Skocz do zawartości
 
GRACZY ONLINE

Ranking

Popularna zawartość

Wyświetla najczęściej polubioną zawartość w 16.07.2026 uwzględniając wszystkie działy

  1. **Na kanale V-tube pojawił się kolejny materiał opublikowany przez Lainey Mascarenas. Po makijażu inspirowanym estetyką Euphoria, twórczyni postanowiła rozpocząć serię pokazującą, że inspiracji do stworzenia niecodziennych looków można szukać w najbardziej zwyczajnych rzeczach, które otaczają nas na co dzień. Pierwszą propozycją jest „Banana Bloom” - makijaż inspirowany intensywnym kolorem skórki dojrzałego banana. Charakterystycznym elementem stylizacji są nasycone żółte powieki, graficzne linie eyelinera oraz subtelne piegi i drobne zdobienia, które nadają całości świeżego, artystycznego charakteru. Autorka podkreśla, że makijaż nie musi być wyłącznie sposobem na podążanie za trendami. Inspiracji można szukać w codziennym otoczeniu - owocach, warzywach, kwiatach czy przedmiotach, które na pierwszy rzut oka nie kojarzą się z branżą beauty. Podczas wykonywania makijażu Lainey i Arleen ( @vampire ) prowadzą swobodną rozmowę, poruszając różne tematy związane z kosmetykami i pielęgnacją. Nie zabrakło również refleksji na temat presji wywieranej przez media społecznościowe oraz hejtu, z którym spotykają się osoby posiadające trądzik, blizny czy inne niedoskonałości cery. Dziewczyny zgodnie podkreślają, że makijaż powinien być formą zabawy i sposobem wyrażania siebie, a nie obowiązkiem wynikającym z chęci ukrywania swoich kompleksów. W trakcie rozmowy zwracają także uwagę na znaczenie wzajemnego wsparcia i życzliwości, przypominając, że za każdym ekranem znajduje się człowiek, którego słowa potrafią zarówno motywować, jak i ranić. Zachęcają swoich odbiorców do budowania społeczności opartej na szacunku, akceptacji i wspieraniu osób rozwijających swoje pasje – niezależnie od wyglądu. Podobnie jak wcześniejsze materiały, nagranie utrzymane jest w swobodnym, nieformalnym stylu. Produkcja nie ma charakteru profesjonalnego studia, a ciepłe, złote oświetlenie podkreśla intensywność żółtych odcieni oraz końcowy efekt makijażu.** Odcinek: **Odcinek kończy się prezentacją gotowego looku oraz krótkim podsumowaniem. Lainey zapowiada, że „Banana Bloom” to dopiero początek nowej serii, w której będzie tworzyć makijaże inspirowane rzeczami, z którymi spotykamy się każdego dnia - od owoców i warzyw, po kwiaty, napoje czy inne elementy codziennego otoczenia. Na końcu filmu naturalnie można zobaczyć efekt całości w kadrach.**
    11 polubień
  2. -> Powstanie Slavic Oasis, jako kolejny punkt wizerunkowy artystki; prace nad tworzeniem neopogańskiej osoby połączonej z punktem wypoczynkowym. __________________________________________________________________________________ Po blisko roku działalności zielarni Slavic Witch prowadzonej przez Suzanne... która z niewielkiego punktu zielarskiego stała się pewnym miejscem spotkań, warsztatów i rozmów o kulturze dawnych Słowian artystka jak wiadomo częściowo z poprzednich aktualizacji postanowiła zrobić kolejny krok w rozwoju swojej działalności artystycznej. Częste rozmowy z odwiedzającymi oraz rosnące zainteresowanie słowiańskim folklorem sprawiły że narodził się pomysł stworzenia miejsca, w którym tę kulturę będzie można nie tylko poznawać, ale również jej doświadczyć. Owocem pewnych przygotowań stało się Slavic Oasis; kameralny kompleks wypoczynkowy inspirowany życiem dawnych Słowian oraz znanymi obecnie rekonstrukcjami neopogańskimi. Zlokalizowany u podnóża Mount Chiliad projekt to naturalne rozwinięcie działalności Slavic Witch łączące część zachowań historycznych osad z komfortem współczesnego wypoczynku. Drewniano-słomiane chaty, palenisko, zielniki, spotkania stworzyły przestrzeń w której goście mogą zwolnić tempo codziennego życia i lepiej poznać kulturę Europy Wschodniej. Slavic Oasis staje się kolejnym istotnym elementem budowania wizerunku Szki jako artystki oraz propagatorki słowiańskiego dziedzictwa. Dzięki temu działalność Suzanny również przestała ograniczać się wyłącznie do zielarni, tym samym zyskując nowy wymiar w postaci przestrzeni która pozwala odwiedzającym choć na chwilę poczuć atmosferę życia bliżej natury i tradycji dawnych Słowian. Dziewczyna poza wspominaną przestrzenią nie zapomina o brzmieniach które ostatnio wydała, wciąż pracuje nad promocją - reorganizuje zespół czy podejmuje pierwsze kroki w kierunku większych projektów jakie wyjdą na światło dzienne już niebawem. Niezmiennie pozostaje w bliskich relacjach z paroma osobami, w tym swoją przyjaciółką Seren @_carl0s. Niezmiennie też pozostają aktywne social media, dziewczyna co raz częściej publicznie pojawia sie w gronie pewnego mężczyzny co budzić może plotki o budującej sie relacji między dwójką na swoj sposob zniszczonych czasem i doświadczeniem ludzi; na chwile obecną Suzanna nigdzie oficjalnie publicznie nie ogłosiła tego jakoby rozpoczęła nowy miłosny rozdział, swojego neopogańskiego życia. __________________________________________________________________________________ ✰ ✰ ✰ ✰ ✰ _________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________
    10 polubień
  3. Sympatyzując z tym klimatem od lat, zawsze cieszy mnie oko, gdy widzę, że temat Cosa Nostry jest traktowany z należnym mu szacunkiem, szczególnie w dobie ogromu informacji, które zebraliśmy w LCN-news. Jako kolega po fachu, który widział już niejedną ekipę zniszczoną ooc przez konflikty ic, polecam grę z otwartą głową i zdrowym podejściem, ponieważ „beef” jest w LCN nieodłącznym elementem realnego scenariusza rozgrywki, jeżeli celem ekipy jest wierne odwzorowywanie frakcji oraz stałe podnoszenie standardów rozgrywki. Od jakiegoś czasu widzę, że @Rjeck wreszcie załapałeś bakcyla na grę twardzieli. Już pierwsze organizacje w Polsce powstawały po 2005 roku, w szczególności wieloletni LSCF Freakingduffy'ego i jego kolegów z lsrp, projekty Mademana z n4g, dev i frakcje Pellegrino CF, aż po projekty, które wpisały się w historię tego serwera, takie jak: Sclafani CF, Los Santos Outfit czy San Fierro CF. Jak widać, kawał historii już za nami, co tylko pokazuje, jak licznym community cieszył się swego czasu polski LCN, który od dobrych kilku lat jest niestety w trendzie spadkowym na rzecz bardziej dynamicznej rozgrywki oferowanej przez gangi i kluby motocyklowe. Jednak, jak powiedział Jerry Capeci: „są oblężeni, poobijani i posiniaczeni ale daleko im do wyginięcia”.
    10 polubień
  4. W organizacji przedstawiamy losy współpracowników ostatniej trzymającej się przy życiu załogi rodziny mafijnej działającej na terenie Los Santos która już dawno temu przeżyła swoją "złotą erę". Większość kapitanów rodziny odsiaduje swoje wyroki bądź zwyczajnie odeszła z tego świata. Ostatni trzymający się przy życiu na wolności sterownik tego okrętu zmuszony był opuścić miasto z racji na swój stan zdrowotny a jedyną nadzieję pokłada się w jednego z niewielu w pełni aktywnych mianowanych członków rodziny mających pod sobą garstkę współpracowników. Aktualny stan i profesje danych członków załogi nie są znane lecz za kulisami zaczyna mówić się o "podniesieniu poprzeczki" mimo iż od lat jej współpracownicy trudzili się w prostych przestępstwach niebieskich kołnierzyków i byli pierwszym wyborem dla bardziej poważanej ekipy z Vinewood która nie jest dziś aktywna, bądź zachowuje niski profil. Decydując się na rozpoczęcie rozgrywki w naszej organizacji powinieneś stworzyć postać Italian-American w wieku 21-34 lat wywodzącego się od dziecka z okolic Morningwood który choć raz w swoim życiu miał do czynienia z prawem, nie zapominaj, że kreujemy tutaj załogę której trzonem są typowo uliczne przestępstwa lecz nie odrzucamy możliwości zmiany przyszłych założeń organizacji, wręcz przeciwnie, lecz wraz z ciągłym i prawidłowym przebiegiem rozgrywki. Celem twojej postaci nie powinna być chęć szybkiego wspinania się po szczeblach hierarchii a raczej uzyskania "street-creditu" oraz ulicznej protekcji. - Wiseguys mean business - this money belongs to Prosperity Street boys - good theft makes good money - construcions is cosa nostra business - Carmine's Corner - Vinewood Cash Spot - Marchetti Trash Hauling Solutions
    9 polubień
  5. NOVOSIBIRSKAYA BRATVA Nowosybirsk. Największe miasto Syberii, gdzie zima trwa pół roku, a mróz wchodzi w kości bardziej niż strach przed prawem. To właśnie tam, na obrzeżach miasta, w szarych blokowiskach ciągnących się kilometrami, narodziła się grupa, która lata później miała zawitać na drugi koniec świata. Trzon Bratvy stanowili chłopcy, którzy dorastali w miejscu, gdzie jedyną walutą był respekt, a jedyną drogą wyjścia z biedy było wzięcie tego, czego nikt nie chciał dać po dobroci. Zaczynali jak wszyscy, którzy później wyrośli na coś więcej. Drobne rozboje, wymuszanie haraczy od bazarowych handlarzy, przekręty na okolicznych targowiskach, kradzieże kieszonkowe w tłoku metra. W tamtych latach nie było w tym żadnej filozofii, była bieda i był głód, a reszta przychodziła sama. Z czasem, gdy najbardziej zdeterminowani zaczęli wybijać się przed szereg, luźna zbieranina ulicznych rzezimieszków zaczęła nabierać kształtu. Pojawił się podział ról, pojawiły się zasady, pojawili się ludzie, których słowo znaczyło więcej niż innych. Nowosybirsk był dobrym miejscem na start, ale kiepskim na przyszłość. Konkurencja gryzła się o każdy skrawek wpływów, a tamtejsze służby, po latach chaosu, zaczęły w końcu przykręcać śrubę zorganizowanym grupom. Punktem zwrotnym była jedna nieudana robota, przekręt na broni, który miał wynieść grupę na wyższy poziom, a zamiast tego ściągnął na nią uwagę, jakiej nikt nie chciał. Dwóch czołowych ludzi wylądowało za kratami, jeden zniknął bez śladu, a reszta zrozumiała prostą prawdę, albo zwiną interes i rozejdą się każdy w swoją stronę, albo skończą tak samo. San Andreas. Los Santos. Miasto, o którym słyszeli, że pieniądz płynie tam szeroką rzeką, a półświatek jest na tyle rozdrobniony, że sprytna ekipa ze wschodu może w nim urosnąć szybciej niż gdziekolwiek indziej. Przyjechali bez fajerwerków, bez rozgłosu, jak kolejna fala imigrantów szukających lepszego życia. I przez długi czas dokładnie tak funkcjonowali, jak zwyczajni obywatele. Ta cierpliwość ich wyróżnia i po dziś dzień stanowi o ich sile. Nie rzucili się od razu w wir strzelanin i porachunków, jak robi to większość świeżaków, którzy chcą wszystko i od razu. Zamiast tego przez miesiące uczyli się miasta. Mapowali, kto jest kim, gdzie kończą się wpływy jednych, a zaczynają drugich, kogo można kupić, a kogo lepiej omijać szerokim łukiem. Po cichu budowali fundament, kilka biznesów tu, kilka kontaktów tam, kilka osób we właściwych miejscach. Dopiero mając grunt pod nogami, zaczęli rozpychać się łokciami. Za wyborem Los Santos stała jeszcze jedna kalkulacja. Miasto żyje samochodem i miasto żyje bronią. Dwie rzeczy, na których Bratva znała się jak mało kto. To nie był przypadek, że akurat tutaj postanowili odbudować to, co zostawili. Sercem działalności grupy jest okolica skrzyżowania Vinewood Boulevard we wschodnim Vinewood. Miejsce wybrane z zimną kalkulacją. Ruchliwa arteria miasta, a tuż przy niej boczne uliczki, kamienice, garaże i warsztaty, gdzie w codziennym szumie samochodów i przechodniów łatwo ukryć to, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami. Nikogo tu nie dziwi widok wozu wjeżdżającego do warsztatu o późnej porze ani ludzi kręcących się przy garażach w środku nocy. Dla postronnego obserwatora to zwykła, żywa dzielnica. To właśnie stąd rozchodzą się zlecenia. Tutaj trafiają skradzione fury, zanim zejdą na części albo pojadą dalej w łańcuchu. Tutaj domyka się większość interesów grupy, a legalna fasada w postaci warsztatu i kilku okolicznych lokali pozwala prać brudną forsę i tłumaczyć każdy ruch, jaki generuje działalność. Bratva trzyma się tej okolicy nieprzypadkowo, zna tu każdy zaułek, każde wyjście awaryjne i każdą twarz, która mogłaby okazać się problemem. Kto wchodzi na ich teren, jest widziany, zanim zdąży pomyśleć, że nikt go nie zauważył. Pierwszy filar i sprawa, która w Nowosybirsku o mało nie pogrążyła całej grupy, a w Los Santos stała się jej znakiem rozpoznawczym. Bratva wciąż utrzymuje kontakty na wschodzie, wśród ludzi, którzy zostali po tamtej stronie i wiedzą, jak ugotować czysty towar, resztek receptur i kontaktów, które oficjalnie nigdzie nie figurują. MDMA trafia do Los Santos okrężnymi drogami, a na miejscu wchodzi w obieg z solidną marżą. Dystrybucja prowadzona jest z chirurgiczną ostrożnością. Nigdy bezpośrednio, zawsze przez zaufanych pośredników, tak by łańcuch, nawet rozerwany, nigdy nie prowadził prosto do góry. Klientów szuka się wśród innych organizacji, pojedynczych graczy z półświatka i każdego, kto ma forsę i, co ważniejsze, dyskrecję. Transakcje domyka się w okolicy bazy albo w z góry ustalonych, cichych miejscach, gdzie departament nie ma prawa wsadzić nosa. Kto próbuje kombinować przy interesie z towarem, szybko przekonuje się, że Bratva nie bawi się w drugą szansę. Drugi filar i chleb powszedni grupy. Dla fachowca z Bratvy kradzież przeciętnej fury to kwestia kilku minut, a cały proceder to dobrze naoliwiona maszyna, składająca się z kilku etapów. Wszystko zaczyna się od zlecenia, potem przychodzi upolowanie odpowiedniego wozu, a na końcu, przerobienie go albo przerzucenie dalej. Brzmi prosto, w praktyce wygląda dużo trudniej, bo za każdym udanym skokiem stoi cały sztab ludzi, z których każdy odpowiada za swój wycinek roboty. Do najbrudniejszej i najbardziej ryzykownej części werbuje się młodych chłopaków z okolicy. Za marne pieniądze, czasem za sprzęt zamiast gotówki, rozkręcają dla grupy furę i znikają, zanim ktokolwiek zdąży cokolwiek skojarzyć. Ryzyko biorą na siebie najniżsi, a zysk płynie w górę hierarchii, tak to działa i tak działać będzie. Skradzione pojazdy trafiają do warsztatu przy Power St, gdzie znikają numery nadwozia, zmieniają się tablice, a wóz albo schodzi na części sprzedawane później na lewo, albo w zupełnie nowej skórze wraca na ulicę, gotowy służyć nowemu, niczego nieświadomemu właścicielowi. Grupa nie funkcjonuje na sztywnej, wypisanej na papierze hierarchii, jednak każdy, kto się w niej obraca, dokładnie wie, do kogo należy ostatnie zdanie. Decyzje najważniejsze zapadają w wąskim gronie, reszta wykonuje, bez zbędnych pytań. Werbunek jest ostrożny, najpierw długie rozpoznanie, a dopiero potem szansa. W szeregach Bratvy spotkasz różne charaktery, od cichych typów prowadzących legalne fasady, przez ludzi od czarnej roboty, po zimnych fachowców, którzy w tej branży siedzą od lat. Ta różnorodność to atut, pozwala grupie maskować się w mieście i wchodzić tam, gdzie sama zbieranina uzbrojonych osiłków nigdy by nie weszła. Jedna zasada stoi ponad wszystkimi innymi, wierność ceni się wyżej niż talent. Bo talent bez lojalności to tylko problem czekający na to, by wybuchnąć w najmniej odpowiednim momencie. Siema! Po dłuższej przerwie i paru podejściach do różnych projektów, jednych lepszych, drugich słabszych, wracamy do tego, w czym siedzimy najlepiej, czyli klimatu rosyjskiego półświatka, tym razem pod szyldem Novosibirskaya Bratva. Chcemy postawić na nogi porządną, rosyjskojęzyczną grupę przestępczą z prawdziwego zdarzenia, osadzoną w okolicy Power St / Vinewood Blvd we wschodnim Vinewood, opartą na dwóch filarach, handlu bronią i kradzieży fur, wokół których będzie się kręcić większość tego, co robimy. Nie zależy nam jednak na samym grindzie, bardziej na budowaniu klimatu, wciąganiu innych w fabułę i tworzeniu historii, które faktycznie coś znaczą. Grupę sklejamy z kilku starych grajków, gdzie każdy grał albo prowadził coś w innym filarze przestępczym, a teraz postanowiliśmy zlepić to doświadczenie do kupy i ruszyć z czymś na poważnie. Zależy nam na długich, ciągnących się wątkach opartych na tym, co dzieje się między postaciami, na relacjach i powolnym rozwoju fabuły, dlatego stawiamy przede wszystkim na jakość, taką co pozwala budować historię i wewnątrz grupy, i z ludźmi z zewnątrz. Chcemy, żeby dobrą rozgrywkę miał nie tylko nasz skład, ale też każdy, kto wejdzie z nami w interakcję, więc jesteśmy otwarci na wspólne wątki, konflikty, współprace czy rozwój postaci powiązanych z naszym środowiskiem. Jak ktoś chciałby wejść z nami w interakcję, rozwinąć historię swojej postaci albo po prostu pokręcić się wokół Novosibirskaya Bratva, śmiało zapraszamy. Doświadczenie w prowadzeniu organizacji mamy, liczymy tylko na szansę pokazania, co da się z tego wyciągnąć. ekipa boża: https://forum.v-rp.pl/profile/526-broom/ (lider) https://forum.v-rp.pl/profile/28701-szymek_se_jestem/ https://forum.v-rp.pl/profile/12359-825hp/ https://forum.v-rp.pl/profile/5393-maybeimtheissue/ https://forum.v-rp.pl/profile/2415-JankosOLN/ https://forum.v-rp.pl/profile/29537-seeba/ https://forum.v-rp.pl/profile/8611-blaze/ https://forum.v-rp.pl/profile/30342-zielin/ https://forum.v-rp.pl/profile/6545-abierto/
    4 polubienia
  6. Little Armenia Gym to nie jest kolejna sterylna, pastelowa sieciówka dla bogatych dzieciaków z Rockford Hills. To surowe, przepełnione zapachem potu, żelaza i taniej kredy miejsce zlokalizowane w samym sercu Hawick Avenue, tuż przy tętniących życiem ulicach Little Armenia. Powstało z inicjatywy lokalnych przedsiębiorców powiązanych z tamtejszą społecznością, którzy doskonale wiedzą, że na tych ulicach szacunek buduje się charakterem i siłą fizyczną. Nasza siłownia to powrót do korzeni klasycznej, oldschoolowej kulturystyki i sportów walki. Wnętrze zdobią betonowe ściany, ciężki, zniszczony sprzęt i ring bokserski, który widział już niejedną twardą wymianę ciosów. Dla jednych to ucieczka od problemów dnia codziennego, dla innych jedyna szansa, by pod okiem starszych wyładować agresję na worku treningowym zamiast na ulicy. W Little Armenia Gym każdy jest równy wobec ciężaru – tutaj nie liczy się to, kim jesteś na zewnątrz, ale ile jesteś w stanie z siebie dać na pomoście. Lokalizacja Hawick Avenue, Los Santos – strategiczny punkt na mapie miasta, doskonale skomunikowany z resztą dzielnicy. Charakterystyczny, neonowy szyld nad wejściem i surowy, industrialny front sprawiają, że nie sposób nas pominąć. Plan na grę Tworząc Little Armenia Gym, chcemy dostarczyć unikalne i klimatyczne miejsce do interakcji dla całej wschodniej części miasta, ze szczególnym uwzględnieniem naszego tematu freelancerskiego Big Bad AP Players. Hub społecznościowy dla Armenian Power i okolic: Siłownia będzie naturalnym spotem dla członków grupy (jeśli się stworzy w przyszłości) oraz lokalnych mieszkańców. Chcemy, aby to miejsce żyło – nie tylko jako punkt do "bicia skryptu siły", ale przede wszystkim jako arena do ciekawych rozmów, ubijania interesów i kreowania wątków. Podziemie i ciemna strefa: Biznes idealnie posłuży jako legalna przykrywka dla działań przestępczych. Planujemy wokół niego kręcić wątki handlu sterydami anabolicznymi, nielegalnymi substancjami oraz praniem brudnej gotówki. Wydarzenia i eventy: Chcemy regularnie organizować pół-legalne lub w pełni legalne "Fight Nights" (amatorskie turnieje bokserskie i grapplingowe z zakładami). Da to świetną okazję do integracji z innymi projektami zarobkowymi i organizacjami z całego serwera. Projekt działać będzie pod tematem freelancerów.
    4 polubienia
  7. Burger Shot powstał jako odpowiedź na rosnące tempo życia w dużych amerykańskich miastach, gdzie ludzie coraz częściej potrzebowali prostego, szybkiego i taniego miejsca, w którym mogli zjeść bez zbędnego czekania. Marka od początku opierała się na jednym założeniu: jedzenie miało być dostępne dla każdego, podawane sprawnie i bez udawania eleganckiej restauracji. Burger Shot nie próbował sprzedawać luksusu. Sprzedawał wygodę, tłuste burgery, frytki, napoje i charakterystyczny klimat fast foodu, który łatwo rozpoznać już z ulicy. Z czasem rozrósł się w sieć lokali działających w różnych częściach kraju, stając się jedną z bardziej rozpoznawalnych marek gastronomicznych. Wyraziste logo, mocne kolory, duże zestawy i agresywna reklama sprawiły, że zaczęto kojarzyć ją z typowo amerykańskim stylem szybkiego jedzenia. Restauracje Burger Shota pojawiały się przy ruchliwych ulicach, w pobliżu plaż, dzielnic rozrywkowych i miejsc, przez które codziennie przewijały się setki ludzi. W Los Santos przez lata funkcjonował jako znany element miejskiego krajobrazu. Burger Shot przy San Andreas Avenue i Prosperity Street w dzielnicy Vespucci Canals przez lata uchodził za jeden z rozpoznawalnych punktów gastronomicznych tej części Los Santos. Lokal znajdował się przy ruchliwym skrzyżowaniu, niedaleko głównych tras prowadzących w stronę plaży, kanałów oraz Del Perro, dzięki czemu od dawna zaglądali tam mieszkańcy Vespucci, turyści, osoby wracające z pracy, kierowcy oraz ludzie szukający szybkiego jedzenia w ciągu dnia i późnym wieczorem. Przez długi czas restauracja działała w typowym modelu sieciowym Burger Shot: prosty fast food, sprawna obsługa, charakterystyczny czerwony i żółty branding, podświetlane menu, papierowe torby z logo oraz oferta oparta na burgerach, frytkach i zestawach. Miejsce nie było budowane na elegancji ani wyjątkowości, lecz na dostępności. Miało być punktem, do którego można było wejść bez planowania, zamówić coś przy ladzie i po kilku minutach wrócić na ulicę. Z biegiem lat lokal zaczął jednak tracić na znaczeniu. Zmieniający się ruch w okolicy, rosnąca konkurencja innych sieci gastronomicznych oraz coraz mniejsze zainteresowanie utrzymywaniem placówki bez aktywnego zarządzania sprawiły, że Burger Shot w Vespucci przestał wykorzystywać swój potencjał. Budynek nadal pozostawał rozpoznawalny, a szyld wciąż kojarzył się mieszkańcom z marką, ale sama restauracja coraz bardziej stawała się biernym elementem dzielnicy niż faktycznie żyjącym punktem na mapie miasta. W odpowiedzi na spadek aktywności lokalu główny zarząd Burger Shot zdecydował się przeprowadzić wewnętrzną analizę placówek działających na terenie Los Santos. Oddział przy San Andreas Avenue i Prosperity Street został uznany za miejsce z dużymi możliwościami, wymagające jednak świeżego podejścia, lokalnego zaangażowania oraz osoby gotowej prowadzić je aktywnie, a nie wyłącznie utrzymywać pod szyldem sieci. Zamiast całkowicie zamykać restaurację, firma postanowiła wystawić punkt do przejęcia w modelu franczyzowym. Wkrótce pojawiła się możliwość objęcia go przez prywatnego franczyzobiorcę. Oferta zakładała przejęcie istniejącego budynku, zachowanie nazwy Burger Shot, korzystanie z identyfikacji marki oraz prowadzenie restauracji zgodnie z podstawowym charakterem sieci. Dla zarządu był to sposób na odświeżenie martwiejącej placówki bez rezygnowania z obecności w Vespucci Canals, a dla potencjalnego właściciela okazja, by przejąć rozpoznawalny lokal z gotowym zapleczem, historią i miejscem, które od lat było wpisane w codzienny krajobraz Los Santos. Z oferty franczyzowej zdecydowało się skorzystać małżeństwo Lexington, które od pewnego czasu rozglądało się za stabilną inwestycją na terenie Los Santos. Nie szukali miejsca budowanego od zera, lecz biznesu z rozpoznawalną nazwą, gotowym budynkiem i potencjałem, który można było szybko przywrócić do życia. Burger Shot w Vespucci Canals idealnie wpisywał się w ten plan, ponieważ miał historię, dobrą lokalizację, widoczny szyld i markę, której nie trzeba było dopiero przedstawiać mieszkańcom miasta. Lexingtonowie zainteresowali się ofertą po tym, jak punkt został udostępniony do przejęcia w modelu franczyzowym. Po wstępnym zapoznaniu się z warunkami skontaktowali się z przedstawicielami Burger Shot, rozpoczynając rozmowy dotyczące możliwości objęcia lokalu przy San Andreas Avenue i Prosperity Street. Na tym etapie sprawdzono stan budynku, zaplecze techniczne, potencjał lokalizacji oraz wymagania, jakie należało spełnić, aby restauracja mogła ponownie działać pod szyldem sieci. Po przejściu formalności i zaakceptowaniu warunków współpracy małżeństwo Lexington podjęło decyzję o wejściu w projekt z pełnym zaangażowaniem. Ich celem nie było jedynie symboliczne otwarcie drzwi i utrzymanie starego szyldu, lecz faktyczne uruchomienie Burger Shota jako aktywnego punktu gastronomicznego. Już na starcie zaplanowali odświeżenie wnętrza, uporządkowanie zaplecza, ponowne przygotowanie stanowisk pracy oraz przywrócenie lokalu do standardu, który pozwoliłby obsługiwać regularny ruch klientów. Pierwsze działania Lexingtonów skupiły się na doprowadzeniu budynku do pełnej gotowości. Zlecono przegląd wyposażenia, odnowienie części użytkowej, uporządkowanie kuchni, przygotowanie lad sprzedażowych oraz dostosowanie lokalu do codziennej pracy. Równolegle rozpoczęto organizację dostaw, kompletowanie podstawowego menu, przygotowanie materiałów promocyjnych oraz poszukiwanie pracowników, którzy mieli stworzyć pierwszą załogę nowego Burger Shota. Małżeństwo od początku zakładało, że lokal ma ruszyć z rozmachem. Burger Shot nie miał być cichym, ledwo działającym punktem, lecz miejscem, które ponownie zacznie przyciągać mieszkańców Vespucci, Del Perro i okolicznych dzielnic. Lexingtonowie postawili na szybkie tempo działania, wyraźne odświeżenie marki i pełne wykorzystanie potencjału budynku, który przez lata pozostawał rozpoznawalny, ale nie funkcjonował już na takim poziomie, na jaki pozwalała jego lokalizacja. Naszym głównym założeniem jest prowadzenie Burger Shota jako aktywnego, żywego projektu gastronomicznego, który nie będzie ograniczał się wyłącznie do stania za ladą i wydawania prostych zamówień. Chcemy oprzeć rozgrywkę na codziennej pracy fast foodu, ale przedstawić ją w sposób angażujący dla graczy. Zależy nam na odwzorowaniu klimatu typowego kalifornijskiego fast foodu z USA, czyli miejsca głośnego, prostego, taniego, dostępnego dla każdego i funkcjonującego w szybkim tempie. Rozgrywka dla pracowników będzie budowana wokół obsługi klientów, przyjmowania zamówień, przygotowywania jedzenia, pracy zmianowej, dostaw, promocji, akcji marketingowych oraz kontaktu z lokalną społecznością. Chcemy, aby pracownicy mieli realne powody do pojawiania się w lokalu, a nie byli jedynie tłem dla właścicieli. Każda osoba zatrudniona w projekcie mogłaby znaleźć dla siebie rolę, od zwykłego pracownika obsługi, przez kuchnię, dostawy, zmianowych, osoby odpowiedzialne za promocję, aż po kadrę zarządzającą. Burger Shot jako franczyza daje nam też większe możliwości kreowania rozgrywki. Lokal nie musi opierać się wyłącznie na kilku NPC stojących przy barze, tylko może funkcjonować jako pełnoprawny punkt spotkań, pracy i wydarzeń. Dzięki rozpoznawalnej marce możemy organizować promocje, dni otwarte, konkursy, współprace z innymi biznesami, akcje dla lokalnych mieszkańców, wydarzenia tematyczne oraz sytuacje fabularne wynikające z codziennego funkcjonowania lokalu. Chcemy, aby projekt generował rozgrywkę zarówno dla nas, jak i dla osób z zewnątrz. Dokładna informacja na temat przyciągania pracowników oraz ich utrzymania przy sobie w danym projekcie. Pracowników chcemy przyciągać przede wszystkim aktywnością, jasnym pomysłem na projekt i możliwością realnego uczestniczenia w jego rozwoju. Zależy nam na tym, aby osoby zatrudnione w Burger Shocie nie czuły się jak statyści, tylko jak część działającego miejsca. Każdy pracownik będzie mógł rozwijać swoją postać w obrębie lokalu, budować relacje z innymi, awansować, przejmować odpowiedzialność za konkretne elementy działania restauracji i tworzyć własne wątki związane z pracą. Utrzymanie ekipy chcemy oprzeć na regularnej rozgrywce, prostych zasadach i sensownym podziale obowiązków. Fast food daje bardzo dużo możliwości do luźnych, naturalnych scen, ponieważ jest miejscem, przez które przewija się wiele różnych typów postaci. Pracownicy mogą obsługiwać klientów, rozmawiać z mieszkańcami, reagować na nietypowe sytuacje, brać udział w eventach, jeździć z dostawami, przygotowywać promocje albo uczestniczyć w wewnętrznym życiu lokalu. Istotnym elementem będzie również klimat cenowy i dostępność lokalu. Burger Shot nie ma być ekskluzywną restauracją, tylko tanim, szybkim fast foodem, do którego może wejść praktycznie każdy. Niskie ceny i prosty charakter miejsca powinny naturalnie przyciągać graczy, którzy nie zawsze chcą odgrywać sceny w drogich lokalach czy prestiżowych restauracjach. To daje większą szansę na częsty ruch, a częsty ruch daje pracownikom powód do gry. Chcemy też dbać o atmosferę wewnątrz ekipy. Jako doświadczeni gracze wiemy, że projekt utrzymuje się nie tylko pomysłem, ale też podejściem do ludzi. Dlatego planujemy stawiać na komunikację, zachęcanie do aktywności, dawanie przestrzeni na własne inicjatywy oraz unikanie sytuacji, w której cała rozgrywka skupia się wyłącznie na właścicielach. Pracownicy mają mieć poczucie, że ten lokal żyje również dzięki nim. Informacje na temat pomysłów związanych z rozgrywką dla całego budowanego otoczenia. Burger Shot ma pełnić funkcję miejsca otwartego dla szerokiego grona graczy. Chcemy, aby lokal był naturalnym punktem na mapie Vespucci Canals i okolic, do którego można wpaść po jedzenie, spotkać znajomych, odbyć krótką rozmowę, załatwić prostą sprawę albo po prostu stworzyć luźną scenę w miejskim klimacie. Fast food idealnie nadaje się do tego typu rozgrywki, ponieważ nie wymaga od gracza konkretnego statusu społecznego, dużych pieniędzy ani specjalnego powodu do wejścia do lokalu. Wokół Burger Shota można budować otoczenie oparte na codzienności Los Santos. Mieszkańcy mogą przychodzić po tanie jedzenie, kierowcy mogą wpadać po szybki zestaw, turyści mogą traktować lokal jako rozpoznawalny punkt w okolicy, a inne biznesy mogą nawiązywać z nami współpracę przy wydarzeniach lub dostawach. Chcemy tworzyć rozgrywkę prostą, ale częstą i dostępną, bo właśnie takie miejsca najczęściej generują najwięcej naturalnych interakcji. W planach mamy organizowanie promocji, specjalnych dni menu, akcji z tańszymi zestawami, wydarzeń dla mieszkańców, współprac z lokalnymi firmami, dostaw jedzenia na eventy, obsługi większych zamówień oraz luźnych akcji marketingowych w stylu amerykańskiej franczyzy fast foodowej. Można również rozgrywać sytuacje związane z rekrutacją, problemami pracowniczymi, kontrolami jakości, dostawami produktów, awariami sprzętu, napięciami z klientami, kolejkami w lokalu czy próbą odbudowania renomy starszego punktu Burger Shot. Zależy nam, aby projekt nie był zamknięty wyłącznie na jedną grupę znajomych, tylko budował otoczenie dla wielu typów postaci. Burger Shot może być miejscem pracy, miejscem spotkań, tłem dla miejskich rozmów, punktem gastronomicznym na trasie, przestrzenią do eventów i jednocześnie franczyzą, która ma swój charakter oraz rozpoznawalność. Naszym celem jest stworzenie lokalu aktywnego, przystępnego i konsekwentnie prowadzonego, który będzie pasował do realiów Los Santos oraz klimatu kalifornijskiego fast foodu.
    4 polubienia
  8. Marchetti Trash & Hauling Solutions - fuzja 5 lokalnych firm, które działały do dzisiaj jako wywóz gruzu z placów budowy. Jest to zwykły, lekko podupadły biznes transportowy. Nikt tutaj nie znajdzie żadnych nowoczesnych biurek, mebli, czy lśniącego budynku z klimatyzacją. Cała firma jest surowo osadzoną firmą w robotniczym świecie. Zapach oleju silnikowego i dym papierosów to tutaj codzienność, przeciekający dach czy nieszczelne okna. Firma na ten moment posiada jeden budynek, który został głównym budynkiem całej firmy - ponieważ wcześniej, firma dzieliła się na 5 firm, poprzez ostatnio stworzoną fuzje. Firmy które można wymienić w fuzji, to; Carbera Trucking, pierwotnym właścicielem firmy jest Hector Cabrera - 61 letni mechanik starej daty, który przed fuzją był mianowanym szefem floty i warsztatu. Firma zajmowała się głównie wywozem śmieci z głębokich wykopów pod fundamenty, oraz dostarczaniem żwiru na place budowy. Pattsy obiecał hectorowi spłatę jego długów i wydobycie firmy na nogi, dlatego też hector zgodził się wejść z nim w fuzję. Russo & Sons, pierwotnym właścicielem firmy jest Sal Russo - 42 letni śliski i porywczy facet, w zarządzie fuzji Pattsy mianował go jako Dyrekoter ds. zleceń. Firma wcześniej zajmowała się szybkim wywozem gruzu z rozbiórek i wyburzaniem mniejszych obietków. Sal, który jest dłużnikiem ludzi powiązanych z rodziną z LS, nie mógł odpowiedzieć nic innego niż "tak" - wszedł w fuzje Pattsy'ego, który przyszedł do niego jako zbawiciel. Nguyen Servicves, Tuan Nguyen to 38 letni skrupulatny logistyk, jego firma zajmowała się transportem piasku i żwiru bezpośrednio z barek rzecznych i portowych doków na place budowy w całym santos. Tuan zna się na rynku, i wie że wejście w fuzje pomoże mu zajść jeszcze dalej, niż gdyby miał to robić sam. Jenkins Hauling, O'Shea Jenkins to 50 letni gigantyczny olbrzym, jego firma zajmowała się karczowaniem terenu, wyrywaniem korzeni oraz niwelacją gruntu pod budowę. Jego ciężkie spychacze pomagały mu w wielu momentach. Moretti Salvage, Bobby Moretti 35 letni zięć Patt'yego Morettiego - który był znany w środowisko Patts'ego Marchiettego, schorowany Pete oddał ster swojemu zięciowi, który nie mając pojęcia jak prowadzić biznes, dośc szybko przeszedł na stronę Patts'yego, dzięki jego kontaktom z Petem. Firma Marchetti Trash & Hauling Solutions zajmuje się wywozem odpadów i gruzu z placów budowy swoich kontrahentów - wywożone śmieci i gruz trafiają do poszczególnych miejsc odpadów, pod które firma ma dostęp. Fuzja ma na celu usprawnienie inwestycji, i poszerzenie horyzontów, które bez niej mogłyby się nie odbyć na rynku miasta Los Santos.
    3 polubienia
  9. Nowosybirsk. Największe miasto Syberii, gdzie zima trwa pół roku, a mróz wchodzi w kości bardziej niż strach przed prawem. To właśnie tam, na obrzeżach miasta, w szarych blokowiskach ciągnących się kilometrami, narodziła się grupa, która lata później miała zawitać na drugi koniec świata. Trzon Bratvy stanowili chłopcy, którzy dorastali w miejscu, gdzie jedyną walutą był respekt, a jedyną drogą wyjścia z biedy było wzięcie tego, czego nikt nie chciał dać po dobroci. Zaczynali jak wszyscy, którzy później wyrośli na coś więcej. Drobne rozboje, wymuszanie haraczy od bazarowych handlarzy, przekręty na okolicznych targowiskach, kradzieże kieszonkowe w tłoku metra. W tamtych latach nie było w tym żadnej filozofii, była bieda i był głód, a reszta przychodziła sama. Z czasem, gdy najbardziej zdeterminowani zaczęli wybijać się przed szereg, luźna zbieranina ulicznych rzezimieszków zaczęła nabierać kształtu. Pojawił się podział ról, pojawiły się zasady, pojawili się ludzie, których słowo znaczyło więcej niż innych. Nowosybirsk był dobrym miejscem na start, ale kiepskim na przyszłość. Konkurencja gryzła się o każdy skrawek wpływów, a tamtejsze służby, po latach chaosu, zaczęły w końcu przykręcać śrubę zorganizowanym grupom. Punktem zwrotnym była jedna nieudana robota, przekręt na broni, który miał wynieść grupę na wyższy poziom, a zamiast tego ściągnął na nią uwagę, jakiej nikt nie chciał. Dwóch czołowych ludzi wylądowało za kratami, jeden zniknął bez śladu, a reszta zrozumiała prostą prawdę, albo zwiną interes i rozejdą się każdy w swoją stronę, albo skończą tak samo. Spadek po imigrantach z śnieżnej krainy odziedziczyli synowie, córki, siostrzeńcy i siostrzenice którzy nadal dumnie prowadzą to, co wcześniejsi zaczeli. Siema. Szukamy ludzi którzy mają trochę oleju w głowie i potrafią wczuć się w rozgrywke a nie bazują na codziennym DMie i sprzedawaniu narkotyków na cornerze. Nie zależy nam też na ludziach którzy po 2 dniach gierki i wejścia w grę przestaną bez słowa grać i odbiją. Nie trzeba być orłem półświatka - wystarczy chęć do gierki i otwarta głowa na krytykę czy naukę nowych rzeczy. Stawiamy na luźną gierkę w naszym gronie. Szukamy wszystkich, od kogoś kto po prostu obraca się w okolicznych blokach i chcąc nie chcąc trzyma się z lokalną społecznością i na tym kończą, po kogoś kto swoim charakterem i chęciami wbije się w drabinie od wcześniej wspomnianego mieszkańca po pełnego członka w strukturach. Zainteresowanych zapraszam do zapoznania się z głównym tematem i wpadnięcia na discord -> https://discord.gg/Pep5WRHhe
    3 polubienia
  10. Szacunek @dixoniak1 od lat każda organizacja dowoziła poziomem i aktywnością, nie było lepszych MC niż z Twojego ramienia a tych z innych serwerów opiekunów czy pomocników co kolesiostwem się zasłaniają bo dostają na kiche w gierce to pała do dupy - mankovice i inne leszcze jazda jazda jazda
    2 polubienia
  11. -> Nowe wydanie, oaza miejscem kultu wiedźmy, prywatne życie Suzanny. Trzynastego lipca, na tydzień przed obchodami dla rodzimych Słowian 'Święta Peruna' pojawia się produkcja od Suzanny pozostająca zgodna z jej folk-metalową ścieżką jaką obrała. Z szacunku dla rodzimego, neopogańskiego święta przypadającego lada moment produkcja jest zachowana w języku rosyjskim podkreślając wartość kultury, i korzeni artystki jakie szerzy nieustannie w swojej działalności podczas życia na obczyźnie. Песнь Перуна w wolnym tłumaczeniu najczęściej oznacza po prostu 'pieśń o Perunie' i tak też pokazują generowane automatycznie w tłumaczeniu napisy - całokształt utworu opiera się na rytualnych modłach, i życzeniach składanych do jednego z najważniejszych bóstw Słowiańskich - ojca wojowników, siły, porządku, odwiecznego rywala Welesa. Nagranie pozostaje jakości studyjnej, na potrzeby tego specjalnie (mimo nabytych umiejętności podczas uczęszczania na ULSA) została zaangażowana popularna producentka Laila Aguirre @STRXRD, w creditsach przewija się również taka postać jak Mia Nightbourne @SarneK której przypisano solówki, oraz dwie z trzech gitar - za resztę instrumentalu odpowiadała wraz z wokalem Suzy i mniej znani, podnajęci artyści. Utwór pomijając swój charakter rytualny może być gratką dla słuchaczy Suzy, przypominając sobą jej początki i to na czym właściwie zbudowała całą swoją otoczkę - folklor, wierzenia i tradycje przodków. Do produkcji załączono prosty klip, który zawiera nie tylko elementy obrzędów rytualnych, ale chociażby nawiązania niektórymi scenami do wybranych funkcji Peruna, czy jego romansu z Mokosz jaką podają niektóre współczesne interpretacje mitologii Słowian. Produkcja w trosce o zachowanie jej na kanałach niektóre sceny unowocześniła, jednocześnie potwierdza powrót Suzy do częstszej aktywności artystycznej, pozostawiając nie tylko kolejną część jej kultury dla słuchaczy ale i przedstawiając jej wyćwiczone, nabyte podczas przerwy umiejętności wokalne które przełożą się najpewniej częściej w kolejnych wydaniach. Równolegle w okresie początkujących już 'żniw' matka wiedźma (zielarnia) rodzi po roku działalności na świat swoje dziecko będące jej plonem. Slavic Oasis w domyśle ma stać się kolejnym punktem prowadzonym przez Suzy, zgodnym z jej neopogańskimi rodzimymi tradycjami oraz promującym bohaterkę opowieści. Na chwile obecną nigdzie publicznie Suzy nie ogłosiła prac nad oazą, pozostawiając punkt owinięty mgłą tajemnicy. Dziewczyna padała ofiarom zastraszania, z czym jakkolwiek została pozostawiona na własną rękę. W tym okresie artystka poznała wiele osób które w chwili obecnej wkroczyli w jej życie, samo doświadczenie na pewno zacieśniło też jej relacje z Seren - w którym jakkolwiek były powiązane @_carl0s. Obecnie z dostępnych informacji wiadomo jakoby część sprawców została złapana, co jednak nie uspokoiło dziewczyny - a ta wyciągnęła nowe wnioski jakoby popularność nie tylko była narzędziem, ale i rzucała na nią światło dla kolejnych 'ciemnych dłoni'. Bogatsza o nowe doświadczenie kroczy w przyszłość z zupełnie inną energią i szacunkiem do przeszłości z której wyjęła nie jedną lekcje. _________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________ ✰ ✰ ✰ ✰ ✰ _________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________
    2 polubienia
  12. Podsumowanie Maj/Czerwiec #5 Maj i czerwiec - były dla Gabby wyjątkowo intensywnym okresem. Artystka była aktywna zarówno na scenie, występując podczas wydarzeń i imprez muzycznych, jak i w mediach społecznościowych, gdzie regularnie publikowała relacje, materiały z występów oraz angażowała swoją społeczność. Konsekwentna obecność online i aktywność koncertowa przełożyły się na wzrost rozpoznawalności marki Gabby oraz umocnienie jej pozycji wśród odbiorców muzyki elektronicznej. Gdzie można było ją spotkać: - Wiele Szalonych i długi imprez w BAHAMAS WEST MAMAS - Koncert LIVE w SkyScraper - Oprawa muzyczna podczas letniego kina - Szalona gra i super muzyka przy LS City Pulse - Kolorowa zabawa podczas festiwalu colorów - Singelton Club
    2 polubienia
  13. Cichy zabójca Amerykańskiego snu Żebyście mieli jasność - nie mówimy tu o jakiejś małej, osiedlowej gierce. Nielegalny obrót kasą, lichwa i wymuszenia to jeden z największych, najbardziej jadowitych nowotworów w całych Stanach Zjednoczonych, a Los Angeles jest jego pieprzonym sercem. Według statystyk federalnych, co roku ten proceder wysysa z ludzi miliardy dolarów, a skala jest tak ogromna, że co trzecia osoba żyjąca na marginesie społecznym w L.A w pewnym momencie wpada w sidła lewych pożyczek. Ludzie myślą, że najwięcej trupów na ulicach pada przez wojny gangów albo przedawkowania. Gówno prawda. Setki, jeśli nie tysiące ludzi w samej Kalifornii umierają co roku przez długi u lokalnych zakapiorów. Tylko o tym się głośno nie mówi, bo te zgony są ciche. Jedni dostają kulkę w potylicę w ślepej uliczce, drudzy przypadkowo wypadają z okien swoich zadłużonych moteli, a jeszcze inni – psychicznie zaszczuci, z pistoletem przystawionym do skroni przez bandziorów – sami zakładają sobie pętlę na szyję w piwnicach, bo nie widzą innego wyjścia. Samobójstwa z powodu długów u gangsterów to na przedmieściach potworna, ukrywana plaga. Kiedy oficjalny system bankowy odcina cię od gotówki, stajesz się zwierzyną łowną. W samych Stanach szacuje się, że setki tysięcy małych przedsiębiorców, hazardzistów i zwykłych zdesperowanych ludzi co miesiąc oddaje swoje ostatnie centy, żeby tylko opłacić pieprzony vig. To kurewsko gigantyczny, krwawy biznes zbudowany na ludzkiej bezsilności. Ktoś, kto raz wejdzie w ten układ, rzadko z niego wychodzi żywy. Albo płacisz do końca życia, albo ulica sama wystawi ci rachunek. Jeśli myślicie, że zorganizowana grupa zarabia tylko na koksie, to gówno wiecie o ulicy. Federalne psy co roku wypuszczają raporty, z których jasno wynika jedno: dawanie kasy na procent i ściąganie długów to dla nas najpewniejszy, stały dopływ żywej gotówki. Banki mają wyjebane na ludzi z marginesu, hazardzistów czy typów z nasraną kartoteką w sądzie. I tu wchodzimy my. Cały ten loansharking, czyli osiedlowa lichwa, nie potrzebuje krawatów ani skomplikowanych papierów. Tutaj liczy się tylko prosta psychologia: strach, bezwyjściowość i fakt, że mamy nad gościem brutalną przewagę fizyczną. Nikt nie zaczyna od razu od łamania rąk. Najpierw zgrywasz dobrego wujka. Przychodzi do ciebie typ w potrzebie, a ty dajesz mu szybką kapuchę do łapy, bez zbędnych pytań. Zastawem jest jego słowo, fura, albo knajpa, którą prowadzi. Pułapka zatrzaskuje się, kiedy mija termin pierwszej spłaty odsetek - na ulicy mówimy na to vig albo juice. Procent u nas rośnie tak szybko, że głowa mała, potrafi skoczyć o kilkadziesiąt procent w zaledwie tydzień. Jak frajer traci płynność i nie ma z czego oddać, jego dług staje się dla nas towarem, a on sam - dożywotnią dojną krową albo darmową ciotą. W Los Santos popyt na lewą gotówkę nigdy się nie kończy. Tutaj każdy chce żyć ponad stan, a połowa miasta ma poprzepalane styki od hazardu. Kto od nas pożycza? Wszyscy. Uzależnieni od kości kolesie z podziemia, drobni dilerzy, którym psy zawinęły towar i muszą pilnie spłacić hurtownika, a nawet właściciele legalnych, ale ledwo przędących biznesów, mechanicy, kucharze czy menedżerowie klubów z Vinewood. Jak typ przestaje płacić, na jego kwadrat wjeżdża nasza ekipa od brudnej roboty. Ściąganie długu to nie jest chaos, to ma swoje etapy. Najpierw siadamy mu na banię - niespodziewane wizyty w robocie, głuche telefony o trzeciej nad ranem i delikatne podjazdy pod jego rodzinę. Jak gość dalej struga kozaka, zaczyna się prawdziwa jazdaa; demolka lokalu, wjazd na chatę i solidny wpierdol. Czyścimy mu kasy fiskalne, przepisujemy na siebie dokumenty od jego fury albo zmuszamy go, żeby odpracował dług jako darmowy kurier. Tacy ludzie są idealni, żeby trzymać u nich w piwnicy od chuja syfu, albo robić z ich warsztatów bezpieczne dziuple na kradzione fury. Zwykłe ściąganie kasy z jednego frajera błyskawicznie ewoluuje w protection racket, czyli klasyczny haracz za święty spokój. Kiedy okoliczne biznesy widzą, co robimy z dłużnikami, strach robi swoje. Wykorzystujemy to i narzucamy stały, comiesięczny abonament wszystkim prywaciarzom na naszym terenie. W tym układzie pojęcie długu się zaciera - płacisz nam po prostu za to, żebyśmy sami cię nie odwiedzili. Osiedlowe sklepy, podziemne jaskinie hazardu, prostytutki stojące przy drodze - każdy musi odpalić dolę za ochronę.
    1 polubienie
  14. Julian "Jules" Sterling to trzydziestoletni facet, który rok temu zostawił za sobą Las Venturas i przeprowadził się do Los Santos, żeby spróbować swoich sił jako wokalista. Dorastał w obrzydliwie bogatym, ale jednocześnie cholernie zimnym domu. Jego rodzice całe dnie spędzali na doglądaniu interesów w luksusowych kasynach, a małego Juliana zostawiali z nianiami i prywatnymi nauczycielami. Szybko zrozumiał, że te wszystkie miliony to tylko pusta fasada, pod którą kryła się totalna samotność. Przez to ciągłe olewanie ze strony rodziców dorastał w panicznym strachu przed odrzuceniem – podświadomie wierzył, że jeśli nie będzie we wszystkim idealny, to ludzie po prostu o nim zapomną i zostanie sam. Jedyną odskocznią od tej ciszy w wielkim domu stało się dla niego śpiewanie. Muzyka była jedyną rzeczą, która pozwalała mu uciec od rzeczywistości. Godzinami przesiadywał w pokoju, puszczając z płyt swoje ulubione kawałki i próbując je naśladować. Bardzo szybko zorientował się, że ma do tego niesamowity dar. Jego głos w okresie dojrzewania zmienił się w very niski, głęboki i magnetyczny wokal, którym potrafił natychmiast skupić na sobie uwagę całego pokoju. Dla dzieciaka, który desperacko łaknął zainteresowania, posiadanie takiego głosu było jak supermoc. Z czasem ta pewność siebie tylko w nim rosła. Jules odkrył, że ma potężny urok osobisty, z łatwością przychodzi mu zagadywanie do ludzi, a flirtowanie z dziewczynami i owijanie ich sobie wokół palca to dla niego czysta formalność. Z wyglądu Julian to uosobienie letniego, nienachalnego luzu. Zobaczysz go głównie w jasnych chinosach, luźnej lnianej koszuli z podwiniętymi rękawami i zamszowych mokasynach. Nie lubi krzykliwej mody, dlatego z dodatków wybiera tylko klasyczne, metalowe okulary przeciwsłoneczne. Jednak pod tą maską ułożonego, szarmanckiego romantyka kryje się trudny charakter i chorobliwa wręcz zaborczość. Julian potrzebuje mieć swoje małe grono – zarówno partnerkę, jak i najbliższych znajomych – wyłącznie dla siebie. Pilnuje ich tak bardzo, że nikt z zewnątrz nie ma prawa ich od niego "odbić" ani wkraść się w ich łaski. Nienawidzi otwartych spięć, krzyków i kłótni, więc zamiast tego bawi się w gierki psychologiczne. Stale kombinuje i manipuluje uwagą bliskich, byle tylko mocno trzymać ich przy sobie i upewnić się, że nigdzie nie odejdą. Dodatkowo Jules ma absolutnie zerową tolerancję na jakiekolwiek sekrety. Szczerze nienawidzi gierek w stylu "domyśl się", zbywania go czy tekstów "pogadamy później". On musi wiedzieć wszystko od razu, domaga się pełnej jasności i chce mieć każdą informację na już, wywierając przy tym na ludziach sporą presję. Nie lubi też przebywać w towarzystwie osób, których nie zna, i unika obcych jak ognia, ale gdy sytuacja już go do tego zmusi, ulega bez żadnego słowa, dostosowuje się w milczeniu i znosi to ze spokojem, nadrabiająm nienagannym wychowaniem. To właśnie chęć odcięcia się od Las Venturas i zbudowania takiego własnego, małego i w pełni kontrolowanego świata sprawiła, że rok temu spakował walizki, zabrał rodzinne oszczędności, które dają mu pełną niezależność finansową, i przeniósł się do Los Santos. Ostatnie dwanaście miesięcy poświęcił głównie na aklimatyzację w nowym miejscu, pisanie tekstów do szuflady i powolne, ostrożne dobieranie ludzi do swojego ciasnego kręgu. Całe to wewnętrzne napięcie, lęki i potrzebę kontroli Jules przekuwa w muzykę. Przez ten pierwszy rok w mieście celowo trzymał się z boku i nie wychylał nosa ponad to, co konieczne. Chciał najpierw dobrze poznać to miasto, wyczuć jego specyficzny rytm i zrozumieć, co tak naprawdę kręci tutejszych ludzi. Godzinami potrafił przesiadywać na tarasach kawiarni przy molo na Del Perro czy w bocznych uliczkach Vinewood, po prostu obserwując tłum i robiąc notatki w telefonie. Dopiero teraz, gdy poczuł się tu na tyle pewnie, by nazwać Los Santos swoim nowym domem, planuje wejść do gry na poważnie. Jako wokalista wie, że bez dobrych bitów sam nic nie zdziała, więc jego plan jest prosty: chce zacząć kręcić się po lokalnych studiach nagraniowych, poznać utalentowanych producentów, którzy ubiorą jego pomysły w profesjonalną oprawę, i powoli zacząć śpiewać na żywo, dając się poznać mieszkańcom. Nie ma zamiaru od razu pchać się do wielkich, korporacyjnych wytwórni – wizja tego, że ktoś z góry mógłby dyktować mu, co ma śpiewać i z kim się zadawać, po prostu go przeraża i uderza w jego potrzebę pełnej kontroli. Jules woli budować wszystko powoli, od piwnicy, szukając „swoich” ludzi w podziemiu i mniejszych, niezależnych studiach. Finanse z Las Venturas dają mu ten luksus, że nie musi godzić się na żadne zgniłe kompromisy ani podpisywać toksycznych kontraktów za bezcen. Może sam opłacić czas w studio, profesjonalny miks czy mastering, a to daje mu ogromną przewagę i niezależność, której zazdrości mu wielu początkujących artystów. Chce zacząć od nagrania spójnego, letniego dema i rozesłania go do niszowych rozgłośni radiowych oraz puszczenia w obieg wśród znajomych DJ-ów, którzy mogliby grać jego numery na wieczornych imprezach przy basenie. Dla Juliana ta kariera to nie tylko pogoń za sławą – to przede wszystkim jego osobisty manifest i próba udowodnienia samemu sobie, że potrafi stworzyć coś trwałego i prawdziwego bez pomocy wpływowych rodziców. 🎥 Materiały: - Jules - Quiet Noise 🎙️ 🌐 Social Media: - Lifeinvader - Spotify 🗓️ Wzaminki: -
    1 polubienie
  15. **W godzinach wieczornych na kanale Havoc Records pojawiła się trzecia odsłona projektu HAVOC PERFORMANCE, której głównym bohaterem został RRich Bunny. Po dwóch pierwszych częściach słuchacze zdążyli już poznać charakter całej serii, jednak najnowsza odsłona pokazuje, że projekt nie zamyka się w jednym schemacie i z każdą premierą stawia na świeżą energię oraz odmienny klimat. Tym razem uwagę zwraca zarówno charakterystyczny styl RRich Bunny, jak i dopracowana realizacja audiowizualna, która ponownie podkreśla unikalny charakter cyklu. Kolejne odsłony mają budować rozpoznawalność projektu oraz stanowić platformę dla twórców reprezentujących różne style muzyczne. Niedługo po premierze w mediach społecznościowych zaczęły pojawiać się pierwsze reakcje, udostępnienia oraz dyskusje dotyczące nowego wykonania, co pokazuje, że seria konsekwentnie przyciąga coraz większe zainteresowanie odbiorców.** PROMOCJA + WYDATKI + GRA IC !MATERIAŁ NIE PODLEGA WYCENIE!
    1 polubienie
  16. Operacja "Power Outage" została przeprowadzona w lutym 2011 roku przez specjalną jednostkę ds. przestępczości eurazjatyckiej (Eurasian Organized Crime Task Force) w której skład wchodziło m.in FBI, Secret Service oraz lokalna LAPD. Celem tej akcji było bezpośrednie uderzenie w potężną strukturę gangu Armenian Power, który zaczynał w latach 80's jako uliczny gang imigrantów w East Hollywood, a z czasem przekształcił się w międzynarodową siatkę przestępczą powiązaną z rosyjską mafią. W masowej obławie wzięło udział ponad dziewięćset funkcjonariuszy. Postawiono zarzuty blisko stu osobom pacyfikując kierownictwo gangu. Członkowie grupy odpowiedzieli za ogromne wyłudzenia finansowe w tym kradzieże tożsamości, instalowanie skimmerów w bankomatach ATM/terminalach sklepowych, handel narkotykami, wymuszenia oraz porwania. Walka służb z tym środowiskiem w Kalifornii trwa nieprzerwanie - w maju 2025 roku miała miejsce kolejna głośna, wieloagencyjna akcja koordynowana przez ICE i FBI, wymierzająca w rywalizujące ze sobą syndykaty armeńskich liderów, które zajmowały się między innymi kradzieżami transportów e-commerce oraz próbami zabójstw. - LITTLE ARMENIA/SPANISH AVENUE To, co dziś rozumiane jest pod pojęciem Little Armenia, ukształtowało się na przełomie lat 70. i 80. Był to czas potężnych wstrząsów geopolitycznych na Bliskim Wschodzie i w Europie Wschodniej. Do East Hollywood napłynęły wtedy masowe fale migrantów z Libanu i Iranu. Wojna domowa zmusiły tamtejsze, niezwykle zamożne i wykształcone jednostki do ucieczki. Gwałtowny napływ tak dużej liczby ludzi w krótkim czasie przyniósł wyzwania integracyjno-adaptacyjne. Imigranci Armenii, często nieznający języka angielskiego zderzyli się z brutalną rzeczywistością ubogich rejonów Hollywood. To właśnie w tym okresie napięć społecznych narodziło się Armenian Power. Dla większości młodzieży była to brutalna próba adaptacji i ochrony własnego terytorium. Z perspektywy całej społeczności był to jednak margines społeczny - zdecydowana większość Ormian koncentrowała się na ciężkiej pracy, edukacji dzieci i budowanie "złotego środka". W ciągu niespełna dwóch dekad Hollywood zapełniło się ormiańskimi aptekami, warsztatami samochodowymi i agencjami nieruchomości. Język ormiański stał się głównym językiem słyszanym na ulicach takich jak Sunset Boulevard czy Santa Monica Boulevard. Przełomowym momentem była data 6 października 2000 roku. To wtedy dzięki wysiłkom lokalnych liderów i organizacji takich jak ANCA, Rada Miasta Los Angeles oficjalnie nazwała ten rejon Little Armenia. Był to hołd dla wkładu Ormian w rozwój miasta. Dzielnica stała się wtedy sercem kulturowym diaspory. - HYE MAFIA/MOB Armenian Power 13 to organizacja przestępcza z Los Angeles, która przeszła unikalną ewolucję: od klasycznego gangu ulicznego broniącego imigrantów do wysoce wyspecjalizowanej, międzynarodowej struktury mafijnej. Grupa powstała pod koniec lat 80. XX wieku. W tym czasie do East Hollywood napłynęła fala imigrantów z Armenii. Młodzi Ormianie padali ofiarą dominujących w tej okolicy znacznie większych latynoskich gangów. AP-13 pierwotnie powstało jako sojusz obronny mający chronić ormiańską społeczność. Z czasem grupa zaczęła przejmować lokalne terytoria i sama zajęła się wymuszeniami oraz zastrzaszeniem. Idealnym ruchem upewniającym Armenian Power w swoich przestępczych działaniach było związanie się z La eMe czyli meksykańską mafią. Skutkiem tej "współpracy" jest liczba 13, pod którą członkowie działają po dziś dzień. Latynoskie gangi w zamian za dzielenie się zyskami z nielegalnych interesów i pośrednictwo w handlu narkotykami gwarantują ormiańskim przestępcom ochronę za więziennymi murami. Przez ten sojusz wielu młodszych członków AP13 przejęło styl bycia, ubiór oraz kulturę tatuaży od gangów latynoskich. Najbardziej wyróżniającym elementem struktury przestępczej Armenian Power jest przejście w stronę przestępczości tzw. białych kołnierzyków (White collars). Federalne śledztwa wykazały, że AP13 to potężna machina finansowa w której końca nie widać. Specjalizują się w kradzieżach tożsamości, oszustwach bankowych na dużą skalę i szeroko przez wszystkich postrzeganym skimmingu. Głośnym echem odbiła się sprawa zainstalowania nakładek na terminale płatnicze w sieci sklepów 99 Cents Only w południowej Kalifornii, co pozwoliło im ukraść ponad 2 miliony dolarów z kont zwykłych klientów. AP DANGER, AP GHOST, AP SOUL - axpers One of the most popular words in gang slang. In Armenian, it literally means "brother." It is used both as a friendly greeting and as an expression of loyalty within the organization's structure. Aharon Yerevanian, Vahan Ghukasyan, Sarkis Galstanyan to reprezentanci drugiej generacji armenian-americans urodzeni i wychowani na Little Armenia. Sprawiają wrażenie drobnych przestępców, którzy głęboko zakorzenili się w Armenian Power zaraz po swoich put-in. Swoją przestępczą karierę uliczną zaczęli od zastraszeń i wymuszeń od lokalnych przedsiębiorców na East Hollywood. Sprawnie łączyli to z handlem narkotykami na boku, rozprzestrzenianiem hodowli marihuany po wielu mieszkaniach lub garażach. Kluczowym momentem w ich przestępczej karierze były wyroki z 2011 roku, w których wielu ich "większych ziomków" straciło znaczące wpływy. Od tego momentu trójka młodych Ormian musiała wziąć sprawy w swoje ręce i podziałać w kierunku swojego "złotego środka" pośród wydarzeń związanych z operacją Power Outage.
    1 polubienie
  17. Khalid Abdallah, znany w Los Santos przedsiębiorca pochodzenia arabskiego, wcześniejszy prezes firmy GreenLine Waste MNG LCC, po sprzedaży dobrze prosperującego przedsiębiorstwa i zasłużonym urlopie odszukał kolejną okazje na rynku USA. Zainspirowany rozwiązaniami partnerów biznesowych postanowił ruszyć po zwycięstwo w nowej dla niego branży. Po utworzeniu startup, zebrania odpowiedniego zespołu gotowego do rozpoczęcia strategii ekspansji na rynku Los Santos złożył pełną dokumentacje w celu rejestracji nowej spółki - Vitae Pharma. Dane rejestrowe: Vitae Pharma CEO: Khalid Abdallah Kapitał zakładowy: 500 000$ Lokalizacja: Los Santos, San Andreas Avenue Spółka Vitae Pharma, to nowy gracz na rynku farmaceutycznym Santos. Początkowy rozwój opiera się dostosowanie oferty zgodnie z regulacjami prawnymi obrotu substancjami w tym psychoaktywnymi. Nie mając zaplecza produkcyjnego Khalid planuje bazować na outsourcingu ze średnią marżą tworząc nowe miejsca pracy i oferując współprace z licznymi przedsiębiorcami sektora logistycznego. W kolejnych krokach, planowana jest ekspansja marki, zmiana strategii na półprodukty i wytwarzanie leków pod nowym brandem w Santos. Model biznesowy zakłada mocy akcent na PR, udział w akcjach uświadamiających i innych akcjach charytatywnych. Nieunikniony rozwój doprowadzi do utworzenia własnej lini produkcyjnej rozwoju sieci aptek i umocnienia marki, tak by stanowiła odrębny filar inwestycyjny. [Zakres współpracy]: Wszystko co związane z medycyną: leki, próbki, testy i badania (do uzgodnienia). Branża logistyczna od transportu po magazynowanie. Branża publiczna - dostarczanie sprzętu niezbędnego do funkcjonowania szpitali i innych placówek opieki zdrowotnej. Inne podmioty gospodarcze, które dopasują potrzebami do zakresu usług [SPOSÓB REPREZENTACJI] [Wzór formalny] [OOC] To już prawdopodobnie ostatnia spółka jaką miałbym okazje poprowadzić, ze względu na duży sentyment do serwera i spore doświadczenia tu zdobyte chciałbym jeszcze raz stanąć ze sterami biznesu w formie spółki. Wstępnie mam dogadane pewne osoby chętne do gry, myślę, że sporo ciekawych wątków będzie możliwych do rozegrania za każdym razem w innym ciekawy sposób. Mimo, że OOC nie jestem w żaden sposób związany z tą branżą to gra mi się tutaj najlepiej.
    1 polubienie
  18. https://nypost.com/2026/06/22/us-news/one-armed-gambino-mobster-behind-1-7-million-chanel-heist-da/
    1 polubienie
  19. **A. Hazen jest zawiedziona, że dziewczyna faktycznie wycięła najlepszy moment ich rozmowy ze względu na cenzurę. Mimo wszystko jest bardzo zadowolona z efektów i nagrywek.**
    1 polubienie
  20. Bunny wpadł bo złapał ostatnio kontakt u łabędzi, zostawił like i koma że spoko
    1 polubienie
  21. Mario "Little Mario" Antonicelli, wieloletni żołnierz mafijnej rodziny Gambino, zmarł w wieku 96 lat. Little Mario odszedł 2 czerwca 2026 roku jako jeden z ostatnich ze starej szkoły amerykańskiej Cosa Nostry. Urodzony na początku lat 30. (ok. 1930-1931), prawdopodobnie w East Harlem, później przeniósł się do Bronxu i Yonkers. Przez ponad sześć dekad należał do struktur rodziny Gambino, głównie w załogach z Bronxu, Westchester i Connecticut. Uchodził za solidnego, dyskretnego i lubianego żołnierza - człowieka, który nie rzucał się w oczy, nigdy nie współpracował z władzami i po prostu "robił robotę". Był aktywny już w erze Carlo Gambino, przetrwał czasy Johna Gotti’ego i działał aż do późnych lat w bardziej korporacyjnej wersji rodziny. Został "stworzony" w latach 80., należał m.in. do załogi Louie Ricco (Louie Bracciole). Pojawiał się w aktach słynnej sprawy Scores z końca lat 90., gdzie wraz z innymi członkami Gambino (w tym Johnem Gotti Jr.) był oskarżony o racketeering. Odsiedział wtedy blisko trzy lata i wyszedł w 2002 roku. Kilka lat później był fotografowany przez FBI m.in. z Deanem DePretą, współpracownikiem Gambino z Connecticut. Jego śmierć jest kolejnym symbolem odchodzenia pokolenia mafiosów ze złotej ery nowojorskiej mafii. Pogrzeb i stypa odbyły się w Westchester, spoczął na Woodlawn Cemetery w Bronksie.
    1 polubienie
  22. Ze względu na specyfikę organizacji spod ramienia LCN jestem w stanie stwierdzić, że tym projektem zainteresować może się bardzo małe grono osób z tej sceny, które być może już miały styczność z tym klimatem bądź chcą dopiero go poznać - a słowo poznać jest w tym przypadku zrozumieniem struktur i działania dzisiejszej amerykańskiej Cosa Nostry, co jest jedynym kluczem do prawidłowego character developmentu i czerpania przyjemności z rozgrywki oraz klimatu. W czym pomóc może zdecydowanie film Gotti (1996), który od dłuższego czasu był wyznacznikiem tego, jak rzeczywiście funkcjonuje Cosa Nostra, w przypadku doświadczonych graczy mających za sobą wiele świetnych projektów, jak i byłych mobsterów takich jak między innymi Michael Franzese. W organizacji staramy się postanowić nacisk na fikcyjną załogę Prosperity Street Crew która jeszcze przed laty stanowiła jedynie drugorzędną opcję dla mianowanych członków rodziny do spraw których rozwiązanie można osiągnąć jedynie przemocą. Dziś jednak Prosperity Street Crew to najliczniejsza pozostałość po ruinach dawnej rodziny pełniącej funkcję marionetki nowojorskiej rodziny Gambino. Po ostatnich wydarzeniach, w terenie ostał się tylko jeden mianowany członek mafijnej borgaty. Spora część kapitanów odbywa właśnie swoje wyroki, a ostatni gangster starej szkoły zdecydował się odsunąć od rodziny ze względu na problemy zdrowotne. Banda młodych współpracowników bez odpowiedniego wzorca wije się po ziemi jak wąż bez głowy i walczy o szacunek oraz wpływy pozostałości marionetkowej rodziny. Zaczynając swoją rozgrywkę w projekcie i biorąc pod uwagę jego specyficzny charakter, tym bardziej, że grę zaczynacie od samego zera zalecamy stworzyć postać w wieku 23-28 lat. Jeżeli rozpoczynać macie rozgrywkę od samego i okrągłego zera, niektórzy z was zapytać mogą, co właściwie oznacza pozycja współpracownika i już śpieszę z odpowiedzią. Oficjalnie współpracownik to osoba, która została zarejestrowana przez członka. Na przykład żołnierz udający się do swojego kapitana i zgłaszający, że ten współpracownik należy do niego (żołnierza). Współpracownik może zostać odebrany temu członkowi tylko wtedy, gdy członek dobrowolnie go zwolni lub gdy administracja wyda rozkaz przeniesienia tego współpracownika do kogoś innego. Współpracownicy mogą być zarejestrowani przez dowolnego członka, niezależnie od tego, czy jest to żołnierz, kapitan czy członek panelu administracji. - r/Mafia. Co do rozpoczęcia rozgrywki od samego początku z pozycji Associate, może przydać wam się również zawsze polecany materiał do nauki nowych i mniej doświadczonych graczy o Bath Avenue Crew. Jeżeli istnieje w was zajawka na ten klimat, która została podparta podlinkowanymi materiałami, na pewno odnajdziecie się w projekcie. Ciągle szukamy nowych graczy, bo doskonale wiemy, że w tłumie może chować się osoba mająca smykałkę do tematu, która zapewne nie została jeszcze odkryta, jeżeli mowa tu o świeżych graczach. - this money belongs to Prosperity Street boys - good theft makes good money - construcions is cosa nostra business - Carmine's Corner - Vinewood Cash Spot - Marchetti Trash Hauling Solutions
    1 polubienie
  23. Prosperity Street Crew, bądź też 37th Boys funkcjonuje nieprzerwanie od aresztowania Petrulio, mimo braku sterownika tego okrętu. Po wydarzeniach z dwa tysiące szesnastego roku służby uznały Prosperity Street Crew za zwykłą szajkę pozbawioną kierownictwa bez wsparcia choćby Casalino czy Ruggiero. Po paru latach w czasach wzmożonej aktywności Vinewood wszystkie oczy zostały skierowane właśnie tam, jako ogniwo rodziny. Oczom służb zdążyło również umknąć to, że jedynemu synowi Petrulio ze względu na jego pozycję kapitana udało dostać się do rodziny już w czasach odsiadki ojca. Odkryto to dopiero na początku roku dwa tysiące dwudziestego szóstego choć oszacowuje się, że mógł zostać on wprowadzony mniej więcej w tych samym czasie kiedy wschodząca gwiazda Los Santos, Frank Anchiano. Prawdopodobnie nikt nie zwrócił na to uwagi ze względu na jego młody wiek oraz pobyt w Filadelfii co wskazuje na to, że jego inicjacja odbyła się na odległości. Tamten okres był idealną okazją do odbudowy głównego mięśnia rodziny a młodzi i narwani współpracownicy nie cofną się przed niczym żeby zdobyć jej szacunek, chamscy, seksistowscy, czasami nawet rasistowscy będący pionierami w kradzieżach, wymuszeniach, handlu narkotykami oraz egzekwowaniu długów czy haraczy a innymi słowy we wszystkim do czego trzeba jawnej przemocy lecz w dalszym ciągu wyposażeni są w główną broń Cosa Nostry czyli zdolność biznesową, dzięki której niektórzy z nich są w stanie wychylić z czasem głowy poza ulicę. Większość facetów z Prosperity Street zna się jeszcze od dziecka, mimo, że najstarsi gracze z okolic którym nigdy nie udało się osiągnąć przełomowego punktu kariery przebijają powoli próg czterdziestki. Ciężko wyłonić jakiekolwiek nazwiska z okręgu ulicznej załogi, jedynym pewnym strzałem jest wcześniej wspomniany syn Vincenta Petrulio, czyli Randy Coppola przed laty uważanego za domniemanego współpracownika rodziny i pioniera w kradzieży aut. Dziś jego działalność nie jest znana, choć źródła potwierdzają, że w dalszym ciągu może krążyć przy załodze. Nowy Jork z kolei zaniepokojony jest poprawiającym się stanem Jerome Ruggiero który może zechcieć powrócić do stron w których spędził piętnaście lat swojego życia. Nikt nie wie, czy nie zwiastuje to również powrotu takich nazwisk jak Ronald Festa, Frank Anchiano czy najbliższemu mu współpracownikowi Arthura Sacrimoni który gdyby nie aktualny stan rodziny dawno mógłby liczyć na ciepłą posadkę kapitana, komentuje jeden z agentów terenowego biura FBI w Los Santos.
    1 polubienie
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę. Warunki użytkowania Polityka prywatności Regulamin