))
    6 polubień
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę. Warunki użytkowania Polityka prywatności Regulamin